- Opowiadanie: empatia - Stary Bajarz

Stary Bajarz

O smokach napisano już wiele. Ale nigdy nie jest tak, że nie można napisać czegoś jeszcze lub trochę inaczej. Jeśli dysponujecie czasem i macie zacięcie do poszukiwania śladów we mgle, zachęcam do podjęcia wyzwania.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Stary Bajarz

Szkarłat. Zaciskam powieki i widzę barwę, która mieni się odcieniami tego, co nieuchronne, nieodwracalne i nieodwołalne.

Krew. Gdy otwieram oczy, wciąż mam ją na rękach.

Jak to się mogło stać?

 

***

 

Patrzył w rozgwieżdżone niebo. Gdy zobaczył spadającą gwiazdę, westchnął. Jednak ciężar, który miał na sercu, wciąż mu przeszkadzał.

Ileż to już lat na tym świecie – pomyślał.

Kiedyś śmieszyły go dowcipy przyjaciela: „Nieźle się trzymasz, stary druhu. Ciekawe, kto się szybciej wypali, ty czy one?”. Dziś nie miał już wątpliwości. One wciąż migotały radośnie, podczas gdy jego wola życia spadała niczym meteor, zostawiając za sobą jedynie mglisty, złoty ślad.

Przy życiu trzymali go jeszcze ludzie składający mu od czasu do czasu wizyty. Stał się atrakcją turystyczną okolicznych wsi, swego rodzaju szamanem. Nie lubił tego słowa. „Mędrzec” – jak zwracała się do niego większość, bardziej mu odpowiadał. Sam uważał się za bajarza, w najlepszym razie wróżbitę. Ludzie przychodzili do niego, by ponarzekać, prosić o radę. Często pytali o pogodę, a jak spadł deszcz, wracali, aby dziękować za pomyślną prognozę. Miłe to było. Czuł się jeszcze potrzebny. Przynosili mu jedzenie. Doceniał to. W tym wieku niełatwo było wybrać się gdzieś samemu.

Rano na polance przed swoją samotnią dojrzał postać w bladopomarańczowym stroju. Mężczyzna przyglądał się górskim wzniesieniom. Gdy zobaczył gospodarza, wyprostował się, obciągnął szaty, a następnie skłonił nisko.

– Witaj, mędrcze.

– Witaj, mnichu. Bo jesteś mnichem, prawda?

– Tak, czcigodny. Jestem mnichem. Byłem u ciebie przedwczoraj.

– Naprawdę? – zdziwił się bajarz i zaczął gładzić wąsy. Zawsze tak robił, gdy się nad czymś zastanawiał. Na początku był to odruch wyuczony, służący dodaniu sobie powagi, jednak później wszedł mu w krew. – Może to kwestia uczesania – stwierdził, odzyskawszy animusz.

– Nie sądzę, o mędrcze. Jak sam zauważyłeś, jestem mnichem. Obce mi są problemy z fryzurą.

Zbliżył się do przybysza, zmrużył oczy, kręcąc głową, po czym odparł:

– Fakt. Jesteś łysy. Pamiętam cię – skłamał. – Byłeś u mnie przedwczoraj. Co cię znów sprowadza?

– Racz wybaczyć, czcigodny, ale nachodzę cię w tej samej sprawie.

– Z powodu? – brnął starzec.

– Kiedy rozmawialiśmy ostatnio, powiedziałeś, że kolejnego dnia możemy spodziewać się deszczu. Nie spadła ani kropla.

– I co? Masz skargi, że ludzie niepotrzebnie brali ze sobą parasole? Zresztą co ja jestem? Wyrocznia? Na głodnego mogę się mylić – rzucił.

– Oczywiście – odpowiedział łagodnym tonem mnich i skłoniwszy się nisko, zaczął się wycofywać. Nim się wyprostował i odszedł, dodał: – Pozwól, że się oddalę. Mam tu niedaleko kosz z zapasami. Podzielę się z tobą.

Bajarz nie przejmował się zanadto ludźmi ani tym, co o nim myśleli. Nie dziwił się więc, że opinię o nim mieli nie najlepszą. Wykorzystywał ich. Wiedział, że lubią do niego przychodzić po rady i mądrości życiowe. W zamian w połowie każdego miesiąca otrzymywał zapasy. Często jednak prosił o coś specjalnego. Nigdy mu nie odmawiali. Lubił wierzyć, że doceniali go jako mędrca.

Po kilkunastu minutach mnich zjawił się ponownie. Nie wypadało go zbyć, więc starzec uśmiechnął się, a widząc pytające spojrzenie, zagaił:

– Więc chciałeś o czymś porozmawiać, tak?

– Tak, o mędrcze. Nasz kraj nawiedzają długotrwałe susze. Ludzie błagają o pomoc.

– To może pójdziecie do smoka – odpowiedział bez zastanowienia. Ciekawe myśli nawiedzały go niespodziewanie, zaskakując czasem bardzo przyjemnie.

– Tak – powiedział mnich, przeciągając nieznacznie wypowiadane słowo, a jego twarz przybrała wyraz zadumy. Po chwili zaś dodał: – W zasadzie myśleliśmy o tym, ale nie wiemy, jak się do tego zabrać. Nasza wiedza o smokach jest, jak mniemamy, zbyt mała. Czy byłbyś w stanie nam pomóc, o czcigodny?

– Tak. Oczywiście. Zawsze chętnie pomagam. Ale, jak by to rzec, doskwiera mi refluks. To paskudna przypadłość. Nie mogę jeść za dużo mięsa bez świeżych warzyw. Owoce też by pomogły.

Wyłudzanie jedzenia nie napawało mędrca dumą, ale bawiły go sytuacje, w których umiejętność wywoływania burczenia w brzuchu przynosiła dodatkowe profity. Jednym z nich była gra na czas.

– Oczywiście, zajmę się tym – odpowiedział z mnich, kłaniając się starcowi. – Czy mogę jutro znów cię odwiedzić?

Bajarz skinął mu głową i odprowadził wzrokiem. Czuł satysfakcję z tej wizyty, a nie zdarzało się to często. Zamyślony zapomniał się schylić i wchodząc do jaskini, niemal uderzył czołem o skałę. Nigdy nie narzekał jednak na mieszkanie. Przestronne wnętrze, nieco surowe wykończenie, ale w pełni naturalne.

Doceniał pustelniczą dolę. Nie pamiętał już, co go do niej skłoniło, ale wolał życie na uboczu. Najbardziej chyba jednak cenił sobie prywatność. Brak wścibskich spojrzeń. Świeże powietrze, piękne górskie widoki i szum pobliskiego potoku. Lubił tę zimną toń. Jeszcze bardziej smak czystej źródlanej wody. Pomagała mu na zgagę. Odkąd zaczął ją pić regularnie, przestało go męczyć nieprzyjemne uczucie palenia w przełyku.

 

***

 

Mnich pojawił się następnego dnia w asyście dwóch braci niosących zamówione produkty. Oczekiwał, co było widać wyraźnie, rewanżu za swą naiwną dobroduszność.

– Więc jak, mędrcze? Czy będziesz tak łaskaw i opowiesz mi coś o smokach?

– Tak, tak. Rzekłem przecież słowo. Usiądź. Porozmawiamy.

Bracia zakonni się oddalili. Mnich tymczasem obrzucił spojrzeniem okolicę, po czym przysiadł na niewielkim głazie. Po chwili milczącego oczekiwania zerwał kłos trawy i zaczął przypatrywać mu się z zainteresowaniem. Zerkał jednak co jakiś czas w stronę mędrca.

Bajarz wiedział, że musi szybko wymyślić historię o smokach, ale miał problem, żeby zebrać myśli. Patrzył na dłonie mnicha obracające roślinę. Fascynowało go to, ale i rozpraszało. W końcu zamknął oczy i głęboko westchnął.

– Więc tak… – przeciągnął. – Smoki to stworzenia mityczne są – zaczął nieporadnie, wyraźnie szukając słów. – Bywają impulsywne, ale dobrym ludziom pomocy nie odmawiają.

Życzliwe spojrzenie mnicha, które zatrzymywało się na starcu coraz dłużej, dodawało otuchy. Bajarz zaczął wierzyć, że podoła zadaniu i nie wystawi na szwank budowanego tak długo autorytetu.

– Wyglądu, to fakt, pięknego nie mają, ale dusza smoka to istny diament – kontynuował, starając się tchnąć w wypowiadane zdania więcej powagi. – Przyjacielem człowieka wręcz się stać mogą. Legendy zaś głoszą, że posiadają moce panowania nad żywiołami.

– A więc nie mylimy się z braćmi w tym względzie.

– Tak, tak. To jest powszechna wiedza. Oczywiście.

Twarz młodziana nie wyrażała jednak dezaprobaty. Przeciwnie. Mnich wydawał się cieszyć z każdego kolejnego zdania.

– Jest, powiem ci ja, Dilong. Mówią, że rządzi rzekami i strumieniami. Zwą go ziemskim smokiem. – Bajarz nabierał pewności siebie, a dobór słów wymagał z każdą kolejną chwilą mniej wysiłku. – Był też Jiaolong albo Jiao, sam już nie wiem. Bestia brzydka, pokryta łuskami na całym ciele, prawie jak wąż. Wyobrażasz sobie taką poczwarę? To smok wodny. Nie chciałbym go spotkać.

Mnich kiwał głową, uśmiechając się życzliwie.

– Tianlong to niebiański smok, ale to chyba wyimaginowany stwór. Legendy głoszą, że chroni boskie pałace. Oczywiście inna sprawa, czy wierzy się w niebiosa. Ale przecież jesteś mnichem – zreflektował się szybko bajarz.

Młodzian skrzywił się, jednak zaraz powrócił do serdecznego wyrazu twarzy.

– A ten może cię zainteresować. Duchowy Smok odpowiada podobno za deszcz i wiatr. Mówi się, że jego władza sięga każdego miejsca na Ziemi. Trochę to przesadzone, nie sądzisz?

– Coś o nim słyszałem. Jak on się nazywa?

– Dobre pytanie – odpowiedział z lekkim zakłopotaniem bajarz i natychmiast uruchomił odgłos burczenia w brzuchu.

Dźwięk był na tyle mocny, że zaskoczył nawet starca. Mnich stanął niemal na baczność, po czym zgiął się wpół i sprawnie wycofał.

– Oczywiście, zaradzę temu – powiedział i mimo nieznacznej irytacji w głosie oddalił się, pozostawiwszy w pamięci starca lekko wymuszony uśmiech.

– A tam. Nieważne, co myśli, ale co robi – skwitował bajarz, gdy został sam. – Że też ciągle to działa! – Śmiał się w duchu mimo dziwnego skrętu jelit, który zaczął budzić podskórny niepokój.

Odwracając ciało w stronę jaskini, w porę uniknął zderzenia. Odetchnął głęboko. Tym razem wykazał się nie tylko czujnością, ale i spostrzegawczością. Nad wejściem dostrzegł detal, który dotąd umykał jego uwadze. Odkrycie dotyczyło wyrytych tam przez kogoś znaków.

– Ładne – stwierdził. – Ciekawe, co mówią.

Nie pamiętał, czy były tu, gdy wybierał to miejsce na samotnię. W gruncie rzeczy coraz częściej uświadamiał sobie, że pamięta bardzo mało.

Ot, starość nie radość – pomyślał.

Kiedy miał już udać się na spoczynek, usłyszał ciche kaszlnięcie. Zerknąwszy w stronę wejścia, zobaczył mnicha z koszem owoców i warzyw.

– Bracia zapomnieli wnieść jeszcze to. Proszę – powiedział mnich, kłaniając się nisko. Gdy dostrzegł na obliczu bajarza uśmiech, zagadnął: – Czy to możliwe, że czwarty smok nazywa się Shenlong?

– No przecież mówiłem.

– Istotnie, mówiłeś. – Mnich spojrzał na mędrca ze zdziwieniem, jednak szybko skrył je pod życzliwością.

– Tak. Oczywiście, że mówiłem. To przecież najwspanialszy ze smoków. A i imię naprawdę zacne. Jego moce przekraczają ludzkie wyobrażenia. Taki smok by się przydał na wasze problemy z suszą.

– Opinia o twej mądrości słusznie krąży wśród gawiedzi, o czcigodny. Gdzie mamy szukać Shenlonga?

Pytania szczegółowe zawsze stanowiły problem. Ponowne burczenie w brzuchu nie wchodziło w rachubę, bajarz rzekł więc głosem nieznoszącym sprzeciwu:

– Przynieś mi mapy, a wskażę ci drogę.

Za odchodzącym w pokłonach mnichem krzyknął jeszcze:

– A przynieś jeszcze jakieś zwoje ze znakami! Chciałbym sprawdzić jedną rzecz.

I tak oto kolejny dzień do przodu – pomyślał wyraźnie z siebie dumny.

Mnich również wyglądał na zadowolonego.

 

***

 

O brzasku na polanie pojawiła się większa liczba braci zakonnych. Przez ramiona mieli przewieszone chusty, które pomagały im utrzymać niezliczone ilości zwojów. Gdy tylko złożyli je na ziemi, poprosili o zgodę na oddalenie się. Pozostał tylko ten, którego twarz z każdym kolejnym spotkaniem wydawała się starcowi coraz bardziej znajoma.

– Sporo macie tych map! – zawołał na powitanie bajarz, wyraźnie rozluźniony. Patrzył to na stos ułożony na skraju polany, to na rulon w ręku mnicha. Doskonale wiedział, że w głębokiej wodzie pływa się najlepiej.

– Mapę mam tylko jedną – odparł mnich, wskazując na zwój znajdujący się w jego dłoni.

– Świetnie – odpowiedział mędrzec, nie tracąc rezonu. – Bierzmy się zatem do pracy, dopóki jest jasno. Chciałbym jednak najpierw obejrzeć tamte skrypty. Co zawierają?

– Prosiłeś o zbiory Hànyǔ pīnyīn. Tu znajdują się wszystkie znaki Hànzì. Jeśli jakiegoś szukasz, niezawodnie go dzięki naszej pomocy odnajdziesz.

Starzec uśmiechnął się w duchu. Każdy pergamin zawierał setki, jeśli nie tysiące znaków.

Mnich przynosił zwoje i pomagał je rozwijać. Starzec odczuwał w związku z tym wdzięczność. Jego palce nie były tak sprawne, jak by sobie tego życzył, i gdy wyraził obawę, że może niechcący zniszczyć cenny zbiór, mnich bez mrugnięcia zadeklarował pomoc. Był bardzo cierpliwy.

Mijała godzina za godziną. Dzień zmierzał ku końcowi, gdy ostatni z rulonów został zwinięty.

– To była wspaniała podróż. Kiedyś uwielbiałem czytać. Teraz, bez twej pomocy, nie byłoby to możliwe. Rad jestem z lektury. Niemniej nie znalazłem znaku, którego szukam. Czy mógłbyś mi przynieść inne zbiory? Może znalazłyby się tam symbole z czasów zamierzchłych. Mam wrażenie, że symbol, którego szukam, bardziej przypomina pieczęć niż znak Hànzì.

Mnich spojrzał na starca z wyrazem dezaprobaty, jednak ani słowem czy grymasem nie zdradził swych uczuć.

Dobra szkoła – pomyślał bajarz.

Zaczynał naprawdę lubić tego chłopaka. Jego głos był kojący, a w spojrzeniu co jakiś czas dostrzegał iskierki, które jakby pamiętał.

– Czy moglibyśmy teraz spojrzeć na mapę? Kraj oczekuje pomocy. Musimy jak najszybciej dotrzeć do smoka.

– Oczywiście. Rozwiń, proszę, rulon.

Gdy zwój został rozpostarty, starzec nachylił się nad mapą i zaczął wzdychać.

Mina mnicha mówiła sama za siebie – kolejny dzień stracony. Miał rację.

– Przykro mi, młodzieńcze. Ale jest już za ciemno. Możesz przyjść jutro?

– Oczywiście, czcigodny.

– I pamiętaj o zwojach.

– Nie zapomnę – powiedział mnich, a w jego oczach pojawił się cień, którego starzec nie potrafił zinterpretować.

 

***

 

Przespał spokojnie całą noc, co nie było częste w jego wieku. Uśmiechał się, długi czas utrzymując zamknięte powieki. Liczył na przywołanie obrazów, wrażeń i emocji, które tak bardzo go pokrzepiły. Śnił bowiem o lataniu. Unosił się ponad mapą pokazaną mu przez mnicha, zupełnie tak, jakby przemierzał te krainy na własnych skrzydłach.

Zacny sen – pomyślał, wstając rześki i młodszy o jakieś kilkanaście lat.

 

***

 

Już od brzasku wypatrywał mnicha. Ucieszył się tak na jego widok, jak i ze sporej liczby zwojów, które ten ze sobą przyniósł. Za nim pojawili się również towarzysze targający kolejne kosze wypełnione warzywami, owocami i rybami.

– Witaj, czcigodny. Mam nadzieję, że nie masz mi za złe samowolnej decyzji. Nie chciałem jednak ryzykować, iż potrzeby twego organizmu nie pozwolą nam na zakończenie dyskusji.

Starzec nie wiedział, czy cieszyć się z niespodzianki, czy też przejąć wybiegiem mnicha. Wiedział przecież, że teraz coraz trudniej będzie unikać konkretnej odpowiedzi.

– Mistrzu Shen, gdzie mamy postawić kosze? – zapytał jeden z mnichów.

– Czcigodny, czy pozwolisz, że moi bracia pozostawią kosze w tym miejscu i oddalą się? A może wolałbyś, by pomogli ci wnieść je do środka? To spore zapasy.

– Nie, nie, mogą zostawić tutaj – powiedział nieco roztargnionym głosem starzec. Gładził się po wąsach, przyglądał mnichowi i wzdychał.

Bracia nie czekali na zmianę decyzji i szybko odeszli z wyraźną ulgą.

– A więc nazywasz się Shen? Brzmi bardzo znajomo.

– Pełnię funkcje shīfu w tutejszym klasztorze. Z dziada pradziada pełnimy posługę w tej okolicy.

– Mistrz i wychowawca brzmi dumnie. Znałem chyba kiedyś jednego shīfu.

Shen wyraźnie się rozpogodził.

– Mój dziad zawsze mi powtarzał, że służba jest źródłem dumy dla całej rodziny. Nie rozumiałem go. Ale gdy ojciec pozwolił mi sobie pomagać, pojąłem, dlaczego to takie ważne. Nauczyłem się wiele. Cierpliwości, rozsądku i ostrożności. To bardzo istotne w naszej pracy. Wiem, że dzięki temu wykonuję ją dobrze, a równocześnie hartuję swój umysł oraz ciało. Może kiedyś dostąpię zaszczytu i dorównam przodkom.

– Na pewno. Bądźmy dobrej myśli – bąknął starzec, który czuł niepokój narastający z każdym słowem wypowiadanym przez mnicha.

Ciągle męczyło go poczucie, że coś mu umyka. Jakaś istotna informacja, która ma znaczenie dla prawidłowej oceny sytuacji.

Pomimo błędnego spojrzenia bajarza Shen kontynuował swoją historię, czujnie obserwując starca.

– Do dziś pamiętam, co ojciec mi wpajał. „Są trzy podstawowe zasady; po pierwsze: nigdy go nie pospieszaj, po drugie: nie uraź nieprzemyślanym czynem lub gestem i po trzecie, najważniejsze: nie zaskocz niczym. Może wówczas zdarzyć się rzecz nieodwracalna, której nawet on będzie później żałował” – wyliczył sprawnie mnich. – Nie sądziłem, że to takie ważne, dopóki ojciec nie zginął na służbie, zapomniawszy o zasadach.

Starzec wydawał się nie słuchać. W jego oczach raz po raz zapalały się i gasły ogniki – jakby ciągle tłumione nieznaną siłą.

– Masz może zwoje, o które cię prosiłem? – zapytał po pewnym czasie.

– Oczywiście, czcigodny. Oto one. Pozwolisz? Pomogę je rozwinąć, są bardzo stare. To zbiory z pismem małopieczęciowym.

Gdy bajarz ujrzał znaki, od razu się ożywił.

– Tak. Właśnie takich obłych kształtów szukałem.

Przeglądał znaki z nieukrywanym podnieceniem. Wyglądało to tak, jakby dorosły człowiek zobaczył po latach książkę z dzieciństwa. Znajome obrazy, symbole mówiące tak wiele. Przywołujące wspomnienia, lekkie jak poranna rosa. I taką też rześkość poranka poczuł w głębi swej jaźni. Bieg myśli odnalazł spokojny rytm. Zagubione sceny z życia wracały przez pamięć do serca.

Bajarz spojrzał na mnicha, przechylając głowę. Uśmiechnął się.

– A więc nazywasz się Shen i przychodzisz do mnie po radę, jak odnaleźć smoka?

Było to bardziej stwierdzenie niż pytanie. Niemniej mnich skinął głową.

– Bądź tak miły wobec starca i rozłóż tę mapę – poprosił bajarz.

– A znak? Czy już znalazłeś ten, którego szukałeś?

– Znalazłem więcej, niż się spodziewałem.

Starzec pochylił się nad zwojem. Długo analizował wykreślone tam kształty, a następnie zaczął wodzić po mapie swym najdłuższym szponem.

– Tu jest wasz klasztor, shīfu?

– Tak.

– Długą i uciążliwą macie do mnie drogę. – Spojrzał na mnicha z uznaniem.

Z mapy wynikało, że podróż z klasztoru do samotni zajmowała kilka godzin. Oznaczało to, że mistrz od kilku dni poruszał się niezmordowanie tam i z powrotem, aby sprostać oczekiwaniom starca. Bajarz ukłonił się nisko na znak uznania i podziękowania za tak duże poświęcenie. Shīfu najwyraźniej wiedział, co starzec ma na myśli, i odwzajemnił ukłon w geście skromności.

– Tu zaczyna się pasmo gór, które piętrzą się za moimi plecami – rzekł mędrzec.

Shen patrzył na mapę, z uwagą śledząc każdy ruch szpona. Przytakiwał, gdy jego właściciel omawiał uwarunkowania terenu, roślinność i cieki. Wszystko się zgadzało, co potwierdzał skinieniem głowy.

– A tu, u podnóża wzniesienia, jak widzisz, narysowany jest znak. Niewielki, ale widoczny. Znajdziesz go również w zwoju z pismem małopieczęciowym. Porównaj.

– To ten sam symbol – potwierdził mnich bez chwili wahania.

– On wskazuje miejsce, w którym odnajdziesz smoka. Pomoże wam z problemem suszy.

Mnich skłonił się nisko. Gdy się wyprostował, jego twarz wyrażała unikatową mieszankę radości i ulgi.

– Dziękuję ci, o wielki Shenlongu.

Shen patrzył na pazurzaste palce i ostry jak brzytwa ogon. Strach, jaki towarzyszył mu od kilku dni, minął, gdy patrząc w oczy smoka, dostrzegł wdzięczność podobną do tej, którą i on odczuwał.

– Nie, to ja dziękuję tobie, o wielki mistrzu Shen. Dziękuję całemu twemu rodowi. – Shenlong skłonił się nisko, a gdy się wyprostował, dodał z uśmiechem: – Jutro możecie spodziewać się deszczu. Odpocznij, shīfu, zasłużyłeś. Wracaj do domu.

Mnich nie dał się długo prosić. Istotnie, był wykończony. Nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Ciągłe napięcie, jakie towarzyszyło tej misji, niszczyło jego duchową równowagę. Nieraz aż drżał na myśl o możliwości popełnienia błędu. Odetchnął wreszcie z ulgą. Pozbierał zwoje i pomógł smokowi wnieść kosze z resztą zapasów do groty.

Gdy znalazł się znów na polanie, Shenlong wyjrzał ze swej jaskini i spojrzał na niego przyjaźnie. Widział w nim przyjaciela. Zagubionego i tak wspaniale odzyskanego. Przez chwilę poczuł się tak, jakby nigdy go nie stracił.

Mnich, machając Shenlongowi na pożegnanie, spojrzał na znak znajdujący się nad wejściem do jaskini. Symbolizujący smoka totem pierwszych plemion chińskich był obecnie potrzebny bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.

– Pamiętasz, jak mój ojciec pomagał ci wyryć ten znak? Był dumny z nawiązanej więzi. Wspominam go zawsze radosnego, gdy powtarzał, że prędzej się gwiazdy wypalą, niż wasza przyjaźń przeminie.

Młody shīfu często mówił o ojcu, który był mu więcej niż mentorem. Uważał go za niezwykłego człowieka. Nawet wspomnienie o nim potrafiło zmienić najczarniejszą noc w pogodny dzień, a sprawy beznadziejne postawić w zupełnie innym świetle. Smok wydawał się mieć w sobie podobną życzliwość. To dlatego kraj przez ostatnie dziesięciolecia korzystał z urodzaju i wzrastał w szczęściu i pokoju.

Choć nie potrafił zapomnieć mu tragicznej śmierci ojca, mnich zaczynał lubić Shenlonga. Boskie stworzenie było w końcu tylko smokiem, a życie Shena mnisią służbą, którą musiał wypełniać z oddaniem.

Odetchnął pełną piersią, odzyskawszy animusz i wiarę w siebie. Ruszył w drogę powrotną z nadzieją, że teraz wszystko musi się już ułożyć.

 

***

 

Tacy podobni.

A jednak nie tacy sami.

Jak mogłem?

 

***

 

Smok długo stał i patrzył za odchodzącym mnichem. Można by wręcz przypuszczać, że przestał oddychać. Nie drgnęła mu nawet powieka, mimo że burza, jaka towarzyszyła jego myślom, trwała w najlepsze. Wciąż miał przed oczami szczerą twarz przyjaciela i obrazy związane z latami, podczas których czuł się naprawdę szczęśliwy.

W końcu wyszedł przed samotnię i spojrzał na znak. To nie był tylko symbol smoczego leża. To był znak niemal braterskiej miłości z człowiekiem, z którym rozumiał się bez słów. Młody shīfu taki nie był. Różnica jawiła się jako zbyt oczywista. Wyuczona poprawność nigdy nie zastąpi naturalnej życzliwości.

Spojrzał na swoje szponiaste palce. Niby pięć przy każdej kończynie, ale ich widok nie pozostawiał złudzeń. Był smokiem, najprawdziwszym smokiem, choć tak bardzo nie chciał nim być. Teraz to pragnienie wydawało się silniejsze niż kiedykolwiek przedtem.

Wraz z pamięcią wróciły demony przeszłości. Znów widział krew na swoich palcach. Wiedział, że nie zmyje jej woda ani ogień, ani jedno i drugie połączone nicią rzeczywistości w mijający czas. To nieprawda, że czas leczy rany – nie leczy ran zadanych sobie własnym szponem. Tylko w nicości szukać ratunku i słodkiego zapomnienia. Zawsze to wiedział, będąc stworzeniem nieśmiertelnym, którego życie jest wieczną służbą. Kontestacją fatum okazała się piękna przyjaźń smoka i człowieka. Niedopuszczalna skaza na niebiańskim planie opatrzności.

Czy to dlatego stworzono smoki tak gwałtownymi? Przekleństwo nieśmiertelnych, wiecznie samotnych!

Każdy jest kowalem własnego losu. Niemniej jego, jako smoka, ta zasada wydawała się nie dotyczyć. Postanowił to zmienić. Rytmicznymi ruchami, raz po raz, jak w kowadło przeznaczenia, uderzał głową w znak, który przypomniał mu o tym, o czym pamiętać nie chciał. Świtało, gdy wykonał ostatnie, desperackie uderzenie.

Ulga przyszła wraz z utratą świadomości. Nareszcie nie widział czerwieni. Nie czuł już palącego grzechu popełnionego z powodu smoczej natury.

Przeleżał tak cały dzień i całą noc. A gdy otworzył oczy kolejnego dnia, był już spokojny.

Czuł się stary, ale na swój sposób szczęśliwy.

 

***

 

Z zadumy wyrwał go młody, ale jakby trochę zmęczony głos.

– Witaj, mędrcze.

– Witaj, mnichu. Bo jesteś mnichem, prawda?

– Tak, czcigodny. Jestem mnichem. Byłem u ciebie przedwczoraj…

Koniec

Komentarze

Pierwsze linie komentarza pod opublikowanym tekstem chciałem poświęcić na krótkie podziękowania dla niezłomnych betujących: Bemik i Nazgula.

Dzięki Wam, bezduszne okaleczanie tekstu ze zbędnych fragmentów, stało się w ostatecznym rozrachunku całkiem satysfakcjonującą operacją plastyczną, dzięki której to i owo już nie zwisa i nie razi :D, a przede wszystkim jest o tych kilka tysięcy znaków łatwiejsze do strawienia.

Dziękuję również za niepozostawienie mi wielkich złudzeń co do tego, jak niewiele osób może wytrwać do końca, nie mówiąc już o tych co przeczytają ponownie, by zobaczyć więcej.

Doskonale zdaję sobie sprawę, że opowiadanie nie porywa widowiskowością i dynamiką akcji.

Nie ma tu wielkich bitew, tylko subtelna partia szachów, w której nie wiadomo, kto gra białymi, a kto czarnymi. Krew nie leje się tu strumieniami, tylko sączy się jak łzy potępieńca, skazanego na wieczną traumę. Nie ma dzielnych rycerzy, ani potworów, tylko skromny mnich i starzec, zmęczony życiem.

Nie znajdzie się tu namiętności, tylko ulotne wrażenie wielkiej przyjaźni, które jest wspomnieniem tak wspaniałym, że aż niechcianym, wypieranym z najwyższą determinacją.

Niemnie miło będzie śledzić, ile osób tu zajrzy i wyrazi opinię.

empatia

Miła odmiana :) Tekst przeczytałam z dużą przyjemnością.  Podoba mi się płynąca leniwie i spokojnie akcja. I ta mnisia cierpliwość. Znawcą Chin i chińskiej (szeroko pojętej) kultury nie jestem, ale do moich wyobrażeń pasuje idealnie. I jeszcze zakończenie – dokładnie takie, jakie lubię. Z takim lekkim niedopowiedzeniem, które w mojej wyobraźni stawia pytanie: czy kiedyś się uda? I nie – nie wymagam odpowiedzi :)

Żeby nie było za miło, mam drobne zastrzeżenia co do języka. Było kilka zwrotów, które mi zgrzytnęły, ale najpoważniejszy to “lot koszący”. Kojarzy się jednoznacznie z samolotem, a to nie pasuje do opowiadania. Z pewnością znalazłaby się lepsza metafora.

Tekst oceniam na 8.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Nie ma tu wielkich bitew, tylko subtelna partia szachów, w której nie wiadomo, kto gra białymi, a kto czarnymi. – to zdanie najlepiej określa charakter opowiadania.

 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Trzeba przyznać, że jak empatia zareklamował opko, to mi się zachciało jeszcze raz je przeczytać ;)

 

Aha, widzę, że problem z nieznikającymi komentarzami z bety ciągle nierozwiązany.

:(

 

Pozdrawiam!

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Nazgulu, te komentarze widzimy tylko my.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ale były czasy, gdy po publikacji znikały.

Według mnie tak było lepiej. Jak to szkolnie określę: brudnopis do kosza, zostaje tekst na czysto.

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Nie znikały – trzeba to było zrobić samodzielnie. Ja tak zrobiłam ze swoją Żywożmiją – wkleiłam poprawiony tekst, a betowany usunęłam całkowicie. Tyle że razem z tym zniknęli moi betujący – dodawałam ich “ręcznie”.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Witajcie ponownie.

 

‘Śniąca’

Bardzo mi miło, że opowiadanie zyskało Twoje uznanie. Tym samym pobiłem swój dotychczasowy rekord w ilości zadowolonych czytelników :D Jeśli pamięć mnie nie zawodzi, również pierwszy raz dostałem ósemkę. Pięknie dziękuję.

Edit: Samolot zmieniłem w meteor:)

 

‘Bemik’

Dziękuję za klikniecie biblioteki. Im bliżej było końca naszej pracy nad tekstem, tym mniej wierzyłem, że na nią zasłużę. A jednak. Dziękuję.

 

‘Nazul’

Trzeba przyznać, że jak empatia zareklamował opko, to mi się zachciało jeszcze raz je przeczytać ;)

Nawet nie wiesz, jaką mi zrobiłeś frajdę tym komentarzem.

empatia

Empatio, to z meteorem jest teraz cudowne!

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Ładnie napisana historia, chociaż jak na mój gust zbyt klasyczna. Dobrze oddany klimat. W niektórych miejscach inwersja szyku zdaję się być trochę sztuczna, np. w tym fragmencie o niebiańskim smoku (gdzie, nomen omen, słowo “niebiański”  i  jego pochodne powtarzają się 3 razy w krótkich odstępach.) W którymś miejscu powtarza ci się jeszcze “posługa”

Ogólne wrażenia pozytywne.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

‘Śniąca’

Autor kłania się nisko, a jego radość miesza się z wdzięcznością.

 

‘Wicked G‘

Wielkie dzięki za poświęcony czas. Poszukam tych “niebiańskich” powtórzeń i “posług“.

Dziękuję i pozdrawiam.

empatia

Bardzo ciekawy twist w końcówce, za to plus. Oryginalny pomysł, ładna, spokojna opowieść z drobnymi elementami humoru. Językowo całkiem przyzwoicie, potknięcia dostrzegłam tylko drobne i nieliczne.

Babska logika rządzi!

Witaj Finklo,

Dziękuję za lekturę i za “plus“:)

Językowo całkiem przyzwoicie, potknięcia dostrzegłam tylko drobne i nieliczne.

To, że potknięć nie było więcej i nie miały wpływu na odbiór twista, a tancerz się nie rozłożył na parkiecie, to tylko zasługa betujących. Za zwrócenie uwagi na przyzwoitość  językową szczególnie wdzięczny jestem Bemik. Ukłony raz jeszcze.

… ładna, spokojna opowieść z drobnymi elementami humoru.

A za to mogę już tylko podziękować żonie i córce, które pozwalają trochę pospać:)

 

Oryginalny pomysł biorę na siebie;)

 

Dziękuję za Twoją opinię. Nie ukrywam, że trochę się jej bałem:) A tak krótka ocena i lekkie klepnięcie po pleckach Finkli nie zachwiało mojej równowagi i nie zaorałem zębami parkietu :D

 

Twist and Shaut;)

 

 

Edit:

Klepnięcie pchnęło mnie do ponownej lektury i wychwyciłem jeszcze kilka powtórzeń i jedną literówkę (że też te diabełki potrafią się tak maskować;). Mam nadzieję, że o to chodziło.

empatia

Przeczytałam.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

– Witaj, mnichu. Bo jesteś mnichem, prawda? – zapytał, by mieć jasność, z kim ma do czynienia.

Nie przepadam za tak oczywistymi stwierdzeniami. Po co innego miałby pytać?;)

niedaleko pozostawiony koszt z zapasami

Bajarz skinął mu głowa i odprowadził go wzrokiem.

Zbędny zaimek i literówka.

wejść do jaskini, niemal roztrzaskał nos o skałę. Wejście

powtórzenie

Wzdrygnął się i poczuł z lekka pod ścianą.

Chyba miało być “poruszył się”

Fakt, że za plecami czuł skałę, niewiele miał z tym uczuciem wspólnego.

Daj “miał skałę” to unikniesz powtórzenia dosyć rażącego.

przyglądał mnichowi i wzdychał.

Mnisi

dołączając skromy uśmiech.

 

No, zdecydowanie tekst zyskuje na wartości po dotarciu do końcówki. Warsztat masz jeszcze prosty, bez fajerwerków, ale chociaż w opowiadaniu niewiele się działo, to nie było nudne. I chwała ci za to, bo łatwo takie przegadane teksty zrobić męczącymi strasznie ;) Narracja ma nawet pewne podobne cechy do tej w moich “Dzieci Posejdona”. Widać faktycznie lubisz ten styl :P Ale u mnie twistu nie było.

SPOILER

Od początku podejrzewałam, że bohater jest smokiem. Nie kryjesz się z podpowiedziami. Ale w pewnym momencie mnie trochę zwiodłeś (Shen ;)) i zaczęłam się zastanawiać. To był dobry ruch, szkoda że nie zastosowałeś ich więcej. Żebym do końca nie była pewna, kto jest kim. No, ale szybko wyszło, że jednak w pierwszych domysłach miałam rację.

Trochę brakuje mi emocji. Przesłanie bardzo ładne, ale nie czułam smutku smoka należycie. Co nie zmienia, że sama konkluzja jest najlepszym elementem tekstu. I cierpliwość mnicha to też taki ciepły element. Chłopak w sumie nie odzywa się wcale dużo, ale bardzo go polubiłam w tak krótkim tekście :)

 

Popraw te małe babole, a pogadamy o kolejnym punkcie do biblioteki.

Tylko nie "Tęcza"!

Ach ten Tutivillus:) Mam wrażenie, że już część z tych baboli kiedyś poprawiałem. Pięknie dziękuję za korektę i oczywiście za dobrnięcie do końca. Wiem, że całość może nie porywa, ale to był taki eksperyment, na ile uda mi się poprowadzić akcję bez przekłamań, a jednocześnie bez szybkiego odkrycia kart.

Co do smutku bohatera, to masz częściowo rację. Ale to był celowy zabieg. Obraz beztroskiego staruszka ze sklerozą, który dominuje w opowiadaniu, miał pokazać, że rozwiązanie jakie znalazł smok, by przestać cierpieć, jest dobre. Przyświecała mi trochę naiwna idea, że czytelnik może skusi się na drugie czytanie, by zobaczyć wszystko w innym świetle. Opowiadanie, podobnie jak cała historia, tworzy swego rodzaju pętlę, gdzie wszystkie elementy mają znaczenie. Pewnie trochę przekombinowałem i wyszła niespójność, którą poniekąd słusznie wychwyciłaś.

Jeszcze raz pięknie dziękuję i pozdrawiam.

 

Edit

Wszystkie babole oczywiście poprawione:) Będzie mi bardzo miło.

empatia

Coś się chyba popsuwszy i zasadniczo głosowanie do biblioteki mi zniknęło… ;] Jak odzyskam moją “moc” zaraz wlepię obiecany punkt. A może i do tego czasu skuszę się na to drugie czytanie.

 

EDIT: Odzyskałam swoją “moc”, więc szybko klikam, bo jeszcze zaraz znowu zniknie :P

Tylko nie "Tęcza"!

A jeszcze bym pociągnął kilka wątków z Twojej poprzedniej wypowiedzi, żeby nie było, że tak bez „pogadania” pójdzie;)

Jeśli chodzi o zwody nie chciałem przesadzić. Ukrywanie smoka do samego końca, nie było celem nadrzędnym. Wiedziałem, że jak nie wzbudzę podejrzeń, czytelnik w ogóle nie dojdzie do końca. Liczyłem na inny efekt zaskoczenia. Kiedy już teoretycznie wszystko stało się jasne (smok jest smokiem), dodałem całą prawdę o starcu i jego smoczej naturze.

A mnich. Wiem, że jest sympatyczny, ma dużo ze mnie;) Ale w końcówce stracił koncentrację i naruszył zasady. Ot, młokos. Mimo, że już nim nie jestem, nierzadko zdarza się błąd w sztuce:)

 

Edit

Niech moc będzie z Tobą;)

Kłaniam się nisko.

empatia

Bardzo ładny tekst. Podobał mi się i język i akcja płynąca wolno, niemal leniwie. Tak, jak Tensza od początku wiedziałam kim jest bohater, ale to nie zepsuło mi przyjemności czytania.

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

‘Emelkali‘

Pięknie dziękuję za odwiedziny i miłe słowa.

Pozdrawiam serdecznie.

empatia

Finklo, pięknie dziękuję za punkcik do biblioteki i zwiększenie szans opowiadania na… przeczytanie do końca;) Pozdrawiam.

empatia

Empato, nie jestem tak przenikliwa i mnie autentycznie tekst zaskoczył. Bardzo podobała mi się akcja, która toczyła się powoli, niespiesznie i zastanawiałam się tylko gdzie tu jest ten smok. Zaskoczenie było duże. Mogę napisać tylko jedno: BRAWO! Gdybym mogła nominowałabym do piórka.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Piękne dzięki Morgiano. Bardzo mi miło, że przeczytałaś do końca, a jeszcze bardziej, że Ci się podobało:) A piórko śnieżnej sowy ofiarowane za lekturę, przyjmuję z łezką w oku;)

Kłaniam się nisko.

empatia

Podobał mi się klimat, orientalne odwołania i leniwe tempo.

co mi zgrzytnęło:

Istotnie, był wykończony. Nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Ciągłe napięcie, jakie towarzyszyło tej misji, wypaliło niebywałe piętno na jego układzie nerwowym.

Ten “układ nerwowy” pasuje tu jak kwiatek do kożucha, osobiscie zmieniłabym na:” Istotnie, był wykończony. Nie tylko fizycznie, ale i umysłowo. Ciągłe napięcie, jakie towarzyszyło tej misji, wypaliło niebywałe piętno na jego psychice”.

Pozdrawiam

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Alex,

Wielkie dzięki za lekturę i punkcik do biblioteki.

Zgrzyt poprawię już po konkursie. Po terminie, byłoby chyba nie fair. W tym zestawieniu zdań uciekałem od powtórzeń, ale miałem problem z tym „umysłowym”. Jednak jak piszesz, że według Ciebie byłoby lepiej, to mnie przekonałaś:)

Pozdrawiam serdecznie

em

 

Edit

Chwilkę podumałem i stwierdziłem, że kwiatek w zasadzie był fajny, ale lepiej zdjąć też kożuch;)

Co powiesz na taką zmianę?

“Istotnie, był wykończony. Nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Ciągłe napięcie, jakie towarzyszyło tej misji, miało destruktywny wpływ na jego duchową równowagę.“

Koszula bliższa ciału :D nie powinno już zgrzytać.

Dzięki za zmobilizowanie:)

empatia

O, dokładnie, potem jeszcze myslałam nad tym umysłowym i troche mnie gniotło, ale tak jest lepiej. Chociaż może skrócić “miało destruktywny wpływ na” do “niszczyło”;)

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

O! Idealnie. Krótko i równie dobrze, a nawet lepiej:D

Walczę z nadmiernym ubarwianiem zdań i złożonymi formami. Ciężko wyplenić stare nawyki:/

 

Istotnie, był wykończony. Nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Ciągłe napięcie, jakie towarzyszyło tej misji, niszczyło jego duchową równowagę.

I tak zmienię, jak opadnie konkursowy kurz:)

 

Jeszcze raz wielkie dzięki.

empatia

No kurczę, za szybko zdradzasz w tekście tożsamość mędrca i psujesz twist! Taki spoiler powinien, moim zdaniem, być dyskretniejszy, dzięki czemu czytelnik sam zacznie wertować opowieść od początku, by ułożyć puzzle. Technikalia wskazali już przedpiścy.

 

A poza tym urzekająco nostalgiczna historia, płynie sobie leniwie, ogromny plus za odwołanie się do smoczej estetyki Państwa Środka (w końcu gdzie, jeśli nie tam, smoków bez liku?). I to smutne zapętlenie, nieszczęście, którego nie chce mieć we wspomnieniach – mniam.

 

Tekst oceniam na 8.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

W takich sytuacjach człowiek się zastanawia, czy cieszyć się bardziej z tak miłego komentarza, czy też z ostatniego punktu do biblioteki. To dla mnie wielka radość z obu powodów, dziękuję.

Wytłumaczę się jeszcze ze spoilera. Dopiero zaczynam przygodę z pisaniem. Mam nadzieję, że jak dopracuję sam warsztat, przyjdzie również doświadczenie w zakresie proporcji tekstu, środków wyrazu oraz kwestii interakcji z czytelnikiem. Wiedziałem, jaką wartością całego opowiadania jest zakończenie i priorytetem było doprowadzenie czytelnika do końca. Jako początkujący, bardziej bałem się utraty cierpliwości czytającego i rezygnacja w połowie. Pomysłem było zostawienie śladów. „Moim twistem” było zdradzenie istoty smoczej natury, a nie samej tożsamości.

Mam nadzieję, że układanki i pełna satysfakcja czytelnika to wyzwania, jakie stoją wciąż przede mną:)

Jeszcze raz serdecznie dziękuję i pozdrawiam.

empatia

Gratuluję biblioteki! Według mnie – całkowicie zasłużona :) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dzięki. To naprawdę budujące. Właśnie przeżywam lekki kryzys twórczy, podejmując kolejne wyzwanie. Tonę w plazmie kwarkowo-gluonowej:) na SF 2015. Awans pierwszego opowiadania do biblioteki NF to jak wiatr w żagle.

Z satysfakcją odnotowuję, że i Norddragen dopłynął do portu :D

empatia

Będę więc trzymać kciuki, żebyś nie utonął, tylko pływał po powierzchni jak surfer na fali :)

Ja raczej spasuję, bo chociaż sam pomysł kołacze mi się po głowie od dawna, to nie za bardzo mam czas na jego właściwe spisanie.

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

empati…o? -onie? :-D Damn, żeńskie ksywki dla facetów to zawsze kłopot!

 

POZOR, SPOJLERY!

 

Mnie się bardziej rozchodziło, że “Shenem” praktycznie zdradziłeś temat. gdzies tam nagle w narracji pojawił się pazur – o, i już czytelnik na baczność, naprowadzony, ale jednokrotne użycie pazura jeszcze niczego nie determinuje, pojawia się więcej znaków zapytania niż odpowiedzi. A jak pazur + Shen wpadają krótko po sobie – to i w końcówce zaskoczenia co do tożsamości nie ma, zostaje “gołe” wyjaśnienie amnezji.

 

Z przyjemnością klepnąłem Bibliotekę, popraw sobie technikalia po ogłoszeniu wyników ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

‘Śniąca’

Pamiętam dyskusję o fali:D Surfing? Może się uda. Konno też późno nauczyłem się jeździć;)

A pomysł dobija się i nienachalnie błaga o uwagę od ponad dwóch lat, ale spisanie tego w atrakcyjny sposób to już inna bajka:( SF 2015 daje jednak niezłą motywację, by przysiąść i wreszcie to napisać.

 

‘PsychoFish’

Popracuję jeszcze nad goliznami;) i technikaliami. Chciałbym, żeby pierwsze dziełko w bibliotece było na miarę. Uwagi biorę sobie do serca i pokombinuję jeszcze, jak opadnie konkursowy kurz.

 

Pozdrowienia dla Was obojga

em

empatia

Podobało mi się. Spokojny tekst, ale nie nudny. Ostatnio coraz częściej trafiają się tu opowiadania, przy których trzeba ruszyć głową. To chyba dobrze :)

 

Jednak ciężar jaki miał na sercu – Jednak ciężar, jaki miał na sercu

dodał. – Pozwól, że się oddalę – chyba dobrze dać tu dwukropek "dodał: – Pozwól, że się oddalę"

nienajlepszą – nie najlepszą

zagaił. – Więc chciałeś – tu też dwukropek "zagaił: – Więc chciałeś"

jest jak mniemamy za mała – jest, jak mniemamy, za mała

tą zimną toń – tę zimną toń

powiedział skłaniając się – powiedział, skłaniając się

Zygfrydzie,

Dziękuję za wizytę, miłą opinię oraz korektę. Dodaję do listy wychwyconych, z mocnym postanowieniem poprawy po zakończeniu konkursu. Swoją drogą mam coraz większe obawy, że moje teksty i interpunkcja, jeszcze długo nie będą chciały iść grzecznie w parze:(

Pozdrowienia

empatia

Tyle już powiedziano pod tym tekstem, że nie będę się silił na  pseudoodkrywczość.

Zdanie Tenszy chyba najlepiej odzwierciedla moje odczucia:

Warsztat masz jeszcze prosty, bez fajerwerków, ale chociaż w opowiadaniu niewiele się działo, to nie było nudne.

Nie było. Choć nie w pełni, czuję się usatysfakcjonowany.

;)

Nie biegam, bo nie lubię

Corcoranie, dziękuję za odwiedziny.

empatia

Ładny tekst. Nie byłem bardzo zaskoczony tożsamością mędrca (domyśliłem się chyba po tym, ile jadł :D), ale nie przeszkadzało to doczytać z ciekawością do końca.

Nie byłem do końca pewny co zadawało smokowi duchowe męki – rozumiem, że wspomnienia o zabiciu ojca mnicha (i może innych ludzi przed nim)?

Mnich, który rozmawiał ze smokiem w opowiadaniu odszedł żywy i to on ponownie przychodzi do smoka na końcu (a może jakiś jego potomek), czy tak?

Musiałem sobie przeczytać końcówkę jeszcze raz na spokojnie żeby to sobie poukładać w głowie. ;)

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Navaz’ie

Witaj w moich skromnych progach oraz na portalu (od razu zaproponuję odwiedziny wątku: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/56842845 /Cześć, jestem tu nowy – czyli temat powitalny/; sam wypatrzyłem go dopiero po jakimś czasie:)

Odpowiadając na pytania: generalnie tak oraz tak:) W całym tekście są porozrzucane wskazówki. Jeśli masz trochę czasu i determinację, polecam dalszą lekturę, zgodnie z kierunkiem wskazanym na końcu opowiadania:)

Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam.

empatia

Opowiadanie bardzo spokojne, leniwe, ale nie nużące. Dość korzystnie wypada na tle wielu innych, bardziej tradycyjnych, opowieści o smokach, albowiem tchnie świeżością pomysłu.

 

doj­rzał po­stać w blado po­ma­rań­czo­wym stro­ju. – …doj­rzał po­stać w bladopo­ma­rań­czo­wym stro­ju.

 

Ale, jakby to rzec, do­skwie­ra mi re­fluks.Ale, jak by to rzec, do­skwie­ra mi re­fluks.

 

Lubił zimną toń.Lubił zimną toń.

 

Ale prze­cież je­steś mni­chem – zre­flek­to­wał się szyb­ko. Mnich tylko lekko się skrzy­wił, ale szyb­ko po­wró­cił do ser­decz­ne­go uśmie­chu. – Powtórzenie.

Może w drugim zdaniu: Mnich tylko lekko się skrzy­wił i zaraz po­wró­cił do ser­decz­ne­go uśmie­chu.

 

A i czasu zej­dzie na stu­dio­wa­niu ma­te­rii.A i czas zej­dzie na stu­dio­wa­niu ma­te­rii.

 

Strach jaki to­wa­rzy­szył mu od kilku dni… –Strach, który to­wa­rzy­szył mu od kilku dni

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Regulatorka, jak zwykle potrafi dojrzeć w tekście rzeczy niedostrzegalne;)

Cieszy bardzo wychwycenie tchnienia świeżości pomysłu :D Ukrytych niedoróbek w sumie też, ale jakby trochę mniej;)

Powoli dochodzę do wniosku, że sprzątanie w tekście to syzyfowa praca. Ile czasu by na nią nie poświęcić, ile mioteł by przy tym nie uczestniczyło, zawsze po czasie zjawi się bystrooka Regulatorka ze swoją miotłą i jeszcze niejedno wygarnie:b

Niemniej pięknie dziękuję. Przyjmuję z pokorą i zobowiązuję się do generalnych porządków po zakończeniu konkursu.

Pozdrawiam serdecznie

em

empatia

W odpowiednim czasie, pomimo przeczytania, nie wpisałem się. Tak jakoś wyszło…

Podzielam wszystkie pozytywne opinie o tekście.

Adamie,

Ważne, że opowiadanie weszło:) a że tak jakoś wyszło… ;)

Dzięki za odwiedziny.

empatia

Witam, również podzielam pozytywne opinie o opowiadaniu. Przyznam, że spośród Twoich opowiadań to najbardziej przypadło mi do gustu. Spokojna narracja, ładne odmalowanie dziada żerującego na lokalnej społeczności oraz zdyscyplinowanego mnicha i stopniowe odsłanianie rzeczywistego obrazu sytuacji – wszystko w odpowiednim tempie i na swoim miejscu. Jako że moja wiedza o chińskich obyczajach jest zerowa, smok był dla mnie zaskakujący. 

I po co to było?

Syf.ie,

Dziękuję za odwiedziny i budujący komentarz. Cieszę się, że wychwyciłeś dziada żerującego na lokalnej społeczności. Mam wrażenie, że część czytających uznała go za tło do twista, albo co gorsza za wypełniacz. A ja celowałem właśnie w obraz upadku dumnego stworzenia, które chciało zapomnieć o swych przewinach i naturze.

Często się zastanawiam, patrząc na ludzi, którzy po rodzinnych tragediach popadają w nałogi. Część mnie myśli sobie, że ludzie tacy są słabi, że zrujnowali sobie życie na własne życzenie, że ich dalsze funkcjonowanie w społeczności nie ma już sensu. Ale też wiem, że większość z nich ma za sobą jaką tragiczną historię. Rzadko też kiedy, ktoś uzna, że ich istnienie jest na tyle ważne, by o nich powalczyć. Smok miał to szczęście / nieszczęście, że ludzie ciągle potrzebowali smoka od pogody, a on nawet jeśli bardzo tego chciał, nie mógł z sobą skończyć.

Cieszę się również, że pozytywnie odniosłeś się do stopniowego odsłanianie rzeczywistego obrazu sytuacji. Mam spory dylemat, bo w części komentarzy pojawiły się sugestie, co do spoilerów. Są rozbieżne. Ja celowałem właśnie w stopniowe ujawnianie i po rozjaśnieniu natury bajarza, drugie tąpnięcie. Mocno się zastanawiałem, by zlikwidować pojawiający się dwa razy w treści szpon. Ale po Twoim komentarzu, chyba jednak zostawię, jak jest.

Jeszcze raz bardzo dziękuję i pozdrawiam.

empatia

Mam spory dylemat, bo w części komentarzy pojawiły się sugestie, co do spoilerów.

 

To pewnie kwestia indywidualnych kompetencji czytelników – dla mnie te chińskie nazwy to po prostu rekwizyty, dla innych mogą one znaczyć coś konkretnego, a przez to przedwcześnie zdradzać puentę. 

I po co to było?

Wiem:) Piszę od niedawna, ale już odkryłem;) że co czytelnik to inny odbiór i wychwytywanie innych akcentów. Podnoszona kwestia spoilerów dotyczyła mnicha, którego imię rodowe było zbieżne z nazwą smoka. Dla jednych to była zmyłka, dla innych spoiler, który za wczesnie odsłania wszystko w połączeniu z wtrąceniem o szponie.

Pisali o tym: Tensza i PsychoFish. Dla obojga ma duży szacunek i w związku z tym jest zgryz:/ Pomyślałem, że na koniec zbiorę wszystkie uwagi i coś jeszcze pokombinuje, a tymczasem jest głos trzeci, równie doświadczonego użytkownika, który wskazuje, że udało mi się zrobić to, co planowałem :D To miłe, ale i konsternacja lekka jest:)

empatia

Przeczytałam. Już byłam w trakcie pisania w komentarzu, że czegoś nie rozumiem, kiedy nagle to zrozumiałam ; ) A nie rozumiałam tego mimo że szybko domyśliłam się, gdzie należy szukać smoka… no cóż, teraz już sens do mnie dotarł (tak przynajmniej sądzę), więc jestem zadowolona.

 

Opowieść jest spokojna, mam wrażenie, że miejscami aż za spokojna i kilka zdań można by wyciąć, by ją nieco skondensować, jednak czytało się przyjemnie. Postacie i starca, i mnicha dobrze zarysowane, ogólny pomysł na fabułę zasługuje na pochwałę – jest przyjemnie oryginalny. Cóż więcej mogę powiedzieć – podobało mi się ; )

 

Pozdrawiam.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Zadowolony czytelnik = radosny autor :D Dziękuję za lekturę i dobrą opinię.

Co do wycinania zdań, betujący mogą zaświadczyć, że bardzo się starałem. Po dwóch wieczorach z brzytwą;) byłem przekonany, że zostawiłem tylko to, co kluczowe dla obrazu sytuacji i spójności fabuły. Fakt, że musiałem zadbać o logikę opisu, który miał być jawny na danym etapie, a jednocześnie chciałem zostawić trochę aluzji i smaczków dla czytających drugi raz. Na pewno historię mogłem opisać krócej/inaczej, ale nie chciałem;)

Fajnie, że mimo wszystko opowiadanie się podobało.

Pozdrawiam serdecznie

em

empatia

Wszystko zostało już napisane.

Bardzo mi się Twój tekst podobał. 

Sorry, taki mamy klimat.

Lożańskie oko autora tuczy;)

Dziękuję za odwiedziny i pozytywny odbiór.

empatia

Wiele zostało już powiedziane, od siebie dodam, że opowiadanie, mimo braku dynamicznej akcji, od samego początku mnie wciągnęło. Spodobał mi się ten spokój i sama koncepcja samotnika zamieszkującego jaskinię oraz jego rozmowy z mnichem. Końcówka też na plus, chociaż wcześniej te wskazówki były nazbyt oczywiste ; ) 

Podobało się. 

Domku,

Dziękuję z odwiedziny. Cieszę się, że opko przypadło do gustu.

Uwagę co do spoilerów odnotowuję skrzętnie i będę próbował po zakończeniu konkursu jakoś wyważyć wszystkie opinie. Twój głos właśnie trochę przeważa na stronę opcji ograniczenia liczby wskazówek. Motywację miałem inną, bo nie wiedziałem na ile czytelnik przejdzie całą drogę bez marchewki;) Ale jeśli piszesz, że wciągnęło i spowodował to bardziej klimat opowiadania a nie podejrzenia, co do tożsamości starca, to znaczy, że rzeczywiście kruszyn rozsypywanych po drodze mogło być mniej.

Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam.

empatia

Całe szczęście, że “wstęp”, który zawarłeś w pierwszym komentarzu, przeczytałam dopiero po tekście, tak więc dopiero wtedy zazgrzytałam zębami. No, ale opowiadanie przeczytane już zostało, więc też najeżona do niego nie podeszłam i moja opinia wstępem skażona nie została. ;)

Trudno ukryć smoka, kiedy wiadomo, że tekst o smoku i gdzieś się ukrywać musi. Zaskoczenia więc nie było, ale też zaskoczenie nie jest dla mnie specjalnie istotne. Pomysł jest fajny, narracja leniwa, spokojna ale nie nużąca, czyli to, co lubię. 

Ale ja się przyczepię, bo jedna rzecz nie grała mi tutaj. W pierwszej części tekstu używasz słów jak spektrum, petent, kreatywność… No, jest tego trochę. Ok. Ale potem nagle te typowo współczesne słowa nikną, za to pojawia się próba stylizacji wypowiedzi polegająca na tym, że bohaterowie mówiąc używają składni mistrza Yody. Czepnę się, a co, bo takie drobiazgi, łatwe do wyeliminowania, są tym, co odróżnia tekst dobry od bardzo dobrego.

Oprócz tego błędy językowe są rzeczywiście drobne. Parę interpunkcyjnych, blado pomarańczowy zamiast bladopomarańczowy, Shenlong’a zamiast Shenlonga… Czyli pierdółki, które zdarzają się każdemu i w każdym tekście.

 

Och Ocho,

Jak Ty rewelacyjnie parodiujesz;) mam nadzieję, że tak, bo inaczej oberwie mi się jeszcze bardziej :D

Co ciekawe zabawę składnią wyłapałem dopiero przy drugim czytaniu komentarza. Z początku budowa zdań nie wzbudziła moich podejrzeń, ale już porównanie wypowiedzi moich bohaterów do mistrza Yody, nie pozostawia mi złudzeń. Mnie jednak taka składnia nie kojarzy się klasykiem SF. Może dlatego (tu pewnie spadną na mnie gromy), że Gwiezdne Wojny oglądałem ze dwa / trzy razy w życiu i to stosunkowo dawno. Mam jednak pewna zagwozdkę: czy mistrz Yoda mówi stylem mędrca z nieznanych krain, który musi wysławiać się w “cywilizowanym języku“, czy też jednak mędrzec, kimkolwiek by był, może mieć podobny styl wypowiedzi. I tu posłużę się wazeliną, która odwróci na trochę uwagę od meritum, dlatego przyjąłem że lożanka taki styl może mieć;)

Ale już zupełnie na poważnie. Narrator jest gościem w odległych krainach oraz nieznanym czasie i opowiada historię współczesnym czytelnikom, używając aktualnego słownictwa. Z szacunku zaś dla obu mędrców, ich wypowiedzi pozostawił w oryginale. To tyle na usprawiedliwienie. Jeśli mimo to mam krechę, widać tak być musi:)

Czepnę się, a co, bo takie drobiazgi, łatwe do wyeliminowania, są tym, co odróżnia tekst dobry od bardzo dobrego.

Do konkursu przystąpiłem z chęci sprawdzenia się, a nie pretendowania. Z dużym, choć nie ukrywam miłym zaskoczeniem, jest moja obecność w finałowej piętnastce. Wiem, że w tym gronie znajdują się teksty lepsze pod wieloma względami od mojego. Pod opowiadaniami konkurentów, przed którymi skłaniam nisko głowę, dałem już tego wyraz.  Dlatego za nagrodę uznaję fragment z Twojego komentarza:

Pomysł jest fajny, narracja leniwa, spokojna ale nie nużąca, czyli to, co lubię.

A jeśli mogę, prosiłbym dodatkowo o wyjaśnienie w zakresie „zgrzytania zębami”, chyba że to też element stylizacji i jak przystało na ucznia, powinienem spędzić kilka tygodni w samotności, by odnaleźć odpowiedź na pytania mnie nurtujące;)

em

empatia

Co do mojego stylizowania “na Yodę” – w komentarzach tak już jest, że czasem piszę chaotycznie (często wychodzi Yoda) ale potem czytam i poprawiam. Teraz też przeczytałam, Yodę wychwyciłam, uśmiechnęłam się i uznałam, że tak tu ma zostać. ;)

Wiesz, przekonuje mnie w jakimś stopniu Twoje tłumaczenie, bo też, mimo że początkowo raziły mnie te współczesne słowa, to w trakcie czytania uznałam, że jakiś tam sens mają. Mnie raziła jednak bardziej ta stylizacja wypowiedzi (być może skonfrontowana ze współczesnym słownictwem bardziej) bo zauważyłam, że próby stylizacji bardzo często opierają się na naszym kochanym portalu na dwóch wzorach. Po pierwsze – stawianie orzeczenia na końcu zdania. Po drugie – Yoda.

EDIT: Muszę się jednak zastanowić, czy to nie jest tożsame. Czy mistrz Yoda z uporem maniaka po prostu nie stawiał orzeczenia na końcu zdania?

 

A co do zgrzytania zębami – mnie osobiście irytują takie przedmowy (także jeśli przedmowa następuje po tekście). Nie wiem też, z czego one wynikają. Asekuranctwo? Niepewność autora? W każdym razie komunikat, który do mnie dotarł po subiektywnym przefiltrowaniu przez mózgownicę brzmi: napisałem wyrafinowany, inteligentny, niezwykły, pełen smaczków tekst, który spodoba się tylko tym wyrafinowanym, inteligentnym, niezwykłym, a do tego cierpliwym i wnikliwym czytelnikom. Jeżeli takim nie jesteś, jeżeli jesteś głuptasem ceniącym sobie akcję, rozrywkę, fajerwerki – nie masz tu czego szukać, bo i tak nie zrozumiesz i nie docenisz. ;) Po takim wstępie aż strach napisać, że się nie podobało. ;)

Empatio, mam oczywiście wrażenie, że nie taka była Twoja intencja, ale to tylko dlatego, że już Cię nieco z portalu kojarzę. 

I – żeby nie było niejasności – tekst mi się podobał, uważam, że jest dobry. I, oprócz swojej subtelności i smaczków – dość rozrywkowy, bo nie nużył.

Oj, to zupełnie nie tak było. Po prostu na etapie bety mieliśmy taką dyskusję, z której wynikało, że akcja jest tak prowadzona, że czytelnik może nie dotrwać do końca. Ot, taka refleksja na temat naszych czasów i gonitwy w życiu, a także poszukiwaniu silnych wrażeń. Doszliśmy mniej więcej do takich wniosków, że czytelnik generalnie ocenia po pierwszych zdaniach/akapitach, a jak nie złapie się  na haczyk to skacze do kolejnych opowiadań w poszukiwaniu nurtu, który go będzie mógł wciągnąć.

Zaakceptowałem tę logikę i z pokorą przyjąłem, że tak się może zdarzyć. Nie ukrywam, że po takich dyskusjach, człowiek nie tryska optymizmem. Niemniej jestem wdzięczny betaczytaczom, że mnie tak nastawili, bo każdy komentarz to była przemiła niespodzianka, a konkurs wspaniałą przygodą.

Co do Yody w komentarzu… czyli jednak nadinterpretowałem:/ cieszę się jednak, że możemy to uznać za humoreskę:)

Jeszcze raz bardzo dziękuję i pozdrawiam.

em

empatia

Nie wiem, czy coś zmieniałeś po konkursie (jeśli tak, to, na Teutatesa, zamień też tego “Shenlong’a” na “Shenloga”!), w każdym razie mnie zaskoczyłeś z tożsamością bajarza. Dziwiłem się trochę ilości jedzenia i uderzaniu w głowę przy wejściu, ale podejrzeń mimo to nie nabrałem. Przy pazurze, oczywiście, ale to już moment odkrycia kart (dlatego po przejechaniu komentarzy wzrokiem wnioskuję, że musiałeś usunąć szpony z wcześniejszych partii tekstu).

W każdym razie przeczytałem z przyjemnością, mimo leniwej akcji (a może dzięki niej?). Właściwie wszystko już tu napisano, więc dodam jedynie, że stylizacja gryzła mnie tylko w jednym fragmencie:

Smoki to stworzenia mityczne są. Bywają zawzięte, ale dobrym ludziom pomocy nie odmawiają. Wyglądu, to fakt, pięknego nie mają, ale dusza smoka to istny diament. Przyjacielem człowieka wręcz się stać mogą.

Uf, tutaj to pojechałeś ;) Zwłaszcza pierwsze zdanie brzmiało mi nie archaicznie-mędrczo, tylko jak coś, co mógłby powiedzieć chłopek-roztropek ze świata Sapkowskiego. “Smoki to stworzenia mityczne są. U nas we wiosce takich bajęd się nie boimy. A niechby i jaki smok tu przyleciał, to szwagier widły ma. Poczwarę pogoni, a i sławy zazna” ;)

 

Tak czy siak – naprawdę kawał dobrego opowiadania.

„Widzę, że popełnił pan trzy błędy ortograficzne” – markiz Favras po otrzymaniu wyroku skazującego go na śmierć, 1790

Diriadzie,

Piękne dzięki za przeczytanie i opinię. Po takim czasie od zakończenia konkursu, zobaczenie miłego komentarza po tekstem, to jak znalezienie w starych spodniach kilku monet o wysokich nominałach.

Dziękuję również za przypomnienie. Przez długi czas nie można było poprawiać, a potem było całe mnóstwo ciekawych konkursów i wyleciało mi z głowy. Błędy dziś poprawię. Jeśli chodzi o szpony i dyskusję o spoilerach to jeszcze nic nie zmieniałem i chyba nie zmienię. W sumie to mnie w tym do końca utwierdziłeś.

Jeśli chodzi o przesadzoną stylizację w stylu „chłopka-roztropka” to masz po części rację. Smok przez większość opowiadania miał amnezję. Czuł się jak starzec, ciężar dla społeczeństwa i dziwił się, że wszyscy traktują go jak mędrca i z tego tytułu ma profity. Uważa, że musi konfabulować w kwestii swej mądrości, stąd właśnie występujące czasem nieporadnie mędrcze zwroty. Wiem, że może to dziwnie wyglądać, razić, ale zostawię, jak jest.

Podsumowując, dziękuję w dwójnasób: za opinię – niespodziankę po czasie i przypomnienie, że trzeba poprawić babole, które jeszcze zostały.

Pozdrawiam serdecznie.

empatia

Podobało mi się :)

Znam tylko pięć liter ;)

Bardzo się cieszę, że Ci się spodobało:) Mam wielki sentyment do tego opowiadania.

Miłe są odwiedziny czytelnika po tak długim czasie od publikacji.

Pozdrawiam serdecznie.

empatia

Nowa Fantastyka