- publicystyka: Lew ofiarny. Recenzja "Zwierzogrodu"

publicystyka:

recenzje

Lew ofiarny. Recenzja "Zwierzogrodu"

Lew ofiarny

 

Sam już nie wiem, czy kultura masowa głupieje, czy mądrzeje. Wygląda na to że w tajemniczy sposób oba procesy zachodzą jednocześnie. Nie da się co prawda powiedzieć, że na każdy dowód postępującego zidiocenia przypada dowód na rosnącą błyskotliwość twórców i odbiorców, ale na pewno perełka w rodzaju "Zwierzogrodu" to silny argument za tezą, że stajemy się mądrzejsi, a artyści wcale nie traktują nas jak zdziecinniałych idiotów.

 

Disneyowi świetnie zrobił zastrzyk świeżej krwi (czy raczej istoty szarej) geniuszy z Pixara. "Zwierzogród" (lepiej by było zachować w polskiej dystrybucji oryginalny wydźwięk tytułu np. jako "Zwierzopolis") to hybryda disnejowskiej "zwierzaczkowatej słodkości" z piksarowską błyskotliwością, ironią, inteligencją, ale jednak z wyraźną przewagą stylu twórców "Wall-E".

 

"Zwierzogród" jest jak tort wielowarstwowy, nieprzesłodzony, piekielnie smaczny, inteligentny i samoświadomy (samoświadomy tort... chyba mnie poniosło ;)). Na wierzchu jest lukier dla całej rodziny, wiadomo: słodkie, puszyste i wielkookie zwierzaki, fenomenalna animacja, zrealizowane ze smakiem i bez prostactwa gagi (np. mknące liczby na tablicy oznajmującej liczbę populacji w miasteczku królików), a nawet obowiązkowa piosenka disnejowska. Jest też akcja, fajne dialogi i humor niezawodnie polegający na żartach ze stereotypów i parodiowaniu tekstów kultury. Misie polarne to rosyjscy gangsterzy w dresach i złotych łańcuchach na grubych szyjach, a ich szefem jest miniaturowy krecik z kwiatkiem w butonierce, wygłaszający pamiętną mowę Dona Vito Corleone, otwierającą "Ojca chrzestnego". Komendant policji to bawół poprawiający charakterystycznym gestem charakterystyczne okulary: stary, nieco zmęczony i rozczarowany, ale w głębi duszy wciąż poczciwy gliniarz, uwięziony w biurokratycznych rozgrywkach oraz sprasowany między młotem reprezentowanej przez rozwrzeszczanych dziennikarzy opinii publicznej a kowadłem nacisków "ratusza" – ile razy widzieliśmy to w amerykańskich kryminałach? No a główna bohaterka: młoda, pełna entuzjazmu idealistka marząca o pracy w policji (wbrew stereotypom i oporowi otoczenia) i zderzająca się ze ścianą realiów? Zupełnie jak Serpico, choć nie z tak tragicznymi rezultatami. Bankowcy w biurowcach korporacyjnych to lemingi. Leniwce natomiast zajmują się biurokratycznymi usługami dla ludności (scena przybijania pieczątki w okienku – bezcenna!).

 

Gdy przegryziemy się przez nieprzesłodzony lukier, trafimy na polityczny komentarz o jasnej wymowie: w nowoczesnych społeczeństwach cynicznie zarządza się strachem przed mniejszościami, realizując dzięki temu brudne interesy. W Zwierzogrodzie przyjmuje to postać spisku wpływowych roślinożerców, którzy celowo prowokują brutalność drapieżców, aby na polaryzacji społecznej budować swój kapitał polityczny. Pojawia się tu coś w rodzaju procesu z "Wyspy doktora Moreau", tyle że a rebours. Na skutek złowrogiego eksperymentu zwierzęta nie są antropomorfizowane, lecz odwrotnie: uczłowieczone (ucywilizowane) zwierzęta wpadają w regres, czyli stan natury (czytaj: niepoczytalność, dzikość, agresję, całkowite podporządkowanie oprogramowaniu biologicznemu).

 

Niewątpliwa obecność wśród mniejszości (drapieżników) czarnych owiec (pierwszy nomen omen) cynicznie wykorzystywana jest do rozpętywania atmosfery strachu, rozgrywania stereotypów, konsolidowania elektoratu i wzmacniania władzy. W kontekście "wojny z terroryzmem", antyimigranckiej histerii i narastających nastrojów ksenofobicznych jest to wątek bardzo oczywisty, ale tego typu ostrzeżenia są potrzebne jako sygnał alarmowy dla społeczeństw, które manipulowane przez cynicznych graczy łatwo zamieniają się w stada baranów (drugi nomen omen).

 

Jeszcze głębiej znajduje się smakowita warstwa z uniwersalną refleksją filozoficzną i antropologiczną, do której wysnucia obserwacja zwierząt, jak wiadomo, doskonale się nadaje. W zasadzie scenarzystą tego filmu mógłby być Ezop, bo mieści się on w ramach dobrze znanego gatunku filozoficznej powiastki antropomorfizującej zwierzęta. Kilka dni temu widziałem "Pokój" Abrahamsona i chociaż może się to wydać dziwne, "Zwierzogród" bardzo dobrze mi się z nim komponuje. Tutaj bowiem również punktem wyjścia i istotnym wątkiem jest relacja kultury z naturą i jednostki ze społeczeństwem. "Zootopia" to oczywiście nawiązanie do Metropolis Langa (zobaczymy nawet przez chwilę czołowy i obowiązkowy emblemat retrofuturyzmu, czyli sterowiec): tutaj również realizowana jest utopia, tyle, że okazuje się ona w końcu realistycznym, chociaż niełatwym projektem politycznym i społecznym, polegającym na zbudowaniu środowiska, umożliwiającego wspólne, pokojowe życie rozmaitych gatunków zwierząt, zarówno roślinożerców, jak i drapieżników. Zwierzogród nie jest rajem, lecz raczej typową miejską dżunglą (przedostatni nomen omen): są tu gangsterzy, złodzieje, skorumpowani politycy i podejrzane dzielnice. Czy jednak może być coś bardziej utopijnego, niż ta biblijna wizja z Księgi Izajasza, w której "będzie mieszkał wilk z jagnięciem, a pard z koźlęciem legać będzie: cielę i lew i owca pospołu mieszkać będą..."? Cóż, w Zwierzogrodzie tak właśnie się dzieje, a jednak film ten nie jest jakąś millenarystyczną fantazją, lecz zdumiewająco szczerym i entuzjastycznym manifestem wiary w idee Oświecenia – pogłoski o śmierci jego dziedzictwa okazały się najwyraźniej przesadzone. Możemy przekraczać własną naturę, nie jesteśmy więźniami biologii, chociaż stwarza ona pewne ograniczenia, mówią autorzy "Zwierzogrodu". Jednostka ma prawo realizować swoje dążenia, ambicje i marzenia (prawo do poszukiwania szczęścia, jak u amerykańskich ojców-założycieli). Cywilizacja jest postępem, stopniowym samodoskonaleniem ludzkiego rozumu, praw i instytucji, łagodzącym i poddającym kontroli zwierzęce instynkty. Ostatecznie jest ona tożsama z kontrolą i emancypacją: kontrolą świata zewnętrznego i wewnętrznego i wyzwoleniem świadomości i woli od ograniczeń materii oraz natury.

 

Można poszukać tu jeszcze głębiej. Co nam przypomina fakt, że niepozorna owca wymanewrowuje tu arystokratycznego lwa, który staje się typowym politycznym kozłem ofiarnym (ostatni nomen omen ;)) i wygłasza następującą przemowę: "Drapieżniki może są przerażające i silne, ale nas jest dziesięć razy więcej"? Mnie kojarzy się to z argumentacją Nietzschego, dla którego chrześcijańska cywilizacja to spisek miernot (owiec) które korzystając z faktu, że z definicji jest ich wielokrotnie więcej niż ludzi wielkich (lwów) postawiły swoją słabość na piedestale (błogosławieni cisi, ubodzy duchem itd.), zakuwając tytanów w kajdany przeciętności. Musimy zatem szukać równowagi między brutalnym dyktatem lwów a cichą tyranią owiec, powiadają twórcy "Zwierzogrodu".

 

Ogólnie rzecz biorąc, film ten jest niemal doskonały, prezentując zdumiewająco trzeźwe i mądre przesłanie, znakomicie pasujące do naszych rozedrganych moralnie czasów, w których powoli budzą się upiory przeszłości (natury). Jeśli chcemy utrzymać cywilizację, musimy wykazać rozsądek, umiarkowanie, unikać fanatyzmu, utopijnego przegięcia w dowolną stronę, histerii i paniki moralnej. Bać się należy przede wszystkim strachu (to zdanie Roosevelta pada w filmie): to on odbiera nam rozum i każe zbiorowo skakać w przepaść. Nam, ludziom, bo lemingi nie są na tyle głupie, by to robić.

Komentarze

A to w ogóle jest film dla dzieci smiley? Tyle filozoficznej treści. No i ta sprawa “uciskania mniejszości”... Taka jak ta z brakiem nominacji do Oscara dla czarnoskórych aktorów (a raczej politycznopoprawnie mówiąc – aktorów afroamerykańskiego pochodzenia)?

Zobaczyć trzeba. Pytanie – czy iść z dziećmi?

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Ale ciekawa recenzja. Zignorowałem zapowiedzi, bo córa za mała na tę baję, a teraz się zastanawiam, czy samemu nie obejrzeć... :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

To film dla wszystkich, jest “warstwowy” – po prostu im więcej wiemy i rozumiemy, tym więcej z tego wyciągniemy. Moje dzieciaki (młodszy niecałe 7 lat) bawiły się doskonale. 

Ależ Ty używasz mądrych słów ; p

 

Recenzja jest bardzo, bardzo przychylna – aż się chce obejrzeć by zweryfikować, czy te zachwyty są słuszne, czy nie. Ale z drugiej strony aż strach, bo może ja za głupia jestem, by dojrzeć tych kilka den w prostej z pozoru historii dla dzieci? ; ) Niemniej lubię animacje, więc recenzja mnie wielce zachęciła. Dziękuję.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Kolejna bardzo pozytywna (i ciekawa) recenzja “Zwierzogrodu” – już po zwiastunach zapowiadał się nieźle, ale widzę, że jest nawet lepiej. Obawiam się tylko, czy nie za dużo ujawniłeś z treści filmu.

Bardzo głęboka, analityczna recenzja. Też się zastanawiam, co dzieciaki mogą wynieść z tego seansu i że skoro to kreskówka film nie będzie finansową klapą (z powodu zbyt ambitnej treści. Obejrzałem trailer i chyba obejrzę, recka też zachęcająca.

Mnie się bardzo, bardzo recenzja podoba. Bez zbędnego zalewania informacjami o fabule czy wykonaniu. Skupienie się na treści, a tu – co jest inteligentnym zabiegiem – przechodzenie przez tortowe warstwy, dla kolejnych zjadaczy dzieła.

Informacja, że ludzie z Pixara (od świetnego W głowie się nie mieści) maczali w tym paluszki bardzo zachęca.

Wybiorę się do kina.

Recenzja oczywiście bardzo dobra. A do filmu mnie zdecydowanie zachęciłeś.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Recenzja dobra, ale jak dla mnie zbyt optymistyczna.

Szczerze, to jestem filmem trochę zawiedziony. Spodziewałem się po udziale Pixar wystrzałowego połączenia kreskówki dla dzieci z poważną tematyką dorosłych, co świetnie udało im się w genialnym “Shreku” (pierwszym), a tymczasem trudne tematy się rozmywały, im dłużej trwał film.

W efekcie dostałem lekko naiwną opowiastkę z morałem w której autorzy, w moim mniemaniu chyba przestraszeni tym, co w początkowej zagadce zaserwowali widzom, próbowali na siłę wygładzać niektóre (nie będę spojlerował), zbyt “harcorowe” wątki – bo już wyobrażam sobie rzesze oburzonych rodziców, jakby zwierzątka zachowywały się zgodnie z logicznym rozwojem sytuacji (ciekawe, co jedzą te filmowe drapieżniki?).

Tak więc, jak dla mnie, ni to pies, ni wydra. Mimo fajnego humoru słownego i genialnych dialogów, to pozostał pewien niedosyt.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Nowa Fantastyka