- Opowiadanie: Eferelin Rand - Cztery baśnie

Cztery baśnie

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Biblioteka:

regulatorzy

Oceny

Cztery baśnie

1. Baśń o podłym klejnocie.

 

 

Pewnego razu był sobie książę, który mieszkał w zamku o dwunastu wieżach.

Co roku, w dzień urodzin księcia, na najwyższym balkonie jednej z wież pojawiał się sędziwy czarnoksiężnik i zrzucał w dół magiczne, fioletowe jajo. Skorupka w zetknięciu z brukiem pękała z sykiem, a z wnętrza wylewały się kaskady oślepiającego światła, przybierające ostatecznie formę zwierzęcia. Za każdym razem innego.

W ten sposób cykl powtórzył się dwa razy, a książę osiągnął wiek, w którym powinien poszukać swej wybranki. Młodzieniec pożegnał się z rodzicami, założył lśniącą zbroję, przypasał miecz i dosiadł wspaniałego pegaza – stworzonego na jego siedemnaste urodziny. Zwierzę rozwinęło dumnie skrzydła, po czym wzbiło się w powietrze, zostawiając w dali zamek i beztroskie dzieciństwo księcia.

Przez wiele tygodni przemierzali nieznane krainy, napotykali przeróżne dziwy, lecz nigdzie nie mogli znaleźć odpowiedniej królewny. Któregoś dnia wylądowali na skraju ogromnej puszczy. Potężne, poskręcane pnie zdawały się sięgać samych chmur. Książę polecił rumakowi czekać i zagłębił się w szmaragdowy półmrok.

Z trudem przedzierał się przez gęstwinę, często musiał wyrąbywać sobie drogę mieczem, lecz wciąż parł do przodu, a jego serce biło coraz mocniej, gdyż czuł, że znalazł się bardzo blisko upragnionego celu.

Niespodziewanie wyszedł na niewielką polanę, pośrodku której stał rozłożysty dąb. Kora na pniu uformowała się w przedziwny sposób, do złudzenia przypominający dziesiątki dobrotliwych twarzy. Gdy zaintrygowany książę podszedł do pnia, nagle poczuł straszliwe znużenie. Ułożył się na dywanie z mchu, otulony ramionami korzeni i momentalnie zasnął.

Obudził go chłód.

Ze zdumienia otworzył szeroko usta. Wszystko dokoła, jak okiem sięgnąć, obróciło się w kryształy i klejnoty. Drzewa, kamienie, paprocie, mieniły się kolorami tęczy. Na miejscu dębu stał olbrzymi diament, w sercu którego tkwiła nieruchomo najpiękniejsza kobieta, jaką książę widział w życiu. Choć miała zamknięte oczy i wydawała się spać, nie miał wątpliwości, że zdaje sobie sprawę z jego obecności.

„Kim jesteś? Czy przyszedłeś mnie uwolnić?" – słodki głos dobył się znikąd. – „Czekam już tak długo."

Książę bez wahania wyciągnął miecz.

„Czy jesteś pewien, że to mnie pragniesz? Czy jesteś gotów ponieść cenę? Klejnoty takie jak ja, nie są dla każdego. Nierozważnych czekają łzy i cierpienie" – zaszeptała.

Raz, drugi, trzeci – książę nie dopuszczając do siebie wątpliwości, z zapałem uderzał w przejrzystą powierzchnię. Nagle klinga złamała się, a w lesie rozbrzmiał żałosny jęk umierającego oręża. Młodzieniec zapłakał z bezsilnej wściekłości.

Długo trwał w bezruchu, ale w końcu otarł łzy i ostatni raz uderzył w diament. Złamane ostrze zaśpiewało nową melodię – wysoką i wibrującą. Więzienie zadrżało, po czym rozpadło się na tysiąc kawałków. Książę porwał królewnę w ramiona i biegiem ruszył w drogę powrotną. Pod jego stopami chrzęściły szmaragdy i szafiry, a z nieba zaczął padać diamentowy deszcz.

Nagle las skończył się, lecz tam, gdzie wcześniej został pegaz, teraz leżał jedynie kryształowy szkielet. Wtedy książę zapłakał po raz drugi, rozpaczając nad śmiercią przyjaciela. Kilka łez-pereł potoczyło się po ziemi.

– Już po wszystkim – odezwała się po raz pierwszy królewna.

I rzeczywiście, kryształowy las zniknął, a w jego miejscu z powrotem stała niebotyczna puszcza.

Nie mogli podróżować powietrzem, więc droga powrotna trwała bardzo długo. Z każdym dniem w sercu księcia rósł niepokój, co zastaną w rodzinnych stronach, gdyż nie wiedział, ile czasu spędził w zaklętym lesie.

Zamek przez lata obrócił się w ruinę. Z dwunastu wież ostało się zaledwie pięć, a na dziedzińcu natknęli się na truchła magicznych zwierząt, które zmarły ze starości lub tęsknoty za swym panem. W opustoszałych murach hulał zimny wiatr.

Zrozpaczony książę zaczął przemierzać komnaty, nawołując rodziców, jakby nie mógł pogodzić się ze świadomością, że odeszli bardzo dawno temu. Królewna nie podążyła za nim. Przez jakiś czas słuchała krzyków niedoszłego wybranka, po czym, nie oglądając się za siebie, opuściła zamek, aby poszukać godnego siebie małżonka.

Klejnoty bowiem, choć piękne i urokliwe, serca mają twarde i zimne.

 

 

 

2. Baśń o pustynnym mędrcu i Zbieraczu Dusz.

 

 

Powiadają, że pośrodku bezkresnej pustyni z jaśniuteńkiego piasku wyrasta czarna skała. U jej podnóży znajduje się pieczara, w której bije życiodajne źródełko. W pieczarze mieszka pustelnik. Nikt nie wie, kim jest, ani skąd się tam wziął, ale w starych oczach mężczyzny kryją się ponoć niezwykłe tajemnice wydarte samej ziemi. Z tego powodu, od czasu do czasu, zdesperowani śmiałkowie wyruszają w niebezpieczną podróż, aby poradzić się samotnego mędrca.

Pewnego dnia, gdy słońce chyliło się ku zachodowi, a bezlitosny żar powoli wypuszczał ze swych szponów nagrzane piaski, pustelnik wyszedł z jaskini i w oddali zobaczył sylwetkę nadchodzącego wędrowca. Usiadł na kamieniu i postanowił zaczekać. Nic innego nie miał przecież do roboty.

Nieznajomy okazał się mężczyzną w podeszłym wieku, o ciemnej, ogorzałej od słońca twarzy. Na policzkach i czole błyskały wtopione w skórę topazy. Szaty wędrowca, niegdyś barwne i piękne, w wyniku długiego marszu zblakły i postrzępiły się.

Przybysz przedstawił się jako Sathe Erin, Zbieracz Dusz, i poprosił pustelnika o radę.

Powiedział, że pochodzi z kraju położonego daleko na zachodzie, gdzie wierzy się, że dusza mieszka w samym środku serca. Zwłoki zmarłych, zgodnie ze zwyczajem, są palone, a członkowie rodzin przeszukują potem popioły w poszukiwaniu klejnotu, w którym zamknięta jest dusza. Ten, kto znajdzie drogocenny kamień, musi go przechowywać do czasu, aż jeden z kapłanów, Zbieraczy Dusz, zdecyduje się udać na pielgrzymkę do Kryształowego Lasu, gdzie zasadzi duchy swych rodaków, a sam w nagrodę za trud stanie się jednym z drzew. Kiedyś Kryształowy Las porośnie cały świat, a wtedy wszyscy zostaną obdarowani drugim życiem i nastanie czas powszechnej szczęśliwości.

Tak miało być również w przypadku Sathe Erina. Tuż przed wyruszeniem w drogę popełnił on jednak straszliwy grzech – skradł klejnot duszy kobiety, którą przez lata skrycie kochał. Miała na imię Yassine i nigdy nie dowiedziała się o jego uczuciach. Wyszła za mąż za innego Zbieracza, przeżyła z nim długie, szczęśliwe lata i obdarowała trzema pięknymi synami. Sathe postanowił, że skoro w pierwszym życiu się nie udało, to sprawi, że połączą się w kolejnym. Musiał tylko zasadzić jej duszę tuż obok siebie.

Uciekł w środku nocy i udał się na poszukiwanie Kryształowego Lasu. Przez wiele lat błąkał się po świecie, nie mogąc natrafić na żaden ślad, aż w końcu zrozumiał, że sam nigdy odnajdzie właściwej drogi.

– Jestem stary i zmęczony – rzekł Sathe. – Pragnę jedynie zaznać spokoju. Odpokutowałem już za swoją zbrodnię, ale okrutni bogowie wciąż odmawiają mi łaski, skazując na wieczną tułaczkę. Tylko ty możesz mi pomóc, mędrcze. Mówią, że znasz wszystkie tajemnice świata. Zdradź mi, proszę, gdzie leży Kryształowy Las.

Pustelnik przez długi czas się zastanawiał.

– Owszem, znam drogę do niego – odparł w końcu. – Jeśli jednak naprawdę wierzysz, że Yassine może cię pokochać, pomimo że skazałeś ją na rozłąkę z mężem, to zasadź jej duszę w piaskach tej pustyni. Z prawdziwego uczucia wykiełkuje zalążek nowego lasu. Musisz tylko wybrać odpowiednie miejsce, które wskaże ci serce.

– Dziękuję za radę, ale chciałbym poznać też drogę do Lasu. Wtedy zadecyduję, co zrobić.

Pustelnik posmutniał, słysząc fałsz w słowach Zbieracza. Decyzja już dawno zapadła i choć Sathe zmierzał ku własnej zgubie, mędrzec nie mógł i nie chciał ingerować w jego los. Zamiast ostrzeżenia, spełnił więc prośbę przybysza i wyjawił sekret.

– Musisz udać się na północ. Za pustynią rozciąga się Równina Dzwoneczków. Po jej przemierzeniu natrafisz na Miasto Kapeluszników. Stamtąd skierujesz się na wschód. Po dwóch tygodniach wędrówki dotrzesz do ogromnej puszczy, której drzewa zdają się sięgać samego nieba. W jej sercu, u stóp wielkiego dębu, kryje się tajemnica Kryształowego Lasu.

Oczy Zbieracza rozbłysły radośnie.

– Dziękuję ci z całego serca, mędrcze. Dzięki tobie moja udręka dobiegnie końca. – Otworzył sakwę i wysypał jej zawartość na piasek. – To cały mój dobytek – powiedział. – Nie ma tego wiele, ale cokolwiek sobie zażyczysz, będzie twoje.

Wśród przedmiotów znalazło się również duże, fioletowe jajo. Pustelnik ostrożnie je podniósł, drżącymi ze wzruszenia dłońmi. Przypomniało mu o dawno utraconej młodości.

– Chciałbym je zatrzymać – wyszeptał.

– Tylko tyle? – zdziwił się Zbieracz.

– Tak.

Sathe pozbierał resztę rzeczy, po czym pożegnał się i ruszył na poszukiwanie szczęścia, którego miał nigdy nie zaznać.

Pogrążony we wspomnieniach pustelnik jeszcze długo delikatnie gładził ciemnofioletową skorupkę.

 

 

3. Baśń o dziewczynie z Miasta Kapeluszników.

 

 

Pewnego dnia w Mieście Kapeluszników urodziła się śliczna dziewczynka o różnokolorowych oczach – jednym zielonym, a drugim niebieskim. Rodzice nadali jej imię: Anui.

Szesnaście wiosen minęło w mgnieniu oka i dziewczynka wyrosła na piękną kobietę, stając się jedną z najbardziej pożądanych muz. W mieście tym bowiem, przeznaczeniem każdej kobiety jest inspirować, a rolą mężczyzn czerpać z tej inspiracji i tworzyć najwspanialsze w świecie kapelusze.

Ojcem dziewczyny był jeden z wielkich kapeluszników, którego wyroby cieszyły się powszechnym uznaniem. Ceniono je za oryginalność i mistrzowskie wykonanie. Jedne przypominały piękne kwiaty, nieśmiało falujące liśćmi rond, inne kojarzyły się z owadami przycupniętymi na płaskim kamieniu – te z kolei oszałamiały ilością detali i fantazyjną barwą. Wszystkie jednak przyciągały przechodniów do sklepowej witryny niczym magnes.

Na zapleczu zakładu, w niewielkiej skrzyni, umiejętniej schowanej pod stertą niewykorzystanych kawałków materiału, mistrz skrywał kapelusz jedyny w swoim rodzaju, zwany sekretnikiem. Z pozoru był to niczym nie wyróżniający się czarny cylinder, ale posiadał magiczną zdolność, pozwalającą przenieść się temu, kto go założył, do legendarnej Groty Tajemnic.

Raz na rok kapelusznik korzystał z sekretnika, by poznać nowe techniki wyrabiania nakryć głowy. W Grocie mógł pytać o cokolwiek, ale jako człowieka oddanego w pełni swej pasji zawsze interesowały go tylko kapelusze.

Minęło kilka lat, podczas których Anui zdobyła serca wszystkich rzemieślników w mieście. Zainspirowani jej pięknem opracowali dziesiątki nowych wzorów, część z modeli nawet nazywając jej imieniem. Wielu młodych kapeluszników zapragnęło pojąć Anui za żonę, ale ona konsekwentnie odrzucała zalotników. Była jak dziki ptak, który uwielbiał być oglądanym, lecz nikomu nie dawał się złapać.

Nic jednak na tym świecie nie jest trwałe i w końcu nadszedł dzień, gdy uroda Anui zaczęła przemijać, a w mieście pojawiły się nowe i piękniejsze muzy. Dziewczyna nie mogła się z tym pogodzić. Nawet jej dwukolorowe oczy przestały budzić zainteresowanie. Przepłakała w poduszkę wiele nocy, aż w końcu postanowiła, że zrobi wszystko, by powstrzymać proces starzenia i na zawsze pozostać piękną.

Pewnej nocy, gdy zbliżał się termin wizyty w Grocie Tajemnic, zakradła się do warsztatu i założyła magiczny cylinder. Już dawno odkryła sekret ojca, ale do tej pory nie musiała się z tą wiedzą zdradzać.

Ściany pokoju zniknęły i Anui nagle znalazła się w ogromnej pieczarze. Sufit porastały dziwne, fosforyzujące grzyby, które bladym, zielonym światłem wydobywały z mroku wnętrze jaskini. Dziewczyna zorientowała się, że stoi na brzegu jeziora.

– Halo? Czy jest tu kto? – zawołała, a jej głos odbił się zwielokrotnionym echem wśród kamiennych ścian.

Nagle tafla wody zmarszczyła się, spieniła i spod powierzchni wyłoniła się przedziwna istota, przypominająca pokrytą łuską kobietę o twarzy pozbawionej oczu. Szyję i nadgarstki istoty ściskały stalowe obręcze, a ciągnące się od nich łańcuchy znikały pod wodą.

– Czego pragniesz? – spytała.

– Chcę być wiecznie młoda – odpowiedziała bez wahania Anui. – Chcę, żeby moje piękno nigdy nie przeminęło.

– Co oferujesz w zamian?

– Ja… nie…. Nie wiem… Nie pomyślałam o tym – odparła zaskoczona dziewczyna.

– Co oferujesz w zamian? – powtórzyła istota. W jej głosie zabrzmiały ostrzejsze nuty.

– Nic nie mam.

– Obudziłaś mnie więc niepotrzebnie. Za karę odbieram ci twój czas! – to powiedziawszy, zanurzyła się z powrotem w głębinę.

Anui nie wiedziała, co oznacza klątwa, ale zrozumiała, że stało się coś strasznego. Próbowała przeprosić tajemniczą istotę, jednak ta nie pojawiła się więcej.

Gdy dziewczyna wróciła do warsztatu i przejrzała się w lustrze, zobaczyła, że starzeje się z minuty na minutę. Zanim udało jej się dotrzeć do ojca, była już kobietą w średnim wieku. Przerażony kapelusznik czym prędzej zabrał córkę do przebywającego w mieście czarnoksiężnika, ale nawet on nie był w stanie odwrócić zaklęcia.

– Mogę tylko zatrzymać ten proces – rzekł, zwracając się do Anui-staruszki – ale musimy się śpieszyć. Zostaniesz uwięziona w magicznym jaju, które pęknie, dopiero gdy wyczerpie się moc klątwy.

– Dlaczego to zrobiłaś? – spytał zrozpaczony ojciec.

– Chciałam, żeby wszyscy mnie kochali. Chciałam, żeby moja uroda nigdy nie przeminęła.

– Wszystko przemija, córeczko. Mam nadzieję, że to zrozumiesz i w kolejnym życiu nie zmarnujesz tego, czym obdarzy cię los.

W ten sposób Anui została zamknięta w fioletowym jaju, gdzie zapadła w błogi sen.

Minęły całe lata i wszyscy, których znała, odeszli. Jajo, wraz z pozostałymi rzeczami kapelusznika, zostało przekazane dalekiej rodzinie, a potem krążyło po świecie, aż przypadkiem trafiło w ręce Zbieracza Dusz.

Pewnego dnia skorupka pękła. Ze środka jaja wylała się powódź światła, które przybrało postać Anui. Gdy przetarła rozespane oczy, zobaczyła, że znajduje się na pustyni. Nieopodal stał starzec. Przyglądał się jej życzliwie.

– Kim jesteś? – spytał.

– Dziewczyną, której skradziono młodość. A ty?

– Księciem, który stracił swoje królestwo.

Nie wiedzieć czemu, roześmiała się. Mężczyzna po chwili do niej dołączył.

– Napijesz się wody? Na pewno jesteś spragniona.

– Chętnie – odpowiedziała, czując, że odtąd wszystko już będzie dobrze. Para staruszków weszła do jaskini, trzymając się za ręce.

Książę i Anui nie żyli potem długo, ale za to bardzo szczęśliwie.

 

 

 

Tomasz Zawada

 

Jasionka, dnia 11.09.2011 r.

Koniec

Komentarze

Tekst był pisany na konkurs na Szortalu, ale jako że się nie wyrobiłem w terminie, postanowiłem umieścić go tutaj. Nie pisałem nigdy wcześniej bajek, ale mam nadzieję, że okażą się przyjemną lekturą.

Pozdrawiam.

W moim przypadku bardzo.
Pozdrawiam

Przeczytałem pierwszą baśń i albo czegos nie zrozumiałem, albo na początku tej baśni jest bląd logiczny.  Cykl powtórzył się dwa razy? Przypuszczam, że dwadzieścia, ale mogę się mylić.

Właściwie miałem na myśli to, że co roku mag pojawiał się na innej wieży, więc jeden cykl trwałby dwanaście lat. Może to rzeczywiście nie do końca jasne. Zastanowię się nad tym.  Dzięki za zwrócenie uwagi.

Dzięki za wyjaśnienie . Mylący jest zwrot " jednej z wież" w drugim zdaniu - można go  rozumiec jako " jakiejkolwiek wieży", "przypadkowo wybranej wiezy"  itp. Chyba zdanie do przerobienia, a co najmniej do uścislenia. 

przyznam, że dla mnie też to było mylące;/ 

reszte baśni jeszcze czytam:) 

Bardzo fajne bajki (bajka) i bardzo przyjemnie się mi się czytało. Pozdrawiam

Mastiff

Znaczy baśń:)

Mastiff

Dzięki za komentarze.

Poprawiłem niejasność, zgodnie z pierwszą sugestią Rogera - najprostsze rozwiązanie, a przecież nie o wiek księcia się w baśni rozchodzi. :)

Pozdrawiam.

I dopiero teraz namąciłeś.
W pierwszej chwili też nie skapnąłem się, o jakim cyklu mowa --- ale tylko w pierwszej. Dlatego nie marudziłem na ten temat i doliczyłem się wieku księcia bez kalkulatora.
Dwanaście wież, co roku na jednej z nich, i cykl powtórzył się osiemnaście razy? Jaki teraz cykl? Chyba scenariusz... Stój, wróć do tego, co było...

Masz rację, Adamie. Przywróciłem pierwotną wersję. Na spokojnie muszę sobie przemyśleć ten fragment. Pośpiech wrogiem dobrego.

może napisz, że każda z wież została odwiedzona przez czarownika dwukrotnie, aż w końcu książe wybrał sie na poszukiwanie żony:) to by była dopiero prościzna. 

",,,nNa najwyższym balkonie kolejnej z tuzina wież pojawial się ..." - może tak brzmialoby lepiej?

Tak na 4-5.Pierwsz bajka jest najlepsza. Dwie kolejne to dla mnie taki misz masz - kilka pomysłów bez wyjaśnień.

Z czystym sercem dałbym piątkę. Odpowiedni dla baśni charakterystyczny styl, nieskomplikowany, lecz barwnie przedstawiający daną historię. Udany zabieg mający na celu powiązać każdą z trzech baśni i ukryć w nich jeszcze jedną, czwartą (chociaż, prawdę powiedziawszy, tożsamość Mędrca nie była zbyt trudna do odgadnięcia, ale przecież baśnie mają bawić i uczyć, a nie zaskakiwać). 
Czyta się faktycznie przyjemnie, a chyba taki właśnie był cel Autora.
Pozdrawiam. 

Lassar też tu był, miód i mleko pił... czy jakoś tak.

Naprawdę świetny tekst. Tylko pogratulować stylu i pomysłu. Czytało się naprawdę super. Jak to bajki - proste, krótkie i nieskomplikowane, ale bogate w treść i przekaz. Ja daję 6.

Zaufaj Allahowi, ale przywiąż swojego wielbłąda.

Śliczne baśnie. Czytałam naprawdę z ogromną przyjemnością i zaciekawieniem. Na pewno w przyszłości do nich wrócę bo są przecudowne ;)

Dzięki za opinie. Fajnie, że się Wam podobały. Przyznam szczerze, że pisanie tych baśni było dla mnie czystą frajdą.

Pozdrawiam.

Dobrze napisane baśnie zawsze wywołują u mnie coś w rodzaju nostalgii - i Twoim się to udało :) Po pierwsze, pod płaszczykiem lekkości chowają morał (niby "banalne" prawdy, ale tutaj jak najbardziej na miejscu). A po drugie - zakończenie trzeciej baśni. Moje znajome powiedziałyby, że jest "kochane", ja zaś ograniczę się do stwierdzenia, że bardzo dobrze Ci wyszło :D

Apropos drugiej baśni: wydaje mi się, że we fragmencie "Nikt nie wie, kim jest, ani skąd się tam wziął," nie powinno być przecinka przed "ani".
Poza tym, zamiast "Po jej przemierzeniu" napisałbym "Gdy ją przemierzysz,...".

Za całość postawiłem 5.

Słuszne uwagi. Masz rację w obu kwestiach. Dzięki.

A dlaczego tytuł brzmi "Cztery baśnie" a jest ich tylko trzy?

Czwarta jest ukryta.

Zaufaj Allahowi, ale przywiąż swojego wielbłąda.

W trzech przedstawionych. Czwarta staje się dostępna po deszyfrażu metoda NSQSmodA3.

Perełka, czy raczej trzy perełki. A może nawet cztery ;)

Bardzo ładne baśnie. Trzy. Cztery. Kilka!

W ten sposób cykl powtórzył się dwa razy, a książę osiągnął wiek, w którym powinien poszukać swej wybranki.

Też pomyślałam, że to dwulatek pilnie zaczął szukać partii. Może dopisz jakieś zdanie, że najpierw na najwyższą wieże, w następnym roku na tę odrobinę niższą itd.

napotykali przeróżne dziwy, lecz nigdzie nie mogli znaleźć odpowiedniej królewny.

No, jasne – dziwy łatwiej spotkać niż królewny. Zwłaszcza podczas wędrówki. ;-) Urocze zdanie, acz chyba interpretuję je nieco niezgodnie z zamierzeniami Autora.

Babska logika rządzi!

Podoba mi się, że choć każda z baśni zdaje się być skończona, niepostrzeżenie łączy się z pozostałymi, tworząc bardzo zajmującą, dłuższą i logiczną opowieść. Aż chciałoby się, by baśni było więcej. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka