- Opowiadanie: bruce - Czerwone oczy Gruszet

Czerwone oczy Gruszet

Zmieniany i – po przejściach, “falstartowany” i przeznaczony już na bok, do kopii roboczych. Na razie jest. Zapraszam do lektury. :)

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Biblioteka:

Użytkownicy

Oceny

Czerwone oczy Gruszet

– No, to życzę nam wszystkim połamania rąk, nóg i kręgosłupów! – rzucił Rysio, szczerząc ze zdenerwowania zęby i ocierając pot z czoła. Stali w galowych strojach na korytarzu przed aulą, z której dobiegały już dźwięki poloneza. Studniówka w Trzecim Liceum Ogólnokształcącym właśnie się rozpoczynała.

Wiedzieli, że prób było za mało, że nie przećwiczyli wszystkich figur, wymyślanych w ciągu ostatnich dni przez ambitną wuefistkę, że na pewno pomylą się niejeden raz.

W dodatku Marcina potwornie uwierał krawat, ciasna sukienka Kaśki nie dopięła się w szatni i zawstydzona dziewczyna przykrywała szalem odsłonięty bok z popsutym zamkiem, Magda znowu włożyła za wysokie szpilki, zapominając, że przecież na podłodze auli są liczne wyszczerbienia, a Mariusz przeklinał w myślach nakaz ojca o konieczności zawiązania muchy z jego własnej studniówki, bo teraz wyglądał, jak bałwan, gdyż wszyscy kumple mieli krawaty.

Oczywiście spodziewanych przy tańczonym polonezie pomyłek było sporo, dyrekcja patrzyła nieco zażenowana na kopniaki i przydeptywania, zdarzające się przejętym przyszłym maturzystom co kilka minut, rodzice spoglądali zachwyceni na swe pociechy, nauczyciele tradycyjnie komentowali szeptem fryzury oraz stroje, kamerzysta filmował.

Piękna jak zawsze Monika, tańcząc lekko u boku przewodniczącego szkoły, zerkała z wyższością na znienawidzoną historyczkę, która nie dość, że spóźniła się na tak ważną uroczystość, to jeszcze stała w drzwiach w ośnieżonym płaszczu, spoglądając z oddali na stojące przy dyrekcji grono pedagogiczne. Oczy uroczej czwartoklasistki przez moment rozbłysły charakterystycznym, czerwonym blaskiem, zwiastującym zazwyczaj same problemy. Jako nowa uczennica, uczęszczająca do Trzeciego Liceum zaledwie miesiąc, powszechnie lubiana oraz podziwiana za nieprzeciętną urodę, kulturę osobistą i zdolności, zdołała błyskawicznie zaskarbić sobie przychylność wszystkich, zarówno wśród nauczycieli, jak i kolegów i koleżanek z klasy. Tylko historyczka nie dawała się owinąć wokół palca. Prawdopodobnie podświadomie wyczuwała, że Monika jest inna. 

Wreszcie taniec dobiegał końca, a na środku auli pozostali samotni dwaj uczniowie czwartej B, którzy z nieznanych powodów pomylili wcześniej figury, zostawili gdzieś za sobą partnerki i teraz we dwójkę przemierzali parkiet przy ostatnich taktach „chodzonego”, ku uciesze rozbawionych zgromadzonych. Lodowate spojrzenie dyrekcji na wuefistkę nie pozostawiało żadnych złudzeń: za kilka dni zostaną wyciągnięte surowe konsekwencje wobec tak skandalicznego przygotowania młodzieży.

Tymczasem sami tancerze, czując nareszcie niewymowną ulgę, bawili się już świetnie przy dźwiękach pierwszych dyskotekowych utworów, płynących z płyt. Jedynie najładniejsza dziewczyna, szarooka Monika, przystanęła i spoglądała z zaciekawieniem na odległy stolik grona pedagogicznego.

– Kto to? – zapytała tańczącą obok przewodniczącą szkoły.

– O kogo pytasz? – tamta nadstawiła ucha.

– Ten przystojniacha w niebieskim garniturze.

– Co mówisz?! – tamta starała się przekrzyczeć muzykę.

– Ten gość przy naszej historycy.

– A, tamten. To jej ślubny.

– Ale ciacho! – stwierdziła urzeczona Monika, charakterystycznie mrużąc oczy.

– Ej, Monia, zapomnij! – prychnęła szyderczo przewodnicząca. – Nie masz najmniejszych szans!

– Zakład? – odcięła się dziewczyna, lecz tamta tylko wzruszyła ramionami.

– Co jest? – zapytała Ania, zbliżając się do koleżanki, wpatrzonej w mężczyznę. – Super, nie? Kto by pomyślał, że największa szkolna wredota, to paskudne babsko poderwie takiego modela!

Młodzież podczas tańca komentowała partnerów swoich nauczycieli. Rzeczywiście, mąż nauczycielki historii robił niesamowite wrażenie. Świetnie zbudowany, postawny i przystojny, błękitnooki i do tego ubrany w niebieski garnitur, jedyny kolorowy strój, wyróżniał się wśród czarnych ubiorów pozostałych gości i nieustannie przyciągał spojrzenia, szczególnie zawstydzonych dziewcząt.

Muzyka zmieniła się na spokojniejszą, część gości nadal siedziała przy stolikach, inni poderwali się do tańca, pozostali z niego zrezygnowali.

– Czy mogę prosić? – Monika z błyskiem w oku i prześlicznym uśmiechem podeszła śmiało do przystojnego mężczyzny.

Zaskoczony Paweł spojrzał na dziewczynę, uśmiechnął się, wstał, szarmancko ukłonił, podał jej dłoń i poszedł na środek auli, po czym objął w talii i zaczął tańczyć. Młodzież cicho zachichotała. Kilka osób z klasy czwartej A zaprosiło wychowawczynię uczącą biologii i, otaczając ją kółkiem, po kolei tańczyli z nią w środku.

Światła auli pogasły, DJ zaczął uatrakcyjniać studniówkę kolorowymi reflektorami. Pośród migoczących błysków nikt nie zwrócił szczególnej uwagi na silnie splecione palcami dłonie Moniki i jej partnera, które przez pewien czas drążyły paznokciami we wnętrzach skórę, rozdrapując ją, przebijając, a potem zmieniając nieznacznie barwy ciał obojga.

Zabawa trwała w najlepsze. Dziewczęta prosiły do tańca swoich nauczycieli, chłopcy swe nauczycielki, z czasem każdy zapraszał każdego, jak to zazwyczaj na studniówce szkolnej. Tu tańczyły grupki uczniów, tam znowu pary, pozostałe grono bawiło się w swojej części auli, inne osoby siedziały nadal przy stolikach, przyglądając się bawiącym.

A najładniejsza dziewczyna ze szkoły, znana pożeraczka chłopięcych serc, zmieniająca od lat swe sympatie, jak przysłowiowe rękawiczki (o czym tak ochoczo opowiadała koleżankom w nowej szkole na każdej przerwie), tańczyła tego wieczora tylko z mężem historyczki. Piękna suknia z czerwonej koronki została mocno obsunięta w okolicach ramion, co kusząco uwydatniło głęboki dekolt, ku sporemu zaskoczeniu purytańskiej dyrekcji.

Paweł prawie nic nie jadł ani nie pił, tańcząc ciągle z uroczą dziewczyną o czarnych włosach i szarych oczach, która bez żadnego zażenowania, przy wszystkich demonstracyjnie zwieszała się na nim, to znowu nienaturalnie mocno przytulała w tańcu, czasem prawie dotykając ustami twarzy lub marynarki.

W oczach szalonej zalotnicy, mieniącej się na całym ciele rozmaitymi kolorami, pojawiły się czerwone ognie, niczym żarzące okruchy węgla. Mężczyzna spojrzał w nie głębiej.

– Kim jesteś? – zapytał nieco zaskoczony.

– Twoim przeznaczeniem – wyszeptała namiętnie dziewczyna, przytulając się mocno i ustawiając twarz przy jego uchu.

– Ożeż, jakie ty masz oczy! – zawołał głośno z przestrachem, ale i niekłamanym zainteresowaniem, lecz nikt go nie słyszał podczas głośnej zabawy.

– Tylko dla ciebie świecą one tak, jak lubię najbardziej – Monika przytuliła zieleniejącą twarz i żar przeniknął do źrenic Pawła, wypełniając je czerwienią, widoczną w tym momencie tylko dla nich dwojga. – Odtąd należysz już do mnie!

– Kim jesteś? – wykrztusił znowu, mimowolnie poddając się dziwnemu uczuciu.

– Gruszetą! – powiedziała mu czule, całując granatowymi ustami brodę mężczyzny, ale już nie zdążył odpowiedzieć, zamieniając się także w dziwaczne stworzenie o wyglądzie człowieka, lecz z żarzącymi się na czerwono, ogromnymi oczami i nienaturalnie barwnymi odcieniami na skórze całego ciała, niezauważalnymi przez innych przy ciągłym migotaniu reflektorów.

 

***

 

Powrót nad ranem był trudny, zatłoczone ulice uniemożliwiały swobodny przejazd, zmęczenie po kilkugodzinnej zabawie dawało o sobie znać.

Historyczka nie odezwała się ani słowem do kierującego męża, celowo patrząc w przeciwną stronę i zaciskając wąskie wargi. Oczywiście zauważyła zachowanie nielubianej i podejrzanej od momentu poznania nowej uczennicy oraz jej umizgi do rozentuzjazmowanego Pawła, któremu widać imponowało nienaturalne zainteresowanie osoby młodszej od jego córki i który najwidoczniej nie widział niczego złego w fakcie, że przez tyle godzin nie zwrócił najmniejszej uwagi na żonę, siedzącą samotnie przy stoliku.

Kiedy przyjechali do domu, nauczycielka bez słowa wysiadła, otwarła drzwi, po czym poszła do sypialni przebrać się i położyć.

Zbudził ją cichy szept męża, dobiegający z drugiego pokoju, lecz miała wrażenie, że to tylko sen, zatem zasnęła ponownie.

Nie wracali do tematu zabawy, zresztą w ogóle niewiele ostatnio ze sobą rozmawiali. Paweł bywał w domu rzadko, rzekomo siedział do późna w pracy, wracał tylko na noc, po czym zaszywał się w swoim pokoju, a rankiem pospiesznie wychodził, nie jedząc ani nie pijąc nawet kawy. Kobieta zauważyła, że zakładał teraz nowe okulary z fotochromami, zakrywające znaczną część twarzy.

 

***

 

Minęło kilka dni. Na początku lekcji z klasą, do której uczęszczała Monika, do uszu historyczki dobiegły dziwne śmiechy. Szarookiej piękności nie było. Podczas sprawdzania obecności ktoś zawołał, że ona na razie do szkoły nie wróci, bo ma ważniejsze sprawy.

Historyczka potraktowała to jako niepoważny żart i nie zatrzymała się dłużej przy tym temacie. Jednakże w pokoju nauczycielskim na przerwie wszyscy byli podekscytowani. Spoglądali przy tym dość dziwnie na nauczycielkę historii. Pierwsza odważyła się odezwać matematyczka:

– Tereniu, znosisz to bardzo dzielnie – powiedziała z uznaniem, dotykając po przyjacielsku jej ramienia.

– Nie rozumiem. Co masz na myśli?

– No, odejście Pawła – odpowiedziała niepewnie koleżanka, a inni ucichli i wpatrywali się z zaciekawieniem w historyczkę.

Ta dalej przeglądała papiery, mówiąc jednocześnie ze spokojem:

– Naprawdę nie wiem, o czym mówisz, Małgosiu.

Spojrzała teraz na koleżankę i innych nauczycieli, wyczuwając dziwny niepokój, jakby zawieszony w powietrzu, gęstniejący, gromadzący się w czterech ścianach przestronnej sali.

Nagle do pokoju weszła dyrekcja. Wszyscy błyskawicznie wrócili do swoich notatek i książek. Dwie panie pobiegły z filiżankami do pobliskiego pokoiku, aby zaparzyć kawę i rozpoczęły tam półszeptem ożywioną dyskusję.

– Pani profesor – powiedziała dyrektorka śmiertelnie poważnym głosem – proszę do mojego gabinetu.

Historyczka spojrzała zdumiona, wstała, lecz przez myśl przemknęło jej, że za minutę ma rozpocząć lekcję z drugą C, chce oddać uczniom wczorajsze klasówki, nad którymi ślęczała pół minionej nocy i musi je jeszcze wyjąć z teczki. Poszła pospiesznie za szefową, która najwyraźniej nie zwracała uwagi na późną porę, zatrzymywała się po drodze, rozmawiała z napotykanymi nauczycielami, pedagogiem, woźnym i dwiema uczennicami.

Wreszcie dotarły do pokoju dyrekcji. Tam czekała już zastępczyni.

– Proszę – szefowa wskazała historyczce fotel przy ogromnym, czarnym stole.

– Pani dyrektor, ja przepraszam, ale za moment mam lekcję… – słabym głosem próbowała jeszcze oponować Teresa, lecz wicedyrektorka przerwała jej i nakazała siadać.

– To potrwa tylko chwilę – powiedziała z niepewnym uśmiechem.

– Czy chce pani nadal prowadzić lekcje w tej klasie, czy też może czuje się pani niezręcznie i mamy wprowadzić tam innego nauczyciela?

– Nie rozumiem – stwierdziła zdumiona historyczka. – W której klasie?

– Mówimy o klasie Moniki Nowakowskiej – powiedziała z trudem szefowa.

– W czwartej D? Czemu? Nie, dziękuję, chcę tam uczyć nadal.

– Cóż, to pani decyzja, w takim razie to wszystko – powiedziała z powagą dyrektorka i otworzyła drzwi gabinetu.

Teresa szybko wpadła na opustoszały już po dzwonku korytarz, pobiegła w stronę pokoju grona, był niestety zamknięty, gorączkowo szukała w torebce kluczy. Nagle rozległ się dźwięk jej telefonu.

– Kurczę, nie zdążyłam go wyłączyć, a przecież już po dzwonku! – powiedziała do siebie cicho.

Telefon ucichł, lecz za moment historyczka usłyszała dźwięk nadesłanego SMS-a. Nie mogąc nadal znaleźć kluczy do pokoju, zdenerwowana spojrzała na telefon.

To za moje pały, wredny babsztylu! – Przeczytała zdumiona.

Numer ten sam, nieznany, podobnie jak dzwoniącego wcześniej telefonu.

To jakaś pomyłka – pomyślała, lecz zaraz oprzytomniała, czując lodowaty chłód na plecach.

Pały? Zaraz… – szukała w pamięci jakichś wskazówek. Tylko Monika miała u mnie mnóstwo jedynek. Bez ich poprawienia nie zostanie dopuszczona do matury – kołatało jej się po głowie, kiedy gorączkowo otwierała znalezionymi nareszcie kluczami drzwi pokoju nauczycielskiego.

Zebrała szybko ze stolika potrzebne materiały oraz klasówki i pobiegła spóźniona na lekcję.

***

Wróciła do domu skonana późnym wieczorem. Po ośmiu lekcjach, czterech dyżurach, późniejszym dwugodzinnym czekaniu na konferencję i po wieczornym zebraniu z rodzicami, miała ochotę jedynie na ciepłą kąpiel i szybki sen.

Tymczasem na stoliku w pokoju znalazła kartkę z kilkoma słowami od Pawła. Musiała zadzwonić, bo niczego nie pojęła po jej przeczytaniu.

– Wyprowadzam się – powiedział chłodnym tonem. – Chciałbym, abyś pozwoliła mi szybko to załatwić. Planujemy z Monią wyjazd za granicę, ale ślub odbyłby się jeszcze w Polsce. Papiery mam już przygotowane przez prawnika, podpisz je i sprawa zakończona. Dom możesz zatrzymać.

Przerwała połączenie bez słowa. Nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała.

Spojrzała znów na telefon. W międzyczasie nadszedł jeszcze jeden SMS, od tego samego nadawcy.

Brzmiał:

Z całej skali ocen nie mogłaś dać mi choć kilku marnych dwójek? Co by ci szkodziło? Tyle jedynek miało mnie zniszczyć, tak? Wstawiając te pały pogrzebałaś moje szanse na pasek i stypendium. Przez ciebie mam zmarnowaną maturę i studia. Ok, zemsta jest słodka. Masz za swoje, stara jędzo!

– Mamo, co się dzieje? – Telefon Marty wyrwał ją z odrętwienia, w jakie wpadła po odczytaniu SMS-a. – Tata dzwonił, że chce się pożegnać, bo wyjeżdża za granicę na stałe. Chyba padła mu komórka, bo wysłał mi dziwne selfie, na którym ściska się z jakąś czarnowłosą małolatą i oboje mają wyjątkowo czerwone, świecące oczy oraz zielone twarze. Mamo?… Mamo, jesteś tam?!

Teresa nie słuchała już dalej. Osunęła się na podłogę.

Koniec

Komentarze

No i zło zwyciężyło!

Trochę mało magiczne, raczej obyczajowe ale nie będę grymasić. 

Czyta się dobrze.

Witaj, Ambush, ale mnie zaskoczyłaś. Już komentarz? I to taki miły. Wielkie dzięki. ;)

(jak mi się podoba ten awatar, ubóstwiam “Co ludzie powiedzą?”. :) )

Pecunia non olet

Ale bruce, termin publikacji opowiadań konkursowych zaczyna się 26 kwietnia dopiero. Zatem jestem zmuszona prosić Cię o cofnięcie tekstu do kopii roboczych i wrzucenie odpowiedniego dnia. 26 kwietnia powitamy tekst z otwartymi ramionami :)

Oj, znowu falstart. Dziękuję, Silvo, za życzliwość, ale staram się być uczciwa, mea culpa, nie doczytałam terminarza, przepraszam najmocniej, opowiadanie pozostawiam, lecz usuwam zgłoszenie na konkurs, rezygnując z uczestnictwa. Będę kibicowała Innym Uczestnikom. :)

Pozdrawiam. ;)

Pecunia non olet

Rozumiem, bruce. :) Dla uczciwości wstrzymam się z lekturą i komentarzem do końca konkursu, aby nic nie sugerować innym konkursowiczom.

heart Dziękuję i raz jeszcze przepraszam. :)

Festina lente – dla mnie motto nadal nierealne w praktyce. laugh

Pecunia non olet

Cześć, bruce,

przy­zna­ję, że lubię twój styl. Nie za­wsze pod­cho­dzi mi samo opo­wia­da­nie (dla­te­go nie każde do­czy­tu­ję), ale styl ma w sobie to coś. Taką pro­sto­tę i cie­ka­we od­da­wa­nie rze­czy­wi­sto­ści, co oczy­wi­ście ide­al­nie spraw­dza się w oby­cza­jów­kach, do któ­rych ewi­dent­nie cię cią­gnie ;) Niby ich nie czy­tam, ale w ma­łych daw­kach witam je z otwar­ty­mi ra­mio­na­mi i do­star­cza­ją mi emo­cji.

Samo opo­wia­da­nie nie jest po­ry­wa­ją­ce ani ory­gi­nal­ne, ale jakoś mnie trzy­ma­ło i uzna­ję je za udane. Niby zło zwy­cię­ży­ło, ale bałam się, że Mo­ni­ka, jako demon/po­twór, wy­wi­nie coś gor­sze­go (tj. bru­tal­ne­go i krwa­we­go). Może przy­da­ło­by się w takim razie roz­wi­nąć bar­dziej zwią­zek Te­re­sy i Pawła, żeby od­czuć tę stra­tę.

Mło­dzież nie­zbyt mówi po mło­dzie­żo­we­mu, ale nie jest po­da­ny czas akcji, więc okej.

 

Po ośmiu lek­cjach, czte­rech dy­żu­rach, póź­niej­szym dwu­go­dzin­nym cze­ka­niu na kon­fe­ren­cję i po wie­czor­nym ze­bra­niu z ro­dzi­ca­mi miała ocho­tę je­dy­nie na cie­płą ką­piel i szyb­ki sen.

Hm, chyba tro­chę prze­sa­dzi­łaś. Ile tych go­dzin wy­szło?

 

Magda znowu wło­ży­ła za wy­so­kie szpil­ki[+,] za­po­mi­na­jąc, że prze­cież na pod­ło­dze auli są licz­ne wy­szczer­bie­nia

 

Po­wo­dze­nia w dal­szym pi­sa­niu! 

Nie wysyłaj krasnoluda do roboty dla elfa!

Witaj, LanaVallen, jest mi przemiło czytać taki komentarz, serdecznie Ci dziękuję. :)

 

Co do krwawych scen, akurat zamieściłam niedawno do bety opowiadanie, gdzie trup ściele się gęsto, i tu z kolei chyba przesadziłam w drugą stronę. Muszę znaleźć złoty środek, to na pewno. :)

Rzeczywiście, obyczajówki z życia wzięte siedzą mi dość mocno w głowie i czasem nakazują pisać o sobie. :)

Ilość godzin także na podstawie własnych doświadczeń. Jestem klasycznym przykładem nauczyciela, który w taki sposób trwonił sporo godzin ze swego życia, bo zwykle zebrania z rodzicami i poprzedzające je konferencje wypadały akurat wtedy, kiedy miałam najwięcej lekcji. Lekcji osiem to do 14:15 (w przypadku zerówki) lub do 15:05 (w trybie normalnym). Dyżury na przerwach zdarzały się i w ilościach cztery-pięć na dzień. Potem dwie godziny czekania (skoro dojazd do domu zajmuje ponad godzinę w jedną stronę, lepiej czekać w szkole), konferencja od 17:00 do 18:00 i zebranie od 19:00 do późnego wieczora (20:00/21:00). Wracało się do domu, kiedy Dzieci niestety już spały. 

 

Pozdrawiam i serdecznie dziękuję. :)

Pecunia non olet

Trochę na łatwiznę poszłaś. Wątek fantastyczny jest tu wciśnięty na siłę. Jeśli weźmiesz małolacie czerwone oczy i zielonkawą skórę, nic się w historii nie zmieni. I jak to możliwe, że nikt nie zauważył inności dziewczyny? W liceum!

Gdyby małolata była jakąś diablicą, demonem i nauczycielce od początku wydawała się dziwna. Gdyby w szkole wcześniej zdarzały się jakieś straszne rzeczy i jedynie nauczycielka kojarzyła je z tą konkretną uczennicą. Gdyby od początku był między nimi mocny konflikt. Wiem, że jest, ale wspominasz o nim późno, jakby dopiero w trakcie pisania przyszedł Ci do głowy. Gdyby dziewczyna odbierała nauczycielce stale coś… Ale tutaj jest po prostu historia obyczajowa.

Czytało się dobrze, ale mam wrażenie niewykorzystanych możliwości.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Hej, Irka_Luz, to prawda, nieco próbowałam tu pokoloryzować fantastycznie obyczajową opowieść. 

Dzięki za wskazówki, pomyślę nad zmianami. :)

Pozdrawiam. :

Pecunia non olet

bruce,

 

opowiadanie przeczytałam jednym tchem. Lekko napisane i zaciekawiło mnie.

 

Mam tylko jedną uwagę:

 

“A najładniejsza dziewczyna z całej szkoły, znana pożeraczka chłopięcych serc, zmieniająca od lat swe sympatie (…)”

 

Myślę, że ja tak bym zapisała, ale zrobisz, jak uważasz.

 

“A najładniejsza dziewczyna ze szkoły, znana pożeraczka chłopięcych serc, zmieniająca od lat swoje sympatie (…)”

 

 

 

Pozdrawiam – Goch:)

 

 

 

 

 

 

GOCHAW, hejka, dobrze, zaraz zmieniam, wielkie dzięki i pozdrawiam. :)

Pecunia non olet

No, jak dla mnie – za mało fantastyki. Gdyby chociaż po zachowaniu dziewczyny było widać, że to demonica… Bo zmienny kolor skóry można zwalić na oświetlenie dyskotekowe.

Monika chodziła do szkoły od miesiąca, ale już wszyscy wiedzieli, że często zmienia chłopaków? To co, codziennie jeden? ;-)

Pewnie Ty wiesz lepiej, ale po miesiącu w szkole nauczycielka może wystawić jedynkę na koniec roku i już jest po ptakach?

Tylko historyczką nie dawała się okręcić wokół palca.

Literówka.

Babska logika rządzi!

Ponieważ opowiadanie zaczyna się od studniówki i zwrócenia uwagi czytelnika na Monikę – dziewczynę „inną”, miałam nadzieję, że dalsze wypadki odkryją jakieś szczególne „moce” uczennicy, która może okaże się kimś na miarę Carrie… Niestety, nie okazała się nikim takim, a horror przeżyła tylko nauczycielka, której mąż pozwolił się uwieść Monice.

I ja ubolewam, że fantastyka pojawiła się w śladowej zaledwie ilości.

 

rzu­cił Rysiu, szcze­rząc ze zde­ner­wo­wa­nia zęby… ―> …rzu­cił Rysio, szcze­rząc ze zde­ner­wo­wa­nia zęby

Dlaczego imię chłopca jest w wołaczu, a nie w mianowniku?

 

z jego wła­snej Stud­niów­ki… ―> Dlaczego wielka litera?

 

zda­rza­ją­ce się prze­ję­tym ma­tu­rzy­stom… ―> …zda­rza­ją­ce się prze­ję­tym przyszłym ma­tu­rzy­stom

Za SJP PWN: maturzysta «osoba, która zdaje lub niedawno zdała maturę»

 

ka­me­rzy­sta na­gry­wał. ―> …ka­me­rzy­sta filmował.

 

Tylko hi­sto­rycz­ką nie da­wa­ła się okrę­cić wokół palca. ―> Tylko hi­sto­rycz­ka nie da­wa­ła się owinąć wokół palca.

Powiedzenie owinąć kogoś wokół palca jest związkiem frazeologicznym, czyli formą ustabilizowaną, utrwaloną zwyczajowo, której nie korygujemy, nie dostosowujemy do współczesnych norm językowych ani nie adaptujemy do aktualnych potrzeb piszącego/ mówiącego.

 

Ożesz, jakie ty masz oczy! ―> Ożeż, jakie ty masz oczy!

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć, Finkla.

Dzięki za komentarz i odwiedziny.

Muszę istotnie dodać tu nieco szczegółów. 

W moim zamierzeniu Monika przeniosła się z innej szkoły (może i tam komuś z grona zaszkodziła?) miesiąc przed maturą i zdołała wszystkich zaczarować swoją odmiennością z wyjątkiem podejrzliwej i ogólnie nielubianej z uwagi na surowe ocenianie historyczki. Miesiąc przed maturą to kluczowy okres przy wystawianiu ocen z licznych sprawdzianów powtórkowych. Osoba, przenosząca się z innej szkoły, z reguły musi sporo nadrobić, aby zaliczyć cały bieżący rok szkolny i równocześnie całe cztery lata nauki (wszak otrzymuje oceną całościową, a nauczyciel wcale jej nie zna)a – ile i czego, to już zależy od indywidualnych wymagań każdego nauczyciela. Zakładam, że historyczka uwzięła się na Monikę. 

Przechwałki co do częstych zmian chłopaków i podbijania ich serc dotyczyły zarówno tej szkoły, jak poprzednich. 

Oczywiście, nad zmianami jeszcze pomyśle, serdeczne dzięki! :)

Pozdrawiam. :)

 

Witaj, Regulatorzy

Dziękuję serdecznie za wizytę oraz uwagi. Zaraz wszystkie sprawy techniczne poprawię.

Co do imienia, nie mam pojęcia, ale rzeczywiście przez całe cztery lata (i później) tak mówiliśmy o naszym klasowym koledze – w takiej formie zawsze podając jego imię.

Ja wiem… Postaram się jeszcze, o ile tylko stan zdrowia mi na to pozwoli, nieco rozpisać wątek fantastyczny. Na razie dopisałam jedynie trochę, aby podkreślić, że miała to być forma zemsty wobec jedynej osoby, mającej wobec Moniki negatywne nastawienie.

 

Prawdopodobnie zmienię też gatunek opowiadania. :)

 

Pozdrawiam serdecznie i dziękuję. :)

Pecunia non olet

Miesiąc przed maturą to kluczowy okres przy wystawianiu ocen z licznych sprawdzianów powtórkowych.

Tak, ale studniówka jest ponad trzy miesiące przed maturą. Chodziło mi o to, że raptem minął miesiąc, mamy bodajże luty i już wiadomo, że dziewczyna będzie miała poprawkę. Nic się wtedy nie da zmienić?

Babska logika rządzi!

Finkla:

 

Tak, ale studniówka jest ponad trzy miesiące przed maturą. Chodziło mi o to, że raptem minął miesiąc, mamy bodajże luty i już wiadomo, że dziewczyna będzie miała poprawkę. Nic się wtedy nie da zmienić?

 

Witaj.

Dobrze, rozumiem, dzięki za rady, już zmieniam, pozdrawiam. ;)

PS Zmieniłam na pały. Pały to w końcu nie jest poprawka. :)

Pozdrawiam. ;)

Pecunia non olet

Bruce, we wczoraj przeczytanym opowiadaniu dostrzegłam motyw zemsty na nauczycielce. Jest zaznaczony całkiem jasno. Zastanawiam się tylko, w jaki sposób dziewczyna mściłaby się na historyczce, gdyby ta miała męża, delikatnie mówiąc, zgoła nieatrakcyjnego… ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Rzeczywiście, Regulatorzy, to ważna kwestia. 

Pomyślę nad tym. 

Jak wspomniałam, na razie nie bardzo mam możliwości. :)

Przesunę dziś jeszcze tekst do kopii roboczych, niech poczeka spokojnie na moją lepszą kondycję. :)

Pozdrawiam i dziękuję z uwagi. :)

Pecunia non olet

Nie ma co przesuwać – po ponownej publikacji ukaże się z pierwotną datą.

Babska logika rządzi!

To jest wyjście, Bruce, a i praca zapewne będzie spokojniejsza.

Życzę Ci, aby dobre samopoczucie jak najszybciej stało się Twoim udziałem.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Finkla:

 

Nie ma co przesuwać – po ponownej publikacji ukaże się z pierwotną datą.

Wybacz, Finklo, ale nie bardzo kojarzę fakty… 

Chcę usunąć, aby na razie nie zabierać Wam niepotrzebnie tym uwagi.

 

Pozdrawiam. :)

 

Dziękuję bardzo, Regulatorzy. :)

Pecunia non olet

Jeśli będziesz usuwać teksty, które nie spodobają się wszystkim, to nic nie opublikujesz. Ktoś zagłosował na bibliotekę, więc nie jest źle.

Babska logika rządzi!

Finkla:

Jeśli będziesz usuwać teksty, które nie spodobają się wszystkim, to nic nie opublikujesz. Ktoś zagłosował na bibliotekę, więc nie jest źle.

Powiem szczerze, że jestem tak zdumiona… , że nawet nie wiem, co napisać. surprise

Wpadam, aby nie zbywać komentarzy Betujących, bo bym sobie wybaczyć nie mogła.

Widzę gwiazdkę, to zaglądam. 

Właśnie miałam zamiar odłożyć do kopii roboczych, jak wspomniałam wcześniej. blush Pojęcia nie miałam, że jest zgłoszenie. Dziękuję stukrotnie Zgłaszającej Osobie. heartkiss

Jednakże muszę wprowadzić po Waszych uwagach tak wiele zmian, że to nie będzie już ten sam tekst, w sumie to on już dawno nie jest taki sam… 

Nic, na razie zatem zostawiam jako tekst i korekty wprowadzę stopniowo. Przepraszam za opóźnienia. :roza: 

 

Pozdrawiam. :)

 

Pecunia non olet

Nowa Fantastyka