- Opowiadanie: NomadPL - Smoczy Talizman - Rozdział I

Smoczy Talizman - Rozdział I

Oceny

Smoczy Talizman - Rozdział I

 Mia­sto Artes. Do tego miej­sca dwa dni temu przy­wie­zio­no ko­lej­nych więź­niów z Ghon Arben, krain kon­ty­nen­tu pół­noc­ne­go. Spo­śród nich znaj­do­wał się jeden erd.

Er­do­wie są to przed­sta­wi­cie­le rasy ludz­kiej, twarz mają nieco bladą i o ma­syw­nej bu­do­wie ciała, któ­rzy po­sia­da­ją zdol­ność po­słu­gi­wa­nia się dwoma mie­cza­mi i do­brze po­tra­fią­cy al­che­mię.

Ska­za­niec miał na imię Dave. Był ubra­ny w po­dar­tą brą­zo­wą ko­szu­lę i roz­dar­te czar­ne spodnie. Buty jego zdo­bi­ło futro sza­re­go wilka, po­cho­dzą­ce­go z krain wschod­nich zwa­nych Don Goten. Pew­nej nocy, straż­nik pil­no­wał lochu, wtedy Dave po cichu za­wo­łał jego do sie­bie. Straż­nik pod­szedł. Wtedy erd zła­pał jego za szyję i ude­rzył nim mocno o kraty. Kiedy straż­nik upadł, Dave za­brał jemu klu­cze od celi, otwo­rzył kraty, ścią­gnął kaj­da­ny i po­mógł innym w uciecz­ce. W pew­nym mo­men­cie za­uwa­żył po­kry­te ku­rzem drzwi. Otwo­rzył je klu­czem, który miał straż­nik i wszedł do środ­ka. A w po­miesz­cze­niu, na stole le­ża­ła księ­ga. Pod­szedł do biur­ka i na okład­ce księ­gi na­ry­so­wa­ny był smok. Miał wiel­kie zęby, jak to smok. Ogrom­ne śle­pia i gruby brzuch. Dave od razu oznaj­mił, że jest to księ­ga smo­ków, ale nie był pewny. Otwo­rzył ją, prze­wró­cił kilka kar­tek do przo­du i za­trzy­mał się na zdję­ciu, który przed­sta­wiał ta­li­zman z na­ma­lo­wa­nym smo­kiem. Pod zdję­ciem było na­pi­sa­ne, że amu­let znaj­du­je się w świą­ty­ni Dar­sen, w gó­rach Re­skich. Prze­wró­cił o ko­lej­ne pięć kar­tek i prze­czy­tał o smoku Edu­ar­dzie, który był jed­nym z czte­rech po­tęż­nych smo­ków.

Dave po­sta­no­wił za­trzy­mać księ­gę i pójść do miej­sco­we­go, który zna się na smo­kach. Kiedy wy­szedł z lochu, wów­czas po­py­tał ludzi o ja­kimś znaw­cy smo­ków, który prze­by­wa w mie­ście. Wszy­scy kie­ro­wa­li jego do star­ca o imie­niu Lewis. Jeden z miesz­kań­ców po­ka­zał mu jego chatę. Dave wszedł tam.

– Witam. – przy­wi­tał się.

Sta­rzec wy­szedł z warsz­ta­tu, po­pa­trzył się ko­śla­wo na Dave'a i od­po­wie­dział:

– A dzień dobry, dzień dobry. Co cię do do mnie spro­wa­dza dobry czło­wie­ku?

– Na­zy­wam się Dave. Sły­sza­łem, że pan zna się na smo­kach.

– Tak, tak. Znam się tyle o ile.– od­po­wia­dał Lewis

– Po­nie­waż, zna­la­złem pewną księ­gę.

– Księ­gę? Jaką Księ­gę?

– Księ­gę smo­ków – od­po­wie­dział Dave. – I chcia­łem się spy­tać gdzie prze­by­wa smok Edu­ard?

W tym mo­men­cie sta­rzec za­nie­mó­wił. Spoj­rzaw­szy w górę od­ma­wiał po cichu jakąś nie­zro­zu­mia­łą mo­dli­twę, pew­nie była po arab­sku.

W końcu od­po­wie­dział nie­pew­nie:

– Edu­ard miesz­ka w gó­rach Re­skich. Tam znaj­du­je się świą­ty­nia Dar­sen, w któ­rej umiesz­czo­ny jest smo­czy ta­li­zman.

– A do czego on jest? – cie­ka­wie do­py­ty­wał się Dave

– Po­ma­ga ochro­nić cie­bie przed ata­kiem smoka.

– A umiesz wy­ro­bić oręż?

– Tak, umiem. Ale nie za darmo.

– Mogę ci za­pła­cić tym, że za­bi­je Edu­ar­da.

– A on mnie nie prze­szka­dza. – od­po­wie­dział. – Ale, król dałby za za­bi­cie jego ty­siąc złota.

– Dobra, za­bi­ję smoka, od­bio­rę na­gro­dę i wtedy ci za­pła­cę. Tylko ile chcesz za dwa mie­cze?.

– Ze 20 sztuk złota.

– Dobra, stoi.

– To po­cze­kaj z dzie­sięć minut i zaraz będą go­to­we.

W cza­sie, gdy Lewis wy­ra­biał mie­cze dla Dave'a, wtedy on znowu otwo­rzył księ­gę i za­czął czy­tać hi­sto­rię smoka Edu­ar­da i o ta­li­zma­nie.

– Smok Edu­ard miesz­ka­ją­cy na szczy­cie gór Ry­skich, który jest moc­niej­szy w po­rów­na­niu do in­nych smo­ków. Jest od­por­ny na ataki zwy­kłym mie­czem i jest też od­por­ny na zimno. Po­ko­nać jego może tylko ten kto po­sia­da ta­jem­ni­czy ta­li­zman smo­ków, który wro­bio­ny zo­stał przez jed­ne­go Do­rbi­na, który póź­niej zo­stał za­bi­ty w cza­sie kiedy wkła­dał ta­li­zman do świą­ty­ni Dar­sen. Straż­ni­cy świą­ty­ni nigdy nie po­zwo­lą sobie ode­brać ta­li­zma­nu. – za­mkną księ­gę i scho­wał do ple­ca­ka.

Dzie­sięć minut mi­nę­ło. Sta­rzec wró­cił z wy­ro­bio­nym ostrzem i dał Dave'owi mie­cze. Ostrza były wy­koń­czo­ne ostrym szpi­cem. Rę­ko­jeść była pro­sta i po­kry­ta grubą war­stwą skóry, jak w zwy­kłych mie­czach.

– Dzię­ku­ję za broń.

– Nie ma za co. Taka jest moja praca.

– Do­brze, ja idę do króla wziąć za­da­nie ze smo­kiem. Trzy­maj się!

– Bywaj! – od­po­wie­dział sta­rzec i po­wró­cił do wcze­śniej­szych zajęć.

Dave wy­szedł z bu­dyn­ku. Była wtedy noc. Gwiaz­dy świe­ci­ły jak świa­teł­ka na cho­in­ce, a księ­życ był okrą­gły, to ozna­cza­ło, że była wtedy peł­nia.

W końcu do­tarł do pa­ła­cu króla. Brama była ogrom­na jak by­ła­by ro­bio­na dla sło­nia. Wszedł do środ­ka i po­szedł pro­sto przez ko­ry­tarz. Na końcu ko­ry­ta­rza wid­nia­ły nie­wiel­kie drzwi a nad nimi wiel­ki napis: Kom­na­ta Króla Fry­de­ry­ka. Dave otwo­rzył drzwi. I pod­szedł do tronu.

– Witam. – po­wie­dział.

– Witaj, nie­zna­jo­my. Kim je­steś i co cię do mnie spro­wa­dza.

– Na­zy­wam się Dave. – od­po­wie­dział. – Sły­sza­łem, że król szuka kogoś kto za­bi­je smoka.

– Tak szu­kam nawet czte­ry. Chyba ty w tej spra­wie.– od­po­wie­dział król. – Czyż nie? – spy­tał.

– Oczy­wi­ście, że tak. Ale czemu czte­ry?

– Jak chcesz wię­cej złota to czte­ry. To chyba wiesz co i jak.

– Tak chcę wię­cej złota. Ale o ja­kieś szcze­gó­ły bym pro­sił. – od­po­wie­dział Dave. – Dla­te­go chciał­bym za­py­tać króla o szcze­gó­ły. – do­po­wie­dział.

– Więc tak. – za­czął. – Smok znaj­du­je się w gó­rach Re­skich w oko­li­cy świą­ty­ni Dar­sen, którą pil­nu­je dwóch straż­ni­ków. W świą­ty­ni znaj­du­je się ta­li­zman, który ochra­nia cie­bie przed ogniem z pyska smoka. Naj­le­piej udać się tam le­piej uzbro­jo­nym, po­nie­waż nie wia­do­mo jak silny jest smok.

A resz­tę znaj­dziesz w księ­dze smo­ków.

– Dzię­ki – od­po­wie­dział Dave. – A gdzie tutaj znaj­dę han­dla­rza zbro­ja­mi?

– W pół­noc­nej czę­ści mia­sta. – od­po­wie­dział król. – Na targu.

Król bar­dzo do­brze wie­dział komu ufa. Wi­dział, że Dave do­brze po­słu­gu­ję się dwoma mie­cza­mi, ale skąd, to nie wia­do­mo.

– Pro­szę, tutaj masz wszyst­ko do­kład­nie na­pi­sa­ne. – po­wie­dział król, dając Dave'owi po­żółk­nia­ły ze sta­ro­ści per­ga­min.

– Dzię­ku­ję przy­da się. - od­po­wie­dział Dave. – Po za­bi­ciu smoka, przyj­dę do króla po na­gro­dę.

– Nie ma za co. Po­wo­dze­nia.

Dave po za­koń­cze­niu roz­mo­wy udał się do wyj­ścia czer­wo­no­żół­tym dy­wa­nem ze wzo­rem jakiś czte­rech smo­ków. Chyba to były te naj­po­tęż­niej­sze smoki, z któ­rych jed­ne­go miał zabić.

Na dwo­rze wciąż było ciem­no, więc Dave udał się ka­mien­ną ścież­ką do pół­noc­nej czę­ści Artes, czyli na targ.

Tar­go­wi­sko było puste. Wszy­scy jesz­cze spali, a han­dla­rze przy­go­to­wy­wa­li się do pracy, po­nie­waż już się roz­ja­śnia­ło. Dave usiadł na ławce i cze­kał na sprze­daw­ców. Król dał mu tro­chę pie­nię­dzy na uzbro­je­nie, aż pięć­dzie­siąt sztuk złota. Aku­rat jemu wy­star­czy na hełm i zbro­ję. Na­stał ranek. Han­dla­rze już się usta­wi­li na swo­ich sto­iskach. Dave wstał z ławki i po­szedł do pierw­sze­go.

– Witam– po­wie­dział

– Witaj, chciał­byś coś kupić?

– A co pan ma? – spy­tał Dave

– A tar­cze i mie­cze róż­ne­go ga­tun­ku.

– A, to nie. Mam już dwa mie­cze i to mi wy­star­czy.

– To bywaj!

– Bywaj.

Dave udał się do na­stęp­ne­go han­dla­rza sto­ją­ce­go obok.

– Witam – po­wie­dział

– Witaj, czy chciał­byś coś kupić?

– A czym pan han­dlu­je?

– A zbro­je, hełmy, rę­ka­wi­ce i buty.

– A to pokaż co masz.

Dave przyj­rzał się do­brze przed­mio­tom i wziął tanią zbro­ję za trzy­dzie­ści sztuk słota. Zbro­ja miała małe ka­wał­ki stali i była skó­rza­na, a kolor ma­te­ria­łu miała brą­zo­wy. Póź­niej wy­brał hełm za dwa­dzie­ścia sztuk złota. Na­kry­cie było że­la­zne. Nie obej­mo­wa­ło całej głowy, ani nie był w wiel­ko­ści czap­ki.

– Dzię­ku­ję za uzbro­je­nie. – po­wie­dział Dave, dając pięć­dzie­siąt sztuk złota.

– Nie ma za co. – od­po­wie­dział han­dlarz. – Taka jest moja praca.

– Bywaj! – po­że­gnał się Dave.

– Bywaj!

Dave od­szedł i udał się do pół­noc­nej bramy. W po­szu­ki­wa­niu gór Ry­skich.

Koniec

Komentarze

Jeśli to pierwszy rozdział, to proszę zaznaczyć, że to fragment.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Nomadzie! Witaj z powrotem!

No i przy okazji oznacz ten tekst jako fragment :)

EDIT: Ponieważ minęło kilka godzin, a Ty chyba nie zajrzałeś na portal, postanowiłem sam oznaczyć tekst jako fragment – to ważne z punktu widzenia pełnienia dyżurów.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

którzy posiadają zdolność posługiwania się dwoma mieczami i dobrze potrafiący alchemię.

Niestety po pierwszym akapicie myślałam, że tekst na Grafomanię i to tak żartem. Ale sprawdziłam, znaczka brak, więc wybacz, ale nie kontynuuję lektury.

Tylko nie "Tęcza"!

Ooo, matko (2 akapit wystarczyły).

Nie oceniam, nie komentuję (by przykrości nie czynić).

Ignorancja to cnota.

Przykro. sad

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Przykro mi to pisać, ale przez kilka lat można było zrobić prawdziwe postępy w opanowaniu języka.

"Miasto Artes. Do tego miejsca dwa dni temu przywieziono kolejnych więźniów z Ghon Arben, krain kontynentu północnego. Spośród nich znajdował się jeden erd."

Wśród, nie spośród. Plus drugie zdanie jest napisane tak, że następne odnosi się składniowo do krain, nie więźniów.

Przy okazji zapytam: za co Dave został skazany?

 

"Erdowie są to przedstawiciele rasy ludzkiej, twarz mają nieco bladą i o masywnej budowie ciała, którzy posiadają zdolność posługiwania się dwoma mieczami i dobrze potrafiący alchemię."

Zdanie do całkowitej przebudowy. Po prostu.

 

"Pewnej nocy, strażnik pilnował lochu, wtedy Dave po cichu zawołał jego do siebie. Strażnik podszedł. Wtedy erd złapał jego za szyję i uderzył nim mocno o kraty."

Aż nie chce się wierzyć, że strażnikiem jest ktoś, kto daje się tak łatwo podejść…

Nie wiem też, co to za dziwna maniera pisania "jemu", "jego" itd. nawet tam, gdzie poprawne są "mu", "go” i podobne.

 

"Podszedł do biurka i na okładce księgi narysowany był smok. Miał wielkie zęby, jak to smok. Ogromne ślepia i gruby brzuch. Dave od razu oznajmił, że jest to księga smoków, ale nie był pewny. Otworzył ją, przewrócił kilka kartek do przodu i zatrzymał się na zdjęciu, który przedstawiał talizman z namalowanym smokiem. Pod zdjęciem było napisane, że amulet znajduje się w świątyni Darsen, w górach Reskich. Przewrócił o kolejne pięć kartek i przeczytał o smoku Eduardzie, który był jednym z czterech potężnych smoków.

Dave postanowił zatrzymać księgę i pójść do miejscowego, który zna się na smokach. Kiedy wyszedł z lochu, wówczas popytał ludzi o jakimś znawcy smoków, który przebywa w mieście."

Seria powtórzeń.

Co w takim miejscu robiła księga, w której przedstawiono tak wartościowe informacje?

 

"– Witam. – przywitał się."

Serio, w takich sytuacjach nie trzeba podkreślać, że główny bohater się przywitał. Poza tym, uwaga na temat dobrych obyczajów: kiedy wchodzi się do czyjegoś domu, nigdy nie zaczyna się rozmowy od "witam".

 

"– Księgę smoków – odpowiedział Dave. – I chciałem się spytać gdzie przebywa smok Eduard?"

Wyrzucić "się".

 

"Spojrzawszy w górę odmawiał po cichu jakąś niezrozumiałą modlitwę, pewnie była po arabsku."

Skąd wziął się język arabski w wymyślonym świecie? Po zastosowanych nazwach zakładam bowiem, że rzeczywiście jest to świat wymyślony.

Nie wspominam już o imionach typu Dave czy Eduard…

 

"– A umiesz wyrobić oręż?"

Skąd Dave'owi przyszło do głowy takie pytanie?

 

"– Mogę ci zapłacić tym, że zabije Eduarda."

Bardzo, bardzo naiwne założenie, że ktoś niemal z miejsca zgodzi się na taki układ ("zapłacę ci, jak wrócę") z kimś obcym.

 

"– To poczekaj z dziesięć minut i zaraz będą gotowe."

Miecza nie wytwarza się w dziesięć minut. Zwłaszcza kilku mieczy.

 

"Na końcu korytarza widniały niewielkie drzwi a nad nimi wielki napis: Komnata Króla Fryderyka."

Yyy… Ale po co był ten napis?

Swoją drogą, rozumiem, że straż królewska akurat wzięła urlop, skoro pierwsza lepsza osoba mogła przyjść do króla bez zapowiedzi?

 

"– Tak szukam nawet cztery."

W wielkim skrócie: składnia zdania leży i kwiczy. Przez chwilę nawet nie rozumiałem, o co chodzi z wątkiem owych "czterech".

 

"Widział, że Dave dobrze posługuję się dwoma mieczami, ale skąd, to nie wiadomo."

Uprzedzam, że wyjaśnienie typu "bo autor tak chciał" nie przejdzie.

 

Myślę, że punktowanie dalszych błędów nie ma sensu. Ogólnie:

– fatalna stylistyka;

– niemal kompletny brak choćby szczątkowych opisów;

– błędy logiczne;

– fabuła nieprzemyślana nawet u podstaw;

– naiwność całości;

– drobne błędy (zapis dialogów, nawet widziałem jedną liczbę zapisaną cyframi).

Ja też piszę to z przykrością, ale muszę: zabierasz się za tak duże przedsięwzięcie, którym jest powieść (albo dłuższe opowiadanie, bo w sumie nie napisałeś, co dokładnie ma z tego wyjść), a nie znasz nawet podstaw pisania. Ani realiów, na których opierasz się, kreując świat przedstawiony. Dlatego na Twoim miejscu przemyślałbym/zaplanowałbym porządnie fabułę u podstaw, a potem napisał całość od nowa. Rzecz jasna polecam przy okazji stale dokształcać się z języka polskiego oraz – a może przede wszystkim – dużo czytać.

Chciałbym też wiedzieć, czy przeczytałeś ten fragment po napisaniu.

https://eskapizmstosowany.wordpress.com/ - blog, w którym chwalę się swoją twórczością. Zapraszam!

Jedno słowo: Masakra…

A mi się podoba. Brak tagu konkursowego, to, zapewne, tylko wyraz uprzejmości Autora.

Nie jest dobrze. Knight Martius ładnie to wypunktował.

O, rany! Prawdziwy Nomad? Legenda portalu, duchowy patron Grafomanii? Miło poznać.

Tylko błagam, Autorze, oznacz tekst tagiem konkursowym, żeby wyszło, że moja opluta ze śmiechu klawiatura to wyraz uznania dla grafomańskiego kunsztu, a nie haniebny dowód pastwienia się nad innym adeptem pióra.

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Nowa Fantastyka