- Opowiadanie: GaPa - Transmigracja wykrętu

Transmigracja wykrętu

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Transmigracja wykrętu

Całą uwagę skoncentrował na czajniku. Nie udało mu się zaobserwować momentu ruchu, ale stał on teraz obok palnika. Coś złowrogiego kryło się w metalowym przedmiocie, eksponowanym przez blask gazowego płomienia. Czym się stał? Do czego dążył? Odpowiedź była prosta: czajnik czyhał na niego. Użyto Animatora, który nieożywioną materię zamieniał w żywe istoty. Poprzez podrażnianie. Wiedział czy też czytał gdzieś o tym. Nie umiał powiedzieć, czy to to samo. Przeczytać znaczy wiedzieć?

 

– Zrobiłeś herbatę? – dobiegł go głos żony. Sparaliżowany strachem milczał. Kobieta przyszła i postawiła czajnik na płomieniu. – Statystyczny marsjański hydraulik, dysponując zapałkami i kuchenką gazową, byłby w stanie zagotować wodę? – wyrzekła z pogardą, zwracając się w szczególności do nikogo.

– Obiektywne trudności… – zaczął, ale spojrzała na niego i głos uwiązł mu w gardle.

– Co tym razem zawiniło? Nakręcana żaba? A może przemówiła obleczona w skórę oposa święta księga? Jesteś zwykłym schizem, oto prawda objawiona. Ze wszystkich form życia Terry za patrona obrałeś pawia, tylko zamiast piór wytwarzasz miraże słów bez pokrycia, którymi mnie zwodzisz. Tymczasem pracuję w domu – co odcina mnie od możliwości awansu – bo zachorowałam po nieudanej terapii przyśpieszonej ewolucji mózgu. Na którą zgodziłam się tylko i wyłącznie, ponieważ nie radzisz sobie z najprostszymi czynnościami!

Oczywiście miała rację. Po terapii górowała nad nim intelektualnie. Z cebulowatej czaszki tryskała fontanna pomysłów, a jego wymówki były, jak mówi młodzież, „cienkie” i „niefajne”: nie miało znaczenia, czy prawdziwe. Stawiłby jej czoła tylko z walizkowym psychiatrą u boku. Niestety, ukrył go w wygadanym domowym sejfie, który nie chciał wydać doktora, domagając się trójfazowego prądu.

– Wal się – odparł. Irytował go różowy promień, który widział za każdym razem nad jej głową, gdy pochylona wpatrywała się w filiżankę czy kubek, oceniając szansę przedmiotu na sukces rynkowy. Z tego żyła. Z tego żyli, poprawił się w myśli. Jego dochody… wysychający strumień. Nieistniejący temat.

– Miałeś kupić gazetę – rzuciła urażona.

Żelazna pięść ścisnęła serce, ale ruszył do przedpokoju. On, mężczyzna, bał się wyjść z domu. Powoli wzuł buty i nacisnął klamkę. Mechanizm wyglądał na uszkodzony. Drzwi jedynie odkształcały się pod naporem ciała, pozostając zamknięte. W dotyku przypominały wzbudzającą odrazę pleśń. Wyciągnął dezodorant – puszka była przerażająco lekka – i spryskał je. Drewno odzyskało blask i właściwości mechaniczne. Zamek również, gdyż tym razem uległ naciskowi klamki.

Z porośniętej trawą bezkresnej krainy, gdzie kończyły się schody, biegła ku niemu mała dziewczynka. Chichocząc, wręczyła mu gazetę i ruszyła w dół. Bez słowa odwrócił się i przekroczył próg.

– Ile można czekać – powiedziała z dezaprobatą żona i wzięła dziennik. – Wczorajszy – wycedziła i cisnęła gazetę w jego kierunku. Papier błyskawicznie uległ entropii i rozsypał się, zachłamiając pokój. Nie dostrzegła tego, pochłonięta wyczerpującą pracą, którą stawiała ponad wszystko. Do czego przyznała się kiedyś, gdy kochali się w rocznicę ślubu. Chwilę po tym szczytowała.

– Nastawisz herbatę? – zaszczebiotała pojednawczo z salonu.

Spełnił jej prośbę. Ontologicznie rzecz biorąc, jesteś czajnikiem, powiedział. Zagadnięty zabulgotał złowrogo. Całą uwagę skoncentrował na lśniącym przedmiocie. Nie udało mu się zaobserwować momentu ruchu, ale stał on teraz obok płomienia, sapiąc i c z y h a j ą c. Pytania oblepiały go niczym wątpliwości pogłębiacza rowków w używanych oponach. Czy Rzymianie mieli czajniki? Dysponowali zaawansowanym sprzętem gospodarstwa domowego? A święty Paweł? Czy próbowałby zbawić obdarzony życiem przedmiot? Może czajnik wytworzył własny, spójny system wierzeń? Czy może cierpieć na wypalenie zawodowe?

Ukrył twarz w dłoniach i czekał na żonę. Był przekonany, że zaraz się pojawi, krzątając się i rzucając mu wymowne spojrzenia. Była tak pewna siebie, jakby życie nie kryło żadnych tajemnic. Czerpał z niej. W istocie kochał ją, co wydawało się paradoksem wobec wojen, które prowadzili. Jakby składała się z kilku osób, które władały nią na zmianę. Małżeńska odmiana rosyjskiej ruletki. Gdyby tylko nie przepadała tak za zawierającym katechinę i taniny naparem. Półfermentowaną herbatę ulung sprowadzała wprost z Chin. Bóg raczy wiedzieć, ile fluoru zawierał przygotowany z niej napój. Z drugiej strony cieszył się, że jej przysmakiem nie były jajka po wiedeńsku. Wzdrygnął się na ten pomysł o nieoczekiwanie kanibalistycznym odcieniu.

Obawiał się, że gdy dotknie czajnika, jego kończyna również zacznie wieść niezależny żywot. A wtedy n i c już nie uda mu się zrobić. Z żoną ciężko wypracowywali kompromisy, a czy udałoby mu się pójść ręce na rękę i vice versa? Wreszcie, czy ktoś uwierzy jego tłumaczeniom? Był znużony, jakby brał udział w odbywającym się bez końca spektaklu. Koło życia. Chociaż jest to figura doskonała, nie niosło to pocieszenia: sam czuł się spłaszczony, a od spodu bardziej.

Koniec

Komentarze

    Czarny koń konkursu --- z uwagi na egzystencjalną, rzadko spotykaną na portalu głębię... I pięć nowych książek w bibliotece GaPy więcej... Otóż to.

    Pozostałym pozostanie tylko bezsilnie ronić lzy zawodu. 

    Pozdrówko.   

Drewno odzyskało blask i właściwości mechaniczne. Zamek również, gdyż tym razem uległ naciskowi klamki.
      Przeszedł przez próg i zamknął drzwi. Stał w przedpokoju, trzymając gazetę.  

Nieładny, bo mało czytelny przeskok.

> RogerRedeye

Cieszę się, że się podobało.

Zaś sponsorem kawałka z dziewczynką i trawą (oczywiście nawiązanie do prozy PKD) został AdamKB.

dzięki

Z bezkresnej, porośniętą trawą krainy, gdzie kończyły się schody, biegła ku niemu mała dziewczynka. Chichocząc, wręczyła mu gazetę i ruszyła w dół. Bez słowa odwrócił się i przekroczył próg.

hm, ubijcie mnie, ale nie wiem, skąd w moim komentarzu wziął się kawałek tekstu, o którym była mowa.  Trochę to pokręcone... ;)

Nie mogłem przeGaPić.

 

Kawał dobrej prozy, tyle powiem. (Do JPS też nawiązanie?)

 

Pozdrawiam :-)

Witaj!

 

To nie czarny koń konkursu - według mnie to jego zwycięzca! Znakomity kawałek tekstu, właściwie nie ma się do czego przyczepić. Styl i klimat - wszystko jest. Pogratulować!

 

Pozdrawiam

Naviedzony

Fajnie, że się spodobało. Ale DJ wybiera. Myślicie, że się zorientuje, iż kupiłem Wasze pozytywne recenzje? Tak jak się umówiliśmy, dzielimy się po jednej książce? Czy to się wysłało? Halo! Halo!

 

PS Julius Fjord - rozwiń JPS. Trochę trapi mnie gorączka i nic  mi nie świta ;)

Ja nie będę płakać. I tak nie mam miejsca na półkach :D GaPo, świetny tekst :D

O, coś subtelniejszego. Króciak psychologiczny ładnie spełniający założenia KB027. Niecienki i fajny. Brawo.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

PS: Też chce książkę ;-)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

> fanta

Dzięki.

 

> jeroh

> PS: Też chce książkę ;-)

No chłopie. Półtorej godziny siedzimy na telefonie, ustalamy szczegóły, a Ty się jeszcze dopytujesz? Ociupinkę zaufania. Sprawa może być ciężka, bo zorientowałem się, że na konkurs trafiło więcej niż jedno opowiadanie, ale musimy być dobrej myśli. Tyle razem przeszliśmy... Pamiętasz, jak w przedszkolu zamienialiśmi się pieluchami, a ONE nigdy się nie zorientowały? To były jaja ;)

3mka

2-3 słabe skojarzenia ze Mdłościami Jeana-Paula Sartre'a. Możliwe, że to przypadek, ale zapytać nie zaszkodziło.

> Julius Fjord 2013-03-25  20:19
> 2-3 słabe skojarzenia ze Mdłościami Jeana-Paula Sartre'a.

Niezamierzone, ale... wszystko już było, czyż nie?

 

Już mi trochę choroba znika, ale gwoli anegdoty dodam, że nijak nie mogłem się pozbyć wrażenia, że JPS to (ale jakim sposobem?) tytuł powieści Dicka Martian Time-Slip (ostatni człon tytułu przeceż tylko pasuje). Drugim moim strzałem był Jan Paweł Słowianin...

hej

Błogosławieni chorzy, albowiem oni akronimy rozszyfrowywać będą :-)

hej

Tak, tylko chromi i cisi...

A powracając do meritum, dotarła do mnie (jak zwykle powoli) myśl, że przecież i Dick nie był zawieszony w powietrzu (ten fragment po angielsku to killer), tak że to może takie odwlekłe echo JPS w prozie PKD? (boć przecież mój KB027 to puzzle jeno ;)

hej

Jestem przekonany, że Dick znał Sartre'a (w sensie: jego prace). Czy akurat w tym przypadku nawiązywał...? --- that is the question.

hej!

Udany i klimatyczny tekst.

pozdrawiam

I po co to było?

Dzięki za komentarz, panie syf..

pzdr

Gratulacje dla zwycięzcy! :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Dzięĸi, Panie Zalth.

Podobało mi się :-)

Gratuluję. Jest w tym tekście to "coś" mimo, że forma momentami mnie nie przekonuje. Nie mniej jednak, porządna robota.

Zadam pytanie, może głupie, odnośnie formy. Jak udało ci się utrzymać tekst w takiej "edytorowej" wersji? Bez rozstrzelonych akapitów, z wcięciami?

Dzięki.

 

> Fiyo

> Zadam pytanie, może głupie, odnośnie formy. Jak udało ci się utrzymać tekst w takiej "edytorowej" wersji? Bez rozstrzelonych akapitów, z wcięciami?

Ech, długa historia. Trzeba mieć też na uwadzę, że wraz z zapowiadaną zmianą silnika strony pojawić się ma przyjaźniejszy edytor. Poniżej link do objaśnienia jak z pomocą kilku prostych zaklęć osiągnąć wcięcia w obecnym rozdaniu:

Akapity na stronie NF

Nie podeszło. Jakoś bardziej utożsamiałam się z żoną niż z protagonistą. Tak, wylazła ze mnie wredna suka. ;-) Ale nie wiem, jak można wytrzymać z takim safandułą…

Nie udało mu się zaobserwować momentu ruchu, ale stał on teraz obok palnika.

Ruch stał czy moment? Tak czy siak, rzadkie wydarzenie.

Babska logika rządzi!

Fajną rzecz wynalazłaś ;) Co do interpretacji to… chodziło o upakowanie jak największej ilości pomysłów PK Dicka na jednostkę miary, co chyba udało się osiągnąć.

3mka

A, to by wyjaśniało, dlaczego nie podeszło. Jakoś tak słabo trawię Dicka.

Babska logika rządzi!

Ech, szkoda że go nie ma. Pewnie orzekłby, żeś Finklo jakimś strasznym spiskiem ;)

 

pzdr

ಥ_ಥ

Eeee, aż tyle nie publikuję, żeby zalatywać grupą spiskowców. ;-)

Babska logika rządzi!

Czy z czajnikami elektrycznymi bywa podobnie?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Oczywiście, niepoślednią rolę zajmują tu czajniki na Androidzie. Na początku jest niewinnie, pod nieobecność ludzi czerpią prąd, podgrzewając delikatnie wodę. Potem ZAWSZE ściągają program o seksie tantrycznym i starają się jak najdłużej utrzymać temperaturę bliską wrzeniu. Jakież to rodzi koszta! A z czasem… stają się okrutne (”Bo gdybyś miał serce z kamienia”). Na szczęście pomaga tu ocet. Ale ileż to historii słychać o złowrogich bulgotach dobiegających z kuchni…

pzdr

ᕙ༼ ,,ԾܫԾ,, ༽ᕗ

A jaki szum się robi, gdy tylko wcisnę włącznik czajnika!

Wzmianką o seksie, GaPo, otworzyłeś mi oczy na pewną sprawę – czy powinnam chronić przed czajnikiem mały, śliczny imbryczek do parzenia herbaty? Pewnie tak. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ale skąd takie z góry zakładanie sprawy! Czy taki sposób postrzegania nie jest zbyt… stereotypowy? Bo może tak naprawdę powinnaś chronić czajnik przed tym ślicznym imbrykiem? Tylko dlatego że jest kruchy odmawiasz mu lubieżnego okrucieństwa? Bo jak mały, taki ładny to pewnie niewinny?! Kleszcz też jest mały, a czy przyszło by Ci do głowy, że trzeba go chronić przed kusakiem? Właściwie to jestem już niemal pewny co do złych, złowieszczo wyuzdanych planów imbryczka. Ba, bestia, nie imbryk!

 

Uważaj, mam nadzieję że się pokażesz a nie pokarzesz!

 

pzdr

✌⊂(✰‿✰)つ✌

Podejrzałam imbryczek i co się okazało – stał z nadstawionym uchem, lekko wygiętym sterczącym dziobkiem i zalotnie uchyloną pokryweczką…!  

 

Owszem, mogę się pokazać, samoskarcenia nie planuję.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

To cwaniak… przerażające! Najbardziej ta pokryweczka! No chyba że romantyk…

 

pzdr

c[_]

Nowa Fantastyka