- Opowiadanie: joseheim - HEKTAR DU VES I POTWÓR Z JASKINI

HEKTAR DU VES I POTWÓR Z JASKINI

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

HEKTAR DU VES I POTWÓR Z JASKINI

Rycerz Hektar du Ves przyjechał do Miasta. Siedział na dzielnym swym rumaku, którego nazwał Grom, bo uważał, że to dobra nazwa, a na ramieniu posadził swego wiernego myszowoła, którego nie nazwał wcale.

 

Nie był byle wędrownym rycerzem. Pochodził ze szlachetnej rodziny. Od małego ćwiczył się w walce i chłonął wiedzę jak gąbkę – w swojej klasie był prymasem. Odkąd zaś opuścił domowe lemiesze, podróżował in blanco, pod zmienionym nazwiskiem, ze względu na swojego przodka. Przodek ten znany był tu i ówdzie z powodu wielkich czynów bohaterskich, co to ich dokonał. Ponieważ Hektar miał wielkie respiracje, coby dokonać czegoś wielkiego, i lubił wysoko stawiać sobie porzeczkę, zmienił nazwisko. Wędrując szedł przed siebie, w poszukiwaniu wyzwań. Teraz przyjechał do Miasta, aby otrzymać wspaniałą misję i okryć się wielką chałwą.

Skierował się do karczmy bo wiedział, że misję otrzyma właśnie tam i nigdzie indziej, bo w karczmach zawsze było najwięcej podejrzanego elementu.

Karczma „Kufel”, znajdująca się w centrum Miasta, zaiste była pełna gości. Przy barze siedział złodziej, przy stoliku w rogu szpieg, przy stoliku na środku czarodziej (Hektar wiedział, że to czarodziej, bo miał magiczną różyczkę), a zaraz obok siedziała (też przy stoliku) wróżka. Rycerz nie był pewien, do którego z nich podejść, aby dostać misję, więc najpierw podszedł do baru i zapytał barmana o menu, bo zgłodniał w podróży i teraz czuł sanie w dołku.

– Świńska polewka – rzucił barman. Rycerz spojrzał. Zupa miała gęstą koegzystencję i przypominała pomyje.

Hektar, który miał awers do takiego pożywienia, bo kiedyś po zepsutej polewce męczyły go retorsje, wyciągnął miecz i ściął barmanowi głowę, bo barman go zirygował. Nagle podeszła do niego kobieta podejrzanego autorytetu.

– Witaj cny Rycerzu – powiedziała, puszczając do niego oko i zamiatając podłogę długą, wyciętą jak przecinka w lesie spódnicą. – Kimże jesteś???

– Imię me Hektar du Ves – oznajmił z godnością Hektar du Ves. – Jak ten grecki bohater.

– Aha – powiedziała niewiasta. – Ten, o którym pisał ten głuchy poeta, Homar? – rzekła, coby popisać się wykształceniem.

– Ten sam. Mój przodek – uzupełnił Hektar, który dumny był ze swojego drzewca geologicznego, a dopiero potem przypomniał sobie, że miał przecież podróżować anonimowo niczym alkoholik.

– Zamilcz, niewiasto! – rozkazał gromko i złapał ją za ramię i wyciągnął z karczmy, zanim zdradzi wszystkim jego prawdziwe szlacheckie pochodzenie i wysoki statut społeczny.

– Nic nie powiem! – zapewniła kobieta i zarumieniła się jak połeć świeżej wołowiny. Rycerz podobał jej się wyraźnie, więc się przed nim korygowała. – Choć ze mną, dam ci coś jeść, abyś mógł się wskrzepić przed podróżą.

Hektar, zintegrowany, poszedł za nią, do jej domu, do którego go zaprosiła, choć wyczuwał, że chodzi o jakiś straszny szpindel. Dom był bardzo ładny. Usiedli w salonie, w którego rogu stała sawantka z drogimi bibelotami, a w oknach były wielkie, kolorowe wiraże. Zaczął podejrzewać, że ona nie jest żadną ladaco, a przebraną księżniczką, która miała dać mu specjalnie dla niego przeznaczoną misję, która go uczyni wielkim jak i jego przodownika.

Zjedli kolibry nadziewane całymi japkami, a na deser podano wety i pyszny sufler. Gdy już pili wino, kobieta rzekła:

– Jam jest księżniczka Pacyfika, córka władcy tego państwa. Do karczmy przyszłam w przebraniu jawnogrzesznicy szukając wielkiego rycerza, który dokona wielkiego czynu i ocali nasze Miasto przed straszliwym otworem z jaskini. Trzeba go zgładzić, zanim wszystkich pożre, a jego strażnik zatruje mały strumyk, który płynie do Miasta i jest jego jedynym źródłem wody. Potwór ma cztery rzędy zębów, dwa ogony z kolcami oraz łuski, których nie sposób przebić. Wszyscy śmiałkowie wysłani do niego zginęli w mękach. Czy zechcesz pomóc nam, nieszczęśliwym, cny Rycerzu?

Rycerz podszedł sceptycznie do tego pomysłu i miał uzasadnione subiekcje.

– Wyszło skrzydło z worka! Księżniczko, ty chcesz, abym poległ! – rzekł gniewnie. – I to w mękach! Daj mi chwilę czasu, bym się zastanowił.

– Nie, nie, chcę, abyś nas ocalił! Jeśli zabijesz bestię, dostaniesz mnóstwo złota, rzadkie artefakty, oraz moją wdzięczność i rękę – rzekła Pacyfika i wstała od stołu, przy którym wcześniej usiadła, aby zjeść te kolibry, i rozchyliła spódnicę, aby pokazać swe obiecujące kształty. Teraz Hektar nie mógł już odmówić swej ukochanej. Wiedział, że jak już zgładzi potwora, będą stanowić bardzo zgodne małżeńskie sadło. Wziął kielich do swej ręki i wzniósł tost.

– Skoro gnębi was potwór, nie puszczę mu tego błaznem! – powiedział z wielkim potasem, wsiadł na swego dzielnego rumaka i pojechał.

Gdy tylko wyjechał poza bramę miasta, wyjechał w wielkie, przeogromne, olbrzymie pole traw. Rosły tu też stokrotki, grzyby i inne chwaty. Hektar kichnął, bo od dziecka miał alegorię na pyłki traw, a akurat trwał miesiąc maj.

– Psia mać – oznajmił, wycierając nos w rękaw. To był ten sam rękaw, na którym siedział mu myszowół, więc dalej jechał z podziobaną twarzą, bo zapomniał założyć mu kaptur. Ale jechał i nie ustawał, bo był Rycerzem i bohaterem, któremu nie straszne żadne potwory, przeszkody, ani tym podobne niebezpieczeństwa, a w Mieście czekała na niego ukochana Pacyfika.

Rycerz wiedział, gdzie jechać, bowiem po drodze znalazł drogowskaz, na którym pisało „Do leża potwora”. Minął wielki akwen wodny, przepłynął rzekę wpław i wjechał w leśne postępy, a wtedy wreszcie znalazł leże potwora (a była to jaskinia). Koń rycerza zadrżał głośno, bo pilnował jej wielki, trzygłowy piec, Ceber. Hektar poczuł dla niego wielki despekt. Cofnął się do tyłu i uniósł do góry miecz, aby zaatakować bestię. Zaatakował raz i czekał na kontrakt. Zwierzę kłapnęło zębami i rzuciło się na bohatera, zadając mu obrażenia od trucizny, bo jego kły były zatrute. Hektar upadł na kolano ale wstał, bo przecież był bohaterem i nie mógł poddać się byle strażnikowi potwora. Zamachnął się mieczem, ale pokraka odskoczyła i rzuciła się na Hektara ponownie, niemal wytracając mu miecz z ręki. Rycerz chwycił miecz obuszkami palców i wbił go strażnikowi w brzuch. Posoka polała się na całego bohatera.

Hektar zrzucił z siebie truchło potwora, uciął mu obie głowy na wszelki wypadek, obmył się w wodach szmerającego strumyka, który płynął niedaleko, tylko jakieś trzy kilometry od jaskini, a potem płynął do Miasta, jak mówiła Pacyfika, i wypił napój wzmacniający bo czuł, że jego siła życiowa spadła do połowy. A wciąż jeszcze czekała go przecież walka z bossem. Niestety za pokonanie strażnika nie dostał żadnej nagrody, ale niezrażony ruszył do jaskini, gotów na spotkanie z niepojętnym przeciwnikiem.

Gdy tylko wszedł do wnętrza, znalazł się w środku. Szedł długie godziny przez czarne korytarze, aż z nienacka i zza niewidoka wyskoczyła nać bestia! Zamachnął się mieczem, bez skutku jednak, bo miecz nie trafił w nic. Bestia była już zanim, zatem obrócił się na pięcie i ciął jeszcze raz. Trwało to kilka razy, aż wreszcie Hektar zrozumiał, że padł ofiarą aluzji, a atakujący go potwór był ledwie emitacją oryginału, który czaił się gdzieś głębiej, na samym końcu jaskini.

Wreszcie go znalazł, wielką łuskowatą bestię z dwoma ogonami i czterema rzędami zębów. Pacyfika nie powiedziała mu tylko, że potwór zieje ogniem, a Rycerz uznał to za bardzo istny szczegół. Jaszczur wyszczerzył zęby i ruszył. Dysponował magią, ale Hektar teraz już nie dawał się nabrać na aluzje. Dzielnie walczył mieczem. Na szczęście miał też zwój z magiczną tarczą ochronną, więc rzucił czar, zakradł się do bestii od tyłu i uciął jej jeden ogon. Bestia zaatakowała, ale czar jeszcze trzymał, więc Hektar chwycił odcięty ogon bestii i ją nim dźgnął prosto w oko. Tym samym zwyciężył, bo potwór umarł od własnej trucizny, co to ją miał w ogonie.

Gdy bestia zdechła, wypadły z niej nagrody: Srebrna Zbroja Mroku, dająca +4 do pancerza i 20% do kręgu światła Hektara, pierścień z wielkim rabinem chroniący przed lodem oraz mnóstwo złota, za które Hektar zamierzał kupić swej ukochanej jakiś prezent, ponieważ ocalił Miasto i to wszystko była jej zasługa, bo to ona przecież mu dała tę wielką misję, aby wreszcie mógł dorównać swemu przodkowi.

Kiedy Hektar powrócił do Miasta, aby powrócić do Pacyfiki zobaczył, że ona już nie żyje. Akurat trwał pogrzeb. Pokrywał ją śmiertelny ałun, a po pogrzebie odbyła się konstelacja. Wszyscy składali mu indolencje z powodu zgonu ukochanej, a Rycerz dowiedział się, że zanim zgładził bestię, ta zdążyła przybyć do Miasta i pożreć akurat jego ukochaną! Zapłakał gorzko, rozumiejąc, że taki jest los wielkiego bohatera, a jego wielki przodek, od którego wziął imię, też stracił ukochaną i nigdy przez to nie miał dzieci, bo był jej wierny aż do swojej śmierci.

Ponieważ bohaterowie nie płaczą, Hektar postanowił opuścić Miasto i wyruszyć na dalszą podróż poszukując misji, które może wypełnić i potworów, które można zgładzić zanim zabiją czyjeś ukochane, jak jego ukochaną, i obiecał sobie, że on też nigdy nie będzie miał dzieci, jak jego przodek.

Wyruszył w stronę gdzie zachodziło słonice i nigdy więcej nie powrócił do Miasta, w którym stracił ukochaną Pacyfikę.

Koniec

Komentarze

(...) wyczuwał, że chodzi o jakiś straszny szpindel.
I to nie taki zwyczajny, ale z bajbusem ten szpindel, i na domiar okręcony bandajzą.
Zastosowałaś najprostszy z możliwych chwyt, ale z powodzeniem. Na lewe oko jeszcze mało co widzę, bo rzeczone oko zawsze dłużej mi łzawi. Ze śmiechu.

piszesz: " Przepraszam, ale gorzej już po prostu nie umiem."

nie przepraszaj za swój geniusz to nie twoja wina, nie wszyscy potrafią partaczyć, gdyż nie każdemu dany jast brak talentu:)

Niezłe, choć spodziewałem się, że śmierć nie będzie przeszkodą dla dzielnego Hektara i mimo wszystko zdobędzie rękę Pacyfiki. Mógłby ją sobie zawiesić na szyi, aby wszyscy widzieli, jak to jest wierny zmarłej ukochanej ^^ W każdym razie zdrowo się uśmiałem podczas lektury, pewnie przez te wszystkie iluzje ;)
Pozdrawiam

Nieźle, nieźle, ale widać, że napisane dla jaj. A grafoman nigdy nie pisze dla jaj. Zawsze na poważnie. Do tego brakuje mi tego, co oczywiście w grafomani najważniejsze, czyli bardzo mocnego utożsamiania się autora ze swoimi przegamegasuper bohaterem i leczenia w ten sposób własnych kompleksów. Pozdrawiam

Masz rację, widać, że dla jaj --- ale weź i napisz jak stuprocentowy grafoman, jeśli nim nie jesteś, jeśli przecinki same się stawiają, jeśli wyrwany z głębokiego snu bez zwłoki wymienisz, czym się różni perymetr od perystaltyki... Co pozostaje? Kpiarskie naśladownictwo.


Haha, szczególnie mi się podobała bestia, z której wypadają nagrody :D

To, co stworzyłaś jest potworne. Tak potworne, że utknęłam na obrazie irygującego barmana, nie wspominając o drzewcu geologicznym. I strach wychodzić z domu, bo wszędzie czają się otwory z jaskiń...

Niestety wysmarkanie się w myszołowa powoduje, że nie mogę dalej pisać, bo mi się klawiatura trzęsie ze śmiechu ;)

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

To był myszowół!

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

o przepraszam, to w takim razie dziwię się, że zmieścił mu się na ramieniu, myszowoły to cholernie wielkie bydlaki.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

"(...)miał przecież podróżować anonimowo niczym alkoholik." Miło, udało mi się zaśmiać.
Ale jednak czytałam lepsze (gorsze?) grafomańskie utwory i teraz nie wiem, jak mam się ustosunkować do tego. Może odczekam, i powrocę, ażeby dokonać głębszej analizy. Na razie bez oceny. Bez uzasadnienia. 

Niezłe, szczególnie rozbawiły mnie wątki dotyczące rodu głównego bohatera (tego, że jego przodek umarł bezdzietnie) oraz nawiązanie do Homera…tfu! HOMARA.

No dobra. Powróciłam, przeczytałam jeszcze raz i dochodzę do smutnego wniosku, że jest za mało grafomańskie. Ale i tak je lubię :)

Za mało grafomańskie... sama nie wiem, czy to w tym momencie komplement, czy nie. ; P

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Nie jestem w stanie zrozumieć negatywnych komentarzy... Za mało grafomańskie?? Nie rozumiem, czemu bez oceny? Ludzie!!! LUDZIE!!! Gdzie Wasze poczucie humoru, dystans do świata? Ten tekst jest w ch.j śmieszny (jak mówi mój znajomy), lekko napisany. Chciałam zaznaczyć, że mój ulubiony fragment to "– Psia mać – oznajmił, wycierając nos w rękaw. To był ten sam rękaw, na którym siedział mu myszowół, więc dalej jechał z podziobaną twarzą, bo zapomniał założyć mu kaptur", ale nie mogę... Bo cała reszta jest równie dobra. Gratuluję polotu, wyobraźni (połączenia światów), warsztatu. GENIALNE. 

Pozdrawiam  

; ) Dzięki. Ale wiesz, ktoś już mnie raz zapytał, czy to był konkurs dla grafomanów, czy ignorantów? ; P Niestety jedynym moim pomysłem było pójście w przeinaczanie słów i znaczeń... Ale grafomański czy nie, jestem z tego tekstu zadowolona. ; ]

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

To ja uzupełnię - mój komentarz nie jest ani trochę negatywny. I gdyby był to konkurs na najlepszą parodię opowiadania grafomańskiego, to jak najbardziej.Ze wszystkich zająl drugie miejsce, po prostu inna grafomania spodobala mi się bardziej.I w życiu nie śmiałabym twierdzić, że jest malo śmieszne... Bez oceny, bo szkoda byłoby ocenić coś, czego jedyną wadą jest to, że nie jest złe. Ogólnie nie martwiłabym się, teksty joseheim z zasady rating mają dobry i brak jednego kliknięcia szkód nie narobi, a ja bedę w zgodzie ze swoim sumieniem.

Zadumałam się nad różnicą pomiędzy konkursem na tekst grafomański, a na parodię grafomańskiego. ; P

 

Bardzo dziękuję, Niezgodo, za komentarz, a nawet dwa. ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Stanowczo protestuję - nie jestem głuchym poetą :):):)

; DDD

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Świetny tekst, oparskałam monitor w momencie gdy bohater stał się ofiarą aluzji ;)

Cieszę się, że się podobało ; ) Napisanie tego tekstu kosztowało mnie mnóstwo wysiłku (i Regulatorów też, żeby nie było), więc cieszę się, że efekt jest należyty ; P

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Podróżował in blanco? Pewnie jaki krzyżak albo inny pająk…

Zabawne. :-)

Babska logika rządzi!

Grafomania żondzi ; ) W tym roku też zamierzam podjąć wyzwanie!

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ach, cóż za niedopatrzenie z mojej strony, że nie ma tu jeszcze wyrazów uwielbienia dla tekstu, w którym zamoczyłam to i owo, jakkolwiek do udziału w powstaniu się nie przyznaję. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bez Ciebie, droga Regulatorko, ten tekst by w ogóle nie powstał ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zajrzalem tu w poszukiwaniu inspiracji do napisania czegoś śmiesznego. Moje odczucia:

 

1. Jako tekst stylizowany na grafomański, całkiem udane 2. Jako tekst śmieszny – niestety do mnie nie trafił! 3. Ponieważ lektura tekstów grafomańskich, gdy nie są zbyt zabawne, nie daje szczególnej satysfakcji – ogólne wrażenie tak sobie. O ile fragment ze smarkaniem w myszowoła, przywoływany już wyżej, rzeczywiście wzbudził uśmiech, zasadnicza reszta tekstu już tak sobie : (.

 

Cóż, humor to indywidualna sprawa. Może jako krypto(?)grafoman poczułem sie urażony ;)))

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Haha, doskonały tekst :) Dziwne, że go wyróżniłem, a nie dodałem tutaj komentarza.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Ta ja też powiem, że bardzo mi się podobało :) Nie zwykłem śmiać się samotnie, także monitora nie oplułem, ale kilka pereł poprawiło mi humor :)

Najlepiej pisałoby się wczoraj, a i to tylko dlatego, że jutra może nie być.

Cieszę się, Kwisatzu, że moja grafomania uprzyjemniła Ci niedzielę : )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Zajrzałam, okazało się, że wciąż pamiętam i też zrobiło mi się radośniej. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

W końcu to też jest Twoja grafomania, Regulatorko : )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Miło, że tak uważasz, Joseheim, ale cały tekst jest wyłącznie Twoim dziełem. Nie dodałam doń, poza komentarzami, ani jednego słowa. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Skoro tak twierdzisz… ; )

 

EDIT: Już rozumiem! Nie chcesz, by ktokolwiek kojarzył Cię z jakąkolwiek grafomanią! O, ja ciemna! Wybacz, nie było tematu ; >

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

;-D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka