- Opowiadanie: Krokus - Śpij Kochanie, Śpij

Śpij Kochanie, Śpij

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Biblioteka:

Irka_Luz

Oceny

Śpij Kochanie, Śpij

Bran­ka, jak co wie­czór, zer­ka­ła z góry na swoje dwie pod­opiecz­ne: mała Ti­ja­na kryła wszyst­kie swoje lęki i de­mo­ny w cie­płych ra­mio­nach mamy. Obie wraz z pierw­szym wy­strza­łem ar­ty­le­rii za­mie­nia­ły się w nie­wiel­ki, dy­go­czą­cy kłę­bek, zwi­nię­ty w naj­dal­szym, pa­trząc od upior­nie skrzy­pią­ce­go okna, kącie. Bran­ka co­dzien­nie mu­sia­ła się mie­rzyć z nie­moż­li­wym: spra­wić by te ze­stre­so­wa­ne, wy­mę­czo­ne istot­ki za­snę­ły bło­gim snem. Ja­kież łatwe musi być życie Sen­nej Wróż­ki w miej­scach, gdzie noc przy­no­si­ła je­dy­nie trzesz­czą­cy mróz, albo nawet ożyw­czą rześ­kość, za­miast świsz­czą­cych w po­wie­trzu po­ci­sków wy­strze­lo­nych z po­bli­skich wzgórz. Ot, je­dy­nie prze­le­cieć przez pokój, wy­trzą­snąć tro­chę Sen­ne­go Pyłku w dzie­cię­ce oczy i już! Można samej iść spać lub po­le­cieć na swo­ich ma­lut­kich, wróż­ko­wych skrzy­dłach ku wrzo­so­wi­skom.

Z za­du­my wy­rwał ją huk eks­plo­du­ją­ce­go w po­bli­żu ła­dun­ku. Szafa, na któ­rej sie­dzia­ła, za­trzę­sła się, a opa­tu­lo­na kocem kulka na łóżku skur­czy­ła się i za­czę­ła drgać. Bran­ka chwy­ci­ła moc­niej po­jem­nik z Pył­kiem i zro­bi­ła pierw­sze, roz­po­znaw­cze okrą­że­nie. Weł­nia­na płach­ta szczel­nie okry­wa­ła obie głowy. „Bę­dzie trze­ba po­rząd­nie syp­nąć, coś przez koc prze­le­ci” po­my­śla­ła.

Wznio­sła się pod sufit, za­to­czy­ła koło i już miała prze­cho­dzić w lot nur­ko­wy, gdy z po­dej­ścia wybił ją ko­lej­ny wy­buch, rów­nie gło­śny jak po­przed­ni. Prze­szła na drugi krąg, wbi­ja­jąc wście­kły wzrok w okno, jakby spo­dzie­wa­ła się tam kogoś, komu mo­gła­by w re­wan­żu wy­łu­pić oczy. We­szła w nur­ko­wa­nie i pre­cy­zyj­nie syp­nę­ła Sen­nym Pył­kiem na dwa ku­li­ste kształ­ty skry­te pod kra­cia­stym ma­te­ria­łem.

Ma­newr oce­ni­ła na dobry plus, ale z sa­tys­fak­cji ob­darł ją eks­plo­du­ją­cy tuż za oknem po­cisk. Przez okno wpa­dły odłam­ki, tłu­kąc ostat­nią szybę. Po­dmuch rzu­cił ją w bok. Utrzy­ma­ła się w po­wie­trzu, ale ma­lut­ki, wróż­ko­wy za­wo­rek bez­pie­czeń­stwa pu­ścił i krzy­cząc naj­gło­śniej jak się da, wy­le­cia­ła za okno. Nie wie­dzia­ła nawet na kogo krzy­czy: na okno, na bu­cha­ją­cy ogień, na ludzi, czy na od­le­głe wzgó­rza, ale czuła, że krzy­czy bar­dzo gło­śno. Tak gło­śno, że nawet gdy się opa­mię­ta­ła i za­mknę­ła usta, to krzyk brzmiał dalej. Bo to był krzyk małej Ti­ja­ny.

Bran­ka pew­nie długo by tak wi­sia­ła w po­wie­trzu, tuż za oknem, ale znów ją szarp­nę­ło i rzu­ci­ło z po­wro­tem do środ­ka.

– Dziec­ko! Mu­si­my się scho­wać! To nie ko­niec ostrza­łu! – To była mama Bran­ki, Ma­ri­ja. Za­cią­gnę­ła córkę w stro­nę szafy, za którą w dziu­ra­wej ścia­nie miały urzą­dzo­ny wróż­ko­wy po­ko­ik. Bran­ka wy­ry­wa­ła się z coraz moc­niej.

– PUŚĆ!

Wy­swo­bo­dzo­na Wróż­ka opa­dła bez­sil­nie na pod­ło­gę.

– Ko­cha­nie, to nie nasza wojna. Nic tam po tobie! ­– tłu­ma­czy­ła Ma­ri­ja.

– Nie! – wrza­snę­ła. – Ja… chcę…

Ma­ri­ja nie do­wie­dzia­ła się, czego chcia­ła jej có­recz­ka, ale przy­tu­li­ła ją tak, jak mama przy­tu­la pła­czą­ce dziec­ko.

***

Rano Ma­ri­ja w pa­ni­ce szu­ka­ła Bran­ki w każ­dym za­ka­mar­ku, ale gdy prze­la­ty­wa­ła koło okna i uj­rza­ła wzgó­rza, ma­leń­ka szpi­lecz­ka ukłu­ła ją w serce. „Uwa­żaj na sie­bie, có­ru­nio!” po­my­śla­ła, głę­bo­ko wzdy­cha­jąc.

***

Mała Wróż­ka do­pie­ro około po­łu­dnia prze­kro­czy­ła gra­ni­cę mia­sta. Nie bez pro­ble­mów od­na­la­zła ba­te­rie dział ukry­te po­śród drzew. Miała tylko dwa po­jem­nicz­ki z Pył­kiem – nie było szans na to, by uśpić wszyst­kich ar­ty­le­rzy­stów. Po krót­kiej ob­ser­wa­cji przy­sia­dła na ra­mie­niu mło­de­go gońca i scho­wa­ła się pod koł­nie­rzem li­cząc, że wróci do do­wód­cy po dal­sze roz­ka­zy. Nie prze­li­czy­ła się. Po chwi­li zna­la­zła się w woj­sko­wym na­mio­cie i skry­ła na po­lo­wej półce przy wej­ściu, tak by mogła wy­god­nie ob­ser­wo­wać ły­sie­ją­ce­go męż­czy­znę zgar­bio­ne­go nad wiel­ką mapą, przy­kry­tą nie­zli­czo­ny­mi mel­dun­ka­mi i roz­ka­za­mi. W pra­wym dol­nym rogu mapy wid­niał napis: „Sa­ra­je­vo”. Ocena sy­tu­acji wy­szła blado – nie było co li­czyć na szyb­ką akcję.

Gdy go­niec wy­szedł, do­wód­ca się­gnął po kubek, wypił łyk i się skrzy­wił. Spod stołu wy­cią­gnął bu­tel­kę, od­krę­cił i uzu­peł­nił płyn w na­czy­niu. Poły na­mio­tu nagle się roz­chy­li­ły, na co męż­czy­zna wy­raź­nie spa­ni­ko­wał i po­spiesz­nie scho­wał bu­tel­kę pod stół bez jej za­krę­ca­nia. „Teraz albo nigdy” po­my­śla­ła i okręż­ną tra­jek­to­rią, poza świa­tłem lampy, do­sta­ła się do bu­tel­ki. Usia­dła na szyj­ce i za­cią­gnę­ła się. Woń omal nie zrzu­ci­ła jej na pod­ło­gę. Z obrzy­dze­niem wsy­pa­ła cały zapas Pyłku, jaki miała.

***

Trzech ofi­ce­rów za­alar­mo­wa­nych przez gońca, że do­wód­ca leży bez ruchu na stole, wbie­gło do na­mio­tu, ale gło­śne chra­pa­nie prze­ło­żo­ne­go szyb­ko roz­luź­ni­ło at­mos­fe­rę. Sto­ją­cy naj­bli­żej chwy­cił kubek i po­wą­chał, po czym z roz­ba­wie­niem podał go po­zo­sta­łym. Ostat­ni się­gnął pod stół i pod­niósł opróż­nio­ną do po­ło­wy bu­tel­kę. Ledwo tłu­mi­li śmiech.

– Chodź­cie, zo­staw­my go tak. Dzi­siaj wolne. Na­le­ży nam się.

– Ale bu­tel­kę weź. To też nam się na­le­ży.

***

Bran­ka wró­ci­ła do domu nad ranem. Skrzy­deł­ka ledwo utrzy­my­wa­ły ją w po­wie­trzu i coraz czę­ściej gu­bi­ły rytm, ale mimo iż miała ocho­tę po­ło­żyć się i za­snąć na dłu­gie go­dzi­ny, sia­dła na brze­gu szafy i spo­glą­da­ła na przy­tu­lo­ną matkę z córką, po­grą­żo­ne w ni­czym nie­zmą­co­nym śnie. Tej nocy żaden wstrząs nie po­ru­szył mu­ra­mi ich ka­mie­ni­cy.

Koniec

Komentarze

Witaj.

Okrucieństwo wojny zawsze będzie dramatem, w każdym tekście, w każdej opowieści, w każdym wspomnieniu. :( Trudno tu nie przyznać racji, że ofiarami są zazwyczaj ci, którzy najmniej zawinili. :(

Cieszy fakt, że starczyło pyłku na tę noc. Szkoda, że takich spokojnych nocy nie będzie zbyt wiele. :(

Opowiedziałeś te wydarzenia pięknie, ckliwie i wzruszająco. Gratuluję Ci rzadkiej w obecnych czasach wrażliwości. 

Z technicznych dostrzegłam:

Branka wrócił – literówka.

 

Pozdrawiam. 

 

Pecunia non olet

Ta Branka to tak trochę niefortunnie dobrana, bo cały początek tekstu zastanawiałam się, czy to Branka, czy branka. Generalnie początek sprawił mi trochę problemów, bo “obie” w drugim zdaniu zrozumiałam jako Brankę i Tijanę, ta mama to wydała mi się taka “ogólnie”, nie “w tym momencie”. Dlatego trochę się pogubiłam i te dwa kształty pod kocem były dla mnie nie do końca zrozumiałe.

Ogólnie ciekawy pomysł, na pewno się z takim wcześniej nie spotkałam. Przyznaję, że po pierwszych dwóch akapitach zarzuciłam lekturę, uznając, że nie potrzebuję wojny do śniadania, ale trzy minuty później wróciłam, bo jednak ciekawość nie dawała mi spokoju. To już coś znaczy :)

Tekst ma w sobie takie “trudne” ciepło, bo rozgrzewa serce, choć wiadomo, że to tylko bajka i że rzeczywistość jest dużo brutalniejsza. Cieszę się, że doczytałam do końca i nie zostałam ze swoimi makabrycznymi domysłami ;)

www.portal.herbatkauheleny.pl

Cześć!

 

Bardzo podobał mi się Twój tekst. Przemawia do mnie motyw walki ze złem drobnymi uczynkami. Mała wróżka nie da rady pokonać całej armii, ale może podarować swoim podopiecznym jedną spokojną noc. Piękne. 

 

Mam sugestię techniczną tylko do jednego fragmentu. 

– Nie! – wrzasnęła. – Ja… chcę… – mama nie dowiedziała się czego chciała jej córeczka, ale przytuliła ją tak jak mama przytula płaczące dziecko.

Zapis po drugim myślniku powinien znaleźć się w nowej linii, bo nie jest to narracja dialogowa. Brakuje też przecinków. Podałabym imię mamy wróżki, żeby uniknąć powtórzeń.

– Nie! – wrzasnęła. – Ja… chcę…

Marija nie dowiedziała się, czego chciała jej córeczka, ale przytuliła ją tak, jak mama przytula płaczące dziecko.

 

 

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Cześć,

 

Dziękuję wszystkim za uwagi, wprowadziłem już poprawki.

 

@Suzuki M. – faktycznie ten początek jest do edycji – rozumiem o co Ci chodzi i muszę to przemyśleć – jak to ugryzę to wprowadzę zmiany.

 

Z odbioru cieszę się podwójnie, bo tekst się spodobał, ale też odczytałyście go właśnie tak jak chciałem.

 Całkiem niezła bajka, szkoda tylko, że mówi o smutnych sprawach. Ale, jak by na to nie patrzeć, bajki są potrzebne także w czasach trudnych i ponurych.

Gratuluję debiutu, Krokusie, i mam nadzieję na Twoje kolejne opowiadania. ;)

 

ko­lej­ny wy­buch, rów­nie gło­śny co po­przed­ni. ―> …ko­lej­ny wy­buch, rów­nie gło­śny jak po­przed­ni.

 

ale z sa­tys­fak­cji ob­darł ją eks­plo­du­ją­cy tuż za oknem po­cisk. ―> Raczej: …ale satysfakcję odebrał jej eks­plo­du­ją­cy tuż za oknem po­cisk.

 

do­wód­ca się­gnął po kubek, wziął łyk i się skrzy­wił. ―> …do­wód­ca się­gnął po kubek, wypił łyk i się skrzy­wił.

Łyków się nie bierze.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję, @regulatorzy! Debiut skromny, ale sukcesywnie będę rozbudowywał tutaj swój dorobek ;) 

 

Uwagi cenne, za które również bardzo dziękuję. Jeszcze dziś postaram się je nanieść na tekst, razem z wcześniejszymi sugestiami.

Bardzo proszę, Krokusie. Miło mi, że uznałeś uwagi za przydatne. :)

I życzę sukcesów w dalszej pracy twórczej. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hej 

 

Zgadzam się z @Suzuki M.

 

Obawiam się, że nie zrozumiałem działania proszku. On pomaga zasnąć czy jest niezbędny do zaśnięcia?

Jeśli jest niezbędny to jak zasnęła matka z córką jeśli cały zapas poszedł do butelki dowódcy?

Jeśli pomaga zasnąć po co używają go w takich sytuacjach jak:

gdzie noc przynosiła jedynie trzeszczący mróz, albo nawet ożywczą rześkość

 

Następnie podczas ostrzału artylerii nie jest się na piętrze w budynku. Nawet jak nie ma się bunkru, schodzi się do jakiejś piwnicy czy coś. Przynajmniej ja bym tak zrobił.

 

Ale żeby nie było że tylko się czepiam to muszę uczciwie przyznać, że tekst mi się podobał.

 

Pozdrawiam^^ 

Pisz to co chciałbyś czytać, czytaj to o czym chcesz pisać

Hej, @aKuba,

 

Dzięki za komentarz. Celowo nie chciałem tłumaczyć dokładnego działania proszku, żeby nie wydłużać tekstu i nie męczyć w krótkim opowiadaniu dokładnym opisem. Zostawiłem zatem spory margines interpretacji, stąd rozumiem Twoje wątpliwości.

W zamyśle miał być środkiem znacznie pomagającym w zaśnięciu. Stąd skoro nie było wystrzałów, to nic nie przeszkadzało w zaśnięciu Tijanie i jej mamie, a poza tym w domu została jeszcze Marija.

W sytuacjach “pokojowych” używają bo… może odpowiem przewrotnie: kto ma dzieci ten nie pyta :D Sam chętnie bym się wyposażył w całą wywrotkę takiego pyłku ;) co wieczór sypałbym wiadrami.

I masz absolutną rację co do siedzenia w pokoju podczas ostrzału. Ja też bym poszedł do piwnicy, albo chociaż wlazł pod stół/łóżko. Mógłbym się chyba tłumaczyć, że to kamienica bez piwnicy, a dziewczyny mieszkają na parterze, ale chyba lepiej się przyznać, że nieodpowiedzialnie zostawiłem je w niebezpieczeństwie. Shame on me.

Dzięki za spojrzenie na logiczną spójność – to też nauka dla mnie.

 

Pozdrawiam!

 

Hej

 

Czyli nie zrozumiałem bo nie mam dzieci oki XD

Dzięki za spojrzenie na logiczną spójność – to też nauka dla mnie.

Nie ma za co ;)

 

Pozdrawiam 

Pisz to co chciałbyś czytać, czytaj to o czym chcesz pisać

Cześć, Krokusie,

faktycznie całkiem ładne, choć nie wywołało u mnie większych emocji. Odniosłam wrażenie, że za mało opisałeś. Nie zawsze wszystko musi być wyjaśnione, ale tutaj za dużo się dzieje, przez co musiałam przeczytać tekst dwukrotnie. Stylistycznie jest okej, ale żebym to opowiadanie mogło zostać ze mną dłużej, musiałoby być lepsze konstrukcyjnie. Miałam poczucie, jakbyś napisał je głównie dla siebie.

Jeszcze raz napiszę, że nie chodzi mi o brak wyjaśnienia np. działania proszku, bo takie niedopowiedzenia mogą być całkiem fajne. Chodzi mi o sam przebieg fabuły, za dużo chciałeś upchnąć w tak małej formie. Sama skupiłabym się jedynie na usypianiu żołnierzy i, w mojej skromnej opinii, tekst mógłby być wtedy mocniejszy – w szortach lepiej skupić się na jednym obrazie, dopóki brak piszącemu lepszych umiejętności. Sam pomysł jednak ciekawy. Lubię mroczne baśnie. Aczkolwiek przybyłam jako dyżurna, więc musiałam trochę ostrzej ;)

 

 

Przeszła na drugi krąg[+,] wbijając wściekły wzrok w okno, jakby spodziewała się tam kogoś, komu mogłaby w rewanżu wyłupić oczy. 

 

„Uważaj na siebie, córunio!” [+,] pomyślała[+,] głęboko wzdychając.

Pierwszy przecinek jest moją propozycją, sądzę, że lepiej to wygląda.

 

 

Powodzenia w dalszym pisaniu! ;)

Nie wysyłaj krasnoluda do roboty dla elfa!

Ładna bajka, choć przydałby jej się jeszcze ostatni szlif. Imię wróżki kojarzy się z rzeczownikiem: branka – kobieta wzięta do niewoli, co nie pozwala płynnie wejść w opowieść. Mama wróżki pojawia się trochę ni z gruszki ni z pietruszki, fajnie byłoby ją wprowadzić wcześniej i wyjaśnić, czemu w ogóle tam jest.

Jednak pomysł na spokojny sen dzieci w czasie ostrzału bardzo mi się podobał. Biorąc pod uwagę okropieństwa wojny, sen wydaje się czymś nie aż tak istotnym, ale udało Ci się zagrać tym motywem tak, że rzeczywiście porusza :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

No, to ja podpiszę się pod poprzednikami, jako kolejny okaz do kolekcji osób, które ten smutny obrazek poruszył.

Nie ma dla mnie niczego gorszego od cierpienia dziecka. Bo dziecko nie rozumie, dlaczego cierpi, tak mało widziało i tak niewiele przeżyło i obrazy takie jak ten, zawsze będą budziły mój sprzeciw. Oczywiście mam na myśli nie Twój tekst, ale to, co w nim pokazujesz.

Troszku się z powodu imienia Branka pogubiłem na początku, ale Suzuki i Irka już wyjaśniły Ci dlaczego, więc się nie powtarzam.

Podobało mi się.

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

Known some call is air am

Bardzo dziękuję za wszystkie uwagi.

 

@Lana – przecinki wprowadziłem… za wyjątkiem tego po cudzysłowie – mi z kolei nie przypasował, ale będę szukał po książkach, jak to się robi, bo przyznam, że trochę się przy nim w głowę podrapałem, oczy poprzecierałem. I bardzo dziękuję za nieco inne spojrzenie na tekst i ciekawe uwagi odnośnie konstrukcji

@Irka – dziękuję, a w przyszłości obiecuję napisać coś optymistycznego ;)

@Outta – cieszę się, że się podobało, zapraszam ponownie ;)

 

To może trochę żeby się wytłumaczyć, a trochę żeby rzucić na sprawę nieco światła: szukałem dla bohaterki imienia wśród imion bałkańskich i Branka pasowała idealnie, bo znaczy “wspaniały obrońca”. Dumny byłem jak paw z takiego znaleziska, ale o brance w języku polskim oczywiście nie pomyślałem, po czym zacząłem od tego pierwsze zdanie. No brawo, Krokusie…

Cześć,

 

ja też mam kłopot z początkiem – wydawało mi się, że Branka jest “dorosłą” wróżką, potem okazało się, że jest “mała” jest “córeczką”, itd. Dodatkowo dwie matki na początku też sprawiły, że się pogubiłem – kto kogo przytula, kto jest kim w tej relacji. Być może warto zastanowić się jak lepiej ten początek poukładać.

 

Tekst ogólnie mi się podoba. Dobre zestawienie bajkowego świata z grozą wojny. Historia ma początek, rozwinięcie i zakończenie, jest cel i jego realizacja – bardzo fajna konstrukcja :)

 

Pozdrawiam!

Martwe liście i brudna ziemia

@BasementKey – dzięki za uwagi, weszły od razu cztery bohaterki i nie opanowałem tej mocy :D Ale cieszę się, że ostatecznie się podobało.

Nowa Fantastyka