- Opowiadanie: korzab - Elektryczny pogrzeb

Elektryczny pogrzeb

Hej!

Jest to moje pierwsze opowiadanie które tutaj publikuję. Choć zwykle trzymam się absurdu, kiczu lub czarnego humoru, doszedłem do wniosku, że ten kawałek tekstu zawiera wystarczająco dużo elementów science-fiction, żeby go uznać za science-fiction.

Przyjemnego czytania.

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Elektryczny pogrzeb

Śmiertelnie znudzony, jechałem na pogrzeb Wielkiego Grubaldiego, wynalazcy u którego w swoim czasie terminowałem. Nazywanie go wynalazcą to zbyt wiele. Człowiek ten nic nie osiągnął w swoim życiu poza nauczeniem swoich dwóch opornych uczniów paru zasad mechaniki.

Jednakże wybrałem się na pogrzeb. Drugi uczeń, którego imienia nie da się zapamiętać, zadzwonił kilka dni temu obwieszczając, że podczas pożegnania Wielkiego Grubaldiego zaprezentowany zostanie jego pierwszy i ostatni wynalazek. Choć zapraszający na pogrzeb zdawał się być niemiłosiernym dupkiem, przystałem na propozycję, ponieważ fascynowało mnie, co ten stary nieudacznik mógł przed śmiercią wymyślić.

Uroczystość przebiegała spokojnie, jedynymi gośćmi była rodzina zmarłego oraz jego uczniowie. Obywatel z którym rozmawiałem przez telefon prowadził imprezę. W pewnej chwili, powiedział to na co wszyscy czekali:

– Ostatnią wolą mego mentora, Wielkiego Grubaldiego było zaprezentowanie jego ostatniego, rewolucyjnego wynalazku. – Po wypowiedzeniu tych słów, sięgnął za pazuchę i wyjął tajemniczy, metalowy pręt. – Ja, jako jego najzdolniejszy uczeń, pokażę działanie tego oto elektrycznego pogrzebacza.

Dźgnął otyłe zwłoki wynalazcy, które leżały w trumnie obok, w wyniku czego ciało natychmiast obróciło się w popiół. Prezentujący ukłonił się z wdziękiem prawdziwego sztukmistrza, a tłum oklaskiwał udaną prezentację. Pewna panna zapytała go, czy można naładować pogrzebaczem telefon. Można.

Stypa odbywała się w atmosferze radosnej paplaniny. Wszyscy cieszyli się, że najbardziej nieudolny członek rodu opuścił ten padół. Nawet mi udzielił się dobry humor, gdy usłyszałem takowe zdanie: „To miłe, że Grubaldi mimo swej karygodnej obleśności, rozwiązał sprawę swojego pochówku w tak elegancki i higieniczny sposób”. Jego krewni zdecydowanie go nienawidzili. W pewnej chwili głowa rodziny, sędziwy, surowy starzec wrzasnął:

– Przestańmy pieprzyć o tej ofermie! I tak nic nie potrafił i tylko ciągle truł o swoich wymyślonych dokonaniach. Posłuchajmy czegoś prawdziwego dla odmiany i włączmy telewizję.

Staruszek nacisnął przycisk na pilocie. Ogromny ekran na ścianie rozjaśnił się, następnie ukazał rozciągniętą w sadystycznym uśmiechu twarz denata.

– Witajcie moi drodzy. Jestem teraz w innym, elektrycznym świecie, gdzie osiągnąłem pełnię władzy nad wszelką elektroniką. Słyszałem wasze narzekania, a źle jest gdy narzeka się na zmarłego, no chyba że na Hitlera. Tak czy siak, teraz ja na was ponarzekam. Zacznę od starszego pokolenia. Ciociu Elżbietko, już w wieku 20 lat obwisły ci…

– Błagam, zamknijcie go! – krzyknęła ciocia Elżbietka.

Prowadzący imprezę uczeń Grubaldiego zerwał się z krzesła, wziął pogrzebacz i krzycząc: „Poświęcę się” dokonał samospopielenia. Jego sylwetka pojawiła się na ekranie, lecz niemal natychmiast cyfrowy Grubaldi zaczął go dusić.

– To mój świat i mój sukces. Odejdź!

W tym czasie wziąłem pogrzebacz i zastanawiałem się, jak go sprytnie wykorzystać, gdy nagle niefortunny heros odrodził się przede mną z pyłu. Ktoś obok szepnął:

– Życie wieczne… niczym feniks z popiołów…

Niewiele myśląc, dźgnąłem go pogrzebaczem, a pechowiec ponownie znalazł się na ekranie telewizora, gdzie jego mentor znów go zabił. Powtarzałem tę czynność wiele razy z pewną uciechą, aż Wielki Grubaldi stracił zapał do mordowania swojego ucznia. Wtedy ukłoniłem się przed zaszokowanym towarzystwem i powiedziałem:

– Proszę państwa, właśnie zaprezentowałem mój najnowszy patent, mianowicie reinkarnację.

Tak oto wieczne życie zatryumfowało nad śmiercią, zaś ja uzyskałem niezliczone wpływy z ostatniego wynalazku Wielkiego Grubaldiego.

 

Koniec

Komentarze

Ciekawe smiley Dobrze, że nie bawisz się w “naukowe” wyjaśnianie działania pogrzebacza*, taki hokus-pokus czyta się przyjemnie.

 

Mam jednak kilka uwag technicznych:

Prowadzący imprezę uczeń Grubaldiego zerwał się z krzesła, wziął pogrzebacz

i krzycząc: „Poświęcę się” dokonał samospopielenia. Jego sylwetka pojawiła się na ekranie, lecz niemal natychmiast cyfrowy Grubaldi zaczął go dusić.

rozjechało się tu justowanie.

Interpunkcja w paru miejscach – albo brak przecinków, albo wylądowały w niewłaściwych miejscach. 

 

Pewna panna zapytała się go

Się jest tu zbędne.

 

Ponieważ drugi uczeń WG jest jedną z głównych, najbardziej aktywnych postaci, to jednak dałabym mu jakieś imię. Ciocia Elżbietka jest ledwie wspomniana, a jako jedyna została wymieniona z imienia – trochę tu brak równowagi. 

 

* nie czepiam się definicji pogrzebacza, chociaż w trakcie czytania przed oczami cały czas miałam klasyczny pręcik z rączką na jednym i haczykiem na drugim końcu. 

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Interpunkcja w kilku miejscach do poprawienia.

Reszta – nawet fajna. Wrzuciłbyś coś dłuższego.

...always look on the bright side of life ; )

Jego rodzina zdecydowanie go nienawidziła. W pewnej chwili głowa rodziny,

– powtórzenie.

Sprawnie napisane, daje nadzieję, że jak wrzucisz cos dłuższego to warto będzie zajrzeć.

W jakim sensie pierwsze jest to opowaidanko? Pierwsze tutaj, tak? Bo chyba w życiu nie pierwsze :)

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Przeczytałam tekst wcześniej rano, teraz tylko przejrzałam ponownie, i mam wrażenie, że w kilku miejscach jest poprawiony. To zdecydowanie na plus, bo to zawsze miło i dobrze świadczy o Autorze, że analizuje i zwraca uwagę na opinie komentujących. ;)

Dla mnie to taka nienajgorzej (ale też, bądźmy szczerzy, bez rewelacji) chyba nieco pośpiesznie napisana scenka – humoreska, z pomysłem, który miał właściwie wyłącznie zaskoczyć i rozbawić. Co zresztą, w przypadku tak krótkich tekstów, wcale nie musi być wadą, tylko że to niestety nie moje klimaty. 

Rzeczywiście – ciekawe, jak wyglądałby dłuższy, bardziej dopracowany tekst w Twoim wykonaniu.

– Ostatnią wolą mego mentora, Wielkiego Grubaldiego było zaprezentowanie jego ostatniego, rewolucyjnego wynalazku. – po wypowiedzeniu tych słów, sięgnął za pazuchę i wyjął tajemniczy, metalowy pręt – Ja, jako jego najzdolniejszy uczeń, pokażę działanie tego oto elektrycznego pogrzebacza.

Ten dialog jest źle zapisany. Poniżej linki do portalowych poradników, m.in. dotyczących poprawnego zapisu dialogów.

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/2112

Pozdrawiam i powodzenia.

 

 

Dobrze wykorzystany pomysł, krótka forma jak najbardziej właściwa.

Niezłe.  

Jeżeli to nie przypadek, to brawka za nazwę “pogrzebacz”. Sprytnie się kojarzy.

Można się uśmiechnąć i to szeroko. Fajnie pomyślane, choć napisane jednak nie najlepiej.

 

Pozdrawiam

Mastiff

Sympatyczny tekścik. Mam wątpliwości, czy pogrzebacz zmieści się za pazuchą, ale niech tam…

Babska logika rządzi!

Zależy od długości pogrzebacza i wielkości pazuchy:) A tak na poważnie: widywałem kilkukrotnie całkiem króciutkie pogrzebacze grillowe. Przymijmy, że nasz bohater użył właśnie takiego.

 

 

Mastiff

Zabawnie przewrotne i lekkie ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Bohdan – w pierwszym momencie – przy braku dokładniejszego opisu – pomyślałam o czymś w kształcie batuty. Spokojnie zmieści się w wewnętrznej kieszeni, o ile jest wystarczająco nisko w marynarce/kurtce czy czym tam wszyta. Dopiero dalsze określenia “pogrzebacz”  zabiły ten obraz i podstawiały klasyczny, długi pogrzebacz do kominka. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Uśmiechnęłam się, choć wykonanie pozostawia nieco do życzenia. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka