- Opowiadanie: GaPa - Wylinka w wymiarze kosmicznym

Wylinka w wymiarze kosmicznym

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Wylinka w wymiarze kosmicznym

Była dla niego tym co wewnątrz i zewnątrz, widzialnym i niewidzialnym. Wszystkim. Poza nią nie musiał już szukać niczego. Kochał ją. Kochał ją teraz namiętnie, długo. Bez żadnych zakazów wjazdu – poza ustawionymi przez jej podświadomość. Czytał w niej, skupiony na najdrobniejszych sygnałach. Interpretował je bezwiednie, instynktownie, spragniony jej rozkoszy, bo jej rozkosz była wyczekiwaną nagrodą. Rozpoznał, że jest gotowa na finał, więc wszedł w nią, mocno i pewnie, tak jak tego oczekiwała. Jednak zauważył, że to jeszcze nie idealna pora, więc znowu z uśmiechem powrócił do pieszczenia wszelkich jej niedoskonałości – bo przecież kochał je. Uwielbiał jej zapachy, smaki. Teraz operował językiem, zanurzony w jej sokach. Pomógł sobie palcem i usłyszał głęboki, gardłowy jęk. Uniósł się nad nią, zachwycony, roześmiany – bo włosek łonowy utknął między jedynkami. Usunęła włos i przyciągnęła swojego kochanka. Pocałowali się, a mężczyzna aż zadrżał, tak wielką sprawiło mu to przyjemność. Znowu powrócili do bezczasowego rytmu, on skupiony, ona spragniona i… otwarta. Czas zwinął się w kłębek i zasnął, znużony ich szczęściem.

 

 

***

 

Mężczyzna powoli, jakby był zanurzony w wodzie, wyciągnął rękę i uruchomił monitor. Olbrzymi kształt rysował się na tle najgłębszej z czerni.

– Jak ciało Boga – powiedział niemrawo do mikrofonu. Głos miał zachrypnięty i suchy, jakby długo się nie odzywał. Odchrząknął i głośno przełknął ślinę.

– Raczej jak kosmiczny tramwaj – usłyszał odpowiedź nadzorującego jego pracę operatora.

Nie miał teraz ochoty na ciągnięcie odwiecznego sporu, więc powiedział:

– O co chodziło z tym włoskiem?

– Nie wiem, jak cię to gryzie mogę sprawdzić w instrukcji.

– Nie ma potrzeby. – Spojrzał na zegar. – Jedenaście godzin? – zapytał wstrząśnięty.

– Ano, wchodzisz do ekstraklasy!

– Jedenaście?

– No tak, mówię j-e-d-e-n-a-ś-c-i-e! Proszę, powtarzamy – j-e-d-e-n-a-ś-c-i-e!

Mężczyzna jednak zdawał się nie podzielać entuzjazmu, wylewającego się z małego głośniczka.

– Więc prom już poszedł…

– Spokojnie, za parę godzin będzie następny. Odpoczniesz, prześpisz się.

– Za późno, mamy rocznicę, obiecałem przecież…

Operator przez chwilę nie odpowiadał, aż rozległ się jego, tym razem zrezygnowany głos.

– Nieraz to widziałem, odpuść. Kto tu zaczął, w normalnym życiu, no wiesz… nie bardzo.

– A trepy? Nie mają teraz jakiegoś tajnego, hiperszybkiego transportu, na który byś mnie wsadził?

– Dwa tysiaki, ale posłuchaj…

– Dam półtora, cwaniaku. Dopilnuj jeszcze, żebym był na liście pasażerów tego naszego promu, co to mi zwiał, nie chcę mieć problemów z powrotem. Czekaj na mnie, wracam do bazy.

– Hola hola, mistrzu, nie tak szybko! Za bardzo jesteś naszprycowany. Aktualnie obowiązująca procedura przewiduje co najmniej godzinę na przefiltrowanie krwi.

– Dam radę, ruszam – odparł opryskliwie mężczyzna i rozłączył się. Wcisnął przycisk powrotu po czym zaczął ociężale wypinać się z przypominającego skomplikowany aparat medyczny fotela. Jego pojazd, wiedziony niewidzialną wiązką naprowadzającą wylądował na rampie, gdzie zaparkowało wiele podobnym, małych jednostek.

– Ani słowa – powiedział do oczekującego go operatora. Brak grawitacji pozwalał maskować zmęczenie, przemierzali więc ciasne korytarze, jak dwa dziecięce baloniki, aż dostali się na zastrzeżony pokład wojskowy, gdzie doszło do przekazania fantów. Operator odprowadził wzrokiem mężczyznę, przejętego przez młodego chłopaka w mundurze, pokiwał głową z dezaprobatą i wrócił na swoje stanowisko.

 

Nie pamiętał drogi powrotnej. Olbrzymie przeciążenia, znużenie, niewygodny fotel ultranowoczesnej jednostki wojskowej sprawiły, że zapadł w płaski, nie przynoszący ulgi półsen, zza którego dochodziły go głosy obsługi. Pewnie lecą po kolejny, precyzyjnie wyskrobany ludzki mózg do tych swoich chorych eksperymentów, pomyślał i znowu zapadł w męczący stan półjawy.

 

Kiedy wylądowali, szybko przemycono go do cywilnej części hali przylotów, pełnej gwaru przemieszczających się ludzi, ogłoszeń, głośnych reklam. Automaty segregujące podróżnych skierowały go do trzeciej bramki, co zaowocowało dość brutalną kontrolą, po zbadaniu karty ID jednak przepuszczono go dalej. Wolał nie myśleć, co by się stało, gdyby trafił na bramkę numer pięć, gdzie pewnie nie miałby czasu na jakiekolwiek tłumaczenia. Bramkę, popularnie nazywaną „ups", gdyż niedawno rzecznik prasowy lotniska tak spuentował kolejny – eufemistycznie nazywany incydentem – przypadek śmierci poddanego kontroli pasażera.

Nie miał siły telepać się publicznym transportem, wsiadł więc do powietrznej taksówki.

– Wybierz interfejs – rozległ się bezosobowy głos i na ekranie wyświetliły się dostępne awatary.

– Daj losowy – odpowiedział. Na przedniej szybie wyświetliła się twarz murzyna o grubych wargach i krótkich, kręconych włosach.

– Dokąd, massa?

– Dom – odparł i raz jeszcze pokazał kawałek plastiku, sprawiający, że był częścią świata, wiążący go z nim niczym lina harpunnika.

– Się robi. – Hologramowy obraz wyszczerzył śnieżnobiałe zęby i ruszyli w drogę. – Pozwolę sobie zauważyć, massa, że będziemy przelatywać nad Aleją Konia i Krowy, gdzie pod numerem piętnastym odbywa się wystawa oryginalnych dziewiętnastowiecznych ozdób małżowin usznych Masajów.

– Pobierz ode mnie daninę na poczet pominięcia reklam i pozwól cieszyć się błogą ciszą – odparł mężczyzna, po czym opadł w wygodny fotel. Oto motto tych czasów – płać za brak dźwięku, tak jak niegdyś należało zapłacić za jego obecność. Zapadał w sen, kiedy rozbrzmiała głośna, jazgotliwa muzyka. Rozkojarzony rozejrzał się po wnętrzu taksówki. Zamiast murzyna, na przedniej szybie wyświetlało się niewyraźne logo, podpisane jako Chrześcijańsko-Muzułmańskie Ramię Trzeciego Kongresu Organizacji Postekologicznych „Wspólny Prorok Na Zielonym Polu Kapusty".

– Obywatelu – rozległy się słowa odezwy. – Jesteś we władzy szlachetnych piratów, licencjonowanych obrońców bezsilnej natury! Słuchaj więc; posiadasz prawo przejazdu publicznymi środkami transportu, a mimo to wybrałeś, nie dbając o nasz matecznik, ten pojazd. Nasza krwawiąca planeta wzywa: bądź odpowiedzialny!

Próbował protestować, ale było to tylko nagranie, bez kanału zwrotnego. W pośpiechu nie zabrał nawet telefonu, siedział więc bezradny i zrezygnowany. Po podaniu numeru konta, pojawił się na chwilę inny głos, informując, że pierwszym punktem przymusowej wycieczki edukacyjnej będzie miejskie wysypisko, po czym komunikat rozpoczęto od nowa.

Nad wysypiskiem otwarto okna, więc oprócz hałasu do taksówki wpadł jeszcze obrzydliwy, mdlący fetor. W tym momencie odezwa zacięła się na słowach „bądź odpowiedzialny", które powtarzały się, aż dźwięk gwałtownie umilkł i pojazd zaczął bezwładnie spadać. Położył się na podłodze, skulony, chroniąc głowę między nogami. Na szczęście tuż nad ziemią włączył się system awaryjny, więc taksówka miękko opadła na ziemię, po czym zaległa cisza.

Szybko wydostał się przez otwarte okno. Przez chwilę czekał w pobliżu, mając nadzieję, że automat zresetuje system, usuwając z pamięci komputera wadliwie napisany program postekologów. Jednak maszyna stała niema i głucha. Rozejrzał się bezradnie po wydającym się ciągnąć jak morze w każdą stronę aż po horyzont śmietnisku i ruszył w stronę słońca. Szedł, pośród odpadków, smrodu oraz dziwnego, chroboczącego dźwięku, jakby tuż pod stopami maszerowała niezliczona armia skarabeuszy o chitynowych, pomarszczonych pancerzach.

 

Wymyślił sobie, że jest gościem DJ.Kazno, który do swojego programu zaprasza tylko topowych celebrytów. Opalony, wysportowany, ubrany jedynie w obcisłe, tęczowe spodenki i koloratkę DJ wpada do studia, wzbudzając szalony aplauz publiczności. Napina mięśnie i zastyga w charakterystycznej pozie, czym doprowadza publiczność do ekstazy. [APLAUZ]

– Do dzieła! [SZAŁ] – ryczy i choć wydaje się to niemożliwe, wznieca tym jeszcze większy hałas na widowni. – Przywitajmy naszego gościa. [BRAWA]

Podnosi się kotara, by odsłonić siedzącego na wygodnym fotelu zblazowanego, ekscentrycznie ubranego mężczyznę.

– Oto on – skanduje prowadzący – niesamowity, na samym szczycie omijających podatki, niestrudzony kolekcjoner używanej – ale raz tylko – damskiej bielizny! [BRAWA] Tylko my wiemy, jak zaczynał! Teraz jego spojrzenie w nanosekundzie rozkłada każde, ładne czy brzydkie, ogolone czy owłosione, proste czy krzywe nogi! [ŚMIECH] Ma też drugą twarz, filantropa – ostatnio otworzył sieć darmowych, dostępnych dla każdego szkół dla programistów! [BRAWA] Ale kiedyś… Czas na krótką część edukacyjną, moi mili! [BRAWA]

DJ, jak na profesjonalistę przystało stanął z boku, a w części centralnej studia pokazał się wielki hologram. Wyświetlono krótką, zabawną kreskówkę, przedstawiająca historyczną ekspedycję profesora von Jürgena. Filmik skończył się w momencie kiedy jego pojazd kosmiczny nagle otoczyły gigantyczne kształty, które wyłoniły się z przestrzeni, w ciszy wypełniając pustkę.

Prowadzący sprężystym krokiem powrócił na centralne miejsce studia. Roześmiał się jowialnie.

– Te moje złote chłopaki od animacji! Podziękujmy im! [BRAWA] – Uspokoił publiczność, by móc kontynuować. – Nie będziemy wchodzić w domenę jajogłowych, dzielić włosa na krzyż, deliberować czym są, nazwijmy je neutralnie „obiekty"; stworzone przez Boga czy Szatana, twory sztuczne, czy coś pomiędzy. [APLAUZ] – Obok niego pojawiały się szybko hologramy z kompromitującymi, lub – rzadziej – zabawnymi zdjęciami naukowców, z głównymi tezami ich teorii dotyczących tematu. Napisy znikały oczywiście tak szybko, że nie dało się ich odczytać, pozostałe szczegóły były znakomitej jakości. – Jakie jest twoje zdanie? – zwrócił się do gościa programu. [CISZA]

– Zdecydowanie żywe istoty, a głównym czynnikiem za tym przemawiającym jest fakt, że istnieje prosta zależność pomiędzy długością obsługiwania tych stworzeń przez ludzi, a ich gotowością do podróży, przy czym nie występuje ona, gdy obsługa jest w pełni automatyczna. – Gdy to mówił, pokazały się słupki wykresu, pokazujące, że niemal połowa populacji Ziemi myśli tak samo.

– Uff, długie zdanie! [ŚMIECH] I jaka zdecydowana opinia! Na potrzeby programu jednak proponuję nazywać je „obiektami", bo mi reklamodawcy spieprzą! [ŚMIECH] – Machnął ręką i zaśmiał się znowu. – Wiemy, że pojawiły się znikąd, wiemy też, że ciągle przemierzają tą samą trasę, znikając i w tym samym momencie pojawiając się w innym punkcie przestrzeni, a przyczyna tego zjawiska jest ciągle nieznana, dzięki czemu przybywa nam wyłysiałych naukowców! [ŚMIECH] Odwiedzają przy tym trzy nadające się do zamieszkania planety – licząc naszą oczywiście, bo przy odrobinie samozaparcia da się tu przetrwać! [ŚMIECH] Podróżujemy na nich, jak niegdyś na osłach, bo jak wiadomo, jak się ta bestia uprze, to stoi w miejscu albo lezie gdzie chce! [BRAWA] Nie wiemy skąd się biorą i dlaczego gonią wciąż wkoło, jak pies za ogonem! [ŚMIECH] Byłeś operatorem? [CISZA]

– Tak, obsługiwałem… „obiekty".

– To była twoja pierwsza praca?

– Owszem.

– A więc od razu na głęboką wodę! Brawo! [APLAUZ] [CISZA] Była to (DJ zrobił obleśną minę) przyjemna praca?

Mężczyzna jakby się zmieszał, nim odparł: – Owszem, lubiłem ją.

– Opowiedz mi o interfejsie Er.OS.

– Interfejsie?

– Stary, podobno wielkie komputery pracowały, byście tam, w pustce kosmicznej, mogli odbyć idealną kopulację? [APLAUZ] [ŚMIECH] – zapytał poważnie, z miną dociekliwego naukowca, i tylko delikatnie uniesione kąciki ust zdradzały jego prawdziwy zamiar.

– Ależ to nie tak, odwracasz sytuację. [NIELICZNE GWIZDY] Faktycznie, dla mnie wyglądało to jak uprawianie miłości. Miłość, podkreślam, nie kopulacja. [CHICHOTY] Komputery o wielkiej mocy obliczeniowej też były, ale dzięki pomocy rozmieszczonych na… hm… „obiektach" czujników i skomplikowanych algorytmów genetycznych próbowały interpretować ich zachowanie, które było przedstawione dla mnie jako reakcje partnerki. [TUPANIE] Moje zaś, hm, poczynania były przekładane na konkretne działania wobec nich.

– A narkotyki? [CISZA]

Minęło parę długich sekund, nim padła odpowiedź: – Otrzymywaliśmy pewne preparaty służące poprawie koncentracji, zaangażowania, [GWIZDY] ale oprócz tego również byliśmy odżywiani pozajelitowo, tak że nie wszystko co nam podawano to środki… specjalnego przeznaczenia. Niektóre seanse trwały po kilkanaście godzin, jeszcze raz powtórzę – obsługiwane w ten sposób przez ludzi „obiekty" były szybciej gotowe do drogi.

– Seanse… [ŚMIECH] – Prowadzący uspokoił publiczność. [CISZA] – Chciałbym tak sprzątać dom; zamiast strzelać pilotem w głupi odkurzacz, wkładam strój do cyberseksu. Gładzę cycuszki – maszyna czyści poduszki, wkładam zaganiacza – automat wlewa odkamieniacza do sracza! [SZAŁ] Niech moi prawnicy wniosą stosowne patenty, producentów oprogramowanie proszę o kontakt po programie! [APLAUZ] [CISZA] Nie róbmy sobie już jaj, w istocie była to ważna i pożyteczna praca.

– Zgadza się. – Gość programu zaczął się uspokajać, czuł, że nieprzyjemna część już się kończy.

– Podobno jednak wojsko poszło jeszcze dalej? Mówiło się o próbach bezpośredniego podłączenia do „obiektów" odpowiednio spreparowanych ludzkich mózgów? [BUCZENIE] [CISZA] By, jak to się górnolotnie mówi, wydrzeć ich tajemnice oraz uzyskać pełnię kontroli.

– Podobno… – Skinął głową i zrobił minę „tak, wszyscy o tym wiemy, sam to widziałem, oficjalnie muszę milczeć". [TUPANIE] Wtedy zbladł, bo DJ.Kazno napiął mięśnie, stanął w charakterystycznej pozie i niewinnie zapytał.

– Czy to prawda, że odkąd walisz gruchę robalom, nie smakują ci już nasze słodkie, ziemskie brzoskwinki? [SZAŁ] [BUCZENIE] [GWIZDY] [TUPANIE]

Na hologramie ukazało się zdjęcie jego partnerki, nie była to karykatura, a jednak miała brzydko wydęte usta, niezdrowo wyglądającą cerę, pogardliwy wyraz twarzy. Coś w jej spojrzeniu mówiło, że jest zawistną, ponurą istotą.

 

Potrząsnął głową, aby pozbyć się nieprzyjemnej fantazji, jednak wciąż miał przed oczami zdeformowany, a jednak w jakiś sposób również prawdziwy obraz swojej dziewczyny. Czy, w chwili absolutnej szczerości, taką naprawdę ją widział? Brzydką i nieatrakcyjną, ciągle czegoś żądającą, wypominającą? O odpychającym wnętrzu i aparycji?

Dojrzał przed sobą ruch, więc skręcił w tamtą stronę. Pośród odpadków bawiła się mała, urocza dziewczynka. Na jego widok wstała, pokazała mu małą, zieloną żabkę, którą trzymała na dłoni i powiedziała: – Brzydkie kobiety też pragną, by ktoś pieścił ich piersi. – Powróciła do zabawy.

– Jesteś tylko halucynacją, wywołaną przez zmęczenie i ciągle obecne w moim krwiobiegu narkotyki – odparł.

Pochylony ruszył niemrawo, z trudem podrywając stopy. Rzeczywistość uległa rozszczepieniu i widział dwa, przesunięte w czasie obrazy – na jednym wciąż z mozołem pokonywał przestrzeń, na drugim leżał na plecach pośród śmieci, bezbronny. Wyciągnął – albo tylko chciał wyciągnąć przed siebie dłonie i zamknął oczy. Próbował tłumić panikę, uspokoić oddech. Coś trąciło go w ramię. Powoli, ostrożnie wymacał ręką małą, zwiniętą kulkę. Pomógł sobie drugą, rozwinął papier i po chwili ostrożnie otworzył jedno oko.

USZY DO GÓRY, NIE PĘKAJ

POŁĄCZENIE POMIĘDZY PÓŁKULAMI ZOSTANIE WKRÓTCE PRZYWRÓCONE

SPOIDŁO WIELKIE

– Dzięki – wyszeptał wdzięczny.

 

Musiał zasnąć, ale nie na długo, bo gdy się obudził słońce wydawało się stać w tym samym miejscu. Omamy znikły, wstał więc by kontynuować wędrówkę. Drżał.

 

Gdy dotarł do domu, było już po północy. Winda dopiero za trzecim razem zaakceptowała jego kartę ID, jakby powoli stawał się nierealny, coraz bardziej oddalony od świata. Bał się, że jego stopy zaczną grzęznąć w podłodze, aż runie w ciężkie, gęste jądro Ziemi.

Otworzył drzwi mieszkadełka. Nastrojony na niego system rozrywkowy jak zwykle bezbłędnie wybrał utwór i zaczął cicho odtwarzać intro starożytnego hymnu „Blood Red Skies" heavymetalowych klasyków z Judas Priest.

Na niewielkim stoliku stojącym w kącie salonu wciąż jeszcze widać było ślady starannie przygotowanego na specjalną okazję obiadu. Zabawnie ułożone w kształt łabędzi serwetki, talerze, lśniące sztućce. Świeczki stopiły się w bezkształtne bryły, przypominające przerażające, prehistoryczne wzgórza, gdzie oddawano hołd okrutnym bogom. Łatwo mógł sobie wyobrazić półnagich wojowników, którzy przyszli błagać o deszcz. Stali u podnóża wzgórza, niemal nadzy, umalowani w przerażające wzory. Na szczycie tańczył siwowłosy szaman, zaś na ołtarzu leżała odurzona narkotykami ofiara – strumyk śliny płynął z kącika ust młodego człowieka. Szaman uciszył wojowników, by nagłym ruchem wbić ręce w klatkę piersiową mężczyzny. Rozległy się krzyki i wycie zgromadzonych na dole. Starzec, trzymając wciąż bijące, parujące serce ucisza ich i zaczyna gromkim głosem przemawiać: – Podaję prognozę pogody na jutro; ciśnienie tysiąc sześć hektopaskali, opady deszczu…

– Deszcz, jaki deszcz? – zapytała stojąca w drzwiach miniaturowej sypialni niewielka jak ona dziewczyna. Dopiero wtedy zdał sobie sprawę, że wszystko wypowiedział głośno i gwałtownie, jakby przez chwilę on sam stał na targanym wichrem wzgórzu. Dziewczyna miała rozmyty makijaż, spuchnięte, czerwone oczy, źrenice rozszerzyły się jego widok, jakby dopiero teraz go dostrzegła.

– Żyjesz? Ty żyjesz? Jesteś tu? – zapytała niepewnie.

– A nie żyłem? Nie było mnie? – odparł zaskoczony.

Wskazała ręką monitor.

– Mówili, twój prom, katastrofa… – zamilkła zdezorientowana.

– Przecież wracałem transportem wojskowym, to tylko jakaś głupia pomyłka.

Jej oczy rozświetliły się i ujrzał ją taką, jaką była naprawdę. Zwykła, ciepła dziewczyna, nie pozbawiona wad i małych nadziei. Przytuliła się do niego, a on przypomniał sobie, jak wiele dla niego znaczy. Zaczął gładzić jej włosy, nie wiedział kiedy znaleźli się w łóżku, zaczęli się kochać. Rozpoznał, że jest gotowa na finał, więc wszedł w nią, mocno i pewnie, tak jak tego oczekiwała. Krzyknęła z bólu i odepchnęła go. Skuliła się w kącie, jak zdesperowane, dzikie stworzonko, które za plecami ma tylko odrapany mur. Wpatrywała się w niego przerażona. Wiedziona chyba przedwieczną kobiecą intuicją wyszeptała załamana: – Kochałeś się teraz ze mną?! Co ty wyprawiasz? Dostrzegasz mnie w ogóle? Jestem tu, żywa i prawdziwa. A ty? Kochasz mnie jeszcze? Coś czujesz?

Nic jej nie odpowiedział, albo nie pamiętał co. Szlochała, niemal bezgłośnie, aż do zaśnięcia. Leżała teraz, bezbronna, zwinięta w kłębek, nieobecna.

 

Pomimo zmęczenia nie mógł zasnąć. Oddychał płytko. Był przekonany, że żyje czyimś życiem, pochłania czyjeś powietrze. Zabiera miejsce komuś, kto wiódłby tu szczęśliwy żywot. Ale gdzie jest jego miejsce? Pragnął przestrzeni, pustki i spokoju. Świt beznamiętnym, ostrym światłem zaczął wydobywać z mroku kontury pokoju, nadając wszystkiemu zdeformowany, obcy wygląd. Wpatrywał się w falującą w rytm oddechu dziewczyny linię kręgosłupa, dzielącą plecy na pół; wyglądała, jakby zaraz miała pęknąć, a wtedy ze środka wypełzną groźne, uzbrojone w rzędy trójkątnych, ostrych zębów bestie.

Rozwiązanie objawiło się nagle, przynosząc upragniony spokój. W pełnym świetle dnia powziął decyzję jeszcze zanim zapadł w sen. Pozostały tylko kwestie techniczne; przekazanie materialnych i niematerialnych dóbr, jakie zgromadził – poza nią nie miał nikogo, więc wybór był prosty. Musiał też ją przekonać, by nie czekała, ta podróż dobiegała końca. Bo, że wojskowi się zgodzą, był pewien; ci chłopcy zawsze lubili kroić żaby.

Koniec

Komentarze

 

Super Opowiadanie. Jestem świeżo po lekturze „Ubika" Filipa K. Dicka więc ten typ psychodelicznej narracji gdzie rzeczywistość miesza się z omamem musi do mnie przemawiać i przemawia. Jedno z lepszych opowiadań jakie ostatnio czytałem. Gratulacje

Rewelacja. Wspaniałe opowiadanie. Miałam nie nominować opowiadań na Harem do nagrody miesiąca, ale dla tego zrobię wyjątek. "Brzydkie kobiety też pragną, by ktoś pieścił ich piersi" - tego brakowało w dotychczasowych tekstach konkursowych. 6

> andrzejtrybula
Aaaa, Dick, "Trzy stygmaty (...)", "Ubik"... Zawsze wydawało mi się że "Człowiek z Wysokiego Zamku" to powieść napisana specjalnie do zgarniania nagród, jest jakaś taka "chłodna" w porównaniu z innymi... Cieszę się, że moje opowiadanie się podobało.

> Ranferiel
Ech, gorąca i temperamenta z Ciebie dziewczyna ;) Bardzo pokornie dziękuje, troszeczkę mnie poniosło momentami, ale cieszę się że nie rozbiło to opowiadania w Twej opini.

Pzdr

Pierwsza scena świetna. Zgrabnie zamknąłeś całość w klamrę, a pośrodku zdążyłeś jeszcze zarysować świat przyszłości. Mnie dla odmiany skojarzyło się z Heinleinem.
Reklamy i wysypisko - rewelacja:)
Mogłabym się przyczepić do decyzji bohatera pod koniec. Jakoś za szybko zmienił zdanie. Najpierw ulga, a potem... Po prostu nie widzę przemiany postaci. Trochę to psychologicznie niewiarygodne, ale może się czepiam.
Ode mnie 5. 

> Selena
> Mogłabym się przyczepić do decyzji bohatera pod koniec. Jakoś za szybko zmienił zdanie.

Jako że tekst wisi, każdy teraz może interpretować po swojemu. Mnie osobiście wydaje się, że to tak trochę jak z postanowieniami noworocznymi - pod wpływem uroku chwili podejmuje się różne decyzje, z których potem się nie wywiązuje (rzucę palenie, schudnę itd itp).
Gość jest zmęczony, zagubiony. na kacu (po narkotykach), miał kilka przykrych incydentów. W tej sytuacji mogło mu to się wydawać dobrym rozwiązaniem, chociaż de facto chce pakować się w coś zupełnie nieznanego. Nie wiem co będzie jak wstanie, czy złe chmury zostaną przepędzone, czy podtrzyma decyzję... Cóż, trzeba zerkać w niebo ;)

pzdr i dzięki za krytyczny głos

Zaprawdę, bardzo dobry i do tego inteligentny tekst. Brawo.

Naprawdę doskonale napisane,świetnie i odemnie szósteczka. ;)))

Witaj!

Niezłe. Ma zachwycająco mroczną puentę, a ja lubię dobre puenty. Wkradł Ci się jakiś błą literówkowy raz czy drugi, ale to nie zmienia faktu, że stworzyłeś porządny kawał tekstu. Wielkie brawa za styl i mroczny klimat nie obiecującej zbyt wiele przyszłości.
I pomysł. Przede wszystkim pomysł.

Pozdrawiam
Naviedzony

Cieszę się, że nie zmarnowałem Państwa czasu.

> Naviedzony
> Wkradł Ci się jakiś błą literówkowy raz
A niech to, znalazłem i teraz mnie prześladuje ;)
Nie trzeba było pisać ;)

pzdr

Jeszcze jestem roztrzęsiony po lekturze. W zasadzie nie mam się do czego przyczepić. Opowiadanie jest takie, jakie moim zdaniem powino być - niewiele jest powiedziane wprost, za to całość świata można sobie bez trudu posklejać z zamieszczonych fragmentów. Bohater jest z krwi i kości i bardzo mnie przekonuje. Stylistyka talk-show oddana jest fenomenalnie. Erotyka jest na dobrym poziomie, a przede wszystkim opowiadanie jest O EROTYCE a nie z erotycznymi wstawkami. To moim zdaniem, przy równoczęśnie dobrym stylu i wspaniałym pomyśle stawia utwór w konkursowej czołówce.

Przy okazji jest jeszcze coś co dotyka problemów, byc może bolesnych,  znanych nam na codzień.

Wystawione szóstki są całkowicie uzasadnione.

@Selena - masz rację z zakończniem; też wydaje mi się, że był to lekki skrót ze strony autora, ale było to dla mnie zupełnie niezauważalne (za dużo emocji w tekście) więc absolutnie nie popsuło odbioru

OK, do konkursu.

> Yelonek
Dzięki za zamieszczenie opinii. Zawsze miło, jak ktoś uzasadni (in plus czy in minus) swoje zdanie. Co do końcówki, prawie mnie przekonaliście, ale z drugiej strony... Może nie było by tak mocnej (mam nadzieje) wymowy, co to za szlachetna rasa, że ktoś woli zwiać do innej, tak go własna uwiera.

pzdr

Nie odebrałem "zwiania" jako ucieczki od własnej rasy. Raczej jako dramat człowieka, który nie potrafi sie przystosować. Tym bardziej, że ucieczka to raczej zbyt delikatne słowo - bliżej tu do samobójstwa. W tym kontekście całość przeżyć bohatera była bardzo poruszająca. W końcu on chciał wrócić, byc ze woją partnerką a nagle okazało się, że już nie potrafi.

> Yelonek
Przebyłem szybką drogę od szczegółu do ogółu ;) Bo wydaje mi się, że on już z nikim nie potrafi być, nawet jego operator mówi "(...) odpuść. Kto tu zaczął, w normalnym życiu (...)". Gość jest zajechany, w dołku, nie siedzi rysując grafów co będzie jak itd itp. Myślę, że lepiej by było dla nich, jakby im wymazywali te "seanse", zresztą, może złamanie procedury było clue sprawy? Bo jest nieźle rozdzierany pomiędzy absolutną doskonałością a tym całym jazgotem, jeszcze na koniec nie znalazł odpowiednich słów... Może i przekroczył ten próg, za którym drzwi otwierają się tylko w jedną stronę? Kazałem mu wstać i iść, tak że to po trochu i moja wina... Myślę że był dzielny, uparty, tylko... może za młody? Ech...
pzdr

Świetny pomysł, bardzo dobrze opisane emocje i psychika bohatera. Oko redaktorki wyłapało parę błędów językowych, co jest zupełnie normalne (w końcu od tego są redaktorzy w wydawnictwach;-)), ale tylko na początku, co świadczy, że tekst wciągnął. Najbardziej spodobało mi się jedno zdanie: "Czas zwinął się w kłębek i zasnął, znużony ich szczęściem". Piękne.

> Piwak
> Oko redaktorki wyłapało parę błędów językowych

Byłbym zachwycony, gdyby Pani je wymieniła, (oprócz tych dwóch literówek, które mnie prześladują), ale rozumiem że praca kosztuje, więc może, jeśli Pani powróci do tego wątku, to skoro zachwyciło Panią zdanie:

> "Czas zwinął się w kłębek i zasnął, znużony ich szczęściem".
To mógłbym je wypożyczyć do poniedziałku? ;)

pzdr

>Gapa

Myślę, że tak krótki tekst nie wystarcza żeby dobrze rozrysować postać i albo tworzysz coś co wygląda wiarygodnie a odbiorca dopowiada sobie resztę, która niekoniecznie musi się pokryć z Twoim wyobrażeniem, albo wychodzi potworek, którego z niesmakiem spuścimy w klozecie.

Jak widzisz, czytając komentarze - Twój bohater wszystkich przekonał.

> Yelonek
> Myślę, że tak krótki tekst nie wystarcza żeby dobrze rozrysować postać i albo tworzysz coś
> co wygląda wiarygodnie a odbiorca dopowiada sobie resztę, która niekoniecznie musi się
> pokryć z Twoim wyobrażeniem

Oczywiście, ktoś powiedział (niedokładny cytat) "Kiedy dwie osoby patrzą na ten sam dom, każdy widzi co innego".
 Ja oczywiście mogę wiedzieć, że Pierwszy Kongres Postekologów, kiedy powstawał został przyjęty z dużymi nadziejami. Niestety, poszły za tym duże pieniądze, co było przyczyną rozłamów i rzeczywistego rozpadu. Po kilku latach powstał Drugi, de facto zwykła organizacja mafijna z dużymi wpływami. Trzeci Kongres był oddolną, zorganizowaną przez młodych ludzi odpowiedzią na dwa poprzednie, nie przez wszystkich uznawany, ogólnie dość śliska sprawa. Czy to by coś wniosło do akcji opowiadania? Nie sądzę, dlatego obdarłem je ze wszystkiego, czego nie uważałem za niezbędne.
Zaś z Twoją interpretacją jak najbardziej się zgadam, może tylko w zaganianiu nie jestem w stanie prezycyjnie się wypowiedzieć;) Ponadto teraz, kiedy rzecz jest na "papierze", staram się patrzeć na moje opowiadanie tak, jakbym nie wiedział nic ponadto co tu się znajduje. I co? Strzelam palcami i mam sześć różnych wątków, karuzel możliwości. Sympatyzuję z bohaterem, on jest mocno zdeterminowany. Najpierw np sądziłem, ze na wysypisku spędzi całą noc. A on wstał i poszedł. Kto wie, co go jeszcze spotkało po drodze, nim dotarł do domu? Parł jak czołg...

pzdr, fajnie podyskutować, doceniam że zechciałeś się odezwać.

> Yelonek
Poza tym, hm, hm, mam nadzieję że nie prowadzimy żadnego sporu? Daleki jestem od narzucania swojej opoini w kontekście odbioru. Ba, jestem zachwycony tym, że ktoś zechciał na tyle długo przystanąć, żeby rąbnąć swoje zdanie (nieważne, dobre czy złe słowo). Ja sobie też mogę tylko pointerpretować opinie ;)
- andrzejtrybula - akurat ma czas fascynacji PK Dickiem - dla mnie to wyróżnienie
- Ranferiel - mogło jej się spodobać, że bohaterzy nie są idealni, nawet może ideału nie pragną
- Naviedzony  - syn mroku ;)
- Yelonek - jestem fanem Twojej interpretacji mojego utworu ;)
- Selena - lubi zerkać na szkielet, budowę opowieści
- Piwak - ma oko fachowca, łowca fajnych zdań

Uproszczenia... ale to tylko moja interpetacja. A jako że jeszcze i parę osób zostawiło opinię - wielkie dzięki. Dla mnie to w ogóle niezwykłe, że komuś się chciało...
pzdr

Haha, a coś w tym jest, wiesz?
Szkielet historii to rzecz, z którą mam największy problem, dlatego podglądam u innych. Szukam OŚWIECENIA. 

> Selena
> Szukam OŚWIECENIA

"Szukasz oświecenia
spal bibliotekę"

;)

Pożyczone mi się nie przyda, tym bardziej na tydzień;-) ale może kiedyś odezwę się, jakby pasowało na motto. Opowiadanie fajne i niedługie, więc mogłam się pobawić. Niestety, przy kopiowaniu podkreślenia powtórzeń zniknęły, ale w nawiasach kwadratowych pisałam, o co mi chodzi i dawałam propozycje zmian. Nie jest tego dużo, szczególnie jak porównam z tekstami, które czytam w pracy ;-)
A łowcą fajnych zdań faktycznie jestem - mam koło setki stron cytatów wypisanych z różnych książek :D

Była dla niego tym co wewnątrz i zewnątrz, widzialnym i niewidzialnym. Wszystkim. Poza nią nie musiał już szukać niczego. Kochał ją. Kochał ją teraz namiętnie, długo. Bez żadnych zakazów wjazdu - poza [+tymi] ustawionymi przez jej podświadomość. Czytał w niej, skupiony na najdrobniejszych sygnałach. Interpretował je bezwiednie, instynktownie, spragniony jej rozkoszy, bo jej rozkosz [powtórzenie - lepiej: to ona; która] była wyczekiwaną nagrodą. Rozpoznał, że jest gotowa [zmiana podmiotu na nagrodę; może przynajmniej nowy akapit, skoro nie używasz określeń ani imion]na finał, więc wszedł w nią, mocno i pewnie, tak jak tego oczekiwała. Jednak zauważył [lepiej na odwrót], że to jeszcze nie [+jest - nie powtarzasz tego samego orzeczenia, by móc go opuścić w drugiej części zdania] idealna pora, więc znowu z uśmiechem powrócił do pieszczenia wszelkich jej niedoskonałości - bo przecież kochał je. Uwielbiał [+też - chyba że chodzi o niedoskonałości] jej zapachy, smaki. Teraz operował językiem, zanurzony w jej sokach. Pomógł sobie palcem i usłyszał głęboki, gardłowy jęk. Uniósł się nad nią, zachwycony, roześmiany - bo włosek łonowy utknął między jedynkami. Usunęła włos i przyciągnęła swojego kochanka. Pocałowali się, a mężczyzna aż zadrżał, tak wielką sprawiło mu to przyjemność. Znowu powrócili do bezczasowego rytmu, on skupiony, ona spragniona i... [wielokropek według mnie jak najbardziej można usunąć] otwarta. Czas zwinął się w kłębek i zasnął, znużony ich szczęściem.:-)

***

Mężczyzna powoli, jakby [+był, znajdował się w wodzie; podmiot może być domyślny, orzeczenie już niespecjalnie] zanurzony w wodzie, wyciągnął rękę i uruchomił monitor. Olbrzymi kształt rysował się na tle najgłębszej z czerni.
- Jak ciało Boga - powiedział niemrawo do mikrofonu. Głos miał zachrypnięty i suchy, jakby [za blisko siebie] długo go nie używał. Odchrząknął i głośno przełknął ślinę.
- Raczej jak kosmiczny tramwaj - usłyszał odpowiedź nadzorującego jego pracę operatora.
Nie miał teraz ochoty na ciągnięcie odwiecznego sporu, więc powiedział:
- O co chodziło z tym włoskiem?
- Nie wiem, jak cię to gryzie mogę sprawdzić w instrukcji.
- Nie ma potrzeby. [bez kropki, gdy po myślniku ta sama osoba, która mówi, wykonuje czynność] - Spojrzał na zegar. - Jedenaście godzin? - zapytał wstrząśnięty.
- Ano, wchodzisz do ekstraklasy!
- Jedenaście?
- No tak, mówię [wcześniej to nie operator mówił, tylko główny bohater spojrzał na zegarek - tak zrozumiałam] j-e-d-e-n-a-ś-c-i-e! Proszę, powtarzamy - j-e-d-e-n-a-ś-c-i-e!
Mężczyzna jednak zdawał się nie podzielać entuzjazmu, [bez przecinka skoro do entuzjazmu] wylewającego się z małego głośniczka.
- Więc prom już poszedł...
- Spokojnie, za parę godzin będzie następny. Odpoczniesz, prześpisz się.
- Za późno, mamy rocznicę, obiecałem przecież...
Operator przez chwilę nie odpowiadał, aż rozległ się jego, tym razem zrezygnowany [+przecinek-wtrącenie] głos.
- Nieraz to widziałem, odpuść. Kto tu zaczął, w normalnym życiu, no wiesz... nie bardzo.
- A trepy? Nie mają teraz jakiegoś tajnego, hiperszybkiego transportu, na który byś mnie wsadził?
- Dwa tysiaki, ale posłuchaj...
- Dam półtora, cwaniaku. Dopilnuj jeszcze, żebym był na liście pasażerów tego naszego promu, co to mi zwiał, nie chcę mieć problemów z powrotem. Czekaj na mnie, wracam do bazy.
- Hola hola, mistrzu, nie tak szybko! Za bardzo jesteś naszprycowany. Aktualnie obowiązująca procedura przewiduje co najmniej godzinę na przefiltrowanie krwi.
- Dam radę, czekaj - odparł opryskliwie mężczyzna i rozłączył się. Wcisnął przycisk [nie brzmi dobrze obok siebie; może guzik?] powrotu [+przecinek] po czym zaczął ociężale wypinać się z fotela, [ bez przecinka gdy imiesłów zaraz za rzeczownikiem, który opisuje] przypominającego jakiś skomplikowany aparat medyczny. Jego pojazd, wiedziony niewidzialną wiązką naprowadzającą [+przecinek, wtrącenie] wylądował na rampie, gdzie czekało [na co? Może stacjonowało?] wiele podobnym, małych jednostek.
- Ani słowa - powiedział do czekającego [powtórzenie] na niego operatora. Brak grawitacji pozwalał maskować zmęczenie, przemierzali więc [bez] ciasne korytarze, [bez przecinka] jak dwa dziecięce baloniki, aż [czyli tu była już grawitacja?] dostali się na zastrzeżony pokład wojskowy, gdzie doszło do przekazania fantów. Operator odprowadził wzrokiem mężczyznę, przejętego przez młodego chłopaka w mundurze, pokiwał głową z dezaprobatą i wrócił na swoje stanowisko.

Nie pamiętał drogi powrotnej. Olbrzymie przeciążenia, znużenie, niewygodny fotel ultranowoczesnej jednostki wojskowej sprawiły, że zapadł w płaski, nie przynoszący ulgi półsen, zza którego dochodziły go głosy obsługi. Pewnie lecą po kolejny, precyzyjnie wyskrobany ludzki mózg do tych swoich chorych eksperymentów, pomyślał [+obojętnie? Brakuje mi przymiotnika] i znowu zapadł w męczący stan półjawy.

Kiedy wylądowali [lepiej l.poj. - dalej jest „go" albo jako podmiot dać statek, jednostka..], szybko przemycono go do cywilnej części hali przylotów, pełnej gwaru przemieszczających się ludzi, ogłoszeń, głośnych reklam. Automaty segregujące podróżnych skierowały go do trzeciej bramki, co zaowocowało dość brutalną kontrolą, [tu ale, jednak] po zbadaniu karty ID jednak [bez; +ostatecznie] przepuszczono go dalej. Wolał nie myśleć, co by się stało, gdyby trafił na bramkę numer pięć, gdzie pewnie nie miałby czasu na jakiekolwiek tłumaczenia. Bramkę, popularnie nazywaną „ups", gdyż niedawno rzecznik prasowy lotniska tak spuentował kolejny - eufemistycznie nazywany incydentem - przypadek śmierci poddanego kontroli pasażera.[fajne]
Nie miał siły telepać się [może lepiej: nie miał sił na niedogodności ...] publicznym transportem, wsiadł więc do powietrznej taksówki.
- Wybierz interfejs - rozległ się bezosobowy głos i na ekranie wyświetliły się dostępne awatary.
- Daj losowy - odpowiedział. Na przedniej szybie wyświetliła się twarz murzyna o grubych wargach i krótkich, kręconych włosach.
- Dokąd, massa?
- Dom - odparł i raz jeszcze pokazał kawałek plastiku, sprawiający, że był częścią świata, wiążący go z nim niczym lina harpunnika.
- Się robi.[bez kropki] - Hologramowy obraz wyszczerzył śnieżnobiałe zęby i ruszyli w drogę. - Pozwolę sobie zauważyć, massa, że będziemy przelatywać nad Aleją Konia i Krowy, gdzie pod numerem piętnastym odbywa się wystawa oryginalnych [+przecinek] dziewiętnastowiecznych ozdób małżowin usznych Masajów.
- Pobierz ode mnie daninę na poczet pominięcia reklam i pozwól cieszyć się błogą ciszą - odparł mężczyzna, po czym opadł w wygodny fotel. Oto motto tych czasów - płać za brak dźwięku, tak jak niegdyś należało zapłacić za jego obecność. [akapit] Zapadał w sen, kiedy rozbrzmiała głośna, jazgotliwa muzyka. Rozkojarzony rozejrzał się po wnętrzu taksówki. Zamiast murzyna, na przedniej szybie wyświetlało się niewyraźne logo, podpisane jako Chrześcijańsko-Muzułmańskie Ramię Trzeciego Kongresu Organizacji Postekologicznych „Wspólny Prorok Na Zielonym Polu Kapusty".
- Obywatelu - rozległy się słowa odezwy. - Jesteś we władzy szlachetnych piratów, licencjonowanych obrońców bezsilnej natury! Słuchaj więc; posiadasz prawo przejazdu publicznymi środkami transportu, a mimo to wybrałeś, nie dbając o nasz matecznik, ten pojazd. Nasza krwawiąca planeta wzywa: bądź odpowiedzialny!
Próbował protestować, ale było to tylko nagranie, bez kanału zwrotnego. W pośpiechu nie zabrał nawet telefonu, siedział więc bezradny i zrezygnowany. Po podaniu numeru konta, pojawił się na chwilę inny głos, informując[+y], że pierwszym punktem przymusowej wycieczki edukacyjnej będzie miejskie wysypisko, po czym komunikat rozpoczęto od nowa.
Nad wysypiskiem otwarto okna, więc oprócz jazgotu, hałasu[usunąć - synonimy], do taksówki wpadł jeszcze obrzydliwy, mdlący fetor. W tym momencie odezwa zacięła się na słowach „bądź odpowiedzialny", które powtarzały się, [+do momentu] aż dźwięk gwałtownie umilkł i pojazd zaczął bezwładnie spadać. [+Mężczyzna - w tej chwili podmiot domyślny to pojazd] Położył się na podłodze, skulony, chroniąc głowę między nogami. Na szczęście tuż nad ziemią włączył się jakiś system awaryjny, więc taksówka miękko opadła na ziemię, po czym zaległa cisza.
Szybko wydostał się przez otwarte okno. Przez chwilę czekał w pobliżu, mając nadzieję, że automat zresetuje system, likwidując z pamięci komputera wadliwie napisany program postekologów. Jednak maszyna stała niema i głucha. Rozejrzał się bezradnie po wydającym się ciągnąć jak morze w każdą stronę aż po horyzont [za dużo- albo może, albo aż pod horyzont] śmietnisku i ruszył w stronę słońca. Szedł, [bez przecinka] pośród odpadków, smrodu oraz dziwnego, chroboczącego dźwięku, [+sprawiającego wrażenie] jakby tuż pod stopami maszerowała niezliczona armia skarabeuszy o chitynowych, pomarszczonych pancerzach.

Wymyślił sobie, że jest gościem DJ.Kazno, który do swojego programu zaprasza tylko najbardziej topowych celebrytów. Opalony, wysportowany, ubrany jedynie w obcisłe, tęczowe spodenki i koloratkę DJ wpada do studia, wzbudzając szalony aplauz publiczności. Napina mięśnie i zastyga w charakterystycznej pozie, czym doprowadza publiczność do ekstazy. [APLAUZ]
- Do dzieła! [SZAŁ] - ryczy i choć wydaje się to niemożliwe, wznieca tym jeszcze większy hałas na widowni. - Przywitajmy naszego gościa. [BRAWA]
Podnosi się kotara, by odsłonić siedzącego na wygodnym fotelu zblazowanego, ekscentrycznie ubranego mężczyznę.
- Oto on - skanduje prowadzący - niesamowity, na samym szczycie omijających podatki, niestrudzony kolekcjoner używanej - ale raz tylko - damskiej bielizny! [BRAWA] Tylko my wiemy, jak zaczynał! Teraz jego spojrzenie w nanosekundzie rozkłada każde, ładne czy brzydkie, ogolone czy owłosione, proste czy krzywe nogi! [ŚMIECH] Ma też drugą twarz, filantropa - ostatnio otworzył sieć darmowych, dostępnych dla każdego szkół dla programistów! [BRAWA] Ale kiedyś... Czas na krótką część edukacyjną, moi mili! [BRAWA]
DJ, jak na profesjonalistę przystało[+przecinek; wtrącenie] stanął z boku, a w części centralnej studia pokazał się wielki hologram. Wyświetlono krótką, zabawną kreskówkę, przedstawiająca historyczną ekspedycję profesora von Jürgena. Filmik skończył się w momencie [+przecinek] kiedy jego pojazd kosmiczny nagle otoczyły gigantyczne kształty, które wyłoniły się z przestrzeni, w ciszy wypełniając pustkę.
Prowadzący sprężystym krokiem powrócił na centralne miejsce studia. Roześmiał się jowialnie.
- Te moje złote chłopaki od animacji! Podziękujmy im! [BRAWA] - Uspokoił publiczność, by móc kontynuować. - Nie będziemy wchodzić w domenę jajogłowych, dzielić włosa na krzyż, deliberować [+o tym, ]czym są, nazwijmy je neutralnie „obiekty"; stworzone przez Boga czy Szatana, twory sztuczne, czy coś pomiędzy. [APLAUZ] - Obok niego pojawiały się szybko hologramy z kompromitującymi, [bez przecinka] lub - rzadziej - zabawnymi zdjęciami naukowców, z głównymi tezami ich teorii dotyczących tematu. Napisy znikały oczywiście tak szybko, że nie dało się ich odczytać, pozostałe szczegóły były znakomitej jakości. - Jakie jest twoje zdanie? - zwrócił się do gościa programu. [CISZA]
- Zdecydowanie [+są to] żywe istoty, a głównym czynnikiem za tym przemawiającym jest fakt, że istnieje prosta zależność pomiędzy długością obsługiwania tych stworzeń przez ludzi, a ich gotowością do podróży, przy czym nie występuje ona, gdy obsługa jest w pełni automatyczna. [bez kropki] - Gdy to mówił, pokazały się słupki wykresu, pokazujące, że niemal połowa populacji Ziemi myśli tak samo.
- Uff, długie zdanie! [ŚMIECH] I jaka zdecydowana opinia! Na potrzeby programu jednak proponuję nazywać je „obiektami", bo mi reklamodawcy spieprzą! [ŚMIECH] - Machnął ręką i zaśmiał się znowu. - Wiemy, że pojawiły się znikąd, wiemy też, że ciągle przemierzają tą samą trasę, znikając i w tym samym momencie pojawiając się w innym punkcie przestrzeni, a przyczyna tego zjawiska jest ciągle nieznana, dzięki czemu przybywa nam wyłysiałych naukowców! [ŚMIECH] Odwiedzają przy tym trzy nadające się do zamieszkania planety - licząc naszą oczywiście, bo przy odrobinie samozaparcia da się tu przetrwać! [ŚMIECH] Podróżujemy na nich, jak niegdyś na osłach, bo jak wiadomo, jak się ta bestia uprze, to stoi w miejscu albo lezie gdzie chce! [BRAWA] Nie wiemy skąd się biorą i dlaczego gonią wciąż wkoło, jak pies za ogonem! [ŚMIECH] Byłeś operatorem? [CISZA]
- Tak, obsługiwałem... „obiekty".
- To była twoja pierwsza praca?
- Owszem.
- A więc od razu na głęboką wodę! Brawo! [APLAUZ] [CISZA] Była to (DJ zrobił obleśną minę) przyjemna praca?
Mężczyzna jakby się zmieszał, nim odparł: - Owszem, lubiłem ją.
- Opowiedz mi o interfejsie Er.OS.
- Interfejsie?
- Stary, podobno wielkie komputery pracowały, byście tam, w pustce kosmicznej, mogli odbyć idealną kopulację? [APLAUZ] [ŚMIECH] - zapytał poważnie, z miną dociekliwego naukowca, i tylko delikatnie uniesione kąciki ust zdradzały jego prawdziwy zamiar.
- Ależ to nie tak, odwracasz sytuację. [NIELICZNE GWIZDY] Faktycznie, dla mnie wyglądało to jak uprawianie miłości. Miłość [miłości], podkreślam, nie kopulacja [i]. [CHICHOTY] Komputery o wielkiej mocy obliczeniowej też były, ale dzięki pomocy rozmieszczonych na... hm... „obiektach" czujników i skomplikowanych algorytmów genetycznych próbowały interpretować ich zachowanie, które było przedstawione dla mnie jako reakcje partnerki. [TUPANIE] Moje zaś, hm, poczynania były przekładane na konkretne działania wobec nich.
- A narkotyki? [CISZA]
Minęło parę długich sekund, nim padła odpowiedź: - Otrzymywaliśmy pewne preparaty służące poprawie koncentracji, zaangażowania, [GWIZDY] [tu przecinek] ale oprócz tego również byliśmy odżywiani pozajelitowo, tak że nie wszystko [+przecinek] co nam podawano[+przecinek] to środki... specjalnego przeznaczenia. Niektóre seanse trwały po kilkanaście godzin, jeszcze raz powtórzę - obsługiwane w ten sposób przez ludzi „obiekty" były szybciej gotowe do drogi.
- Seanse... [ŚMIECH] - Prowadzący uspokoił publiczność. [CISZA] - Chciałbym tak sprzątać dom; zamiast strzelać pilotem w głupi odkurzacz, wkładam strój do cyberseksu. Gładzę cycuszki - maszyna czyści poduszki, wkładam zaganiacza - automat wlewa odkamieniacza do sracza! [SZAŁ] Niech moi prawnicy wniosą stosowne patenty, producentów oprogramowanie [oprogramowania] proszę o kontakt po programie! [APLAUZ] [CISZA] Nie róbmy sobie już jaj, w istocie była to ważna i pożyteczna praca.
- Zgadza się. - Gość programu zaczął się uspokajać, czuł, że nieprzyjemna część już się kończy.
- Podobno jednak wojsko poszło jeszcze dalej? Mówiło się o próbach bezpośredniego podłączenia do „obiektów" odpowiednio spreparowanych ludzkich mózgów? [BUCZENIE] [CISZA] By, jak to się górnolotnie mówi, wydrzeć ich tajemnice oraz uzyskać pełnię kontroli.
- Podobno... - Skinął głową i zrobił minę „tak, wszyscy o tym wiemy, sam to widziałem, oficjalnie muszę milczeć". [TUPANIE] Wtedy zbladł, bo DJ.Kazno napiął mięśnie, stanął w swojej charakterystycznej pozie i niewinnie zapytał.
- Czy to prawda, że odkąd walisz gruchę robalom, nie smakują ci już nasze słodkie, ziemskie brzoskwinki? [SZAŁ] [BUCZENIE] [GWIZDY] [TUPANIE]
Na hologramie ukazało się zdjęcie jego partnerki, nie była to karykatura, a jednak miała brzydko wydęte usta, niezdrowo wyglądającą cerę, pogardliwy wyraz twarzy. Coś w jej spojrzeniu mówiło, że jest zawistną, ponurą istotą.

Potrząsnął głową, aby pozbyć się nieprzyjemnej fantazji, jednak wciąż miał przed oczami zdeformowany, a jednak w jakiś sposób również prawdziwy obraz swojej dziewczyny. Czy, [bez przecinka] w chwili absolutnej szczerości, taką naprawdę ją widział? Brzydką i nieatrakcyjną, ciągle czegoś żądającą, wypominającą? O odpychającym wnętrzu i aparycji?
Dojrzał przed sobą ruch, więc skręcił w tamtą stronę. Pośród odpadków bawiła się mała, urocza dziewczynka. Na jego widok wstała, pokazała mu małą, zieloną żabkę, którą trzymała na dłoni i powiedziała [bez: i powiedziała?]: - Brzydkie kobiety też pragną, by ktoś pieścił ich piersi. [bez kropki; może lepiej powiedziała i powróciła do zabawy?]- Powróciła do zabawy.
- Jesteś tylko halucynacją, wywołaną przez zmęczenie i ciągle obecne w moim krwiobiegu narkotyki - odparł.
Pochylony ruszył niemrawo, z trudem podrywając stopy. Rzeczywistość uległa rozszczepieniu i widział dwa, przesunięte w czasie obrazy - na jednym wciąż z mozołem pokonywał przestrzeń, na drugim leżał na plecach pośród śmieci, bezbronny. Wyciągnął - albo tylko chciał wyciągnąć [+ myślnik] przed siebie dłonie i zamknął oczy. Próbował tłumić panikę, uspokoić oddech. Coś trąciło go w ramię. Powoli, ostrożnie wymacał ręką małą, zwiniętą kulkę. Pomógł sobie drugą, rozwinął papier i po chwili ostrożnie otworzył jedno oko.
USZY DO GÓRY, NIE PĘKAJ
POŁĄCZENIE POMIĘDZY PÓŁKULAMI ZOSTANIE WKRÓTCE PRZYWRÓCONE
SPOIDŁO WIELKIE
- Dzięki - wyszeptał wdzięczny [lepiej: z wdzięcznością].

Musiał zasnąć, ale nie na długo, bo gdy otworzył oczy [+ przecinek] słońce wydawało się stać w tym samym miejscu. Omamy znikły, wstał więc [+przecinek] by kontynuować wędrówkę. Drżał.

Gdy dotarł do domu, było już po północy. Winda dopiero za trzecim razem zaakceptowała jego kartę ID, jakby powoli stawał się nierealny [tu bym dała kropkę], coraz bardziej oddalony od świata. Bał się, że jego stopy zaczną grzęznąć w podłodze, aż runie w ciężkie, gęste jądro Ziemi.
Otworzył drzwi mieszkadełka. Nastrojony na niego system rozrywkowy jak zwykle bezbłędnie wybrał utwór i zaczął cicho odtwarzać intro starożytnego hymnu „Blood Red Skies" [przecinek] heavymetalowych klasyków z Judas Priest.
Na niewielkim stoliku, [bez przecinka] stojącym [sto-sto obok siebie - może znajdującym się?] w kącie salonu wciąż jeszcze widać było ślady starannie przygotowanego na specjalną okazję obiadu. Zabawnie ułożone w kształt łabędzi serwetki, talerze, lśniące sztućce. Świeczki stopiły się w bezkształtne bryły, przypominające przerażające, prehistoryczne wzgórza, gdzie oddawano hołd okrutnym bogom. Łatwo mógł sobie wyobrazić półnagich wojowników, którzy przyszli błagać o deszcz. Stali u podnóża wzgórza, niemal nadzy [powtórzenie], umalowani w przerażające wzory. Na szczycie tańczył siwowłosy szaman, zaś na ołtarzu leżała odurzona narkotykami ofiara - strumyk śliny płynął z kącika ust młodego człowieka. Szaman uciszył wojowników, by nagłym ruchem wbić ręce w klatkę piersiową mężczyzny. Rozległy się krzyki i wycie zgromadzonych na dole. Starzec, trzymając wciąż bijące, parujące serce [+przecinek] ucisza ich i zaczyna gromkim głosem przemawiać: - Podaję prognozę pogody na jutro; ciśnienie tysiąc sześć hektopaskali, opady deszczu... [fajne]
- Deszcz, jaki deszcz? - zapytała [+nieobecnym głosem - czegoś brakuje - najpierw normalnie pyta jaki deszcz, a dopiero później jakby sobie przypomniała, że przecież miał zginąć] stojąca w drzwiach miniaturowej sypialni [+ równie] miniaturowa jak ona [bez „jak ona"] dziewczyna. Dopiero wtedy zdał sobie sprawę, że wszystko wypowiedział głośno i gwałtownie, jakby przez chwilę on sam stał na targanym wichrem wzgórzu. [akapit; może bez „dziewczyna", by nie powtarzać] Dziewczyna miała rozmyty makijaż, [i] spuchnięte, czerwone oczy, [+w których] źrenice rozszerzyły się [+na] jego widok, jakby dopiero teraz go dostrzegła.
- Żyjesz? Ty żyjesz? Jesteś tu? - zapytała niepewnie.
- A nie żyłem? Nie było mnie [skoro wrócił z kosmosu, to nie było...]? - odparł zaskoczony.
Wskazała ręką monitor.
- Mówili, twój prom, katastrofa... - zamilkła zdezorientowana.
- Przecież wracałem transportem wojskowym, to tylko jakaś głupia pomyłka.
Jej oczy rozświetliły się i ujrzał ją taką, jaką była naprawdę. Zwykła, ciepła dziewczyna, nie pozbawiona wad i małych nadziei. Przytuliła się do niego, a on przypomniał sobie, jak wiele dla niego znaczy. Zaczął gładzić jej włosy, nie wiedział [może: nie zauważył nawet + przecinek] kiedy znaleźli się w łóżku, zaczęli się kochać. Rozpoznał, że jest gotowa na finał, więc wszedł w nią, mocno i pewnie, tak jak tego oczekiwała. [+Ona jednak] Krzyknęła z bólu i odepchnęła go. Skuliła się w kącie, jak zdesperowane, dzikie stworzonko, które za plecami ma tylko odrapany mur. [ przecinek + i - połączyć zdania] Wpatrywała się w niego przerażona. Wiedziona chyba jakąś przedwieczną kobiecą intuicją wyszeptała załamana: - Kochałeś się teraz ze mną [+czy z tamtym czymś]?! Co ty wyprawiasz? Dostrzegasz mnie w ogóle? Jestem tu, żywa i prawdziwa. A ty? Kochasz mnie jeszcze? Coś czujesz?
Nic jej nie odpowiedział, [bez przecinka] albo nie pamiętał co. Szlochała, niemal bezgłośnie, aż do zaśnięcia. Leżała teraz [lepiej: potem], bezbronna, zwinięta w kłębek, nieobecna.

Pomimo zmęczenia [przecinek] nie mógł zasnąć. Oddychał płytko. Był przekonany, że żyje czyimś życiem, pochłania czyjeś powietrze. Zabiera miejsce komuś, kto wiódłby tu szczęśliwy żywot. Ale gdzie jest jego miejsce? Pragnął przestrzeni, pustki i spokoju. Świt beznamiętnym, ostrym światłem zaczął wydobywać z mroku kontury pokoju, nadając wszystkiemu zdeformowany, obcy wygląd. Wpatrywał się w falującą w rytm oddechu dziewczyny linię kręgosłupa, dzielącą plecy [tutaj dziewczyny] na pół; wyglądała, jakby zaraz miała pęknąć, a wtedy ze środka wypełzną groźne, uzbrojone w rzędy trójkątnych, ostrych zębów [rzędy zębów - może lepiej kłów?] bestie.
Rozwiązanie objawiło się nagle, przynosząc upragniony spokój. W pełnym świetle dnia powziął decyzję jeszcze zanim [ może: tuż przed zapadnięciem ]zapadł w sen. Pozostały tylko kwestie techniczne; przekazanie materialnych i niematerialnych dóbr, jakie zgromadził - poza nią nie miał nikogo, więc wybór był prosty. Musiał też ją przekonać, by nie czekała, [+bo] ta podróż dobiegała końca. Bo, że wojskowi się zgodzą, był pewien [Był pewien, że...]; ci chłopcy zawsze lubili kroić żaby.

> Piwak
@)--,--'---
Wow, wspaniale, oto proszę róża numer dwa: @)--,--'---
Więc, wielkie dzięki. Mam nadzieję, że nie patrzysz tak na każdy tekst, który widzisz;) Jak w Monku: "To dar i przekleństwo".
Co mnie cieszy - parę zdań mnie uwierało, a Ty je wypisałaś. Z gramatyką się nie kłócę oczywiście ;) Parę sugestii złamało by rytm zdania (w mojej opinii), więc tu bym stanął do pojedynku ;) Nie mam też  żalu do bohaterów, że czasem połkną słówko, szczególnie pod wpływem emocji. Teraz sobie wynotuję Twoje poprawki i biorę się za analizę. @)--,--'---. Taaak, takie redakcyjne oko to skarb strategiczny, chociaż broń obosieczna ;)
@)--,--'---
pzdr

@GaPa,
Ja sobie też mogę tylko pointerpretować opinie ;) (...)
- Ranferiel - mogło jej się spodobać, że bohaterzy nie są idealni, nawet może ideału nie pragną
Bardzo...mhm...subtelna interpretacja mojego komentarza. Ja bym pewnie pomyślała, że autorka takiej wypowiedzi to brzydula ;P

Zawsze po redakcji omawia się ją z autorem. Nie upieram się przy wszystkim, większość to propozycje - można te zdania oczywiście inaczej napisać.
A z tym okiem to różnie jest, jak tekst wciąga, to szybko przestaje się zauważać błędy;-)
pzdr

>Piwak
 :) prosisz się o kłopoty :) jeśli zdarzy mi się zobaczyć Twój komentarz pod moim tekstem, z pewnością będę naciskał o równie wnikliwą analizę :)

>GaPa
Z całą pewnością nie prowadzimy sporu, a jeśli nawet to nie wiem o co. Z przykrością muszę Ci również zakomunikować, że moja wizja Twojego świata jest niezmiernie ograniczona. Kongres postekologiczny jest dla mnie jedynie środkiem stylistycznym utrzymującym opowiadanie w klimacie. Myślę, że nie jesteś w stanie patrzeć na swój tekst oczami osób, które nie mają w głowie obrazu całości. To dość naturalne jak sądzę i musisz sie z tym pogodzić. Ja analizując (a raczej powinienem powiedzieć "odczuwając", bo opieram się raczej na wrażeniach niż na badaniu faktów) dostrzegłem jedynie dość ciekawy fenomen naukowy i to niepodany wprost - wędrujące przez kosmos "cosie" oraz związane z nim problemy kulturowe. Talk show pokazuje zjawisko jako na tyle nowe, że w opinii ogółu jest dziwactwem i bohater raczej nie ma co liczyć na zrozumienie. Praca jak sądzę daje mu dużo przyjemności, ale przestaje on należeć do świata, z którego pochodzi. Ostatecznie podejmuje drastyczną decyzję o nieodwracalnym przejściu do świata który rozumie i zerwaniu z tym, który stał się dla niego obcy. Zabawa ze sterowaniem obcymi wydaje się drogą w jedną stronę.

> Ranferiel
> Bardzo...mhm...subtelna interpretacja mojego komentarza.
> Ja bym pewnie pomyślała, że autorka takiej wypowiedzi to brzydula ;P

I ten wystawiony języczek... Jak tu wybrnąć... No ja tak nie pomyślałem, ale, jeśli podążyć tym tropem, to należało by raczej powiedzieć o brzydkich cyckach, bo tego dotyczył cytat. No i tu wiadomo, musiało by się zebrać gremium, zaślinić, ocenić... Może jakiś talk-show? U DJ.Kazno ;) Pzdr

> Piwak
> Zawsze po redakcji omawia się ją z autorem.

Właśnie byłem ciekaw, jak to wygląda. Był, może nawet gdzieś na stronach tego portalu w hide parku wątek na ten temat, i chyba nie zawsze jest tak różowo ;)
> A z tym okiem to różnie jest, jak tekst wciąga, to szybko przestaje się zauważać błędy;-)
Uff ;) No i raz jeszcze dzięki. Jeszcze pracuję z Twoimi sugestiamii ;)

> Yelonek
Dzięki, właśnie to miałem na myśli pisząc, że jestem fanem Twojej recenzji mego opowiadania.
> Z przykrością muszę Ci również zakomunikować, że moja wizja Twojego świata jest
> niezmiernie ograniczona
Bo przecież niewiele podałem, ciąłem, zostawiając tylko to, co uznałem za niezbędne, a Ty zrobiłeś z tego piękny ekstrakt, Twoją interpretację, której - jak każdej - byłem niezmiernie ciekaw. Naprawdę fajnie to podsumowałeś, kłaniam się nisko, sorki że ciągnąłem za język ;)
Autor

> Ranferiel
> Bardzo...mhm...subtelna interpretacja mojego komentarza.
> Ja bym pewnie pomyślała, że autorka takiej wypowiedzi to brzydula ;P

Kto to powiedział, że nie ma brzydkich kobiet, są tylko takie, które nie wiedzą, że są piękne? ;)

>Yelonek
:) prosisz się o kłopoty :) jeśli zdarzy mi się zobaczyć Twój komentarz pod moim tekstem, z pewnością będę naciskał o równie wnikliwą analizę :)

Wszystko przez burze w Zakopcu. Nie przedłużyłam wynajmu pokoju, więc jeszcze parę dni urlopu mi zostało. Normalnie niewiele mam czasu popołudniami.

>GaPa
Właśnie byłem ciekaw, jak to wygląda. Był, może nawet gdzieś na stronach tego portalu w hide parku wątek na ten temat, i chyba nie zawsze jest tak różowo ;)
> A z tym okiem to różnie jest, jak tekst wciąga, to szybko przestaje się zauważać błędy;-)
Uff ;) No i raz jeszcze dzięki. Jeszcze pracuję z Twoimi sugestiamii ;)

Zależy od wydawnictwa. Uczelniane zupełnie inaczej traktują autorów niż prywatne - w końcu na czele każdej stoi jakiś autor;-) W porządnych liiterackich też się omawia redakcję i później oddaje jeszcze autorowi do korekty autorskiej, chociaż jak to mówiła mi jedna redaktorka podczas moich praktyk - "najlepiej by było, jakby autor się już nie wtrącał po oddaniu książki do wydawnictwa" :D

> Piwak
Jakbyś kiedyś jeszcze zajrzała w wątek, to utknąłem w jednym miejscu.

Twoja sugestia:
 - Nie ma potrzeby. [bez kropki, gdy po myślniku ta sama osoba, która mówi, wykonuje czynność] - Spojrzał na zegar.


Zaś na stronie: http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=6518 jest podany taki przykład:
— Dobranoc. — Wstał od stołu i ruszył w kierunku szatni. Nie uszedł czterech kroków, kiedy obrócił się i spojrzał na Świętego. — Mam nadzieję, że się wkrótce zobaczymy.

Tu kropka jest. Hm.

> (...) chociaż jak to mówiła mi jedna redaktorka podczas moich praktyk - "najlepiej by było, jakby autor się już nie wtrącał po oddaniu książki do wydawnictwa" :D

Jak mówią lekarze: praca w szpitalu była by niezła, gdyby nie ci pacjenci...

pzdr

Często korzystam z netowej poradni pwn i już kilka razy zauważyłam, że albo zdarzają im sie omyłki, albo też nie są zgodni w niektórych kwestiach, a że się nie wie o co chodzi, to jest się w kropce (a jeszcze lepiej jest, gdy co innego podaje pwn, a co innego strona Rady Języka Polskiego...).
Zasada, którą podałam pochodzi z "Jak pisać i redagować. Poradnik redaktora" autorstwa A. Majewskiej-Tworek, T. Piekota, E. Wolańskiej, A. Wolańskiego i M. Zaśko-Zielińskiej, wydany przez PWN. Jest fajnie i prosto napisany i chyba nawet bardziej pod piszących niż redaktorów (tu lepsza jest "Edycja tekstów" Wolańskiego). Ja się jej trzymam, bo wydaje mi się, że ma sens, i chyba też w poradni ktoś przestrzegał, by nie kopiować amerykańskiego zapisu dialogu, w którym zawsze daje się kropkę przed myślnikiem. Sam wybierz, jak chcesz pisać, najważniejsze, by w całym tekście było jednolicie.

> Piwak
Dzięki. Być w kropce z powodu kropki - bezcenne ;)
pzdr

Hmmm. A do mnie jakoś nie trafiło. Podróż taksówką bardzo fajna, ale wydaje mi się, że mogło być więcej o tym najważniejszym, czyli tajemniczych erobalach. No i ta końcówka tak wali z jasnego nieba…

Babska logika rządzi!

Hmmm. A do mnie jakoś nie tra­fi­ło.

O masz, oto premia za stracony czas: [̲̅$̲̅(̲̅ιοο̲̅)̲̅$̲̅]

Po­dróż tak­sów­ką bar­dzo fajna, ale wy­da­je mi się, że mogło być wię­cej o tym naj­waż­niej­szym, czyli ta­jem­ni­czych ero­ba­lach. No i ta koń­ców­ka tak wali z ja­sne­go nieba…

Konkursowy tekst to był, więc gdzie indziej ustawiona musiała być soczewka. A końcówka… Różnie się reaguje w stanie skrajnego zmęczenia, tak to przynajmniej ja odbieram. Dostał koleżka w miękkie… i cóż, cóż go czeka, jeśli nie zmieni decyzji?

No cóż, nie potrafię wykrzesać w sobie entuzjazmu dla tego opowiadania. Choć napisane całkiem porządnie, choć kolejne sceny czytałam bez przykrości, to kiedy dotarłam do końca, satysfakcja się nie pojawiła.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Szkoda, szkoda. Ja jednak mam mam wrażenie, że można było to napisać lepiej.

⌐(ಠ۾ಠ)¬

 

GaPo, dobrze że nie sugerujesz, że można było lepiej przeczytać. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka