- Opowiadanie: Brunon Sas - Spadek

Spadek

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Spadek

 

 

Nie miał następców. Nikt nie odważył się kontynuować jego pracy. Teraz każdy bał się ryzyka; szturmowe oddziały „Anty” tylko czekały na taką okazję. Już dawno nie miały roboty.

Był chyba ostatnim z Produkujących. Czuł, że zbliża się jego koniec. Nie chciał, aby Urządzenie uległo zniszczeniu, albo – co gorsza – dostało się w ręce kogoś niepowołanego. Postanowił je schować, zachować dla przyszłych, może bardziej odważnych pokoleń.

Dłuższy czas spędził na konserwacji; później opisał cały Proces, dołączył próbkę Wyrobu. Teraz był gotów.

Cicho stąpając po schodach, zanurzył się w mroku.

 

* * *

 

Pod łopatą coś zgrzytnęło. Przerwał kopanie. Zaczął delikatnie odgarniać ziemię rękoma. Po chwili zauważył wyłaniający się z piachu metalowy element.

– Utrwalacz! – przemknęło mu przez głowę.

Wbił w ziemię kilka palików, połączył je drutem, a końcówkę wsadził do gniazda generatora. Teraz mógł być spokojny o trwałość znaleziska.

Powrócił do swego dołka. Delikatnie pogłaskał wystający z ziemi kawałek lekko zakrzywionej blachy i myśląc o swoim szczęściu, kontynuował pracę.

Wieczorem natrafił na spięte kawałki plastyku. Dopiero po chwili dostrzegł na nich ledwo widoczne znaki.

– Prapismo! – wykrzyknął uradowany. Echo odpowiedziało mu zgodnie ze swoim zwyczajem.

Za tych kilka zabazgranych dziwnymi rysunkami kawałków plastyku, które trzymał w ręce, mógł dostać tyle punktów, że aż do końca swoich dni nie zaznałby udręki pracy.

Z namaszczeniem wpatrywał się w wyżłobione rowki. Był na tyle inteligentny, że spostrzegł logiczną kolejność następujących po sobie zapisów. Na końcu, dwukrotnie podkreślony, wyryty był znak, który – w jego mniemaniu – musiał mieć magiczną moc. Usilnie starał się go zapamiętać i w końcu niezgrabnie nagryzmolił pod nogami:

C2H5OH

Koniec

Komentarze

Jako że jest to mój pierwszy komentarz, najpierw się przywitam: witajcie. A teraz przejdę do meritum sprawy. Zdania pojedyncze są dobre, ale nie w takich ilościach, naprawdę. Bardzo fajnie się ich używa do zaakcentowania napięcia czy przyspieszenia fabuły, wrzucenia puenty pod koniec rozdziału/akapitu (chociaż z tymi akapitami też trzeba uważać, bo podsumowanie każdego trzema słowami jest strasznie męczące dla czytelnika), ale u Ciebie od zdań pojedynczych wprost się roi. Przez taki zabieg trudno jest złapać rytm i płynność w czytaniu, skutkiem czego tekst zupełnie nie wciąga. Więcej, tam gdzie zdania pojedyncze rzeczywiście przydałyby się do zaakcentowania fragmentu, powszednieją one i zupełnie nie dają zamierzonego efektu. A czytelnik cały czas ma wrażenie, że nie jesteś w stanie składać zdań złożonych. "Nie miał następców. Nikt nie odważył się kontynuować jego pracy. Teraz każdy bał się ryzyka; szturmowe oddziały 'Anty' tylko czekały na taka okazję. Już dawno nie miały roboty." "Pod łopatą coś zgrzytnęło. Przerwał kopanie. Zaczął delikatnie odgarniać ziemię rękoma. Powoli zaczął wyłaniać się metalowy element ." O tutaj chociażby – czy naprawdę trzeba było tak proste opisy dzielić kropkami? To ostatni akapit jest w tym przypadku najważniejszy dla utworu, a poprzednie mają pokazać tło wydarzeń. Nic by im się nie stało, ba, nawet by zyskały, gdyby przedstawić je w sposób bardziej opisowy: "Pod łopatą coś zgrzytnęło, więc natychmiast przerwał kopanie i zaczął delikatnie odgarniać ziemię rękoma." – na przykład Literówek nie zauważyłam, tylko w pierwszym akapicie masz "taka" zamiast "taką". Ogólne wrażenie o tekście mam raczej mieszane – mogłaby to być fajna, ironiczna opowiastka (alkohol jako wielkie znalezisko w świecie postapo), ale styl skutecznie ciągnie w dół, przez co czyta się raczej mozolnie.

– Utrwalacz! – przemknęło mu przez głowę. – myśli zapisujemy bez poprzedzającego myślnika,

 

 

Pod łopatą coś zgrzytnęło. Przerwał kopanie. Zaczął delikatnie odgarniać ziemię rękoma. Powoli zaczął wyłaniać się metalowy element . – Utrwalacz! – przemknęło mu przez głowę. – tu się nie zgodzę z przedmówcą. Miniscenka wymaga w tym miejscu dynamizacji, więc zdania krótkie są jak najbardziej na miejscu. Natomiast przydałoby się wywalić powtórzenie, a zdanie o metalowym elemencie przerzucić do nowego akapitu.   Nie do końca przekonuje mnie posiadanie przez śmieciarza tego Utrwalacza przy jednoczesnej niemożności rozpoznania bimbrowni ; ) Drugi problem jest taki, że puentujesz zakończenie radością ze znalezienia przepisu na wódę – który przecież jest bezużyteczny (w każdym razie trudno udowodnić, że alkohol zniknie prędziej niż cywilizacja). Jednocześnie trudno mi dostrzec w tym zakończeniu ironię "wewnątrz świata". My, czytelnicy, widzimy, co to jest za "skarb" – ale w świecie przedstawionym to wciaż zdaje się być prawdziwy skarb – a narrator to przeświadczenie tylko podsyca. pozdrawiam

I po co to było?

Krótkie, zwarte, choć pomysł nie jest nowy i mimo odkrycia, mało odkrywczy. Czy powinnam się cieszyć, że czasy prehistoryczne jeszcze nie nastały? Bo aż boję się myśleć co będzie jakby nam kiedyś tego zabrakło…. Ale chyba nie, nie zabraknie;-)  

 

Postanowił je schować, zachować dla przyszłych… – Ja napisałabym: Postanowił je ukryć, zachować dla przyszłych 

 

Zaczął delikatnie odgarniać ziemię rękoma. Powoli zaczął wyłaniać się metalowy element. – Powtórzenie. Może w drugim zdaniu: Powoli wyłaniał się metalowy element .

 

Za te kilka zabazgranych dziwnymi rysunkami kawałków plastyku…Za tych kilka zabazgranych dziwnymi rysunkami kawałków plastyku

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Powoli zaczął wyłaniać się metalowy element .  ---> szybko zlikwiduj zbędną spację przed kropką. Potem zastanów się, kiedy i w zastosowaniu do kogo / czego używamy strony biernej, kiedy strony czynnej, a kiedy zwrotnej.   Początek zapowiada straszliwe dramaty, koniec rozczarowuje. Co jak co, ale bimbrownictwo przetrwa wszystko.

Duże dzięki za wszelkie uwagi, bo nigdy nie twierdziłem, że mam monopol na wiedzę :) Podsumowując – znane, nic nowego, ale bimber jednak rusza ;) I ta pewność w komentarzach, że cywilizacja może się zawalić, ale bimber zawsze będzie na wierzchu ;) Jak wspomniałem wcześniej – monopolu na wiedzę nie mam, więc – jeśli to mozliwe – pozwolę sobie na kilka uwag i pytań, bo ciekawski z natury jestem. Niofomune – generalnie też jestem przeciwko krótkim zdaniom, ale w tym przypadku było to zamierzone działanie: do shortów jakoś nie pasują mi zdania podrzędnie złożone, bo akcja musi być wartka. syf. – 1) byłbym wielce zobowiązany za wskazanie źródła mówiącego, że myśli narratora nie zaczynają się myślnikiem. Ja zawsze traktowałem myśli jako narrację wewnętrzną, a zgodnie z obowiązującymi zasadami wypowiedź narratora zaczyna się myślnikiem. Pewnie się mylę, bo to prywatna teoria, ale chciałbym miec pewność. 2) a kto napisał, że facet znajdujący formułę bimbru jest śmieciarzem? Przeciez to może być wykwalifikowany pracownik firmy archeologicznej (że tam trochę ograniczony intelektualnie…), stąd nietuzinkowy sprzęt przez niego używany 3) skarbem dla znalazcy nie jest formuła, ale platyk z prapismem. A że to formuła bimbru… Czas wrócić do korzeni :) regulatorzy – chylę czoło, dzięki za słuszne uwagi AdamKB – dzięki za uwagi. Ale że bimbrownictwo przetrwa wszystko – to schemat, w którym żyjemy. W przyszłości może być inaczej ;)

Cieszę się, że mogłam pomóc. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Proszę bardzo Może niekoniecznie chodzi o "myśli narratora", ale o zapis myśli bohatera. Dziwne są te zasady, o których mówisz ; ) W zasadzie wypowiedzią narratora jest wszystko, co nie jest wypowiedzią któregoś z bohaterów. A przecież opisu nie zaczynasz od myślnika… Osobiście polecam ten sposób: "Monologów niewypowiedzianych można też nie wyróżniać w żaden sposób w stosunku do reszty narracji." – używanie cudzysłowów łamie linię i zbyt wyróżnia myśl na tle reszty narracji, podobnie jest z kursywą. Można ewentualnie separować myśl od narracji myślnikiem, ale nie jest to konieczne i wprowadza pewne zamieszanie, jeżeli stosujesz wtrącenia myślnikowe. Najlepiej chyba wchłonąć myśli w ciąg narracji. pozdrawiam

I po co to było?

Co do zapisu myśli bohaterów: http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=10328 Z zapisem od myślników sama spotykałam się sporadycznie, ale ogólnie pokutuje w internetach zasada, że w monologach wewnętrznych nie ma jasnych zasad, byleby trzymać się konsekwentnie jednego zapisu. Aczkolwiek fakt faktem, że zapis myśli od myślnika jak dialogu jest raczej niespotykany, głównie stosuje się kursywę, cudzysłów, przecinki lub tylko jeden myślnik, jak podaje syf. Co do poszatkowanych zdań jestem strasznie przewrażliwiona. To niestety standardowy wybieg w kiepskiej literaturze, mający na celu zwiększenie poetyckości tekstu, stąd moja paranoja (i jeszcze kwestia pewnego znanego pisarza na S, ale to już osobna kwestia).

Tekst mi się spodobał, ale zgadzam się, że gorzały nie da się zakopać. Każdy Polak wie, kiedy była bitwa pod Grunwaldem. Amerykanie próbowali prohibicji i wyhodowali sobie piękną i bogatą mafię.

Babska logika rządzi!

Nagromadzenie zdań oznajmiających jest tak duże, że brzmi to jak przeciągła seria z karabinu. Będzie trzeba coś pokombinować ze stylem.

Zaufaj Allahowi, ale przywiąż swojego wielbłąda.

syf. – baardzo duże dzięki. Trochę mądrzejszy jestem ;) PS. A Wy swoje: Wóda zawsze zwycięży! To jest forum fantastyki? A światy alternatywne? ;)

Fantastyka fantastyką, ale jakąś wewnętrzną logikę tekstu trzeba zachować. ;-) W światach alternatywnych używki też są alternatywne. ;-) Tak się czepiam, ale sama piszę jedno opowiadanko bazujące na prohibicji.

Babska logika rządzi!

@Finkla – muzułmanie podobno nie piją alkocholu. Może dlatego, że zapomieli tej tajemniczej, a zarazem jakże arcyważnej, fomuły.

Taaaa, a chrześcijanie podobno nie pracują w niedzielę.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka