- Opowiadanie: cobold - Koszmar

Koszmar

Dobry wieczór.

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Koszmar

 

Stworzenie pełzło w ciemności. A ciemność była dobra. Dawała możliwości. Wyostrzała zmysły. Stworzenie nie potrzebowało światła. Kierowało się węchem i dotykiem. Zapach ciepłego ciała, świeża woń mydła, prawie maskująca słodki odór potu z cierpką nutą lęku. A głębiej: kropelka krwi i odrobina zgnilizny… Tak, to był dobry trop.

Czarne pazurki uczepiły się prześcieradła i stworzenie wsunęło się cicho pod poduszkę. Było chude, jak rozjechany na drodze kot. Sięgnęło łapką głębiej i… tak, nie myliło się! Pod poduszką leżało sobie mięciutko malutkie nasionko. Stworzenie, drżąc z emocji, wypluło z pyszczka mała monetę i zamieniło miejscami z nasionkiem. Zawsze trzeba zapłacić. Tak jest uczciwie.

Teraz szybko, do starego parku. Zasadzi nasionko między kamiennymi płytami. A następnej nocy nasionko wykiełkuje, wypuści bajeczne pędy, które wzniosą się ponad miastem i wrócą do tego pokoju.

 

 

Mała, jasnowłosa dziewczynka, w różowej piżamce, stanęła w drzwiach kuchni.

– Cześć, tato!

Tomek odwrócił się od blatu, przy którym smarował masłem kanapki. Kiwnął głową.

– Cześć, słonko!

Ania uśmiechnęła się jak prawdziwe słoneczko. Rozczochrane, ale słoneczko.

– Nie ma mamy?

– Przecież wiesz, że musiała wyjechać na to sympozjum. – Odkręcił słoik z dżemem.

– Ale wróci?

– W czwartek po południu.

Ania usiadła przy stole. Ściskała coś w prawej dłoni.

– Wypadł mi ząb! Wczoraj wieczorem. Nie chciałam was budzić. Tak chwierutałam, chwierutałam, aż wreszcie wypadł.

– Pokaż! – Położył przed nią kanapkę i usiadł obok.

– Nie mam. Schowałam pod poduszkę i wróżka zębuszka zabrała. Zostawiła mi pieniążek!

Ania z dumą zaprezentowała pięciozłotówkę. Tomek uśmiechnął się do siebie. Widocznie Magda, kiedy poszła rano pożegnać się z małą, musiała zabrać ząbek i podłożyć jej tę monetę. Ania była jedynaczką, miała wszystko co tylko zechciała. Ale cieszyła się z tej pięciozłotówki jak z największego skarbu. Zresztą, co się dziwić, to jakby nie było, jej pierwsze zarobione samodzielnie pieniądze.

 

 

Otworzył oczy i w drzwiach sypialni zobaczył małą sylwetkę. Oświetlana od tyłu miękkim blaskiem padającym od strony pokoju dziecięcego, wyglądała jak półprzezroczysta.

– Mogę tu spać? Śnił mi się koszmar… – zapytała cicho.

– Myślę, że mama nie będzie zazdrosna – odpowiedział zaspany. – Jaki koszmar?

Mała wgramoliła się szybko na łóżko. Weszła pod kołdrę i przytuliła się jak pisklak.

– Mieszkałam w bloku, takim jak u babci – opowiadała poważnym głosem. – Wsiadłam do windy, żeby zjechać na dół, ale winda nie zatrzymała się na parterze, ani w piwnicy, tylko jechała gdzieś dalej w dół. Jechała i jechała, a przez okienko nie było już widać schodów tylko ścianę z betonu. Jechała tak długo, coraz głębiej, że bałam się, że nigdy nie wrócę na górę i zaczęłam krzyczeć. Bardzo się bałam.

– Już dobrze, to tylko sen. – Pocałował ją w czoło. Wytarła je ręką.

– Tatusiu, skąd się biorą koszmary? – zapytała po chwili. Już prawie przysypiał.

– Nie wiem. Chyba jak się o czymś dużo myśli, to potem może się przyśnić w nocy.

Zastanowiła się krótko.

– Chyba nie. Ja nie myślę o takich rzeczach. To musi inaczej działać. – Znowu chwila ciszy. – A sny się sprawdzają?

– Pod warunkiem, że ich nikomu nie opowiesz – odpowiedział sennie.

– To dobrze.

 

 

Rano nie mógł jej dobudzić. Żeby się nie spóźniła do szkoły, musiał jej  pomóc się ubrać.

– Coś ty zrobiła w kolano? – Na chudej nóżce rozkwitał siniak-gigant.

– Aaa, jak szłam do ciebie w nocy, to się hukłam o drzwi – odparła beztrosko.

– Masakra. Mama jak to zobaczy, to nas zabije…

Ania uśmiechnęła się szelmowsko:

– Nie przyznamy się, że to twoja wina. Powiemy, że pani w szkole mnie zbiła!

– O tak, to mamę na pewno uspokoi…

 

 

Ania wrzuciła plecak i worek z butami na tylne siedzenie, a sama rozparła się na przedzie. Zapięła pasy i wyjęła z kieszeni komórkę. W szkole nie wolno im było korzystać z telefonu, więc teraz musiała szybko nadrobić stracony czas. Małe paluszki szybko kreśliły po ekranie skomplikowane wzory.

Tomek, patrząc przed siebie na drogę, zapytał:

– Jak było w szkole?

– Tak sobie.

– Co robiliście?

– Nic.

– Czyli jak zwykle… Muszę cię chyba wypisać z tej szkoły – zażartował, hamując przed światłami.

– O tak! Wypisz! – Udała ożywienie Ania.

Zatrzymali się na światłach. Tomek spojrzał na nią.

– Krew mi się dzisiaj puściła z dziąsła – nie odrywając oczu od telefonu, powiedziała Ania.

– Tam, gdzie ci ząbek wypadł?

– No.

Zabłysło zielone i ruszyli.

– To się zdarza. Pokazałaś pani?

– Poszłam na przerwie do higienistki i dała mi taki wacik jak u dentysty. I mi przeszło. Ale mówiła, że jak będziesz miał chwilę czasu, to żebyś mi zrobił badania. Morfologię i zakrzepnięcie.

 

 

Kiedy zajrzał rano do pokoju Ani, mała już nie spała. Leżała w łóżku. Podszedł, żeby ją pogłaskać i poczuł, że poduszka jest cała mokra.

– Znowu miałam koszmar – poskarżyła się.

– Moje maleństwo. Co ci się śniło?

– Że mieszkaliśmy w takim innym domku. Nie naszym. Tylko małym i biednym. I ja nic nie mogłam znaleźć. Chodziłam po pokoju, nie było moich zabawek i książek. I wtedy spotkałam ciebie. A ty mnie w ogóle nie poznałeś.

– To niemożliwe – wtrącił szybko.

– I popatrzyłam się do lustra. I… I byłam zupełnie stara i łysa… – Była naprawdę przestraszona.

Tomek przytulił ją mocno. Potem wziął do ręki kosmyk jej włosów i podsunął jej przed oczy.

– Zobacz głuptasie, jakie masz ładne włosy!

– Po mamusi? – zapytała.

– No, dobrze, że nie po mnie! – zaśmiał się.

Już nie pamiętał, kiedy sam miał jakiś koszmar. Dorośli chyba nie mają koszmarów, wystarczy kłopotów na jawie.

– A tobie co się śniło? – zapytała, jakby domyślając się o czym myśli.

– Zęby.

– I co one robiły?

– A nic. Kruszyły się! – znowu się zaśmiał.

– To głupi sen – orzekła z powagą.

– Babcia mówiła, że jak się śnią zęby to niedobrze. A ja myślę, że to dlatego, że mam jutro iść do dentysty.

– Boisz się? – wzięła go za rękę.

– Nie, ale to nieprzyjemne.

– Najgorzej jak ci wsadzają te waciki, no nie?

 

 

Spędzili razem bardzo miłe popołudnie. Obejrzeli po raz setny „Krainę lodu” z płyty. Potem zamówili pizzę. Tomek zjadł połowę, a Ania jeden trójkącik. Upaćkane keczupem talerze rytualnie zostawili brudne w zlewozmywaku. Magda wróci dopiero w czwartek.

Teraz leżeli obok siebie w łóżku. Tomek czytał książkę, a Ania grała na komórce.

– Tatusiu, co byś zrobił jakbym ci umarła?

Tomek opuścił książkę na kołdrę. Myślał, że okres dziwnych pytań już minął.

– Daj spokój!

– Serce by ci pękło? – Dziewczynka z nadzieją spojrzała mu w oczy.

– Na pewno! Mamusi też! – Wytrzymał jej wzrok.

Ania odwróciła się do niego plecami.

– To ja nigdy nie umrę… Ale musisz mi obiecać, że ty też nie umrzesz pierwszy. – Jej głos był teraz stłumiony przez poduszkę.

Tomek spróbował być poważny:

– Wiesz, jestem starszy, kiedyś przyjdzie na mnie czas. Ale ty będziesz już wtedy dorosła. – Patrzył na jej małe ciałko otulone kołdrą i nie mógł uwierzyć, że tak kiedyś będzie.

– Wcale nie jesteś aż taki stary. Babcia jest starsza. Ona nawet nie ma zębów – zachichotała Ania.

Tomek odetchnął. Rozmowa wróciła na spokojne wody.

– Nie śmiej się z babci, bo sama jesteś szczerbata. A teraz idź już spać, bo znowu będziesz miała podkrążone oczy.

 

 

Ania zorganizowała przyjęcie dla zabawek. Stolik postawiła na środku pokoju. W kuchni tata rozmawiał przez telefon z mamą. Do Ani docierały pojedyncze zdania.

– Daj spokój, męczyła mnie pół godziny. W końcu powiedziała, że trzeba wyrwać – mówił zbolałym głosem.

Przy zabawkowym stoliku siedzieli Barbie, miś i kucyk Pony. Barbie była ubrana w najlepszą sukienkę, a kucyk miał grzywę i ogon złote jak włosy mamusi. Przed każdym leżał talerzyk, a na środku dymiła waza z gorącą zupą. Ania była gospodynią i nalewała wszystkim po kolei.  Barbie grymasiła i nie chciała jeść zupy. Mówiła, że jest za gorąca.

– Bardzo za tobą tęskni. Nie chce spać sama. Co wieczór przychodzi do mnie. – Tatuś wyraźnie się martwił.

To bardzo nieładnie tak się zachowywać. Trzeba ją nauczyć grzeczności. Ania kiwnęła głową. Kucyk złapał mocno Barbie za ręce i przycisnął ją do podłogi. Misiu zatkał jej nos i zaczął na siłę wlewać gorącą zupę do gardła. Barbie kopała nogami, próbowała krzyczeć, ale krztusiła się.

– Strasznie się poci. Tej nocy musiałem ją przebrać w nową piżamę. Apetytu też nie ma… – Tomek zajrzał do pokoju. Mała bawiła się na podłodze lalkami,

To dla twojego dobra. Jesteś taka chuda – krzyczał miś. Zimna zupa jest niedobra – dodał kucyk. Nie zaciskaj zębów, bo ci je wybiję – warknął miś. Przerażona Barbie nie nadążała łykać gorącego płynu. Próbowała wymiotować, ale to tylko powodowało, że dusiła się jeszcze bardziej. Próbując się uwolnić, kopniakiem przewróciła stolik. Naczynia rozsypały się po podłodze.

– Przesadzasz. Zawsze była drobniejsza od koleżanek. Znasz moje zdanie: badania nie leczą. – Tatuś był już trochę zniecierpliwiony.

Barbie przestała się bronić i jakby zwiotczała. Kucyk puścił jej ręce i powiedział: Sama tego chciałaś. Jak nie będziesz jeść, to pójdziesz do…

– No dobrze, zadzwonię jutro do przychodni i umówię wizytę. – Skapitulował Tomek.

Ania stanęła w progu kuchni z lalką w ręce. Potrafiła pojawiać się tak nagle, jak te dziewczynki z horrorów. Barbie, trzymana za jedną nogę, zwisała bezwładnie. Włosy włóczyły jej się po podłodze. Tomek odłożył telefon i zapytał:

– Koniec przyjęcia?

– Nie chcę iść do lekarza!

– Ale nic ci nie będą robić. Pan doktor tylko cię zbada – powiedział Tomek łagodnym głosem.

– Nie chcę! – jeszcze głośniej.

– Mamusia kazała…

No tak. Ania zbyt długo żyła na świecie, żeby nie wiedzieć, że w tym domu był to argument ostateczny. Nie pozostawało nic innego jak tylko się podporządkować. Ale można było bronić resztek honoru. Spuściła głowę.

– Ale jak będę grzeczna i nie będę płakać, to mi coś kupisz?

– Co tylko zechcesz – zapewnił tato.

– Chcę nową lalkę. Ta jest jakaś chora.

 

 

Stworzenie przesuwało się, przyklejone jednym bokiem do wilgotnej ściany budynku. Zapach środków odkażających zagłuszał wszystkie inne. Ale wiedziało, że skarbczyk gdzieś tu będzie czekać. Zawsze go wystawiali wieczorem.

Obolałą łapką wymacało plastikowe wiaderko. Tak. Od góry będzie mały otwór z klapką. Trzeba uważać, w środku są też igły. Delikatnie wsunęło łapkę. To, czego szukało leżało na samej górze, zawinięte w wacik z gazy. Jest… Teraz jeszcze trzeba wrzucić pieniążek.

Stworzenie nie mogło się nadziwić swojemu szczęściu. Szlachetna odmiana, piękny, dorodny egzemplarz. Kiedy je zasadzi obok tamtego, wyrośnie koszmar, który rozkwitnie śmiało już w świetle dnia.

Koniec

Komentarze

Cześć tato! – wołacz woła o przecinki, czyli: Cześć, tato!

 

Skoro Ania zgubiła pierwszego mleczaka, jest drobna (mniejsza od koleżanek), to nie jestem przekonana, że mogła tak po prostu jechać samochodem na przednim siedzeniu – moim była na to zdaniem za mała.

 

Wróżka-zębuszka-koszmaruszka :) Wystraszyć mnie nie wystraszyło, ale coś w tym tekście jest. Niby od początku wiadomo o co chodzi, bo zdradzasz zaraz w pierwszej części, ale i tak czytało się całkiem spokojnie i z pewną dozą zaciekawienia.

 

edycja

I przydałby się jakiś lepszy tytuł – ten z jednej strony wszystko zdradza, z drugiej jest popularnym słowem, które jako tytuł zostanie natychmiast zapomniane i nie przywiedzie na myśl treści.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Wybacz, ale nie powaliło. 

Może mógłbyś dodać jeszcze koszmary dziecka? Albo ojca, tylko że z samego rana o nich zapomina? Topienie Barbie w zupie, za mało drastyczne. Jak dla mnie, klimat kuleje i za mało szczypie w wyobraźnię. Brakuje mi pchnięcia łyżeczką od herbaty w oko, ścierania twarzy na tarce do warzyw, przypalanie czoła na palniku elektrycznym, oblewanie perineum wrzątkiem z czajnika etc. A to wszystko w wydaniu plastikowej kuchenki mini Tefal dla dzieci z pełnym wyposażeniem!

Wybacz jeśli przesadzam, pomysły pojawiły się spontanicznie ;0

Nie skupiałem się na błędach, za bardzo odleciałem od tekstu.

Próbuj dalej i daj się ponieść wyobraźni ;)

YT

zbyt dobrze ie znam się na psychoblogloblo, ale u męższczyzn wypadanie zębów we śnie jest podobno objawem lęków kastracyjnych. nie wiem jak to rozumieć, zważając na fakt(wiedza z przełomu lat 70 i 80) że część płodu może się wykształcić jako żołądź lub łechtaczka. Nie wspominając już nawet o rozwoju płci mózgu pod wpływem estrogenów lub testosteronu, w piątym lub bodajże szóstym tygodniu życia płodowego. osobiście.. to poświęciłbym życie min. edukacji by rozpowszechnić tą wiedzę w III klasie podstawówki. To po prostu się opłaca…

Jak dla mnie, za mało horroru w horrorze, ale podoba mi się wykorzystywanie zębów do uprawiania w parku koszmarów, które wracają do szczerbatych dzieci.

Całkiem przyzwoity debiut, Coboldzie. Mam nadzieję, że kolejne opowiadania będą coraz lepsze. ;-)

 

Się­gnę­ło łapką głę­biej i …  – Zbędna spacja przed wielokropkiem.

 

-Tak sobie. – Brak spacji po dywizie, zamiast którego powinna być półpauza.

 

Ale mó­wi­ła, że jak bę­dziesz miał chwi­le czasu, to żebyś mi zro­bił ba­da­nia. – Literówka. Masło maślane.

Wiem, że to mówi dziecko, ale na wszelki wypadek – chwila to czas, więc powinno być: …że jak bę­dziesz miał czas, to żebyś mi zro­bił ba­da­nia. Lub: …że jak bę­dziesz miał wolną chwi­lę, to żebyś mi zro­bił ba­da­nia.

 

Misiu za­tkał jej nos i za­czął na siłę wle­wać go­rą­cą zupę do gar­dła.Miś/ Misio za­tkał jej nos i za­czął na siłę wle­wać go­rą­cą zupę do gar­dła.

 

Bar­bie ko­pa­ła no­ga­mi, pró­bo­wa­ła krzy­czeć… – Masło maślane. Czy istniała możliwość, by kopała, nie używając nóg?

 

Je­steś taka chuda– krzy­czał miś. – Brak spacji przed półpauzą.

 

Jak nie bę­dziesz jeść , to pój­dziesz do… – Zbędna spacja przed przecinkiem.

 

Jest. .. Teraz jesz­cze trze­ba wrzu­cić pie­nią­żek. – Jeśli miał być wielokropek, zbędna jest spacja po pierwszej kropce. Jeśli miała być kropka, dwie kolejne kropki są zbędne.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dobry tekst. Przeczytałam jednym tchem i z zainteresowaniem. Zabrakło mi co prawda jakiegoś punktu ciężkości, faktycznego horroru, czegoś, co naprawdę można by nazwać koszmarem, ale klimat był, sowje zrobił. Bać się nie bałam, ale niepokój odczułam. 

Cholernie mi się za to spodobała scena z Barbie. 

 

Acha, i ładnie zarysowana relacja między ojcem i córką. Żywa, prawdziwa – sympatyczna. 

 

Tytuł faktycznie do wymiany. 

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Śniąca – dzięki za pierwszy komentarz, z przecinkami dałem ciała, już poprawione. Nigdzie nie jest powiedziane, że to był pierwszy mleczak, Ania chodzi już do szkoły (trudno się dzisiaj połapać jaki wiek to może oznaczać…) i może, choć nie powinna, siedzieć na przednim siedzeniu. Z tytułem faktycznie miałem problem, wybrałem “koszmar” jako zmyłkę, bo to nie jest o złych snach, tylko o chorobie dziecka spadającej na szczęśliwą rodzinę.

 

YeTe – powalać nie miało. Dla mnie horror ma wywoływać niepokój, a nie wymioty.

 

Burk – dzięki, za jak zwykle rzeczową opinię.

 

Regulatorzy – już poprawiam wskazane błędy (kurczę, tych spacji między kropkami chyba szukasz z lupą!). Ale niezgrabności w wypowiedziach dziecka będę bronił jak JMR Nicei;)

 

Gravel – jak był niepokój, to super! Dzięki za nominację! Tytuł j.w.

Nie zachwyciło. Ale nie jest też tragicznie.Po prostu to bardzo prosta opowieść.

Ok, przyjmuję do wiadomości. Jakoś tak odebrałam, że Ania jest malutka. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Czytało się bardzo dobrze. Sama historia nie przestraszyła, ale za to zaciekawiła na tyle, że doczytałem ją z przyjemnością.

F.S

Przyjemnie się czytało, ale jakoś nie zauważyłam elementów horroru, myślałam, że może jakoś rozwiniesz pomysł z koszmarami.

Fajny pomysł, skojarzył mi się z opowiadaniami Kinga. Historia wydaje mi się urwana, skończona zbyt szybko, ale czytało się bardzo dobrze.

Coboldzie, chyba wszyscy wiemy, że dziecko może mówić w sposób absolutnie uroczy i nie wymagam od niego znajomości poprawnego wysławiania się, ale też nigdy nie wiem, czy Autor rzeczoną niezgrabność włożył dziecku w usta celowo, czy tylko przypadkiem.

Moje uwagi, to zawsze tylko sugestie. Wyłącznie od Ciebie zależy czy zechcesz z nich skorzystać, czy pozostaniesz przy własnych sformułowaniach.

Nie, Coboldzie, zbędnych czy brakujących spacji nie szukam przy pomocy lupy. One całkiem zwyczajnie same pchają mi się przed oczy, a nie umiem udawać, że ich nie zauważam. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Sympatyczny tekścik, spodobał mi się pomysł na źródło koszmarów. Do tego sprawa jest rozwojowa. ;-)

Też się zastanawiałam, ile dziewczynka ma lat – tata wspomina, że to jej pierwsze zarobione pieniądze, więc chyba i mleczak pierwszy. A to by chyba sugerowało przedszkole.

Babska logika rządzi!

miała wszystko co tylko zechciała.

Może lepiej: “czego tylko zechciała”?

 

Moim zdaniem w całym tekście trochę za krótkie odstępy pomiędzy kolejnymi “się”. Poniżej dwa przykłady.

– Mogę tu spać? Śnił mi się koszmar… – zapytała cicho.

– Myślę, że mama nie będzie zazdrosna – odpowiedział zaspany. – Jaki koszmar?

Mała wgramoliła się szybko na łóżko. Weszła pod kołdrę i przytuliła się jak pisklak.

 

– Tatusiu, skąd się biorą koszmary? – zapytała po chwili. Już prawie przysypiał.

– Nie wiem. Chyba jak się o czymś dużo myśli, to potem może się przyśnić w nocy.

Zastanowiła się krótko.

I jeszcze literówka tutaj:

Ale mówiła, że jak będziesz miał chwile czasu, to żebyś mi zrobił badania.

Wiem, że niektórzy czytelnicy są uczuleni na tę “chwilę czasu”, bo czy może być chwila czegoś innego, niż czas?

 

Poza tymi drobiazgami język i styl bardzo dobre. Mistrzowskie dawkowanie napięcia, choć mnie brakuje jakiegoś BUM na końcu. Zwinnie wplatasz w tekst te subtelne przebłyski niepokoju. Dysonanse widoczne w scenie z Barbie – super. Brawa za kompozycję. 

Pozdrówko!

The rain it raineth on the just and also on the unjust fella; but chiefly on the just, because the unjust hath the just’s umbrella. (Charles Bowen)

O! Zapomniałam wspomnieć o barbie. Spodobało mi się wyjaśnienie, czemu ona taka chuda. ;-)

Babska logika rządzi!

FinklaBaruArlab – dzięki wielkie! (”dawkowanie napięcia”, “przebłyski niepokoju”, “dysonanse” – to właśnie chciałem uzyskać!)

Wracając do wieku głównej bohaterki – pierwsze zęby mleczne wypadają między 5 a 7r.ż. – czyli Ania może już chodzić do szkoły. Zresztą, zębuszka nie zawsze przychodzi do pierwszych mleczaków…

Ciekawie napisane, ale mam kilka zastrzeżeń – niezastrzeżeń.

Scena z barbie – cała sytuacja przedstawia okrucieństwo i to okrucieństwo, którym kieruje Ania (Kiwnęła głową) – skąd takie coś u dziecka? Takie zachowania powstają na bazie doświadczeń własnych albo zapożyczonych (filmy, lektury), a mnie się wydaje, że Ania była bardzo dobrze wychowywana – nikt jej nie katował ani nie wlewał gorącej zupy do gardła. Jesli Ania kierowała misiem i kucykiem musiała znać takie zachowania z autopsji.

Ania jest chora – według mnie za słabo podkreśliłeś te kwestię. Gdybyś nie napisał tego gdzieś w komentarzach, zupełnie nie przyszłoby mi to do głowy.

Ale jesli Ania jest chora, to ostatnia scena z zębem tatusia nabiera zupełnie innego sensu.

Ale fajnie napisane, ogólnie wrażenia pozytywne. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

bemik – ja wiem, że jeżeli czytelnik nie dostrzega intencji autora, to jest to tylko i wyłącznie wina tego drugiego. Ale jeśli możesz i masz chwilę (czasu ;)) to spójrz proszę na ten tekst jeszcze raz: siniak po błahym urazie, przedłużone krwawienie z dziąsła, podkrążone oczy, rozmowa o śmierci, sugestia higienistki, sen Ani o utracie włosów i wreszcie jej ostatnie słowo – rozrzuciłem to tak gęsto, że bałem się przesadzić.

A skąd się bierze okrucieństwo w zabawach dzieci – nie wiem, ale ono tam jest.

Dzięki za nominację. Z Twojej ręki – to bardzo dużo dla mnie znaczy!

Coboldzie, odwiedziłam Koszmar ponownie i dojrzałam to wszystko, co umknęło mi podczas pierwszego czytania. Kliknęłam. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Coboldzie, te wszystkie rzeczy, które wymieniłeś, zauważyłam w tekście, ale jakoś mi się nie skojarzyły z chorobą i umieraniem. Czasem tak jest, że mimo intencji Autora, czytelnik nie wszystko dostrzega albo nie umie połączyć w logiczną całość. Może to wina złego samopoczucia (albo zbyt dobrego), może zależy od dnia – trudno wyczuć. A może zabrakło jakiegoś zdania – nie wiem. Ale mam nadzieję, że kolejny Twój tekst przeczytam z równą przyjemnością i zrozumiem bez podpowiedzi.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

A do mnie Twoje tłumaczenie o chorobie i umieraniu i tak nie dociera. Od zawsze mam małą krzepliwość krwi i siniaki na samą myśl o uderzeniu (nawet nie muszę się uderzyć ;) ). I tak naprawdę o niczym to nie świadczy. Dlatego pozostanę przy swojej, jednak innej interpretacji tekstu.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Kiedy kabaret Mumio wprowadzał na ekrany film “Hi-Way” reklamował go sloganem: “Film, który trzeba obejrzeć 2 do 3 razy”. Jeśli podobnie jest z tym opowiadaniem, to słabo…

Z drugiej strony cieszy mnie, że są czytelnicy, którzy odbierają ten tekst inaczej, a mimo wszystko uważają, że “coś w nim jest”.

Podrzucam jeszcze jedną interpretację: największy koszmar to ojciec zmuszony przez kilka dni samotnie opiekować się córką ;)

Tak samo jest z filmami – często wielokrotny seans pozwala odkryć więcej. To żadna wada, to coś zwyczajnego, przez wielu wręcz pożądanego. Chociaż, nie przeczę – jeśli tekst ci się nie spodoba to nawet 20 lektura tu nic nie pomoże.

Podrzucam jeszcze jedną interpretację: największy koszmar to ojciec zmuszony przez kilka dni samotnie opiekować się córką ;)

Hahaha! Wszystko zależy od ojca ;) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Cóż, mnie ruszyło, bo jestem po rozmowach w tym stylu i muszę powiedzieć, że jest to mocne przeżycie dla rodzica.

A sam tekścik – czegoś brakuje do doskonałości.

Ale niezły.

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Bardzo przyjemne, te kilka literówek absolutnie nie psuje odbioru. Oby tak dalej, byle z progresem!

Miła lektura, choć dopiero komentarze pozwoliły mi zrozumieć to, czego nie zauważyłam sama. Być może następnym razem pójdzie mi lepiej ;)

Prosta historia, ale w tym przypadku uważam to akurat za zaletę. Osobiście lubię tego rodzaju klimat “opowieści z dreszczykiem” smiley

Nadrobiłem. I jestem pod wrażeniem. W bardzo oszczędny sposób potrafisz stworzyć postaci, klimat, realizm. Aż mi się nie chce wierzyć, że to jedna z Twoich pierwszych prób – tym razem to ja Ci mogę zazdrościć, bo sam piszę od dawna. 

Wypatrywałem nawiązań i smaczków. Dwuznaczność “stworzenia” na początek – super. Potem zacząłem wyczuwać chorobę (ale po lekturze “Pozwól mi zostać” wiesz czemu). Zastanawiam się, nad opisami robienia kanapek, zatrzymywania się na światłach, zapinania pasów – to miało jakoś korespondować z dialogami bohaterów? Czy po prostu chciałeś wypełnić przestrzeń między wypowiedziami? Chyba że w ten sposób budujesz realizm. Ale o wiele lepsze zabiegi to np. ta pizza, niepozmywane talerze. Scena z zabawą lalkami – super. Widziałem to, jakbym oglądał film albo czytał komiks. Na koniec to tajemnicze stworzenie wpełzające do pojemnika ze zużytymi igłami… Piękna i straszna klamra. 

Tekst trzymał w napięciu i niepokoju. A kulminacja rozgrywa się już nie w jego obrębie, tylko poza – sam muszę ją sobie odegrać w głowie. 

“Koszmar” to też przykład tekstu ilustrującego jak “poruszać szeptem, a nie krzykiem”. O ile w “Lotharze” podobała mi się sama historia i pomysły, tutaj szczególne uznanie należy się za sposób wykonania. Nie mogę się doczekać tego, co tam z Redaktorem wykombinujecie. 

Dzięki Fun za komentarz. Widzę, że opowiadanie zyskuje w zestawieniu z kolejnymi. A już chciałem je potraktować jako nieudany eksperyment.

To miał być próba odpowiedzenia sobie na pytanie, co mnie najbardziej przeraża, co jest moim największym koszmarem. Nie pracuję aż na takim poziomie abstrakcji, żeby smarowaniu chleba masłem nadawać ukryte znaczenia. Chodziło raczej o zwykłą codzienność, w którą niezauważalnie wkrada się złe fatum. Scena w samochodzie – tu z kolei chciałem pokazać rytualność rozmowy, w której ojciec i córka mówią, ale nie patrzą na siebie.

 

 

Chyba mamy tu trochę odwrotny efekt niż przy moim ostatnim opowiadaniu. Tam Ty miałeś oczekiwania, a dostałeś niewiele. Tutaj ja wiedziałem, że siadam do tekstu utalentowanego twórcy (tak, możesz się już przyzwyczajać do takich określeń), więc czytałem go z uwagą, między wierszami. Powierzchownie ta historia rzeczywiście wydaje się niezbyt porywająca. Większość użytkowników czytała ją jeszcze przed “Życiem” i nie wiedziała, czego się po Tobie spodziewać. Ja byłem ostrzeżony. 

Eksperyment udany. Przecież bibliotekarze też docenili. 

 

Właściwie to zastanawiam się, co Twojego bym wolał na papierze: czy tekst w duchu “Koszmaru”, czy coś na miarę “Lothara”. “Lothar” jest świetnym tekstem i z przyjemnością przeczytam cokolwiek na podobnym poziomie. Natomiast “Koszmar” jest całkiem oryginalny – nie przypominam sobie, kiedy czytałem coś podobnego. 

Rozczaruję Cię – do NF wysłałem coś najbliżej spokrewnionego z “Oddziałem” :-)

I tak czekam :)

Witaj!

Przyjemne opowiadanie, zaciekawiło i zassało do końca. Fajnie przedstawiona relacja ojca z córką. Dobry pomysł na stwora.

Z minusików za mało horroru w horrorze, choć scena z lalką B. fajna. Odnoszę wrażenie, że za mało zarysowałeś chorobę dziewczynki. Mogłeś też całość ppciągnąć nieco dłużej, nie do samego końca ale jeszcze troszkę.

Jeszcze tak mi się rzuciło w oczy. Dwa razy pisząc o córce nadużywasz słowa "jej". Raz masz dwa zdania po sobie, oba z tym słowem, a drugim razem dwa razy w jedym zdaniu a w poprzednim "ją";)

"Rano nie mógł jej dobudzić. Żeby się nie spóźniła do szkoły, musiał jej pomóc się ubrać." – tu drugie jej zastąpiłbym słowem "córce"

"Tomek przytulił ją mocno. Potem wziął do ręki kosmyk jej włosów i podsunął jej przed oczy." – rozumiem, że chcesz jasno pokazać kto co czyje i komu ale to zdanie nie brzmi najlepiej :)

Ale to tylko moje widzimisie, może to celowe powtórzenia.

Generalnie bardzo dobry tekst, choć nie Twój najlepszy :)

Podobnie jak fun czekam na Twoją publikację w NF.

Pozdrawiam! :)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Mytrixie, dzięki.

Powtórzenia nie były celowe, to było moje pierwsze tutaj opowiadanie. Jeszcze nie wiedziałem o zaimkozie, siękozie i innych zarazach gnębiących domorosłych fantastów. Byłem też przekonany, że trzeba pisać niejasno – bo takie opowiadania czytałem w druku :)

Tekstów opublikowałeś na portalu niewiele, drogi towarzyszu broni, a ja wciąż wszystkich nie znam… Wstyd. Zacząłem więc od debiutu.

Tytuł jest beznadziejny (pewnie wiesz :D), ale treść całkiem zajmująca. Relacja ojca z córką na plus, creppy-scena “zabawy” z Barbie, Pony’m i misiem – miazga. Zabawki to dobry materiał na horror, choć niewielu o nich pamięta… Sam za jakiś czas zaprezentuję coś z nimi w roli głównej :)

Końcówka ciekawa – fajny pomysł na potwora.

 

Tyle od Counta. Trzym się ciepło, Coboldzie, a na koniec przyjmij uwagę:

 

– Coś ty zrobiła w kolano? – Na chudej nóżce rozkwitał siniak-gigant.

Nie powinno być: “zrobiła sobie”?

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Dla odmiany, ja chorobę dziewczynki wyłapałam szybciutko. Powtórzę się, ale scena z Barbie – super. Tytuł beznadziejny :P Całość pozostawia lekki niedosyt, czegoś mi brakuje w postaci Ani. Momentami miałam wrażenie, że jest malutka a niektóre zwroty sprawiały, że ‘brzmiała’ jak dorosła (ten szelmowski uśmiech i ‘zwalenie’ winy na panią…) i chyba trochę mi się to gryzło.

No i czym było to stworzonko od koszmarów? Z opisu to myślałam właśnie, że kot – ale ta chudość mnie trochę zbiła z tropu ;)

O, dzięki! Jakie to miłe, przeczytać nowe komentarze pod starym tekstem.

Tytuł – padaka, wiem. Teraz zdecydowałbym się raczej na “Zębuszkę”. A może macie inny, lepszy pomysł?

Ania miała taka właśnie być, niejednoznaczna, niepokojąca, żeby do końca nie było wiadomo, czy jest ofiarą, czy przedstawicielką ciemnych mocy. A stworzonko to po prostu… zębuszka. Nigdy jej nie widziałaś, Bella?

A może macie inny, lepszy pomysł?

Hmm… Może użyć większej ilości słów? ;)

Hmm… Może użyć większej ilości słów? ;)

Ale proszę bez szaleństw, Fun :PP

 

Ja chyba nie zmieniałbym tytułu starego opowiadania, ale jak uważasz :)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Ale proszę bez szaleństw, Fun :PP

Ja o dobre tytuły u Cobolda walczę tak, jak o zrozumiałość u Słowika :D 

I co złego w zmianie? A nuż przyciągnie jakichś archeologów ;)

Tytuł? Dałabym jakieś nawiązanie do najlepszej sceny z niejednoznaczną interpretacją;) Np: “Dlaczego lalki chorują” ;)

Stworzenie pełzło w ciemności. A ciemność była dobra. Dawała możliwości. Wyostrzała zmysły. Stworzenie nie potrzebowało światła. Kierowało się węchem i dotykiem. Zapach ciepłego ciała, świeża woń mydła, prawie maskująca słodki odór potu z cierpką nutą lęku. A głębiej: kropelka krwi i odrobina zgnilizny… Tak, to był dobry trop.

Czarne pazurki uczepiły się prześcieradła i stworzenie wsunęło się cicho pod poduszkę. Było chude, jak rozjechany na drodze kot. Sięgnęło łapką głębiej i… tak, nie myliło się! Pod poduszką leżało sobie mięciutko malutkie nasionko. Stworzenie, drżąc z emocji, wypluło z pyszczka mała monetę i zamieniło miejscami z nasionkiem.”

Chyba trochę za dużo wyrazu “stworzenie” w sumie krótkim passusie tekstu.

Tekst mnie nie uwiódł, nawet nie wciągnął. Wszystko może byłoby dobrze,  gdybyśmy cośkolwiek więcej wiedzieli o stworzeniu. A tak, wyszło, że coś sobie jest i sadzi rośliny koszmaru. No i wyszło, że zostało wprowadzone do tekstu mocno na siłę.

Jak na dziecko, bohaterka mówi bardzo poważnie… A to tez razi. 

Raczej wprawka literacka niż pełnokrwiste opowiadanie.

Pozdrówka.

Dzięki, Rogerze, za opinię!

Czy możesz napisać, w których momentach razi Cię dorosłość wypowiedzi Ani?

Czytało mi się dobrze, choć spodziewałam się więcej horroru i w sumie też więcej fantastyki. Pomysł na stworzonko zamiast wróżki zębuszki bardzo mi się spodobał. Tylko mam wrażenie, że nie został wykorzystany. Tak naprawdę, gdyby wywalić pierwsze i ostatnie trzy akapity czytelnik by się nie zorientował, że czegoś brakuje. 

Napisane miękko, relacje między postaciami wiarygodne, fajne dialogi, scena z barbie też mi się podobała :-).

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Dzięki, Dogsdumpling!

Mało horroru? Mnie ta opowieść do dzisiaj przeraża, a żona na mnie nakrzyczała, jak w ogóle mogłem coś takiego napisać.

Pewnie gdyby nie tag Horror ilość niepokoju w tekście by mi w zupełności wystarczyła, a tak czytałam z nieco innym nastawieniem ;-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Zawsze twierdziłem, że obowiązkowe tagi to samo zło;)

Zawsze możesz tagowac inne, coboldzie, kiedy spodziewać się jakiegoś Twojego telstu na portalu, na konkurs Naz? ;>

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Zaglądnęłam, bo wypłynęło w komentarzach i cieszę się, bo przynajmniej wiem, skąd się biorą koszmary. Jak się domyślam po ekstrakcji u dorosłych, to działa na takiej samej zasadzie, tylko pieniążek zostaje w koszu, niestety.

Dobrze pokazałeś relacje ojca i córki. Według mnie wyszło całkiem naturalnie. Scena z Barbie skojarzyła mi się z Toy Story 3, wrednym Misiem Tulisiem i jego ekipą. Muszę przyznać, że była… niepokojąca. Może nie horror, ale taki lekki dreszczowiec. 

Fajne. :)

Dzięki, AQQ. Obawiam się, że jeśli chodzi o dorosłych, pieniążek w koszu to nie jedyna różnica.

Dorośli chyba nie mają koszmarów, wystarczy kłopotów na jawie.

wyrośnie koszmar, który rozkwitnie śmiało już w świetle dnia.

 

Mytrixie, tag “inne” to mój ulubiony tag ;) Kilka tekstów na pewno się w tym roku pojawi, ale jeśli chodzi o konkurs, najpierw musiałbym zacząć coś na niego pisać…

 

Wciągająca historia, lecz zbytnio mnie nie przestraszyła. Trafnie przedstawiona relacja ojca z córką, a potwór nawet ciekawie skonstruowany. Zakończenie nietuzinkowe. Oby tak dalej.

„Ph'nglui mglw'nafh Cthulhu R'lyeh wgah'nagl fhtagn”. H.P. Lovecraft

Dzięki, Jakubie. Staram się.

Nowa Fantastyka