- Opowiadanie: Bailout - Advanced Cyborgs & Spaceships s1e3 - Siódmy pasażer Gawrona

Advanced Cyborgs & Spaceships s1e3 - Siódmy pasażer Gawrona

Gdzieś, w innej czasoprzestrzeni, Alejandro wyznaje miłość Penelopie, Janusz oświadcza Grażynie, że rusza na dżihad, a Ricardo po raz kolejny postanawia, że nigdy więcej nie będzie prał skarpetek  Donalda. Tymczasem, w odległej galaktyce...

(W poprzednich odcinkach:

Epizod 1: http://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/17844

Epizod 2: http://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/17853

Pełna wersja “director’s cut”: http://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/18030)

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Advanced Cyborgs & Spaceships s1e3 - Siódmy pasażer Gawrona

Lekki frachtowiec Gawron popylał, jak zły, z szaloną prędkością czterech warpów. Iwa nadal milczała. Załoga była niespokojna. Jajecznica była taka sobie. 

– Kac prawdziwy, a jajecznica oczywiście syntetyczna – narzekał Malogan.

– Było tyle nie chlać – burknęła Eiko. Najemnik spojrzał na nią spode łba.

– I kto to mówi, księżniczko?

– Musiałam odreagować, pierwszy raz zabiłam człowieka, czy tam broga, nie wiem. Zabiłam wszystko, co mi, kuźwa, podeszło pod lufę. Ratując ciebie, przypominam.

– Prawidłowo. Podczas akcji działasz instynktownie. Jeśli zaczniesz zadawać sobie pytania, to następne będzie brzmiało – co to jest ten jasny, świetlisty tunel? – Malogan spojrzał, nie bez aprobaty, na przeciągającą się Eiko.

– Mógłbyś się tak nie gapić, wystarczy, że Nils biega za mną z wywieszonym jęzorem.

– Czego się spodziewasz, jesteśmy zdrowymi mężczyznami, w sile wieku, a co do naszego pilota… No cóż, niektórzy nasłuchali się, że chodzi o to, by gonić króliczka.

– Ach tak, a ty?

– Ja tylko co jakiś czas sprawdzam, czy coś złapało się w sidła. – Nagle do mesy wpadł Nils.

– Słuchajcie, drony złapały coś w ładowni – i popędził dalej.

– Ciekawe co? – zastanawiał się Malogan. – Tak tam pizga, że najpewniej katar.

 

W kącie ładowni, za skrzyniami wypełnionymi brylantami, wartymi całe planety, unosił się półokrąg dronów. Wpatrywało się w nie dwoje wielkich oczu, osadzonych w kudłatej głowie, zwieńczonej licznymi, ostrymi kolcami, czy może rogami. Posiadacz głowy, szczycił się nie mniej kudłatym ciałem i ogonem. Pomijając łeb, stwór przywodził na myśl brązowego psa, wielkości pokaźnego cielaka.

– Kici, kici – cyborg ostrożnie wychylał się zza dronów.

– Nie podchodź Benn. To coś dostało się do zamkniętej ładowni, na statku ekranowanym przed teleportacją. Nie wiesz, co jeszcze potrafi – ostrzegła Kaila. Kudłacz przekrzywił lekko głowę i wydał kilka trzasków i pomruków. Następnie najeżył się i zaczął jarzyć srebrno-niebieską poświatą. W kolejnej sekundzie był już w innym rogu ładowni. Drony po prostu przeleciały tam i otoczyły go ponownie.

– To tyle na temat naszych ekranów – stwierdził Malogan.

– Nie, systemy są w porządku. Odczyty są niesamowite. Nie wiem, co to coś robi, ale to nie jest teleportacja “wytnij – wklej” – Kaila była zafascynowana.

– Nie ma innej teleportacji – przypomniała Eiko.

– Żadna, znana, inteligentna rasa taką nie dysponuje, ale powiedz mi w takim razie, co przed chwilą widzieliśmy? Wyczułaś coś na poziomie psionicznym?

– Tylko tyle, że zwierzak wyobraził sobie siebie w tamtym kącie.

– Dobra, możemy już wyrzucić go przez śluzę, zanim zasika podłogę? – prychnął Nils. Eiko i Benn rzucili mu mordercze spojrzenia.

– Czemu chcesz zabić to unikatowe stworzenie? – zapytał cyborg.

– Jak to zabić? Jeśli jest kumaty, zrozumie wtedy, że nie jest tu mile widziany i teleportuje się gdzieś, w cholerę.

Kilka sarkastycznych uwag i ciętych ripost później stanęło na tym, że zirytowany Nils zostawił wszystkich z ksenozoologiczną zagadką i poszedł wyłączyć się w komorze kriogenicznej.

 

Obudził się ze standardowym poczuciem ogólnego rozbicia, bezsensu istnienia i niepewności, co do ilości posiadanych kończyn. Mapa wskazywała, że Gawron znajdował się na niskiej orbicie Yone, planety uciech i rozrywek. Doszedłszy jako tako do siebie, Nils rozprostował kości i udał się na mostek. Z logów wynikało, że załoga zapakowała się do lądownika i wybrała na dół. Nils przejrzał jeszcze monitoring. Tak jak można było się obawiać, podczas tygodniowego lotu zwierzak zajmował się głównie fajdaniem ładowni i wkładaniem minimum wysiłku w czynności, dające Eiko cień nadziei, że uda się go oswoić. Psioniczka, skupiona na swojej nowej zabawce, dała sobie na razie spokój z dekorowaniem statku w hipisowskie motywy. Jak tylko Gawron dotarł na Yone, kudłacz teleportował się w nieokreślone miejsce, ale logiczna wydawała się powierzchnia planety. Eiko, nadal nieszczęśliwie zakochana, natychmiast zainicjowała misję poszukiwawczą, a reszta zabrała się z nią, w takich czy innych celach. Nilsa to nie dziwiło, bo po co sterczeć na statku, skoro można wreszcie użyć hazardu, rozpusty i wyluzować się w VR, nie bacząc na stan konta. Nie dziwiło go też, że frachtowiec nadal znajdował się na orbicie, ale skoro as pilotażu już się obudził… Usiadł za sterami i rozpoczął podejście do lądowania.

 

W porcie, pozostawił statek pod opieką uzbrojonych po zęby dronów i nanobotów, a sam pojechał ścigaczem do dzielnicy knajp. Whisky Zediego była niezła, ale yoneński bimber ze światła był znany w całej galaktyce. Nils znalazł przyzwoity lokal, zamówił szklaneczkę i sącząc powoli trunek zastanawiał się, co dalej. Spróbował wywołać Kailę.

– No cześć. Właśnie tapiruję sobie loki, ale mów – odpowiedziała rozbawiona.

– Nie wiem co komputerowe świadomości mają wspólnego z tapirami, ale, skoro już jesteśmy przy wymarłych zwierzętach, co się dzieje z tym śmierdziuchem i grupą pościgową?

– Grupa pościgowa składa się z Eiko i Benna, który nie zdążył zbadać mechanizmu niestandardowej teleportacji. Włóczą się po planecie na ścigaczach, bez większych sukcesów. Malogan przegląda oferty banków, ale przede wszystkim powinieneś zainteresować się Zedim.

– Ryszard? A co on takiego nabroił?

 

Odwieczna zasada wszechświata głosi, że kiedy grupa wesołych kompanów rusza w tango, zawsze znajdzie się jeden, który zanadto się wyluzuje. Tym razem padło na Margitianina. Z pomocą Kaili, Nilsowi udało się go w końcu odnaleźć. Kosmita szedł właśnie zygzakiem przez Klukosieki, dzielnicę slumsów, zamieszkaną głównie przez biednych imigrantów z planety Helsinki. W dłoni trzymał świecącą butelkę, wartości kilku tutejszych lokali mieszkalnych i śpiewał na całe gardło obraźliwe piosenki o kibicach RTS Kluko. W ciemnych zaułkach nietrudno było dostrzec grupki wściekłych Postfinów. Nils podejrzewał, że nie rzucili się jeszcze na kosmitę tylko z powodu technicznego problemu, sprowadzającego się do pytania – jak dać w zęby komuś, kto najwyraźniej wcale ich nie posiada. Pilot postanowił zastosować fortel, wypróbowany już z dobrym skutkiem wcześniej. Wyciągnął z zanadrza sfatygowaną odznakę.

– Stołeczny Departament Policji, Sekcja Prewencji Chorób Wenerycznych Przenoszonych Przez Dotyk! – krzyknął. – Nie ruszaj się czarnuchu, rzuć bimber, ręce za głowę! Udaj się z nami dobrowolnie, to nikomu nie stanie się krzywda. – Podbiegł szybko do Zediego, zerkając na boki.

– Jak mnie nazwałeś? – zesztywniał Margitianin, mający, jak wszyscy jego ziomkowie, rzeczywiście, zdecydowanie śniadą karnację.

– To ja, Rysiu – syknął cicho Nils. – Spływajmy stąd, zanim zrobi się naprawdę gorąco.

– Jak mnie nazwałeś?! – ryknął Zedi. Cholera, wspominał coś o szale bojowym, myślał pilot Gawrona, podczas długiego, wymuszonego lotu, zakończonego bliskim spotkaniem ze ścianą.

– Właśnie, jak go nazwałeś? – powtórzył jakiś blady, wąsaty oprych.

– Tacy, jak ty, nie są tu mile widziani, glino – dodał drugi tubylec.

– Wyjebać ci? – zadał odwieczne, egzystencjalne pytanie, trzeci.

 

W tym samym czasie, Malogan, po raz kolejny, zaczynał się nieco irytować. Zamierzał tylko wziąć parę ulotek i dowiedzieć się kilku rzeczy, tymczasem scenariusz spotkania z bankomatem wyraźnie wymykał mu się spod kontroli.

– Ile razy mam powtarzać, że nie chcę wnioskować o żadne przeklęte pięćset minus, i że mam w dupie wysokość przyszłej emerytury?! – krzyknął, straciwszy cierpliwość. Ta zakuta puszka miała chyba najtańsze oprogramowanie. Najemnik wyszedł z banku, tym bardziej wściekły, że nie udało mu się trzasnąć automatycznymi drzwiami.

– Potrzebujesz pomocy? – usłyszał przymilny głos Kaili.

– Prawdziwy mężczyzna nigdy nie potrzebuje pomocy – odburknął.

– Tak jak na asteroidzie? Skoro już ustaliliśmy wynik na skali maczowatości, to może jednak zainteresuje cię krótka i zwięzła oferta kilku najlepszych banków na Yone? – głos Kaili ociekał słodyczą.

– Jeszcze dwie minuty i sam bym sobie wtedy poradził.

– Okej, nie traktuj tego jako pomoc, tylko wykorzystanie nadarzającej się okazji, w celu zaoszczędzenia czasu. Możesz to przejrzeć później, a teraz proponuję, żebyś dołączył do rozróby Nilsa i Zediego. Podreperujesz nadwątlone ego, a przy okazji może któryś z nich przeżyje.

– Rozróba, mówisz? – na twarz łowcy nagród wypełzł wredny uśmiech. – Poproszę dwie.

 

Malogan patrzył przez chwilę z dachu wysokiego budynku na trwającą w Klukosiekach awanturę. Zedi najwyraźniej oprzytomniał, bo sprawiał wrażenie bycia po tej samej stronie, co Nils. Tak czy inaczej, kiedy atakuje cię pół kwartału rozjuszonych potomków hakapelitów, sprawy potrafią przybrać nieprzyjemny obrót. Dwójka naszych bohaterów dysponowała, na szczęście, tanią, przenośną tarczą siłową, która była już u kresu wytrzymałości.

– Wreszcie robota dla mnie. Osłaniaj mnie, mała – mruknął najemnik, kończąc rozstawiać automatyczną wieżyczkę snajperską.

Zanim Kaila zdążyła wymyślić, w jaki sposób mogłaby go osłaniać, Malogan wyciągnął dwa ciężkie blastery i skoczył w dół. W chwilę potem SI przypomniała sobie, że myśli i działa w ciągu pikosekund, więc wyłączyła oświetlenie w całej dzielnicy, usmażyła napastnikom wszystkie elektroniczne wszczepy i puściła z okolicznych głośników przemówienie Fidela Castro, na cały regulator. Nie było czego zbierać, ale zanim Malogan zdążył, swoim zwyczajem, zirytować się, że odebrano mu cukierka, do dzielnicy wkroczyło wojsko. Klukosieki mogły być strefą no-go, ale na każdej planecie znajdzie się paru twardogłowych majorów, którzy nie przepuszczą okazji, żeby wypróbować nowe zabawki. Nilsa interesowało już wprawdzie tylko to, czy jest jakaś szansa, że nadal ma całe bębenki, a Zedi postanowił nonszalancko stanąć na głowie, ale najemnik rozstrzelał radośnie pół kompanii space marines, zanim całą rezolutną czeredę oddano pod opiekę żandarmerii.

 

Kaila kontynuowała swoją odyseję i wkrótce udało jej się zlokalizować pozostałych członków załogi.

– Prowadziłeś może kiedyś negocjacje w sprawie uwolnienia zakładników? – spytała Benna, który, wraz z psioniczką, miał właśnie przerwę w szalonych poszukiwaniach egzofauny.

– Nie, ale Eiko ma doświadczenie w akcjach ich odbijania, więc podaj tylko współrzędne – odparł zmęczony cyborg.

– Nie tym razem, blaszaku. Wystarczy, że metropolitalni chcą ich skazać na śmierć, niech włączą się jeszcze do tego galaktyczni, to nasze zwariowane szczęście wreszcie się skończy.

– To co proponujesz?

 

Nadprezydent planety Yone patrzył na depeszę od głównego dowódcy sił zbrojnych. Dwadzieścia ton brylantów za osmalenie jednej dzielnicy i głowy kilkudziesięciu space marines. Ten interes wydawał się zdecydowanie zbyt dobry, żeby mógł być prawdziwy. Prezydent musnął holograficzny symbol.

– Girda, połącz mnie z Perezem na Rakatanie.

 

Gawron startował z ogłuszającym rykiem silników. Załoga była w komplecie. Właściwie w nadkomplecie, bo kudłaty teleporter, przybrawszy łobuzerski wyraz pyska, siedział z powrotem w ładowni, jakby nigdy nigdzie się nie wybierał. Eiko szalała z radości, Nils z zazdrości. Siedział właśnie w kokpicie i usilnie próbował uspokoić gonitwę myśli i skupić się na obowiązkach pilota. Wydawało mu się, że władze Yone trochę zbyt łatwo łyknęły te brylanty, ale nie zamierzał zadręczać tym teraz swojej, cudem uratowanej, głowy. Dał całą naprzód na silnikach konwencjonalnych i zapadł się w wygodny fotel, próbując zrelaksować. Frachtowiec oddalał się od niegościnnej planety uciech, strasząc stada gwiezdnych nietoperzy i chlapiąc antymaterią na niczego niespodziewających się autostopowiczów. Za statkiem, w odległości pół miliona kilometrów, leciała mała, ale wredna sonda stealth.

Koniec

Komentarze

Mam mieszane uczucie. To tak jakbyś opisał tylko jeden i to nie najważniejszy epizod bohaterów. Może to zamierzone albo ja się nie wczułem.

Minęła chwila, patrzę na tytuł…..

Wszystko jasne :)

Witaj!

Tym razem uniknąłeś chaosu, i czytelnik wie o czym czyta (tzn. szczególnie jeśli przeczytał poprzednie epizody).

Siódmy pasażer wydał mi się bardzo sympatyczny, a bohaterowie przeżywają przygody w swoim stylu :) Nie żeby porwało, ale w dalszym ciągu ciekawi, szczególnie właśnie ten stwór co przybrał “łobuzerski wyraz pyska”. Zresztą to moje ulubione zdanie w tym epizodzie:

Właściwie w nadkomplecie, bo kudłaty teleporter, przybrawszy łobuzerski wyraz pyska, siedział z powrotem w ładowni, jakby nigdy nigdzie się nie wybierał.

Czytało się dobrze, nigdzie się nie potykałem, ale ja to ślepawy jestem więc mi tak do końca nie ufaj.

 

Pozdrawiam!

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Tytuł adekwatny do tekstu, bo miałam wrażenie jakbym czytała opis odcinka jakiegoś serialu.

 

Trochę chaotycznie, ale co ja tam będę mówić ;) Zresztą i tak jest lepiej niż za pierwszym razem. Bardziej wiadomo o co chodzi, akcja, chociaż trochę zbytnio porozbijana jak na taki krótki tekst, nabiera sensu. Jednego lub dwóch bohaterów mógłbyś zlikwidować, wtedy opowiadanie stałoby się bardziej przejrzyste :)

Dziękuję za komentarze.

 

@Mytrix Zawsze jest ryzyko wpadnięcia tu reg, z krzykiem, że pysk nie może mieć wyrazu, a wyraz nie może być łobuzerski. Dobrze, że wykonałeś uderzenie uprzedzające, sierżancie.

 

@lenah Jak na razie wystarcza mi zabijanie, jeszcze na etapie prenatalnym, nadmiaru przysłówków, przymiotników i tym podobnych szkodników. Jak mawiają utopce zen – w przejrzystej wodzie głębia nic nie kryje.

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Z dotychczasowego chaosu zaczyna się wyłaniać coś, co powoli do mnie dociera. Chyba już rozróżniam bohaterów, choć nadal nie bardzo wiem o co chodzi. ;-)

 

nie­któ­rzy na­słu­cha­li się, że o cho­dzi o to, by gonić kró­licz­ka. – Dwa grzybki w barszczyku.

 

Drony po pro­stu prze­le­cia­ły tam i z po­wro­tem go oto­czy­ły. – Czy to ostateczna wersja zdania?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

proponuję "znów" lub "zonwu" zamiast "z powrotem" bo teraz wychodzi na to, że przeleciały tam i z powrotem, więc można zdanie zrozumieć: "Drony poleciały i wróciły tam gdzie były go otoczyły" :D

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

@Reg

Zaprawdę, powiadam Tobie, na początku też był chaos, a potem wyłoniło się z niego coś, co do niektórych dotarło.

 

@Reg  @Mytrix

Poprawione. “Zonwu” jest dość ciekawe i awangardowe, ale to imię brata sławnego krasnoluda Zołto, nie mam praw autorskich. Jeszcze była wersja – “Drony po prostu przeleciały go i z powrotem otoczyły”, ale zrezygnowałem z tego, bo było przed 22-gą. Może kiedyś, jak będziemy robić wersję reżyserską.

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

W takim razie, Bailoucie, skoro chaos początku mam już za sobą, czekam na to, co wyłoni się niebawem. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Haha ^^ może być i Zonwu ^^

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Fajne, podobało mi się :)

I też mam wrażenie, że lepsze od poprzednich części.

Mógłbyś dawać w opisie linki do wcześniejszych fragmentów.

Znam tylko pięć liter ;)

Dzięki. No to stolica zdobyta, dalej pójdzie z górki. Taki jest niecny plan, żeby każda kolejna część była lepsza. Dobry pomysł z linkami, zrobię to, jak tylko mi przejdzie lenistwo.

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Mnie też się spodobało. Chaos kontrolowany, już nawet powoluśku zaczynam rozróżniać bohaterów. Bez przesady, na razie nie wszystkich, zacznijmy od ufoludka i hipiski. ;-)

Ujął mnie fragment z katarem. :-)

Interpunkcja utyka.

Babska logika rządzi!

Dzięki za punkt :) , będę go nosił z dumą. Klawo, że każdy chwali inne fragmenty, co ciekawe, często te, które mnie samemu wydawały się najsłabsze. Dzie znowu punkcja?! Pińcet razy korektę robię!

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Mam nadzieję, że punkcik dorobi się czwórki rodzeństwa, po czym cała rodzinka zniknie. ;-)

No dobrze – choroba weneryczna przenoszona dotykiem też była niezła. ;-)

Babska logika rządzi!

Przyjemne opowiadanie do poczytania na przerwie w pracy. Wchłonąłem dość szybko, parę momentów (ten z policją i z pierwszym kontaktem z futrzakiem) było bardzo fajnych. Faktycznie też mniej czuje się chaos w treści i całość łatwiej szła mi identyfikacja bohaterów.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Kiedy ekranizacja?

 

Nie jestem fanem takich powieści w odcinkach, ale doceniam humor.

 

A jebnę (:P) klikiem na zachętę. :)

 

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Thx :D . Co do ekranizacji, to mam trochę problem. Obawiam się, że jeśli przyjmę ofertę Camerona, to Abrams się obrazi. No i Spielberg coś tam spamował, że chciałby godnie zakończyć karierę…

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Może Krauze. Tylko Antoni.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Zapowiada się na wiele odcinków. Starczy dla każdego. ;-)

Babska logika rządzi!

Dobry pomysł, Finkla, a ten kto poprawniej powie “Grzegorz Brzęczyszczykiewicz” dostanie najlepszy epizod. Krauze bałbym się nawet do splatterpunka, klasy C, zatrudnić.

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Sympatyczny kudłacz. A opowiadanko dało się czytać, choć na razie obyło się bez karuzeli śmiechu.

Widzę, że powstał już następny odcinek i myślę, że z nim też się zapoznam :-). 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Dzięki. Proponuję zajrzeć też do wcześniejszych.

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Momentami się gubiłem, ale dałem radę. Napiszę tak: sympatyczne, pomysłowe i w miarę plastyczne. Akcja jest i to dużo, dzięki temu czytało się szybko (gdyby się parę razy nie zgubił byłoby idealnie).

Intrygujący kudłacz :)

 

F.S

Dziękuję bardzo, mości Stefanie, dobrodzieju :) . Jak na razie to hitowy epizod. Zalinkuję pełną wersję w przedmowie, skoro tu jeszcze gawiedź zagląda.

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Jakie to było dobre :D Aż się przypomina “Autostopem przez galaktykę”. Sporo grubych żartów, ale gęba się cieszyła. Co tu więcej pisać, klikam, a kiedyś wpadnę do wersji kinowej. 

:D Dzięki. Zajrzyj, zajrzyj – w “director’s cut” wreszcie dostałem budżet wystarczający, żeby nakręcić prolog i zakończenie.

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

No, ale to musisz się uzbroić w cierpliwość, bo mam jeszcze trochę tekstów w kolejce. W każdym razie nie spodziewałem się, że tak dobrze (a przede wszystkim zabawnie) piszesz – bo na takim poziomie już dawno powinna być biblioteka. Ale pewnie czytelników odstraszyło publikowanie w odcinkach, a potem długość wersji ostatecznej. Czyli jednak ta biblioteka nie taka wspaniała, bo czasem jej brak czyni podejrzliwym wobec autora.

Spoko wodza, kiedy przeczytasz to przeczytasz. Ja i tak teraz rozbiłem bank – trzy teksty do Biblio w ciągu doby, szaleństwo jakieś :D.

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Nowa Fantastyka