- Opowiadanie: dogsdumpling - Taniec godowy motyli

Taniec godowy motyli

O urokach randkowania w ciemno.

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Biblioteka:

NoWhereMan

Oceny

Taniec godowy motyli

Samotność służy tylko zamężnym. I to w odpowiednich dawkach. Kora nie była zamężna i musiała się wystrzegać samotności za wszelką cenę. Dodawała zmartwień i zmarszczek. Szczególnie sparowanej części rodziny. A Kora przecież kochała swoją rodzinę. Nie do końca tak jak trzeba, ale jednak.

W przypływie altruizmu i w imię miłości do bliźniego swego spokrewnionego postanowiła umówić się na internetową randkę. Ze Stefanem – przystojnym brunetem po trzydziestce, z perspektywami. Jakimi dokładnie, tego Kora już się nie doczytała.

Spotkali się na Starym Mieście, w modnej knajpce z bogatym wnętrzem i ubogą kartą dań. Równowaga w przyrodzie musi być.

– Mów mi Stef – przedstawił się młody bóg metr sześćdziesiąt i uśmiechnął rozbrajająco.

Dziewczyna poczuła trzepot owadzich skrzydeł pod sercem. Usiedli. Zamówiła sałatę z jajkiem (lekarz kazał jej uzupełniać niedobory be-dwanaście), Stef wziął naleśniki z twarogiem. Może brakuje mu wapnia?, przemknęło jej przez głowę.

Przez chwilę żuli w milczeniu. Przy trzeciej ćwiartce (jajka) mężczyzna podniósł wzrok i tak na Korę popatrzył, że aż ścisnęło ją w żołądku, a motyle, nieco nieśmiało, rozpoczęły swój taniec miłości. Dziewczyna omal nie upuściła widelca i niepewnie odwzajemniła spojrzenie.

Zamówili deser (Kory był wielkości jajka i pasował rozmiarem do sałaty). Gdy próbowała dociec stopnia jadalności dekoracji, Stef delikatnie musnął jej dłoń. A co mi tam. Raz się żyje, pomyślała Kora i wsunęła złotą pałeczkę do ust. Motyle zatrzepotały, łaskocząc podniebienie. Chyba zrobiło to na Stefanie wrażenie, bo zbliżył się jeszcze bardziej.

– Co powiesz na dodatkowy deser? – wyszeptał, pochylając się nieznacznie.

Pyłkoskrzydłe nimfy puściły się w szaleńcze pląsy. Wargi Kory i Stefana już prawie się połączyły. Zimny pot oblał ciało dziewczyny, rumieniec wystąpił na policzki. Dłużej nie mogła dusić w sobie rozedrganych emocji.

Motyle musiały się wydostać.

Koniec

Komentarze

Nie bardzo wiem, co sprawiło chęć wydostania się motyli – czy obecność Stefana, czy może zjedzone dania…

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hm, może dlatego, że sama przechodzę przez etap randek online pod wpływem społecznej i familijnej presji, ale ten tekst mnie nieco zażenował. Nie wiem, czy dlatego, że młody bóg okazał się o głowę ode mnie niższy i wyobraziłam sobie, że w profilu zawyżył swój wzrost przynajmniej o te dziesięć centymetrów, czy może te motyle wydały mi się tak oderwane od rzeczywistości. Chciałabym wiedzieć ile bohaterka ma lat, bo jeśli jest dorosłą kobietą, to chciałabym też wiedzieć, jakim cudem zachowała tę niewinność, która pozwala jeszcze tym motylom na trzepotanie skrzydłami. 

Swoją drogą, o ile motyle dosłownie nie wyleciały jej z ust, to brakuje mi wątku fantastycznego. 

Możliwe, że tekst jest dobry, a ja zniechęcona doświadczeniami, nie potrafię go docenić, więc proszę nie przejmować się opinią frustratki, która zdążyła poznać dwóch osobników, którzy kolejno nie znali znaczenia słów: sceptyczny i apatyczny. Frustracja, albo histeria, trudno orzec. 

Regulatorzy,

bardzo możliwe, że jedno i drugie ;-)

 

Rosebelle,

to trochę taka satyra z jednej strony na zderzenie wyobrażeń i rzeczywistości, z drugiej na oczekiwania społeczne odnośnie relacji damsko-męskich. A motyle, cóż, to miała być metafora. Bohaterce dosłownie zrobiło się na tej randce niedobrze…

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

No i tak mi się wydawało, Anonimie, tylko dlaczego zamiast o chęci wydostania się motyli, nie napisałeś o barwnym pawiu? ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No to, ja nie zrozumiałam, bo motyle w brzuchu mają oznaczać rzekome zauroczenie, dlatego nie dotarło do mnie, co się faktycznie stało, a ma to dużo więcej sensu. 

Bo nikt nie mówi, że czuje pawia w brzuchu, kiedy mowa o miłości :P

 

Edit. Wychodzi na to Rosebelle, że bohaterka była równie rozczarowana internetową randką ;-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Tak, teraz się z nią utożsamiam. 

;-D To nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Ci żadnych więcej Stefanów na randkach ;-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

No dobra, a gdzie tu jest fantastyka?

Też nie załapałam metafory z motylami. Ja również mogę się utożsamiać z bohaterką, ale to dlatego, że według mojego organizmu każdy pretekst do mdłości jest dobry. I nigdy mi się to nie kojarzyło z motylami.

Babska logika rządzi!

No dobra, a gdzie tu jest fantastyka?

Tym razem brak.

 

Motyle jako takie też nie kojarzą mi się z mdłościami. Ale mówi się, że miłości/zakochaniu się/ randkowaniu towarzyszy uczucie motyli w brzuchu. A że rzeczywistość rządzi się swoimi prawami (szczególnie przy randkach w ciemno), to w szorcie to uczucie przybrało nieco inny wymiar ;-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

IMO pawie i motyle to całkiem różne gatunki zwierzątek. ;-)

Babska logika rządzi!

Jedno i drugie ma skrzydła ;-D

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Ale tylko jedno – pokryte piórami. A już Rzymianie wiedzieli, jak człowiek reaguje na piórko w gardle…

Babska logika rządzi!

Załapałam o co chodzi. Kiedy przeczytałam imię bohaterki liczyłam na motyw mitologiczny, ale nie mogę powiedzieć, że się zawiodłam. Krótka historyjka, lekko napisana.

Moja koleżanka, która przerobiła mnóstwo randek z facetami poznanymi przez internet, kiedyś podzieliła się ze mną historiami. Może je wykorzystam pisząc czarną komedię. ;) Także opowiadanko mnie uśmiechnęło, bo byłam w stanie je sobie wyobrazić. ;) 

A dlaczego mitologiczny? Tam była jakaś Kora?

Mnie się z mózgiem skojarzyło…

Babska logika rządzi!

Była, w micie o Demeter i Korze. ;)

A, faktycznie!

Babska logika rządzi!

Rosso,

dzięki za wizytę :-) Fajnie, że czytało się lekko i że uśmiechnęło. Czarna komedia brzmi bardzo adekwatnie ;-)

 

Finklo,

A już Rzymianie wiedzieli, jak człowiek reaguje na piórko w gardle…

 

Ale że sprawdzali to jakoś specjalnie?

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

No, podobno jak robili imprezkę, to ucztowali do oporu. Jak poczuli opór, to wsadzali sobie piórko w gardło, a potem mogli jeść dalej.

Babska logika rządzi!

Dodam, że piórek nie używano przy stole, jeno w womitorium/ vomitorium. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Brrr… brzmi paskudnie nieapetycznie. A mówi się, że kultura Rzymian stała na wysokim poziomie ;-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Może i paskudne, i nieapetyczne to było, ale jak poprawiało samopoczucie! ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Że mogę więcej czy że na chwilę mi lżej? :P

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Dwa w jednym! ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jak na szorcik, to zabrakło mi mocnej puenty, bo wydostanie się motyli z brzucha jest zabiegiem oczywistym od pierwszego zdania piątego akapitu. Sam pomysł też nie wydaje mi się jakoś specjalnie oryginalny i ciekawy. 

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Jak dla mnie mocna puenta nie jest wymogiem przy pisaniu szortów ;-) W założeniu miał to być lekki i przyjemny tekścik, bez specjalnych fajerwerków. Co do zakończenia – dla jednych oczywiste, dla innych mniej, choć rozumiem, że tekst mógł nie trafić ani nie zainteresować. Dzięki za wizytę i pozostawienie śladu :-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Czytało się nawet dobrze, ale nie zmienia to faktu, że rozumiem ten tekst na dwa różne sposoby:

 

  1. Bohaterka była bardzo zdenerwowana randką i, chociaż tego po sobie nie pokazywała, to nie czuła się najlepiej i w kulminacyjnym momencie “motylki” opuściły jej ciało.
  2. Bohaterka była zniesmaczona swoim partnerem ( metr sześćdziesiąt mi na to wskazuje) i starała się kontynuować randkę na siłę. Niestety, z obrzydzenia nie wytrzymała.

Tak przynajmniej odebrałem twój Szorcik, Anonimie ;)

Kiedyś dostanę Nobla.

Hmm, przeczytałem i w sumie tyle. Zrozumiałem metaforę, ale adresatem tego koncertu fajerwerków nie jestem. Natomiast w kwestii konstrukcji i puenty – tu wydaje mi się, że wszystko jest okej. Jest tempo, nie ma sztucznego przedłużania, wszystko zmierza ku wyraźnemu zakończeniu. Daję klika, bo od tej strony przyczepić się za bardo nie mogę :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

…młody bóg metr sześćdziesiąt – Bóg krasnali? :P

Ładne napisane, ale chyba nie jestem grupa docelową, bo wyobraziłem sobie jak kolesia zjadają te uwolnione motyle.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Borowiku,

myślę, że bohaterka nie miała ochoty na dodatkowy deser ;-)

 

NoWhereManie,

cieszę się, że mimo iż treść to nie Twoje klimaty, uznałeś szorcik za przyzwoicie skonstruowany i warty klika :-) Dzięki!

 

Zalthie,

kto tam wie, skąd Stefan pochodził, może miał domieszkę krasnalej krwi :P A pożarcie przez motyle to chyba dość surowa kara za wirtualne kłamstwa odnośnie wzrostu ;-) Choć taki szorcik na pewno byłby intrygujący XD

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Jak pisze NWM, od strony konstrukcyjnej trudno się do czegokolwiek przyczepić. Czy treść spowoduje, że szort zapadnie w pamięć… Zobaczymy.

Dziewczyna poczuła trzepot owadzich skrzydeł pod sercem. Usiedli. Zamówiła sałatę z jajkiem (lekarz kazał jej uzupełniać niedobory be-dwanaście), Stef wziął naleśniki z twarogiem. Może brakuje mu wapnia?, przemknęło jej przez głowę.

To jest dobre, takie rozkminianie posiłków współrandkowicza dużo mówi o bohaterce.

Ostatnie zdanie zabrzmiało mi cokolwiek horrorowo :-) Podobnie jak Zalth, wyobraziłem sobie prawdziwe motyle, wychodzące z jej ust. Tyle, że bardziej złowrogie, wyposażone w szczękoczułki i nogogłaszczki, zamiast tych trąbek, czy co tam motyle mają w charakterze narządów gębowych ;-) 

Ogólnie, udany szort. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Thargone,

dzięki za wizytę. Fajnie, że uważasz szorcik za udany :-) Co do horrorowatości, w Pod skórą M. Fabera (dobra książka; fantastyczna) bohaterka poluje na autostopowiczów (tylko facetów) w celach konsumpcyjno-hodowlanych ;-) Myślę, że takie polowanie via portale randkowe też mogłoby mieć miejsce ;-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Ciekawy szort, ale bez fajerwerków ;)

 

Należę do grupy, która spodziewała się, że z brzucha bohaterki wyfruną krwiożercze motyle lub inna szarańcza ;) A tu chodziło o takiego zwykłego, pospolitego pawia…

 

Napisane sprawnie, nic nie zgrzytało. W sam raz na jeden raz.

Szort zbudowany w całości na patencie dosłowności motyli w brzuchu – i dobrze. Sprawnie napisany, na tyle unikalny, by zapamiętać go na dłużej.

Takie szorty własnie powinny być :D

No nieźle.

Iluzjo,

 

dzięki za wizytę. Tekst miał być lekki, krótki i przyjemny, niekoniecznie wielorazowy ;-)

 

Skoneczny,

fajnie, że szorcik przypadł do gustu :-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

:D

Widzę, że to drugi (po Młynie do mumii) utwór literacki, który śmiało można otagować jako porno-gastro thriller. Niby styl nie ten sam co zwykle, ale po tematyce dało się rozpoznać Pierożka ;D

Skoro wspomniałem o stylu, to teraz reszta opinii w ten sam sposób, w jaki pisałaś “taniec godowy”:

W tym tekściku nie liczyła się historia. Ważny był przekaz. A ten wyszedł dobrze. Treściwie, z fajną, wyraźną nutą szyderstwa. Tak odnośnie Internetowego modelu randkowania, jak i wrażeń Kory podczas spotkania z “wybrankiem”. No i jajek. Widać, że podobnie jak motyle, pełnią ważną rolę w szorcie :P

Warsztatowo.Jest.Dziwnie.Te.Krótkie.Zdania.Wszędzie.Są.A.Najwięcej.Ich.Na.Początku.

:)

Tylko to mi zgrzytnęło:

Zamówiła sałatę z jajkiem (lekarz kazał jej uzupełniać niedobory be-dwanaście)

Oooooch, miałem Korę za bardziej doedukowaną…

 

Tyle ode mnie, Anonimko.

Tak mnie zszokowałaś tym wylewającym się z profilówki mrokiem, że aż bałem się zajrzeć pod Tytuł Roboczy. No ale szorcik pomógł się przełamać, więc wkrótce powrócę ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Witaj, Hrabio,

miło mi, że wpadłeś. Dzięki za obszerny komentarz :-)

 

Porno-gastro-thriller – Nawet nie wiedziałam, że istnieje taki gatunek @_@

 

po tematyce dało się rozpoznać Pierożka ;D

Heh, a wydawało mi się, że mam tematycznie zróżnicowane teksty na profilu ;-) Co do warsztatu, nie ukrywam, że eksperymenty narracyjno-formalne pociągają mnie wielce :D

 

Oooooch, miałem Korę za bardziej doedukowaną…

Hmmm… Sama miałam niedobory. Nawet nie wiesz, ile razy słyszałam, że powinnam jeść jajka i czerwone mięso, grrrrr…..

 

Tak mnie zszokowałaś tym wylewającym się z profilówki mrokiem, że aż bałem się zajrzeć pod Tytuł Roboczy. No ale szorcik pomógł się przełamać, więc wkrótce powrócę ;)

I to mówi Autor horrorów :P Co do Anielki, zajrzyj, kiedy będziesz miał czas i chęć. Nie poganiam ;-) (jeszcze >:P)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Sama miałam niedobory. Nawet nie wiesz, ile razy słyszałam, że powinnam jeść jajka i czerwone mięso, grrrrr…..

Mięcho to rozumiem, ale jajka? Jeśli w jajkach jest czegoś mało, to chyba właśnie B12… A poza tym, to najlepszy produkt, jaki stworzyła natura :)

Oczywiście można jeszcze testować alternatywną suplementację. Stosowałem na studiach i muszę przyznać, że niedoborów nie było XD

 

Co do Anielki, zajrzyj, kiedy będziesz miał czas i chęć.

Problem w tym, że obiecałem Ci początek tygodnia… Więc komentowanie w czwartek nie byłoby chyba zbyt eleganckie, nieszczególnie hrabiowsko galanteryjne, eeeech ;/ Trudna sprawa.

;)

 

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Oczywiście można jeszcze testować alternatywną suplementację. Stosowałem na studiach i muszę przyznać, że niedoborów nie było XD

Cóż, ja dbałam o serduszko i suplementację antyoksydantów ;-)

 

 Więc komentowanie w czwartek nie byłoby chyba zbyt eleganckie, nieszczególnie hrabiowsko galanteryjne, eeeech ;/ Trudna sprawa.

;)

Problemy arystokracji ;D

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Nowa Fantastyka