- Opowiadanie: Herakliusz - Hagawar - odcinek III

Hagawar - odcinek III

Autorze! To opowiadanie ma status archiwalnego tekstu ze starej strony. Aby przywrócić go do głównego spisu, wystarczy dokonać edycji. Do tego czasu możliwość komentowania będzie wyłączona.

Oceny

Hagawar - odcinek III

 

Minęło już wiele czasu od przybycia ostatniego transportu więźniów do obozu. Krasnoludów witano jak królów, a elfy wysyłano na powitanie do kamieniołomów. Lato odeszło, nadeszła jesień wyjątkowo ponura, promienie słoneczne ledwo przedostawały się przez lepką mgłę spotęgowaną dymem ze „świętego ognia”. Ale zawierucha wojenna wraz z nadejściem pierwszych mrozów osłabła na granicy. Niewiele czekać trzeba było na pierwsze śniegi. Więźniowie cierpieć musieli mrozy, ale Pazdorarr choć był okrutnikiem wiedział, że siła robocza obozu zanika i musi dbać o pozostałą. Zarządził krótszy czas pracy. Odtąd więźniowie częściej spędzali czas w ciasnych lochach.

Hagawar i Sabok poznali dzięki temu lepiej swojego współwięźnia choć rany zadane na torturach spotęgowały u niego nieufność. Jednak dowiedzieli się o nim czegoś.

Nazywał się Maki, pochodził z południa, zza Gór Strzelistych, mieszkał w wiosce klanu Hejenn, co w ich mowie znaczyło Szpiczastousi. Hejennowie wchodzili w skład Wielkiej Federacji Południa, a ona spełniła oczekiwania co do sojuszu z Północą i stanęły do walki z gnollami. Maki należał do elitarnych oddziałów harcowników, jego zadaniem był zaczepny atak. W czasie bitwy nad rzeką Koniara część szczepów zdradziła Federacje i uciekła. Maki i wielu innych zostali pojmani. Nic natomiast nie dowiedzieli się o jego ukochanej.

Zimowe mrozy zelżały dopiero w Sillenbein – czwartym miesiącu roku. Krajobraz teraz przedstawiał podmokłą krainę, wszędzie pełno błota, gdzieniegdzie kępka trawy starała się wyrosnąć, często padały deszcze , ostatnie drzewa na horyzoncie wycięto i wyłożono kamienistą drogę na zachód od obozu. Korzystając z pogody naczelnik zdecydował się na zbudowanie tartaku w leśnym przyczółku na północ od obozu.

Pewnego dnia zwołano wszystkich więźniów na apel. Ustawieni w szeregach poddawani byli selekcji. Wybranych odsyłali na 2 grupki. Najsilniejsi stanęli na prawo, a ci zręczniejsi na prawo. Saboka odesłali na lewo, a Hagawar i Maki do drugiej grupy. Nakazano im zaraz wyruszać bez posiłku, a pilnować ich miał konwój gnolli i szwadron wilków. Liczono, że zmęczeni i głodni nie będą stawiać oporu. Nie wiedzieli, że więźniowie mogą przedsięwziąć szalony plan ucieczki.

Przybyli na miejsce wieczorem i zaraz ułożyli się spać. Strażników było 4 razy więcej, a więźniowie był skuci ze sobą łańcuchami.

Pracowali zgodnie ze sobą 2 tygodnie przy wyrębie lasu. Drwale rąbali drzewa, zręczni ładowali je na wozy. Gnolle nie widząc zagrożenia w więźniach odesłali połowę oddziałów.

Wtedy popełnili swój największy błąd, który jak później czas pokazał przesądził o losach wojny.

Następnego dnia pewien goblin z północy o wyjątkowo zielonej skórze zasłabł i drzewo przygniotło go. Strażnicy zaraz podbiegli, aby się z niego pokpić.

– Ej siłaczu – zawarczał jeden z nich – wstawaj z pod tej gałązki. Podobno nad Koniarą rzuciłeś się na naszego czempiona z toporem – Wszystkie gnolle ryknęły śmiechem, a goblin przytrzaśnięty drzewem zmarł.

– Świeże mięsko – uradowały się wszystkie i z błyskiem w oczach rzuciły się do bójki o najsmakowitsze kąski. Przez ich własne łakomstwo nie zauważyli, że więźniowie niszczą zardzewiałe łańcuchy. Drwale rzucili się z rykiem na strażników , a zręczniejsi dobijali rannych strażników. Gnolle zgłupiały, dały się tratować rozwścieczonemu tłumowi. Prowadził Sabok, który rozdarł swój strój więzienny ukazując górę mięśni. Wpadł w furię tak dobrze znaną jego plemieniu. Wykrzykiwał pradawne okrzyki wojenne. Siekł wrogów niczym dawni herosi, groźny jak letnia burza, powodował chaos, krew gnolli spływała ze stoków. Niestety rogi strażników, zaniosły echo daleko do przyczółku wilczych jeźdźców, którzy odpowiedzieli rykiem i skowytem.

– Hagawarze, bierz ludzi i uciekaj! – ryknął Sabok – nic tu już po was.

-Nieee !!! – krzyknął książę – nie zostawię cie tutaj to mój obowiązek walczyć z wrogiem.

– Głupi szczeniaku, nie nadszedł jeszcze twój czas, uciekaj i kieruj się do starej stolicy, nie w stronę azylu w górach, bo podejrzewać będą, że tam zbiegniecie.

– Ale.. – zaczął Hagawar, ale Maki rzekł cicho:

– On ma racje przyjacielu, nic tu po nas. Nie będziesz tchórzem, poniesiesz nadzieję dalej.

– Wynocha już – warknął krasnolud – Wasza Wysokość, tak cię nazywam, bo wraz ze śmiercią jeszcze większa nadzieja we mnie wzrasta. Już w tym życiu się nie spotkamy , ale gdy historia znajdzie swój kres, stary świat zapadnie się, a Wiekuisty Władca zejdzie z tronu, nasze dusze spotkają się i wypijemy razem z Kielicha Wojowników. A teraz wynocha !!!

Hagawar pobiegł wraz z większością jeńców zabierając broń i żywność. Wbiegli dalej w las, cały czas kierując się na wschód. Rozcinali twarze i ręce na ostrych gałęziach, ranili nogi o ostre kamieni, ale nadzieja i radość dodawała im sił. Jedynie Hagawar szlochał. Bał się, że jeszcze wielu niewinnych zginie w jego sprawie.

Tymczasem Sabok i 20 drwali stanęło dumnie w szeregu. Historia ich zna jako 21 Mężnych z lasu Neleferdon. Śmierć wraz z nadjeżdżającymi jeźdźcami przybliżała się. Świsnęły pierwsze strzały, padło dwóch elfów i jeden człowiek. Świsnęły kolejne, już tylko jeden ork padł na kolana od strzały, która utkwiła w oku. Sabok rycząc triumfalnie, wydał polecenie do ataku. Zbiegli ze stoku, wymachując toporami, wilki zawyły, jeźdźcy zachichotali. Odległość między nimi ciągle malała, strzały wypuszczane z łuków raniły atakujących, ale ich nie powstrzymały. W końcu drwale osiągnęli swój cel. Wilki padały pod ciosami toporów, jeźdźcy wyciągnęli sztylety, ale było już dla nich za późno, umierali zastygli z grymasem strachu i bólu. Krasnolud załamał strzały wbite w swoje ciało, krew wylewała się strumieniami, a życie z niego uciekało, widok zrobił się zamazany i mglisty . Pozostał sam na boju otoczony stadem wilków i gnolli. Ale Sabok już wiedział co ma robić. Rzucił toporem w dowódcę uśmiercając go i podniósł z ziemi drugi. Splunął na prawą dłoń, uchwycił topór oburącz, widział w jak zwolnionym słońce zachodzi, a ostatnie promienie słońca padły na jego broń odbijając się w nim krwiście. Wilki zbliżały się, a okrąg robił się coraz węższy. Sabok ubił wielu, ale liczba wrogów go przerosła. Umarł, a wilki rozszarpały jego ciało. Słońce zaszło nie chcąc już dłużej oglądać tego bestialstwa. Wraz z nim odszedł najdzielniejszy krasnolud jaki stąpał po ziemiach Maentrosu.

Koniec

Komentarze

Najsilniejsi stanęli na prawo, a ci zręczniejsi na prawo --> a gdzie "lewo"? :)

Nic natomiast nie dowiedzieli się o jego ukochanej. --> wydaje mi się, że powinno być niczego

aby się z niego pokpić --> zbędny zaimek…

– Ale.. – zaczął Hagawar, ale Maki rzekł cicho --> z tego co wiem, to trzykropek ma trzy kropki ;-)

 ranili nogi o ostre kamieni --> zjadło "e"

Tymczasem Sabok i 20 drwali stanęło dumnie w szeregu. Historia ich zna jako 21 Mężnych z lasu Neleferdon --> liczby należy pisać słownie

umierali zastygli z grymasem strachu i bólu. --> może chodziło Ci o "umarli"?

 widział w jak zwolnionym słońce zachodzi, a ostatnie promienie słońca padły na jego --> brakuje mi tu słowa "tempie"

Wraz z nim odszedł najdzielniejszy krasnolud jaki stąpał po ziemiach Maentrosu. --> brak przecinka przed "jaki" Błędów więcej, ale nie będę wymieniać wszystkich, być może mnie ktoś wspomoże…

 

Be patient.

Przykro mi, Herakliuszu, ale to druga i ostatnia część Twojej opowieści, którą zdecydowałam się przeczytać. Nie poczyniłeś żadnych postępów, za to robisz te same błędy.

Jedyna zaleta Twoich tekstów –– są krótkie. 

 

„Lato odeszło, nadeszła jesień wyjątkowo ponura…” –– Wolałabym: Lato minęło, nadeszła jesień, wyjątkowo ponura

 

„…przez lepką mgłę spotęgowaną dymem ze „świętego ognia”. –– Wolałabym: …przez lepką mgłę mieszającą się z dymem ze „świętego ognia”.

 

Niewiele czekać trzeba było na pierwsze śniegi”. –– Wolałabym: Niedługo trzeba było czekać na pierwsze śniegi.

 

„Więźniowie cierpieć musieli mrozy…” –– Wolałabym: Więźniowie cierpieli z powodu mrozów

Lub: Mróz sprawiał, że więźniowie cierpieli

 

„…gdzieniegdzie kępka trawy starała się wyrosnąć…” –– Wolałabym: …gdzieniegdzie starała się wyrosnąć kępka trawy

 

„…często padały deszcze , ostatnie drzewa…” –– Zbędna spacja przed przecinkiem.

 

„Wybranych odsyłali na 2 grupki”. –– Wybranych odsyłali na dwie grupki.

Liczebniki zapisujemy słownie. Uwaga dotyczy wszystkich źle zapisanych liczebników, w całym tekście.

 

„Najsilniejsi stanęli na prawo, a ci zręczniejsi na prawo. Saboka odesłali na lewo, a Hagawar i Maki do drugiej grupy”. –– Przydział więźniów do poszczególnych grup, przypomina mi grę w trzy karty, albowiem zupełnie nie wiem, kto, gdzie i dlaczego trafił. ;-)

 

„Strażników było 4 razy więcej, a więźniowie był skuci ze sobą łańcuchami”. –– Strażników było cztery razy więcej od czego/ kogo i jaki miało to związek z łańcuchami skuwającymi więźniów? ;-)

 

„Pracowali zgodnie ze sobą 2 tygodnie przy wyrębie lasu”. –– A gdyby nie byli w zgodzie ze sobą, to by nie pracowali? ;-)

W drugiej kolejności zrozumiałam, że przez dwa tygodnie pracowali zgodnie strażnicy z więźniami. ;-)

 

„Następnego dnia pewien goblin z północy o wyjątkowo zielonej skórze zasłabł i drzewo przygniotło go”. –– Rozumiem, że perfidne drzewo wykorzystało zasłabnięcie goblina; ze zdrowym i silnym pewnie miałoby problemy. ;-)

 

„Strażnicy zaraz podbiegli, aby się z niego pokpić”. –– Strażnicy zaraz podbiegli, aby sobie z niego pokpić/ zakpić. Lub: Strażnicy zaraz podbiegli, aby z niego zakpić/ kpić.

 

„Wszystkie gnolle ryknęły śmiechem, a goblin przytrzaśnięty drzewem zmarł”. –– Czy zmarł zabity śmiechem, czy drzewem? ;-)

 

„Przez ich własne łakomstwo nie zauważyli, że więźniowie niszczą zardzewiałe łańcuchy”. –– Przez swoje własne łakomstwo nie zauważyli, że więźniowie niszczą zardzewiałe łańcuchy.

 

„-Nieee !!! – krzyknął książę – nie zostawię cie tutaj…” –– Brak spacji po dywizie. Zbędna spacja przed wykrzyknikami. Literówka.

 

„A teraz wynocha !!!” –– Zbędna spacja przed wykrzyknikami.

 

„Tymczasem Sabok i 20 drwali stanęło dumnie w szeregu”. –– Tymczasem Sabok i dwudziestu drwali stanęli dumnie w szeregu.

 

„Śmierć wraz z nadjeżdżającymi jeźdźcami przybliżała się”. –– Powtórzenie.

Wolałabym: Wraz ze zbliżającymi się jeźdźcami, nadciągała  śmierć.

 

„…umierali zastygli z grymasem strachu i bólu”. –– Pewnie miało być: …umierali z zastygłym  grymasem strachu i bólu.

 

„Pozostał sam na boju otoczony stadem wilków i gnolli”. –– Pewnie miało być: Pozostał sam na placu/ miejscu boju, otoczony stadem wilków i gnolli.

 

„…widział w jak zwolnionym słońce zachodzi, a ostatnie promienie słońca padły na jego broń odbijając się w nim krwiście”. –– Zrozumiałam, że promienie zachodzącego słońca, padając na broń, odbiły się w słońcu. ;-)

Nie wiem, czy w zwolnionym, prawdopodobnie tempie, on widzi, czy może tak zachodzi słońce, albo raczej wolno promienie padają na broń. Nic nie wiem. ;-)

 

„Wilki zbliżały się, a okrąg robił się coraz węższy”. –– Okrąg nie stanie się węższy, nie będzie też szerszy. Okrąg zawsze będzie miał kształt koła. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przy takim zalewie opowiadań niestety tylko mętnie pamiętam poprzednią część. Pomimo, że akcja się rozkręca, jakoś mnie nie wciąga.

Herakliuszu, interesowałaby cię pomoc redaktora tekstu? Bo zgłaszam swoje usługi. Mogę usuwać błędy w twoich opowiadaniach i poprawiać tekst. Proszę, wyślij odpowiedź na mój e-mail (magognia209@wp.pl).

Pewnie, że skorystam z Twojej pomocy :)

Tylko nie chce Ci też za bardzo zawracać głowy

Uwierz mi, nie zawrócisz. Po prostu jak napiszesz jeden odcinek, to wyślij mi go, a ja go poprawię, a następnie odeślę. Rób to, kiedy tylko zechcesz.

Ej, nie chcę Cię poganiać, ale długo mam jeszcze czekać? Bo wiesz, bardzo chciałbym się już wziąść do roboty.

Przepraszam już kończe… dopiero co studniówke miałem :P

Nowa Fantastyka