- Opowiadanie: krar85 - Podróżnicy godzin porannych

Podróżnicy godzin porannych

Opowiadanie uczestniczy w konkursie „Obcość” projektu Zapomniane Sny: https://www.zapomnianesny.pl

Jeśli podoba Ci się ta inicjatywa, rozważ darowiznę na stowarzyszenie Otwarte Klatki: https://otwarteklatki.pl

Inspiracja:   https://www.youtube.com/watch?v=-hqbkY1-iLQ

Wielkie dzięki moim wspaniałym betującym: Tarninie i Edwardowi!

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Podróżnicy godzin porannych

Błogą ciszę sennych marzeń przeszywa dźwięk budzika. Świadomość broni się jak może, ale sumienie nie bierze jeńców. Umysł jeszcze śpi, ale nogi już same niosą mnie do kuchni, a ręce bezbłędnie odnajdują ekspres do kawy. Nirvana… Z każdym łykiem doskonałej czerni świat nabiera kolorów.

A ona tymczasem kieruje się do łazienki.

– Chodź do mnie – zaprasza, wchodząc pod prysznic.

Milczę. Nie czas na przyjemności.

– Jedź ostrożnie. – Tym razem jej głos wyrywa mnie z transu, przez co krzywo wiążę krawat. Trudno, w zasadzie już jestem spóźniony.

– Kocham cię. Wrócę wieczorem – rzucam, zamykając za sobą drzwi.

Brudny i lodowato zimny świat spowija jeszcze mrok. Majaczą w nim niewyraźne, szare kształty. Przyspieszam kroku. Ośnieżone auto ożywa na mój widok, szeroko otwarte drzwi zapraszają do rozświetlonego wnętrza. Rozsiadam się w fotelu, kiedy automat rygluje drzwi i uruchamia silnik. Zamykam oczy, głaszcząc skórzaną kierownicę. Wibracje fotela masują napięte plecy. Auto już mruczy zachęcająco, kontrolki gasną, można ruszać.

Pojazd wolno wytacza się z parkingu, moje oczy nieustannie wypatrują widm, mogących w każdej chwili wtargnąć na drogę. Dlaczego zawsze jest ich tak dużo o poranku? Po kilku zakrętach osiedlowa uliczka wreszcie zmienia się w wielopasmową arterię, pas startowy, na którym mogę rozwinąć skrzydła.

Widlasta ósemka ryczy, kiedy przekraczam prędkość dźwięku, mknąc ku gwiazdom. Lewy pas jest jak sumienie: nie bierze jeńców, zwłaszcza jak jestem spóźniony. Z klasą wyprzedzam nosorożca, za którym wlokłem się dobre piętnaście minut oraz panią ślimak, nieustannie paplającą przez telefon. Jak można tak żyć? Ilekroć widzę tę kobietę, przypomina mi się jej piskliwy głosik, przed którym nie chroni żadne z wynalezionych dotąd wygłuszeń.

Wskazówka obrotomierza dotyka żółtego pola, mijam kolejno słonie, jamniki i wszelkie pordzewiałe plugastwa, które blokują drogę. Czego to widma nie wymyślą? Zbliżam się właśnie do transatlantyka, długiej na siedemnaście metrów beczki pełnej szarości, kiedy jasne światło zaczyna błyskać w lusterku.

– Na mnie mrugasz!? – Odruchowo naciskam na gaz, ale natrętne błyski nie zamierzają zostać w tyle.

Przełączam auto w tryb sportowy, gotów ustanowić kolejny rekord trasy i zdeklasować żałosnego głupca.

– Proszę bardzo!

Ryk silnika przechodzi w gwizd, pojazd zaczyna delikatnie błądzić, kiedy wskazówka przyspieszeniomierza dochodzi do nieskończoności. Niewielki wycinek przestrzeni przed autem staje się całym światem. Nirvana…

– Alarm! – Wirtualny kokpit zalewa fala sygnałów ostrzegawczych. – Alarm!

Odruchowo zjeżdżam na prawo, kryjąc się wśród sunących w mroku stworzeń. Jeden ze słoni trąbi okrutnie, ale nie mam czasu, by mu się odwdzięczyć. Trąbi również natręt, przemykający gdzieś po mojej lewej. Teraz widzę go wyraźnie: czerwone grand turismo całe w kwiatach, przebój zeszłego roku. Widocznie nietutejszy. Albo nie włączył komputera. Albo głupi. A może wszystko naraz?

Ustawiam się kawałek za nim i cierpliwie obserwuję, jak zbliża się do szczytu wzniesienia. Pewnie już szuka kolejnego rywala. Może właśnie otwiera szampana? To już bez znaczenia.

Czające się w krzakach krokodyle wyskakują na jezdnię, chwytają go i brutalnie ściągają na ziemię. Szamocze się, krzyczy, prosi o wybaczenie… Na krokodylach nie robi to większego wrażenia.

– Ale lama! – śmieję się na całe gardło.

Trąbię, przemykając obok i wciskam pedał w podłogę. Koniuszek wskazówki pieści czerwone pole. Czasem zastanawiam się, czy to normalne, że cieszą mnie takie sytuacje?

– Alarm! – Kokpit ponownie zalewa fala sygnałów ostrzegawczych. – Alarm!

Koła drą asfalt, czasoprzestrzeń odkształca się niebezpiecznie. Stojące przede mną auto rośnie w oczach, blask rozgrzanych tarcz hamulcowych rozświetla okolicę. Jeżeli wierzyć czujnikom, zatrzymuję się niecały metr od pulsującego pomarańczowymi światłami gruchota.

– Nosz kurwa! – Korek. Człowiek, który wymyślił korki, powinien zginąć w męczarniach.

Co gorsza, przychodzi mi tracić czas stojąc tuż obok przegubowego transatlantyka. Lewiatan jest sfatygowany i brudny, ale rozświetlające jego wnętrze światło sprawia, że mogę zajrzeć do trzewi bestii. Widma. Huśtają się, siedzą, stoją, tłoczą ze wzrokiem wbitym w tanie ekrany. Jak tam musi cuchnąć. W duchu dziękuję sobie, że wyszarpałem dodatkowe sześć koła na lustrzane szyby, bo nie zniósłbym spojrzeń tych istot. Nie chcę na nie patrzeć, ale coś nie pozwala mi oderwać wzroku. Zgraja szarych, zaspanych stworzeń upchana w rdzewiejącym brzuchu potwora. Ależ oni są smutni. Uśmiechnięty mężczyzna z ruchliwym pieskiem na rękach, rumiana kobieta w kapeluszu, kreśląca palcem po szybie kilkulatka.

Auto przede mną powoli rusza. Muskam pedał przyspieszenia, nie odrywając wzroku od klejnotu w zielonym płaszczu. Ciekawe, co też ogląda, że tak jej wesoło? Może coś czyta? Kiedyś lubiłem czytać…

– Trrrrrrrrrrrr! – Dźwięk klaksonu przywraca mnie do rzeczywistości. Dziewczyna podnosi wzrok, podobnie jak kilka szarych kształtów. Ma takie piękne, zielone oczy…

Wbijam prawą stopę w podłogę. Szyby mają trzy lustrzane warstwy, ale jeżeli coś akurat świeci z drugiej strony, można dostrzec kontury. Przyspieszenie wgniata w fotel. Komputer zmienia przełożenia, ilekroć strzałka muśnie czerwone pole. Transatlantyk znika wśród słoni i ślimaków.

– Co za bzdura – szepcę, starając się wyrzucić z głowy obraz ludzi w autobusie.

Uspokajam się dopiero na zjeździe z obwodnicy. Mordor lśni przepięknie w pierwszych promieniach słońca. Nieznające snu oko gniewnie spogląda na wszystkich, którzy ośmielają się przekroczyć granice królestwa zysku, jakby pytało, o ile przebiją dziś normę. Drzewa rosnące na kształt wykresów słupkowych, bezrobotni klęczący pod pomnikami zmarłych z przepracowania. Jestem u siebie.

Jadąc ulicą Postępu, mijam skwerek Tajmlajnu i skrzyżowanie z Progresu. Parkuję dopiero na Awansu, wśród innych ambitnych. Zdążyłem, ale znalezienie wolnego miejsca zajęło kwadrans. Zamykam oczy i oddycham głęboko, wsłuchując się w niskie, hipnotyzujące brzmienie silnika. Nirwana… No i turbina musi wystygnąć.

Idąc wśród widm, mocniej przyciskam torbę. W świetle dnia szare istoty stają się jakby półprzezroczyste i trzeba bardzo uważać. Mam szczęście, bo kiedy wchodzę do budynku, drzwi windy akurat się otwierają. Uśmiecham się mimowolnie i właśnie wtedy słyszę kroki. Przyspieszam, wchodzę do środka. Rytm kroków również przyspiesza. Nie wypada, ale naciskam guzik zamykania drzwi.

Za późno. Sztywnieję, kiedy wchodzi do środka. Poznaję płaszcz i te nieziemsko zielone oczy. Dogoniła mnie?! Znowu? Ale jak?

– Pierwszy – mówię bez ogródek, kiedy drzwi się zamykają.

– Kto pierwszy wsiada, ten ostatni wysiada. A ja zdążyłam jeszcze wziąć prysznic i zjeść śniadanie.

Czyli wychodzi na to, że dziś ponownie ja stawiam obiad. Może te autobusy nie są wcale takie straszne?

Koniec

Komentarze

Hej 

Pierwsza cześć trochę jak scenariusz do reklamy. Brakowało tylko marki samochodu :)

Jeśli patrzeć na opowiadanie od strony konkursowej. Mamy tu dziewczynę, która robi nam niezły finał. I odrealniony świat za oknem samochodu. Oba wątki do mnie przemawiają :) . 

A tak już poza konkursem to naprawdę dobry tekst :)

 

Pozdrawiam

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Witaj. Hahaha fajne zakończenie. :)

Teraz już wiem, jak (i co) czuje się kierowca samochodu (nigdy nie byłam), naciskający pedał gazu. ;)

Opis męczącej drogi do pracy – świetna sprawa. :) Sporo humoru i fantastyki. :)

Pozdrawiam, powodzenia, klik. :)

Pecunia non olet

Cześć Bardjaskier

 

Brakowało tylko marki samochodu :)

Trochę w tę stronę skręca, ale to element kreacji bohatera. Może nieco zbyt przejaskrawione, ale chciałem oddać punkt widzenia.

I odrealniony świat za oknem samochodu.

Dzięki. Niestety, droga do Mordoru w poniedziałek około 8 potrafi wyglądać źle;-)

Dzięki za przeczytanie i komentarz.

 

 

bruce

 

Zakończeniem opko stoi, wcześnie to takie męskie kino drogi (miała być jeszcze walka ze smokiem, ale znaków brakowało, więc skończyło się na krokodylach). Obcość taka powszednia, ale bardzo powszechna, że niektórzy z niej filozofie robią.

Dzięki za lekturę i klika!

 

Pozdrawiam!

„Poszukiwanie prawdy, która, choćby najgorsza, mogłaby tłumaczyć jakiś sens czy choćby konsekwencję w tym, czego jesteśmy świadkami wokół siebie, przynosi jedyną możliwą odpowiedź: że samo poszukiwanie jest, lub może stać się, ową prawdą.” J.Kaczmarski

Czytało się bardzo dobrze. Plastyczne, dynamiczne – świetnie oddany zachowanie i emocje kierowcy.

Bardzo realistyczne.

Zakończenie – choć się go spodziewałem – uważam za udane.

Fantastyki tu co prawda nie dostrzegłem, ale nie szkodzi – będę bronił prawa by dobre teksty, pozbawione elementów ewidentnie fantastycznych – miały tu rację bytu.

A to jest bardzo dobry tekst. Co prawda niefantastyczny ale pełen fantastycznych metafor.

 

Klikam i pozdrawiam!

 

entropia nigdy nie maleje

Hej :)

 

Ciekawy tekst z tematem obcości. Plastyczny opis drogi, świetnie napisany. Szort zabawny, z męską energią. Bardzo mi się podobał :)

 

Pozdrawiam

tegarsini pu taheerni tvaernnat

Nie przeszkadza mi mała ilość widocznej fantastyki, bo tekst jest napisany z fantazją. Dobre przedstawienie porannego kierowcy w drodze do pracy.

I ja dziękuję, pozdrawiam. :)

Pecunia non olet

Szczerze, to bardzo utożsamiałam się z bohaterem, gdy czytałam fragment o jeździe samochodem. Ja to dokładnie tak samo czuję i chyba podobnie jeżdżę. Choć nie mam prawie żadnego z bajerów w starym subarzaku, które ma ten gość w swojej, wypasionej furze, to odczucia na drodze mam podobne.

Po przeczytaniu opowiadania jestem prawie pewna, że jesteś wytrawnym kierowcą krar85

Fajnie mi się to czytało. Ten towarzyszący tekstowi odlot prawie do finału, a w końcówce “jebut w ryj” realnością – szacun za koncepcję.

Koń jaki jest każdy widzi, a i tak darowanemu w zęby nie zaglądasz.

Gdyby nie tagi, pewnie odebrałabym to opowiadanie nieco inaczej. Hmm… Podobało mi się, ale coś mnie w tym tekście gnębi. :D

Dobre to jest, krarze, choc fantastyki tutaj nie ma, jest tylko symbolika, która chyba trochę chciałeś pomydlić oczy, co? ;) A serio, to bardzo mi się podoba, wierzę w realność bohatera, w głupią dumę z posiadania dobrej fury i jego lemingowatą ambicję. Masz w tekście kilka ładnych, plastycznych opisów, które bardzo mi siadły, na przykład ten opis jest świetny: Nieznające snu oko gniewnie spogląda na wszystkich, którzy ośmielają się przekroczyć granice królestwa zysku, jakby pytało, o ile przebiją dziś normę. Drzewa rosnące na kształt wykresów słupkowych, bezrobotni klęczący pod pomnikami zmarłych z przepracowania. Jestem u siebie.

 

Oczywiście klikam bibliotekę i pozdrawiam serdecznie!

Q

Known some call is air am

Ale was dużo… Przeczytałem, odpiszę jutro bo niespodziewanie jestem na wyjeździe.

„Poszukiwanie prawdy, która, choćby najgorsza, mogłaby tłumaczyć jakiś sens czy choćby konsekwencję w tym, czego jesteśmy świadkami wokół siebie, przynosi jedyną możliwą odpowiedź: że samo poszukiwanie jest, lub może stać się, ową prawdą.” J.Kaczmarski

Tak jak pan Outta powiedział – fantastyka trochę na ślinę, ale nie należę do tych, którym to szczególnie wadzi. Podobał mi się dynamizm fabuły, który połączyłeś z całkiem sporą liczbą opisów. Fajnie to współgrało. Językowo też przyjemnie, a kolorowa i szalona wizja podróży do roboty wypadła zajmująco :)

Klikam.

"- Zniszczyliśmy coś swoją obecnością - powiedział Bernard - być może czyiś świat." V. Woolf

No fajnie, fajnie, ale gdzie tu fantastyka? Zdaje się, że można jej szukać w wyposażeniu fury, ale to nie komputer zmieniający biegi odgrywa tu główną rolę. Zresztą, nie mam pojęcia, jak daleko poszła automatyzacja w prowadzeniu.

Puenta fajna, ale czysto obyczajowa.

PS. Osobiście polecam rower.

Babska logika rządzi!

Jim

 

Dzięki za lekturę i kilka.

Co prawda niefantastyczny ale pełen fantastycznych metafor.

Ej no, a samochodziarz przyznający rację kobiecie i na serio rozważający jazdę autobusem to nie fantastyka? ;-)

Pomysł urodził się nieco oniryczny, ale bez wyraźnego motywu czy choćby elementu fantastycznego i taki go zrealizowałem. Nie chciałem udziwniać na siłę. Jak wystarczy czasu, to może popełnię kolejny tekst na obcość, w podobnych klimatach, choć upchnięcie tego w 1k słów łatwe nie będzie…

 

 

Ermirie

 

Wielkie dzięki za wizytę.

Szort zabawny, z męską energią. Bardzo mi się podobał :)

Cieszy, że wyszło, bo takie właśnie miało być… Nie licząc zakończenia.

 

 

Koala75

 

Nie przeszkadza mi mała ilość widocznej fantastyki, bo tekst jest napisany z fantazją.

Dzięki z dobre słowo. Fantastyka jest tu w zasadzie jedynie środkiem wyrazu, ale takim się pomysł urodził.

 

 

Inanna

 

Ja to dokładnie tak samo czuję i chyba podobnie jeżdżę.

Powitać bratnią duszę ;-) Czy jestem wytrawnym kierowcą, nie wiem, ale lubię jeździć, jednak bardziej po trasach niż do Mordoru, choć i miejski streetfighting ma swój urok (do czasu bliskiego spotkania)

Cieszę się, że opko się podobało, pisanie go dało mi masę frajdy (i prawie załapałem mandat, ale się udało i nie załapałem)

 

 

SaraWinter

 

Podobało mi się, ale coś mnie w tym tekście gnębi. :D

I chyba nawet domyślam się, cóż to ;-)

 

 

Outta Sewer

 

Dobre to jest, krarze, choc fantastyki tutaj nie ma, jest tylko symbolika, która chyba trochę chciałeś pomydlić oczy, co?

Ej no, ściągałeś z komentarzy poprzednich czytelników? ;-) Taki się pomysł urodził i już go nie przekuwałem zbytnio, bo nic z tego wyjść nie chciało. Ten opis to mój ulubiony fragment tego tekstu (i w zasadzie tez fragment innego opka, w którym utknąłem). Tarnina, jeszcze raz wielkie dzięki za pomoc na becie.

Dzięki z przeczytanie i za klika!

 

 

fmsduval

 

Na lepką ślinę ;-) Pomysł się urodził, chciałem pokazać perspektywę bohatera i jakoś mi to nic więcej nie pasowało, ale następnym razem chyba położę na to większy nacisk ;-)

Dzięki z opinię i za klika!

 

 

Finkla

 

No fajnie, fajnie, ale gdzie tu fantastyka?

Ty też?! Zmowa! TWA! RWA! ;-) Jak już napisałem Jimowi: a samochodziarz przyznający rację kobiecie i na serio rozważający jazdę autobusem to nie fantastyka? ;-) Pomysł domagał się realizacji, natchnienie nie sługa. Wyszło obyczajowo, postawiłem jedynie na fantastyczne środki i ozdoby.

PS. Osobiście polecam rower.

Ja w sumie jestem cyklistą (albo byłem, bo teraz coraz rzadziej mi się chce). Mam też pomysł na podobne opko, tylko właśnie z perspektywy rowerzysty (to jest dopiero obcość ;-)), ale to na inna okazję pójdzie.

Dzięki z lekturę.

 

Pozdrawiam!

„Poszukiwanie prawdy, która, choćby najgorsza, mogłaby tłumaczyć jakiś sens czy choćby konsekwencję w tym, czego jesteśmy świadkami wokół siebie, przynosi jedyną możliwą odpowiedź: że samo poszukiwanie jest, lub może stać się, ową prawdą.” J.Kaczmarski

Ty też?! Zmowa! TWA! RWA! ;-)

Mam brzytwę Lema i nie zawaham się jej użyć! ;-) A że więcej nas tu takich uzbrojonych, to albo armia wzajemnej adoracji, albo salon fryzjerski… ;-)

Babska logika rządzi!

Cieszę się, że opko się podobało, pisanie go dało mi masę frajdy (i prawie załapałem mandat, ale się udało i nie załapałem)

To czemu pisałeś za kierownicą? XD

A że więcej nas tu takich uzbrojonych, to albo armia wzajemnej adoracji, albo salon fryzjerski… ;-)

A ja ogolić się nie dałem, bo zapuszczałem sobie bródkę hiszpańskię?

Dyskusji nie będzie, bo mam zszargane nerwy. Zgadnij, dlaczego.

To czemu pisałeś za kierownicą? XD

Nie pisałem. To niebezpieczne. Ale niestety samo pisanie też pobudza wyobraźnię, że później człowieka bardziej fantazja ponosi ;-)

„Poszukiwanie prawdy, która, choćby najgorsza, mogłaby tłumaczyć jakiś sens czy choćby konsekwencję w tym, czego jesteśmy świadkami wokół siebie, przynosi jedyną możliwą odpowiedź: że samo poszukiwanie jest, lub może stać się, ową prawdą.” J.Kaczmarski

Faajne :) Porwało mnie, tekst napisany bardzo plastycznie i dynamiczny, czyta się rewelacyjnie! Pozdrawiam!

Spodziewaj się niespodziewanego

Bardzo miło słyszeć, NaNa. Nic tak nie motywuje do pisania jak zadowoleni czytelnicy.

 

Pozdrawiam!

„Poszukiwanie prawdy, która, choćby najgorsza, mogłaby tłumaczyć jakiś sens czy choćby konsekwencję w tym, czego jesteśmy świadkami wokół siebie, przynosi jedyną możliwą odpowiedź: że samo poszukiwanie jest, lub może stać się, ową prawdą.” J.Kaczmarski

rumiana kobieta w kapeluszu, kreśląca palcem po szybie kilkulatka.

Zmieniłbym na kilkulatka kreśląca po szybie, bo teraz się zatrzymałem myślac, że to rumiana kobieta kreśli po szybie, a tu nagle dziecko ;)

 

Bardzo ładnie napisane, ze świetnymi porównaniami i metaforami. Sama przyjemność czytać taki tekst, chociaż nie przypuszczam, bym zniósł długie opowiadanie tym stylem. Ale na krótką formę jak znalazł.

Tylko gdzie tu fantastyka? xD

Zmieniłbym na kilkulatka kreśląca po szybie, bo teraz się zatrzymałem myślac, że to rumiana kobieta kreśli po szybie, a tu nagle dziecko ;)

Coś w tym jest…

Ale na krótką formę jak znalazł.

Mi się już pod koniec taka perspektywa wkręciła. Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby nie limit.

Tylko gdzie tu fantastyka?

W ostatnim zdaniu ;-)

Wielkie dzięki za lekturę, komentarz i piątego kliczka.

 

Pozdrawiam!

„Poszukiwanie prawdy, która, choćby najgorsza, mogłaby tłumaczyć jakiś sens czy choćby konsekwencję w tym, czego jesteśmy świadkami wokół siebie, przynosi jedyną możliwą odpowiedź: że samo poszukiwanie jest, lub może stać się, ową prawdą.” J.Kaczmarski

Bardzo podoba mi się styl, bardzo lekki. Co do tego czy to jest fantastyka – chyba zależy od zrozumienia metafor trochę dosłownie lub trochę nie. Ja w sumie myślałem, że to sf, który naśladuje naszą (mieszkańców Ziemi w XXI wieku) typową drogę do pracy, ale dzieje się w jakimś innym miejscu i czasie.

Cześć!

 

Interpretacji nie narzucam. Zazwyczaj piszę “na poważnie”, więc lekkość była dla mnie czymś nowym, cieszy zatem, że się całkiem, całkiem udała. Wielkie dzięki za lekturę i komentarz.

 

Pozdrawiam!

„Poszukiwanie prawdy, która, choćby najgorsza, mogłaby tłumaczyć jakiś sens czy choćby konsekwencję w tym, czego jesteśmy świadkami wokół siebie, przynosi jedyną możliwą odpowiedź: że samo poszukiwanie jest, lub może stać się, ową prawdą.” J.Kaczmarski

Witaj Krar85!

 

Świadomość broni się jak może, ale sumienie nie bierze jeńców (…)

Lewy pas jest jak sumienie: nie bierze jeńców

Dwa razy to samo porównanie.

 

Super napisane, dobrze oddaje atmosferę poranka. Przez wiele lat dojeżdżałem samochodem do pracy, ale ostatnio wolę autobus, więc chyba wiem mniej więcej o co chodzi.

Zastanawiam się gdzie w opku jest obcość. Chodzi o to, że bohater za kierownicą zamienia się w zwierze? wink

 

Pozdro!

 

 

 

 

Cześć Kronos!

 

Przez wiele lat dojeżdżałem samochodem do pracy, ale ostatnio wolę autobus, więc chyba wiem mniej więcej o co chodzi.

;-) Pomysł zaczął się od dysputy na temat dojazdu do pracy, więc trudno, by było inaczej. Każdy sposób ma swoje wady i zalety (i swoich zagorzałych orędowników)

 

Pozdrawiam!

„Poszukiwanie prawdy, która, choćby najgorsza, mogłaby tłumaczyć jakiś sens czy choćby konsekwencję w tym, czego jesteśmy świadkami wokół siebie, przynosi jedyną możliwą odpowiedź: że samo poszukiwanie jest, lub może stać się, ową prawdą.” J.Kaczmarski

Hej,

 

Widlasta ósemka ryczy, kiedy przekraczam prędkość dźwięku, mknąc ku gwiazdom. Lewy pas jest jak sumienie: nie bierze jeńców, zwłaszcza jak jestem spóźniony.

To jest fajne porównanie, tylko nie wiem, czy robi robotę dwukrotnie powtórzone w tak krótkim odstępie

 

rumiana kobieta w kapeluszu, kreśląca palcem po szybie kilkulatka.

w pierwszej chwili zobaczyłam kobietę, która kreśli po szybie palcem kilkulatka :P

 

A dla mnie jest tu sporo fantastyki, takiej, której doświadcza chyba każdy z nas na co dzień, takiej, która ubarwia nam życie. Dlatego przyjemnie się czytało :)

Cześć OG!

 

Powtarzanie się to trudna sztuka. Tutaj czytałem to dwa razy i założyłem, że jest wystarczająco daleko, by utrwalić/przypomnieć, a nie powtarzać. Jednak chyba faktycznie jest zbyt blisko (już ktoś na to uwagę zwrócił)

Fantastyka codzienna brzmi ciekawie, dla mnie to bardziej forma ubarwiania rzeczywistości, by nieco ją oswoić i sprawniej przez nią brnąć. Cieszę się, że czytało się przyjemnie.

 

Pozdrawiam!

„Poszukiwanie prawdy, która, choćby najgorsza, mogłaby tłumaczyć jakiś sens czy choćby konsekwencję w tym, czego jesteśmy świadkami wokół siebie, przynosi jedyną możliwą odpowiedź: że samo poszukiwanie jest, lub może stać się, ową prawdą.” J.Kaczmarski

Sympatyczne :)

Przynoszę radość :)

Dzięki za wizytę, Anet!

„Poszukiwanie prawdy, która, choćby najgorsza, mogłaby tłumaczyć jakiś sens czy choćby konsekwencję w tym, czego jesteśmy świadkami wokół siebie, przynosi jedyną możliwą odpowiedź: że samo poszukiwanie jest, lub może stać się, ową prawdą.” J.Kaczmarski

Nowa Fantastyka