- Opowiadanie: Blacktom - Człowiek bez grzechu

Człowiek bez grzechu

Proszę o szczere komentarze :) Co ze stylistyką? Jak wypadła konstrukcja? Czy jest w tym wyczuwalny pomysł, idea? Wszystko co napiszecie ma znaczenie. Im więcej krytyki, tym lepiej dla tego, jak i przyszłych moich opowiadań :)

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Człowiek bez grzechu

Znalazł się tutaj, bo pragnął odkupienia i był zdecydowany bólem wymazać wszystkie grzechy. Nie opierał się i pozwolił ostrym zębom prawdy o sobie rwać duszę. Wiedział, że to słuszne, tylko tak mógł dostąpić boskiej łaski. Bóg tego od niego oczekiwał.

Ile to już trwało? Sto, dwieście, tysiąc lat? Nie wiedział. Czas płynął tu inaczej. Setki kobiecych dłoni uzbrojonych w długie szpony, szarpały jego skurczone i powykręcane bólem ciało, zostawiając po sobie krwawe bruzdy. Miał wrażenie, że zaraz zemdleje. Uniósł głowę by spojrzeć na olbrzymie wrota, przed którymi odbywało się oczyszczenie. Dwa potężne skrzydła, zwieńczone gotyckimi łukami, wypełniały całe jego pole widzenia. Był tak blisko. Misternie rzeźbione sceny z Apokalipsy, przeplatane ludzkimi korpusami zatopionymi w powierzchni drzwi, zdawały się krzyczeć chórem cierpiętniczych głosów: Zapłać za grzechy, a będziesz zbawiony! Płać! Brama ku odrodzeniu dopominała się sprawiedliwości. Gdyby mógł chociaż jej dotknąć, poczuć fakturę na opuszkach palców i pozwolić umęczonemu ciału wlać w serce odrobinę spokoju…

Nagle rozrywający ból w podbrzuszu zmusił go do krzyku. Z wysiłkiem skierował oczy na rozszarpane genitalia. Krwawy strzęp ociekał krwią. Wiedział, że odrosną, by ponownie zostać rozerwane w najbardziej zaskakującym momencie, gdy jak zawsze nie będzie gotowy na ten rodzaj bólu. Tak to działa, doznania musiały być głębokie.

Kobiece szpony niezmordowanie pięły się w górę, rwąc ciało kawałek po kawałku. Znał te dłonie. Wiedział do kogo należały. Szczególnie jedna z nich – drobna, jeszcze nie do końca kobieca, by nie powiedzieć dziecięca. Był potworem. Bił je, znęcał się nad nimi, upokarzał w bestialski sposób, dowolnie bez żadnych ograniczeń, karmiąc się ich strachem. Wszystko, co im robił było złe, wyzbyte ludzkich odruchów, więc nie mógł liczyć, że tutaj będzie traktowany lepiej. Nic go nie tłumaczyło. Nawet fakt, że jest ofiarą wszechobecnej psychomanipulacji marketingu; bezwolną kukłą konsumpcji. Reklamy krzyczały, że to sposób na odnalezienie siebie, że tylko tak można poznać  swoje „ja”, „Trzeba spróbować wszystkiego!” Przecież to nawet nie były żywe kobiety… dzieci. Tylko sztuczna inteligencja, zamknięta w cybernetycznej konsoli. Wyładowania elektryczne, a nie prawdziwe łzy, cierpienie, wstyd, rozpacz i upokorzenie. One nie były prawdziwe. One nie były rzeczywiste… Ale co z tego, kiedy to on chciał zadawać im ból, kiedy to jego żądze były prawdziwe! Zapłakany, raz jeszcze spojrzał na drzwi.

– Boże. Nie zasługuję na zbawienie. Słyszysz?! Nie zasługuję na zbawienie!

Echo słów nie wybrzmiało, gdy nagle wrota otworzyły się na oścież! Miejsce kaźni wypełniło się oślepiającą jasnością. Szloch spełnienia targnął jego ciałem. Ramiona, które nie pozwalały mu siąść ani się wyprostować, rozluźniły uchwyt i zniknęły w błocie rozkładających się wnętrzności.  

Dokonał tego! Na powrót jest czysty, nieskalany niczym nienarodzone dziecko! Promienie bożej łaski obmyły jego ciało przynosząc uzdrowienie. Ciepłe łzy radości i niepohamowanej ulgi zalały mu wychudzone policzki, na które stopniowo powracał zdrowy, rumiany kolor. Pozrywane paznokcie i wyrwane zęby poodrastały w jednej chwili.

Chwiejnie ruszył ku światłu, z każdym krokiem odzyskując siły, aż zniknął w mlecznej bieli. Szedł nie przestając chwalić Pana, aż jasność przygasła i kompozytowe ramiona rozstąpiły się, pozwalając mu wydostać się z kielicha wielosegmentowego sarkofagu. Hełm naszpikowany półprzewodnikami, uniósł się odsłaniając mu oczy. Kapłan z młodym diakonem czekali już na niego przy urządzeniu wielofunkcyjnym, które nieustannie monitorowało przebieg jego duchowego oczyszczenia. Proboszcz po odczytaniu systemowej aprobaty wykonał znak błogosławieństwa i diakon podsunął mu przenośny port urządzenia ze słowami: Co łaska.

Drżącą z emocji ręką odszukał w kieszeni płaszcza swoją kartę płatniczą, wybrał kwotę z dostępnych opcji i zbliżył do matowego ekraniku, po czym wyszedł ze świątyni czując przepełniającą go radość i ulgę.

Udało się! Teraz mógł powiedzieć, że jest człowiekiem bez grzechu.

 

*

 

– Bóg zapłać, Bóg zapłać… – Kapłan pożegnał wiernego, nie odrywając oczu od wyświetlacza, na którym śledził postępy transakcji bankowej.

Sarkofag zasyczał przeciągle pneumatycznym oddechem, automatycznie przygotowując się do przyjęcia kolejnego wiernego. Z okratowanej podstawy buchnął aerozol, dezynfekując siedzisko i wszystkie pozostałe elementy, będące w czasie połączenia w kontakcie ze skórą wiernego. Z reguły nie było takiej potrzeby, ale miało to raczej wymiar symboliczny – nowy początek.

Ciche buczenie tranzystorów o wysokiej mocy przetwarzania zaczęło wypełniać mury. Posadzka delikatnie drżała. Nagle z czubka, w kierunku nieba, wystrzelił pojedynczy snop laserowej wiązki, który przez specjalnie przygotowany świetlik w dachu pomknął wprost w przestrzeń kosmiczną. Była to relacja z przeprowadzonego oczyszczenia, wysłana pro forma – bez znaczenia, będąca próbą nadania cech sacrum nowej formie sakramentu.

Przyszły kapłan patrzył na ten taniec technologicznego cudu, nie potrafiąc oderwać oczu. Każdy jej element zdawał się przeczyć duchowemu mistycyzmowi świątyni, w której się znajdowali. Masywna i niewdzięczna konstrukcja, nie miała nic z lekkości barokowych rzeźb, które ją otaczały. Wyglądem przypominała raczej prastare posągi bożków.  

Pomyślał o poprzedniej wersji urządzenia. Pochłonęła wiele ofiar. Zawały serca, udary, załamania nerwowe, a nawet zaburzenia psychiczne. Mimo tego stało się na tyle popularne, że doczekało się nowej wersji, bezpieczniejszej, skuteczniejszej… Bliższej Boga. Deus ex machina.

– Uważa eminencja, że to ma sens? Wiem, że dla tego komputera… dla CZYŚĆCA człowiek jest otwartą księgą i żaden grzech przed nim się nie uchowa. Wiem również, że potrafi zgotować prawdziwą mękę, taką jakiej nie powstydziłby się sam Lucyfer, prawda? Ale… ale…  

– Ale co?

– Zastanawiam się, czy to aby prawdziwa odnowa duchowa, czy ten ból faktycznie zmienia człowieka i go oczyszcza, skoro pan Kowalski przychodzi z tymi samymi grzechami dwa razy w miesiącu?! Może to tylko złudzenie? Może dla Boga, takie oczyszczenie nie ma wartości? Wierzyć mi się nie chce…

– Nie ustawaj w wierze, Dominiku, nie ustawaj w wierze! Pamiętaj, co mówił Pan: „Nie przyszedłem wezwać do nawrócenia sprawiedliwych, lecz grzeszników”. – Kapłan spojrzał dobrotliwie na protegowanego, by po chwili wrócić do swej posługi i pomóc staruszce wejść po kościelnych schodach.

– Pochwalony! Pochwalony, pani Więcławska. Jak zawsze punktualna! Tak, tak… Wszystko gotowe. Trafiła pani na wrześniową promocję. Boże odkupienie już czeka na panią!

Koniec

Komentarze

Interesująca koncepcja. Jeszcze o takich zmianach w łonie kościoła nie czytałam. Ciekawe podejście…

O ile wizja do mnie przemówiła, to zabrakło mi akcji. Gdybyś do tego świata dołożył jakąś fabułę… IMO, wyszłoby to opowieści na dobre.

Interpunkcja kuleje. Na przykład wołacze, Blacktomie, oddzielamy przecinkami od reszty zdania. W zdaniach z imiesłowami współczesnymi też są one obowiązkowe.

że tylko tak prawdziwe można poznać  swoje prawdziwe „ja”,

Za dużo prawdziwków w barszczu. ;-)

kiedy to jego rządze były prawdziwe!

Poszukaj słowa “rządze” w słowniku. Możesz się zdziwić.

Babska logika rządzi!

Uniósł głowę by spojrzeć na olbrzymie wrota, przed którymi odbywało się jego oczyszczenie. Dwa potężne skrzydła zwieńczone gotyckimi łukami wypełniały całe jego pole widzenia. – jego, jego – powtórzenie.

 

Nagle rozrywający ból podbrzuszu zmusił go do krzyku. – w podbrzuszu.

 

CZYŚCA – Czyśćca.

 

Jeszcze trochę przecinków i tym podobnych, poza tym stylistycznie jest nieźle.

Co do idei się nie wypowiem, bo łączenie religii z fantastyką – jeśli nie jest to opowiadanie w zamierzeniu humorystyczne – to idealny grunt na spory, sporki i inne potworki.

...Pan muzyk? Żebym zryżał!

Błędy ortograficzne, interpunkcyjne, językowe aż rażą po oczach… Szkoda tylko, że dopiero, gdy ktoś zwróci mi na nie uwagę. Tak się zastanawiam, czy jak uda mi się kiedyś opublikować coś większego, to nie będę musiał korektora uczynić współautorem :)

 

Jak już zobaczyłeś, to poprawiaj. :-)

Babska logika rządzi!

Wizja osobliwa, ale czy mogę mieć pewność, że pozostanie w sferze fantastyki…

Czytało się świetnie i tylko szkoda, że czasem potykałam się o usterki.

Mam nadzieję, Blacktomie, że Twoje przyszłe opowiadania będą równie niezłe i znacznie lepiej napisane. ;-)

 

Nagle roz­ry­wa­ją­cy ból pod­brzu­szu zmu­sił go do krzy­ku. – Pewnie miało być: Nagle roz­ry­wa­ją­cy ból w pod­brzu­szu zmu­sił go do krzy­ku.

 

„Trze­ba spró­bo­wać wszyst­kie­go”!„Trze­ba spró­bo­wać wszyst­kie­go!

 

Wy­ła­do­wa­nia elek­trycz­ne, a nie praw­dzi­wy łzy… – Literówka.

 

Echo jego słów nie wy­brzmia­ło, gdy nagle wrota otwo­rzy­ły się na oścież! Miej­sce jego kaźni wy­peł­ni­ło się ośle­pia­ją­cą ja­sno­ścią. Szloch speł­nie­nia tar­gnął jego cia­łem. – Czy wszystkie zaimki są niezbędne?

 

– Bóg za­płać, Bóg za­płać… – ka­płan po­że­gnał wier­ne­go… – – Bóg za­płać, Bóg za­płać… – Ka­płan po­że­gnał wier­ne­go

Może przyda się ten wątek: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

 

Przy­szły ka­płan pa­trzył na ten ta­niec tech­no­lo­gicz­ne­go cuda nie po­tra­fiąc ode­rwać oczu.Przy­szły ka­płan pa­trzył na ten ta­niec tech­no­lo­gicz­ne­go cudu, nie po­tra­fiąc ode­rwać oczu.

 

dla CZY­Ś­CA czło­wiek jest otwar­tą księ­gą i żaden grzech przed­nim się nie ucho­wa. – …dla CZY­Ś­ĆCA czło­wiek jest otwar­tą księ­gą i żaden grzech przed ­nim się nie ucho­wa.

 

„Nie przy­sze­dłem we­zwać do na­wró­ce­nia spra­wie­dli­wych, lecz grzesz­ni­ków. ”„Nie przy­sze­dłem we­zwać do na­wró­ce­nia spra­wie­dli­wych, lecz grzesz­ni­ków”.

Kropkę stawiamy po zamknięciu cudzysłowu.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ja szczerze mówiąc nie kupuję tego. Czemu ból miałby cokolwiek zmenić w pojmowaniu Boga? Jakieś takie naciągane.

Pierwsza scena zupełnie nie pasuje mi do końcówki. Nie do końca potrafię wytłumaczyć co mi nie gra, ale coś na pewno. Tu jakiś psychol gwałcący dziewczynki, a tu staruszka… Nie wiem, na pewno ciekawie, ale mnie nie porwało.

Wolność.

Jako wizja wszystko wygląda bardzo spójnie i konsekwentnie. Problem w tym, że nie wydaje mi się ona prawdopodobna (z drugiej strony nie mogę powiedzieć, że podstawowym walorem futurystycznej koncepcji musi być prawdopodobieństwo jej spełnienia). Chodzi o to, że Kościół jest tutaj uwsteczniony w podejściu do grzechu, mimo technicznego postępu. Dobrze pojmowany grzech sam w sobie powinien być karą i bezsensowne, wręcz złe, wydaje się wywoływanie z jego powodu dodatkowego cierpienia. Zresztą postać kleryka zdaje się prezentować powyższy pogląd.

Czyli należałoby rozumieć, że instytucja poszła w takim kierunku, wbrew przesłankom teologicznym, dla wzmocnienia swojej pozycji – tymczasem Kościół ewoluuje obecnie w kierunku zaniku instytucji.

Mnie tam wizja przekonała – Kościół znalazł dodatkowe źródło zarobku, taka nowa forma spowiedzi. Nie wiem, czy dobrze zrozumiałam, ale Kowalski nie był żadnym zwyrolem a raczej namiętnym graczem komputerowym. To, co mi popsuło odbiór opowiadania to ta łopatologia na koniec. Ucięłabym opowiadanie na gwiazdce, to co dalej brzmi jak założenie, że czytelnik jest idiotą.

regulatorzy, Finkla, Ghlas cailin, Mistrz, Lord Vedymin i Bellatrix – wielkie dzięki za wszystkie komentarze :) Daliście mi ciekawą paletę wrażeń i przemyśleń. To dla mnie naprawdę ważne, by mieć informację zwrotną od czytelnika, bo tylko takie pisanie ma dla mnie sens :)

 

Sposób w jaki czytelnicy reagują i różnorodność opinii na tekst, który ma swoje wady i zalety, to nic innego, jak sama prawda o opowiadaniu, nie zależnie od tego co, autor chce przez nie przekazać.

 

Mogę obiecać jedno: jeszcze nie raz spróbuję uraczyć was pewną dozą przemyśleń i bolączek ubraną w S-F. Proszę mnie śmiało z tej obietnicy rozliczać ;)

To jest bardzo fajny pomysł. Kupuję go. Gdyby zbudować jeszcze do niego ciekawą historię byłoby ciekawie. Styl też niezły, choć jest kilka zdań do poprawy. Teraz napisz, autorze coś z interesującą historią. :)

Bardzo dobry szort, może i nie oszałamia warstwą językową, ale treściowo bardzo interesujący. Miejsce cierpienia i pieniędzy w wierze katolickiej, zagwozdka filozoficzno moralna dotyczącą sztucznych inteligencji, intencji i skutków działań w wirtualnej rzeczywistości to ciekawe tematy i poruszyłeś je w sprawny, treściwy i całiem subtelny sposób, zamykając niestety dość łopatologicznym i przycieżkawym zakończeniem.

na emeryturze

Właśnie chciałem edytować i dopisać o niepotrzebnym łopatologicznym wyjaśnianiu, ale gary mnie uprzedził. Warto zostawiać w opowiadaniu trochę niedopowiedzen – niech czytelnik sam do wniosków dojdzie. 

Blackburn i gary_joiner dzięki za dobre słowo :) Następnym razem postaram się o nieco bardziej subtelne i wymagające zakończenie. Obym tylko nie przegiął w drugą stronę…

Ciekawy pomysł. Tylko, że taki nowatorski sposób odkupienia grzechów nijak nie pasuje mi do kościoła katolickiego, który jest oporny na nowinki techniczne, nie wspominając o zmianach w doktrynie. Nie da rady zrealizować Twojej koncepcji na sekcie? Albo najpierw doprowadzić do kolejnej schizmy, a potem przypisać postępową formę spowiedzi innowiercom? Przy okazji, dałoby to duże pole do popisu dla skonstruowania ciekawego tła historycznego.

A w szorcie brakuje mi trochę “środka”. Tzn. opisujesz nowatorską metodę odkupienia grzechów, a potem od razu wprowadzasz w mało subtelny sposób krytykę tej metody. Oczekiwałabym, że w wersji full będzie to wszystko stopniowane: od zachwytu genialnością supersposobu na odkupienie, przez zasianie lekkiej niepewności, czy to na pewno jest takie zajebiste, po dającą do myślenia pointę, że coś chyba jest nie tak i innowacyjność idzie w złym kierunku.

W każdym razie chętnie przeczytam pełną wersję :)

 

Po przeczytaniu wypowiedzi przedpiściów, dochodzę do wniosku, że chyba nic nowego nie napiszę, tak więc: przeczytałam. Moja opinia balansuje gdzieś pomiędzy zdaniem Lorda Vedymina i Bellatrix :D

Hmm... Dlaczego?

PożeraczBułek i Drewian – dzięki za komentarz, a przede wszystkim za przeczytanie tego szorta:)

Trudno się nie zgodzić z opinią, że Kościół ma marne szanse dotrzeć do tego punktu, gdzie technika wkroczyłaby z taką mocą w struktury kościelne, by zmienić pewna dogmaty, które wciągu setek lat pozostawały nietknięte (oczywiście zmiany są możliwe i się zdarzają np. kwestia dusz dzieci nienarodzonych itp., ale z pewnością nie w takiej formie jak w opowiadaniu).

Wydaje mi się, że bardziej ciekawym pytaniem jest to, jak głęboko technika może w kroczyć w człowieka i zmienić jego pojmowanie świata (rzeczywistości). W jakim stopniu będziemy szukać w technice (wirtualny czyściec) rozwiązania problemów, które niesie technika (zło w wirtualnym świecie); czy technika jest lekiem na technikę, gdy tak naprawdę stawka toczy się o coś zupełnie wykraczające poza ramy tego co uchwytne?  

 

To tak z grubsza, o tym co się chciało zrobić.

A co wyszło?

Lekcja, którą muszę odrobić :)

drobna[+,] jeszcze nie do końca kobieca

Ale co z tego, kiedy to on[-,] chciał zadawać im ból

Dobrze napisane, pomysł ciekawy i inspirujący. Religia w przyszłości? Przyznam, że rzadko zaglądam na tę stronicę futurologii (w tej kwestii zgadzam się z Vedyminem). Ale chyba warto wejść w temat głębiej, przypomnieć sobie jak wiele i w jakich warunkach zmieniało się w sferze sacrum na przestrzeni ostatnich wieków. Wszytko możliwe. Jeszcze ciekawiej by było, gdyby punktem odniesienia uczynić katolicyzm innych kręgów kulturowych, bo różnice bywają zaskakujące. Dam piątala.

edit – klikałbym

Dzięki varg :)

Pokuta i wybaczenie to mocny narkotyk. Poruszyłeś kilka ciekawych kwestii – komercjalizację wiary, absolucję jako doświadczenie doskonalsze czy też bardziej bogatsze duchowo niż czystość od grzechów sama w sobie, etyka postępowania ze sztuczną inteligencją… Wyszło całkiem ciekawe połączenie, według mnie zasługujące nawet na piórko.

Warsztat jest w miarę w porządku.

Zauważyłem dwie literówki:

“areozol” => “aerozol”

“siedlisko” => “siedzisko” 

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Wicked G – wielkie dzięki za uznanie, naprawdę pokrzepiające słowa :)

Literówki poprawione!

Nie opierał się i pozwolił ostrym zębom prawdy o sobie rwać duszę.

“Ostre zęby prawdy o sobie” brzmi naprawdę źle. Chyba z 5 razy czytałem to zdanie: najpierw, żeby zrozumieć; potem, żeby się upewnić, że to właśnie miałeś na myśli. 

 

– Nie ustawaj w wierze Dominku, nie ustawaj w wierze!

Przecinek przed Dominkiem (Dominikiem?). 

 

Nawet niezły szort; czytałem już gorsze, które trafiły do biblioteki. Ideę wyczuwam dobrze, choć to bardziej pomysł do obejrzenia niż refleksja do pomyślenia. Konstrukcja… Chyba nie przepadam za dwuczęściowymi szortami. Od biedy taka ujdzie, jeśli ta druga część jest puentą skróconą do kilku zdań. Ale to pewnie tylko moje zdanie. Co do stylistyki, nie zwróciłem na to uwagi. Po prostu napisane w miarę poprawnie. Przeszkadzają mi te zdania: “Dokonał tego!” i “Udało się!”, jakieś takie kiczowate. 

Dzięki funthesystem :)

Nie pomyliłem się. Dobry z Ciebie materiał na betę :)

 

Ciii, nie mów tego głośno, bo się nie odpędzę ;D

Fajny pomysł :)

Przynoszę radość :)

funthesystem – prosisz i masz :)

 

Anet– bardzo się cieszę, że się podobało. Dzięki :)

funthesystem – dzięki za kliknięcie, a w zasadzie za kliknięcia :)

Podoba mi się opisany przez Ciebie nowatorski sposób spowiadania i uzyskiwania rozgrzeszenia. Niewiele różni się to od dzisiejszych założeń, jak sam zauważyłeś “pan x przychodzi dwa razy w miesiącu z tymi samymi grzechami” .  Zastanawiam się tylko po co ludzie to robią? Dla lepszego samopoczucia? Żeby się pokazać sąsiadom? Ale te dywagacje zupełnie nie na temat opowiadania.

I przyznaję się, że czytałam tekst zaraz po zamieszczeniu, ale zupełnie nie pamiętam, dlaczego nie zostawiłam komentarza. Nieważne – nadrobiłam to. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

A ja nie pamiętam, dlaczego nie kliknęłam. Nieważne – nadrobiłam to. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

I przyznaję się, że czytałam tekst zaraz po zamieszczeniu, ale zupełnie nie pamiętam, dlaczego nie zostawiłam komentarza.

W takim razie, przepraszam za wymuszenie konsumpcji odgrzewanego kotleta :)

EDIT:

Cofam to! Za to kliknięcie warto było ;)

Ooo i Reg :) Wielkie dzięki :D

Chyba stałem się przykładem na zasadność i opłacalność zgłaszania starych opowiadań w Wykopalisku :)

Dzięki dziewczyny. Pozdrawiam :)

 

Masywna i niewdzięczna konstrukcja, nie miała nic z lekkości barokowych rzeźb, które ja otaczały.

 

Jak widać w moich poprzednich komentarzach, szort spodobał mi się. Głównie przez nietuzinkowy pomysł i wyważony, “nierozdmuchany” styl. Komercjalizacja spowiedzi/pokuty bardzo uderzająca i dająca do myślenia. Zarzut, który powtórzę, to brak fabuły, ale sam nie wiem, jak byłoby można wstawić tu fabułę do takiego pomysłu – hmm… może rozwinąć motyw obecności w świecie spowiedzi/pokuty? 

Tak czy inaczej, tekst z pewnością biblioteczny.

Dzięki Blackburn. Błąd skorygowany :)

 

Kiedyś się zastanawiałem co trzeba zrobić by ten szort “sfabularyzować”. Doszedłem do wniosku, że musiałbym całkowicie go zmienić.

To co zaskakiwało – fakt, że to nie prawdziwy czyściec, a cybernetyczny odpowiednik, stałby się jedynie pierwszym zwrotem/zaskoczeniem. Następnie musiałbym nawiązać akcję, odwracając wszystko do góry nogami. I tak bohater przekonałby się, że nie jest to typowy seans, który przeżywa dwa razy w miesiącu, ale coś niespotykanego, jakby ktoś interweniował w jego odkupienie, jakby ktoś się nim bawił/sprawdzał go/oceniał.

Zagubiony zdezorientowany, mógłby przemierzać swoje piekiełko, dowiadując się wiele o sobie i jednocześnie o naturze tego niesamowitego zjawiska/osobliwości. Mógłby tonąc w domysłach naprowadzany postaciami, które przewijałyby się przez jego drogę. Mógłby podejrzewać nawet ingerencję prawdziwego Boga.

 

W finale okazałoby się, że to zemsta/nauczka cyfrowych ofiar jego żądz – maszyn.

Pyk i zrobione?

 

Niestety ilość zagadnień byłaby olbrzymia. Kwestia utożsamiania się z grzechem popełnionym w nieistniejącej rzeczywistości, sztucznej inteligencji świadomej swoich krzywd, ba świadomej duchowosci czlowieka i jej reakcja na nią. Zabawa maszyny w odkupiciela swoich stworzycieli. To i wszystkie inne zależności, które mogłyby z tego wynikać, byłby prawdziwym wyzwaniem – materiałem na książkę :)

 

Tak więc, może kiedyś… ;)

 

EDIT:

Wielkie dzięki za zgłoszenie do biblioteki :)

 

Nie ma za co, tekst sam się broni. :)

No, jest jakaś sprawiedliwość na tym świecie :D

Gratuluję zasłużonej biblioteki, Blacktom!

Dziękuję Funthesystem, bez Ciebie nie byłoby to możliwe :)

Pozdrawiam !

Interesujące. Całkiem dobrze napisane, czytało się bez przeszkód.

 

Wizja świata jest również ciekawa. Ukazałeś tu powrót Kościoła do piętnastowiecznego zepsucia. Coś jakby sprzedaż odpustów w wersji 2.0 :)

Swoją drogą, gdyby samo pomyślenie o grzechu było grzechem, to cała nasza populacja smażyłaby się w piekle. Nawet grając we wspomnianą wyżej grę video życzymy przecież naszym wirtualnym wrogom śmierci – co więcej, zabijamy z lubością. Nawet Jezus pouczał, że “Grzesznik wystąpił już z drogi prawości i oddalił się od Pana – myślący o grzechu błądzi. Wyzbądźcie się więc grzesznych myśli, bo czynicie grzech wobec Niego”

Jai guru de va!

Rokitnik – dzięki za komentarz :)

 

Ostatni Twój portalowy tekst, którego nie czytałem, czas więc nadrobić ;)

 

Ciekawa wizja, przedstawiona w przemyślany sposób. I, cóż… wiarygodne zachowanie kościoła. Tak to rzeczywiście może wyglądać, jeśli ludzie przestaną regularnie dawać na tacę ;)

Widziałem, że części komentatorów nie odpowiada łopatologiczna końcówka. To ja stanę w opozycji i powiem, że jak dla jest spoko.

Wiesz co zauważyłem? Nad sporą ilością tekstów portalowych muszę się zastanowić, przemyśleć, albo po prostu skupić podczas czytania. A gdy sięgam po książkę? Właściwie nigdy, choć książki czytam różne. Dało mi to do myślenia…

 

Tyle ode mnie. Było fajnie, trzym się, B.T.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Dzięki Count za wizytę i komentarz :)

Cieszę się, że końcówka spasowała i, że doceniłeś spójność wizji.

 

Ciekawe spostrzeżenie. Nigdy się nad tym nie zastanawiałem…

Zupełnie jakby książka ze względu na objętość pozwalała czytelnikowi oswoić się nad danym zagadnieniem. Czyli ilość znaków przekłada się na odbiór danego tematu – autorzy wałkują go na wiele sposobów, by dobić do tych min. 300 tyś znaków ;)

Z drugiej strony dostrzegam ingerencję redaktorów – książka musi się sprzedać, a najłatwiej osiągnąć to, gdy treść trafi do jak największej ilości czytających.

Może to ta najważniejsza zależność :)

 

Pozdrawiam :)

Niezłe. Ciekawe pomysł ukazający jak Kościół wiarą wyłudza pieniądze. Krótka scenka bez szerszej fabuły, ale może być. 

 

lekkości barokowych rzeźb – Barok chyba nie charakteryzował się lekkością.

 

Pozdrawiam!

https://www.facebook.com/Bridge-to-the-Neverland-239233060209763/

Dzięki za wizytę :)

Tak, to taki wizjonerski szorcik. Co do baroku odniosłem go do rzeźby romańskiej, ale fakt, nadmiar ozdobników i ruchu (dynamika pozy i gestu) dla niektórych mógłby być nieco przyciężkawy w odbiorze ;)

 

Pozdrawiam.

W sumie to podjąłeś się problemu, z którym Kościół boryka się od setek lat, tyle że w nieco innych okolicznościach. Niewykluczone, że Twoja wizja kiedyś się spełni :)

Moja opinia nie będzie zbyt oryginalna: fajny pomysł, ale mało historii. 

Pozdrawiam. 

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Dzięki za wizytę Soku :) Wszystko przed nami, chociaż jestem pewny, że przyszłość będzie jeszcze bardziej szokująca :)

Tak. To tylko krótki koncept, chociaż gdzieś w komentarzach snułem rozwinięcie tematu do rozmiarów powieści… ;)

Pozdrawiam i zachęcam do dalszych wędrówek po moich tekstach. Do zobaczenie pod Twoim tekstem :)

“Wyładowania elektryczne, a nie prawdziwe łzy, cierpienie, wstyd, rozpacz i upokorzenie.” – bo prawdziwe emocje to nie są tylko wyładowania elektryczne. ;p

 

Fajny tekst, choć zakończenie zbyt łopatologiczne. Wolałbym być pozostawiony z otwartym pytaniem, czy to na pewno “spowiedź” nas zmienia, a nie tak buch młotkiem w głowę, żebym na pewno załapał. ;) Swoją drogą dlaczego nie ustylizowali urządzenia na wzór gotycki? 

 

Nie wiem czy wiesz, ale opisałeś wizję bardzo zbliżoną do jednej z indyjskich koncepcji piekła. Na początku czytania zgadywałem, że bohater jest w jakiegoś rodzaju symulacji, ale obstawiałem raczej, że jest on elektroniczną kopią swojej osoby wgraną do jakiegoś urządzenia w ramach kary za “grzechy”.

Dotykasz ciekawej kwestii moralności w przypadku nowoczesnych technologii, symulacji – aczkolwiek mógłbyś wejść w to głębiej.

 

Tekst bardzo przyjemny, daję czwórkę. :)

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Dzięki za pozytywny komentarz i dobrą ocenę :)

 

Swoją drogą dlaczego nie ustylizowali urządzenia na wzór gotycki? 

– podejrzewam, że to kwestia różnorodności architektonicznej – wystarczy popatrzeć na nowoczesne kościoły, na dobra sprawę co kościół, to inna aranżacja ;)

 

Nie, nie wiedziałem. Jednym słowem wszystko już było :)

Ale jednak aranżacje są w środku, mniej lub bardziej, spójne.

Z drugiej strony, był czas gdy do gotyckich, surowych świątyń wstawiali barokowe organy i kolorowe ołtarze, żeby przyciągnąć wiernych…

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Nowa Fantastyka