- Opowiadanie: Bardjaskier - Spes

Spes

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Spes

Gustav minął płonący budynek i skręcił w alejkę. Wybiegł na skrzyżowaniu. Na końcu jednej z ulic dostrzegł oddział szturmowy wolnego miasta Spes. Z naprzeciwka nadjechała kolumna wozów opancerzonych, taranując wraki spalonych samochodów. Poczekał aż przejadą i ruszył po schodach w stronę kanału. Wbiegł na most. Zatrzymał się zdyszany. Dochodziła siedemnasta. Czerwone słońce zachodziło pomału za księżyc. Ostatni pociąg odchodził za dziesięć minut. Gustav oparł się o barierkę, próbując uspokoić oddech. W brudnozielonej wodzie dostrzegł kształt, wypływający spod mostu. Zwłoki kobiety wolno unosiły się wraz z nurtem. 

– No, już. Dasz radę – wyszeptał.

Puścił się biegiem. W oddali usłyszał strzały, gdy na złamanie karku zbiegał po schodach, prowadzących na dworzec. W głównym holu nie było nikogo. Zobaczył rozbite sklepowe witryny, porzucone bagaże, walające się ubrania.

– Nie! – wrzasnął.

Z trudem dopuszczał myśl, że pociąg mógł odjechać bez niego. 

Ruszył do tunelu. Przeskoczył nad bramkami biletowymi. Skręcił na schody prowadzące na peron siódmy. Wbiegł pokonując po dwa stopnie i znów wrzasnął. Peron był pusty. Klnąc, wyrżnął pięścią w szklaną gablotę. 

– Spokojnie – usłyszał za plecami. 

Gustav spojrzał przez ramię. Zobaczył młodego księdza o jasnych włosach i poczciwej twarzy, ubranego w sutannę. Obok niego stała dziewczynę w skórzanej mini, podkolanówkach i półpodkoszulku, odsłaniającym zgrabny brzuch.

– Jeszcze nie przyjechał – zaczął ostrożnie ksiądz – czekamy od godziny.

– Zatem, jest jeszcze nadzieja.

Gustav skaleczoną dłonią przetarł piegowatą twarz, zostawiając pod nosem krwawy ślad, uśmiechnął się i powiedział. 

– Przepraszam, nie chciałem was przestraszyć.

– Nie ma o czym mówić – powiedział ksiądz i wskazał zranienie. 

– To nic… – Gustav urwał widząc, wbiegającego po schodach mężczyznę z teczką.

– Kolejny spóźnialski – powiedziała dziewczyna.

– Halo! – Ksiądz pomachał w stronę mężczyzny. – Proszę pana!

Facet ubrany w dwuczęściowy garnitur i kapelusz, stanął przy krawędzi peronu, wypatrując pociągu. 

– Nie wydaje się być zainteresowany naszym towarzystwem – skwitowała dziewczyna, odgarniając różową grzywkę. 

– Cóż, to zrozumiałe, w tych okolicznościach. Nazywam się Karl. 

Ksiądz wyciągnął dłoń w stronę Gustava, ale zaraz ją cofnął.

– Przepraszam, pana ręka.

– Zaraz coś z tym zrobię, nazywam się Gustav. – Chłopak wyciągnął ze skórzanej kurtki chusteczkę i obwiązał dłoń.

– Jak tam jest? – zapytał Karl, wskazując głową w stronę miasta.

– Nie najlepiej… 

W oddali usłyszeli sygnał zbliżającej się lokomotywy. Czerwony zmierzch zalewał stację ostatnimi promieniami słońca, niemal już skrytego za księżycem. Łoskot stalowej maszyny rozległ się na peronach. Lokomotywa pędziła. 

– Zatrzyma się? – Dziewczyna przygryzła odrapane z zielonego lakieru paznokcie. 

Gustav podbiegł do peronu, wymachując rękoma.

Pociąg wjechał z impetem na tor, strącając kapelusz z głowy mężczyzny. Gustav odskoczył. Czarna lokomotywa przemknęła tuż obok chłopaka, a podmuch powietrza potargał mu bujną, rudą, czuprynę.

Kolejne wagony mijały peron. Mężczyzna wymachiwał teczką. Dziewczyna obgryzała paznokcie. Ksiądz rozłożył bezradnie ręce. Wtedy usłyszeli przeraźliwy pisk. Spod stalowych kół posypała się krwawa kaskada iskier, gdy skład kolejowy zahamował.

Pociąg sunął po torowisku. Zgrzyt zagłuszył wszelkie odgłosy. Zebrani na peronie zatkali uszy, gdy mijał ich ostatni z wagonów.

Nagle wszystko ucichło. Słońce zaszło za srebrną tarczę księżyca, a ciemność zasłoniła dworzec. W przedziałach zapaliło się światło, rzucając przez okna wagonów bladopomarańczową poświatę. 

Coś zgrzytnęło. Zobaczyli postać wychyloną ze składu. Peron przeszył słup jasnego światła latarki. Rozległ się gwizd i pociąg ruszył. 

Mężczyzna z teczką w pełnym biegu minął stojące w osłupieniu towarzystwo, pędząc w stronę wagonów. 

– Zaczekajcie! – wrzasnął ksiądz i ruszył za mężczyzną.

Gustav złapał dziewczynę za nadgarstek i pociągnął za sobą. 

– Czekaj! – Wyszarpnęła rękę i pospiesznie zrzuciła buty na obcasie.

– Zwariowałaś?! Odjedzie bez nas! – Gustav złapał ją za dłoń i popędzili za tocząca się maszyną. 

Mężczyzna z teczką wskoczył do pierwszych otwartych drzwi. Karl chwycił za klamkę i spojrzał na biegnącą parę.

– Szybciej, peron zaraz się skończy! – krzyknął, stojąc na stopniach wagonu.

Gustav z dziewczyną minęli budkę dróżnika. Ostatni wagon jeszcze toczył się wzdłuż peronu, gdy przebiegli obok semafora. 

– Nie dam rady! – krzyknęła dziewczyna.

W drzwiach wagonu pojawił się Karl, wyciągając rękę: 

– Sofii podaj mi dłoń!

Gustav wypchnął przed siebie dziewczynę, która chwyciła rękę, a ksiądz wciągnął ją do środka wagonu. 

Gustav w pełnym pędzie dobiegł do końca peronu i skoczył, lądując na torach. Zachwiał się, ale nie upadł. Ruszył za przyspieszającym pociągiem. Dobiegł do drzwi wagonu. Pociąg nabierał rozpędu. Zobaczył dłoń o paznokciach pokrytych zdrapanym lakierem. Chwycił ją, Karl złapał go za kołnierz skórzanej kurtki i razem z dziewczyną wciągnęli Gustava do środka.

 

*

 

– Dzięki Bogu zdążyłeś – powiedział Karl.

– Raczej dzięki Sofii – wysapał Gustav, leżąc na podłodze.

– A kto ją postawił na twojej drodze. – Ksiądz nachylił się nad chłopakiem. – Pomyśl nad tym.

– Nie ma nad czym. – Gustav wstał, korzystając z pomocy Karla. – To trawiącą Spes rewolucja, spowodowała, że szczęśliwie weszliśmy do tego pociągu.

– Nie jesteś wierzący? 

– Nie bardzo.

Karl spojrzał na Sofii. Dziewczyna pokręciła głowa. 

– Pan daje nam znaki, a wy wolicie trwać, jako ślepcy, w niewierze.

– A jak już przy tym jesteśmy, to rozejrzyjmy się, za jakimiś miejscami – powiedziała Sofii.

– Bilet. – Gustav sprawdził kieszenie kurtki, wyciągając scyzoryk, dokumenty i czarno-czerwoną opaskę.

Sofii uniosła brwi. Gustav schował ja szybko do kieszeni spodni. 

Karl otwarł w tym czasie modlitewnik i spomiędzy stron wyciągnął bilet. Sofii swój wydobyła zza stanika.

– Gustav? – zapytał Karl.

– Gdzieś go miałem… – Sięgnął do wewnętrznej kieszeni kurtki i odetchnął. – Jest.

– No to chodźmy – powiedziała Sofii.

 

Wagon towarowy był słabo oświetlony. Część lamp mrugała, inne w ogóle się nie zapaliły. Wypełniały go niedbale rzucone bagaże oraz skrzynie ustawionymi bez ładu. Przeszli przez wagon co chwilę wpadając na walizki i torby. 

Karl otworzył drzwi do pomostu. Ryk pędzącego taboru był ogłuszający, czarne osłony łopotały smagane wiatrem. Karl mocował się z kolejnymi drzwiami, gdy Gustav i Sofii zasłonili usta.

– Co to jest za smród! – Sofii próbowała przekrzyczeć panujący w przejściu hałas.

– Trochę jakby śmierdziało komuś z gęby! – zauważył Gustav.

Karl pchnął drzwi barkiem, ustąpiły. Sofii wyciągnęła rękę w stronę osłony, przejechała po niej palcem. Była lepka i tłusta. W dotyku przypominała skórę. 

Sofii zorientowała się, że jest sama w przejściu. Gdzieś między łoskotem kół a targającym osłoną wiatrem usłyszała skowyt. Szybko weszła do kolejnego wagonu i zatrzasnęła za sobą drzwi. 

 

Gustav i Karl czekali przy jednym z okien. Sofii ledwie ich widziała w półmroku. Słabe pomarańczowe światło wpadało na wąski korytarz jedynie przez drzwi przedziałów. Pierwszy był pusty, nie dostrzegła nic nadzwyczajnego, mimo to wydał jej się brudny. W kolejnym również nie było pasażerów. W powietrzu unosił się dziwny metaliczny zapach.

– Chyba jesteśmy jedynymi pasażerami, przynajmniej w tym wagonie – powiedziała, podchodząc do mężczyzn.

– Spójrz na zewnątrz – odezwał się Gustav.

Sofii zobaczyła w oknie swoje odbicie. Przystawiła dłoń do szyby i zbliżyła twarz. Poza pociągiem panowała nieprzenikniona czarna pustka. 

– Zupełnie jakby ktoś wylał na świat atrament z kałamarza – powiedział Karl.

– To pewnie z powodu zaćmienia. – Sofii oderwała twarz od okna. – Sprawdzimy pozostałe przedziały?

 

Wszystkie były puste, poza ostatnim. Gustav otworzył drzwi. Przy oknie siedział łysy mężczyzna z teczką. Patrzył w mrok za oknem.

– Przysiądziemy się, jeśli nie ma pan nic przeciwko – powiedział Gustav.

Wszedł i usiadł naprzeciwko pasażera. 

– Zamknięte – stęknął Karl, próbując otworzyć drzwi do kolejnego wagonu. 

– Zobacz. – Sofii podeszła i wskazała przez szybę postać kręcąca się w ciemności.

– Więc ktoś poza nami jeszcze jedzie tym pociągiem. – Ksiądz spojrzał przez pomost.

– Czemu w tamtym wagonie nie pali się światło? – zapytała Sofii.

Stali obserwując ciemny kształt, przemieszczający się w tę i z powrotem. 

– Jak myślisz, co robi? – zapytał ksiądz.

– Wygląda, jak by coś przygotowywał…

Urwała, gdy cień podszedł do drzwi i znieruchomiał przy szybie.

– Czy on patrzy na nas? – Sofii zrobiła krok do tyłu.

Karl wyciągnął rękę i pomachał przez drzwi. Ciemna sylwetka w jednej chwili zlała się mrokiem. 

 

Karl wszedł do przedziału i usiadł obok mężczyzny z teczką. Sofii zajęła miejsce obok Gustava, który natarczywie przyglądał się pasażerowi naprzeciwko.

– Znalazł się pan – powiedział Karl.

Mężczyzna z teczką nie zareagował. Z zaciśniętymi ustami pod ciemnym wąsem z uporem wpatrywał się w ciemność za oknem.

– Jest mało rozmowny – wyjaśniła Sofii.

– Wy się znacie? – zapytał Gustav.

Mężczyzna spojrzał z ukosa na dziewczynę.

– Można tak powiedzieć – mruknęła Sofii.

– To może nas sobie przedstawisz – zaproponował ostrożnie Karl.

– To Gustav i Karl, to Roland.

– Miło mi. – Karl wyciągnął dłoń, ale nie doczekał się uścisku.

– Chwileczkę. – Gustav oparł łokcie na kolanach. – Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że Roland Zeife?

– Ten sam – potwierdziła Sofii. – Na peronie tak gnał, że go nie rozpoznałam, ale teraz w tym nastrojowym świetle…

– Zamknij się kurwo – warknął Roland.

– Chwileczkę, nie pozwolę, by tak się zwracać do kobiety. – Karl poczerwieniał i chwycił Rolanda za ramię.

– Tak? – Facet z teczką spojrzał na dłoń księdza z pogardą. – To znaczy jak?

– To, że ksiądz nie zauważył, tylko dobrze o nim świadczy. – Gustav uśmiechnął się do Karla i puścił oczko.

Ksiądz patrzył na współpasażerów zmieszany. 

– To znaczy… – zaczął ostrożnie.

– Tak, że jest kurwą. Nie w przenośni, ale dosłownie i zabieraj pan rękę z mojego ramienia – warknął Roland.

Karl oparł się i wlepił wzrok w buty.

– Ale nie jedyną w tym przedziale, jak sądzę – powiedział Gustav, bezczelnie wlepiając wzrok w łysego.

Roland ścisnął mocniej teczkę, a jego oczy zwęziły się niebezpiecznie.

– Co masz w tej teczce, szpiclu? Ile nazwisk tam czeka na wydanie w ręce służb? – ciągnął dalej Gustav.

– A co ci do tego? – Roland nie spuszczał oczu z rudego chłopaka.

– No pokaż mu, koguciku, co masz w kieszeni – zadrwiła Sofii.

Gustav stracił na chwilę pewność siebie. Wahał się przez moment, w końcu wyciągnął czerwono-czarną przepaskę. Nie założył jej, obracał tylko w palcach.

– Jesteś żałosny – syknął Roland. – Tak jak cała rewolucja.

– Przepraszam, ale nic z tego nie rozumiem – wtrącił się Karl.

– Wytłumaczę ci. – Roland wyciągnął palec w stronę Gustava. – Spes upadło przez takich jak on! Zbawców świata! Wprowadzających nowy ład, obiecujących naiwnym masom lepsze jutro! Ale gdy przychodzi co do czego, uciekacie z płonącego miasta jak szczury! Mam rację?! Wziąłeś i zostawiłeś naiwniaków, którzy będą ginąć w imię wydumanych ideałów!

– Ludzie sami do nas przyszli – odgryzł się Gustav. – Z powodu wyzysku i prześladowań. Ty i tobie podobni, wspieracie rząd wyniszczający ludność Spes! Spójrz na nią, myślisz, że chciała pracować na ulicy?!

– Ej, koguciku, nie potrzebuję ani politowania, ani obrońcy! – wtrąciła się Sofii. – Tak się składa, że w mojej ocenie jesteście siebie warci! Różnica polega na tym, że ludzie pokroju Rolanda przynajmniej płacą za usługi!

– Więc było cię stać na bilet, bo dawałaś dupy takim jak Roland i jemu podobnym!

– Ona przynajmniej uczciwie zarabiała, w odróżnieniu od was! Rewolucjonistów wyciągających pieniądze od naiwniaków, marzących o utopiach!

Karl patrzył bezradnie na wrzeszczących współpasażerów. Do chwili, gdy drzwi przedziału otwarły się pomału. Ksiądz zobaczył niskiego mężczyznę w czarnym uniformie o szpetnej, ziemistej twarzy, wyglądała, jakby ktoś poskładał ją z niepasujących do siebie elementów. Wielkie, szare oczy, miał szeroko rozstawione, co chwilę spoglądał w innym kierunku. Skrzydełka małego zadartego nosa drgały nieustannie, a mięsiste usta poruszały się bezgłośnie.

– Bilety – powiedział mężczyzna i zazgrzytał zębami.

Wszyscy zamilkli i spojrzeli na czapkę z napisem konduktor. 

– Bilety! – powtórzył mężczyzna i wszedł do przedziału.

Spojrzenie konduktora wędrowało po pasażerach. Karl otworzył modlitewnik. Konduktor sięgnął po bilet cienkimi palcami o czarnych połamanych paznokciach. Oblizał wargi i oznaczył bilet dziurkaczem. 

– Bilety – szeptał pod nosem, kasując kolejne.

Wszyscy zasłonili usta, czując ostrą woń potu i moczu. 

– Wagon jadalny. – Konduktor oblizał usta. – Jest do państwa dyspozycji.

Wyszedł, zamykając za sobą drzwi.

– Jezu przenajświętszy – wyszeptał Karl. 

– Otwórzcie okno – jęknęła błagalnie Sofii.

Gustav opuścił szybę. Przedział wypełnił łoskot taboru. Siedzieli chwilę w ogłuszającym turkocie, spoglądając na świat pogrążony w ciemności. Każdy z pasażerów był tak zajęty podróżą, że nie pomyślał o jedzeniu czy piciu. Roland oblizał spierzchnięte wargi i wyszedł z przedziału bez słowa. 

– Nie zaszkodzi coś przekąsić – zaproponował Karl.

 

*

 

Roland wszedł do wagonu restauracyjnego. Tuż za nim stanął Gustav. Spojrzeli na siebie z niechęcią i zajęli stoliki po przeciwnych stronach wagonu. Sofii przeszła na koniec i wybrała stolik przy drzwiach. Karl stał niezdecydowany. Cała trójka obserwowała czy dosiądzie się do kogoś. Ksiądz wybrał neutralność i usiadł przy stoliku niedaleko prostytutki. 

Każdy patrzył w puste talerze, próbując zapanować nad głodem.

Wycie pędzącego pociągu wdarło się do wagonu. W drzwiach stał konduktor, oblizując pękate wargi. Roland dostrzegł w przejściu jakieś postacie, ukryte w ciemności. Konduktor wyszeptał coś podniecony i ustąpił miejsca żołnierzom. Pierwszy wszedł chudy oficer, o bladej twarzy i głęboko osadzonych oczach. Na krótkiej smyczy prowadził dobermana. Za nim, niczym cienie podążało dwóch szeregowych, o twarzach pozbawionych emocji. Roland uśmiechnął się złośliwie w stronę Gustava, który momentalnie pobladł. Oficer szedł powoli, pies przy nodze stawiał łapy idealnie w takt jego kroków.

Karl, gdy tylko go minęli, podniósł się, minął konduktora i zniknął za drzwiami.

 

*

 

Ksiądz wszedł na pomost. Czarna skórzasta osłona łopotała targana wiatrem. Łoskot taboru mieszał się z odległym wrzaskiem przerażenia tysięcy gardeł. Karl dopadł do drzwi i wszedł do kolejnego wagonu.

 

W środku było zupełnie ciemno. Karl zrobił niepewne dwa kroki, wyciągając przed siebie ręce. Drzwi zatrzasnęły się z trzaskiem. Spojrzał za siebie, nie dostrzegał nic prócz czarnej pustki, we wnętrzu panował wyraźny metaliczny zapach. W ciszy usłyszał szepty. 

– Jest tu ktoś? – zapytał Karl.

Szepty ucichły. Coś się poruszało. To nie był kroki. Odgłos przypominał Karlowi wizyty u jednego rzeźnika, gdy ten porcjował mięso i rzucał jeden kawałek na drugi.

– Proszę księdza?

Karl obrócił się, w stronę głosu.

– To naprawdę ksiądz? – zapytał inny głos.

– Jesteśmy na miejscu.

– Modlimy się.

– Trwamy w wierze.

Słowa dochodziły z każdej strony. 

– Gdzie jesteście? – zawył rozpaczliwie Karl.

Świece zapłonęły jedna po drugiej, rozświetlając wnętrze wagonu. 

Ściany żywego mięsa falowały, zderzając się ze sobą. W krwawiącej masie Karl dostrzegł twarze i ręce. Jedne były złożone do modlitwy, inne trzymały świece lub wyciągały dłonie w stronę Karla. Usta szeptał “Ojcze nasz” lub prosiły Karla o miłosierdzie. 

Ksiądz rozpoznał każdą z nich. Byli to pozostawieni w Spes parafianie. 

– Wiara jest silniejsza niż rewolucja.

– Pan obroni tych, którzy stoją po stronie wiary.

– Rewolucjoniści nie występują przeciwko władzy, oni występują przeciwko Bogu.

Karl rozpoznał słowa własnych kazań.

– Nie opuściliśmy naszego kościoła.

– Trwamy.

– A z nami nasze dziatki.

– Dzieci – jęknął Karl.

Wzniósł ręce ku niebu i zobaczył maleńkie twarzyczki i rączki wrastające z mięsistego sufitu.

– Zostaliśmy na straży wiary.

– Czekamy.

– Aż do nas dołączysz.

– Karl.

Ksiądz padł na kolana i załkał. Dłonie wyciągały się ku niemu.

– Czekamy.

– Idę – powiedział.

Na klęczkach ruszył do krwawej masy.

Ramiona objęły go i przycisnęły do falującego ciała.

– Już was nie opuszczę – powiedział ksiądz.

– Już nas nie opuścisz Karl.

Dłonie zacisnęły się w pięści, łapiąc za sutannę, skórę, włosy, uszy i policzki księdza. Zaczęły szarpać. Rwąc kawałek po kawałku. Te, które ledwo sięgały, wydrapywały skrawki dla siebie. Karl zawył, krótko – jedna z dziesiątek dłoni wcisnęła się w gardło księdza.

 

*

 

 Gustav spuścił głowę. Roland widział, jak strach zżera chłopaka z każdym krokiem oficera.

Żołnierze stanęli między ich stolikami. 

– Dokumenty – powiedział oficer zimnym, niemal metaliczny głosem. 

Roland nie spuszczał wzroku z skulonej sylwetki rewolucjonisty, napawając się widokiem. 

– Dokumenty! – wrzasnął oficer i wyrżnął dłonią w stół Rolanda.

Szpicel podskoczył na siedzeniu, spoglądając to na oficera to na psa, który utkwił w nim parę czarnych niczym noc ślepi. 

– Oczywiście – powiedział Roland.

Gustav podniósł głowę. Zobaczył, jak szpicel otwiera teczkę i przegląda jej zawartość. 

Oficer złapał za uchwyty i wyszarpnął ją z rąk Rolanda. 

– Nie rozumiem – zaczął ostrożnie. – O co tu chodzi…?

Roland umilkł, gdy doberman wyszczerzył kły, odsłaniając czarne dziąsła.

– Żona? – zapytał z drwiną oficer wyciągając jedno ze zdjęć. – Niezła.

Upuścił fotografię na podłogę i wywalił zawartość teczki na stolik. Spomiędzy portretów dzieci i żony wygrzebał książeczkę obywatelską. 

– Roland Zeife – odczytał oficer. – Mąż Marii i ojciec trójki dzieci. Naczelnik wydziału dochodzeniowego miasta Spes oraz hycel! Donosiciel! Kat dzieci rewolucji! 

Dopiero teraz Roland dostrzegł czerwono-czarne spinki mankietów i przypiętą do kołnierza koszuli gołębicę, symbol rewolucjonistów.

Gustav wstał i bez słowa przeszedł obok żołnierzy. 

– Zrób coś – wyszeptała Sofii, gdy ją mijał.

– Dzieci rewolucji nie znają miłosierdzia – rzucił Gustav i zniknął w przejściu.

Konduktor odprowadził go spojrzeniem i oblizał wargi.

 

*

 

Gustav wszedł na pomost. Czarna skórzasta zasłona łopotała targana wiatrem. Dostrzegł na niej zgrubienia. Dotknął jednego – było nabrzmiałe. Nacisnął, a z wrzodu wyciekła żółta ropa z krwią. Cofnął się, wpadając na kolejne drzwi. Gustav szarpnął je i wszedł do kolejnego wagonu. 

 

Pomarańczowe lampy ledwie oświetlały korytarz śmierdzący gnijącym mięsem. 

Gustav ruszył przed siebie. Drzwi pierwszego przedziału były otwarte. Stał w nim Franko. Najlepszy przyjaciel z lat młodości, jak zwykle z książką. 

– Co czytasz? Marksa? – zapytał Gustav.

– Tym razem Lenina. – Franko podniósł twarz znad książki.

Wyglądał tak, jak go zapamiętał. Włosy zaczesane z przedziałkiem na boku, lekki wąsik i ciepłe, szczere spojrzenie piwnych oczu. 

– Napijemy się wina? 

Zawsze witał Gustava podobnymi propozycjami.

– Nie tym razem – odpowiedział Gustav, odtwarzając tamten dzień.

– Szkoda, ja się napiję, wejdź – zaproponował.

Franko obrócił się, by sięgnąć butelkę na rozkładanym blacie. Gustav zobaczył dziurę w potylicy, z której sączyła się krew na czarny kołnierzyk.

– Mówiłem ci, że rewolucja nie znosi prawdy – wyszeptał Gustav.

– I dlatego mnie zabiłeś? – zapytał Franko, nalewając wina do szklanki.

– Nie. Nie chciałem, byś cierpiał. 

– To za rewolucję. – Franko podniósł do ust szklankę.

Drzwi do wagonu otwarły się z trzaskiem.

Gustav zobaczył sięgającą sufitu kobietę o szerokich barach, w tunice odsłaniającej jedną pierś. Stała bosa, z białą chustą zasłaniająca oczy. W ich miejscu materiał przesiąkł krwią, spływającą na policzki i wąskie zaciśnięte usta. Kobieta wyciągnęła przed siebie muskularne ramiona i zacisnęła pięści. 

Nie oglądając się, Gustav ruszył korytarzem. W kolejnym przedziale siedzieli działacze o sinych od bicia twarzach. Dyskutowali zawzięcie o propagandzie, gestykulując dłońmi o połamanych palcach i wyrwanych paznokciach. Dalej byli studenci, dziewczyny i młodzieńcy. Zabici od kul, zatłuczeni pałkami. W kolejnych – przedstawiciele władz i ich rodziny, wszyscy o skórach poczerniałych od pożarów i kończynach poodrywanych po wybuchach bomb.

Ostatni przedział był pusty. Gustav wszedł do środka i usiadł. Kobieta stanęła w drzwiach.

– To wszystko było dla ciebie – powiedział.

Kobieta podeszła i złapała chłopaka za twarz, wbijając mu kciuki w oczodoły. Gustav zawył, wtedy otworzyła usta, wielkie białe zęby zatopiły się w twarzy dziecka rewolucji, miażdżąc kości, odrywając kawałek po kawałku. 

 

*

 

– Mogę, być użyteczny – wyjąkał Roland. – Kogo chcecie? Wymieńcie dowolne nazwisko.

Oficer nachylił się nad obrożą dobermana.

– Ciebie chcemy Roland. Ciebie.

Spuszczony, ze smyczy pies, wskoczył na siedzenie. Roland w ostatniej chwili zasłonił twarz ręką. Doberman wbił w nią kły i zaczął szarpać.

– Nie chciałam – powiedziała Sofii, odwracając wzrok. 

Konduktor podszedł do niej i pogłaskał ją po głowie.

– Już dobrze, wiem, że nie chciałaś.

– Potrzebowałam pieniędzy, musiałam się wyrwać z tego piekła – wyjaśniła.

– Musiałaś go szantażować, inaczej by ci nie pomógł – powiedział ze zrozumieniem konduktor, oblizując zaślinione wargi.

Pies wyszarpał wyjącego z bólu Rolanda zza stolika i rzucił się do gardła. Szpicel zarzęził przeraźliwie gdy kły przebiły tchawicę.

– Nie chciałam by jego żona się dowiedziała, nie chciałam go skrzywdzić.

– No, tak – pokiwał głową konduktor.

Doberman zaparł się łapami, szarpiąc gardło. 

– Ja tylko chciałam zacząć wszystko od nowa – jęknęła Sofii na widok strzępów skóry zwisających z zakrwawionego pyska.

– Chciałaś zacząć od nowa! – wrzasnął konduktor, opluwając twarz dziewczyny. – To proszę bardzo.

Złapał Sofii za włosy i wytargał zza stolika. 

– Zacząć od początku! Proszę bardzo! – wrzeszczał, ciągnąc ją przez pomost do kolejnego wagonu.

Wyjąc z bólu, złapała go za nadgarstek by nie wyrwał jej włosów. 

– Sofii pomyślała, że zasługuje na lepsze życie! Została skrzywdzona! Że jej się należy druga szansa! – wrzeszczał konduktor, ciągnąc ją obok kolejnych przedziałów.

Siedziały tam całe rodziny. Ojcowie pocieszający przerażone żony, tulące do piersi płaczące dzieci. Byli to mieszkańcy Spes czekający końca konfliktu, trawiącego miasto.

– Biedna Sofii! Marząca o lepszym życiu! 

Konduktor szarpnął drzwi pociągu i podniósł ją za włosy.

Słońce zaczęło wychodzić za srebrnej tarczy księżyca. Tabor zwolnił. Konduktor złapał Sofii za kark i wyszeptał do ucha:

– Leć ptaszyno, zacznij od nowa.

Brutalnie szarpnął dziewczyną, wypychając ją z wagonu.

Sofii uderzyła o ziemię i stoczyła się z nasypu. Wstała, sycząc z bólu. 

Rozejrzała się po polanie. Nie dostrzegła jednak ani pociągu, ani trakcji kolejowej.

 – Zgubiłaś się mała?!

Sofii spojrzała na trzech mężczyzn idących z pobliskiego zagajnika. Chudy dryblas oblizywał pękate wargi. Niski i pryszczaty patrzył na nią lubieżnie rozbieganymi oczyma. Trzeci, o małym zadartym nosie, ściskał w ręce nóż. Gdzieś w oddali unosiła się czerwona łuna i kłęby czarnego dymu nad konającym Spes.

*Spes – z łaciny nadzieja. 

Koniec

Komentarze

Hej, Bardjaskier.

Wciągnęła mnie szybka akcja utworu, grozę zapewniały: doberman i zombie. Rewolucja pożera własne dzieci, ciekawy pomysł.

Pozdrawiam, Feniks 103.

audaces fortuna iuvat

Hej, fe­nik­s103 dziękuję za odwiedziny i komentarz. Bardzo mi miło, że się podobało :). Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

No dobra, napisałem komentarz i zaginął na polu chwały… nieładnie portalu, oj nieładnie…

 

W telegraficznym skrócie, bo z telefonu to udręka, nie pisanie. Podobalo mi się, czytałem żywo zainteresowany, w jakim kierunku pójdzie fabułą. 

 

Najlepsza scena to ta że śmiercią księdza, tam jest groza, że aż włosy na plecach stają dęba… jednocześnie, zarówno fabularnie, jak i pod względem klimatu dość mocno odstaje od reszty tekstu. Dosłownie strach pomyśleć, jakie wyszłoby Ci opowiadanie, jakby całe było tak schizowe… 

 

W pozostałym zakresie, intrygująca antyutopia, ale raczej pozbawioną grozy.

 

Jakby co, to klika zrobiłem już wcześniej, do "zjedzonego" komentarza ;)

 

Aaa, no i jeszcze zdanie o jasnowłosej sutannie… no wymaga lekkiej poprawy xD

„Pokój bez książek jest jak ciało bez duszy”

Hej c_c dziękuję za odwiedziny, komentarz i klika :) Dobrze, że groza jest to już coś. A, że nie wszędzie, no cóż, jak by była wszędzie to byś szybko zapomniał o scenie z księdzem ;). Miło mi, że tekst się podobał i pozdrawiam :). A i poprawiam sutannę;)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Podoba mi się stały dopływ emocji, czyli nie długi, nudnawy wstęp, a potem bum, tylko 20000 lęku.

Przyczyny strachu zmieniają się, dzieci temu nie powszednieją, oczywiście całość balansuje na granicy, ale moim zdaniem trwa. Fajnie dobrałeś bohaterów, którzy choć całkiem inni prezentują nam ciekawie sytuację całej społeczności, ale mogą mieć indywidualne zakończenia;)

Fajne, plastyczne opisy, ta skóra wagonu zjeżyła mi włos.

W sumie od pierwszych słów wiadomo, że raczej nie będzie happy endu, ale Twoje postacie walczą mimo to, i możemy im towarzyszyć, a nawet kibicować.

 

W dół urwiska, w stronę przepaści, na samym jej brzegu...

Hej, Ambush dziękuję za odwiedziny, klika i bardzo pozytywny komentarz :). Bardzo mi miło, że opowiadanie się podobało. Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Ładny klimat, ale za bardzo mistycznie jak na mój gust. Umknęło mi ogólne przesłanie tekstu. No, śmierć nadziei to straszna sytuacja, ale kto wysłał pociąg, skąd ludzie biorą bilety?

Dużo usterek, zwłaszcza na początku.

Znad przeciwka

Pisownia tak oryginalna, że aż musiałam się zastanawiać, co poeta chciał przez to powiedzieć…

Babska logika rządzi!

Hej Bardzie, przeczytałam. Klimat rewolucji przeniosłeś z miasta do pociągu i fajnie nawet wyszło. Scena, kiedy księdza spotyka kara, jest najmocniejszym punktem opowiadania. Podsumowując – wszyscy są winni, nie ma tu dobrych i sprawiedliwych. Podobało mi się, ale skoro od Ambus dostałeś dwa kliki, to ja spasuję.

Pozdrawiam i życzę powodzenia!

Hej, Finkla, Milis – dziękuję za odwiedziny i komentarze :). Faktycznie z naprzeciwka;). I faktycznie dostałem dwa kliki od Ambush :D, więc dziękuję Milis za klika Ambushowego ;). Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Ooo nie wiem jak to zrobiłam!;)

W dół urwiska, w stronę przepaści, na samym jej brzegu...

Spoko już jest ustalone, że ten drugi jest od Milisa :D

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Ambush, Bardjaskier yes

Ambush, to pikuś. Kiedyś mój tekst dostał cztery kliki od Bemik. To już wzbudziło pewne emocje… ;-)

Babska logika rządzi!

Bardzo fajnie zbudowany klimat, najmocniejsza strona tekstu. Z jednej strony wszystko jest bardzo namacalne i rzeczywiste, z drugiej mamy mnóstwo niejasności, dokąd jedzie pociąg, gdzie jest miasto Spes, jaka jest większa sytuacja polityczna, czy to nasz świat, a jeśli tak, to jak bardzo zmieniony? Wymieszałeś to w świetnych proporcjach, czuć zawieszenie gdzieś na granicy snu i jawy.

Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to może do tego, że trochę to mało pociągowe (biorąc pod uwagę konkurs), historia mogłaby być niemal identyczna, gdyby działa się na przykład w przydrożnym motelu, gdzie bohaterowie spędzaj noc po ucieczce z miasta.

Hej, Reinee dziękuję za odwiedziny, za komentarz i klika :). Miło mi, że tekst się podobał. Jako autor mam odpowiedzi na wszystkie Twoje pytania ale chyba nie ma potrzebny wszystkiego tłumaczyć bo jak słusznie napisałeś, tekst ma być czymś nierealnym na granicy snu i jawy :). A konkursowo pewnie masz rację ale wolę napisać tekst, który będzie mi się podobał, nawet jeśli jest to trochę kosztem konkursu ;). Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

– Nie wydaje się nie być zainteresowany naszym towarzystwem – skwitowała dziewczyna, odgarniając różową grzywkę.

Chyba “nie wydaje się być” albo czegoś nie rozumiem.

Gustav wypchnął przed siebie dziewczynę, która chwyciła rękę, a ksiądz wciągnął ją do środka wagony.

Wagonu. Literówka.

Dobiegł do drzwiami wagonu.

Drzwi.

– Ej, koguciku, nie potrzebuje ani politowania, ani obrońcy! – wtrąciła się Sofii.

PogtrzebujĘ.

 

Wydaje mi się, że usterek może być więcej, jednak, Bardzie, za bardzo skupiłam się na tekście, by się ich doszukiwać. Bo i było na czym. Nie jest to “mój” klimat opowiadania, mam także poczucie, że Twoje poprzednie dzieła trafiły do mnie bardziej. No ale, jak to się mówi, wszystkim nie dogodzisz. 

Hmm. Choć nie miałam problemu, żeby rozróżniać bohaterów, nie ukrywam, że trochę gorzej poszło mi z wczuciem się w ich sytuację. Może po prostu motyw zombie mnie nie przekonuje?

Żeby nie było, że tylko się czepiam, bardzo doceniam wartką akcję i sporo grozy. Ten oblizujący się gość wypadł naprawdę creepy, a scena śmierci księdza, o której wspomniał Cezary, rzeczywiście zostawiła mroczne wrażenie.

Chętnie pograłabym w taką grę – jestem prosty człowiek, lubię rozwalać zombie po godzinach – ale jednak literacko nie są to moje klimaty.

 

Pozdro!

 

„‬Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje jest zarazem bestią i powodzią. Iluzje są tym dla duszy, czym atmosfera dla planety." - V. Woolf

Hej, Rossa dziękuję za odwiedziny, wyłapanie błędów i komentarz:). Opowiadanie faktycznie jest trochę inne, w poprzednich nie skupiałem się tak bardzo na grozie. Zastanawia mnie zombie, bo już ktoś wcześniej o nich wspomniał, a ja nie przypominam sobie, bym umieszczał je w tekście :D. Ale chyba chodzi o martwych ludzi z Spes :). To może wyjaśnię, że to są wspomnienia, wizje tak jak pisał Reinee, bohaterowie bardziej doświadczają czegoś na pograniczu snu i jawy :). No już nie wspominając o rozwalaniu zombiaków, choć to fajna zabawa, to jako pomysł na opowiadanie chyba się nie nadaje:). Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

O nie, zobaczyłem coś, co nie pozwoli mi spać w nocy… Zapowiedź todalnej destrukcji… Ona nadchodzi i nie ma ratunku… Pozostaje wyglądać złowieszczego gifa, zwiastującego pandemonium:D

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Khaire!

 

Wracam z komentarzem pobetowym, chociaż w zasadzie wszystko już ode mnie wiesz :) Według mnie w dość krótkiej formie udało Ci się zawrzeć wszystkie niezbędne elementy opowiadania grozy. Tło jest mocno nieokreślone, symboliczne, ale ja to kupuję, wszak strach karmi się niepewnością i niewiedzą. Jak zawsze można się czepiać poszczególnych elementów czy scen, że na daną osobę działają bardziej lub mniej, ale całość ładnie się broni.

Daję klika, chociaż nie wiem, czy już Ci się komplet nie skolejkował w międzyczasie.

 

Miałem uwagi co do tej kaskady iskier, a tu się okazuje, że takie było hasło na bilecie, LOL. Aż mnie ciekawi teraz, w jakim kontekście pan Grabiński to umieścił :)

 

PS: Widzę, że niektóre zgrzyty przedarły się przez korektę, a szkoda, na dzień dobry miałbyś mniej kręcenia nosem od Czytelników :)

 

Pozdrawiam,

D_D

Twój głos jest miodem... dla uszu

taranując wraki spalonych samochód. ← chochlik

Uzupełnij przecinki i usuń więcej chochlikowych działań, bo są. :)

Przeczytałem. Powodzenia w konkursie. :)

Hej Du­ago­_De­ri­sme, Koalo dziękuję za odwiedziny, komentarze i klika :). Jeśli chodzi o błedy to kiedyś postanowiłem, czytać tak długo jeden tekst aż będę pewny, że wszystko jest ok, oczywiście jak wrzuciłem tekst bez bety i tak była tragedia przecinkowo literowkówkowa :D. No nic chyba muszę się pogodzić, że co bym nie robił to zwyczajnie nie zauważam wszystkich błedów. Ale oczywiście spróbuję je wyłapać:). Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Wciągnął mnie ten tekst. Od początku jest dynamicznie. Zastanawiałem się czy bohater zdąży na pociąg, dokąd ten pociąg pędzi, o co tu w ogóle chodzi. Fajnie też wyważone są proporcje między realizmem a surrealizmem, dzięki czemu klimat grozy i horroru przekonuje.

Przekaz dosyć jednoznaczny: potępienie rewolucji, która zjada nie tylko swoje dzieci, ale wszystkich jednako i nie ma wobec niej właściwej postawy. Trochę zabrakło mi światełka w mrocznym tunelu, ale chyba próżno go szukać w gatunku horroru.

Wdarło się sporo literówek, przydałoby się oczyścić tekst. Proponuję wrzucić do worda, on szybko wyłapie drobiazgi.

Hej, kronos.maximus dziękuję za odwiedziny i komentarz :). Wrzucę tekst do worda jak tylko znajdę trochę czasu, to dobry pomysł :). Dodam, że bardzo dobrze odczytałeś moje zamiary, co do opowiadania, jak ktoś będzie miał pytania odnośnie tego, co autor ma na myśli, to będę odsyłał do Twojego komentarza :). Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Bardzo plastyczny i dynamicznie ukazany obraz piekła oraz plejada postaci z wyjaśnieniem, czemu się w nim znaleźli. 

Hej, AP dziękuję za odwiedziny i komentarz :). Napisałeś piekła, ciekawa interpretacja :). Bo własciwie każdy konflik można przyrównać do piekła :). Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Bo własciwie każdy konflik można przyrównać do piekła :)

Ale w swoim opowiadaniu nie pokazałeś konfliktu. Są tylko postaci, które trafiły do dziwnego pociągu. Rewolucjonista, który zabił przyjaciela i ucieka z miasta, ksiądz, który zostawił swoich parafian, prostytutka, rozbijająca rodziny, donosiciel, który korzystał z jej usług. Pociąg nie jest miejscem konfliktu, tylko miejscem, w którym dopadła ich kara.

Własciwie masz rację, chodzi mi o to, że nie miałem na myśli piekła, a wyszło tak jakoś przez przypadek :) i nawet dobrze pasuje. Bardziej chciałem pokazać, że wszyscy cierpią w czasie np. rewolucji, rewolucja to przecież konflikt :). A dodatkowo przedstawić bohaterów , którzy mimo tego, że chcą zachować neutralność lub uważają, że postępują dobrze – stają po właściwej stronie, przyczyniają się do ogólnego cierpienia i śmierci nadzieji, która ich samych skłania do ucieczki. Czyli sami przyczyniają się do własnej zagłady. Własciwie pisząc to opowiadanie miałem na myśli, że cała czwórka bohaterów spóźniła się na ostatni pociąg i zgineła w czasie rewolucji w Spes. A sam pociąg, to coś w rodzaju, życia przelatującego przed oczami. Albo chwili gdy człowiek wydaje ostatnie tchnienie. Tak moja wizja chwili przejścia na tamten świat :).

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Hej, czytało się dobrze z uwagi na dobry klimat, jest groza, jest koszmar, który dosięga bohaterów. Bardzo na plus. :) Tekst jest jednak niedopracowany, jest dużo literówek, które przeszkadzają w czytaniu, ale ufam, że na pewno je poprawisz! :) 

Pozdrawiam serdecznie, powodzenia w konkursie! :)

Hej Jol­kaK, dziękuję za odwiedziny i komentarz :). Miło mi, że opowiadanie się podoba i obiecuję, że jak tylko znajdę czas by odpalić komputer, to postaram się wyłapać literówki :). Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

No i pociąg odjechał zanim poprawiłem literówki:D

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

taranując wraki spalonych samochód.

Kolejne wagony mijał peron

niezgodność liczb.

Czytało się nieźle. Obrazy bardzo sugestywne. Szczególnie scena z Karłem i parafianami w wagonie mięsnym. Wprawdzie uciekający ksiądz w sutannie budzi wątpliwości. Marks i Lenin wyglądają jakoś anachronicznie. Teraz mordują się za inne rzeczy.

Hej, Ni­kol­zol­lern dziękuję za odwiedziny i komentarz :). Ach wydaje mi się, że Marksa i Lenina będą jeszcze, nie tylko, wspominać, ale może i wprowadzać ich wizje świata, długo po nas, a kto wie może i na innych planetach. Może na Marsie, to by pasowało ;). Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Cześć,

 

Wkradły się minimalne błędy, sprawdź tekst pod tym kątem, no chyba, że to celowe zabiegi:

– “ostatnie wagony minął peron”

– “zgubiłeś się mała?”

– “który przyglądał się natarczywie pasażerowie naprzeciwko

i jeszcze gdzieś coś było chyba.

 

Co do opowiadania, to powiem, że jak najbardziej jest groza, fajny koncept i te okropne, sugestywne motywy, które karzą każdego bohatera, mającego coś na sumieniu. Scena z księdzem najlepsza. Pod tym względem nie mam nic do zarzucenia, czytało się płynnie i z ciekawością. Dobre opowiadanie samo w sobie.

 

Co do konkursu, to tekst raczej odbiega od klimatu Grabińskiego dość mocno (co ma swoje dobre i złe strony). U niego dominuje stopniowa tajemnica, skupienie na warstwie psychologicznej, groza czasami jest w domyśle. U Ciebie akcja jest dość wartka, mamy tu nagromadzenie scen “gore”, a ten pociąg to taki pretekst właściwie do pokazania brutalnych konsekwencji jakiejś nieokreślonej w czasie i miejscu rewolucji.

 

Oczywiście życzę powodzenia w konkursie, gust czytelników i jury jest różny, więc może okazać się, że właśnie o to chodziło;)

 

Pozdrawiam

 

 

Hej, JPol­sky dziękuję za odwiedziny i komentarz:). Powiem szczerze, że kiedyś Grabińskiego odpaliłem jeden audiobook i szczerze średnio mi podszedł. Więc napisałem coś innego;). Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Klimat tu mroczny i bardzo szczególny, a groza panoszy się z całą mocą.

Grupka przypadkowych bohaterów czekających na peronie, kiedy udaje im się wsiąść do ruszającego pociągu, zdaje się być mocno zdezorientowana pustymi wagonami. To, co spotyka ich później, budzi grozę, lecz szczerze powiem – nie całkiem do mnie przemawia. Mimo to czytało się całkiem nieźle, choć usterki nie ułatwiały lektury.

 

W brud­no zie­lo­nej wo­dzie do­strzegł kształt… → W brud­nozie­lo­nej wo­dzie do­strzegł kształt

 

pod­ko­la­nów­kach i pół pod­ko­szul­ku… → …pod­ko­la­nów­kach i półpod­ko­szul­ku

 

Gu­stav prze­tarł pie­go­wa­tą twarz ska­le­czo­ną dło­nią… → Czy dobrze rozumiem, że twarz Gustava była skaleczona dłonią?

A może miało być: Gu­stav skaleczoną dłonią przetarł pie­go­wa­tą twarz

 

po­wie­dział ksiądz i wska­zał na zra­nie­nie. → …po­wie­dział ksiądz i wska­zał zra­nie­nie

Wskazujemy coś, nie na coś.

 

Facet ubra­ny w dwu­czę­ścio­wy gar­ni­tur z ka­pe­lu­szem na gło­wie… → Czy dobrze rozumiem, że dwuczęściowy garnitur miał głowę z kapeluszem?

A może wystarczy: Facet ubra­ny w dwu­czę­ścio­wy gar­ni­tur i ka­pe­lu­sz

Zakładam, że to oczywiste, iż facet miał kapelusz na głowie.

 

Gu­stav zła­pał dziew­czy­nę za prze­gub i po­cią­gnął za sobą. → Kolano i łokieć to też przeguby.

Proponuję: Gu­stav zła­pał dziew­czy­nę za nadgarstek i po­cią­gnął za sobą

 

Wy­szarp­nę­ła rękę i po­spiesz­nie rzu­ci­ła buty na ob­ca­sie. → Czy dziewczyna miała buty w ręce, czy może: Wy­szarp­nę­ła rękę i po­spiesz­nie zrzu­ci­ła buty na ob­ca­sie.

 

wy­cią­ga­jąc scy­zo­ryk, do­ku­men­ty i czar­no czer­wo­ną opa­skę. → …wy­cią­ga­jąc scy­zo­ryk, do­ku­men­ty i czar­no-czer­wo­ną opa­skę.

 

Wy­peł­niał go nie­dba­le rzu­co­ne ba­ga­że… → Literówka.

 

Minął pierw­szy. → Kim/ czym był pierwszy, który minął?

 

– Zu­peł­nie jakby ktoś wylał na świat ka­ła­marz – po­wie­dział Karl. → Można wylać inkaust z kałamarza, ale kałamarza wylać się nie da.

Pewnie miało być: – Zu­peł­nie jakby ktoś wylał na świat atrament z ka­ła­marza – po­wie­dział Karl.

 

Księ­dza spoj­rzał przez po­most. → Kto spojrzał przez pomost?

 

Mężczyzna spojrzał z ukosa na dziewczynę. → To nie jest wypowiedź, więc półpauza na początku jest zbędna.

 

– Można tak po­wie­dziećpo­wie­dzia­ła Sofii. → Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: – Można tak po­wie­dzieć – rzekła/ mruknęła Sofii.

 

– Gu­stav uśmiech­nął się do Karla i pu­ścił mu oczko. – Gu­stav uśmiech­nął się do Karla i pu­ścił oczko.

Oczko puszcza się do kogoś, nie komuś.

 

da­wa­łaś dupy takim jak Ro­land i mu po­dob­nym! → …da­wa­łaś dupy takim jak Ro­land i jemu po­dob­nym!

 

Sie­dzie­li chwi­lę w ogłu­sza­ją­cym tur­ku­cie… → Literówka, bo nie przypuszczam, żeby tam były turkucie podjadki.

 

Każdy z pa­sa­że­rów był tak za­ję­ty nad­cho­dzą­cą po­dró­żą… → Każdy z pa­sa­że­rów był tak za­ję­ty trwającą po­dró­żą

Podróż nie nadchodziła, ona trwała.

 

– To na­praw­dę ksiądz? – Za­py­tał inny głos.– To na­praw­dę ksiądz? – za­py­tał inny głos.

 

Upu­ścił fo­to­gra­fię na zie­mię… → Rzecz dzieje się w pociągu, więc: Upu­ścił fo­to­gra­fię na podłogę

 

wy­wa­lił za­war­tość tecz­ką na sto­lik. → Literówka.

 

Fran­ko ob­ró­cił się, by się­gnąć po bu­tel­kę… → Fran­ko ob­ró­cił się, by się­gnąć bu­tel­kę

 

ma­te­riał prze­siąkł od krwi, spły­wa­ją­cej na po­licz­ki cien­kie za­ci­śnię­te usta.  → …ma­te­riał prze­siąkł krwią, spły­wa­ją­cą na po­licz­ki wąskie za­ci­śnię­te usta.

 

Za­bi­ci od kul, za­tło­cze­ni pał­ka­mi. → Literówka.

 

Spusz­czo­ny, ze smy­czy pie­ska, wsko­czył na sie­dze­nie.Spusz­czo­ny ze smy­czy pie­sek wsko­czył na sie­dze­nie.

 

Sofii ude­rzy­ła o zie­mię i sto­czy­ła z na­sy­pu. Sofii ude­rzy­ła o zie­mię i sto­czy­ła się z na­sy­pu.

 

Niski i prysz­cza­ty ob­le­piał ją roz­bie­ga­ny­mi oczy­ma. → Można patrzeć na kogoś lubieżnie, ale nie wiem, jak można kogoś oblepiać oczyma?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hej, re­gu­la­to­rzy dziękuję za odwiedziny, łapankę i komentarz. A tak coś podejrzewałem, że opowiadanie nie jest w Twoim klimacie :). To jedna z rzeczy, która bardzo mi się podoba na NF, że po czasie jestem w stanie przewidzieć komu dany tekst może bardziej lub mniej się podobać. Oczywiście nie napisałem go z myślą, że zrobię re­gu­la­to­rom psikusa :D. Po prostu tak wyszło ;). Muszę też przyznać, że to opowiadanie, to też nie to, co bym chciał pisać. Ale termin konkursu sprawił, że nie miałem czasu na opracowanie innej fabuły :). Jak tylko będzie okazja, by usiąść do komputera, to poprawię błedy. Mam nadzieję, że nastąpi to niebawem. Pozdrawiam :).

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Bardzie, jesteś tu już dość długo, przeczytałeś wiele opowiadań i komentarzy, więc nie dziwi mnie Twoja umiejętność przewidywania, czy i komu spodoba się tworzona przez Ciebie opowieść. A poza tym podoba mi się Twoje podejście do sprawy – piszesz, co Ci pani Wena podpowiada, ale nie tracisz z pola widzenia przyszłych czytelników, mając na uwadze także ich satysfakcję z lektury.

Serdeczności. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Usterki poprawione :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

OK. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć, Bardzie!

 

Bardziej weirdowy tekst od dotychczas przeczytanych konkursowych. Postawiłeś na alternatywny świat i zarysowanie jakiegoś wewnętrznego konfliktu. Mniej więcej się w tym rozeznałem i pasuje mi to, natomiast zostaję z wieloma pytaniami, jak choćby te, skąd w środku walk nagle bierze się pociąg, dlaczego tylko kilka osób wyjeżdża, skąd mają bilety itd. Natomiast odnoszę wrażenie, że już to jest częścią jakiejś metafory – ok, da się to w ten sposób obronić.

Widzę zamysł pokazania poszczególnych postaci, natomiast nie podoba i się wykonanie tegoż. POV skacze Ci z jednej postaci na drugą, czego raczej nie lubię. Ma to swoje umocowanie w uniwersalnej prawdzie, że wszystkich dopadną skutki własnych decyzji, bez podziału na lepszych i gorszych. Natomiast w kilku miejscach brakowało mi “wyzwalaczy” decyzji bohaterów. Idą do restauracyjnego (wagon restauracyjny w takim pociągu? Mocny surrealizm!), rozsiadają się, nagle wychodzi jeden, potem drugi – nie zanotowałem czegoś, co by ich do tego skłoniło. W połączeniu z ostatecznym losem, który ich spotyka daje obraz tekstu, który jest bardziej surrealistyczny z elementami makabry niż weirdowy/horrorowy.

Największe wrażenie zrobiła na mnie scena wskakiwania do pociągu. Autentycznie byłem przekonany, że Gustav już nie zdąży, było napięcie, a na koniec prawdziwa satysfakcja. Bardzo dobrze napisana scena.

 

Pozdrówka i powodzenia w krokusie!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Hej, Krokus miło mi, że wpadłeś :). Dziękuję za komentarz i już wyjaśniam. Tekst jest inny niż moje wcześniejsze wypociny, faktycznie stawiałem tu bardziej na surrealizm i symbolikę, metaforę. Wagon restauracyjny to zaproszenie na posiłek, ale to nie bohaterowie będą w nim jeść :). Sam pociąg odnosi się do ucieczki bohaterów, każdy z nich ucieka od czegoś. Bilety, no cóż, nie ma tu nic głębszego, jest pociąg to i bilety, na pewno dowiadujemy się jak na swój zapracowała Sofii;). Skaczę po bohaterach, ale tak już mam, moim zdaniem to urozmaica tekst i nadaje dynamiki, ale wiem, że może się to nie podobać:). Sami bohaterowie nie mają już żadnych decyzji, bo pisząc opowiadanie, zakładałem, że każdy z nich już nie żyje. Cieszę się bardzo, że pierwsza scena ci się podobała, bo mi też się podoba i miło, że ktoś ją docenił :). Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Też zwróciłem uwagę na dwie sceny – kiedy bohaterowie wskakują do pociągu i kiedy ksiądz trafia do upiornego przedziału. Ta pierwsza ma bardzo dobre tempo i dynamikę, ta druga naprawdę może przestraszyć, no i ma ładny symboliczny wydźwięk – duchowny, który powinien stawać w obronie swych wiernych oraz wyznawanych wartości, postanawia uciec z tonącego okrętu. Cóż, nie każdy jest materiałem na męczennika.

Mnie trochę zabrakło bliższego nakreślenia idei, która stała za rewolucją. Rewolucje zawsze są brutalne i pożerają własne dzieci, co dobrze podkreśliłeś w tekście, i rozumiem, że ten przewrót można traktować symbolicznie (zresztą całe opowiadanie symbolami stoi). Tak czy inaczej wydaje mi się, że interesujące by było, gdyby cały ten przewrót miał jakąś zaskakującą przyczynę, coś, co mogłoby również wyjaśnić, a może i częściowo usprawiedliwić, zaangażowanie Gustava.

Tak czy inaczej – przyjemna lektura :)

Pozdrawiam!

 

Hej, adam_c4 dziękuję za odwiedziny i komentarz:). Może faktycznie możnaby rozwinąć tę historię, ale teraz i tak po ptokach;) Mi szczerze historia z księdzem, wydaje się trochę oklepana i jestem szczerze zaskoczony, że to właśnie ona przypadła większości do gustu :) Ale autor zawsze patrzy inaczej na opowiadanie :). Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Podobało mi się.

Najbardziej scena z księdzem i jego “dziećmi” – może i motyw trochę oklepany, ale dobrze zrealizowany. Scena jest mocno obrazowa i przekonująca.

Mi akurat się podobało, że nie zagłębiałeś się bardziej w tę rewolucję. Sam zarys wystarczy, resztę czytelnik niech sobie dopowie wedle woli. Uważam, że dobrze to wyważyłeś.

 

Jeszcze złapałem jedną literówkę: Pociągu nabierał rozpędu

Moja powieść: https://marmaxborowski.pl/kwestia-wyboru/

Hej, Marcin_Maksymilian

 

Literówka załatwiona :). Dziękuję za odwiedziny i komentarz. I tak to jest, autor wiecznie stoi w rozkroku między tymi, który się coś podoba, a tymi, którym podoba się mniej :D. Miło mi, że w przypadku Spes, zaliczasz się do tych pierwszych :). 

 

 

Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Hej!

Ależ optymistyczne opowiadanie :) Ale żarty na bok. Podobało mi się ogólnie, szczególnie motyw z księdzem bo najlepiej podkreśla, że pociąg jest jak kara za ich grzechy. Fajna jest ta krwawa masa, choć chyba ją gdzieś już widziałem, ale może mi się wydaje. Ciekawy setting z ucieczką z miasta i rewolucją.

Bohaterów kilku, ale się nie pogubiłem, jasno nakreśleni. Ogólnie fajny tekst.

 

Kilka drobiazgów jeszcze:

 

Facet ubrany w dwuczęściowy garnitur i kapeluszem

i kapelusz

 

W drzwiach wagonu pojawił się Karl, wyciągając rękę: 

– Sofii podaj mi dłoń!

Tu się pogubiłem bo pojawia się jej imię po raz pierwszy a chyba wcześniej nie została w żaden sposób przedstawiona?

 

Ksiądz zobaczył niskiego mężczyznę w czarnym uniformie o szpetnej, ziemistej twarzy. Wyglądała, jakby ktoś poskładał z niepasujących do siebie elementów.

wyglądał i ją. To mężczyzna czy kobieta? :)

 

powiedział oficer zimny, niemal metaliczny głosem. 

zimnym

 

by sięgnąć butelkę

po butelkę?

 

Pozdrawiam!

Hej, Edwardzie 

Dziękuję za odwiedziny i komentarz. Miło mi, że opowiadanie się podobało. Coś jednak jest w tej scenie z księdzem muszę się jej lepiej przyjrzeć, bo w mojej ocenie jest ok i sprwiła mi najmniej problemów z całego tekstu :D. Błędy poprawione ale nie wszystkie bo :

 

“Franko obrócił się, by sięgnąć po butelkę… → Franko obrócił się, by sięgnąć butelkę…”

 

Tu już zmieniałem, tak by usunąć “po” :)

 

“Ksiądz zobaczył niskiego mężczyznę w czarnym uniformie o szpetnej, ziemistej twarzy. Wyglądała, jakby ktoś poskładał ją z niepasujących do siebie elementów.”

 

Tu kropka niepotrzebna bo reszta odnosi się do twarzy, więc zmieniłem na przecinek :)

 

 

W drzwiach wagonu pojawił się Karl, wyciągając rękę: 

– Sofii podaj mi dłoń!

Tu się pogubiłem bo pojawia się jej imię po raz pierwszy a chyba wcześniej nie została w żaden sposób przedstawiona?

 

A tu, biegnie tylko kobieta i mężczyzna, więc Sofii musi się odnosić do niej, celowo zostawiłem też przedstawienie tej postaci na później, bo nie chciałem na początku tekstu zaczynać od wyliczanki bohaterów :). 

 

Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Nowa Fantastyka