- Opowiadanie: Craddock - Rozmowa w karczmie

Rozmowa w karczmie

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Rozmowa w karczmie

– Jak cię zwą przybyszu? – Zapytałem niepewnie. 

– Katsuya – odpowiedział krótko. 

Miał szare oczy, bez jakiejkolwiek krzty innego koloru. Wymalowana pustka, przerażający wzrok. 

– Nie często można spotkać w naszej wsi wojownika. 

– Po czym wnosisz że jestem wojownikiem? 

– To oczywiste, kompletnie nie pasujesz mi na wieśniaka, posiadasz również zbroję! 

Przybysz nie odpowiedział, zawołał barmankę i zamówił jedną przepalankę. Jego twarz była posępna. 

– Jestem dezerterem. – odpowiedział po chwili namysłu. 

– Szukają cię?

– Tak. 

– To już rozumiem co ktoś taki jak ty, robi w tej dziurze. Nie rozumiem tylko dlaczego? Przecież musiałeś stoczyć tak wiele ekscytujących bitew! 

Barmanka w końcu nadeszła z zamówieniem. Mój towarzysz rozmowy, wyjął brzęczącą sakiewkę, pełną pieniędzy, zapłacił i podziękował za alkohol. 

– Tak to prawda, stoczyłem nie jedną bitwę, lecz nie jestem z tego powodu dumny. – powiedział, po czym wziął łyk wódki. 

– Dlaczego? 

– Szkolono nas na bagnach, wmówiono nam że bronimy naszej krainy. Zabijaliśmy niewinnych ludzi w imię jakichś chorych ambicji jednego człowieka. 

Wzdrygnąłem się, przybysz nie wyglądał jakby kłamał. 

– A więc gdzie twój oręż? 

– Oddałem go rodzinie, by bronić się przed takimi jak ja. 

– Nie boisz się, że cię w końcu znajdą? 

-To już nie ma dla mnie znaczenia chłopcze. Musisz zrozumieć że tym światem, trzęsą tylko kilka osób, i mają środki by go zniszczyć, w zależności od swojego kaprysu, tacy jak ty i ja, nic nie znaczą. 

Wojownik, dopił ostatni łyk i wstał. Pożegnał się, wychodząc z karczmy, a ja jeszcze długo, długo patrzyłem na drzwi którymi wychodził, zastanawiając się czy duży świat faktycznie jest taki fajny. 

 

Koniec

Komentarze

– Jak cię zwą PRZECINEK przybyszu? – Zapytałem niepewnie. 

 

Nie często można spotkać w naszej wsi wojownika. 

 

Nieczęsto.

– Po czym wnosisz PRZECINEK że jestem wojownikiem? 

– To oczywiste, kompletnie nie pasujesz mi na wieśniaka, posiadasz również zbroję! 

Coś bym przemyślał.

 

Siedzi w zbroi? Kolczugę albo wzmocniony kaftan bym jeszcze zrozumiał…

 

Przybysz nie odpowiedział, zawołał barmankę i zamówił jedną przepalankę. Jego twarz była posępna. 

Brzmi nieco nowocześnie…

 

Drugie zdanie – trochę zbyt wprost, ale też da się przeżyć.

 

– To już rozumiem PRZECINEK co ktoś taki jak ty, robi w tej dziurze.

 

Nie rozumiem tylko PRZECINEK dlaczego?

 

Barmanka w końcu nadeszła z zamówieniem. Mój towarzysz rozmowy, wyjął brzęczącą sakiewkę, pełną pieniędzy, zapłacił i podziękował za alkohol. 

Żołdak i ma tłusta sakiewkę?

 

– Tak PRZECINEK to prawda, stoczyłem nie jedną bitwę, lecz nie jestem z tego powodu dumny. – powiedział, po czym wziął łyk wódki. 

Niejedną? Potem coś nie tak.

 

– Oddałem go rodzinie, by bronić się przed takimi PRZECINEK jak ja. 

 

 

– Nie boisz się, że cię w końcu znajdą? 

Może lepiej “w końcu ciebie znajdą?”

 

-To już nie ma dla mnie znaczenia PRZECINEK chłopcze.

 

Musisz zrozumieć PRZECINEK że tym światem, trzęsą tylko kilka osób, i mają środki by go zniszczyć, w zależności od swojego kaprysu, tacy jak ty i ja, nic nie znaczą. 

“Środki” brzmi dość nowocześnie.

 

Wojownik, dopił ostatni łyk i wstał.

 

Pożegnał się, wychodząc z karczmy, a ja jeszcze długo, długo patrzyłem na drzwi PRZECINEK którymi wychodził, zastanawiając się PRZECINEK czy duży świat faktycznie jest taki fajny. 

Nieco przydługie zdanie na koniec. Zakończenie – nie!

 

Ok, jest tu potencjał na ponurą gawędę, i na refleksję, że nic się nie zmienia, ale błagam, popraw!

https://www.facebook.com/konserwatywnenarzekanie

No niestety, interpunkcja i gramatyka leży, przez co bardzo trudno się czyta nawet tak krótkie opowiadanie. Poprawienie błędów to podstawa.

Co do samej historii, to jest tu jakaś myśl do przekazania, ale zawiesiłeś ją w kompletnej próżni. Warto by było choć jednym, dwoma zdaniami zbudować jakąś atmosferę i podziałać na wyobraźnię czytelnika. Możesz np. zacząć od:

– Jak cię zwą, przybyszu? – Zapytałem niepewnie, siadając na drewnianej ławie, naprzeciw nieznajomego.

Musisz uważać też na język, jakim porozumiewają się postaci. Musi pasować do ich roli w fabule. 

– To oczywiste, kompletnie nie pasujesz mi na wieśniaka, posiadasz również zbroję

Narrator, jak mniemam, jest prostym mieszkańcem wioski. Raczej nie powiedziałby więc “posiadasz również zbroję”, a raczej po prostu “masz też zbroję”.

– To już rozumiem co ktoś taki jak ty, robi w tej dziurze. Nie rozumiem tylko dlaczego? Przecież musiałeś stoczyć tak wiele ekscytujących bitew! 

Ponownie, wieśniak raczej by się tak nie rozgadywał. Powiedziałby raczej: “Teraz rozumiem, co robisz w tej dziurze. Ale dlaczego zwiałeś? Przecież musiałeś stoczyć wiele bitew, zobaczyłeś wielki świat!”

 

– A więc gdzie twój oręż? 

Tak samo, raczej po prost “miecz” niż “oręż”.

 

Pracuj dalej, a techniczne umiejętności przyjdą z czasem. Takie krótkie opowiadania to bardzo dobry trening :-)

Ot, taka sobie scenka, otwierająca miejscowemu chłopcu oczy na prawdę o świecie. Trochę się dziwię, że wojownik zwierza się obcemu, że jest dezertrem.

Jako wprawka może być, ale wykonanie pozostawia bardzo wiele do życzenia. Mam nadzieję, że Twoje przyszłe opowiadania będą znacznie ciekawsze i zdecydowanie lepiej napisane.

 

– Jak cię zwą przy­by­szu? – Za­py­ta­łem nie­pew­nie. → – Jak cię zwą, przy­by­szu? – za­py­ta­łem nie­pew­nie.

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać dialogi.

 

Miał szare oczy, bez ja­kiej­kol­wiek krzty in­ne­go ko­lo­ru. → Miał szare oczy, bez choćby krzty in­ne­go ko­lo­ru.

 

Przy­bysz nie od­po­wie­dział, za­wo­łał bar­man­kę i za­mó­wił jedną prze­pa­lan­kę. → Czy to celowy rym? W czasach kiedy noszono zbroje, nie było barmanek, bo jeszcze nie znano barów. Obawiam się też, że przepalanki też jeszcze nie znano.

 

– Je­stem de­zer­te­rem. – od­po­wie­dział po chwi­li na­my­słu. → Zbędna kropka po wypowiedzi.

 

Bar­man­ka w końcu na­de­szła z za­mó­wie­niem. Karczmarka w końcu na­de­szła z za­mó­wie­niem.

 

– Tak to praw­da, sto­czy­łem nie jedną bitwę, lecz nie je­stem z tego po­wo­du dumny. – po­wie­dział, po czym wziął łyk wódki. → – Tak, to praw­da, sto­czy­łem niejedną bitwę, lecz nie je­stem z tego po­wo­du dumny – po­wie­dział, po czym wypił łyk wódki.

Łyków się nie bierze. Obawiam się, że w czasach, o których piszesz, w karczmach jeszcze nie podawano wódki.

 

 – Od­da­łem go ro­dzi­nie, by bro­nić się przed ta­ki­mi jak ja. → – Od­da­łem go ro­dzi­nie, by mogła bro­nić się przed ta­ki­mi jak ja.

 

-To już nie ma dla mnie zna­cze­nia chłop­cze. → – To już nie ma dla mnie zna­cze­nia, chłop­cze.

Brak spacji po dywizie, zamiast którego powinna być półpauza.

 

Mu­sisz zro­zu­mieć że tym świa­tem, trzę­są tylko kilka osób→ Mu­sisz zro­zu­mieć, że tym świa­tem trzę­sie tylko kilka osób

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Krótka scenka z fantastycznego świata. Dziwną rzeczą jest to, że dezerter zwierza się byle wieśniakowi. Jak dla mnie byle wieśniak najszybciej wyda.

– Jak cię zwą, przybyszu? –

Przed wołaczami przecinek.

 

Mój towarzysz rozmowy, wyjął brzęczącą sakiewkę, pełną pieniędzy, zapłacił i podziękował za alkohol.

Przecinek niepotrzebny.

– Oddałem go rodzinie, by bronić się przed takimi jak ja. 

by chronili się

Musisz zrozumieć [tu przecinek] że tym światem, trzęsą tylko kilka osób

To już nie ma dla mnie znaczenia, chłopcze.

Pozdrawiam!

Nienawidzę przyznawać, że moi wrogowie mają rację.

Łyków się nie bierze. Obawiam się, że w czasach, o których piszesz, w karczmach jeszcze nie podawano wódki.

reg, przepraszam, że się ośmielę, ale z lekkim, fantastycznym naciągnięciem chyba da się wybronić – vide poniżej:

 

“Zachowane źródła pisane sytuują oficjalne początki europejskiej destylacji alkoholu, głównie z wina, dopiero w wieku XII, na terenach Italii (tu przypis do źródła w obrębie tekstu – GS)”

 

https://repozytorium.amu.edu.pl/bitstream/10593/17892/1/M.%20Cieliczko%2C%20M.%20Graf%2C%20Od%20akwawity%20do%20Amatora%20-%20w%C3%B3dka%20w%20polskiej%20kulturze.pdf

 

Edycja: Natomiast zamiast “wódka” w takim settingu bardziej może pasować, nie wiem, gorzała, okowita.

https://www.facebook.com/konserwatywnenarzekanie

GreasySmooth, dobrze, że dzielisz się wiedzą i naprawdę nie masz za co przepraszać. :)

 

Czytając to i owo, także w Wikipedii, dowiedziałam się, że pierwszej historycznie poświadczonej destylacji alkoholu dokonał  Zosimos z Panapolis ok. roku 400 n.e. Umiejętność ta rozpowszechniła się w świecie arabskim, wódki używano jednak głównie do celów medycznych. W XII wieku wódka dotarła do Europy wraz z powracającymi z wypraw krzyżowych; tak narodziła się włoska grappa. Wódkę pędzoną ze zboża wynaleziono prawdopodobnie w Niemczech w XIV wieku (łac. aqua vitae, woda życia) – po polsku „okowita”. Po raz pierwszy w piśmiennictwie polskim słowa „wódka” użyto w roku 1405 r. w sandomierskich dokumentach sądowych. Początkowo wódkę wyrabiano w aptekach i stosowano jako lekarstwo. Było tak jeszcze w XVI w. Dlatego uważam, że średniowieczny karczmarz – jako że za czas dziania się opowieści fantasy przyjęto umowne średniowiecze – mimo dostępu do zboża i owoców, wódek i przepalanek w zaciszu domowym raczej nie sporządzał.  

Zdaję sobie sprawę, że Craddock nie napisał opowiastki historycznej i w jego świecie mogą mieć miejsce wydarzenia przezeń wymyślone, ale nie ukrywam, że kiedy w podobnych tekstach czytam o piciu wódki, strasznie mi to zgrzyta.  

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Malutki tekst, a bardzo dużo do poprawy. Nie jestem w stanie nic powiedzieć, ponieważ dałeś krótką scenę z której nic nie wiemy o przedstawionym świecie. Dezerter nie ma broni, ale wchodzi do karczmy w zbroi, ma typowo japońskie imię. Niestety, nic dla mnie z tej opowiastki nie wynika. 

Szkoda, że nie poprawiasz baboli i w ogóle się nie odzywasz, bo mam wrażenie, że piszę komentarz, który nikomu potrzebny nie jest.

Napisałeś drobiazg, w którym jak sądzę nawiązujesz do bieżącej sytuacji. To mogłoby się udać, gdybyś dorzucił jakąś fabułę, pozwolił czytelnikowi poznać bohatera, pokazał drogę, którą przeszedł od wiary, że walczy w obronie kraju do dezercji.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Przybysz nie odpowiedział, zawołał barmankę <--Barmanka w karczmie, we wsi?

Miś zobaczył, że już zwracano Ci uwagę na różne niedostatki tekstu, więc nie będzie powtarzał. Posłuchaj rad i weź się za edycję tekstu. Wyjdzie mu na dobre.

Nowa Fantastyka