- Opowiadanie: meldran - Miłość

Miłość

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Miłość

Dwoje ko­chan­ków ca­ło­wa­ło się na­mięt­nie i czule pod roz­ło­ży­stą za­ru­mie­nio­ną z za­wsty­dze­nia ja­rzę­bi­ną. Ja­rzę­bi­na na­le­ża­ła do wsty­dli­wych przed­sta­wi­cie­li swo­je­go ga­tun­ku, po­nie­waż była wy­cho­wa­na w bo­go­boj­nej i pu­ry­stycz­nej ro­dzi­nie.

 

– Dla­cze­go ko­cha­ny język z ust mych wy­ją­łeś?– za­py­ta­ła za­smu­co­na Ma­rio­la na ob­li­cze swe modre łzę per­li­stą przy­wo­łu­jąc.

 

– Wy­bacz ko­cha­na, nie­chcą­cy wy­szedł, nie­ba­wem wró­cić mu na­ka­żę na na­le­ży­te miej­sce, czyli do Two­ich ust ma­li­no­wych, gdzie jego miej­sce – od­po­wie­dział mło­dzie­niec ukrad­kiem na ja­rzę­bi­nę spo­glą­da­jąc, czy do­ce­nia kwie­ci­stość jego mowy.

 

Słoń­ce chy­li­ło się ku za­cho­do­wi, który był tak pięk­ny, że sło­wa­mi tego wy­ra­zić nie po­dob­na. Język mło­dzień­ca po­szedł po rozum do głowy i wszedł po­now­nie do spierzch­nię­tych i roz­pa­lo­nych ust Ma­rio­li.

 

Ja­rzę­bi­na nie mogła tym razem ode­rwać wzro­ku. Razem ze swoją są­siad­ką, za­pła­ka­ną wierz­bą pła­czą­cą wpa­try­wa­ły się one w stro­nę ko­chan­ków pięk­nych i mło­dych. Wierz­ba łzę nawet wzru­szo­ną uro­ni­ła, jak ona bar­dzo pra­gnę­ła mi­ło­ści! Przed jej za­pła­ka­nym okiem roz­po­starł się obraz pa­mię­ci, na któ­rym przy pra­wej jego ramie pięk­nej zo­ba­czy­ła sie­bie i dziar­skie­go dęba Ma­te­usza. Dąb Ma­te­usz za­ko­chał się w wierz­bie i przy­pi­sał jej wszyst­kie wa­lo­ry ciała i ducha, jakie po­tra­fił przy­pi­sać. Ko­chał ją także bar­dzo, bar­dzo, bar­dzo, bar­dzo…

 

Nie­ste­ty Zły cza­row­nik Ma­riusz po­sta­no­wił ze­psuć ich mi­łość. Bo on nie ko­chał ni­ko­go i dla­te­go nie lu­biał jak ktoś ko­chał kogoś. Bar­dzo nie lu­biał. Dla­te­go uknuł plan podły, który miał tą mi­łość pięk­ną ze­psuć per­ma­nent­nie.

 

I co zro­bił zły Cza­row­nik, za­py­ta­cie prze­cież czy­tel­ni­cy moi dro­dzy ? Śpie­szę, aby uchy­lić rąbka ta­jem­ni­cy. Zły cza­row­nik rzu­cił zły czar na dęba Ma­te­usza, który spra­wił że Dąb Ma­te­usz nie mógł już ko­chać ja­rzę­bi­ny. Wpro­wa­dził do mózgu Dęba Ma­te­usza pro­gra­mo­wa­nie neu­ro­lin­gwi­stycz­ne, które spra­wi­ło, że Dąb Ma­te­usz wi­dział w swo­jej lubej tylko ja­rzę­bi­no­we cia­stecz­ka, które ser­wo­wa­ła mu bab­cia jak był nie­grzecz­ny. Bar­dzo były one nie­do­bre, i ja was za­py­tu­je jak w ta­kich oko­licz­no­ściach przy­ro­dy dąb Ma­te­usz miał nadal ko­chać ja­rzę­bi­nę? No jak? To re­to­rycz­ne py­ta­nie, bo wia­do­mo że nie mógł.

 

Ale nie od­bie­gaj­my zbyt­nio od na­szej hi­sto­rii. Takie dy­gre­sje mogą tro­chę bo­wiem ze­psuć dy­na­mi­kę tek­stu.

 

Więc zo­staw­my dęba Ma­te­usza, ja­rzę­bi­no­we cia­stecz­ka oraz także zo­staw­my wierz­bę pła­czą­cą która się wsty­dzi­ła bo była w pu­ry­stycz­nej ro­dzi­nie wy­cho­wa­na. Skup­my się na me­ri­tum czyli pięk­nych i mło­dych ko­chan­ków, któ­rych ję­zy­ki har­co­wa­ły na­mięt­nie w tańcu od­wiecz­nym na łonie na­tu­ry.

 

– Och ko­cha­ny, ja tak dłu­żej bez ślubu nie mogę – Ma­rio­la też była jak ja­rzę­bi­na pu­ry­stycz­na tro­chę, a nawet bar­dzo po na­my­śle. To nie wy­pa­da bo­wiem – do­da­ła.

 

Mło­dzie­niec, któ­re­go imia nie po­zna­li­śmy, bo to się okaże do­pie­ro póź­niej, od­gar­nął włos na czoło żeby wi­dzieć le­piej Ma­rio­lę, i drżą­cym gło­sem za­py­tał ją:

 

– Czy wyj­dziesz za mnie? Będę cię na rę­kach nosił i i będę na­pra­wiał ze­psu­te drzwi gdy się ze­psu­ją i dzieć­mi się będę opie­ko­wał, żeby na pra­wych mężów wy­ro­sły (jak to będą chłop­cy) i na etycz­nie dobre ko­bie­ty (jak to będą dziew­czyn­ki).

 

– Tak, tak, tak! – Ma­rio­la za­rzu­ci­ła ra­mio­na na barki mło­dzień­ca i uści­snę­ła go mocno. Bar­dzo mocno go uści­snę­ła, a jako że była silna bo cho­dzi­ła na za­pa­sy i kung­fu, to nie­chcą­cy go udu­si­ła. I umarł bie­dak w ra­mio­nach uko­cha­nej, a ja­rzę­bi­na i wierz­ba pła­czą­ca pła­kać po­czę­ły rzew­ny­mi łzami ro­sząc trawę do­da­jąc tym samym wię­cej wil­go­ci do niej.

 

Ma­rio­la nie mogła uwie­rzyć w ogrom swo­je­go nie­szczę­ścia. Nie mogła i dla­te­go za­czę­ła re­in­kar­no­wać ko­chan­ka, aż jej się udało. Jakaż była jed­nak jej zgro­za, gdy efek­tem jej dzia­łań było to, że za­mie­nił się on w przy­szłym życiu w żuka le­opar­da, bar­dzo brzyd­kie­go stwo­ra, który nie miał ję­zy­ka.

 

Zły cza­row­nik Ma­riusz jak to zo­ba­czył za­tarł ręce.

 

– Teraz bę­dziesz moja, bo nie masz wyj­ścia żad­ne­go – po­wie­dział do Ma­rio­li wy­ła­nia­jąc się zza krza­ka pe­lar­go­nii.

 

– Nigdy – krzyk­nę­ła Ma­rio­la, po czym wpa­dła w ra­mio­na złego cza­row­ni­ka.

 

– Nie­zba­da­ne są ścież­ki ludz­kich dróg oraz także lo­gi­ka ko­bie­ca– mruk­nął bąk Ana­ta­zy, który przy­glą­dał się tej scen­ce z ukry­cia, ukry­ty po­mię­dzy li­ściem ło­pia­nu i bla­dym licem lilii wod­nej.

Koniec

Komentarze

Jak dla mnie średnie – czytałem kilka lepszych grafomanii.

Jakiś tam pomysł jest, ale nie do mnie on przemawia ;) Grafomania, cóż, widziałam lepsze, ale gorsze też.

Wy się nie znacie na prawdziwej miłości. Pozostaje mi życzyć wam tejże, abyście mogli ją przeżyć naprawdę, bo bez tego ani róż, ani błękit nieba roztaczający swe ramiona nad dogorywającym opustoszałym światem.

Zaiste, Meldranie, jest to grafomania straszliwa i totalna, sięgająca swymi korzeniami w głąb żyznej gleby twórczej impotencji, niedościgniona w braku smaku i polotu, nie siląca się na humor i nie dająca czytelnikowi najmniejszej choćby satysfakcji intelektualnej czy ewtetycznej. Mdła, bełkotliwa, rozpaczliwie nijaka wywołuje u mnie, jako czytelnika, chęć mordu i zagłady. Gdyby powyższy tekst napisał Putin, niechybnie najechałbym Rosję. Pierwsze miejsce! Brawo!

Wiedziałem, że znawców miłości prawdziwej i sztuki bezbrzeżnej szukać należy wśród traw zielonych i pachnących , przeżuwanych miarowo i dostojnie w paszczy rozłożystej i zadumy pełnej wszelakiej. Tam, wśród ruczajów i dzięcielin pospolitych Szkapa przenikliwa zamieszkuje o horyzontach szerszych niż łany przenicy na widnokręgu pól bezmiernych. 

Och! Tak, tak, Meldranie. Mów do mnie jeszcze. Ja ze swojej strony przyznać muszę, iż kluczem do zrozumienia Twojego tekstu stał się dla mnie ów krzak pelargonii, zza któregoż niecny czarodziej postanowił dokonać aktu defloracji na nieszczęsnej dziewce, która to przecież – nie spodziewawszy się niczego dobrego, musiała już spodziewać się przecie wszystkiego najgorszego. Tak, krzak to symbol, jakiego w literaturze nie brakuje, że wspomnę choćby o krzewie ognistym czy ptakach ciernistych krzewów itp. jednak musisz wziąć pod uwagę, iż bez dogłębnej znajomości Freuda przesłanie powyższego dzieła może być cokolwiek niejasne dla niewyrobionego czytelnika. Pozdrawiam serdecznie, ciao.

i ja was zapytuje jak w takich okolicznościach przyrody dąb Mateusz miał nadal kochać jarzębinę? No jak? To retoryczne pytanie, bo wiadomo że nie mógł.

Leżę :D

 

Muszę przyznać iżem w przeciwności do przedposuwców całkiem kontent z tej miłosnej lektury, gdyż albowiem odmalowuje ona poetycko i niespiesznie naturę wpychania języków i ich zawijasow, któa to zawsze wydawała mi się zjawiskiem nieco mistycznym, a tu okazuje się, ze słuzy do usidlenia kawalera w żonatość. Widzę jednak, że wyposazyłeś bohatera swegom w rewolucyjną czujność i gdy połapał się w nieszczęsności, która go czeka, szybko zszedł i wyszedł, pozwalając, by spotkała wrednego maga od dębowej pałki zasłużona kara. Splot fabularny to zaiste skomplikowany w tak niewielu slowach wyłożony, że nie pozostaje mi nic jak zgodzić się z zapinającym klamrą bąkiem Antazym, chociaż obaw trochę mam, bo bogi wiedząą kogo on zapina i dlaczego, ale najważniejsze, że jest na końcu. Dlatego zgodzę się z nim.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

To jest jedno z tych opowiadań, które lepiej by wypadły, gdyby jednak zrezygnować z błędów typowych dla grafomanii, bo widać, że komedie to są, a nie niby-grafomańskie popisy :)

 

Przy retorycznym pytaniu i ja leżałem.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Dopiero po lekturze zwróciłem uwagę, że to tekst na Grafomanię, i to wiele wyjaśnia :)

Jak dla mnie zbyt duże stężenie wręcz kuriozalnego absurdu. Przydałoby się zachować jakieś granice, nadające opowiadaniu chociaż odrobinę sensu. No chyba że tak miało być przez wzgląd na specyfikę konkursu ;) 

 

Szalenie piękna historia miłości Marioli i jej fatyganta, co mu się z ust wymsknęło, poruszająca do głębi trzewi I wzruszająca, co tam się wzruszyć miało, a przy okazji opowiadająca o cudnym, pełnym naturalnej natury łonie przyrody i stosownie do okoliczności tejże, zagadnienia dendrologiczne poruszającej. Uff! Aż się zadumałam.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Regulatorzy, jako komentator, rozkwitasz w pełni dopiero przy grafomanii :) Aż żal, że nie ma jej więcej, bo przyjemnie czyta się takie komentarze :)

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Naprawdę?

Przeogromnie cieszy mnie Twoja opinia, bo jesteś wszak wielkim znawca tego gatunku literatury pięknej i niedocenionej, choć nieco opieszałym w lekturze, ale co tam. Było, minęło, a w tym roku konkursu nie ma, ale nie tracę niczego przy nadziei pozostając, że jeszcze kiedyś się nadarzy, to może skorzystam… ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Podejrzewam paranoicznie, że ogłoszenie konkursu zapewne odrobinkę się opóźniło nieterminowo znaczy się… :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Zdarzyło się mnie w rozpędzie będąc czytelniczym, przeczytać w ostatnich tygodniach kilka tekstów nadesłanych chyba poza konkursem, bo przecież on nie był ogłoszony. A może coś przeoczyłam… ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie dość, że znawcą, to jeszcze – chciałoby się autozłośliwie dopisać – praktykiem ;)

Konkurs powróci, coś czuję.

 

Psycho – :)

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Moja radość będzie niewymowna, jak nie przymierzając, ineksprymable. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Mnie również wyjmowanie języka z właściwego mu miejsca ujęło. Cieszy również świadomość Autora, że dygresje szkodzą fabule. Ale babskiej logiki proszę się nie czepiać! ;-)

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka