- Hydepark: Tolkien, a II wojna światowa

Hydepark:

Tolkien, a II wojna światowa

 

Przeczytałem kiedyś komentarz jakoby wojna opisana we Władcy Pierścieni była tolkienowską wersją II wojny światowej. Nieprawda. Tolkien wielokrotnie zaprzeczał tej tezie, ba nawet napisał o tym w PRZEDMOWIE do Bractwa Pierścienia. Przytoczę odpowiedni fragment:

 

Co do ukrytego znaczenia czy przesłania – nie zamierzałem zawrzeć niczego takiego w niniejszej historii, która nie jest ani alegoryczna, ani aluzyjna. Rozrastając się, zapuszczała korzenie w przeszłość i wypuszczała niespodziewane gałęzie, ale zasadniczy jej temat wyznaczony był od chwili, gdy łącznikiem pomiędzy nią a Hobbitem uczyniłem Pierścień. Jeden z najważniejszych rozdziałów, Cień przeszłości, należy do najstarszych fragmentów. Napisałem go na długo przedtem, zanim wydarzenia roku 1939 cieniem nieuniknionej katastrofy zaczęły się kłaść na przyszłość, i nawet gdyby tej katastrofy udało się jakimś cudem uniknąć, opowiadane przeze mnie wydarzenia potoczyłyby się mniej więcej tak samo. Źródłem narracji jest to, z czym od dawna się nosiłem (a częściowo nawet spisałem), natomiast wybuch wojny w roku 1939 i późniejszy jej przebieg miały tutaj wpływ niewielki lub zgoła żaden.

 

Działania w rzeczywistej wojnie i jej finał nie przypominają wojny z mojej legendy. Gdyby dyktowały one rozwój tej ostatniej, to najpewniej Pierścień zostałby zdobyty i wykorzystany przeciw Sauronowi, którego by ujarzmiono, a nie unicestwiono, natomiast Barad-dûr byłby okupowany, nie zaś zniszczony (tak jak okupowano Berlin, nie burząc go). Saruman, nie zdobywszy Pierścienia, pośród zamętu i podstępów odnalazłby w Mordorze brakujące elementy swojej wiedzy o Pierścieniach i po niedługim czasie stworzyłby własny Wielki Pierścień, dzięki któremu mógłby się zmierzyć z samozwańczym Panem Śródziemia. Obie strony konfliktu nienawidziłyby hobbitów i pogardzałyby nimi, nawet więc jako niewolnicy istoty te nie przetrwałyby długo.

 

Ci, którzy lubują się w alegoriach i aluzjach, pewnie inaczej wszystko by powiązali, ja wszakże serdecznie nie znoszę alegorii od czasu, gdy podrósłszy, wykryłem ich pretensjonalność. Historie, prawdziwe czy zmyślone, podobają mi się o wiele bardziej, gdyż rozmaicie dostosowują się do sposobu myślenia i doświadczeń czytelników. Przypuszczam, że owo dostosowywanie się jest często mylone z alegorycznością, podczas gdy o pierwszym decyduje czytelnik, o drugiej z rozmysłem stanowi autor.

 

Z całą pewnością na pisarza muszą oddziaływać jego własne doświadczenia; to jednak, w jaki sposób ziarno opowieści wykorzystuje glebę przeżyć i doświadczeń, jest sprawą bardzo zawiłą, a wszelkie próby jej zdefiniowania odwołują się do przeświadczeń mglistych i niepewnych. Bardzo pociągająca, ale równie nieprawdziwa jest myśl narzucana przez fakt, że autor i krytyk żyją w tych samych czasach, a głosząca, iż najpotężniej na rozwój akcji oddziałały ówczesne zdarzenia i reakcje na nie. To prawda, że trzeba było znaleźć się w mroku czasów wojny, aby w pełni poczuć jej grozę, wraz jednak z upływem lat zaczyna się zapominać, że rok 1914 był nie mniej złowieszczym doświadczeniem dla młodych ludzi niż rok 1939 i jego okrutne następstwa; w roku 1918 żył już tylko jeden z moich najbliższych przyjaciół. Albo weźmy przykład mniej ponury: wysunięto przypuszczenie, że rozdział Porządki w Shire odzwierciedla sytuację, która panowała w Anglii w chwili, gdy kończyłem książkę. To nieprawda. Fragment ten stanowi istotny, zaplanowany od samego początku, składnik akcji, aczkolwiek zmieniał się pod wpływem przemian w charakterze Sarumana, których – co chcę wyraźnie podkreślić – nie narzuciły ani intencje alegoryczne, ani chęć aluzji do aktualnych wydarzeń politycznych. Rozdział ten ma rzeczywiście pewne źródła w moich doświadczeniach, dość jednak słabe, gdyż te wyrastają z dawniejszej i zdecydowanie odmiennej sytuacji ekonomicznej. Kraj, w którym upływało moje dzieciństwo, został bezpowrotnie zniszczony zanim skończyłem dziesięć lat, a stało się to w czasach, kiedy motocykle były rzadkością (podówczas nie widziałem jeszcze żadnego na własne oczy), a koleje podmiejskie dopiero budowano. Niedawno zauważyłem w gazecie zdjęcie zrujnowanego młyna, kiedyś tak potężnego i według mnie ważnego. Nigdy nie lubiłem młodego młynarza, ale stary, jego ojciec, nosił czarną brodę i nie nazywał się Sandyman.

 

 

No to tyle, bo się rozpisałem :)

Komentarze

obserwuj

Nie bardzo rozumiem zamysł tego tematu. Zadajesz nim jakieś pytanie, czy informujesz nas o swoim odkryciu wspaniałomyślnie wklejąc sporą cześć przedmowy?

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Hyde Park, Panie Zalth… :/

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Byłem przekonany, że to publicystyka…

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

No, Ty to się nie rozpisałeś, tylko Tolkien się rozpisał :)

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Taa, nie tylko tobie zdarza się czytać przedmowy:). Niemniej interesujący fragment. Ale, chwileczkę, o co chodzi z tym dodanym, wydaje mi się, fragmentem "(tak jak okupowano Berlin, nie burząc go)"? Nie mówiąc już o tym, że porównanie dość wątpliwe, to, z tego co pamiętam z historii, Berlin w chwili zakończenia walk nie wyglądał dużo lepiej niż Warszawa po powstaniu warszawskim.

Mi się wydaje, że Tolkienowi wiele mogła podpowiedzieć podświadomość i stąd niektóre podobieństwa IIWŚ do Wojny o Pierścień. Coś takiego zdaje się nieuniknione, słabo znam biografię Tolkiena, ale coś mi świta, że służył na froncie.

GandalfBielecki, przecież krytycy (i poloniści) wiedzą lepiej od Tolkiena ;) Jeśli Tolkien twierdził, że nie wzorował Wojny o Pierścień na wojnie światowej, to mu wierzę. Tyle w temacie… Albo jeszcze coś. Tolkien mógł wzorować się na doświadczeniach wojennych w sposób pośredni albo nieświadomy (bo wojna niewątpliwie ma wielki wpływ na człowieka). Spotkałem się z opinią (podajże we Władcy Pierścieni – kulisy filmu, chętni mogą znaleźć film na youtube), że Tolkien przeniósł swoje relacje z towarzyszami broni na Froda i Sama.

Jeśli ktoś czytał "Listy", to wie, że rzeczywiście Tolkien zaczerpywał elementy z I i II WŚ, żeby umieścić je w powieści, ale tylko na zasadzie doświadczeń wojennych. A więc nie tyle chodzi o podświadomość, ile rzeczywiste ukazanie obrazu wojny, jaki Profesor widział, tylko bez jakichś alegorii, że Sauron = naziści itd. Zresztą a'propos jeszcz drugiego akapitu – bodajrze w "Listach" (ale może w jakimś wykładzie czy artykule) Tolkien pisze, że w I WŚ (w której brał udział) "orkowie" byli po obu stronach barykady i wszystko nie sprowadzało się do konfliktu źli vs dobrzy. A więc on przedstawia obraz zupełnie innej wojny, bardziej wyidealizowanej i baśniowej. No i pod koniec "Listów" padło jeszcze porównanie samolotów do latających jaszczurów Nazguli – syn Tolkiena (nie pamiętam który, zabijcie) służył jako pilot i profesor porównywał to do hobbitów, którzy uczą się latać na tych jaszczurach, żeby bronić Shire.

"Wielu spośród żyjących zasługuje na śmierć. A niejeden z tych, którzy umierają, zasługuje na życie. Czy możesz ich nim obdarzyć? Nie bądź, więc tak pochopny w ferowaniu wyroków śmierci, nawet bowiem najmądrzejszy nie wszystko wie" ;) To był Christopher.

Tolkien odwalił za mnie brudną robotę :) A jak już o synach Tolkiena to o jednym z nich był niezły kawał (anegdota właściwie). 

Michael, syn pisarza gdy wstąpił do wojska w rubryce 'zawód ojca' podał 'czarodziej'. :)

O, tego nie słyszałam. Dobre :D

Kiedyś słyszałem o tym, ze Tolkien wzorował się na II wś. Tak na prawdę sporo książek fantastycznych mozna by było napisac na podstawie rzeczywistego świata, zamiast ludzi wpisać do scenairusza krasnoludy, elfy i niziołki. Wazne żeby mieć pomysł. Po zatym Tolkien żył w świecie po wojennym dla niego cały ten klimat był codziennościa. Nie ma co się dziwic, że czerał inspiracje z dnia codziennego i swoich wspomnien. Każdy czerpie inspiracje, nie człowieka, który sam wpadłby na cos, wczesniej i tak ktoś to pokazał w rzeczywistym świecie. To jak cegiełki, tak samo maja programisci, korzystaja z cudzych kodów i koduja. Z zawodu jestem informatykiem ,wiem dobrze,ze czerpanie inspiracji z innych ludzi to cos wspaniałego. Od niedawna jestem tez włascicielem swojej firmy, wziąłem nawet kredyt by spełnić to "marzenie" i byc panem dla samego siebie. Na codzien informatuk wieczoram fanatyk fantasy i Tolkiena. Nie mam nic do zarzucenia Tolkienowi, stworzył dzieło nad dziełami.  

"Tak na prawdę sporo książek fantastycznych mozna by było napisac na podstawie rzeczywistego świata, zamiast ludzi wpisać do scenairusza krasnoludy, elfy i niziołki."

Też kiedyś miałem taki pomysł

Nowa Fantastyka