- Opowiadanie: tomasz.fromasz - Jak złamać serce boga

Jak złamać serce boga

Moje drugie opowiadanie na portalu. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Dziękuję bardzo Ambush za betę i wyłapanie błędów!

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Jak złamać serce boga

Książę Arden DellenBach obserwował pole bitwy ze wzniesienia. Łucznicy obu armii opróżnili już swoje kołczany. Deszcz strzał opadł gwałtownie na dolinę, odbijając się od tarcz, dosięgając żołnierzy, którzy w niewłaściwym momencie wychylili się z szyku.

Nadszedł czas na starcie piechoty. Czerwono-czarne barwy Tulenów dominowały. Już na pierwszy rzut oka widać było ich liczebną przewagę. Armia księcia uchodziła jednak za szybszą i lepiej zorganizowaną.

Jeszcze zanim bitwa zaczęła się na dobre, Holium było o krok od katastrofy. Jedna z pierwszych strzał przebiła udo DellenBacha. Książę upadł i uderzył głową o wystający z ziemi kamień. Musiał wycofać się z pola bitwy i dowodził teraz z bezpiecznej odległości.

Jedna głupia strzała mogła pokrzyżować nasze plany. Zniszczyć wszystko.

Medyk opatrywał jego nogę. Głowę i połowę twarzy okalały już bandaże. Bujne czarne włosy, zazwyczaj stanowiące powód do dumy, wystawały teraz niezdarnie spomiędzy opatrunków. Książę dziękował sobie w duchu, że przed bitwą starannie przyciął brodę, inaczej czekałby ją podobny los.

Nie czas myśleć o swoim wyglądzie, gdy ważą się losy Holium.

DellenBach przyłożył rękę do czoła. Męczył go nieznośny ból głowy. Wolnym od bandaży okiem obserwował jednak uważnie walkę.

– Tulenowie próbują nas otoczyć, Derlan – zwrócił się do generała, stojącego kilka kroków za nim. – Rzuć główne siły na prawą flankę. Musimy zatrzymać ten manewr.

– Tak jest, wasza książęca mość! – Generał zasalutował i oddalił się.

Zwycięstwo w bitwie nie jest najważniejsze. Skupmy uwagę na tym, co wydarzy się potem.

Książę wciągnął powietrze. W nozdrzach czuł mieszające się zapachy błota i krwi. Słyszał zderzające się miecze, wrzaski rannych.

Teraz dobiegł go jednak dźwięk, którego obawiał się najbardziej. Donośny ryk poniósł się echem po całej dolinie.

Rozejrzał się. Nie widział ich jeszcze.

– Furiale! Zewrzeć szeregi! Ustawić piki! – Do jego uszu dotarł krzyk generała Derlana.

Potem dzikie ryki zagłuszyły wszelkie inne odgłosy.

Furiale nadeszły szybciej, niż można się było tego spodziewać.

DellenBach nie był głupcem. Wiedział, że Tulenia użyje w wojnie swojej najstraszliwszej broni. Miał jednak nadzieję, iż piechota wroga zostanie pokonana zanim zjawią się bestie. Teraz ogarniała go panika.

Żołnierze tuleńscy rozstąpili się, tworząc korytarz. Zza drzew wyłoniły się furiale. Cztery. Książę ukrył twarz w dłoniach, po chwili jednak wyprostował się. Musiał widzieć.

Każdy był wzrostu co najmniej trzech dorosłych mężczyzn. Przemieszczały się szybko, na dwóch nogach zakończonych pazurami. Łucznicy próbowali zatrzymać dziką szarżę bestii, strzały odbijały się jednak z brzękiem od pokrytej łuską, grafitowej skóry. DellenBach widział błyski ostrych zębów, gdy furiale wydawały kolejne ryki.

Rzuciły się na Holitów, krusząc piki i rozdeptując pierwsze rzędy wojowników. Uderzenia potężnych łap wyrzucały kolejnych w powietrze.

Żołnierze tuleńscy ruszyli za furialami. Rozcięli armię holicką na dwie części, każdą okrążyli. Los bitwy został przesądzony w mgnieniu oka.

– Derlan! – przywołał do siebie oficera. – Wyślij posłańca do obozu wroga. Poddajemy się. Niech zabiorą te przeklęte stwory z doliny.

 

***

 

Na odpowiedź Tulenów nie trzeba było czekać długo. Na wzgórzu zjawił się oficer wrogiej armii w towarzystwie kilku szeregowych żołnierzy oraz furiala.

DellenBach po raz pierwszy widział bestię z bliska. Zwrócił uwagę na jej oczy. Jedno, jak u węża, było żółte z pionową źrenicą. Drugie w całości wypełniała czarna substancja, wirująca wewnątrz gałki ocznej. Maź przenikała też częściowo skórę podłużnej paszczy stwora. 

Mineth-Lal. Jest z furialem teraz, czuję to.

– Szukamy księcia Ardena DellenBacha – odezwał się oficer.

– To ja, żołnierzu – odpowiedział, nie odwracając wzroku od furiala.

– Wasza książęca mość. – Oficer skłonił się. – Pułkownik Yani Moss, Pierwszy Pułk Królewskiej Armii Tulenii. Mam rozkazy od jego wysokości, króla Ovidiena…

Pułkownik przerwał w pół zdania, przyglądając się badawczo DellenBachowi.

– Czy… Czy wasza książęca mość brał osobiście udział w bitwie?

– Tylko na początku. Odniosłem rany i moi żołnierze eskortowali mnie tutaj. – DellenBach uniósł brew. – Widzę, że nie popiera pan tego, pułkowniku.

– Szlachetnie urodzeni nie powinni mieszać się z pospólstwem na polu bitwy… Proszę wybaczyć śmiałość.

– Sam zapytałem, pułkowniku. Wśród moich żołnierzy znajdzie pan wielu szlachetnie urodzonych. Księstwo Holickie różni się pod tym względem od Tulenii. A teraz, jeśli mogę zapytać: jakie są pańskie plany wobec mnie i moich ludzi?

Moss odchrząknął, a gdy przemówił, ton jego głosu brzmiał oficjalnie.

– Jego wysokość, król Ovidien gwarantuje bezpieczeństwo żołnierzy Holium. Wszyscy są teraz jeńcami króla. Zostaną opatrzeni i nakarmieni. Waszą książęcą mość mój pan zaprasza do królewskiej twierdzy w Austurtun. Tam odbędą się rokowania pokojowe.

– Od kiedy moja stolica nazywa się królewską twierdzą Ovidiena? – zapytał książę, zdradzając irytację.

– Proszę wybaczyć, ja tylko przekazuję wiadomość.

– Oczywiście, pułkowniku. Rozumiem, że mój udział w rokowaniach jest obowiązkowy? – zapytał DellenBach i przeniósł wzrok na furiala.

Stwór stał wyprostowany. Świdrował księcia spojrzeniem jednego oka. Czarna maź w tym drugim wirowała teraz bardziej energicznie. Jego paszczę wykrzywił nienaturalny uśmiech, ukazujący cztery tuziny zębów.

Pułkownik Moss skinął głową, w odpowiedzi na zadane mu pytanie.

– Czy mogę zabrać moich doradców?

– Nie, mój pan oczekuje tylko waszej książęcej mości.

Tego można się było spodziewać. Odwagi! Teraz będzie najbardziej potrzebna.

 

***

 

Austurtun była potężną twierdzą. Znajdowała się w meandrze rzeki Ael, co podnosiło jej walory defensywne. Od czasu wzniesienia, przed wiekami, pozostawała niezdobyta.

Aż do teraz. Serce DellenBacha łamało się, kiedy zarządzał opróżnienie twierdzy i ewakuację na wschód. Mimo wszystko, była to jedyna właściwa decyzja. Wojska tuleńskie musiały zostać wciągnięte głęboko na terytorium księstwa, jeśli plan miał się powieść.

DellenBach nie spodziewał się, że tak szybko będzie dane mu wrócić do Austurtun. Tymczasem oczekiwał przed salą balową na audiencję u króla Ovidiena. Niebawem drzwi się otworzyły i książę został zaanonsowany.

Sala balowa została zamieniona na kwaterę dowodzenia. Stoły biesiadne ustawiono na środku pomieszczenia i rozłożono na nich wielką mapę Księstwa Holickiego. Wokół mapy stali zebrani generałowie.

Coś jednak zaniepokoiło DellenBacha. Generałów było zbyt wielu. Przyjrzał im się dokładniej. Czerwono-czarne szaty tuleńskie mieszały się z mundurami barwy popielatej. Barwami Królestwa Ulirii.

– Ardenie, mój drogi! Witaj!

U szczytu stołu stał król Moran Ovidien, jedynowładca Królewstwa Tulenii, na tronie od czterystu pięćdziesięciu lat. Umięśnione ręce splecione miał na piersiach, długie włosy i broda jedynie przyprószone były siwizną. Lewe oko, podobnie jak u furiala, wypełniała czarna substancja – świadectwo, że bóg Mineth-Lal miał dostęp do umysłu króla.

– Wyglądasz okropnie! Zabrakło ci żołnierzy, żeś sam złapał za broń? – Ovidien musiał zauważyć zaniepokojenie na twarzy DellenBacha, bo uśmiechnął się szeroko i dodał: – Królestwo Tulenii zawarło sojusz z Ulirią, stąd ten tłum. Chyba nie miałeś jeszcze przyjemności poznać królowej Dary Yrpin?

DellenBach powiódł wzrokiem za ręką Ovidiena. Po jego prawicy stała Krwawa Królowa. Dara Yrpin zyskała swój przydomek dzięki zamiłowaniu do tortur i egzekucji, w których nierzadko brała czynny udział. Plotka głosiła, że gdy w Ulirii wybuchła rebelia, osobiście ścięła jej liderów. Najpierw kazała jednak zdrajcom oglądać egzekucje ich dzieci.

Unia z Ulirią to komplikacja. Musimy być ostrożni.

DellenBach nie chciał dać po sobie poznać, jak bardzo zaniepokoiła go wiadomość o sojuszu zachodniego i południowego sąsiada.

– To zaszczyt poznać waszą wysokość – zwrócił się do królowej.

– Nawzajem – odpowiedziała, uśmiechając się złowrogo. – Moi zwiadowcy donoszą, że jeszcze przed wojną opuścił cię twój najzdolniejszy generał. Czy to prawda?

DellenBach posłał królowej kwaśny uśmiech.

– Mój kuzyn, hrabia Roran DellenBach, udał się na misję z mojego rozkazu.

Królowa Yrpin prychnęła, dając wszystkim do zrozumienia, że przejrzała blef księcia. DellenBach przeniósł wzrok na Ovidiena.

– Dziękuję za zaproszenie na rokowania, wasza wysokość. Ufam, że dojdziemy do kompromisu.

– Niewątpliwie, Ardenie! – Ovidien klasnął w dłonie. – Zróbmy sobie przerwę w naradzie. Królowa Yrpin, książę DellenBach i ja udamy się na małą pogawędkę. Nie wychodźcie z sali, panowie, to nie potrwa długo.

 

***

 

Ovidien poprowadził gości do pokoiku przylegającego do sali balowej. DellenBach używał go, gdy – w czasie biesiady – chciał porozmawiać z kimś na osobności. W komnacie stało biurko, mały stół i cztery krzesła, tak jak je tam zostawił. Król zdążył jednak wymienić kotary okienne, które teraz kłuły w oczy czernią i czerwienią.

– Jak podobają ci się zmiany w zamku? – zapytał Ovidien.

– Nie sądziłem, aby zamek potrzebował zmian, wasza wysokość – odpowiedział. – Ale takie są prawa najeźdźcy.

– Najeźdźcy? Nie używajmy podobnych określeń!

– Jak zatem powinienem nazywać najazd Tulenii na Księstwo Holickie?

– Interwencją, mającą na celu przywrócenie porządku. – Ovidien nie dawał wyprowadzić się z równowagi. – Ardenie… Nie przeszkadza ci chyba, że nazywam cię po imieniu? – nie czekając na odpowiedź, dodał: – Traktuję cię trochę jak podopiecznego.

– Podopiecznego, wasza wysokość? Nie: wroga?

– Ależ skąd! Wpadłeś na głupi pomysł. Rozpocząłeś rewolucję. Skrzywdziłeś poddanych. Wpakowałeś księstwo w kłopoty. – Ovidien rozłożył szeroko ręce. – Ja zaangażowałem się, aby zaprowadzić porządek. Przypomnieć ci o wartościach, którymi powinien kierować się władca. Nie jesteś jednak moim wrogiem.

– W takim razie proszę przyjąć moje gratulacje. Armia księstwa została rozbita. Wasza wysokość może wskazać nowego władcę Holium.

Ovidien roześmiał się.

– Królowa Yrpin i ja nie planujemy cię zastępować. Przeciwnie, nalegamy, abyś pozostał na tronie Holium. Nie chcemy łamać długiej linii książęcej przez wybryk jednego jej przedstawiciela.

– Mamy oczywiście warunki – wtrąciła królowa, włączając się do rozmowy.

– Istotnie, warunki… – Ovidien podszedł do biurka i zaczął przerzucać rozłożone na nim dokumenty. W końcu podniósł duży arkusz papieru i położył go na stole przed DellenBachem.

– Co to? – zapytał książę, nie patrząc na dokument.

– Edykt książęcy władcy Holium. Wycofuje szkodliwe reformy, przywraca przywileje szlacheckie. Skazuje ministrów wywodzących się z pospólstwa na kary więzienia.

– Podpiszesz edykt tutaj, w Austurtun. Następnie, zbierzemy twoich poddanych na rynku, abyś mógł go publicznie ogłosić – oznajmiła królowa Yrpin.

– I wtedy zostawicie Holium w spokoju?

– Prowokacje mają konsekwencję, Ardenie – odpowiedział Ovidien. – Będziemy musieli nieco zrewidować granice naszych państw. Tulenia i Uliria powinny otrzymać rekompensatę za prowadzenie sprawiedliwej wojny.

Potrzeba nam więcej czasu.

– Obawiam się, że nie jestem zainteresowany tą propozycją, wasza wysokość – powiedział DellenBach, odsuwając od siebie edykt.

W sali zapadła cisza. Uśmiech spełzł z twarzy Ovidiena.

– Nie daję ci wyboru, Ardenie. Zdecydowałem, że będziesz nadal władcą Holium. Pod moim ścisłym nadzorem. Widzisz… – Ovidien zawiesił głos – …chcę dać do zrozumienia władcom wszystkich pozostałych monarchii, że pewnych zasad łamać nie można. Będziesz dla nich przestrogą.

– Jeśli myślicie, że boję się śmierci lub tortur…

– Nikt nie będzie cię torturował, smarkaczu! – wpadł mu w słowo Ovidien. – Moje wojska są już głęboko na terytorium Holium. Armia królowej Yrpin stoi na twojej południowej granicy. Zamierzamy razem okupować księstwo tak długo, jak długo zajmie ci podpisanie edyktu. I uwierz mi, nie będzie to przyjazna okupacja.

– Wyprzedamy lud w niewolę, a tych, którzy zostaną, zagłodzimy – powiedziała królowa. – Możesz podporządkować się teraz albo patrzeć, jak twoje księstwo umiera.

– Jeszcze jedno, Ardenie – dodał Ovidien. – Odnowiciel chce być pewny twojego posłuszeństwa. Przyjmiesz go do umysłu. Tu i teraz.

Ta ostatnia informacja spadła na DellenBacha jak grom z jasnego nieba. Nie chciał i nie mógł przyjąć boga Mineth-Lal.

Trzeba to koniecznie odwlec. Jak najdłużej!

– Zgodzę się na wasze warunki, podpiszę edykt – powiedział, a w jego głosie dało się słyszeć zdenerwowanie. – Proszę, nie każ mi przyjmować jego!

– Sam nie wiem, dlaczego Odnowiciel pragnie dzielić z tobą umysł – odpowiedział Ovidien. – Mój nóż na gardle księstwa powinien wystarczyć do zagwarantowania posłuszeństwa. On nie chce jednak zostawiać niczego przypadkowi. Powinieneś się cieszyć, Ardenie! Przyjęcie Odnowiciela to wielki zaszczyt. Łączą się z tym niezliczone korzyści. Długowieczność, wyostrzenie zmysłów…

– I utrata niezależności, nawet wobec własnego ciała.

– Cóż, jeśli tak chcesz na to patrzeć… Jak mówiłem, nie masz wyboru.

DellenBach sapnął. Musiał grać na zwłokę. Nadszedł czas na rozmowę z bogiem.

– Skoro Mineth-Lal pragnie, abym mu się oddał, chcę z nim porozmawiać.

– Wszystko, co powiesz mi, Ardenie, zostanie przekazane Odnowicielowi. Albo usłyszane przez niego bezpośrednio. Z pewnością wiesz, jak to działa.

– Mimo to… Widzę, że nie ma go teraz z nami.

– To prawda. Pewnie kontroluje jednego z furiali, które grasują po twoim księstwie.

– To mój warunek, wasza wysokość. Jeśli mam się poddać, chcę to zrobić bezpośrednio wobec tego, kto pociąga za sznurki.

– Ty bezczelny gówniarzu! – Ovidien stracił cierpliwość. – Myślisz, że Odnowiciel zaprotestuje, jeśli skażę cię na śmierć? Jesteś moim więźniem i ja zdecyduję o twoim losie! Skłaniam się, aby ściąć cię jeszcze dzisiaj, a potem i tak splądrować Holium. Tego chcesz?

– Zetnij mnie więc, królu – odparował DellenBach. – Proszę! Myślę, że blefujesz. Myślę, że Mineth-Lal powiedział ci dokładnie, co masz ze mną zrobić. Myślę, że nie spadnie mi włos z głowy zanim z nim nie porozmawiasz.

Ovidien poczerwieniał na twarzy. Królowa Yrpin siedziała sztywno na krześle. DellenBach widział w jej oczach napięcie. Sekundy płynęły niezwykle wolno. W końcu Ovidien przemówił.

– Niech będzie.

Król usiadł na krześle przed DellenBachem. Czarna substancja w jego oku zaczęła wirować, po czym rozlała się na twarzy. Sięgała brwi, nosa, policzka i ucha. Ovidien odezwał się. Jego głos był teraz niższy i chrapliwy. Mówił ciszej, a jednak DellenBach słyszał go wyraźniej.

– Dlaczego zakłócasz mój spokój, chłopcze?

– Chcę poznać boga, który zamierza wejść do mojego umysłu.

– Nie trwóż się, chłopcze. Będę zaglądał do niego rzadko. Są sprawy ważniejsze od ciebie i twojego księstwa. Sprawy, które wymagają mojej obecności w innych naczyniach.

– A więc tym dla ciebie jestem, Mineth-Lal? Naczyniem?

– Będziesz używał właściwego tytułu, zwracając się do mnie. Dla ciebie, chłopcze, jestem Odnowicielem.

– Zatem, Odnowicielu – zaczął DellenBach, starając się brzmieć stanowczo. – Nie chcę wpuszczać cię do umysłu. Boję się, że użyjesz mnie nie tylko, by kontrolować sytuację w Holium, ale dla dalszego podboju. Tego bowiem pragniesz, prawda? Podboju. Podporządkowania wszystkich ośmiu monarchii.

– Nie tobie jest pisane znać intencje Odnowiciela. Tobie jest jedynie wykonywać jego polecenia.

– Nie przyłożę ręki do podboju świata.

– A zatem Ovidien nie wyraził się dość jasno! – Król, a raczej bóg w jego ciele, sapnął teraz i podniósł się z krzesła. – Widziałeś mnie na polu bitwy, chłopcze. Widziałeś mnie w oku bestii.

– Tak, widziałem…

– Furiale służą Odnowicielowi, ale ich serca pragną siać zniszczenie. Zamierzam pozwolić im na to, jak długo będziesz się wahał. Będą zabijać, będą wgniatać w ziemię, co spotkają na swojej drodze. Do pierwszych osad dotrą jeszcze przed zmierzchem.

Zapowiedź ataku furiali przeraziła księcia. Poczuł się nagle bardzo słaby. Ukrył twarz w dłoniach.

Spokojnie, Ardenie. Jestem już gotowa. Pozwól mi porozmawiać z bratem.

 

***

 

W komnacie panowała cisza. Mineth-Lal, okupujący ciało króla Ovidiena, czekał na odpowiedź DellenBacha.

Książę podniósł wzrok. Powoli rozwinął bandaże, okalające głowę i część twarzy. Zakryte dotychczas oko wypełniała szkarłatna substancja. Bandaż opadł na ziemię, a substancja rozszerzyła objętość, pochłaniając powiekę i policzek księcia.

– Minalet? – wykrztusił bóg ustami Ovidiena.

– Witaj, bracie. – Głos DellenBacha brzmiał teraz niżej, pełniej.

– To niemożliwe… Zostałaś zniszczona. Razem z resztą rodzeństwa.

– Nie. Zabiłeś Mideis, Miren i Maan. Wszystkich poza mną. Nigdy nie dostałeś kryształu mojego serca.

– Dlatego, że jakiś zbłąkany żołdak znalazł je i zniszczył! Przesłuchałem go, zobaczyłem odłamek kryształu!

– Kazałam mu odłamać część mojego serca. Kosztowało mnie to wiele. Dochodziłam do siebie przez setki lat, ukryta w opuszczonej kopalni na krańcu świata. Leczyłam serce i myślałam o tobie. Myślałam o zemście.

Bóg Mineth-Lal roześmiał się. Odzyskał panowanie nad sobą.

– Brawo, siostro. Udało ci się mnie zwieść. Znalazłaś sobie nawet imponujące naczynie. I co z tego? Twój książę został pokonany. Holium jest pod moim butem. Pozostałe monarchie już przede mną klękają. – Ręką Ovidiena wskazał królową Yrpin, która zmarszczyła brwi, lecz nie odezwała się słowem. – Przeszukam cały znany świat i znajdę twoje serce, Minalet! Kto ma furiale, może dotrzeć wszędzie.

– Tak, furiale – odpowiedziała Minalet-Da. – Dziesięć furiali, stworzonych przez naszych przodków i puszczonych wolno, aby przypominały człowiekowi o gniewie bogów. Przy życiu pozostaje jeszcze pięć, prawda?

– Opanowałem wszystkie, siostro. Jestem w ich głowach. Ofiarowuję im dar długowieczności. Zrobiłaś błąd, odkrywając się przede mną. Ten świat może mieć tylko jednego boga.

DellenBach powstał, kierując się wolą Minalet-Da.

– Zgadzam się. – Bogini uśmiechnęła się. Czerwona substancja w oku DellenBacha wirowała i pulsowała gwałtownie. – Cztery furiale grasują po lasach Holium. Proponuję, bracie, abyś wniknął w umysł piątego.

 

***

 

Mineth-Lal milczał przez kilka długich chwil. Potem, bez słowa, opuścił ciało króla. Jego siostra zrobiła to samo, uwalniając umysł DellenBacha. Książę sapnął z bólu. Zranione udo przypomniało o sobie, gdy odzyskał kontrolę nad ciałem.

Ovidien dobył miecza i wycelował w jego pierś.

– Wytłumacz się albo w tej chwili zetnę ci głowę!

DellenBach nie cofnął się. Pozwolił, aby miecz dotknął jego szaty. Nie spuszczał wzroku z Ovidiena.

– Istotnie, należą się wam wyjaśnienia. Posłaniec Minalet-Da przybył tutaj, do Austurtun dwa lata temu. Byłem wtedy bardziej zainteresowany biesiadowaniem niż rządzeniem. Posłaniec nakłonił mnie do spotkania obietnicą wiecznej młodości. – Książę z trudem odwrócił się w stronę okna. Miecz Ovidiena był teraz wycelowany w jego plecy. – Wiem, co powiecie: próżność. Taka jest prawda. Próżność zawiodła mnie do starej kopalni soli w Melarkium. Minalet-Da otworzyła jednak moje oczy. Pokój, wolność, rozwój społeczny. Już po kilku godzinach byłem gotów dzielić z nią umysł. To ona nalegała, aby opóźnić wstąpienie. Nasza współpraca musiała pozostać tajemnicą ze względu na króla potężnej Tulenii. I jego pana. Minalet-Da wstąpiła we mnie dopiero po wybuchu wojny.

– Moranie, zabij go teraz, póki masz okazję. Nie wiemy, do jakiego porozumienia dojdą bogowie! – warknęła Yrpin. – Znajdzie się ktoś, kogo będziemy mogli posadzić na tronie Holium.

– Nie, wasza wysokość – odpowiedział DellenBach. – Król Ovidien nie zrobi nic, co mogłoby rozzłościć jego pana. Będzie czekał na rozkaz. Mylę się?

Ovidien nie odezwał się, nie opuścił jednak miecza.

– Wiedzieliśmy, że pokój w ośmiu monarchiach nastanie dopiero, kiedy pokonamy boga wojny i podboju. Musieliśmy znaleźć źródło jego mocy. Kryształ serca Mineth-Lal. Mój kuzyn, Roran, podjął się misji. Przyjął do umysłu Minalet-Da, zebrał drużynę najlepszych holickich żołnierzy i wyruszył. Niebawem otrzymaliśmy dobre wiadomości. W południowych górach Tulenii Roran znalazł jaskinię. Na pierwszy rzut oka: nic nadzwyczajnego. W tych górach roi się od jaskiń, prawda?

Król Ovidien milczał.

– Tak. Roi się od jaskiń – kontynuował książę. – Ta, o której mówię, była jednak wyjątkowa. Dzień i noc, wejścia do niej strzegło pięć furiali. Minalet-Da wiedziała od razu: znaleźliśmy serce. Pozostała kwestia uzyskania do niego dostępu. Roran rozbił obóz w górach i rozpoczął czuwanie. Nadszedł czas na moje działania.

– Reformy w Holium… – wyszeptała królowa Yrpin.

– Wiedzieliśmy, że reformy społeczne sprowokują Tulenię. Dadzą pretekst do wojny. Mineth-Lal będzie chciał uczynić z Holium przykład dla innych monarchów… – DellenBach zawiesił głos. Ovidien i Yrpin słuchali go z zapartym tchem. W komnacie panowała teraz kompletna cisza. Książę uśmiechnął się i kontynuował: – Moja armia jest jednak lepiej wyszkolona. Żeby zagwarantować zwycięstwo, Mineth-Lal musiał wezwać furiale. Mieliśmy nadzieję, że przybędą trzy. Jaskinię opuściły cztery. Zadanie mojego kuzyna stało się dużo łatwiejsze. Kilka chwil temu, kiedy ja odwracałem uwagę Mineth-Lal, poradził sobie z bestią. Jego żołnierze obezwładnili furiala, odrąbali mu łapy i nogi. Przypalili rany, żeby się nie wykrwawił. Mineth-Lal może wejść tylko do umysłu żywego stworzenia. Chcieliśmy, żeby zobaczył.

– Moranie, jeśli ty go nie zabijesz, daj mi miecz. Wezmę to na siebie! On musi zginąć! – krzyknęła Dara Yrpin i ruszyła w stronę króla.

Ovidien obrócił się gwałtownie i wymierzył miecz w jej stronę.

– Ani kroku dalej, Dara! – warknął. – Czekamy.

 

***

 

Niebawem maź w oku Ovidiena rozlała się znów po jego twarzy. Czerwona substancja DellenBacha również zwiększyła objętość. Bogowie byli z powrotem w Austurtun.

– Czego chcesz, Minalet? – krzyknął Mineth-Lal.

– Na co jesteś gotowy, bracie?

– Na wszystko! Mów, czego chcesz!

– Powinniśmy zacząć od rozbicia koalicji Tulenii z Ulirią.

Wzrok bogów skupił się teraz na królowej Yrpin.

– Zetnij głowę Dary Yrpin i wyrzuć ją do sali balowej. To powinno przekazać właściwą wiadomość Uliryjczykom.

– Chwilę! – krzyknęła królowa, ale miecz Ovidiena już opadał na jej głowę.

Trysnęła krew. Głowa potoczyła się po kamiennej podłodze. Ovidien schylił się i podniósł ją za włosy. Bez słowa wybiegł z komnaty. Rzucił głowę królowej na stół.

Oficerowie obu armii zamarli w bezruchu. Głowa toczyła się po wielkiej mapie i zatrzymała gdzieś w Wielkich Górach Wschodnich. Krew sączyła się teraz z niej spokojnie i tworzyła coraz większą plamę na powierzchni Holium.

– Zrywam sojusz! – krzyknął Mineth-Lal przez Ovidiena. – Tuleńczycy, gotujcie się do wojny z Ulirią!

Mówiąc to, odwrócił się i pognał z powrotem do komnaty. Za jego plecami uliryjscy oficerowie zaczęli wykrzykiwać rozkazy.

– Masz, czego chciałaś! – krzyknął, zatrzaskując drzwi. – Teraz zostaw kryształ w spokoju!

– Przykro mi, bracie. Zerwanie unii było wymaganiem księcia DellenBacha. Jeśli to dla ciebie pocieszenie, nie będzie miał ci za złe napadu na Holium.

– Nie obchodzi mnie opinia podrzędnego włodyki! Jakie są twoje warunki?

– Ne mam dla ciebie warunków, bracie. Zasiałeś zniszczenie, którego nie da się cofnąć. Pożegnaj się ze swoimi naczyniami.

 

***

 

Setki mil od twierdzy Austurtun, szkarłatna substancja wypełniająca oko barona Rorana DellenBacha zawirowała i rozlała się po skórze twarzy. Paszczę unieszkodliwionego furiala wypełniła czarna maź Mineth-Lal. Pomiędzy nimi leżał kryształ. Szeroki na dwa kroki, wysokością sięgał do pasa barona. Kruczoczarna substancja wirowała wewnątrz kamienia, wywołując wibracje i wydając z siebie niskie dudnienie.

Bogini, poprzez ręce barona, podniosła z ziemi topór. Ostrze zdobiły runy, które rozświetlił czerwony blask.

– Żegnaj, bracie. Twoje złamane serce rozpocznie odnowienie ośmiu monarchii.

Z tymi słowami Minalet-Da uderzyła w kryształ.

Początkowo wydawało się, że nic więcej nie zajdzie. Topór wbił się głęboko i tkwił w sercu. Po chwili pojawiła się jednak szczelina. Biegła od ostrza w dół, przemieszczając się błyskawicznie po szorstkiej powierzchni kryształu. Ze szczeliny w boki strzelały mniejsze odnogi. W końcu kryształ, z potężnym hukiem, rozdarł się na kilkadziesiąt kawałków. Czarna maź rozlała się po podłożu i wyparowała.

Furial krzyknął. Substancja wypełniająca jego oko również znikła. Mineth-Lal odszedł.

 

***

 

Król Moran Ovidien podniósł się z podłogi. Zwęglona skóra okalała pusty oczodół. W ciągu kilku chwil wyraźnie się postarzał. Drżącymi rękoma odszukał krzesło i opadł na nie.

– Minalet-Da ostrzegała mnie… – powiedział DellenBach, mierząc wzrokiem króla. – Przyjęcie boga do umysłu zatrzymuje proces starzenia. Kiedy bóg odchodzi, zabiera ze sobą dar młodości.

– Zostaw mnie w spokoju, chłopcze. Wyjdź, jesteś wolny! – wychrypiał Ovidien.

– Jestem w moim zamku, wasza wysokość. Proponuję, abyśmy wyszli razem i przemówili do obywateli Holium. Ogłosimy pokój pomiędzy naszymi narodami. Teraz, bez furiali, Tulenia będzie potrzebowała wszystkich sił do wojny z Ulirią.

– Furiale! – Ovidien odzyskał na chwilę wigor. – Są wolne! Zniszczą twoje księstwo, głupcze!

– Furiale są bardzo stare – odpowiedział. – Dużo starsze od ciebie, królu. Minalet-Da zapewniła mnie, że w ciągu kilku godzin umrą śmiercią naturalną. Tobie pozostało chyba trochę więcej czasu. Zdołasz z pewnością zorganizować obronę Tulenii. Potrzebujesz jednak pokoju z Holium.

Ovidien pokiwał zrezygnowany głową. Czerwona substancja rozlała się na twarzy DellenBacha.

Dobrze uczyniłeś, Ardenie, zawierzając mi swój los. Holium jest wolne od najeźdźcy. Mineth-Lal nie zagrozi już ośmiu monarchiom.

– A co z tobą? Zemsta przyniosła satysfakcję? – pomyślał DellenBach, zwracając się do bogini w swojej głowie.

Pomściłam rodzeństwo. Mineth zapłacił. Czuję spokój.

DellenBach uśmiechnął się. Utykając, podszedł do drzwi komnaty i otworzył je. Gestem zaprosił króla Ovidiena do wyjścia. Ten podniósł się i powoli ruszył za księciem. Nadszedł czas, aby zwołać mieszkańców Austurtun na rynek miasta. Nadszedł czas, aby ogłosić pokój w Holium.

 

Koniec

Komentarze

Chyba się już tego czepiałam, ale strzała nie przebije pancerza, ani nie złamie tarczy. A jeśli już to losowo, a nie masowo. Co innego kusze.

 

Dalej nie wiadomo czemu mu bandażują głowę, skoro dostał w udo. Może ogień grecki?

 

Zwycięstwo tutaj nie jest najważniejsze. Skupmy uwagę na tym, co wydarzy się po bitwie.

Tutaja bym wywaliła, albo dała po jest.

 

DellenBach widział błysk ostrych zębów, gdy furiale wydawały z siebie kolejne ryki.

 

Po pierwsze nie jeden błysk, bo nie miały wspólnej szczęki, poza tym chyba straszniejsze rozszarpywanie, niż ryczenie.

Furliale lepsze, teraz je widzę.

 

oraz jednego furiala.

Jednego zbędne, skoro furiala wiemy, że jednego.

 

 

Pułkownik Moss skinął głową, w odpowiedzi na zadane mu pyt.

urwana końcówka

 

Sala balowa została przemianowana na kwaterę dowodzenia.

Raczej zamieniona, bo to nie nazwę zmieniono, ale wystrój i przeznaczenie.

 

– Ardenie, mój drogi! – Do jego uszu dotarł znajomy głos.

Taki zapis jest nieco niezręczny, bo didaskalia nie są rozwinięciem dialogu. Czyli didaskalia nie pokazują tego, kto wygłasza dialog.

 

U góry stołu stał król Moran Ovidien. Jedynowładca Królewstwa Tulenii, na tronie od czterystu pięćdziesięciu lat. Długie włosy i broda jedynie przyprószone były siwizną. Umięśnione ręce splecione miał na piersiach. Lewe oko wypełniała czarna substancja – ta sama, którą DellenBach widział u furiala. Świadectwo, że bóg Mineth-Lal miał dostęp do umysłu króla.

Tu jest za dużo zdań. 1 i 2 powinny być razem, 3 i 4 też. Ostatnie dwa też, ale trzebaby przeredagować, bo świadectwem nie jest, że u furiala, tylko że czarna substancja.

 

Przyboczna to może być w harcerstwie, ale komnata raczej nie.

 

 

Srogo mi nie pasuje, bo to znaczy surowo.

 

Jego serce kryształu.

Brzmi dziwnie. Na razie tyle, reszta jutro.

Lożanka bezprenumeratowa

Cześć!

 

Klasyczne fantasy, ale całkiem przyjemne i nieźle zaplanowane. Zaczynasz od klęski, ale wiemy, że bohater ma plan, widzimy, że z kimś/czymś rozmawia (jak się okazuje, nie ze sobą), co potęguje ciekawość. Aspekt fantastyczny jest i wybrzmiewa, akcja wciąż się toczy, raz prędzej, raz wolniej, nie nudzi (ale też nie porywa szaleńczo). W scenie w komnacie trochę zabrakło atmosfery nieuchronności, większych emocji może, jest nieźle, ale z potencjałem na perełkę. Zakończenie szczęśliwe, z jednej strony zbyt bajkowe, można rzec, ale hej, to jest fantasy i ma swoje prawa. Chyba najbardziej spodobało mi się, że w zasadzie wszystkie napisane elementy wykorzystałeś i stworzyłeś z nich spójną, logiczną całość. Tyle póki co.

 

2P dla Ciebie: Pozdrawiam i Polecam do biblioteki!

„Poszukiwanie prawdy, która, choćby najgorsza, mogłaby tłumaczyć jakiś sens czy choćby konsekwencję w tym, czego jesteśmy świadkami wokół siebie, przynosi jedyną możliwą odpowiedź: że samo poszukiwanie jest, lub może stać się, ową prawdą.” J.Kaczmarski

Cześć, Tomaszu!

 

W ogólnym rozrachunku podobało mi się Twoje opowiadanie. Szczególnie postać DellenBacha została fajnie nakreślona. Daje się odczuć, że nie jest generycznym bohaterem fantasy, a ma w sobie głębię. Zakończenie troszkę zbyt cukierkowe, jak na moje standardy. Takie z gatunku “żyli długo i szczęśliwie”, ale z drugiej strony z pewnością satysfakcjonujące i nie mam wrażenia, że nie stanowi wypadkowej wcześniejszych akapitów.

 

Przyczepię się natomiast do dwóch rzeczy. Nie rozumiem zupełnie czemu służy nagromadzenie odstępów (enterów) pomiędzy kolejnymi akapitami/zdaniami. W sumie błahostka, ale wybijała mnie z rytmu czytania.

 

Drugi zgrzyt miałem przy ilości postaci, nazw i odniesień, którymi atakujesz czytelnika w zasadzie od pierwszego akapitu. Szczególnie w pierwszej połowie opowiadania straciłem rachubę w tym wszystkim, potem nowych pojęć było już nieco mniej i miałem też czas żeby się nieco oswoić z wprowadzonymi wcześniej. 

 

Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia w dalszej pracy twórczej!

 

 

„Pokój bez książek jest jak ciało bez duszy”

Dziękuję, Ambush, za kolejną porcję spostrzeżeń – wszystkie trafione i uwzględnione! Zmieniłem też fragment o przebijaniu pancerzy przez strzały, chociaż tu chyba wszystko zależy od rodzaju strzały i pancerza:

https://youtu.be/vdOYuWvalRk?si=0BV9Ud_OlmzXE4pC&t=520 laugh

 

krar85, dziękuję za komentarz, merytoryczne uwagi i polecenie. Cieszę się, że dostrzegasz potencjał w opowiadaniu!

 

cezary_cezary, ciekawa uwaga – ja zostałem wychowany w przekonaniu, że więcej enterów = lepsza przejrzystość… Z drugiej strony, gdy się nad tym zastanowić, powieści i opowiadań tak się nie pisze. Dziękuję za otwarcie mi oczu na ten problem smiley Druga uwaga pokrywa się z tym, co pisała też Ambush – muszę przeanalizować i sprawdzić, czy można byłoby wprowadzić czytelnika do świata opowiadania nieco łagodniej. Dzięki za lekturę i cieszę się, że w ogólnym rozrachunku się podobało.

Początkowe sceny nie były zachęcające, ale opis działań wojennych nie jest w stanie mnie zainteresować w najmniejszym stopniu. Natomiast z chwilą kiedy strony przystąpiły do rokowań sytuacja zmieniła się na tyle, że poczułam niejakie zaciekawienie, przeczuwając zwrot akcji. I nie zawiodłam się, albowiem finał okazał się całkiem satysfakcjonujący.

Wykonanie pozostawia nieco do życzenia.

 

Pie­lę­gniarz opa­try­wał jego nogę. → Jakoś nie widzę pielęgniarzy w czasach tego opowiadania.

Proponuję: Medyk opa­try­wał jego nogę.

 

zwró­cił się do ge­ne­ra­ła, sto­ją­ce­go o kilka kro­ków za nim. → …zwró­cił się do ge­ne­ra­ła, sto­ją­ce­go kilka kro­ków za nim.

 

Głę­bo­ki ryk po­niósł się echem po całej do­li­nie. → Na czym polega głębokość ryku?

A może: Donośny ryk po­niósł się echem po całej do­li­nie.

 

gdy fu­ria­le wy­da­wa­ły z sie­bie ko­lej­ne ryki. → Zbędny zaimek – czy mogły wydawać ryki z kogoś innego?

 

Ro­zu­miem, że moja obec­ność na ro­ko­wa­niach jest obo­wiąz­ko­wa? → A może: Ro­zu­miem, że mój udział w ro­ko­wa­niach jest obo­wiąz­ko­wy?

 

mu­sia­ły zo­stać wcią­gnię­te głę­bo­ko te­ry­to­rium księ­stwa… → …mu­sia­ły zo­stać wcią­gnię­te głę­bo­ko na te­ry­to­rium księ­stwa

 

Sala ba­lo­wa zo­sta­ła prze­mia­no­wa­na na kwa­te­rę do­wo­dze­nia. → Przypuszczam, że nie tylko nazwa została zmieniona, że raczej: Sala ba­lo­wa zo­sta­ła przeistoczona w kwa­te­rę do­wo­dze­nia.

Za SJP PWN: przemianować «zmienić nazwę czegoś na inną»

 

roz­ło­żo­no na nich wiel­ką mapę Księ­stwa Ho­lic­kie­go. Wokół mapy stali ze­bra­ni ge­ne­ra­ło­wie. → Czy to celowe powtórzenie?

Proponuję: …roz­ło­żo­no na nich wiel­ką mapę Księ­stwa Ho­lic­kie­go. Wokół ze­bra­li się ge­ne­ra­ło­wie.

 

U góry stołu stał król Moran Ovi­dien. → Stół nie ma góry ani dołu.

Pewnie miało być: U szczytu stołu stał król Moran Ovi­dien.

 

Za­bra­kło ci żoł­nie­rzy, żes sam zła­pał za broń? → Literówka.

 

Nigdy nie do­sta­łeś mo­je­go serca krysz­ta­łu. → Brzmi to przedziwnie. A może miało być: Nigdy nie do­sta­łeś kryształu mo­je­go serca.

 

Kosz­to­wa­ło mnie to srogo. → A może: Kosz­to­wa­ło mnie to wiele.

 

Ręką Ovi­die­na wska­zał na kró­lo­wą Yrpin… → Ręką Ovi­die­na wska­zał kró­lo­wą Yrpin

Wskazujemy kogoś, nie na kogoś.

 

Król Ovi­dien nie zrobi ni­cze­go, co mo­gło­by roz­zło­ścić jego pana.Król Ovi­dien nie zrobi ni­c, co mo­gło­by roz­zło­ścić jego pana.

 

Czer­wo­na sub­stan­cja roz­la­ła się na twa­rzy Del­len­ba­cha. → Wcześniej pisałeś …Del­len­Ba­cha.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wybacz mój pierwszy komentarz, myślałam że to jeszcze beta.

Zgadzam się, z przedpiścami, że zaczynanie opowiadania od sceny bitwy jest dość ryzykowne, bo niejednego odrzuci.

Do rokowań pokojowych opowiadanie wydawało mi się dość sztampowe, zwłaszcza że wydawało mi się, że czarna maź to taka dekoracja bez większego sensu, jak to u młodych autorów.

Kiedy okazało się, czym jest maź już mnie ująłeś, a zakończenie było na prawdę mocne.

Nanieś poprawki reg, to chętnie kliknę do biblioteki.

Lożanka bezprenumeratowa

regulatorzy, dziękuję uprzejmie za korekty – wszystkie celne i już naniesione. Zdumiewające, jak wiele usterek umyka mi, gdy próbuję się sam skorygować przed publikacją! smiley Cieszę się, że opowiadanie Cię zaciekawiło.

Ambush, dziękuję bardzo za kliknięcie (czy raczej za ekspektatywę kliknięcia)! Miło mi, że opowiadanie oceniasz pozytywnie, mimo topornego początku!

Bardzo proszę, Tomaszu. Cieszę się, że uznałeś uwagi za przydatne. :)

Nie od dziś wiadomo, że szukanie usterek we własnym opowiadaniu jest znacznie trudniejsze od poprawiania tekstu, którego nie znasz. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hej, opowiadanie mi się podobało. Krótkie, ale zdążyłeś ciekawie przedstawić świat i zarysować bohaterów. Lubię takie bitwy na słowa, a Tobie dobrze tu taka wyszła :) 

 

Spokojnie, Ardenie. Jestem już gotowa. Pozwól mi porozmawiać z bratem.

Dobry zwrot akcji, nie spodziewałam się, że italiki okażą się czymś innym niż narracją wewnętrzną. 

 

Faktycznie na początku zarzucasz nazwami, ale w miarę szybko zorientowałam się co się dzieje, choć rozumiem, że dla niektórych czytelników mogłoby to powodować pewną dezorientację. I zgadzam się z Cezarym w kwestii akapitów, zwłaszcza w początkowej partii tekstu. 

 

Jak pisałam, opowiadanie jest naprawdę dobre, więc pozwolę sobie na kilka drobnych uwag: 

 

 

Mdyk opatrywał

literówka

 

Wiem, że później to wyjaśniłeś, ale na początku bardzo mi nie zagrało skąd te opatrunki na głowie, troszkę to wybiło z rytmu. 

 

Długie włosy i broda jedynie przyprószone były siwizną, umięśnione ręce splecione miał na piersiach.

Tutaj szyk zdania nie brzmi naturalnie. 

 

I już z czepialstwa z górnej półki – w kilku momentach wkradło Ci się tell zamiast show jeśli chodzi o emocje głównego bohatera. Ale to detale :) 

 

Kliknęłabym (ale jeszcze pracuję na uprawnienia) zatem dziś tylko pozdrawiam :) 

 

 

E.

Literówki i potknięcia wyłapali już przedpiścy, ja ze swej strony od razu napiszę, że całość mi się podobała – żeby od razu nagrodzić autora, za jego wysiłek – akcja jest wartka, opowiadanie ciekawe i wciąga, postacie dość wiarygodne.

 

Teraz czepialstwo:

 

 

Dźwiękowa drobnostka: imię królowej Dara Yrpin brzmi dla mnie… z krasnoludzka… wręcz się spodziewałem, że to jakaś brodata kobita (może przez podobieństwo brzmieniowe z Yarpenem Zigrinem).

 

 

trochę mi nie zagrały pewne szczegóły:

– Furiale! Zewrzeć szeregi! – Do jego uszu dotarł krzyk generała Derlana.

 

Holium miało ponoć lepiej wyćwiczoną armię. Trochę wydaje mi się dziwne, że wiedząc, że będą walczyć z Furialami, nie mieli przewidzianego na walkę z nimi jakiegoś sposobu (nawet jeśli miałby się okazać mało skuteczny) – bo sposób typu “zewrzeć szeregi” – jest w tym przypadku, sądząc z opisu czym furiale są – chyba najgłupszym z możliwych.

 

 

Pułkownik przerwał w pół zdania, przyglądając się badawczo DellenBachowi.

– Czy… Czy wasza książęca mość brał osobiście udział w bitwie?

– Tylko na początku. Odniosłem rany i moi żołnierze eskortowali mnie tutaj. – DellenBach uniósł brew. – Widzę, że nie popiera pan tego, pułkowniku.

– Szlachetnie urodzeni nie powinni mieszać się z pospólstwem na polu bitwy… Proszę wybaczyć śmiałość.

Rozumiem, że ten świat ma takie zasady… ale wydają się one dziwne, zważywszy, że całość przypomina średniowiecze. A główną siłą średniowiecznych armii byli właśnie szlachetnie urodzeni, czyli rycerstwo, a dowodzenie armią ze wzgórza gdzieś na tyłach w ogóle (jak najbardziej racjonalne przecież), uważane było za sposób niegodny, barbarzyński, niehonorowy – król / książę powinien dosłownie prowadzić do boju wojska.

To dlatego pod Grunwaldem – nieokrzesany dzikus, barbarzyńca i poganin Jagiełło – dowodził spokojnie z oddali, nie mieszając się do bitki, ale już jego syn, skażony rycerskim stereotypem – ten idiota Władysław z Bożej Łaski król Polski, Węgier, Dalmacji, Chorwacji, Raszki, Bułgarii, Slawonii, ziemi krakowskiej, sandomierskiej, łęczyckiej, sieradzkiej, Kujaw, najwyższy książę Litwy, pan i dziedzic Pomorza i Rusi itd. – przegrał wygraną bitwę, właśnie dlatego, że nie mógł znieść niehonorowego stania na tyłach i poprowadził idiotyczną, niepotrzebną i samobójczą szarżę, w której wyniku skończył jako odcięta głowa w garnku miodu.

 

 

Co do cukierkowej końcówki opowiadania, to rzeczywiście spodziewałem się, że bogini po pozbyciu się brata okaże swoje mroczniejsze oblicze, ale i tak zakończenie w takiej formie jak jest – jest satysfakcjonujące.

 

Podsumowując – mimo tego, co napisałem wyżej, jest to całkiem zgrabny kawałek fantasy. Podobało mi się. Zakładam, że tekst zostanie jeszcze wygładzony – polecam do biblioteki.

 

 

 

 

 

 

entropia nigdy nie maleje

CesarzowaMordoru, cieszę się, że opowiadanie się podobało i dziękuję za wypunktowanie jego mocnych i słabszych stron. Twoją uwagę o show not tell zapisuję do notesu – na przyszłość smiley Dzięki również za wyłapanie błędów!

Jim, również dziękuję za pozytywny komentarz i konstruktywną krytykę!

Dźwiękowa drobnostka: imię królowej Dara Yrpin brzmi dla mnie… z krasnoludzka… wręcz się spodziewałem, że to jakaś brodata kobita (może przez podobieństwo brzmieniowe z Yarpenem Zigrinem).

Już tego nie odwidzę, teraz królowa Yrpin będzie żyła w mojej wyobraźni jako krasnolud laugh

sposób typu “zewrzeć szeregi” – jest w tym przypadku, sądząc z opisu czym furiale są – chyba najgłupszym z możliwych

W mojej głowie żołnierze zwierali szeregi i ustawiali piki – trochę tak, jak piechota broniła się w dawnych czasach przed szarżą kawalerii. Nie przelałem jednak tego na papier, teraz wprowadziłem drobną poprawkę.

 

Rozumiem, że ten świat ma takie zasady… ale wydają się one dziwne, zważywszy, że całość przypomina średniowiecze. A główną siłą średniowiecznych armii byli właśnie szlachetnie urodzeni

Ciekawa obserwacja – myślę, że gdybym pisał powieść, czy nawet rozbudowane opowiadanie, musiałbym dokładniej opisać tradycyjny podział ról w “moim” społeczeństwie. Nie chciałem jednak wydłużać tego opowiadania i założyłem, że kilka przelotnych uwag powinno wystarczyć do zbudowania świata. Dobrze wiedzieć, że i tu pojawiło się zakłócenie w odbiorze!

Mimo zakłóceń w odbiorze, opowiadanie bardzo smakowite i wciągające :)

 

entropia nigdy nie maleje

Interesujące. Dobrze się czytało. Ciekawsze rokowania od bitwy, ale można się nią nie przejmować, traktując jako wstęp, na rozgrzanie. Pozdrawiam zadowolony :)

 

Dzięki, Koala75, cieszę się, że jesteś zadowolony smiley Dokładnie taka była moja intencja – bitwa wstępem do rokowań!

Lubię fantasy, lubię opisy bitew z potworami, więc już od początku tekst był u mnie na plus i wzbudził oczekiwania. Obawiałem się zaburzenia proporcji i kiedy pojawił sie nagły ataku furiali, obawiałem się, że będą overpowered i zmaganie całych armii okaże się bez sensu. Jednak skonstuowałeś je w sposób wyważony i przemyślany. Ich istnienie ma sens w kontekście całej opowieści. Podobał mi się szczególnie koncept z okiem, i fakt, że stało za tym coś więcej niż efekt. Fakt, że DellenBach był pod władaniem innego demona/ boga oraz że królowie okazali się pionkami w grze potężniejszych istot, zaskoczył mnie pozytywnie. Stworzony świat, mimo sporej ilości postaci i kilku królestw, daje się ogarnąć. To też na plus. No i ostatecznie fabuła zamknęła się logicznie, co nie jest znowu takie oczywiste.

Natomiast mam małą uwagę co do kompozycji. Moim zdaniem tekst jest za krótki w końcówce, przez co pierwsze dwie częsci (bitwa oraz dialog w zamku) stają się nieproporcjonalnie długie. Chciałbym spokojniej prowadzonej, nieco mocniej rozbudowanej drugiej częsci tekstu (od momentu zabicia królowej).

Podsumowując, tekst na plus i polecę do biblioteki (o ile już nie dostałeś odpowiedniej ilości klików).

 

– Wyglądasz okropnie! Zabrakło ci żołnierzy, żeś sam złapał za broń? – Ovidien musiał zauważyć zaniepokojenie na twarzy Dellenbacha,

Nie powinno być DallenBacha?

 

Nie powinno być DallenBacha?

Ups! Już poprawiłem.

 

Dziękuję za miłe słowa, Kronosie i cieszę się, że się podobało. Dziękuję też za polecajkę!

Uwagę o zbyt krótkiej końcówce wpisuję do swojego notesu, aby w przyszłych opowiadaniach zwrócić na to większą uwagę.

Przy opisach bitew zwyczajnie się gubię, potrzebuję przynajmniej mapki ;) Więc początek przeleciałam nie zawracając sobie głowy całą napieprzanką. A potem zrobiło się ciekawiej, oczywiście czułam, że DellenBach coś tam sobie wykoncypował i jest szansa na zmianę jego sytuacji, jednak pojawienie się Minalet-Da zaskoczyło. Choć trzeba uczciwie przyznać, że nieźle przygotowałeś czytelnika na jej przybycie.

Uniwersum fajne, warte rozwinięcia. Ciekawam, czy bogini też nie okaże się wredną suką. Bogowie już tak mają ;)

Fajne :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Dziękuję, Irka_Luz, za pozytywny komentarz i wypunktowanie mocnych stron opowiadania! Cieszę się, że moje różne zabiegi zadziałały i udało się Cię zaskoczyć smiley

Rzeczywiście, ciężko było mi uniknąć chaosu, opisując bitwę – ale starałem się ograniczyć ten opis do minimum – jako że bitwa stanowiła tylko preludium do konfrontacji bogów.

Nowa Fantastyka