- Opowiadanie: Agrest - Recydywa [konfrontacja 2013]

Recydywa [konfrontacja 2013]

Autorze! To opowiadanie ma status archiwalnego tekstu ze starej strony. Aby przywrócić go do głównego spisu, wystarczy dokonać edycji. Do tego czasu możliwość komentowania będzie wyłączona.

Oceny

Recydywa [konfrontacja 2013]

 

Miasto płonęło.

 

 

Hala targowa runęła, podnosząc tuman kurzu, ziemi i żywego ognia. Ciężko stwierdzić, ciężko łeb odwrócić skoro tłum właśnie porywa cię wściekłą falą i modlisz się, pierwszy raz w życiu tak mocno, żeby w tym pędzie czasem nóg nie poplątać. Zdepczą. Zabiją. Rozbiją. Zginiesz, zamieniony, nędzny ludzki robaczku, w jeden krzyk, co pośród krzyków cichnie. Nawet jak drzesz mordę z całych sił – jakby pod wodą, w próżni, nigdzie.

 

 

A miasto płonie wściekle. Nie pali się, nie liże go ogień. Nie. Ono płonie jednocześnie, naraz i całym sobą. Wali się kościół świętego Barnaby. Pół godziny temu runęła wieża strażnicza. Już jej nie ma, rozebrana, przelewa się przezeń ostatnia fala matek i dzieci. Mężczyźni zostali, by ratować co się jeszcze da.

 

 

Wieczne miasto paliło się nawet w niebie, uderzając po nim gorącą różową poświatą. Ta zaś odbijała się od chmur, w upiornym, gorącym refleksie tworzyła iluzję, że oto i same gwiazdy spadały. A to tylko płonące gonty odrywały się z dachów, lecąc, w pełne kotły rowów, szamb. Tam wzdymały się zwalone w nie trupy, bulgocząca zupa ekskrementów.

Jeden krzyk, ryk.

 

 

Rocky wył ze śmiechu jakby właśnie obłowił się w skarbcu królewskim.

 

 

– Mówiłem ci, kurwa, mówiłem! – powtarzał w śmiechu wariata

 

 

Rocky, nazwisko nieznane, lat nie więcej niż czterdzieści. Przed kwadransem zabił czterech strażników gołymi rękoma.

 

 

– Dupki jebane, kurwiszony!

 

 

– Weź nie gadaj, tylko rusz łbem – skarcił go Jax. Na próżno. Przecież jego kompan nie miał takiej opcji. Bóg dał mu pięść, ale za cholerę już pomyślunku.

 

 

Jax, nazwisko Shutter, zwany Sadurem. Lat trzydzieści i pięć. Kwadrans temu klepnął Rockego w kark. Tyle wystarczyło, aby zabijał.

 

 

Rozejrzał się, dym gryzł w oczy, wpełzał do płuc, tam palił kolejno każdy z pęcherzyków powietrznych.

 

 

– Kurwa, na ziemię! – rozkazał.

 

 

Na czas. Padli. W browarze starego Jacka właśnie wybuchły stągwie. Ziemia zadrżała. Fala uderzeniowa rozbiła się o kamienicę naprzeciw, z niej zaś zostały się chyba już ściany nośne. Jak falochrony

Rocky śmiał się dalej.

 

 

Miał w końcu powody. Wybuch pożaru w mieście był najlepszym, co mogło ich spotkać. Nie ma więziennych murów, które utrzymałyby tak więźniów jak i pożogę. Byli wolni.

 

 

Jax podniósł się z gruzowiska. Mieli dziś niesamowitego farta, aż nie mógł uwierzyć, że trwa tak długo.

 

 

– Rocky, kurwa – krzyknął, gwoli ścisłości „kurwa” była elementem niezbędnym w ich mowie, jakby nie kurwowali zaraz wszedłby na to miejsce jakieś inny, niechciany wyraz – gdzie kurwa jesteś?! – ryczał, bo pytaniem ciężko to było nazwać, a i tak pewności nie miał, że kompan dosłyszy go przez ryk pożogi.

 

 

Musiał go znaleźć. Jak nie, to ten gotów kolejny raz ugiąć się pod każącym ramieniem sprawiedliwości i wsypać go, zwalić winę na niego, albo co gorsze dopowiedzieć cokolwiek, aby tylko zamienili mu stryczek na dożywocie. Racky był jak pszczoła w pokoju – wolał nie tracić go z pola widzenia.

 

 

Uszedł kilka kroków, gdzie gruzowisko się kończyło, a zaczynała w miarę równa ulica. Zawiał od boku silny wiatr, gorący, jakby ktoś go poparzył pokrzywą po policzku.

 

 

Pobiegł kawałek, nie widział ani żywego ducha. Nieżywe owszem, dwa ciała, ale jedno staruszka, a drugie dzieciaka, a Rocky przecież to kawał zwalistego chłopa.

 

 

Rozglądając się i klnąc w duchu, szukał go.

 

 

Znalazł, chociaż zajęło mu to prawie dziesięć minut.

 

 

Złapał się za głowę. Zaklął szpetnie.

 

 

– Kurwa, musimy wiać! – krzyknął, ale podejść do Rockego ani mu się śniło. Ba! Odwrócił się do niego plecami i powstrzymywał torsje. Teraz ogień był za cichy, aby zagłuszyć paskudny dźwięk przesuwanych i trących o siebie kości. Za cicho dudniły wybuchy, aby nie słyszał charczącego jęku kobiety. Widział ją sekundę, może dwie, z ust toczyła krwawą pianę, oczy przewróciła na drugą stronę.

 

 

– Pół roku w pierdlu! – śmiał się Rocky upiornie, z gaciami opuszczonymi do kostek.

 

 

Gwałcił tę kobietę na szczątkach wozu. Rozdarł jej koszulę odsłaniając piersi, jedną mocno pokiereszowaną, pewnie dostała czymś kiedy walił się browar. Co gorsza nie miała prawie dolnej połowy ciała. Lewa noga obdarta do kości, prawa jeszcze cała, ale nie trzymała się zgruchotanej miednicy.

 

 

Dźwięk trących o siebie kości. Przy każdym ruchu Rockiego.

 

 

Jax miał ochotę podjeść, skręcić mu kark. Cokolwiek.

 

 

– Kurwa, spierdalamy!

 

 

Rocky chyba doszedł, jęknął przeciągle. Potem klepnął swoją kochankę w tyłek.

 

 

– No co, kurwa, żywe za mną tak się nie uganiają! – zarechotał. Był świrem. Brutalnym, zboczonym, perwersyjnym świrem, który nie miał kobiety od pół roku.

 

 

Muszę go zabić jak najszybciej – pomyślał gorączkowo Jax – tuż za murami. O ile dożyjemy. Albo jak tylko będzie okazja.

 

 

Gwałciciel podciągnął spodnie. Plunął na jeszcze żywą przecież swoją ofiarę.

 

 

– Pajdziom, tawarisz – oznajmił.

 

 

Jax zawahał się. Kobiety nie uratuje, tutaj i sam bóg nie dałby rady, ale zostawić tak na wozie rzuconą, dogorywającą to chyba nie uchodziło.

 

 

– Zrób coś z nią! – nakazał tamtemu, a sam cofnął się jeszcze dwa kroki – dobij, kurwa!

 

 

– Kurwę! – poprawił go świr, zadzierając przy tym palucha w górę i zbyt mocno podkreślając to „ę” na końcu. Zarechotawszy, posłuchał się Jaxa. Odwrócił się na pięcie i na powrót poszedł w kierunku wozu.

 

 

Umierająca kobieta widziała znów jak jej oprawca podchodzi. Czuła przez swąd spalenizny jego ohydny zapach dawno nie mytego ciała, ejakulatu i bóg raczy wiedzieć czego jeszcze.

 

 

Położył jej łapska na karku pewnie, jakby skręcał karki od dziesiątego roku życia do chwili obecnej na pełnym etacie.

 

 

– Chyba jednak nie zadzwonię… – nie dokończył swojej myśli.

 

 

Jax przypieprzył mu w tył czaszki kawałkiem cegły jaka zawieruszyła mu się pod nogami. Rocky ugiął się pod ciosem, jęknął, osunął się na kolana. We łbie paskudnie mu dzwoniło.

 

 

Jax pomyślał, że udało się pozbyć wariata. Kiedy uciekali z pierdla był mu potrzebny jako tępa siła, teraz okazał się bardziej uciążliwy niż wartościowy. Nadarzyła się okazja szybciej niż myślał.

 

 

Nic z tego.

 

 

– Ja jebię – pisnął przerażony, kiedy do niego dotarło, że wielkolud śmiał przeżyć i jedyne, co uzyskał to to, że go porządnie wkurwił.

 

 

Rockyego zalała wściekłość jasna, krew w żyłach zawrzała. Zawył jak zwierzę, obracając się zbyt szybko jak na zwykłego faceta. Sięgnął łokciem kompana, ściągnął go tym ciosem do parteru. Jax oberwał w dół brzucha, zgiął się, upadł. Chciał podnieść, nic z tego, więc chociaż odpełznąć byle dalej. Poczuł jak adrenalina uderza po żyłach.

 

 

– Razem mieliśmy stąd spierdalać! – przypomniał mu wariat, podnosząc się kolan. Nie spojrzał już na umierającą, tylko wściekłe oczy przesunął po zwijającym się z bólu towarzyszu. Podszedł do niego. Zasadził mu solidnego kopniaka w plecy, potem jeszcze raz i jeszcze.

 

 

Jax zakaszlał, wypluł krew z rozciętej wargi. Miejsce po kopniakach bolały jakby ktoś mu kijem właśnie przypieprzył. Ale jak nie zwieje spod jego łap i nóg nie będzie wcale lepiej.

 

 

Na czworakach umknął. Wymacał pod dłonią kamień. Kiepsko, ale przecież nie będzie z gołymi rękoma szarżował na świra.

 

 

Rocky zawył jak ranny nosorożec, ruszył na kompana. Jax nie uchylił się, tylko z całych sił uderzył kamieniem w stopę przeciwnika. Ten nie spodziewał się kontrataku. Zawył z bólu, czując jak pod uderzeniem przemieściły się i popękały kości. Zachwiał się, stracił pewność ruchów. Jax na to czekał, wyprężył się, odbił mocno na nogach i ze wszystkich sił uderzył, całym swoim ciałem, w brzuch agresora.

 

 

Rocky gruchnął plecami o bruk aż miło. Jax do niego dopadł, docisnął kolanami do podłoża. Kamienia z dłoni nie puszczał, uderzył nim tamtego w pysk, nie patrząc gdzie. Posypały się zęby. Raz jeszcze wziął zamach, nie zdążył, powstrzymała go łapa wielkoluda. Zacisnął potężną dłoń na nadgarstku, ścisnął, nie kontrolując siły, potem przekręcił mocno, wyłamując staw.

 

 

Jax puścił kamień to po pierwsze, po drugie zawył potwornie.

 

 

Rocky walnął go w ucho wolną dłonią.

 

 

Opadł na niego pod ciosem jak szmaciana lalka bez przytomności, Rocky jeszcze odwalił bezwładne ciało na bok.Stanął, chwiejnie, na nogach.

 

 

Splunął na kompana jak wcześniej na kobietę, która zdążyła ducha wyzionąć na wozie z upływu krwi i rozległych obrażeń.

 

 

– No… zawsze mi się podobałeś – powiedział do nieprzytomnego, uśmiechając się paskudnie.

 

 

Zaraz po tym dźwignął go z ziemi, rzucił na wóz.

 

 

– Panna, suń się! – zarechotał do denatki.

 

 

Zdjął z Jaxa tylko spodnie i gacie.

 

Miasto płonęło.

 

 

Koniec

Komentarze

Wydawało mi się, że gwałt – i w ogóle przemoc na tle seksualnym – jest tak naprawdę nie o orgaźmie, lecz o władzy, o dominacji… I nie rozumiem celu gwałtu na trupie Jaxa, skoro Rocky przed chwilą rozładował się na pokiereszowanej panience.   Zacisnął potężną dłoń na nadgarstku, ścisnął, nie kontrolując siły, potem przekręcił mocno, wyłamując staw. --  tu się zgubiłem, kto komu zacisnął, dopiero następne zdanie to rozjaśnia. Mam wrażenie, że kilka zaimków w opisie walki (typu "Ten") spowalnia czytanie, bo trzeba cofnąć się zdanie wstecz, by namierzyć kto. W kwestii przecinków nie piszę, bo mamy tu sprawniejszych łowców nieprawidłowej interpunkcji, ale chyba kilku brakuje :)   Pięści, kamienie i brutalna siła – ot, nieefektowne, a prawdziwe :) Opis płonącego miasta w panice sugestywny :)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Nie podobało się. Za dużo zbędnych elementów na wpół fabularnych, za mało walki. Zgadzam się z Psycho co do gwałtu. Poza tym autor nie powinien robić literówek w imionach własnych bohaterów…

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Pewnie nie powinien robić masy innych błędów. Ale jak autor jest gapa i dowiaduje się o konkursie w dzień, który jest ostatnim do zgłaszania tekstów, to tak potem to wyglądą. Dziękuję za poczytanie.

 Walka walką, ale ten opek niestety mnie zniesmaczył. Nie chciałbym być w skórze autora jak prawdziwy Rocky Balboa (bo tylko i wyłącznie z nim kojarzy mi się to imię) to przeczyta.

Uhm, to może ja pójdę poczytać Fasolettiego, u niego jest mniej obrzydliwie. Chyba.   "Był świrem. Brutalnym, zboczonym, perwersyjnym świrem, który nie miał kobiety od pół roku."

Wydaje mi się, że pobrzmiewa tu pewne pobłażanie dla kawałka gówna, jakim był ten cały "Rocky". Już wolę opowiadanka z "renkami" i "jabłókami" niż chore twory, w których pobłaża sie gwalcicielowi. Ja wiem, że gwaUt i seGZ i flaczky, i nekrofilia na deser miały sprawić, że opowiadanie będzie dojrzalsze i poważniejsze i bardziej realistyczne, ale mam tragiczne wieści – nie jest. Jest jeszcze gorszym gniotem, niż byłoby bez nich.

A ja sądzę, że było obliczone na wzbudzenie właśnie takiej reakcji, Nefariel. :) Zwyczajna prowokacja brutalnością i perwersją, jakkolwiek pogubiła się w końcówce logika tej prowokacji :) Fasoletti wali bizzaro świadomie tak obsceniczne, że nierealistyczne. Tutaj, zdaje się, chodziło o zbudowanie klimatu szaleństwa i braku granic. Efektownie epatując przy tym flakami i gwałtem, by czytelnik dał się zbulwersować.   Ufff, za dużo mądrych słów. Wrzucę coś durnego na ruszt, odchamię się :)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Znaczy… ja przyjmuję możliwość, że to było specjalnie. Ale pewnych rzeczy się nie robi. Nie przedstawia się gwałciciela jako postaci, z którą czytelnik ma sympatyzować czy chociażby z pobłażaniem kiwać głową. Gdyby narracja była konsekwentnie prowadzona z punktu widzenia Jaxa (ewentualnie z wyłączeniem zakończenia, które mogłoby brzmieć np. "na szczęście nie poczuł już, jak Rocky zdejmuje mu gacie" – to oczywiście przykład, autor powinien ująć to o wiele zgrabniej), mogłoby być w porządku.

Musze przyznać się, że czuje zaskoczenie, takie mocne. Zwłaszcza, że nie miałam pojęcia, że w literaturze jest jakieś tabu… coś, o czym nie wypada pisać, ale widzę, że jeszcze nie raz zostane nieźle zaskoczona ;) Nie miałam w zamiarze opisywac brutalnych scen, bo być może przez to będzie brzmiało poważniej, nie. Tłumaczenie dalej po co, czemu, po kiego i jak opisałam nie ma sensu – tekst ma się bronić sam.   Ale bardzo mnie cieszy, że mimo wszystko krótkie opowiadanko bez fabuły właściwie, wywołało takie reakcje.

Nie ma rzeczy, o których się nie pisze. Są SPOSOBY, w które się nie pisze. I Ty napisałaś (na początku wzięłam Cię za faceta, może to i lepiej, że jesteś laską) właśnie w taki sposób.

Mimo wszystko nie odczuwam popełnienia jakiegoś karygodnego błędu w konstrukcji świata jak i psychiki bohaterów. Rocky jest świrem. I kropka. Działa jak świr, więc już tylko świr podobnego pokroju mógłby ocenić czy działa w tych ramach prawidłowo czy nie. Świr to świr, ma swoje popędy, chucie, sposoby myślenia nieliniowego i działania nie dające się przewidzieć. Więc prawdopodobieństwo popełniania takich jak opisane czyny wydaje mi się całkiem sensowne.    A narracja bezsronna, to i nie było powodu, aby narrator stawał za kimś i trzymał się jednej perspektywy.   I serio, cholernie się ciesze z Twojego, Nefariel, oburzenia :)  

"Więc prawdopodobieństwo popełniania takich jak opisane czyny wydaje mi się całkiem sensowne."

A czy ja piszę, że to nieprawdopodobne? O gwałcie można pisać, tylko trzeba umieć, bo to cholernie drażliwy temat. A Ty nie umiesz. Poza tym pusty śmiech mnie bierze, jak czytam to: "Mimo wszystko nie odczuwam popełnienia jakiegoś karygodnego błędu w konstrukcji świata jak i psychiki bohaterów. Rocky jest świrem. I kropka. Działa jak świr, więc już tylko świr podobnego pokroju mógłby ocenić czy działa w tych ramach prawidłowo czy nie. Świr to świr, ma swoje popędy, chucie, sposoby myślenia nieliniowego i działania nie dające się przewidzieć. Więc prawdopodobieństwo popełniania takich jak opisane czyny wydaje mi się całkiem sensowne."

No tak. Masz rację. I jak to się odnosi do moich komentarzy?   "A narracja bezsronna, to i nie było powodu, aby narrator stawał za kimś i trzymał się jednej perspektywy."

Po pierwsze – bezstronna narracja średnio pasuje do takiego opisu. Po drugie – jeśli miała być bezstronna, to nie wyszło.   "I serio, cholernie się ciesze z Twojego, Nefariel, oburzenia"

Cóż… zazwyczaj cieszę się, jeśli moja reakcja – nawet negatywna – wywołuje pozytywne odczucia u osób krytykowanych. Teraz jestem głównie smutna i trochę zażenowana. Gdyby ten twór wywołał flashbacki u prawdziwej ofiary gwałtu, też byłabyś radosna i ahaha, jak fajnie, że ludzie reagują? Mam nadzieję, że nie.   Wydaje mi się, że po prostu bardzo, bardzo, BARDZO nie zdajesz sobie sprawy, o co tak naprawdę napisałaś i w jakie mrowisko wsadziłaś kij…

zdaję i chętnie popatrze na to mrowisko :)

I wszystko jasne. Pospolity troll.

Jednak prosiłabym o powstrzymanie sie od komentarzy pod moim adresem. To konkurs na opowiadanie, a nie na osobe autora. Z mojej strony nie padło ani pół złego słowa o kimkolwiek, więc również proszę, aby to działało w dwie strony. Z góry dzięki

Ależ to działa w dwie strony. Ja tylko stwierdzam fakt. Ale od dalszych komenarzy się powstrzymam, bo nie widzę sensu w dyskutowaniu z kimś, kto nie widzi nic złego w żartowaniu sobie z tak ogromnej tragedii.

Bynajmniej nie z perspektywy mrówki, rozdrażnionej wetknięciem kijka w jej gniazdo:   Nie lubię obscenów, aktów przenocy, jeśli nie służą niczemu, zupełnie niczemu – tu jednak służyć czemuś miały i posłużyły, sądzę. Co najmniej wyznaczeniu granicy między Rocky'm a Jaxem, a to warunek konieczny i dostateczny. Gdy natomiast chodzi o całościowe spojrzenie na tekst – cóż, widać, że na (lewym czy prawym?  :-} ) kolanku pisany. Ale i tak nie można go nazwać (tekstu, nie kolana) słabym, kiepskim itp.

Obawiam się, że tekst powstał na tyle szybko (przez moje gapiostwo), że nawet zapomniałam, które to było kolano. I zdaje sobie sprawę, że obsceniczność, brutalność scen nie spodoba się 9 na 10 czytelników, bo zwyczajnie nie. Być może gdyby konkurs był na opowiadanie (a więc i fabułę), a nie jedynie na scenkę to pojawiłaby się logiczność, rozwinięcie, zakończenie i co tam jeszcze, co sprawiłoby, że obsceniczność nie byłaby tylko wesołym bieganiem po łączce i rozlewaniem krwi, flaczków etc.   dziekować za poczytanie :)

Nefariel – rozumiem, że tekst wywołał u Ciebie wzburzenie ze względu na swoją tematykę, jednak sposób w jaki prowadziłaś krytykę uważam za niestosowny. Staraj się nie nadużywać mocnych słów i nie atakować osoby autora. Poza tym, nie ma powodu dla którego masz wyznaczać komuś granicę tego w jaki sposób może o czymś pisać. Autor ma prawo poruszać różne tematy i wybór w kwestii tego, jak będzie je opisywał, należy do niego.

Jeżeli dopatrzyłaś się treści niezgodnych z prawem albo regulaminem portalu, to zgłoś taki fakt moderatorom.

 

Agrest – zgłosiłaś Nefariel, bo puściły jej nerwy i nazwała Cię trollem, jednak nie widziałem, żebyś w trakcie waszej rozmowy dążyła do zakończenia konfliktu czy jego złagodzenia, a wręcz przeciwnie – Twoje uwagi o radości z oburzenia Nefariel były dla niej tylko prowokujące. I nie wydaje mi się, by było to ładne zachowanie.   Uznajcie, że to jest ostatnia wypowiedź w tej dyskusji.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Cholera, po co komentuję w wątku trolloloolo, skoro tu Bery napisał wszystko i do tego mądrzej?

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Dobrze, że wczoraj przeczytałam Twoje opowiadanie Śmierć, bies i zaklinania. Utwierdza to we mnie przekonanie, że Recydywa jest chyba pomyłką. Takim wypadkiem przy pracy. Mówiąc wprost, powyższe opowiadanie nie podoba mi się. Uważam też, że jego marnej jakości nic nie tłumaczy. Nawet upływający termin składania tekstów konkursowych.

 

Ciężko stwierdzić, ciężko łeb odwrócić…” –– Wolałabym: Trudno stwierdzić, niełatwo łeb odwrócić

Ciężkie jest coś, co dużo waży.

 

„Mówiłem ci, kurwa, mówiłem! – powtarzał w śmiechu wariata” –– Brak kropki na końcu zdania.

Nie całkiem rozumiem zwrot: powtarzanie w śmiechu wariata. Czy to znaczy: …powtarzał, śmiejąc się jak wariat?

 

„…z niej zaś zostały się chyba już ściany nośne”. –– Wolałabym: …z niej zaś zostały już chyba tylko ściany nośne.

 

„…ugiąć się pod każącym ramieniem sprawiedliwości…” –– …ugiąć się pod karzącym ramieniem sprawiedliwości

 

Racky był jak pszczoła w pokoju…” –– Literówka.

 

„Zarechotawszy, posłuchał się Jaxa”. –– Zarechotawszy, posłuchał Jaxa.

 

„Jax przypieprzył mu w tył czaszki kawałkiem cegły jaka zawieruszyła mu się pod nogami”. ––

Jax przypieprzył mu w tył czaszki kawałkiem cegły, która zawieruszyła się pod nogami.

 

„Poczuł jak adrenalina uderza po żyłach”. –– Adrenalina była na zewnątrz żył?

 

„Wymacał pod dłonią kamień”. –– Wymacał dłonią kamień.

 

„…ze wszystkich sił uderzył, całym swoim ciałem, w brzuch agresora”. –– Czy mógł uderzać cudzym ciałem?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tekst nie jest kiepski, bo widać, że masz jakieś pojęcie o sztuce pisania, ale jest zdecydowanie nieprzemyślany i niedopracowany. Podoba mi się koncepcja pożaru i sposób jej przedstawienia, szkoda, że wszystko potem rozmywa się i kończy w taki sposób.

Nowa Fantastyka