- Opowiadanie: wontys - Krwiopijcy

Krwiopijcy

Jest to moje drugie podejście do przelania swojego pomysłu na papier. Wszelkie komentarze, uwagi,  wytknięte błędy, wskazówki na przyszłość i rady są bardzo mile widziane. Jako gatunek dałem inne, bo fantasy to raczej nie jest :)

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Krwiopijcy

Powoli dzień dobiegał końca. Nieprzyjemne dla Krwiopijców słońce stopniowo znikało za widnokręgiem. Rozległ się bardzo niski dźwięk w słyszalnej jedynie dla tych istot częstotliwości. Alarm! Wróg nadciąga!

Krwiopijcy byli gotowi. Pierwszy oddział wystartował już po kilku minutach. Nie musieli lecieć długo, by zobaczyć nieprzyjaciela. Piątka ogromnych, potężnie zbudowanych, dwunożnych istot widoczna była już z daleka. Ciepłoczułe oczy Krwiopicjów nie wykrywały ukrytych nieprzyjaciół.

Zapowiadała się ciężka walka. Olbrzymy są bardzo wytrzymałe, dlatego podstawowym celem 1 Pułku Nękającego im. Preventusa Sanguisa nie jest eliminacja wroga, lecz tylko związanie walką i osłabienie. Dzięki temu dywizjony bojowe będą mogły uderzyć ze śmiertelną skutecznością.  

Giganci siedzieli wokół ogniska. Lotnicy bezszelestnie wylądowali na pobliskich gałęziach drzew. Maskowanie opanowali do perfekcji. Nikt nie mógł ich dostrzec, w zapadających powoli ciemnościach. Pułkownik za pomocą skomplikowanego systemu znaków wydał rozkazy.

– Już lecą – powiedział jeden z olbrzymów. – Pieprzone pijawki, ani chwili spokoju.

Pierwsze dwa skrzydła zaatakowały największego, wyglądającego na przywódcę olbrzyma. To tylko dywersja. Reszta oddziału jest dalej w ukryciu, czeka na odpowiedni moment by uderzyć. Zgodnie z oczekiwaniami wszyscy najeźdźcy rzucili się na pomoc druhowi. Zaczęli machać niewyobrażalnie dużymi kończynami i zabijać napastników. Jeden z olbrzymów złapał nadlatującego agresora. Przyglądał mu się przez chwilę, a potem bez najmniejszego wysiłku rozerwał na dwie połowy. Pozostali Krwiopijcy patrzyli, jak ich bracia giną, rozpaćkani na miazgę od potężnych uderzeń. Młodsi, mniej doświadczeni lotnicy, rwali się na ten widok do ataku, chcieli pomościć poległych i posmakować krwi wroga. Jednak pułkownik ciągle wstrzymywał się z rozkazem. Weteran tak wielu walk i potyczek potrafił trzymać nerwy na wodzy. Czym jest bowiem śmierć tych kilku jednostek, w obliczu miliardów poległych, w wojnie trwającej tysiące lat?

Dowódca wysłał trzy dywizjony, by zaatakowały kolejnego Olbrzyma. Wprowadzi to niewielki chaos i podzieli ich obronę. Po kilku minutach pułkownik pokazał kolejne znaki. Tym razem atakują wszyscy. Każde skrzydło innego Olbrzyma, każdy dywizjon inną część jego ciała.

Napastnicy wkrótce pożałują, że ośmielili się wkroczyć na terytorium Krwiopijców. Stosunkowo małe stworzenia rzuciły się na wroga z determinacją, jaką okazać może jedynie ktoś broniący swego domu, rodziny i walczący o przetrwanie.

Giganci skupili się wokół ogniska. Mimo, że raczej bezładnie wymachiwali płonącymi pochodniami, w nocnej ciszy rozległ się niski pisk płonących Krwiopijców. Słysząc to ich bracia, zaatakowali z jeszcze większą zajadłością. Gotowi byli zrobić wszystko, aby tylko znienawidzeni przeciwnicy polegli.

Na suchą ziemię padały pierwsze krople krwi gigantów, jednak zaciekły atak nie spowodował większych ran. Gdy straty po stronie Krwiopijców zaczęły robić się zbyt poważne, pułkownik zarządził odwrót.

Tymczasem Giganci usiedli z powrotem przy ognisku i zaczęli popijać swoje napoje wzmacniające. Śmiali się zadowoleni, że dręczące ich stworzenia odleciały. Rozmawiali o błahych sprawach, nieświadomi, że wokół zbierają się coraz większe siły nieprzyjaciół. Bowiem atakujący nie uciekli. Wycofali się jedynie na wcześniejsze pozycje, by móc odpocząć chwilkę, zreorganizować szyki i zaczekać na wsparcie.

Do 1 Pułku Nękającego im. Preventusa Sanguisa dołączyły dwa kolejne. Zadanie tych oddziałów sprowadza się, do unieszkodliwienia i eliminacji wroga. Składały się z największych najgroźniejszych i najbardziej brutalnych osobników. Każdy z nich wielokrotnie wysysał krew z olbrzymów. Generał dowodzący posiłkami omiótł spojrzeniem miejsce potyczki. Dostrzegł niewielkie, acz liczne rany na ciałach przeciwników. Skinął głową pułkownikowi, zadowolony z efektów Oddziału Nękającego.

Teraz przyszedł czas na prawdziwe uderzenie. Generał wydał rozkazy podkomendnym. Jako główny cel wybrał mniejszą z dwóch obecnych kobiet. Wydawała się słabsza i mniej wytrzymała. Wojsko ruszyło.

Początkowo Krwiopijcy zaatakowali wszystkich przeciwników z równą siłą, tak by nie zdradzić, kto jest nadrzędnym celem. Dopiero na umówiony znak większość żołnierzy zaszarżowała, na upatrzoną wcześniej kobietę. Większość, ale nie wszyscy. Część z nich dalej zmuszała do obrony pozostałych wielkoludów.

Kobieta krzyczała desperacko. Nieważne jak bardzo oganiała się od napastników, ani ilu z nich zabiła. Ciągle atakowali kolejni, stopniowo wysysając z niej krew, zadając kolejne piekące rany. Mimo ogromnych rozmiarów, nie mogła wytrzymać nieustannego natarcia. Spojrzała z nadzieją na towarzyszy, zawołała o pomoc, jednak ci byli zbyt zajęci. Nie mogli pomóc swojej koleżance, sami bowiem byli w tarapatach. Armia Krwiopijców nękała ich skutecznie. Atakowali szczególnie wrażliwe części ciała takie, jak oczy, uszy, nos, czy usta. Dlatego ich koleżanka, musiała radzić sobie sama.

Sędziwy generał siedział na gałęzi drzewa i patrzył zadowolony. W jego wieku bezpośredni udział w walce był niemożliwy, jednak uśmiechał się na widok dzielnie walczącej młodzieży. Nie miał jednak złudzeń. Wojna trwać będzie przez kolejne tysiące lat, a zwycięstwo wcale nie jest pewne. Jednak gdy piątka olbrzymów została zmuszona do ucieczki, poczuł przypływ nadziei.

– Cholera, Adam mówiłam ci, że ognisko to nie jest dobry pomysł – powiedziała kobieta. – Spadajmy stąd, zanim te komary nas zjedzą.

Krwiopijcy ścigali piątkę młodych ludzi jeszcze przez wiele kilometrów. Po raz kolejny krwiożerczym komarom udało się zatriumfować i zepsuć ludziom przyjemny wieczór.

Koniec

Komentarze

Sympatyczna miniatura. Początkowo bałam się, że wrzucasz nas w jakiś mikroświat fantasy, ale cieszę się, że stało się inaczej. Niestety, puenty domyśliłam się sporo przed końcem. Swoją drogą – od kiedy komary siedzą na gałęziach?

 

Językowo bez fajerwerków. Zdarzyło ci się parę potknięć.

 

Nieprzyjemne dla Krwiopijców słońce, stopniowo znikało za widnokręgiem.

Rozległ się bardzo niski dźwięk, w słyszalnej jedynie dla tych istot częstotliwości.

dlatego podstawowym celem 1 Pułku Nękającego im. Preventusa Sanguisa, nie jest eliminacja wroga

Dzięki temu dywizjony bojowe, będą mogły uderzyć ze śmiertelną skutecznością.  

Jeden z olbrzymów złapał, nadlatującego agresora

a potem bez najmniejszego wysiłku, rozerwał na dwie połowy

Krwiopijce ścigały piątkę młodych ludzi, jeszcze przez wiele kilometrów.

 

Wszędzie tutaj przecinki są niepotrzebne.

 

Wycofali się jedynie na wcześniejsze pozycje, by móc odpocząć chwilkę, zreorganizować szyki i zaczekać na wsparcie

 

Brak kropki.

 

sami bowiem byli w tarapatach Armia Krwiopijców nękała ich skutecznie

Tu brak kropki lub przecinka.

 

Czasem zmieniasz czas na teraźniejszy tylko na jedno zdanie. Może tekst zyskałby na dynamice, gdyby cały był pisany w teraźniejszym?

Reszta oddziału jest dalej w ukryciu, czeka na odpowiedni moment by uderzyć

Tym razem atakują wszyscy.

 

OK, jest jakiś pomysł, ale zbyt przejrzyście podany, IMO. Domyśliłam się w pierwszym akapicie.

Czy nie powinieneś pisać o krwiopijczych żołnierzach jako o amazonkach? ;-)

Babska logika rządzi!

Domyśliłem się dopiero w połowie, ale jest 7 rano :D Pomysł jest, zabrakło subtelności. To bardziej wprawka, niż opowiadanie. Jeśli coś mogę radzić, to pisać dużo i dla siebie, niekoniecznie wszystko publikowac. Trzeba sie oswoic z pisaniem i to polubić.

kam_mod,

Dziękuję za wytknięte błędy. Zbędne przecinki pousuwane, brakujące kropki dodane. Z czasem teraźniejszym możesz mieć rację i z pewnością wezmę to pod uwagę w przyszłości :) Nie mam pojęcia czy komary siedzą na gałęziach, ale gdybym był zmęczonym komarem, to pewnie bym siadał :D

Finkla, 

Dzięki za komentarz, faktycznie powinienem pisać o “komarzycach”, ale jakoś tak było mi po prostu łatwiej.

Funthesystem,

Tobie również dziękuję za komentarz. Oczywiście masz rację, to przede wszystkim wprawka. W pisaniu tekstów jestem ciągle nowicjuszem, ale zgodnie z Twoją radą mam zamiar pisać tak dużo, jak dużo będę miał pomysłów. 

Wszyscy macie rację, trochę zbyt przejrzyście to napisałem. Chyba zabrakło mi pomysłu i umiejętności… 

Mnie tam się podobało :) Fajnie, dowcipnie przedstawione. Nie ustrzegłeś się błędów, ale wystarczy pisać, a to przychodzi z czasem. Pozdrawiam!

https://www.facebook.com/Bridge-to-the-Neverland-239233060209763/

Cieszę się, że Ci się podobało. Tak jak mówisz, lepsza jakoś moich tekstów przyjdzie z czasem. Przynajmniej taką mam nadzieję :) 

Pomysł jest. Gorzej z wykonaniem – dużo razy powtarzasz “Krwiopijcy”, jakbyś bał się podać inny synonim, bo nie daj borze iglasty za wcześnie zdradzisz puentę. W pewnym momencie opisu walki zgubiłem się, co robili ludzie, a co komary, tak szybko zmieniasz perspektywę. Jednak przyznam szczerze, że samo zakończenie mnie zaskoczyło, nie przemknęła mi przez głowę myśl, że może chodzić o zwykłą wojnę z owadami :)

Generalnie trzymaj się porady Funthesystema – pisz jak najwięcej, analizuj błędy, a jasna przyszłość stanie dla Ciebie otworem :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Chyba masz rację i faktycznie zbyt nieudolnie starałem się ukryć zakończenie. Co do zmiennej perspektywy, postaram się nad tym w przyszłych tekstach popracować. Kolejny punkt do listy z rzeczami, na które muszę bardziej zwracać uwagę :)

Super, że udało mi się Ciebie zaskoczyć, przynajmniej cały pomysł nie poszedł do końca w las :) 

Tak. Trzeba pisać, aby się czegoś nauczyć :)

 

To co mi nie pasuje w tym tekście to fakt, że komary postrzegają nas jak wrogów, jesteśmy tutaj odwiecznym nieprzyjacielem, z którym trzeba walczyć. Walczyć i ginąć. A to ni jak nie ma się do faktu, że w rzeczywistości jesteśmy komarzym bufetem. One nas uwielbiają! Tak kochają, że nie boją się śmierci. To miłość porównywalna do naszego uwielbienia burka cukrowego (cukru) ;)

 

 

Pozdrawiam :)

 

Faktycznie mogłem jakoś ten wątek tutaj poruszyć, ale skupiłem się raczej na konflikcie jako takim. Jak o tym wspomniałeś to tak myślę, że po prostu “włożyłem” w komary, własne wobec nich nastawienie :)

Jak na początek Twojej twórczości, Wontysie, jest całkiem nieźle. Pomysł był, zaskoczenie na końcu też, a jeśli będziesz systematycznie pracował nad poprawą warsztatu, jestem przekonana, że i opowiadania będą coraz lepsze. ;)

 

Walka za­po­wia­da­ła się cięż­ko. – Raczej: Zapowiadała się ciężka walka.

 

więk­szość żoł­nie­rzy za­szar­żo­wa­ło, na upa­trzo­ną wcze­śniej ko­bie­tę. – …więk­szość żoł­nie­rzy zaszarżowała na upa­trzo­ną wcze­śniej ko­bie­tę.

 

Nie ważne jak bar­dzo oga­nia­ła się od na­past­ni­ków… – Nieważne, jak bar­dzo oga­nia­ła się od na­past­ni­ków…

 

Nie mogli pomóc swo­jej ko­le­żan­ce, sami bo­wiem byli w ta­ra­pa­tach. Armia Krwio­pij­ców nę­ka­ła ich sku­tecz­nie. Ata­ko­wa­li szcze­gól­nie wraż­li­we czę­ści ciała takie, jak oczy, uszy, nos, czy usta. Nie mogli pomóc swo­jej ko­le­żan­ce, sami bo­wiem byli w ta­ra­pa­tach. – Czy zdanie jest powtórzone celowo?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie wiem jak Ty to robisz, że wyłapujesz wszystkie błędy!? Lata praktyki? Co do powtórzonego zdania… Wkradło się takie coś po autokorekcie. Cóż, następnym razem zrobię korektę, korekty. :D Poprawki szybciutko nanoszę i obiecuję unikać ich w przyszłości. Przynajmniej się postaram. :)

Dziękuję za miłe słowa. Oczywiście mam zamiar dalej pracować. Siedzę teraz nad dwoma kolejnymi pomysłami, choć tym razem raczej zostawię sobie na dysku. Nie będę wszystkiego wrzucał zwłaszcza, że ciągle nie są to teksty najwyższych lotów. 

Wontysie, robię to zwyczajnie – siadam, czytam, a kiedy coś zauważę, wypisuję. Z pewnością nie wyłapuję wszystkiego.

Czy to lata praktyki? Nie sadzę. Zaczęłam to robić dopiero na tej stronie, czyli od niedawna. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

W takim razie zazdroszczę bystrego oka i znajomości j. polskiego :) 

Nie zazdrość tego, co wcale nie jest ponad Twoje możliwości – trenuj oko i szlifuj język. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Może i nie jest ponad, ale na pewno czeka mnie długa droga :) 

Może być nie tylko długa, ale i wyboista… :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Każda zaczyna się od pierwszego kroku.

Lewa! ;-)

Babska logika rządzi!

Pierwszy krok już chyba za mną. :) Teraz tylko nie zboczyć z kursu. 

Pomysł jest, a to na pewno dobrze :) Byłoby jeszcze lepiej, gdyby jakoś ładniej go zaprezentować. Narracja jakaś taka kanciasta (chyba ktoś już tutaj użył tego określenia, ale nie szukam, bo jest trafne i warte powtórzenia :)) Krótkie formy jak ta świetnie się nadadzą do ćwiczenia :)

 

Pierwsze dwa skrzydła zaatakowały największego, wyglądającego na przywódcę olbrzyma. To tylko dywersja. Reszta oddziału jest dalej w ukryciu, czeka na odpowiedni moment by uderzyć. Zgodnie z oczekiwaniami wszyscy najeźdźcy rzucili się na pomoc druhowi.

Raz używasz czasu przeszłego, a dalej teraźniejszego :(

 

Wydaje mi się, że też trochę za dużo używasz przysłówków (Aż dziwne, ze Fun o tym nie wspomniał :D). W każdym razie trochę mnie to mierzi, kiedy słońce “znika stopniowo” albo kobieta “krzyczy desperacko”, bo skoro krzyczy, kiedy ktoś ją atakuje, to raczej nie ze śmiechu :P

Głównym atutem tego tekstu jest element zaskoczenia, a w moim przypadku kompletnie nie wypalił – domyśliłam się całej prawdy już po kilku zdaniach. Wydaje mi się, że wszystko zależy od obecnych doświadczeń czytelników – ja przez ostatni tydzień stałam się bogatsza o tyle komarzych ukąszeń, że nie dałam się zwieść. Może gdybyś opublikował to w zimie? :)

Panta rhei (choć niekoniecznie z mainstreamem)

Nowa Fantastyka