- Opowiadanie: borek321321 - Mechaniczny Człowiek

Mechaniczny Człowiek

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Mechaniczny Człowiek

I

Zbudowałam człowieka. Zbudowałam człowieka z drewna, żelaza i kół zębatych. Możecie powiedzieć, że nie jest to człowiek, jednak co go definiuje? Ma dwie ręce i nogi poruszające się w powolnym, mechanicznym tempie. Posiada brzuch, w którym pracują żelazne wnętrzności i nakręcane serce. Jeśli wystarczająco długo pokręcę wajchą przymocowaną do pleców, jego usta się rozszerzą a z dziąseł wysunął się drewniane zęby. Świetliste oczy przesuwały się nieregularnie w prawo i w lewo. Człowiek. Tylko mówić jeszcze nie potrafi, ale to się niedługo zmieni. Już go programuję. Potrafi przeliterować: „T-A-K” oraz „N-I-E” i bądźmy szczerzy, czy w życiu są potrzebne jakiekolwiek inne słowa?

Odwrócił głowę i spojrzał na mnie błyszczącymi ślepiami. Świeciła w nich jakaś niezwykła świadomość, jakby robot miał się za chwilę obudzić i zapytać o sens swojej egzystencji. Co ja bym mu odpowiedziała? Jednak jego oczy zgasły a żelazne serce przestało bić. Westchnęłam. Robot był napędzanych miniaturowym silnikiem parowym mojej konstrukcji. Niestety nie znalazłam jeszcze sposobu, aby ożywić swoje dziecko samoodnawialnym źródłem energii. Rozejrzałam się po małej, ciemnej izdebce, zawalonej po brzegi mechanizmami, drewnem i kurzem. Skończył mi się węgiel. Musiałam pójść po nowy worek. Wstałam, otworzyłam drzwi i wyszłam na zewnątrz.

W mieście Polaris panowała rewolucja. Uciskane masy robotnicze powstały w zbrojnej rebelii, aby sprzeciwić się chciwej burżuazji czy coś w tym stylu. Nie za bardzo wiedziałam o co chodzi. Na ulicy przed moim mieszkaniem codziennie krzyczeli mówcy. Mówili coś o dyktaturze proletariatu, o burżuazji, o wojnie klas, o równości i takie tam. Później słyszałam tylko wrzaski mordowanych mężczyzn i płacz kobiet. Po co była ta rewolucja? Nie wiem. Dlaczego rząd jej nie akceptował? Nie mam pojęcia.

Szłam przez brudne ulice zastanawiając się nad ciekawą konstrukcją budynków. Nagle ziemia zadrżała. Opanował mnie obezwładniający, zwierzęcy strach. Walczyć czy uciekać? Uciekać.

Schowałam się w najbliższym, cuchnący kałem i zgnilizną zaułku. Ściany były tak blisko siebie, że miałam wrażenie, że za chwilę mnie zmiażdżą zmieniając w kolejnego rozgniecionego trupa, jakich wiele na ulicach Polaris. Na niebie wyłoniła się sylwetka, kadłub, cielsko potwora zrobionego z drewna i stali, pomalowanego na biało, tak żeby każdy mógł go zobaczyć. Z głowy potwora, gdzie znajdowała się kabina kierowcy, lało się oślepiająco jasne światło, które poruszało się we wszystkich kierunkach. Metalowy stwór utrzymywał się na czerech, absurdalnie długich metalowo-drewnianych nogach. Pamiętam jak kiedyś profesor tłumaczył nam, dlaczego na ziemi nigdy nie żyli giganci. Im wyżej, tym ciśnienie robiło się coraz silniejsze, więc takie stworzenia nie mogłyby normalnie funkcjonować. Jednak teraz widziałam istotę, która wyraźnie, wręcz majestatycznie, zaprzecza tej zasadzie. Każde stąpnięcie Strażnika wywoływało trzęsienie ziemi.

Kiedy potwór natrafiał snopem światła na jakiegoś rewolucjonistę walczącego o prawa robotnicze, zginał żelazne kolana, tak że jego cielsko lądowało na ziemi. Oczywiście od czasu do czasu zdarzało się, że metalowe kończyny zahaczały o jakiś budynek, ale to nie miało znaczenia. Kolejna ofiara w walce z rewolucją. Z kadłuba wyskakiwali żołnierze, łapali zbrodniarza i wchodzili z nim do cielska potwora. Następnie Strażnik wstawał i ruszał do ponownego obchodu miasta.

Kiedy trzęsienie ucichło, poszłam w dalszą drogę. Przeszłam przez aleję krzywych luster. Niegdyś wykwinty pasaż handlowy, teraz… Wbite szyby śmiały się ze swoją hipnotyzującą pustką. Ludzie szeptali, że jeśli ktoś włamie się do jednego z tych opuszczonych sklepów to nigdy z niego nie wyjdzie. Zostanie zabity przez nieodziane manekiny. Na skrzyżowaniu dwóch ulic stał tramwaj, kolejny relikt z dawnych czasów. Pewnego dnia został wysadzony przez jakąś grupę terrorystów i od tamtego czasu tak leży, czekając cierpliwie aż ktoś się nim zajmie. Jeszcze trochę poczeka.

Wreszcie doszłam do celu podróży i zaklęłam przez zęby. Przed budynkiem, w którym mieszkał mój znajomy, zebrała się duża grupa robotników. Na jakimś podwyższeniu stał orator i wołał.

– Proletariusze wszystkich krajów łączcie się! Nie damy się wykorzystywać przez zachłanną burżuazję! Cała władza niech spocznie w rękach ludu, w naszych rękach! Niech zapanuje… – W tym momencie przerwały mu powolne uderzenia. Przez uliczkę szedł Pająk.

Było to fascynująco-przerażające urządzenie masowej destrukcji. Maszyna składała się z silnej, metalowej podstawy, do której przyczepiono osiem żelaznych nóg poruszających się w wolnym, monotonnym rytmie. Na podstawie znajdowało się stanowisko zrobione ze szkła, w którym pilotował żołnierz. Do prawej strony kabiny był przymocowany miotacz ognia z rurą ciągnącą się do kanistra z tyłu pojazdu. Pod podstawą znajdowały się dwa koła. Kiedy pająk musiał przebyć dużą odległość składał metalowe odnóża i poruszał się po tramwajowych szynach. Zebrani robotnicy przez chwilę patrzyli w osłupieniu na to monstrum a następnie zaczęli uciekać na złamanie karku. Jednak było już za późno. Buchnął ogień i rozlał się po całej uliczce ogromną falą zniszczenia. Pomimo, że schowałam się w opuszczonym tramwaju, poczułam ciepło lecące z ulicy. Po chwili znikąd wyłonili się żołnierze i zaczęli dobijać ludzkie pochodnie, które biegały jak kurczaki z uciętymi głowami. Strzał, strzał, strzał. Po piętnastu minutach wszystkie dźwięki ucichły a maszyna powlekła się w dalszą drogę. Odczekałam jeszcze dziesięć minut i weszłam do budynku, w którym mieszkał mój przyjaciel. W środku śmierdziało stęchlizną i, jeśli się nie myliłam, zdechłymi zwierzętami. Zakrywając nos dłonią wbiegłam na piąte piętro, gdzie znajdowały się drzwi ze znakiem „X” namalowanym krwawoczerwoną farbą, które były otwarte, więc weszłam do środka. 

Kil siedział na łóżku ubrany w podartą skórzaną kurtkę i zniszczone spodnie. Jego zielone oczy patrzyły na mnie bez najmniejszego zdziwienia, jakby dobrze wiedział, że przyjdę.

– To co zwykle? – Kiwnęłam głową. Kil wstał, zrobił kilka kroków do przodu, przykucnął i zaczął grzebać w paszczy komina. Po chwili wyjął z niego lniany worek.

Wyciągnęłam z poplamionej olejem kieszeni plik banknotów i położyłam na zagraconym stole. Kil podszedł do mnie, dał worek i nonszalanckim ruchem objął w tali.

– A co byś zrobiła gdybym powiedział, że oczekuje innej zapłaty? – Odepchnęłam go lekko, ale stanowczo. Tak naprawdę nie znałam jego prawdziwego imienia. Kazał się do siebie zwracać „Kil” więc nie zadawałam zbędnych pytań.

Odwróciłam się na pięcie i wyszłam z tego śmierdzącego budynku. Na dworze padał czarny śnieg. Po drugiej stronie miasta znajdowała się armia plujących dymem fabryk, produkujących broń i maszyny. Dzięki nim Polaris było jedynym miastem na świecie, w którym śnieg był czarny jak smoła. Założyłam gogle ochronne i ruszyłam do domu. Płatki przyczepiały się czarną sadzą do kombinezonu. Pomimo ochrony pył wciąż przedostawał się do oczu. Szłam jak po omacku mając nadzieję, że na nikogo nie wpadnę.

Czarne Burze były idealnym momentem, aby zwykli obywatele wyszli na ulice nie bojąc się o własne życie. Pomimo problemów z wizją zobaczyłam niezwykły widok. Dzieci rzucały w siebie czarnymi śnieżkami. Kochankowi przechadzali się po smolistym śniegu. Głowy rodzin pędziły do sklepów, aby kupić niezbędne zapasy. Życie. Ilość spadającego śniegu zaczynała się zmniejszać, aż wreszcie burza się skończyła. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zniknęli również wszyscy mieszkańcy Polaris. Nagle opustoszałe ulice miasta stworzyły jakiś niepokojąco-fantastyczny obraz złożony z małych, przysadzistych budynków, wąskich ulic i czarnego jak noc śniegu. Ponure szare niebo rozjaśniały światła. Nie były to gwiazdy tylko niezwykle wysokie wieżowce podtrzymywane przez żelazno-drewniane nogi. Na ich szczytach mieszkała burżuazja urządzając bale i bankiety. Pewnie teraz patrzą na mnie z obojętnym zaciekawieniem. Samotna figurka przemieszczająca się przez ulice miasta-labiryntu. Ciekawe, gdzie czaił się mechaniczny minotaur… Zadrżałam i przyspieszyłam kroku, aby uniknąć wzroku tych nowoczesnych bogów.

II

Mechaniczny Człowiek zaczął powoli mówić, litera po literze. Z każdym kolejnym dźwiękiem dało się słyszeć suchy trzask, jakby sprawiało mu to wiele trudności: „K-O-H…” W tym momencie się zaciął i tylko literował „koch, koch, koch”. Miałam wrażenie jakbym uczyła mówić dziecko. Jednak mój Człowiek nie płakał, nie wrzeszczał. Nigdy nie robił w pieluchę ani się nie obijał. Maszyna była posłuszna, zawsze wykonywała polecenia. Kolejny raz zakręciłam korbką. Z ust znowu zaczęły dobiegać głoski: „K-O-C-H-A-M…” Robotowi przerwał człowiek, który dobijał się zapamiętale do drzwi. Przestraszona przykryłam Człowieka kocem i sięgnęłam po rewolwer ukryty pod stosem śmieci. W bębenku znajdowały się dwa naboje. Powoli uchyliłam drzwi. Na zewnątrz stał wysoki mężczyzna ubrany długie, zniszczone spodnie i koszulę z podwiniętymi rękawami. Zerkał nerwowo przez ramię. Znałam tego człowieka, ale nie pamiętałam skąd. Przez głowę przeleciało nagłe wspomnienie, szczęśliwe wspomnienie. To było nie do pomyślenia. Wydawało mi się, że już dawno pozbyłam się ze życia tego uczucia. Próbowałam przypomnieć kim jest ten mężczyzna, jednak przez pamięć przechodziły tylko zamglone obrazy. Kiedy mnie zobaczył na jego twarzy pojawił się promienny uśmiech.

– Alicja pomóż mi! Ochrona mnie ściga. Mógłbym u ciebie przeczekać dzień lub dwa? Proszę zrób to dla mnie, za stare czasy. – Byłam tak oszołomiona szybką, nieskładną wypowiedzią, że kiwnęłam głową.

Na jego twarzy pojawił się wyraz ulgi. Wszedł do środka i usiadł wśród śmieci i kurzu. Zaryglowałam porządnie drzwi i usiadłam obok. Ukradkiem schowałam rewolwer do najgłębszej kieszeni spodni. Jego sylwetka działała jak magnes. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Przez chwilę nasze spojrzenia się spotkały a moje serce zaczęło bić mocniej. To niemożliwe, to musiała być zwyczajna aberracja, które przeżywało ciało z powodu niespodziewanej sytuacji. Żeby rozwiać przygniatająca ciszę zapytałam.

– Kto cię gonił. – Mężczyzna nagle się ożywił, w jego oczach zapłonęły płomyki jakiegoś chorobliwego ognia.

– Ściga mnie Ochrona, tajna policja działająca na rozkazy burżuazji. Ci bandyci zabili Ivana. Pamiętasz Iwana? Na pewno pamiętasz. Pewnego dnia go złapali i wsadzili do swojej Maszyny Prawdy. Złamała mu wszystkie kości palców, ale on nic nie powiedział. Potem zaczęła roztrzaskiwać kolejne części ciała, kawałek po kawałeczku. Chrzęst, chrzęst, chrzęst. Akurat znajdowałem się niedaleko. Słyszałem jego krzyki. Rozumiesz. Słyszałem jego krzyki i zgrzyt łamanych kości. – Na chwilę zamilkł. – Teraz to nie ważne, Rewolucja zwycięży a ja będę mógł zobaczyć wystarczająco dużo krwi tych potworów.

Nagle ktoś zaczął walić w drzwi do mieszkania obok. Rozległ się szorstki, rozkazujący głos.

– Policja, otwierać. – Przez chwilę z pokoju dobiegały odgłosy nerwowej krzątaniny a następnie starczy głos zapytał.

– O co chodzi?

– Czy widziałeś tego człowieka? – Najwidoczniej policjant pokazał fotografię, ponieważ w mieszkaniu zapadła cisza.  

– Nie, nie wiedziałem, ale jest podobny do mojego syna. Gdzie jest mój syn? Któregoś dnia, takiego jak ten, przyszedł policjant, dokładnie taki jak pan, i zapytał: „Jest Adam?”. Odpowiedziałem, że jest. Powiedzieliście, że ma z wami pójść na komisariat, i że niedługo wróci. Więc czekałem, czekałem, czekałem… Gdzie jest mój syn!? Oddajcie mojego syna! – Policjanci nic nie odpowiedzieli. Po chwili ciszy zaczęli walić do moich drzwi. Bam, bam, bam. „Otwierać!”. Miałam nadzieję, że nie spróbują ich wywarzyć. Zamek był zardzewiały, łatwo mógł się złamać odsłaniając mnie i mojego tajemniczego towarzysza. Jednak po chwili walenie ustało a na korytarzu rozległ się głos.

– To nie ma sensu, chodźmy dalej. – Drugi burknął potwierdzająco. Usłyszałam oddalające się kroki a następnie głuchą ciszę.

Przez długą chwilę myślałam, że to koniec, przedstawienie się skończyło. Znowu wrócę do zwykłej, szarej egzystencji pozbawionej spiskowców, policji i kto wie czego jeszcze. Jednak tajemniczy znajomy odezwał się cichym szeptem.

– Dziękuję Alicjo, uratowałaś mi życie. Jeśliby mnie złapali, nie chcę wiedzieć, co by zrobili. Mam do ciebie jeszcze jedną prośbę czy mogłabyś mnie przenocować? Tylko jedną noc. Te dranie spalili moje mieszkanie.

Już chciałam kategorycznie zaprzeczyć. Wyrzucić go z mojego mieszkania i życia, jednak jakieś nagłe, niespodziewanie uczucie szarpnęło moim sercem. Poczułam, że jego odejście równałoby się z utratą jakiejś cząstki mnie. Kim on dla mnie był? Wciąż tańczyły mi w głowie tylko niejasne wspomnienia. Westchnęłam.

– Dobrze. – Spiskowiec złapał moją dłoń i zaczął nią silnie potrząść. Kiedy skończył, położył się na boku i nie zwracając uwagi na wszechobecny brud, zasnął. Uznałam, że nie ma się co zastanawiać. Zwinęłam się w kłębek i również usnęłam.

Gdzieś w środku nocy obudził mnie głos, cichy, monotonny głos. Ciągle powtarzał to samo zdanie. Oparłam się na ręce i, mętnym wzrokiem, spojrzałam na mieszkanie. Mężczyzna spał przewracając się co jakiś czas z boku na bok. Głos dobiegał spod koca. Zdziwiona i zaciekawiona podniosłam narzutę. Oczy mojego Człowieka świeciły się niepokojącą świadomością. Jego mechanicznie usta poruszały się w górę i w dół. Wciąż powtarzał: „Kocham cię, kocham cię, kocham cię…” Zimny dreszcz przebiegł mi po karku. Ten metaliczny, hipnotyzujący głos miał w sobie coś obrzydliwego. Przypominał głos syreny, która przyzywała żeglarzy, aby rozbili się na skałach. Ogarnął mnie dobrze znany, lepki strach. Co, jeśli Spiskowiec usłyszy robota? Jednak mechaniczny głos zaczął zwalniać i słabnąć, aż wreszcie w mieszkaniu zapadła głucha cisza. Odetchnęłam z ulgą i schowałam robota pod koc i już się kładłam, kiedy obudził się mężczyzna. Przez chwilę patrzył mętnie w pustkę a następnie zapytał.

– Czy Rewolucja ma jakikolwiek sens? – Już chciałam odpowiedzieć, kiedy znowu się odezwał tym razem grubszym, niższym tonem.

– Oczywiście, że ma. Pamiętasz? Złożyłeś obietnicę. – Spiskowiec skrzywił wargi.

– „Nie spocznę, dopóki Oni nie zawisnął”. Gadanie. Przecież widzisz jaka jest nasza sytuacja. – W tym momencie zauważył, że nie śpię. Zerwał się na równe nogi patrząc na mnie szeroko otwartymi oczami.

– Wybacz, obudziłem cię?

– Nie, już wcześniej nie spałam. – Spiskowiec westchnął i usiadł na podłodze. Złożył ręce jak do modlitwy i spojrzał na mnie dziwnym, wesoło-smutnym wzrokiem. Poczułam, że robi mi się gorąco. Miałam ochotę wrzeszczeć na ciało, że nie powinno się tak zachowywać, że powinno być zimnym kawałkiem mięsa. Nagle mężczyzna zapytał cichym, drżącym głosem.

– Czy wiesz co do jest „komputer” – Zaskoczyło mnie to pytanie.

– Nie. – Spiskowiec pokiwał głową.

– „Komputer” to maszyna liczbowa, która pozwala ci obliczać niezwykle skomplikowane działania. Potrafi ona wykonywać jeszcze wiele innych rzeczy, jednak jej główną funkcją jest dawanie wyników. U nas takich maszyn nie ma, większość znajduje się na zachodzie. Komputer potrzebuje odpowiednich, metalowych kart. Jeśli włożysz taką do środka, maszyna odpowie ci na pytanie, które się na niej znajduje. – W tym momencie wyjął z kieszeni dużą, metalową kartę i położył ją na zakurzonej podłodze.

– Na tej karcie znajduje się pytanie, choć bardziej rozkaz. „Odpowiedz mi na pytanie: „jak można zmienić Historię?”” Komputery posiadają ogromną wiedzę, jestem pewny, że dadzą radę odpowiedzieć na takie pytanie. Moim zadaniem jest przedostanie się na zachód i wprowadzenie tej karty do maszyny zwanej Wielkim Lewiatanem. Jeśli mi się uda Rewolucja zostanie uratowana a świat opuszczą krwawi kapitaliści. – Byłam zszokowana tym wyznaniem, nie wiedziałam, co o tym myśleć.

– Dlaczego mi o tym mówisz?

– Chciałbym, żebyś przechowała dla mnie tę kartę, nie mam dużo czasu, muszę iść. – Po tych słowach tak po prostu wstał i wyszedł z mojego mieszkania zostawiając mnie z huraganem pytań w głowie.

III

Mechaniczny człowiek zaczął chodzić, noga za nogą. Tup, tup, tup, tup… Kiedy upadał, jego kończyny wciąż poruszały się w powietrzu, jak ryba wyrzucona na suchy ląd. Pozostawało tylko, aby mówił „mamusiu boli mnie kolanko”. Jednak patrzyłam na niego z dziwną mieszaniną obrzydzenia i obojętność. Ta istota nie była żywa, imitowała tylko prawdziwego człowieka. Nie potrafiła się śmiać ani tańczyć. Kukiełka na sznurkach. Jeśli obetniesz liny przestanie żyć. Wciąż miałam w pamięci tajemniczo-znajomego spiskowca. Ciekawe czy brał udział w zamachu na Władcę? Ciekawe czy spodziewał się krwawego odwetu po jego śmierci? Wciąż miałam przed oczami jego twarz, taką żywą, taką jasną, błyszczącą świadomością. Wciąż kołatało mi w głowie wypowiedziane drżącym głosem pytanie: „Jak można zmienić Historię?”. Spojrzałam na robota i doznałam olśnienia. Wzięłam się do pracy.

Przez pół roku Polaris bardzo się zmieniło. Czarny śnieg padał już codziennie, jednak nikt nie wychodził z domów. Na ulicach panował przerażający fetor. Fabrykanci zaczęli wylewać swoje ścieki do rzeki Arka. W mieście zaczynało brakować wody i żywności. Szłam w specjalnie skonstruowanej masce gazowej z filtrem. Ledwo mogłam oddychać a pobudzone strachem serce nie pomagało. Najchętniej nie wychodziłabym z domu, jednak nie było rady. Skończył mi się zapas węgla a Mechaniczny Człowiek pożerał coraz więcej i więcej surowca. Większość zapasów spalił mechaniczny mózg złożony z trybikowych nerwów.

Nigdy wcześniej nie widziałam „komputera”, jednak mogłam dobrze się przyjrzeć ludzkiemu mózgowi. Jeden z profesorów w Akademii miał dziwne przyzwyczajenie. Podczas każdego wykładu stawiał na pierwszej ławce duży zakonserwowany mózg i wyrzucał z klasy każdego kto spróbował go ruszyć. Zgadnijcie kto zawsze siedział w pierwszej ławce. Na szklanym słoju widniał podpis „Einstein”. Nie wiedziałam co to znaczy ani w jakim języku powstało to tajemnicze hasło, jednak z ciekawością przyglądałam się mózgowi. Wykładowca był brzydki, wewnętrzną brzydotą duszy. Jego wygląd był normalny, jednak z jakiegoś powodu nie mogłam na niego patrzeć. Może to ten łańcuszek z krzyżykiem… Więc słuchałam jego wykładów przyglądając się mózgowi tajemniczego „Einsteina”.

Dzięki tej wiedzy zaprojektowałam swój własny mózg, nie idealny i nie tak potężny jak ludzki, ale działający. Teraz pozostawał problem rozkazów. Widziałam świadomość powoli pojawiającą się w oczach mojego Człowieka, jednak Mózg nie potrafił samodzielnie się uczyć, był tylko poddanym, który spełniał żądania. Zastanawiając się co zrobić pomyślałam o metalowej karcie tajemniczego znajomego. Przez długi czas odsuwałam tę myśl, jednak, kiedy minął szósty miesiąc od momentu naszego spotkania coś we mnie pękło i włożyłam kartę do mózgu robota. Mechanizmy zazgrzytał, zatrzeszczały. Z głowy robota zaczęła lecieć para. Już myślałam, że stworzyłam urządzenie, które zmieni historię ludzkości, kiedy oczy Człowieka zgasły. Skończyło się paliwo.

Moje przemyślenia przerwało lekkie trzęsienie ziemi. Na czarnym, smolistym niebie pojawił się niezwykle biały Strażnik. Zanim zdążyłam zareagować i schować w śmierdzącym zaułku, rzucił na mnie snop oślepiającego, białego światła. Nogi tego potwora zaczęły się zginać z niemiłym zgrzytem. Wreszcie jego cielsko z głośnym hukiem upadło na ziemię a ze środka wypadli strażnicy z karabinami. Złapali mnie po obu stronach za ręce i zawlekli w głąby brzucha Strażnika.

W środku znajdowała się duża, przestronna kabina z przymocowanymi do podłogi krzesłami. Siedzieli na nich żołnierze polerując ukochane karabiny. Na najwyższym siedzeniu obitym skórą znajdował się oficer z dużą srebrną gwiazdą na piersi. Patrzył na mnie przerażająco zimnymi, niebieskimi oczami. Przez chwile stałam w ciszy oddychając hałaśliwie przez maskę. Strażnik przemieszczał się setki kilometrów nad ziemią. W niewielkim, prostokątnym oknie widać było czerń spadającego śniegu. Nagle milczenie przerwał zgrzyt. Maszyna zaczęła szybko przemieszczać się w dół. Straciłam równowagę i upadłam na podłogę. Oficer patrzył na mnie z lekkim zainteresowaniem, tak jak się patrzy na spadającą gwiazdę… Wreszcie Strażnik się zatrzymał a metalowe drzwi otworzył się z cichym trzaskiem. Żołnierze zerwali się z miejsc i celując w coś za moimi plecami zaczęli krzyczeć: „Stój! Jesteś aresztowany!” Wybiegli z pomieszczenia a następnie znowu do niego weszli trzymając, po obu, stronach za barki niskiego, krępego mężczyznę ubranego w brudny uniform. Robotnik milczał wpatrzony w jakiś punkt przed sobą. Żołnierze wciąż krzyczeli: „Gdzie jest twoje pozwolenie na wyjście. Pokaż nam swoją przepustkę!” Mężczyzna milczał wciąż wpatrzony w ten sam punkt na ścianie. Może zobaczył niewielką, niedomytą plamkę. Może zastanawiał się czy to przypadkiem nie krew.

Maszyna wstała i ruszyła w dalszą podróż po czarnośnieżnym niebie. Siedziałam na brudnej podłodze pomieszczenia patrząc na oprawców z dołu. Jakoś pasowała mi ta pozycja. Znowu zapadło milczenie, które rozszarpał oficer zwracając się do robotnika.

– Dlaczego chodziłeś bez zgody po ulicy? – Robotnik spojrzał na niego tępym wzrokiem.

– Moja córeczka… – Po tych słowach zamilkł, jakby już nigdy więcej nie miał zamiaru powiedzieć ani słowa. Po jakimś czasie z pomieszczenia na tyłach Strażnika wyszedł mężczyzna w grubych, okrągłych okularach. Podszedł do oficera i pokazał mu jakiś papier. Ten pokiwał głową i rozkazał: „sprzątanie”. Po tych słowach wszyscy żołnierze wstali, jeden złapał mnie za nadgarstek i zaciągną do pomieszczenia na tyłach potwora. Za nami weszli jego towarzysze oraz oficer z mężczyzną. Gdy wszyscy znaleźli się w pomieszczeniu zawalonym papierami i różnego rodzaju maszynami wypluwającymi nowe kartki, wielkie metalowe drzwi zamknęły się automatycznie. Po chwili w przyległym pomieszczeniu rozległ się przerażający szum i jeden ledwie dosłyszalny krzyk. Nawet nie uświadomiłam sobie co się dzieje, kiedy drzwi ponownie się otworzyły a w środku nie było już nawet śladu po robotniku.

IV

– Imię i nazwisko?

– Alicja Arancha.

– Miejsce i data urodzenia?

– Miasto Polaris, daty nie znam.

– Hmm… praca?

– Nie posiadam.

– Miejsce zamieszkania?

– Jednoosobowe mieszkanie przy ulicy Jaskółczej.

– Wykształcenie?

– Inżynier… – Niebieskoszare oczy spojrzały na mnie z wytężoną uwagą. – …rolnictwa. – Oczy znowu przykleiły się do kartki sprawdzając coś ważnego.

– Dlaczego wyszła pani dzisiaj na dwór?

– Skończyło mi się jedzenie.

– Hmm… Czy zna pani konsekwencje karne jakie mogą spotkać osoby nieupoważnione za przebywanie na zewnątrz?

– Tak.

– Hmm… – Za mężczyzną o niebieskoszarych oczach stała Maszyna Prawdy. Jej błyszcząca stal przyprawiała mnie o dreszcze. Niewielki młoteczek kołysał się to w prawo i w lewo.

– Dobrze, to tyle na dziś jest pani aresztowana do czasu wyjaśnienia pańskiej sprawy. – Z miejsca obok urzędnika wstał policjant i zaczął mnie prowadzić do celi, zanim wyszłam z pomieszczenia usłyszałam jak Niebiesko-szarooki mówi do siebie. „Chyba będziemy musieli użyć tej zabawki”.

W celi byłam na szczęście sama, jeszcze nie połapali rewolucjonistów, walczących ze starym porządkiem wychodząc z własnych domów. Patrzyłam przez okno. Śnieg przestał padać pozostawiając czarną pustkę. Wspominałam słowa spiskowca i zastanawiałam się czy ludzie będą słyszeć moje krzyki, kiedy zostanę podpięta do Maszyny Prawdy.

Nagle rozmyślania przerwał dźwięk bardzo regularnych kroków, które powoli zbliżały się do mojej celi. Zimny pot pojawił się na mojej skórze a ręce zaczęły drżeć. Czy to koniec, czy to koniec mojej historii? Nagle zapragnęłam żyć, żyć życiem, które za chwile zabiorą. Jednak w kręgu światła, rzucanym przez niewielką świecę nie pojawił się Niebieskoszarooki tylko Mechaniczny Człowiek. Mój Mechaniczny Człowiek. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom On żył, moje dziecko żyło. Niespodziewanie kraty mojej celi rozsunęły się a mój robot zaczął iść dalej. Nie myśląc za długo ruszyłam za nim. Nie wiedzieć, jak wyszłam z komisariatu policji.

Na dworze panowała nieprzenikniona ciemność rozświetlana jedynie światełkami oczów Człowieka. Ten ruszył w tylko sobie znanym kierunku. Przez jakiś czas tak szliśmy, dziecko i rodzic, kiedy stanęłam twarzą w twarz z Pająkiem. Zastygłam. Mech przez chwilę patrzył na mnie lufą miotacza ognia a potem odwrócił się i zaczął iść przed Człowiekiem, jakby torował mu drogę.

Nagle moje dziecko otworzyło mechaniczne usta a następnie zaczęło wyć dźwiękiem przypominającym syrenę strażacką. Na ulicę wypadły tysiące ludzi. Miałam wrażenie, że całe Polaris wyszło ze swoich bezpiecznych schronisk. Tłumy jak jeden mąż ruszyły za Pająkiem, Człowiekiem i mną w jakimś dziwnym pochodzie. Z tłumu zaczęły rozbrzmiewać krzyki, które zamieniły się w jedno, spójne skandowanie: „Re-wo-lu-cja, re-wo-lu-cja…”

Niebo rozświetliło się ostrym blaskiem. Pomyślałam, że to księżyc, jednak na niebie pojawił się ogromny, świecący aeroplan. Z chmur spadła drabina zrobiona ze sznurów. Nie wiedzieć czemu zaczęłam się po niej wspinać. Poczułam, że na samej górze czeka mnie prawdziwe, namacalne szczęście.  

Koniec

Komentarze

Przyznam, że zajrzałam z ciekawości, bo tego typu tekstu jeszcze nie miałam przyjemności czytać. Ogólnie historia jest bardzo ciekawa i należy Ci się bardzo duży plus (zwłaszcza) za opisy, których zwykle nie lubię, a już zwłaszcza gdy dominują tekst. U Ciebie wszystko jest przedstawione bardzo przejrzyście i czuję się jakbym tam była i zaglądała bohaterce przez ramię. Chciałabym tylko zwrócić Twoją uwagę na ten moment z przesłuchania. Piszesz, że bohaterka się boi, ale nic o tym nie świadczy. Może to tylko moje odczucie, ale to uczucie strachu nie wybrzmiewa w tekście i jeśli już bym się miała do czegoś przyczepić to właśnie do tego, że nie martwi mnie (jako czytelnika), że bohaterka wpadła w kłopoty, bo nie czuję, żeby ona faktycznie się bała… Chyba, że jest bardzo powściągliwa?? Nie wiem… Poddaję tylko pod rozwagę…

Z kolei przyjemność czytania naprawdę interesującej historii zaburzają błędy:

“Dlaczego rząd się jej nie akceptował?”

“Z głowy potwora, gdzie znajdował się kabina kierowcy”

“…od czasu do czasu zdążało się, że te metalowe kończyny zahaczały o jakiś budynek…”

“Do prawej strony kabiny był przymocowany miotacz ognia z rurom ciągnącą się do kanistra”

itd…

 

Odbierz to proszę, jako wskazówkę i próbę pomocy, a nie uszczypliwość ;*

Cześć,

 

przyznam, że nie przeczytałam całego tekstu, a tylko pierwszy akapit, ale już tutaj powitało mnie wiele błędów, co nie wróży niczego dobrego całej reszcie:

 

Zbudowałam człowieka. Zbudowałam człowieka z drewna, żelaza i kuł zębatych.

KÓŁ

 

Ma dwie ręce i nogi poruszające się w powolnym, mechanicznym tępię.

Tempie, bo o tempo Ci tutaj chodziło.

 

Posiada brzuch, w którym pracują żelazne wnętrzności i nakręcane serce. Jeśli wystarczająco długo pokręcę wajchą przymocowaną do pleców, jego usta się rozszerzą a z dziąseł wyjdą drewniane zęby.

Może lepiej wysuną się?

 

Świetliste oczy przesuwały się nieregularnie w prawo i w lewo.

Mieszasz czasy, przeskakujesz z przeszłego na teraźniejszy i odwrotnie.

 

Człowiek. Tylko mówić jeszcze nie potrafi, ale to się niedługo zmieni. Już go programuję. Potrafi przeliterować: „T-A-K” oraz „N-I-E” i bądźmy szczerzy, czy w życiu są potrzebne jakiekolwiek inne słowa?

 

Wiem, że to koncepcja na opowiadanie, no ale jednak w życiu są potrzebne inne słowa ;)

 

samo odnawialnym

razem

 

Dalej tylko przeskanowałam wzrokiem, sporo tam błędów, literówek i interpunkcja także kuleje. Niestety przeszkadza mi to mocno w odbiorze tekstu, ale nie poddawaj się i pisz dalej. Na przyszłość może Ci się przydać beta, gdzie betujący wyłapią wiele chochlików z tekstu

 

pozdrawiam

 

 

 

Bardzo dziękuję za komentarze. Poprawiłem już sugerowane błędy i mam nadzieję, że nie będę popełniać ich tak wiele w przyszłości. Jak chodzi o doczucia bohaterki, to miałem na celu stworzenie postaci, która nie odczuwa prawdziwych emocji tylko je imituje, jak robot. Dlatego w niektórych momentach może się wydawać, że bohaterka nie za bardzo przejmuje się zaistniałą sytuacją.

Przeczytaj raz jeszcze i spróbuj wyłapać czas zdarzeń, bo trochę się plącze teraźniejszość z przeszłością i kolejność. Przynajmniej ja poczułam się zagubiona.

Posiada brzuch (czas teraźniejszy), w którym pracują żelazne wnętrzności i nakręcane serce. Jeśli wystarczająco długo pokręcę wajchą przymocowaną do pleców, jego usta się rozszerzą a z dziąseł wysuną się drewniane zęby. Świetliste oczy przesuwały się (czas przeszły) nieregularnie w prawo i w lewo.

No, rybka albo akwarium, albo piszesz w czasie teraźniejszym, albo przeszłym.

 

– Ściga mnie Ochrona

Nawiązujesz do przedrewolucyjnej Rosji, a służby nazywały się wtedy Ochrana.

 

To jest całkiem fajny tekst, niestety zepsuty przez babolki i brak riserczu. I trochę za dużo tego, żeby zrobić porządną łapankę.

To, co mogę Ci zaproponować na przyszłość, to beta. O co dokładnie chodzi, dowiesz się tutaj. Skorzystaj, bo pomysły masz fajne, styl spod tych babolków też przebija się niezły, ale nad umiejętnościami językowo-gramatycznymi musisz naprawdę popracować.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Hej,

 

mam mieszane uczucia. Z jednej strony fajny klimacik rewolucji, steam punku i takiej trochę anyutopii. Z drugiej strony ta historia się dla mnie nie składa w logiczną całość, nie wiem za bardzo o czym to jest. Bo tło masz fajne, ale co tutaj się wydarza tak właściwie? Jest to jakiś urwany fragment, bez jasnego początku, rozwinięcia, zakończenia, po którym więcej mam w głowie pytań niż odpowiedzi. Poza tym bohaterowie są mi doskonale obojętni, nie wiem o co walczą i jaki sens mają ich działania.

No i dodatkowo, brak reserczu o czym wspominała wyżej Irka, niektóre rozwiązania są wręcz kuriozalne – bohaterka jest w stanie zbudować mechaniczny mózg na podstawie obserwacji mózgu w słoiku, stalowi giganci są tak wielcy, że ciśnienie powinno miażdżyć górne wartwy ich powłoki, a jej mechaniczny człowiek działa na węgiel, w zasadzie bez żadnego wytłumaczenia, w jaki sposób ten wegiel się spala, co uruchamia i jak ulatnia się dym. Steam punk też rządzi się swoimi prawami, nie można uzywać tak nieprawdopodobnych uproszczeń czy pomijać milczeniem pewne rozwiązania techniczne.

 

Pozdrawiam!

Che mi sento di morir

Borku, mogę docenić pomysł, ale opowiadanie zdało mi się szalenie chaotyczne, a opisane zdarzenia jeszcze ten chaos pogłębiają. Pokazałeś kilka fragmentów z życia Alicji, trochę jej przemyśleń i robota zbudowanego z żelaza, drewna i kół zębatych. No cóż, jeśli bohaterka miała pod ręką takie materiały, może i mogła stworzyć rzeczoną konstrukcję, ale nie zgadnę jak to się stało, że metalowa karta zostawiona przez rewolucjonistę, włożona do robota, działała.

Zastanawiam się też, kim był ów mężczyzna, który nawiedził Alicję i o którym nawet ona nic nie wiedziała – przemknął jak meteor, zostawił coś i odszedł w siną dal.

Ciekawi mnie także, skąd Alicja, skoro nie pracowała, miała pieniądze?

Wykonanie, co stwierdzam z ogromną przykrością, pozostawia bardzo wiele do życzenia. Mam nadzieję, Borku, żer Twoje przyszłe opowiadania będą znacznie ciekawsze i zdecydowanie lepiej napisane.

 

z dzią­seł wy­su­ną się drew­nia­ne zęby. Świe­tli­ste oczy prze­su­wa­ły się… → Nie brzmi to najlepiej. Mieszasz czasy.

 

Od­wró­cił głowę i spoj­rzał na mnie swo­imi błysz­czą­cy­mi śle­pia­mi. → Zbędny zaimek – czy spojrzałby cudzymi ślepiami?

 

Ro­zej­rza­łam się po swo­jej małej, ciem­nej iz­deb­ce… → Zbędny zaimek.

 

Szłam przez brud­ne ulice za­sta­na­wia­jąc nad… → Pewnie miało być: Szłam przez brud­ne ulice, za­sta­na­wia­jąc się nad

 

Czym wyżej w górę tym ci­śnie­nie… → Masło maślane – czy coś bywa wyżej w dół?

Proponuję: Im wyżej, tym ci­śnie­nie

 

takie isto­ty nie mo­gły­by nor­mal­nie funk­cjo­no­wać. Jed­nak teraz wi­dzia­łam isto­tę, która… → Czy to celowe powtórzenie?

 

Każde stąp­nię­cie Straż­ni­ka wy­wo­ły­wa­ło trzę­sie­nie ziemi, jakby apo­ka­lip­sa miała na­dejść w każ­dej chwi­li. → Jak wyżej.

 

Kiedy po­twór na­tra­fiał swoim sno­pem świa­ta… → Zbędny zaimek. Literówka.

 

od czasu do czasu zdarz­ło się, że te me­ta­lo­we koń­czy­ny za­ha­cza­ły… → iterówka. Zbędny zaimek.

 

wsta­wał i ru­szał do po­now­ne­go ob­cho­du mia­sta.

Kiedy trzę­sie­nie uci­chło, ru­szy­łam w dal­szą drogę. → Powtórzenie.

 

Wbite szyby śmia­ły się ze mnie swoją hip­no­ty­zu­ją­cą pust­ką. → Zbędny zaimek.

 

Wresz­cie do­szłam do celu mojej po­dró­ży… → Jak wyżej.

 

skła­dał swoje me­ta­lo­we od­nó­ża… → Jak wyżej.

 

Strza­ła, strzał, strzał. → Literówka?

 

znaj­do­wa­ły się drzwi ze zna­kiem „X” na­ma­lo­wa­nym krwa­wo­czer­wo­ną farbą. Drzwi były… → Powtórzenie.

 

Kil sie­dział na łóżku ubra­ny w po­dar­tą sku­rza­ną kurt­kę… → Kil sie­dział na łóżku ubra­ny w po­dar­tą skó­rza­ną kurt­kę

Sprawdź, co znaczy skurzana.

 

Wy­cią­gnę­łam z po­pla­mio­nej ole­jem kie­sze­ni plik bank­no­tów i po­ło­ży­łam go na za­gra­co­nym stole. → Zbędny zaimek.

 

Kil pod­szedł do mnie, dał mi worek… → Czy oba zaimki są konieczne?

Tu kończę wypisywanie zbędnych zaimków. Z zaimkozą w dalszej części tekstu, mam nadzieję, poradzisz sobie sam.

 

i objął non­sza­lanc­kim ru­chem w tali. → Na czym polega ruch w talii?

A może miało być: …i non­sza­lanc­kim ru­chem objął w tali.

 

Na po­nu­rym, sza­rym nie­bie świe­ci­ły się świa­tła. → Brzmi to fatalnie.

Może: Ponure szare niebo rozjaśniały światła.

 

Czło­wiek za­czął po­wo­li mówić, li­te­ra po li­te­rze. Z każ­dym ko­lej­nym dźwię­kiem dało się sły­szeć suchy trzask, jakby spra­wia­ło mu to wiele trud­no­ści: K-O-C-H…” → Czy dobrze rozumiem, że robot artykułował literę C?

 

Z jego ust znowu za­czę­ły do­bie­gać li­te­ry: → Z jego ust znowu za­czę­ły do­bie­gać głoski:

 

wy­so­ki męż­czy­zna w dłu­gich, ja­snych wło­sach za­cze­sa­nych do tyłu… → Ludzie zazwyczaj są w ubraniu, nie we włosach.

Proponuję: …wy­so­ki męż­czy­zna z długimi jasnymi włosami zaczesanymi do tyłu

 

Jego brą­zo­we oczy zer­ka­ły ner­wo­wo przez ramię. → Oczy nie zerkają, zerkać mógł mężczyzna.

 

Jego syl­wet­ka dzia­ła­ła jak ma­gnez. → Jego syl­wet­ka dzia­ła­ła jak ma­gnes.

Sprawdź czym jest magnez.

 

To nie moż­li­we→ To niemoż­li­we

 

Ci ban­dy­ci za­bi­li Ivana. Pa­mię­tasz Iwana? → Czy IvanIwan to ta sama osoba?

 

– Teraz to nie ważne… → – Teraz to nieważne

 

– Nie, nie wie­dzia­łem, ale jest po­dob­ny do mo­je­go syna. → Literówka.

 

przy­szedł po­li­cjant, do­kład­nie taki jak Pan… → …przy­szedł po­li­cjant, do­kład­nie taki jak pan

Formy grzecznościowe piszemy wielką literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

 

Bam, Bam, Bam.Bam, bam, bam.

Po przecinku nie stawiamy wielkiej litery.

 

Po­czu­łam, że jego odej­ście rów­na­ło­by się z utra­tą ja­kiejś cząst­ki sie­bie.Po­czu­łam, że jego odej­ście rów­na­ło­by się z utra­tą ja­kiejś cząst­ki mnie.

 

i nie zwra­ca­jąc uwagi na wszech­ogar­nia­ją­cy brud, za­snął. → …i nie zwra­ca­jąc uwagi na wszechobecny brud, za­snął.

 

Opar­łam się na ręce i obej­rza­łam się męt­nym wzro­kiem po miesz­ka­niu. → Można obejrzeć się w lustrze, ale nie można obejrzeć się po mieszkaniu.

Proponuję: Opar­łam się na ręce i męt­nym wzro­kiem spojrzałam na miesz­ka­nie/ rozejrzałam się po mieszkaniu.

 

Wciąż po­wta­rzał: „Ko­cham cię, Ko­cham cię, Ko­cham cię…” → Wciąż po­wta­rzał: „Ko­cham cię, ko­cham cię, ko­cham cię…”

 

już się kła­dłam, kiedy obu­dził się Męż­czy­zna. → Dlaczego wielka litera?

 

pa­trząc na mnie sze­ro­ko roz­sze­rzo­ny­mi ocza­mi. → Brzmi to fatalnie.

Proponuję: …pa­trząc na mnie sze­ro­ko otwartymi ocza­mi.

 

Nagle męż­czy­zna za­py­tał się ci­chym, drżą­cym gło­sem.Nagle męż­czy­zna za­py­tał ci­chym, drżą­cym gło­sem.

Nie pytał siebie, zadał pytanie Alicji.

 

– Czy wiesz co do jest „kom­pu­ter” – Za­sko­czy­ło mnie to py­ta­nie. → Skoro zadał pytanie, powinien być pytajnik. Narracji nie zapisujemy jak didaskaliów. Winno być:

– Czy wiesz co do jest „kom­pu­ter”?

Za­sko­czy­ło mnie to py­ta­nie.

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać dialogi.

 

U nas tak ma­szyn nie ma… → Pewnie miało być: U nas takich ma­szyn nie ma

 

– Chciał­bym, żebyś prze­cho­wa­ła dla mnie kartę… → – Chciał­bym, żebyś prze­cho­wa­ła dla mnie kartę

 

Spoj­rza­łam na swo­je­go ro­bo­ta i do­sta­łam olśnie­nia. → Pewnie miało być: Spoj­rza­łam na ro­bo­ta i doznałam olśnie­nia.

 

jed­nak Mózg nie po­tra­fił sa­mo­dziel­nie się uczyć… → Dlaczego wielka litera?

 

Przez długi od­su­wa­łam od sie­bie myśl… → Czy Alicja miała jakieś długi? A może miało być: Przez długi czas od­su­wa­łam od sie­bie myśl

 

kiedy miną szó­sty mie­siąc… → Literówka.

 

ciel­sko upa­dło z gło­śnym na zie­mię hu­kiem… → …ciel­sko z głośnym hukiem upa­dło na zie­mię

 

z środ­ka wy­pa­dli straż­ni­cy… → …ze środ­ka wy­pa­dli straż­ni­cy

 

Stra­ci­łam rów­no­wa­gę i upa­dłam na zie­mię. → Rzecz dzieje się we wnętrzu, gdzie chyba nie było ziemi.

Proponuję: Stra­ci­łam rów­no­wa­gę i upa­dłam na podłogę.

 

Wresz­cie Straż­nik się za­trzy­ma a me­ta­lo­we drzwi… → Pewnie miało być: Wresz­cie Straż­nik się za­trzy­mał, a me­ta­lo­we drzwi

 

ten sam punkt na ścia­nie. Może zo­ba­czył nie­wiel­ką, nie­do­my­tą plam­kę na ścia­nie. → Powtórzenie.

 

ru­szy­ła w dal­szą po­dróż po czar­no-śnież­nym niebo. → …ru­szy­ła w dal­szą po­dróż po czar­nośnież­nym niebie.

 

– Ali­cja Aran­cha → Brak kropki.

 

– Miej­sce i data uro­dze­nia. → Zamiast kropki powinien być pytajnik.

 

Za męż­czy­zną o nie­bie­sko-sza­rych oczach… → Za męż­czy­zną o nie­bie­skosza­rych oczach

 

usły­sza­łam jak Nie­bie­sko-sza­ro­oki mówi do sie­bie. → …usły­sza­łam jak Nie­bie­skosza­ro­oki mówi do sie­bie.

 

Czy to ko­niec czy to ko­niec mojej hi­sto­rii? → Czy to celowe powtórzenie?

 

nie po­ja­wił się Nie­bie­sko-sza­ro­oki… → …nie po­ja­wił się Nie­bie­skosza­ro­oki

 

roz­świe­tla­na je­dy­nie świa­teł­ka­mi oczów Czło­wie­ka. → Brzmi to fatalnie.

Proponuję: …rozjaśniana je­dy­nie świa­teł­ka­mi oczu Czło­wie­ka.

 

Mia­łam się wra­że­nie, że całe Po­la­ris→ Mia­łam wra­że­nie, że całe Po­la­ris

 

„Re-wo-lu-cja, Re-wo-lu-cja…” → „Re-wo-lu-cja, re-wo-lu-cja…”

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

 człowieka z drewna, żelaza i kół zębatych

W zasadzie nie budujemy z żelaza, a ze stali. Żelazo to pierwiastek, w stanie czystym za miękki do budowania. Kiedyś miałam być chemikiem :)

Możecie powiedzieć, że nie jest to człowiek, jednak co go definiuje?

Szyk: Możecie powiedzieć, że to nie jest człowiek. Konstrukcja angielskawa, ale ujdzie, gorzej, że zastosowałeś słowo "definiuje" w angielskim znaczeniu "określa". Poza tym – czy określanym jest tu człowiek jako taki, czy człowiek – dzieło narratorki?

poruszające się w powolnym

Aliteracja.

Posiada brzuch

Uch, jak te słowa się gryzą…

jego usta się rozszerzą a z dziąseł wysunął się drewniane zęby

Usta mu się otworzą, a z dziąseł wysuną się drewniane zęby. "Wysunął" znaczy, że był jakiś jeden i on się już wysunął.

Świetliste oczy przesuwały się nieregularnie w prawo i w lewo

Czemu zmieniasz czas? I co to znaczy, że oczy się przesuwały?

Potrafi przeliterować: „T-A-K” oraz „N-I-E” i bądźmy szczerzy, czy w życiu są potrzebne jakiekolwiek inne słowa?

Potrafi przeliterować: „T-A-K” oraz „N-I-E” – bądźmy szczerzy, czy w życiu są potrzebne jakieś inne słowa?

Świeciła w nich jakaś niezwykła świadomość

Dlaczego niezwykła?

Jednak jego oczy zgasły a żelazne serce przestało bić.

Dlaczego "jednak"? Czemu to przeciwstawiasz? Przed "a" przecinek.

był napędzanych

Literówka.

miniaturowym silnikiem parowym

Niewiarygodne z punktu widzenia fizyki, ale jest tu pewna umowność, więc może być. Ale niektórzy się na tym potkną i potłuką.

Niestety nie znalazłam jeszcze sposobu, aby

Niestety, nie znalazłam jeszcze sposobu, by.

samoodnawialnym źródłem energii

Czyli jakim, magicznym? Lubię gaslamp fantasy, ale byłoby miło to wyjaśnić.

kurzem

Ten kurz tak tam leży w zaspach?

Uciskane masy robotnicze powstały w zbrojnej rebelii, aby sprzeciwić się chciwej burżuazji czy coś w tym stylu.

Hmm. Uciskane masy robotnicze powstały zbrojnie przeciwko chciwej burżuazji, czy coś w tym stylu. W sumie zdanie przekazuje tyle, że narratorkę to wszystko mało obchodzi, ale widzę, że tak miało być.

Nie za bardzo wiedziałam o co chodzi

Nie za bardzo wiedziałam, o co chodzi.

Dlaczego rząd jej nie akceptował?

Co to znaczy?

Szłam przez brudne ulice zastanawiając się nad

Szłam brudnymi ulicami, zastanawiając się nad.

Walczyć czy uciekać?

Z kim miałaby walczyć? Wydawało mi się, że ulice są puste?

Ściany były tak blisko siebie, że miałam wrażenie, że za chwilę mnie zmiażdżą zmieniając w kolejnego rozgniecionego trupa, jakich wiele na ulicach Polaris.

Hmmm. Skróciłabym to, zintensyfikowała.

Na niebie wyłoniła się sylwetka

Wyłonić się musiała skądś. Z mgły? Czemu nie. Ale musisz to zaznaczyć.

lało się oślepiająco jasne światło, które poruszało się we wszystkich kierunkach

Mieszasz metafory.

czerech, absurdalnie długich

Przecinek zbędny, i dlaczego nogi były absurdalnie długie?

Pamiętam jak kiedyś

Pamiętam, jak kiedyś.

Im wyżej, tym ciśnienie robiło się coraz silniejsze, więc takie stworzenia nie mogłyby normalnie funkcjonować.

Akurat ciśnienie z wysokością spada. I nie wyjaśniasz, dlaczego to wpływa na funkcjonowanie gigantów. Ale pomijając fizykę, powinno być: Im wyżej, tym ciśnienie robi się większe; bo a) kiedy mówisz o ogólnych prawidłowościach, czas powinien być teraźniejszy i b) konstrukcja "im xiej, tym ziej" nie potrzebuje podpierania "coraz". To masło maślane.

Jednak teraz widziałam istotę, która wyraźnie, wręcz majestatycznie, zaprzecza tej zasadzie.

Dlaczego "majestatycznie"? Przed chwilą Strażnik wydawał jej się absurdalny? "Zaprzecza zasadzie" aliteruje i jakoś jeszcze mnie uwiera.

Każde stąpnięcie Strażnika wywoływało trzęsienie ziemi.

A co z domami? Nie walą się?

zginał żelazne kolana, tak że

Zginał żelazne kolana tak, że.

Oczywiście od czasu do czasu zdarzało się, że metalowe kończyny zahaczały o jakiś budynek

Oczywiście, od czasu do czasu zdarzało się, że metalowe kończyny zahaczyły o jakiś budynek.

ruszał do ponownego obchodu miasta

Ruszał na obchód. Ale nie ponowny, bo to by znaczyło, że już zrobił jedno kółko, a tu wyraźnie obchód przerwał dla wykonania czynności służbowych.

szyby śmiały się ze swoją hipnotyzującą pustką

Dlaczego śmiały się "z pustką"? Nie rozumiem.

jeśli ktoś włamie się do jednego z tych opuszczonych sklepów to nigdy z niego nie wyjdzie

Jeśli ktoś się włamie do jednego z tych opuszczonych sklepów, to nigdy z niego nie wyjdzie.

nieodziane manekiny

Hmmm.

skrzyżowaniu dwóch ulic

Zwykle krzyżują się dwie ulice. Nie trzeba tego zaznaczać.

relikt z dawnych czasów

"Z" wyrzuć.

czekając cierpliwie aż ktoś się nim zajmie

Czekając cierpliwie, aż ktoś się nim zajmie.

Wreszcie doszłam do celu podróży

Skracalne.

stał orator i wołał.

Tu powinien być dwukropek, nie jestem też pewna, czy "orator" pasuje stylistycznie. Trochę za biały, gładki i rzymski do tego świata.

Proletariusze wszystkich krajów łączcie się!

Wołacz oddzielamy przecinkiem: Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!

Nie damy się wykorzystywać przez zachłanną burżuazję!

Nie damy się wykorzystywać zachłannej burżuazji!

przerwały mu powolne uderzenia

Uderzenia? Abstrakcyjne, opisz dźwięk.

fascynująco-przerażające

Hmmm. Sama nie wiem.

urządzenie masowej destrukcji

Kalka z angielskiego.

silnej, metalowej podstawy

Podstawa absolutnie nie może być silna. Może być: mocna, solidna.

w wolnym, monotonnym rytmie

Raczej powolnym, ale wyjdzie aliteracja. Hmm.

stanowisko zrobione ze szkła, w którym pilotował żołnierz

Poplątało się to trochę. Poziomy abstrakcji! Może: szklana kopuła, stanowisko pilota?

Kiedy pająk musiał przebyć dużą odległość składał metalowe odnóża i poruszał się po tramwajowych szynach.

Kiedy pająk musiał przebyć dużą odległość, składał odnóża i poruszał się po tramwajowych szynach. Tam wszędzie są szyny? Swoją drogą, widzę jeszcze trzy słabe punkty tej konstrukcji (nogi do przetrącenia, zbiornik do przebicia, szklana kabina pilota) – rebelianci ich nie wykorzystują?

Zebrani robotnicy przez chwilę patrzyli w osłupieniu na to monstrum a następnie zaczęli uciekać na złamanie karku.

Tu za dużo tłumaczysz i psuje się rytm. Uwierz w czytelnika: Zebrani robotnicy przez chwilę patrzyli w osłupieniu, potem zaczęli uciekać na złamanie karku. Ale to jest jeszcze skracalne.

Jednak było już za późno.

Komentarz zbędny. Bez niego wychodzi mocniej.

rozlał się po całej uliczce ogromną falą zniszczenia

Hmm.

Pomimo, że schowałam się w opuszczonym tramwaju, poczułam ciepło lecące z ulicy.

Lecące? Wyobraź sobie, że jesteś w metalowym zbiorniku, który się nagrzewa z zewnątrz. "Pomimo, że" jest śmiesznie wysokie, ja zwykle wolę "chociaż".

które biegały jak kurczaki z uciętymi głowami

Angielski idiom, ale jako metafora się sprawdza. Uważaj tylko, żeby Twoja bohaterka nie wyszła na bardziej obojętną, niż zamierzałeś.

Po piętnastu minutach wszystkie dźwięki ucichły a maszyna powlekła się w dalszą drogę.

Zdania podrzędne rozdzielaj przecinkami.

Zakrywając nos dłonią wbiegłam na piąte piętro

Jak wyżej.

Kil siedział na łóżku ubrany

Kil siedział na łóżku, ubrany.

Jego zielone oczy patrzyły na mnie bez najmniejszego zdziwienia

Nie dawaj oczom autonomii.

To co zwykle?

To, co zwykle?

lniany worek

Len jest drogi i dość luksusowy. Płótno workowe robi się raczej z juty, może konopi.

A co byś zrobiła gdybym powiedział, że oczekuje innej zapłaty?

 A co byś zrobiła, gdybym powiedział, że oczekuję innej zapłaty?

Tak naprawdę nie znałam jego prawdziwego imienia.

Hmm. Czy to jest miejsce na tę informację…?

Płatki przyczepiały się czarną sadzą

To nie jest sensowna metafora. https://wsjp.pl/haslo/podglad/56614/sadza

Pomimo ochrony pył wciąż przedostawał się do oczu

Mimo ochrony pył dostawał się do oczu. Pył? Nie śnieg?

Szłam jak po omacku mając nadzieję

Szłam po omacku, z nadzieją, że.

Czarne Burze były idealnym momentem, aby zwykli obywatele wyszli na ulice nie bojąc się o własne życie.

Nie po polsku. W czasie Czarnej Burzy zwykły obywatel mógł wyjść na ulicę bez strachu o własne życie.

Pomimo problemów z wizją zobaczyłam niezwykły widok.

Zupełnie nie po polsku. W ogóle bym wycięła, bo nic nie wnosi – lepiej od razu pokazać tę niezwykłość.

Kochankowi przechadzali się

Literówka.

kupić niezbędne zapasy

Zapasy można zrobić, nie kupić.

Ilość spadającego śniegu zaczynała się zmniejszać

Sztywne, nienaturalne. Może: Śnieg padał coraz rzadziej?

zniknęli również wszyscy mieszkańcy Polaris

"Również" wycięłabym.

Nagle opustoszałe ulice miasta stworzyły jakiś niepokojąco-fantastyczny obraz

Hmmm.

obraz złożony

Czy obraz jest z czegoś złożony?

Ponure szare niebo

Ponure, szare niebo.

Nie były to gwiazdy tylko niezwykle wysokie wieżowce podtrzymywane przez żelazno-drewniane nogi.

Nie były to gwiazdy, tylko niezwykle wysokie wieżowce, podtrzymywane przez żelazno-drewniane nogi. Wieżowce same nie świecą, i są raczej ciemne na tle nieba, choć oczywiście mogą mieć jakieś światła.

mieszkała burżuazja urządzając bale i bankiety

Tak ciągle? Mieszkała burżuazja i urządzała bale i bankiety.

Ciekawe, gdzie czaił się mechaniczny minotaur…

Opisujesz fantazję bohaterki w czasie teraźniejszym, więc nie wychodź z niego, dopóki nie zaczniesz opisywać innych rzeczy: Ciekawe, gdzie się czai mechaniczny minotaur…

kroku, aby uniknąć wzroku

Rym. Ale w ogóle lepiej będzie: spojrzeń.

zaczął powoli mówić

Powoli zaczął, czy powoli mówić?

jakby sprawiało mu to wiele trudności

Ale co to ma do trzasku? Wycięłabym w ogóle, ten trzask jest fajny, obrazowy, a komentarz odwraca od niego uwagę.

Miałam wrażenie jakbym uczyła mówić dziecko

Miałam wrażenie, że uczę mówić dziecko.

Robotowi przerwał człowiek, który dobijał się zapamiętale do drzwi.

Hmmm. Dobijanie się jest rozciągnięte w czasie, a tu powinien być nagły początek. W końcu gość ją zaskoczył.

Przestraszona przykryłam

Aliteracja.

W bębenku znajdowały się dwa naboje.

Były. Nie przesadzajmy.

ubrany długie

Zjadłeś "w".

szczęśliwe wspomnienie

Szczęśliwy jest człowiek, ale nie wspomnienie.

To było nie do pomyślenia.

Potknęłam się.

Wydawało mi się, że już dawno pozbyłam się ze życia tego uczucia.

Z życia. Ale w sumie – nie wiem, czy to zdanie jest potrzebne.

Próbowałam przypomnieć kim jest ten mężczyzna

Próbowałam sobie przypomnieć, kim jest ten mężczyzna.

jednak przez pamięć przechodziły tylko zamglone obrazy

Hmmm.

Kiedy mnie zobaczył na jego twarzy pojawił się promienny uśmiech.

Kiedy mnie zobaczył, na jego twarzy pojawił się promienny uśmiech.

Alicja pomóż mi!

Alicja, pomóż mi!

Proszę zrób to dla mnie

Proszę, zrób to dla mnie.

Byłam tak oszołomiona szybką, nieskładną wypowiedzią, że kiwnęłam głową.

To do nowej linijki. Zwrot jest faktycznie bardzo nagły, ale wypowiedzi nie nazwałabym nieskładną (facet jasno i gramatycznie wykłada swoją prośbę).

Na jego twarzy pojawił się wyraz ulgi.

Przed chwilą się uśmiechał. Mógł się uśmiechać sztucznie, a teraz odetchnąć, ale tak czy owak – pokaż to.

Ukradkiem schowałam rewolwer do najgłębszej kieszeni spodni. Jego sylwetka działała jak magnes.

Sylwetka rewolweru? Trzymanie broni w kieszeni może się nieprzyjemnie skończyć.

Przez chwilę nasze spojrzenia się spotkały a moje serce zaczęło bić mocniej

Eeej, było fajnie, a tu nagle romansidło dla pensjonarek. Foch. Rozdzielaj zdania podrzędne.

to musiała być zwyczajna aberracja, które przeżywało ciało z powodu niespodziewanej sytuacji.

Co to-to ma być? To zdanie jest bez sensu, i brzydkie do tego.

Żeby rozwiać przygniatająca ciszę zapytałam.

Mieszana metafora. To jest wtedy, kiedy cisza przygniata, więc jest czymś ciężkim, solidnym jak kowadło, a jednocześnie się rozwiewa, więc jest czymś lekkim i efemerycznym, jak chmurka. Mieszana metafora powoduje napięcie, które rozładowuje śmiech pusty.

– Kto cię gonił.

Towarzystwo Przyjaciół Pytajników. No, doprawdy. Następne zdanie do nowej linijki.

chorobliwego ognia

A jest zdrowy ogień?

Ściga mnie Ochrona, tajna policja działająca na rozkazy burżuazji.

Maid-and-butler dialogue. To trochę tak, jakbyś tłumaczył koledze z pracy, że wasz szef nazywa się Zbigniew i od roku nie daje premii – sztuczne i mocno zwraca na siebie uwagę. Niektórzy zalecają przekazywać takie informacje przez kłótnie bohaterów, co może być nawet odpowiednie tutaj (Alicja mogłaby czegoś odmówić, on mógłby się wściec i wykrzyczeć, co mu leży na wątrobie), choć nie wszędzie. Ponadto – burżuazja to nie konkretny byt.

Ivana. Pamiętasz Iwana

To jak on ma w końcu na imię? Lepiej przez "w", this is not America.

Złamała mu wszystkie kości palców

Mało naturalne. Zresztą opis tortur jest w ogóle nie na miejscu – choć gdyby mówiący był wściekły i dyszał tą wściekłością, mógłby być.

roztrzaskiwać kolejne części ciała

Ludzie zwykle nie są z porcelany. Roztrzaskać się mogą tylko przy upadku z dużej wysokości.

Akurat znajdowałem się niedaleko. Słyszałem jego krzyki.

Dobrze, teraz już Ci nie wierzę. Torturowali faceta na ulicy i nie przeszkadzało im, że ktoś przechodzi obok? Względnie torturowali go w siedzibie firmy, a drugi tak po prostu przechodził? Z tragarzami? A jeśli jest wtyką, to właśnie się wygadał.

nie ważne

Łącznie. Z wcześniejszej wypowiedzi wynika, że chyba ważne, ale może mamy do czynienia z psychopatą.

Rewolucja zwycięży a ja będę mógł zobaczyć wystarczająco dużo krwi tych potworów.

Nienaturalne. Brak przecinka. Wystarczająco dużo krwi, żeby?

w drzwi do mieszkania obok

W drzwi mieszkania obok.

zapytał.

Tu dwukropek, to jest didascale.

nie wiedziałem

Literówka.

– Policjanci nic nie odpowiedzieli.

To od nowej linijki i bez myślnika. Nie odpowiedzieli na jawną niesubordynację?

wywarzyć

Zupa z drzwi, mniam. Drzwi się wyważa.

Zamek był zardzewiały, łatwo mógł się złamać odsłaniając mnie i mojego tajemniczego towarzysza.

Zamek – czy rygiel? (Zardzewiały by się nie przesuwał…). Zresztą złamałaby się i tak zasuwa, a to solidny kawał stali. No, i zamek niczego nie odsłania. A imiesłów nie wyraża przyczynowości. Zdanie do kapitałki.

walenie ustało a na korytarzu

Walenie ustało, a na korytarzu.

Drugi burknął potwierdzająco.

Nieładnie to brzmi, zwłaszcza, że zaraz masz drugi imiesłów.

Usłyszałam oddalające się kroki a następnie głuchą ciszę.

 Usłyszałam oddalające się kroki, a potem głuchą ciszę. Nie przesadzaj z książkowymi słowami.

szarej egzystencji pozbawionej spiskowców

Ona chce tych spiskowców? Czy to ironia?

kto wie czego

Kto wie, czego.

Dziękuję Alicjo

Dziękuję, Alicjo.

Jeśliby mnie złapali, nie chcę wiedzieć, co by zrobili.

Strasznie nienaturalne te dialogi. Gramatyczniej byłoby: Nie chcę wiedzieć, co by zrobili, gdyby mnie złapali. Ale i tak nienaturalne.

Mam do ciebie jeszcze jedną prośbę czy mogłabyś mnie przenocować?

Mam do ciebie jeszcze jedną prośbę: czy mogłabyś mnie przenocować?

Te dranie spalili moje mieszkanie.

Ci dranie. Rym.

Już chciałam kategorycznie zaprzeczyć.

Dlaczego ona chce zaprzeczać, że spalili mu mieszkanie? Dlaczego mu nie wierzy?

Wyrzucić go z mojego mieszkania i życia

Czemu, skoro wspomnienia z nim związane są wyraźnie miłe?

jednak jakieś nagłe, niespodziewanie uczucie szarpnęło moim sercem

Zapewniam, że kobiety nie myślą w ten sposób.

odejście równałoby się z utratą

Równałoby się utracie. Dobra, ona go nawet nie pamięta. Amnezja?

zaczął nią silnie potrząść

… co? Zaczął potrząsać, ale to jest zupełnie z sufitu.

Kiedy skończył, położył się na boku i nie zwracając uwagi na wszechobecny brud, zasnął. Uznałam, że nie ma się co zastanawiać. Zwinęłam się w kłębek i również usnęłam.

I w tej chwili moje zawieszenie niewiary poszło na grzyby. Co tam, przyszedł wariat i się pcha z łapami, to se klapnę koło niego, chociaż nawet nie wiem, kto zacz. Jaaasne.

Oparłam się na ręce i, mętnym wzrokiem, spojrzałam na mieszkanie.

Oparłam się na ręku. "Mętnym" nazywamy spojrzenie kogoś innego, z perspektywy pierwszej osoby to mogą być mroczki, mgiełka na oczach, coś w tym stylu. Rym: zdanie – mieszkanie. Po mieszkaniu można się rozejrzeć, ale spojrzeć?

spał przewracając się

Spał, przewracając się.

koca. Zdziwiona i zaciekawiona podniosłam narzutę

Narzuta i koc to nie to samo. Nie musisz mi tłumaczyć uczuć bohaterki, kiedy są oczywiste.

świeciły się niepokojącą świadomością

Bez "się".

usta poruszały się w górę i w dół

Czyli?

Przypominał głos syreny, która przyzywała żeglarzy, aby rozbili się na skałach.

Przyzywa.

Ogarnął mnie dobrze znany, lepki strach.

Opis w porządku, ale czego ona się boi?

mechaniczny głos zaczął zwalniać

Czy głos może zwalniać?

wreszcie w mieszkaniu zapadła głucha cisza

Wiemy, gdzie, nie tłumacz.

Odetchnęłam z ulgą i schowałam robota pod koc i już się kładłam

Rozkompresuj. To zdanie jest strasznie pospieszne.

Przez chwilę patrzył mętnie w pustkę a następnie zapytał.

Przez chwilę patrzył mętnie w pustkę, a następnie zapytał:

znowu się odezwał tym razem

Znowu się odezwał, tym razem.

dopóki Oni nie zawisnął

Nie ZAWISNĄ.

Przecież widzisz jaka jest nasza sytuacja.

Przecież widzisz, jaka jest nasza sytuacja. Hmm.

Zerwał się na równe nogi patrząc na mnie szeroko otwartymi oczami.

Zerwał się na równe nogi, patrząc na mnie szeroko otwartymi oczami.

spojrzał na mnie dziwnym, wesoło-smutnym wzrokiem

Nie spogląda się wzrokiem. Opisz to spojrzenie.

Miałam ochotę wrzeszczeć na ciało, że nie powinno się tak zachowywać, że powinno być zimnym kawałkiem mięsa.

Dlaczego niby?

Czy wiesz co do jest „komputer”

Czy wiesz, co to jest „komputer”? Dialog jest źle sformatowany, mylący. Poradnik: https://fantazmaty.pl/pisz/poradniki/jak-zapisywac-dialogi/ bardzo Ci się przyda.

„Komputer” to maszyna liczbowa

Tylko maszyna Turinga może być nazwana "liczbową". Komputer to maszyna licząca.

pozwala ci obliczać niezwykle skomplikowane działania

Nie oblicza się działań, tylko ich wyniki.

Potrafi ona wykonywać jeszcze wiele innych rzeczy, jednak jej główną funkcją jest dawanie wyników.

Bardzo nienaturalne, zresztą nieprawdziwe – komputer umie tylko liczyć: Potrafi robić jeszcze wiele innych rzeczy, ale przede wszystkim oblicza.

większość znajduje się na zachodzie

"Znajduje się" jest zbyt książkowe.

Komputer potrzebuje odpowiednich, metalowych kart. Jeśli włożysz taką do środka, maszyna odpowie ci na pytanie, które się na niej znajduje.

Przeformułowałabym to w ogóle. Zresztą, karty perforowane były z tektury. Znasz to opowiadanie: https://www.tor.com/2013/09/11/the-lady-astronaut-of-mars/ ? Śliczne jest.

W tym momencie

Zbędne.

Na tej karcie znajduje się pytanie, choć bardziej rozkaz. „Odpowiedz mi na pytanie: „jak można zmienić Historię?””

Nie wdając się w dyskusje o erotetyce (nie mylić z erotyką), rozwlekasz: Na tej karcie znajduje się pytanie „jak można zmienić Historię?”. Pytanie zresztą jest mało sensowne. Co to znaczy "zmienić historię"? W porównaniu z czym? I to nie jest pytanie, na które można dać odpowiedź za pomocą obliczeń.

Komputery posiadają ogromną wiedzę,

Po pierwsze, to nieprawda, a po drugie, on o tym wie, bo właśnie powiedział, ze komputery są do obliczeń. "Posiadać wiedzę" to nienaturalne, brzydkie, sztuczne i pretensjonalne sformułowanie, którego nie cierpię, jak się zapewne zorientowałeś. Ogniem i siarką to-to wypalić.

Jeśli mi się uda Rewolucja zostanie uratowana a świat opuszczą krwawi kapitaliści.

Dobra. Facet jest naprawdę taki naiwny, czy to jednak na poważnie? Brakuje przecinków, szyk trochę nie teges.

Byłam zszokowana tym wyznaniem, nie wiedziałam, co o tym myśleć.

Ja też, ale pokazałabym to w dialogu.

– Chciałbym, żebyś przechowała dla mnie tę kartę, nie mam dużo czasu, muszę iść.

Dlaczego? Po pierwsze, on ją ma dostarczyć. Rozumiem, że musi się przyczaić i kartę schować, ale nie musi wciągać do siatki kogoś, o kim nie wie, czy go nie wyda. A nawet, jeśli ufa Alicji (chyba ufa), to jest możliwość, że tamci ją złapią i będą męczyć. Nie wygada się, jeśli nie wie. Podstawy roboty wywiadowczej.

Po tych słowach tak po prostu wstał i wyszedł z mojego mieszkania zostawiając mnie z huraganem pytań w głowie.

Purpurowe, nienaturalne.

kończyny wciąż poruszały się w powietrzu, jak ryba wyrzucona na suchy ląd

Czym kończyny przypominają rybę i dlaczego gramatyka ma znaczenie?

Pozostawało tylko, aby mówił „mamusiu boli mnie kolanko”.

Brakowało tylko skarg "mamusiu, boli mnie kolanko".

Jednak patrzyłam na niego z dziwną mieszaniną obrzydzenia i obojętność.

Obojętności.

Jeśli obetniesz liny przestanie żyć.

Jeśli obetniesz liny, przestanie żyć. Jak może przestać żyć, skoro nie żyje?

tajemniczo-znajomego

Hmm. I co ma robot do Spiskowca? Pewnie coś ma…

Ciekawe czy brał udział

Ciekawe, czy brał udział.

Ciekawe czy spodziewał się

Ciekawe, czy się spodziewał.

błyszczącą świadomością

Wiem, że to motyw, i on nie jest nowy, ale… hmm.

kołatało mi w głowie

Idiom: kołatało mi się po głowie.

Czarny śnieg padał już codziennie, jednak nikt nie wychodził z domów.

"Jednak" zamieniłabym na neutralne "ale".

zaczęli wylewać swoje ścieki do rzeki Arka

Rym. Dokąd je wylewali wcześniej?

Szłam w specjalnie skonstruowanej masce gazowej z filtrem

Hmmm. Filtr jest typowy.

Ledwo mogłam oddychać a pobudzone strachem serce nie pomagało

Anglicyzm. Brak przecinka.

Skończył mi się zapas węgla a Mechaniczny Człowiek pożerał coraz więcej i więcej surowca.

Skończył mi się zapas węgla, a Mechaniczny Człowiek pożerał coraz więcej i więcej paliwa. Surowiec to to, z czego się buduje, a paliwo się spala.

Raport z językowego frontu walki o Polskę.

Obcięło mi komentarz. Końcówka:

jednak mogłam dobrze się przyjrzeć ludzkiemu mózgowi

Niezbyt zgrabne. Poza tym odtworzenie mózgu na takiej podstawie jest nie fantastyczne, a zupełnie bez sensu.

Jeden z profesorów w Akademii miał dziwne przyzwyczajenie.

Może jednak: zwyczaj.

wyrzucał z klasy każdego kto spróbował go ruszyć

 Wyrzucał z klasy każdego, kto spróbował go ruszyć. Czemu mieliby go ruszać?

Zgadnijcie kto

Zgadnijcie, kto.

Nie wiedziałam co to znaczy

Nie wiedziałam, co to znaczy.

Jego wygląd był normalny

Anglicyzm. Wyglądał normalnie.

jednak z jakiegoś powodu nie mogłam na niego patrzeć

Ale ja z jakiegoś powodu nie mogłam na niego patrzeć. I co w związku z tym? Profesor jeszcze się pojawi?

słuchałam jego wykładów przyglądając

 Słuchałam jego wykładów, przyglądając.

Zastanawiając się co zrobić pomyślałam

Zastanawiając się, co zrobić, pomyślałam.

kiedy minął szósty miesiąc od momentu naszego spotkania coś we mnie pękło i włożyłam kartę do mózgu robota

Kiedy minął szósty miesiąc od naszego spotkania, coś we mnie pękło i włożyłam kartę do mózgu robota. Była, oczywiście, kompatybilna.

Zanim zdążyłam zareagować i schować w śmierdzącym zaułku

Skracalne.

Nogi tego potwora

"Tego" zbędne.

Wreszcie jego cielsko z głośnym hukiem upadło

Tnij zaimki. Ona naprawdę nie miała czasu zwiać?

w głąby brzucha

Literówka.

duża, przestronna

Wystarczy jedno.

Siedzieli na nich żołnierze polerując ukochane karabiny.

Brak przecinka. Terry Pratchett pozbawił mnie zdolności czytania zdań o polerowaniu broni bez prychnięcia.

Na najwyższym siedzeniu obitym skórą znajdował się oficer z dużą srebrną gwiazdą na piersi.

Siedział, nie znajdował się. Nie na siedzeniu, a zapewne na fotelu. I najwyższym – w jaki sposób?

Patrzył na mnie przerażająco zimnymi, niebieskimi oczami.

Źle się parsuje. Oczy mają 36,6 stopni C.

Przez chwile stałam w ciszy oddychając hałaśliwie przez maskę.

Chwilę. Opisz to trochę.

setki kilometrów nad ziemią

Czyli nożyska miał jak z Gdańska do Warszawy? (ponad 300 km) A głowę w kosmosie, bo to już jest poza atmosferą, skoro ma być Ziemia. Kilometry, tak w ogóle, są związane z konkretnym wydarzeniem historycznym. Jeśli tu go nie było, nie ma prawa być kilometrów.

niewielkim, prostokątnym oknie

Bez przecinka.

Maszyna zaczęła szybko przemieszczać się w dół.

Kliniczne.

Strażnik się zatrzymał a metalowe drzwi otworzył się z cichym trzaskiem

Strażnik się zatrzymał, a metalowe drzwi otworzyły z cichym trzaskiem. Trzaskiem?

Żołnierze zerwali się z miejsc i celując w coś za moimi plecami zaczęli krzyczeć

Pogubiłam się. To oni wysiadają, żeby kogoś zgarnąć, czy odkryli sabotażystę?

Wybiegli z pomieszczenia a następnie znowu do niego weszli trzymając, po obu, stronach za barki

Wybiegli z pomieszczenia, potem wrócili trzymając za ramiona. Te przecinki, które wstawiłeś, są bez sensu. Co one tu robią?

Robotnik milczał wpatrzony w jakiś punkt przed sobą.

Robotnik milczał, wpatrzony w jakiś punkt przed sobą.

Mężczyzna milczał wciąż wpatrzony w ten sam punkt na ścianie.

Hmm.

Może zobaczył niewielką, niedomytą plamkę.

O tym byś myślał na jego miejscu?

Może zastanawiał się czy to przypadkiem nie krew.

Może zastanawiał się, czy to przypadkiem nie krew.

Siedziałam na brudnej podłodze pomieszczenia patrząc na oprawców z dołu.

Trudno się to parsuje. "Pomieszczenia" zbędne.

Jakoś pasowała mi ta pozycja.

Dziwna uwaga.

zapadło milczenie, które rozszarpał oficer zwracając się do robotnika

No, mógłby rozszarpać milczenie, ale "zwracając się"? Toż to Wersal. Jak rozszarpałbyś milczenie?

bez zgody

Bez pozwolenia.

Robotnik spojrzał na niego tępym wzrokiem.

Spojrzał na niego tępo. Kropka.

Po tych słowach zamilkł, jakby już nigdy więcej nie miał zamiaru powiedzieć ani słowa.

Powtórzenie.

zaciągną do pomieszczenia na tyłach potwora

Zaciągnął. Ciągle powtarzasz "pomieszczenie", to się rzuca w oczy.

Za nami weszli jego towarzysze oraz oficer z mężczyzną

Hmm.

Gdy wszyscy znaleźli się w pomieszczeniu zawalonym papierami i różnego rodzaju maszynami wypluwającymi nowe kartki, wielkie metalowe drzwi zamknęły się automatycznie.

Rozkompresuj.

Po chwili w przyległym pomieszczeniu rozległ się przerażający szum

Ale słychać go w tym. Czemu szum jest przerażający?

Nawet nie uświadomiłam sobie co się dzieje

Nienaturalne. Jako metoda egzekucji mało wygodne. Nie lepiej wyrzucić faceta za burtę? Upadku z granicy termosfery chyba nie przeżyje.

drzwi ponownie się otworzyły a w środku

Drzwi znów się otworzyły, a w środku.

Nie posiadam.

Nikt nie posiada.

Oczy znowu przykleiły się do kartki sprawdzając coś ważnego.

Fuuuj. Brak przecinka, ale "sprawdzając coś ważnego" w ogóle bym wycięła. Less is more.

Dlaczego wyszła pani dzisiaj na dwór?

Strasznie grzeczny, jak na oprawcę reżimu.

Czy zna pani konsekwencje karne jakie mogą spotkać osoby nieupoważnione za przebywanie na zewnątrz?

Czy zna pani konsekwencje karne przebywania na zewnątrz bez upoważnienia?

Jej błyszcząca stal przyprawiała mnie o dreszcze.

Chyba błysk stali?

kołysał się to w prawo i w lewo.

Idiom: kołysał się to w prawo, to w lewo.

Dobrze, to tyle na dziś jest pani aresztowana do czasu wyjaśnienia pańskiej sprawy

Zderzyłeś dwa tony, aż zadzwoniło. "Pańska sprawa" to sprawa pana, ale nie pani.

Dobrze, wystarczy. Jest pani aresztowana do wyjaśnienia.

zaczął mnie prowadzić do celi, zanim wyszłam z pomieszczenia usłyszałam jak Niebiesko-szarooki mówi do siebie. „Chyba będziemy musieli użyć tej zabawki”.

Niechlujne – to notatka. Podziel ją chociaż na zdania. I nie stosuj angielskiego formatowania dialogów (p. poradnik).

nie połapali rewolucjonistów, walczących ze starym porządkiem wychodząc z własnych domów

Nie wyłapali. Z konstrukcji zdania wynika, że to ci, co łapią, wychodzą z domów. A rewolucjoniści mogą walczyć ze starym (?) porządkiem przez wychodzenie z domów.

Śnieg przestał padać pozostawiając czarną pustkę.

Śnieg przestał padać, pozostawiając czarną pustkę.

zostanę podpięta

Hmm.

Zimny pot pojawił się na mojej skórze a ręce zaczęły drżeć

Nienaturalny opis. Nie bałeś się nigdy? Opowiedz o tym.

za chwile

Literówka.

Jednak w kręgu światła, rzucanym przez niewielką świecę nie pojawił się Niebieskoszarooki tylko Mechaniczny Człowiek

Jednak w kręgu światła rzucanego przez niewielką świecę nie pojawił się Niebieskoszarooki, tylko Mechaniczny Człowiek. Jakim cudem?

Nie mogłam uwierzyć własnym oczom On żył, moje dziecko żyło.

Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. On żył, moje dziecko żyło. To ona go kocha, czy nie? I dlaczego nie miałby żyć? Zabrakło mu tylko paliwa, czyli ktoś dołożył do pieca. Jedynym kandydatem jest Spiskowiec. Inna rzecz, że nie wiem, po co miałby to robić, bo skąd by wiedział, z czym ma do czynienia?

Niespodziewanie kraty mojej celi rozsunęły się a mój robot zaczął iść dalej.

Zaimki: Niespodziewanie kraty celi rozsunęły się, a mój robot ruszył dalej.

Nie myśląc za długo ruszyłam za nim.

Nie myśląc długo, ruszyłam za nim.

Nie wiedzieć, jak wyszłam z komisariatu policji.

Nie wiem, jak wyszłam z komisariatu policji.

nieprzenikniona ciemność rozświetlana jedynie światełkami oczów Człowieka

Po co archaizm? Nieprzenikniona ciemność, rozświetlana jedynie światełkami oczu Człowieka.

Ten ruszył w tylko sobie znanym kierunku.

Przecież szedł od początku?

Mech przez chwilę patrzył na mnie lufą miotacza ognia a potem odwrócił się

Mech? Przecinek przed "a potem".

Nagle moje dziecko otworzyło mechaniczne usta a następnie zaczęło wyć dźwiękiem przypominającym syrenę strażacką

Nagle moje dziecko otworzyło mechaniczne usta i zaczęło wyć jak syrena strażacka.

Tłumy jak jeden mąż ruszyły za Pająkiem, Człowiekiem i mną w jakimś dziwnym pochodzie.

Skróć.

Z tłumu zaczęły rozbrzmiewać krzyki, które zamieniły się w jedno, spójne skandowanie: „Re-wo-lu-cja, re-wo-lu-cja…”

Hmmm. Ale dlaczego?

Z chmur spadła drabina zrobiona ze sznurów.

Sznurowa drabina. Skąd? Jak? Kto ją ratuje? O co chodzi?

Nie wiedzieć czemu zaczęłam się po niej wspinać.

Nie wiedzieć, czemu zaczęłam się po niej wspinać. To jej się śni?

Poczułam, że na samej górze czeka mnie prawdziwe, namacalne szczęście.  

Czemu?

 

Sporo tu literówek, zjedzonych przecinków i podobnego niedbalstwa. Ale, co gorsza, zapowiedziałeś smakowite gaslamp fantasy w stylu Paula Shapery, a potem przeszedłeś do smętnego harlequina w dekoracjach standardowo dystopijnych. Nie zjedna Ci to czytelniczek, Autorze, niestety. I skończyłeś, porzuciwszy romans ze Spiskowcem, na deus ex machina. Jest tu parę ładnych figur, ale ogólnie język wydał mi się nieporadny. W zasadzie nie wiem, co się tu wydarzyło i dlaczego – Spiskowiec przybywa, poddaje bohaterce pomysł i znika. Może to on jest odpowiedzialny za ratunek, ale może nie. Nic na to nie wskazuje. Siepacze ją łapią, ale w sumie nic jej nie robią, tylko zabijają kogoś innego, na kim jej (ani nam) nie zależy. I co właściwie robi ten Mechaniczny Człowiek? Co on oznacza? Zostałam z porządnym mętlikiem. Mam wrażenie, że przeczytałam połowę tekstu, jakby ktoś wyrwał co drugą kartkę. Dodajesz kolejne elementy, ale one wiszą w próżni. Brakuje powiązań.

Na przyszłość może Ci się przydać beta, gdzie betujący wyłapią wiele chochlików z tekstu

Na pewno się przyda, ale wyłapywanie chochlików jest czynnością dość mechaniczną, a ja chciałabym wiedzieć, o czym jest ten tekst? Co chciałeś pokazać? Sztafaż wskazuje na problemy wolności/determinizmu, odpowiedzialności/samowoli, jest też wątek, który wygląda, jakby miał przeciwstawiać miłość macierzyńską – romantycznej (robot, którego Alicja explicite nazywa swoim dzieckiem, i czasem ma go dość, kontra facet, który ma ją chyba intrygować i pociągać), ale nie wydaje mi się, żebyś to przemyślał…

miałem na celu stworzenie postaci, która nie odczuwa prawdziwych emocji tylko je imituje, jak robot.

Dlaczego? I czym się różnią prawdziwe emocje od imitowanych? (To głębokie filozoficzne pytanie, zob. p-zombie i "Czy androidy śnią o elektrycznych owcach"). A bohaterka wyraźnie mówi, że się uczucia (jakiegoś) pozbyła – ale jednak je odczuwa. Wiec coś tu nie wyszło.

Nawiązujesz do przedrewolucyjnej Rosji, a służby nazywały się wtedy Ochrana.

Tak, po rosyjsku. Ale ruszczyzny jest tu, co kot napłakał, spokojnie można by zmienić nazwy na inne i nic by się fabule nie stało.

mężczyzna, który nawiedził Alicję i o którym nawet ona nic nie wiedziała – przemknął jak meteor, zostawił coś i odszedł w siną dal

W tej chwili przyszło mi do głowy, że to jedna wielka metafora, a facet ją bzyknął i porzucił z dzieckiem :D

Wykonanie, co stwierdzam z ogromną przykrością, pozostawia bardzo wiele do życzenia.

Niestety, chociaż widzę, że część chwastów wyrwałeś i nie przyszłam na całkiem dziewiczą niwę, zostały jeszcze osty, kamienie i parę pniaków do wykarczowania (to jest przykład spójnej metafory).

Raport z językowego frontu walki o Polskę.

Jeżu, Tarnino :) Jest tego trochę, nie wiem czy motywacyjny Fett wystarczy ;)

Che mi sento di morir

Raport z językowego frontu walki o Polskę.

Nowa Fantastyka