- Hydepark: Podział powieści na rozdziały

Hydepark:

książki

Podział powieści na rozdziały

Wiem, że to może dziwny temat, ale chciałam Was zapytać o zdanie w pewnej sprawie.

 

Ceterari, betująca moją powieść, stwierdziła, że muszę ją koniecznie podzielić na rozdziały. Bo teraz ich nie ma, są po prostu kolejne fragmenty oddzielone od siebie  ~*~

 

No i jak zaczęłam szukać odkryłam, że jakieś 90% książek ma podział na rozdziały (wyjątki to np. kolejne części Świata Dysku czy “Amerykańscy bogowie”). Nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałam, ale teraz zaczęłam. Stąd pytanie – Czy Waszym zdaniem książka powinna mieć podział na rozdziały?

 

Abstrahuję tu od tego, czy te rozdziały mają mieć tytuły, czy być po prostu oznaczone 1., 2., 3. itp., chodzi o to, czy taki podział według Was w ogóle ma znaczenie, ułatwia czytanie albo coś. Czy może to wszystko jedno? Będę wdzięczna za pomoc ;)

Komentarze

obserwuj

To raczej mocno kwestia tego, jak powieść była pisana – rozdziały są bardzo fajne, o ile są zaplanowane wcześniej i powieść faktycznie jest pisana rozdziałami, które tworzą jakąś w miarę samodzielną całość (no dobra, nie samodzielną, ale jakoś w każdym razie zwartą). Jeśli rozdziały nie były zaplanowane od początku i miałyby być wciskane na siłę do gotowego tekstu, to mogą być pozbawione sensu.

Miałam podobny problem ze swoją, ekhm, “powieścią”. Próbowałam zastosować system, który określiłam jako coś między Pattchetem a Martinem, gdzie przerwy w narracji jednego POV oddzielałabym jedną gwiazdką lub trzema,  by oznaczyć zmianę perspektywy. Teraz jednak waham się, czy lepiej nie podzielić jednak tekstu na rozdziały, zachowując przy okazji jednak ten system.

Mnie też jakoś odpowiada bardziej system Prattcheta, bo dzielone fragmenty zwykle są krótsze przeciętne rozdziały.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Lubię, kiedy powieść jest w jakikolwiek sposób podzielona. Gwiazdki, numerki, tytuły, cokolwiek. Najlepiej co kilka stron. Żebym mogła “doczytać do końca rozdziału” i odłożyć lekturę bez obaw, że robię to w środku sceny.

Tak po chwilowym namyśle – jeśli piszesz dzieło na tyle mądre, że czytelnik może kiedyś chcieć znaleźć coś wyjątkowego w spisie treści, to rozdziały z tytułami ułatwią mu życie.

Babska logika rządzi!

Nawet paragrafów mieć nie musi ;)

vide Kerouac...

 

Sporo zależy od samej książki – jeżeli akcja leci bez przerwy, to są niepotrzebne, ale jak jest jakiś większy przeskok logiczny/geograficzny to rozdziały pozwalają wybrać miejsce gdzie można najłatwiej przerwać lekturę i nie stracić wątku (w sensie – jak widzę, że zostały mi dwie strony, to doczytuję ;)

 

Ale, jak dla mnie, separatory też są ok. 

I would prefer not to.

Dzięki za odzew ;)

 

Hm... Ze względu na wysoki stopień szczegółowości opisywanych wydarzeń jedyny sensowny podział, jaki mi ewentualnie przychodzi do głowy, to podział na dni. Bohaterka kładzie się spać – bach, koniec rozdziału, zaczynamy kolejny od ranka dnia następnego.

 

Pytanie, czy ma to dla Was znaczenie, że tak powiem, wizualne? Tak jak zauważyła Finkla – można dojść do momentu, w którym ktoś za nas zdecydował, że może nastąpić przerwa, więc odkładamy książkę/idziemy spać/itp.?

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Wizualnego nie ma, acz dla mnie niewiele rzeczy ma.

Ale dam Ci przykład z życia: moja chrześnica ostatnio zachwyciła się Harrym Potterem. Z lubością wynajduje na przykład co weselsze dialogi Freda i George’a, a potem czyta każdemu, kto chce słuchać. Bez spisu treści byłoby jej trudniej znaleźć. I może zachwycałaby się mniej bez tego feedbacku “o jejku, faktycznie śmiesznie mu powiedział!”?

Babska logika rządzi!

Rozumiem... pytanie, czy spis treści typu “rozdział 1”, ‘rozdział 2” itp. spełniłby swoją funkcję tak jak spis treści z tytułami rozdziałów...

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ogólnie, jeśli podziałem mają być dni, to czemu nie zastosować “dzień 1”, “dzień 2” itp.

Jak już zostało napisane wyżej, wszystko zależy od samego tekstu. Dla mnie podział ma takie ograniczenia:

– brak możliwości przeskoku czasowego dłuższego niż 24 godziny ( chyba że zamiast oznaczeń dni 1, 2, 3 etc używane są daty).

-  fabuła musi być tak poprowadzona aby w każdym kolejnym dniu działo się tyle, aby wystarczyło na porządny rozdział.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Jeżeli dni jest kilka to “poniedziałek, wtorek...” wydaje się logicznym wyborem. Przy większej ilości tydzień może stanowić rozdział. Ale nic na siłę. Separatory też dadzą sobie radę. Jak ktoś wyżej napisał, jeżeli nie są to zaplanowane w miarę zamknięte fragmenty, to podział tylko zaburzy czytanie.

Ja lubię kiedy książka jest podzielona na rozdziały, szczególnie, że też zdarza mi się po lekturze czegoś szukać, więc zwyczajnie ułatwiają życie. I doczytanie do końca rozdziału daje pewien rodzaj satysfakcji ;-) A podział na dni wydaje się być w porządku :-)

 

-  fabuła musi być tak poprowadzona aby w każdym kolejnym dniu działo się tyle, aby wystarczyło na porządny rozdział.

No nie wiem, wydaje mi się, że rozdziały nie muszą być tej samej długości i raczej powinny być dostosowane do treści książki a nie na odwrót.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Podział na rozdziały w pewnym stopniu usprawnia czytanie. A po drugie autor może sobie podzielić akcję, pokazać ją z różnych perspektyw właśnie dzięki rozdziałom. Technik jest wiele. Standardowy podział jak u Sapkowskiego. U Martina poszczególne rozdziały odpowiadają kolejnym postaciom. Mi najbliżej do podziału stosowanego przez Joe Abercrombiego. Autor ten dzieli powieść na kilka części, które z kolei na następne podrozdziały. Podobnie robi King.

Ale każdy ma na to swój sposób. Jose musisz znaleźć taki podział jaki tobie będzie najbardziej odpowiadał.

Poza tym, skąd takie dogmatyczne podejście do rozdziałów. Są książki, gdzie rozdział to zaledwie jedno lub parę zdań. I piszę o tekstach uznawanych za klasyki SF, np. “The Female Man” Joan Russ. Ale przyznam, że jest to też tekst nieco eksperymentalny.

ps. nie wiem czy ta powieść nawet została przetłumaczona na polski.

W Kronikach marsjańskich też tak jest ;)

I would prefer not to.

Masz rację ;) Zapomniałam, ale wieku temu czytałam tę książkę.

Nie mogę użyć dosłownego podziału na dni, bo początek jest zbudowany nieco inaczej niż reszta, więc na “dzień 1”, “dzień 2” się nie da ;)

 

Dzięki wszystkim za udział w dyskusji, czytam wszystko i myślę, co zrobić, bo jeszcze nie podjęłam decyzji.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Jeśli początek nie jest zbyt długi to zawsze można zatytuować “Prolog” :P

200.000 znaków prologu? Nie sądzę ; p

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

To taki wyrośnięty prolog, co na siłkę chodzi. Powiem ci, że im dalej tym łatwiej mi się czyta bez rozdziałów, tylko muszęę pamiętać na której stronie akurat skończyłam.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Dla mnie obowiązkowo muszą być rozdziały, wtedy można dawkować tempo i używać zabiegu tak fajnego jak cliffhanger ;) Poza tym dobrze by było, gdyby czytelnik mógł od czasu do czasu złapać oddech, to i owo przemyśleć, może nawet cisnąć książką w ścianę. Oczywiście wszystko zależy od formy, bo logiczne, że taki np. pamiętnik ma wpisy podzielone ze względu na dni, natomiast powieść grozy przyspiesza i buduje napięcie, żeby na koniec urwać dramatycznie akcję :)

Cet, a zakładki? ;)

Ale fragment zakończony *** też można zakończyć w sposób cliffhangerowaty, nie?

 

Deirdriu, zakładki się sprawdzają w przypadku książki wydrukowanej, plik na komputerze jest bardziej kłopotliwy ;p A, niestety, nikt mnie jeszcze nie wydał ; p

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

A, teraz dopiero załapałam, że Cet czyta właśnie Twój prolog. Aby moja pomyłka była dla Ciebie prorocza, Jose. Następnym razem czytając Twoje książki wszyscy będziemy używać już normalnych zakładek :D

Trzymam za słowo :)

 

I nie mam żadnego prologu!

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Podział na rozdziały wydaje mi się klasycznym pierwszym wyborem, kiedy nie ma się jakiegoś szczególnego pomysłu na kompozycję. Użycie cliffhangera w końcówce rozdziału moim zdaniem wywiera lepszy efekt niż ten sam cliffhanger we fragmencie oddzielonym po prostu gwiazdkami. Chyba jest w tym też jakiś czynnik wizualny, przymus zerknięcia na następną stronę. 

Mnie w trakcie pisania podział na rozdziały czasem pomaga (przy opowiadaniach). Ale to raczej na zasadzie szkieletu, wokół którego obudowuje resztę. Nigdy nie “dzielę” po skończeniu. 

Ogólnie rzecz biorąc, wolę podział na numerowane rozdziały, nawet jeśli jest on dosyć luźny. 

Odpowiadając już konkretnie na pytanie:

Czy Waszym zdaniem książka powinna mieć podział na rozdziały?

Raczej tak :)

Jako czytelnik się wpierw wypowiem. Obecność rozdziałów nijak ma się do mojej czytelniczej satysfakcji. Wydaje mi się, że rozdziały przydają się za to autorowi, bo łatwiej zapanować nad fabułą, POVami, upływem czasu, dynamiką itd. Za to, jak już są rozdziały, to lubię gdy mają tytuły, same numery są takie nudne :)

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Popieram, tytuły rozdziałów są fajne i potrafią zbudować klimat już na wstępie. Lubię też wstawki, których niektórzy używają (czy to jakiś cytat, czy przepowiednia, czy inny glosariusz/bestariusz) – nie wiem, czy ten zabieg ma jakieś swoje literackie imię, ale można sporo wpleść w taki niepozorny, mało znaczący kawałeczek tekstu.

IMHO to po części kwestia “estetyki tekstu” w tym szerszym znaczeniu, obejmującym nie tylko sam styl pisania. Przynajmniej w większości przypadków. Są wyjątki, gdzie podział na rozdziały zwyczajnie ułatwia przeskakiwanie pomiędzy różnymi bohaterami lub miejscami zdarzeń. Poniekąd niektórym autorom może to pomóc w samej pracy nad książką (bo jak jakiś fragment nie będzie pasować, to nie zagłębiają się na chybił-trafił wstecz, tylko analizują konkretny rozdział). Może to być tez ułatwieniem w sensie, ze jeśli postanowisz przenieść jakiś fragment w inne miejsce, to łatwiej to zrobić z rozdziałem, niż z “wycinkiem”.

Czy to buduje klimat? Jak się dobrze zagra, to tak. Czasami jest to tez dobry pretekst do wstawiania różnych cytatów itp. Z drugiej strony czasem jest cienka granica między tytułem rozdziału nadającym klimat, a lekkim zasugerowaniem czytelnikowi co się stanie.

Najlepiej kieruj się tym, czy Ty jako autorka potrzebujesz rozdziałów do czegoś i jak Ty sobie wyobrażasz swoją własną książkę. Do tego dodaj to, czy rozdziały (a jeśli tak, to jakim systemem tytułowane) zbliżają cię  do tej wizji/sposobu pracy, czy przeciwnie.

 

(Teoretyzuję, powieści jeszcze nie pisałem, na razie opowiadaniami tworzę :P )

Dla mnie nie ma to znaczenia. Ważne, żeby było czytelnie.

Krótko mówiąc ilu czytelników, tyle opinii ;)

 

Zaczynam dochodzić do wniosku, że dodawanie rozdziałów “na siłę” już po skończeniu pisania, kiedy od początku w ogóle o rozdziałach nie myślałam, może być bez sensu. Tym bardziej bez sensu byłoby silenie się na dopisywanie tytułów tych rozdziałów.

 

Swoją drogą, nie mam nic przeciwko cytatom na początkach książek czy części książek, ale jeśli coś pojawia się na początku każdego rozdziału, to zwykle raczej mnie to drażni niż cieszy/interesuje.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Jose, a czy pisząc opowiadanie, wypytujesz wszystkich czy rozdzielać sceny gwiazdkami, czy może każdy fragment numerować i nadawać mu tytuł? Podział powieści na rozdziały – tudzież jego brak – to taki sam wyraz artystycznej ekspresji jak choćby język narracji i IMO tylko od Ciebie powinno zależeć jak zdecydujesz się swój pomysł podać. Wiadomo, że ile ludzi, tyle gustów – tylko że wszystkim nie dogodzisz. Tak Bułhakow zapisał się w historii literatury sprytnie nazywając rozdziały w "Mistrzu i Małgorzacie", jak i McCarthy dostał Pulitzera, choć w "Drodze" panuje taki minimalizm formy, że powinniśmy wręcz być wdzięczni, że chociaż te podwójne entery zastosował. ;)

MrBrightside, no nie, ale opowiadanie to taka mała skala, z którą nie wiążę nadziei. Ot, piszę, bo mam pomysł.

Ale powieść to zupełnie co innego, nie da się porównać procesu jej tworzenia/planowania itp. z opowiadaniami. Mam nadzieję, że ktoś jednak to wyda, a w związku z tym chciałabym zaprezentować wydawnictwom produkt możliwie jak najlepszy. Dlatego kiedy Cet bardzo stanowczo zażądała rozdziałów, zaczęłam je równie poważnie rozważać.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Cytaty na początku rozdziałów dobrze wyszły np. w “Głębi”, gdzie budowały wiedzę o świecie. Niestety zdarzało się też, że spoilerowały.

 

Czasem to jest fajne, ale czasem przekombinowane (np. moim zdaniem Sanderson w “Archiwum Burzowego Światła” jednak przesadził, bo co komu po cytatach, które są kompletnie niezrozumiałe przez wieleset stron).

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Kiedy czytam książkę podzieloną tylko separatorami, jakoś szczególnie nie cierpię, więc myślę, że jeśli sama tych rozdziałów nie czujesz, faktycznie można sobie odpuścić. Czytelnik na pewno z czasem się przyzwyczai do mniej popularnej formy.

Ale, odpowiadając już konkretnie na pytanie, moim zdaniem lepiej, żeby taki podział jednak był. Myśl “jeszcze tylko skończę rozdział” bardzo często motywuje mnie do czytania, gdy np. chce mi się już spać. A potem często akcja wciągnie i czytam jeszcze dalej. Łatwiej zapamiętać, na czym się skończyło, i ogólnie stworzyć sobie w głowie obraz całości. Osobiście nie lubię tylko, jak rozdziały są dłuższe niż 30 stron, bo wtedy tracą jak dla mnie tę funkcję “poganiającą”.

Co do tytułów, to rzadko się z nimi spotykam, kojarzy mi się to bardziej z młodzieżówkami i w większości książek jest dla mnie zbędne. Może to oczywiście dodać klimatu, ale może też zaszkodzić, jeśli ktoś nie ma pomysłu i wymyśla coś na siłę.

 

Edit: Aha, tytuły mają jeszcze jeden minus. Często czytelnik przedwcześnie zerka do tych rozdziałów, które brzmią  najbardziej interesująco, i potem, gdy czyta liniowo, nie wie, czy doszedł już do danego miejsca w fabule, czy nie.

Heh, ja generalnie lubię, jak rozdziały niosą ze sobą jakiś logiczny podział – czy to na dni akcji, czy bohaterów-narratorów, czy temat przewodni. Reszta obojętna, choć bonusowe punkty się należą, jeśli autor wykorzysta jakiś z motywów zachęcających do poddania się myśli “jeszcze jeden rozdział”.

Cytaty na początku rozdziałów

Dla mnie działają wszystkie typy. Nie musza być związane z treścią rozdziału, ale niech pokazują np. kulturę ludzi, wpis z kroniki – innymi słowy niech będą mocnym elementem światotwórstwa. A czasem piosenka może więcej ujawnić o kulturze czy historii niż cytat czy infodump :)

Co do stosowania tytułów – wiszą mi, choć nie lubię, gdy spoilerują. Lepiej, by zachęcały :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Ja swoje powieści podzieliłam na części, a w każdej części zastosowałam podział przez gwiazdki, żeby pokazać jakiś przeskok czasowy albo fabularny.

Jako czytelnik lubię rozdziały i właśnie gwiazdki, bo nie znoszę odkładać książki bez dotarcia do jakiegoś sensownego zamknięcia fragementu. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Tylko zdaje się Bemiku specjalizujesz się w konkretnej grupie odbiorców, w której rozdziały są bardziej oczywiste :) 

Że tak się podepnę, jak już się decydujemy podzielić na rozdziały, to jaka jest forma zapisu w książce? Np.: “Rozdział 5 – Bella pyta na forum” czy: “Rozdział 5. Bella pyta na forum.” czy: “Rozdział piąty, Bella pyta na forum” czy jeszcze jakoś inaczej?

Rozdział piąty, w którym Bella pyta na forum i uzyskuje niejednoznaczną odpowiedź :P

 

Nie no, w tytułach np. zwykle nie daje się kropek, ale są wyjątki. W rozdziałach podobnie.

Z podanych przez Ciebie wariacji pierwsza imo jest zdecydowanie najlepsza.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Mnie się bardziej podoba druga :P

Ale druga jest z kropką!

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Rozdział piąty po którym Bella wciska enter i pisze tytuł rozdziału w nowej linijce ;)

 

I would prefer not to.

Rozdział piąty, w którym Bella dochodzi do wniosku, że rozdziały nie pasują do jej powieści i wraca do podziału zwykłymi separatorami :-)

Jose – właśnie! Wolę kropkę niż kreskę ;)

Kiedyś były modne rozdziały opisowe. Typu: Rozdział piąty, w którym Tomek idzie do nawiedzonego domu, niby nic tam nie znajduje, ale z tej wyprawy wynikają bardzo dziwne skutki.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Osobiście uważam, że takie opisy rozdziałów świetnie wyszły w Trylogii Husyckiej Sapkowskiego.

Na pewno jeśli jest tylko numer rozdziału, nic mi to nie mówi. Nie zapamiętam, co się działo w którym.

Jeżeli mam opowiadanie, planowane na część większego cyklu, podzielone na ponumerowane części, a każda z nich jeszcze dodatkowo podzielona trójkropkami, to czy to nadal jest to opowiadanie, czy już krótka powieść?

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

To chyba kwestia liczby znaków, a nie podziałów.

Babska logika rządzi!

Mnie się wydaje, że w powieści jest kilka wątków, a w opowiadaniu jeden.

Tak. Jak tego nie nazwiesz, pseudo rozdziały, rozdziały itp. Taki podział powinien być. Jakikolwiek, gdzie wyraźnie widzisz, kiedy coś zaczyna się od nowej strony, nowego numeru, nowego podtytułu.

To po prostu ułatwienie dla czytelnika, który czyta najczęściej od rozdziału do rozdziału. Od fragmentu do fragmentu.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

IMO wszystko zależy od charakteru dzieła, które się tworzy. Podział na rozdziały to takie dość klasyczne podejście do pisania i pewnie się sprawdzi w high fantasy czy innym pompatycznym gatunku. Gdy chce się jednak opowiedzieć o ludziach, emocjach, rzeczach bardziej subtelnych, z tego co zauważyłem, autorzy których dotychczas czytałem, rezygnowali z formy rozdziałów, rozdzielając fragmenty prostą linijką odstępu. Czyli krótko mówiąc dobór przyjętej formy powinien licować z tym, co chcemy przekazać. A nie że łoo mam napisane 300k, to muszę mieć rozdziały, podrozdziały i jeszcze gwiazdki.

Czyli jeśli zamienię podział  numerkowy na zwykłe rozdziały z tytułami, to nic nie będzie? Myślałam właśnie o czymś takim.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Nic nie będzie.

Rób, jak Ci pasuje.

 

Spróbuję. Dziękuję wszystkim. :-)

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Wiem, że to może dziwny temat

To jest świetny temat, też mam z tym okropny problem, bo kończę powieść, do której klasyczne rozdziały mi nie pasują, więc mam gwiazdki, ale przy naprawdę dużym tekście uznałam, że to niedobre. Podzieliłam na kilka bardzo nieproporcjonalnych części, związanych ze zmieniającym się miejscem akcji, ale to średnio działa, bo ok .połowa jest w jednym, a potem w różnych... Zastanawiam się, czy tych wygwiazdkowanych kawałków nie podzielić na większe, nienumerowane całości, oddzialane “od nowej strony”, ale nie jestem pewna, czy to się sprawdzi...

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Jeśli nie jesteś pewna, musisz to komuś pokazać, niech beta-czytacze się wypowiedzą. Bo tak na sucho, jak ktoś nie widzi tekstu, to nie podpowie, co się sprawdza, co ma sens itp., a co nie ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Jak skończę, to pewnie będę sępić o betę, głównie fabularną, obawiam się...

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Jeśli wolno, chciałbym się wtrącić z lekko offtopowym pytaniem: ile znaków to za dużo znaków?

 

Postanowiłem zaryzykować i wystawić pod pręgierz moje ,,debiutanckie” opowiadanie i sprawdzić, jak bardzo jest złe, ale trochę obawiam się o długość – 44 tys. znaków.  Powinienem je dzielić czy dać w całości?

Dać w całości.

Jeżeli chcesz rozdzielić, zaznacz, która to część i daj link w przedmowie.

Jeżeli jest bardzo złe, popraw przed publikacją ;) Ewentualnie skorzystaj z opcji bety.

W kwestii rozdziałów mam tylko jedno do powiedzenia: nie róbcie tego jak Terry Goodkind.

Nigdy.

A jak on to robi? Coś kiedyś czytałam, nie spodobało mi się, ale rozdziałów nie pamiętam.

Babska logika rządzi!

Też nie pamiętam akurat systemu rozdziałów :D

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Ja też jestem ciekawa, co robi Goodkind? :O

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Nowa Fantastyka