Recenzja:

Nowa Fantastyka 09/15

Wrzesień '15. Dziennik pokładowy gwiazdolotu "Czytam".

Umowny galaktyczny wrzesień

 

O, jesieni, jesieni! Wrzesień rozpalił się słońcami w całym znanym kosmosie, a pod słońcami gorzeją wojnami światy, a między światami, w ciszy próźni, płoną w ogniu galaktycznej wojny floty, jedna za drugą, niczym chrust w palenisku.

Szaleństwo. Trzymamy się jak tylko da się daleko od linii frontu, ale wiadomo, w trakcie ruchawek zleceń mnogo… Nasza stara krypa dawno tak nie musiała przeciążać silników – aż kadłub trzeszczy przy każdym przyspieszeniu!

Czaimy się teraz w jakims ciemnym, asteroidowym zadupiu, w oczekiwaniu na spotkanie. Dryf, więc i jest jak poczytać wrześniowy numer.

 

Wygląda na to, że Redakcja NF do spółki z Zuzanną Sandomierską-Moroz, odpowiedzialną za elektroniczne wydanie, namierzyli straszliwe źródło chocholej zarazy, która nęka e-wydania w tym roku. Część szkodników namierzono i ubito na pulpitach ultrakoncernu, wydającego pismo, a za część odpowiedzialni są szemrani dystrybutorzy (publio.pl w tym przypadku, prawdopodobnie proces dodawania znaku wodnego mocno miesza w strukturze pliku). Nauczka – nabywać e-book u źródła, w księgarni Pró-tfu-szyńskiego. Takie wydanie ma szansę posiadać minimalną ilość błędów.

 

Jerzy Rzymowski we wstępniaku pisze o potrzebie zachwytu. Czytam i patrzę, jak Miecio sierotom wojennym, co to je zgarnęliśmy z Pasa Kuipera ostatnio, robi telefon z nitki i dwóch plastikowych kubeczków. Cieszy się toto, hałasuje aż łeb boli, a już im Jan mechanik następną niespodziewajkę szykuje…

Ilu z was potrafi naprawić kran, kibel, rozumie, czemu potarty balon przyciąga kartkę papieru? Dlaczego torebka od herbaty w kształcie piramidki, umiejętnie podpalona, wystartuje w górę jak rakieta? Nie mówię nawet o wymianie prostych elementów w domowej SI… Obserwacja i smutna i prawdziwa – uczą nas, nasze młode, jak konsumować dostarczoną całość, bez zastanowienia, jak to jest zbudowane, jak to działa. Gdzie są nowi McGyverzy?

 

[ZAPOWIEDZI] Marcin Zwierzchowski,, swoim zwyczajem, straszy portfele. I w sumie dobrze, że straszy, przepowiada, zapowiada – człowiek się siakoś-jakoś na te reklamy przygotuje… J

[ARTYKUŁ] Mateusz Wielgosz  w cyklu ‘zastrzyk przyszłości’ odkurza starą trąbkę i dmie o życiu na kredyt, czyli jak my i nasza krótkowzroczność psuje planetę. Robi to z okazji redukcji emisji CO2 przez Chiny. Ot, trochę ogólnikowe przypomnienie, żaden to zastrzyk, a tym bardziej przyszłości.

[ARTYKUŁ] Paweł Deptuch, nawiązaując do kinowego klasyka tytułem, opisuje „Życie i czasy Vertigo Comics”. No, wreszcie cos o komiksach, co nie obejmuje gości w obcisłych trykotach (i dziwnie małych wypukłościach w kroku). :-)  Jest to historia bardzo niestandardowego wydawnictwa komiksowego, marki, która postawiła nie na komiksy takie, jak rozumie je znamienita większość – a więc ilustrowane „Bam! Slam! Pierdut!” – a na komiksy, które faktycznie stały się powieściami graficznymi. Dość powiedzieć, że to własnie to wydawnictwo zaopiekowało się  „Sandmanem” Gaimana…

Ciekawy artykuł, przybliżający historię funkcjonowania komiksowego rynku w USA przez pryzmat wydawnictwo z niesztampowymi tytułami, a jednocześnie pokazujący, że na „ambitniejszym” komiksie tez można zbudowac imperium.

 

Przy okazji, w wersji zakupionej w publio.pl pojawia się w tym artykule po raz pierwszy problem powiększonej czcionki w losowych miejscach artykułu. Problem z nieprawidłowymi odwołaniami w wersji mobi z publio.pl nadal istnieje w numerze wrześniowym (polecam zakup u źródła, przynajmniej to nie będzie Was drażnić…)

 

[ARTYKUŁ] Okładkowy temat, „Piksel obfitości”, prezentuje znów Mateusz Wielgosz. I tym razem – nareszcie – jest miejsce, by trochę się rozpisać. O czym to? Ano o poszukiwaniu planet i o tym, co w tej kwestii potrafi dostarczyć jeden piksel. Uwierzcie mi, powiedzieć że w tej drobince mieści się pizza ze wszystkimi dodatkami to naprawdę pikuś w porównaniu z tym, co naukowcy odczytują z tej malutkiej jednostki na zdjęciu astronomicznym.

Odnoszę wrażenie, ze cykl „Zastrzyk przyszłości” notorycznie cierpi na powierzchowność i brak miejsca. Zdecydowanie wolę takie nieco szersze, kompletniej prezentujące temat artykuły jak „Piksel obfitości” niż – nie zawsze, ale często – nijakie, krótkie artykuliki popularnonaukowe.  W związku z tym wysuwam postulat: Miejsce dla Wielgosza! Może rzadziej, może co dwa miesiące na przemian z innymi autorami, ale dajcie się cżłowiekowi w ciekawym temacie rozpisać! :-)

[ARTYKUŁ] Andrzej Kaczmarczyk, ni z gruchy ni z pietruchy, puka w „Gliniarzy ze stali”. Znaczy, przekrojówka po serialach (i książkach, na których bazują), w których pojawiają się roboty-policjanci. Co ciekawe, szczęścia te seriale do dobrego wykonania nie mają. Artykuł dobry, ale zupełnie nie wiązał mi sie z niczym w numerze – a tak mi się zatęskniło akurat do NF z jakimś lajtmotywem, chciejstwo mnie opadło.

Najlepsze są trzy dyrketywy/prawa robota wg Davida Langforda, przytoczone w artykule – te o robocie i personelu rządowym oraz robota drogocenności… Tylko czegoś się Miecio nie śmiał, zupełnie nie mam pojęcia czemu. Przecież on cyborg, nie robot. Fakt, białkowego Miecia w Mieciu już dużo nie zostało, no ale…

 

[WYWIAD] Jerzy Rzymowski przepytuje Tomasza Szpondera, prezesa pewnego wydawnictwa, z okazji owej firmy dwudziestopięciolecia. Ot, do poczytania. Krwawych, zakulisowych tajemnic rynku wydawniczego fantastyki w opowieści pana Szpondera nie uświadczysz.

[ARTYKUŁ] A w Lamusie Agnieszka Haska i Jerzy Stachowicz odnaleźli przebojową baronową, genialnego konstruktora i złowrogich Niemców – i to wszystko przed wybuchem drugiej wojny światowej. Czyli o fanatastyczno-szpiegowskich powieściach międzywojnia. Bardzo lubię takie ciekawostki i tym razem również się nie zawiodłem.

[ARTYKUŁ] w „Hobbitowym gadaniu (2)” Macieja Parowskiego kontynuujemy wycieczkę po ciekawych wyjątkach z korespondencji J. R. R. Tolkiena – do syna, do kolegów, do redaktorów i wydawców. Okazuje się to składac na zaskakująco interesujący obraz ojca Środziemia, jego poglądów, gustów, sympatii i antypatii. Tych ostatnich szczególnie, nie szczędzi (w listach do syna z okresu wojennego) cierpkich słów pod adresem Hitlera.

 

Jan Mechanik odruchowo sprawdził stopień zasilenia pokładowych baterii. Musieliśmy zainstalować, wojna rozlewa się niczym gnój po polu, skażając układ za układem chocby i technieniem z oddali. Namnożyło się teraz różnych takich niedzielnych rabusiów, szmuglerów od siedmiu boleści, co to nie dość, że dobre imię branży psują, to jeszcze na swoich się rzucają…

 

[FELIETONY] Rafał Kosik, jak zwykle, straszy, tym razem nawiązując do ucieczki od wolności i Lema. Peter Watts opowiada o obrazie naukowców w filmach i serialach, chwaląc szczególnie jeden z nowych tytułów. Łukasz Orbitowski maca się po mózgach z zombie, przywołujac klasykę gatunku, czyli „Powrót żywych trupów”

 

Popatrzyliśmy trochę na Miecia, pochichotaliśmy w kącie, ale jak walnął stalową pięścią w pulpit sterowniczy, to przestaliśmy…

 

[PROZA POLSKA] “Ukojeniec” Marcina Podlewskiego to kolejna, dziewiąta już odsłona w ramach tegorocznego projektu Nowe Horyzonty. Intrygujący wstęp, potem zmiana wątku i stopniowe splątanie wszystkich tropów… Niby wszystko wedle prawideł, a opowiadanie dość wymagające w odbiorze, na pewno – nielekkie.

Trafiamy do świata przyszłości, w którym jedni ludzie hodują oraz modyfikują za pomoca nanotechnologii innych ludzi, a właściwie formę dla [SPOILEROWYM SKRYTOŻERCOM MÓWIMY ZDECYDOWANIE: NIE!] w obszarach nazywanych Kręgami. W jednym z takich Kręgów zdarza się rzecz straszna: trup się pojawia. Jak wiadomo, martwy na śmierć denat ożywia opowieść, zaraz zjawia się więc i Ukojeniec, ale nie – nie ten tytułowy… Przybysz zabiera jednego ze świadków zdarzenia ze sobą. Na całośc historii patrzymy oczyma owego człowieka, wyrwanego ze swego Kręgu.

Zastanawiam sie co napisać, a czego nie napisać, żeby nie zdradzić za dużo.  I nie wymyśliłem. Odnoszę wrażenie, że to jest kolejny – w projekcie – tekst nawiązujący do prozy Jacka Dukaja (w tym wypadku do konceptu stojącego za „Innymi Pieśniami”), co samo w sobie jest dośc ambitnym zamiarem, z którego jednak niełatwo wyjśc obronną ręką. I kolejny raz autorowi udaje się wybrnąć, choć przyznać muszę, że gdyby nie finałowy skręt w polską, dobrze znaną specyfikę, to opowiadanie mogłoby polec w okopach niezrozumienia czytelnika. Swoją drogą, owo odwołanie ładnie ilustruje przewodni pomysł… W samej fabule raził mnie trochę łopatologicznie podany infodump, niezbędny jednak do prawidłowego zrozumienia przedstawianego świata (scena wyjaśniania podczas „przygotowania” głównego bohatera do misji w innym Kręgu).

Summa summarum: lubię takie teksty z pogranicza popkulturowego miksu, hard s-f, przyprawione odrobinką filozoficznego dystansu, więc jestem bardoz zadowolony z „Ukojeńca”. Nie jest to jednak tekst, który spodoba się każdemu. Zostaliście ostrzeżeni.

 

[PROZA POLSKA] Aleksandra Buczek-Stachowska, czyli AlexFagus z portalu fantastyka.pl i „Dwa groszki z jednego strąka”. Kolejny w tym roku przypadek, gdy autorka debiutująca w sieci tekstami dostępnymi za darmo trafia na łamy Nowej Fantastyki. Cieszy.

„Dwa groszki…” to przygodowa fantasy, w której obserwujemy braci krwi, przyszłego władcę krainy i jego sobowtóra. Czuwa nad nimi stary szef tajnych służb, we wszystko wplątuje się magia, starzy-nowi bogowie i magia.

Lubię taką przygodową, dobrze napisaną fantasy. Zostawię jednak Wam indywidualna ocenę – znam co najmniej dwie wersje tego tekstu (dłuższą i krótszą, opublikowaną w NF)i to na pewno rzutuje na moją opinię.

 

[PROZA POLSKA] „Klątwa G.”, Kazimierz Kyrcz Jr. Niby parodia i satyra, a pointa wymuszona, jak niesmaczny kawał w sitcomie. Zawodzi na całej linii. Jestem ciekaw, czy w portalowym konkursie na parodie nie pojawi się lepszy tekst… Pisarskie parcie na szkło i wydawniczy drag nach Geld można chyba bardziej błyskotliwie?

 

Stay tuned for next transmission – proza zagramaniczna

 

[PROZA ZAGRANICZNA] Michael Andre-Driussi w “Misjach atomowych” robi z czasu i przestrzeni jesień średniowiecza. Bohaterem opowiadania jest Buddy Dutchman, celowniczy na pokładach różnych bombowców, niosących w świat bomby atomowe. Wędrujemy przez różne sceny, które równie dobrze mogłyby by być wspomnieniami gdyby nie pare niuansów, sugerujących, że są swoistymi przeskokami – w czasie, między alternatywnymi rzeczywistościami, wreszcie – wpadają w pętlę…

 

Tekst wydaje mi się antywojenny, a estetyką nieodparcie – i nie mogę pozbyć się tego wrażenia – przypomina mi "Dr Strangelove, czyli jak przestałem się martwić i pokochałem bombę" (1963). Dlaczego? Bo już po kilku akapitach miałem przed oczyma te obrazki:

 

 

 

 

[PROZA ZAGRANICZNA] PRZEWODNIK PO OWOCACH WYSPY HAWAI’I Alaya Dawn Johnson, czyli jak opowiedzieć o wampirach w sposób naprawdę oryginalny. Żadnych łzawych dramatów, diamentowych skór, durnych dialogów… Za to obraz świata, w którym człowiek stał się zwierzyną hodowlaną, a supremację zdobyły wampiry. Niby nic nowego, ale w szczegółach – sporo świeżości. Na całą tę, opartą na relacjach między bohaterami, historię patrzymy oczyma pewnej kobiety, która dawno, dawno temu pokochała pewnego wampira. No właśnie – czy pokochała? Intrygujący tekst, wart lektury.

 

[PROZA ZAGRANICZNA] “Stojąca kobieta” Yasutaka Tsutsui to dla mnie perełka wrześniowego numeru. Wraz z pewnym pisarzem wędrujemy przez bliżej nieokreślone miasto, by nadać jego manuskrypt, z którym wiąże ów autor pewne nadzieje. Śledzimy rozważania o psokrzewach, aż wreszcie dialog, od którego wszystko się zaczyna i który mocno akcentuje wydźwięk całego tekstu:

 

– Pisanie na tym świecie stało się trudne – powiedział nagle mężczyzna.

Spuściłem wzrok, zawstydzony, że nadal piszę na takim świecie.

(…)

Był to świat, w którym spotkanie nawet dwóch lub trzech pisarzy uważano za nielegalne zgromadzenie.

 

 

Właściwie tu powinienem przerwać, ale dorzucę tylko, że w tym świecie karą za przewinienie wobec totalitarnego rządu/systemu jest tzw. wegetyzacja istoty nie będącej rośliną. I tak pojawiają różne -krzewy i -drzewa. Wspomniane zaś psokrzewy to przejaw regulacji najdrobniejszych aspektów życia społeczeństwa.

 

Dla mnie – bomba. Warto kupić numer dla tylko tego tekstu. Młodszym czytelnikom może dać wyobrażenie o tym dlaczego Jerzy Stuhr w “Seksmisji” krzyczał “Permanentna inwigilacja!" i dlaczego scenarzysta oraz Machulski sporo ryzykowali takimi tekstami w tej komedii…

 

 

W tabelce kibola tym razem proza zagramaniczna wygrywa z polską, więc mamy 14:8 dla zagramanicy po dziewięciu kolejkach.

Inne recenzje

Komentarze

obserwuj

hopsasa

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Ja Mateusza namawiam, żeby mi więcej artykułów pisał, oj namawiam. Co z tego wyjdzie, czas pokaże.

yes Tylko miejsca, miejsca mu panie! Własnie krótką opinię o październikowcu pisze (na recenzję czasu nie starczy), to zaraz sobie zobaczysz :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Nowa Fantastyka