- Opowiadanie: nartrof - Pojedynek

Pojedynek


Rycerze przybywają z różnych strony królestwa by walczyć ze smokiem, w obronie, jak się im zdaje, królewny.  Stara historia w nowej, lekko żartobliwej odsłonie.

 

Wielkie podziękowania dla DanielKurowski1 oraz krar85 za betowanie.

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Pojedynek

Nad usianym kwiatami pagórkiem, wśród słodko śpiewających ptaków i radośnie bzyczących owadów, niosły się odgłosy zaciętego pojedynku.

 

– Goniec na f sześć.

– Pion bije na c pięć.

– Goniec bije na c pięć.

– Roszada.

– Zaraz, zaraz. Nie możesz zrobić roszady, ruszałaś już królem.

– Pomyliło ci się, nie ruszałam. – Królewna zrobiła wielce zdziwioną minę.

– Ależ tak, ruszałaś. Dałem ci szacha skoczkiem i uciekłaś na lewo, potem wróciłaś gdy zaszachowałem gońcem.

– Ee… – Kobieta ponownie zaprzeczyła ruchem głowy. – To było wczoraj w innej partii.

– Co ty mi tu opowiadasz?! – Jej oponent rozsierdził się. – Dziś było…

Kłótnię przerwało pojawienie się dużej grupy ludzi. Na czele, na wielkim, wspaniałym rumaku siedział dumnie rycerz w błękitnej zbroi. Za nim, w odległości kilku kroków, z pewnym lękiem jechała skromna świta. Trochę dalej, szła wielka hałastra złożona głównie z żądnych sensacji wieśniaków. Ci zatrzymali się w bezpiecznej odległości. Rycerska świta trochę bliżej, a sam rycerz stanął zaledwie kilkadziesiąt kroków przed nimi.

– Nazywam się Sełłodełik z Łakowa! – zakrzyknął. – Moje oczy nie widziały nigdy nic piękniejszego na świecie niż ty, pani! Czy zechcesz uczynić mi ten zaszczyt, i pozwolisz wyzwolić się ze szponów tej ohydnej bestii!?

– Ohydna bestia? – warknął urażony partner szachowy królewny.

Ta uspokoiła go gestem dłoni. Wyprostowała się dumnie i odrzekła.

– Mężny Sełłodełiku z Łakowa, to dla mnie ogromny zaszczyt…

– Nie, nie, nie – przybysz przerwał jej gwałtownie. – Jaśnie panienka nie dosłyszała. Nazywam się Sełłodełik z Łakowa.

Królewna spojrzała na niego wielkimi oczami.

– Toć przecież mówię. Sełłodełik z Łakowa.

– Nie! – zaprotestował ponownie rycerz. – Sełłodełik z Łakowa – powtórzył z silnym akcentem każde na „ł”.

– Ekhm, on chyba nie wymawia „r” – mruknął ukradkiem smok zakrywając paszczę.

Jaśnie panienka uśmiechnęła się.

– Ach no tak, rzeczywiście. Nie zauważyłam. Czyli to jest Sir Roderik?

– Aha – potwierdził jej towarzysz. – Szlachcic.

Niewiasta zwróciła się ponownie do rycerza, stawiając wyraźny akcent na każde „r” w jego nazwisku.

– Mężny Seł, ekhm. Mężny Sir Roderiku z Rakowa. – Sir Roderik nie posiadał się ze szczęścia. – Sprawiłeś mi wielką radość, radość przez duże „r” można by rzec, przybywając tu ze swoją wspaniałą świtą. – Świta rycerza zaczęła nieśmiało szczerzyć zęby z zadowolenia. – I pragnąc mnie uwolnić. Będę wielce zobowiązana i nagroda cię niechybnie nie minie, gdy to zrobisz. Czyń waść swoją powinność.

– Och kłólewno Błunhildo, twoje życzenie jest dla mnie łozkazem. – Rycerz w niebieskiej zbroi był bardzo podekscytowany. – Twa niewola skończy się niechybnie. Bądź ciełpliwa jeszcze przez chwilę, gdy będę gotowić się do bitwy ze smokiem. Będzie dla mnie zaszczytem, gdy zobaczysz jak ta plugawa gadzina załaz skona.

– Drogi mości panie – gromko odezwał się smok. Świta zadrżała ze strachu a żądna sensacji gawiedź cofnęła się o kilka kroków. – Widzę, że ze szlachtą potykać się mi przychodzi, a dobry obyczaj mówi, że przed walką przedstawić się należy. Moje imię to…

– Zamknij rzyć potworze! – krzyknął Sir Roderik z Rakowa.

Smoka zatkało z wrażenia. Brunhilda z niesmakiem wykrzywiła usta. Rycerz nie zauważył z odległości grymasu na jej twarzy. Nieświadom niczego, uśmiechnął się do niewiasty i pomachał, dumny ze swej ciętej riposty. Następnie pozdrowił królewnę skinięciem głowy i cofnął się do swoich giermków, by przygotować się do walki.

 

– No i słoma wylazła ze szlacheckich butów – mruknął pod nosem wielki gad.

 

Po chwili, Sir Roderik chwycił kopię. Opuścił przyłbicę błękitnego hełmu i zmusił ostrogami wierzchowca do galopu. Gdy był już blisko, smok nadspodziewanie szybko i zwinnie jak na tak wielką istotę, skoczył w przód. Odchylił się w bok mijając o włos, wymierzony w swą pierś oręż. Przepuścił obok siebie szarżującego rumaka. Nim jego jeździec zdołał zareagować, machnął łapą. Koń wystrzelił spod swojego rycerza jak z procy i poleciał daleko w las. Sir Roderik na moment zawisł w powietrzu, po czym rąbnął z hukiem na ziemię. Jego orszak, wraz z towarzyszącym mu chłopstwem, zamarli z jękiem na ustach, by następnie rzucić się do bezładnej ucieczki. Po chwili zniknęli z zasięgu wzroku. Właściciel błękitnej zbroi, nieporadnie machał nogami, próbując stanąć na nogi.

 

– Pomóż mu! – zarządziła Brunhilda.

 

Smok delikatnie postawił szlachcica na nogi. Ten, zataczając się i potykając, odszedł w stronę lasu, zaś olbrzymi stwór wrócił do królewny.

 

– Gdzie my to byliśmy?

– Twój ruch.

– A tak tak, rzeczywiście. Ja zrobiłem to, ty zrobiłaś to… – Przez chwilę myślał mrucząc do siebie. Ogromna smocza łapa zawisła nad szachownicą, tuż obok głowy spokojnie siedzącej królewny. Już miał chwycić figurę by wykonać ruch, gdy na skraju lasu pojawiła się kolejna grupa ludzi.

Tym razem na czele jechał rycerz w zielonej zbroi. Za nim, w odległości kilku kroków orszak. A za nimi, ta sama żądna sensacji chłopska gawiedź z pałkami, widłami i kosami. Mimo, że tym razem byli uzbrojeni, zatrzymali się, jak uprzednio, w bezpiecznej odległości. Jak uprzednio, rycerz ze swą świtą podjechali bliżej.

– Czy ty, o pani, jesteś królewną, która się zwie Brunhilde? – zawołał.

– Brunhilda, mam na imię Brunhilda. – Królewna zmarszczyła brwi. – Polecam lekcje czytania panu rycerzowi.

– Czytam i piszę biegle w sześciu językach i jestem pewien, że w ogłoszeniu było napisane Brunhilde – szczerze zdziwił się rycerz wyciągając zwój. – O tak, miałem rację.

– Podwykonawcy – mruknęła niezadowolona niewiasta pod nosem, krzywiąc się. – Chcesz zrobić coś dobrze, zrób to sam.

– W sumie to nie jest tak ważne – rzekł rycerz, na co skrzywiła się jeszcze bardziej. – Czy pozostałe informacje z ogłoszenia się zgadzają? Te o tym, że otrzymam rękę oraz pół królestwa od twego ojca?

Wielki gad spojrzał na swoją towarzyszkę, delikatnie unosząc lewą brew.

– Tak – odparła królewna bez zażenowania.

– A to, że smok ma górę złota?

– Jak wyżej! – odkrzyknęła lekko zirytowana.

Brew nad smoczym okiem uniosła się jeszcze wyżej, zaś człowiek w zielonej zbroi kontynuował.

– A jeśli można spytać? Jak duże jest twoje królestwo?

– Coś taki ciekawski mości panie? Gadasz i gadasz zamiast brać się do roboty! – krzyknęła zdenerwowana niewiasta.

– Spokojnie królewno. – Rycerz nie dał się wyprowadzić z równowagi. – Sprawdzam warunki kontraktu zanim się go podejmę. Szacuję ryzyko oraz możliwe zyski z inwestycji. Wracając do królestwa, to jak duże ono jest?

 

Brunhilda machnęła ręką jakby od niechcenia.

 

– W tę stronę kończy się za siedmioma górami, w tę za siedmioma rzekami, a w tę za siedmioma lasami.

W miarę jak mówiła, wojak rozdziawiał usta coraz szerzej i szerzej.

– Aaaa w tamtą stronę?

– W tamtą nie wiem, bo nikt stamtąd do nas nigdy nie przyjechał.

Przywódca przybyszy rozdziawił usta jeszcze szerzej.

– A młyny, kopalnie i kamieniołomy?

– Tak, tak, i zamki, i porty, i browary, i kuźnie. Wszystko to mam w królestwie. – Królewna usiadła znudzona odpowiadaniem na pytania, rycerz zaś ponownie wybałuszył oczy i rozdziawił szeroko usta.

– I smoki – wtrącił cicho jej skrzydlaty towarzysz.

Wzrok niewiasty napotkał przyjazny wzrok smoka.

– Jeśli mnie pokona, to uważaj na niego, coś za dużo się wypytuje o posag – dodał.

Brunhilda energicznie zerwała się na równe nogi.

– Mości rycerzu! Pominąłeś najważniejszy punkt kontraktu. Musisz pokonać smoka. Oto on. – Kobieta wyciągnęła rękę. Smok spróbował uśmiechnąć się najlepiej jak potrafił, obnażając przy tym swoje pokaźne uzębienie. W efekcie, połowa gawiedzi stojącej z tyłu ruszyła pędem w stronę lasu. Druga połowa najpierw upuściła pałki, widły i kosy, następnie podążyła za pierwszą grupą.

Rycerz skinął głową, zamknął przyłbicę zielonego hełmu i spiął konia ostrogami.

– To nie potrwa długo – mruknął smok.

Rzeczywiście, po chwili był z powrotem, a cała ferajna, prowadzona przez zbrojnego w zielonym pancerzu, uciekała do lasu.

– Po co ta cała bajka o królu? Twój ojciec nie byłby zadowolony, gdyby wiedział co zrobiłaś – spytał zdziwiony.

– Mam gdzieś co myśli sobie mój ojciec! Non stop jest zajęty tylko rządzeniem. Na nic innego nie ma czasu! A co do ogłoszenia, to jakbym podpisała królewna, to zaraz by się zjawiła cała ferajna różnego rodzaju podrywaczy, naciągaczy i ściemniaczy, którzy tanim kosztem chcieliby wziąć pół królestwa! Albo chociaż część! Bez ożenku. A może i by negocjowali, jak ten tu próbował! I naciskali! Znam ja takich! Jak podpiszę król, to zaraz inaczej gadają! Bo kobietę to oszukać można ale króla. Nie, no król się przecież zna, nie no wiadomo, z królem nie negocjujemy, z królewną to tak owszem ale z królem to nie. A wiesz czemu tak jest?! Bo w dzisiejszym świecie panuje patriarchat! Niektórzy sądzą, że tylko facet może rządzić królestwem! Bo kobiety co?! Gorsze są?! Bo kobieta za słaba! Kobieta się nie zna! Nie mogą podejmować decyzji, nie są szanowane ani poważane! Faceci sobie rządzą a kobiety są stłamszone i nie mają nic do powiedzenia!

– Ale część o górze złota mogłaś sobie darować – przerwał jej smok z wyrzutem. – My smoki nie lubimy złota. Nie jest nam potrzebne. Co ja miałbym z nim zrobić? Nowe skrzydła sobie kupię? Albo manikiur zrobię?

– No coś z pazurami byś mógł zrobić – wtrąciła Brunhilda, zirytowana, że jej przerwano.

– Co jest nie tak z moimi pazurami? – Urażony smok zaczął oglądać swoje szpony

– Nic, tylko szachownicę nam rysujesz. Patrz jeden goniec już nie ma głowy.

– Co ja zrobię, muszą być ostre. Potrzebuję ich do pracy.

– Oj ty! Przestań się mazgaić i graj. Nie mamy całego dnia.

– To ty zaczę…

 

Ich kłótnię ponownie przerwała wizyta gości.

– Piękne masz pazury smoku!

Było ich pięciu. Spostrzegli ich dopiero teraz. Ten w środku ferajny, który zrobił uwagę o pazurach, wysunął z uśmiechem język i dodał:

– Zrobię sobie z nich naszyjnik.

Smok postawił łapę na ziemię.

– A z twojej czaszki zrobię sobie siedzenie – kontynuował lider przybyszów.

Jego kamraci po bokach uśmiechali się drwiąco.

– Chłopcy, widzę, że zgubiliście się w lesie szukając grzybów – przerwał mu wielki zwierz, wskazując wielkim pazurem na las. – Tam poszła duża grupa ludzi. Jak się pośpieszycie to ich dogonicie.

– Wygadana ta bestia. Ale zaraz ci nie będzie do śmiechu – odparł przywódca piątki. – Masz przed sobą zawodowych łowców smoków. Przyszliśmy uwolnić królewnę o imieniu Brunhilde.

– Brunhilda! Mam na imię Brunhilda! – wykrzyczała wściekła królewna. – Zamorduję tego drukarza! Zamorduję go!

– A to ty – wycedził łowca z lekceważeniem. Lustrował ją wzrokiem przez dłuższą chwilę.

– Co?! – krzyknęła zirytowana.

– Z tymi twoimi wymiarami to się chyba trochę nie zgadza, co? – stwierdził opierając się na toporze. – Smok dobrze karmi?

– Jakimi wymiarami? – zdziwił się towarzysz królewny.

– Nieważne. – Łowca machnął ręką.

– Nieważne – z ulgą wykrztusiła Brunhilda.

– Chodzi nam o niego. – Skierował w smoka topór. – Ruszamy chłopcy!

– O ile się zakładamy tym razem? – zapytał smok, obserwując przez zmrużone powieki jak rozbiegają się półkolem próbując go otoczyć.

– Pół klepsydry – rzekła królewna obracając przezroczyste naczynie z piaskiem.

– Stoi – rzucił i z szumem skrzydeł ruszył przeciwko łowcom.

 

– Ha ha, zdążyłem – obwieścił tryumfalnie smok chwytając klepsydrę.

Kobieta cmoknęła z niezadowoleniem.

– Udało ci się – rzuciła krótko.

– Spróbuj sama przegonić piątkę zawodowych łowców, bez robienia im krzywdy. Wygrałem zakład.

– Fart.

– Eee jaki fart? Wszystko miałem rozplanowane. Ruszali się jak muchy w smo… hej co to? Co to jest? – przerwał zdziwiony patrząc na szachownicę. – Mój pion stał gdzie indziej.

– Nic nie ruszałam. Szachownica stoi jak stała.

– Przecież pamiętam dokładnie. Skoczek stał tu, ty się ruszyłaś hetmanem.

– Królową!

– Królową na b siedem. – Szybko poprawił się smok. – A pion był tutaj.

– Przecież cały czas byłam tu, koło ciebie. Już przestałbyś z tymi oskarżeniami. Naprawdę. Zresztą, wyjaśnimy to za chwilę. Patrz, jedzie kolejna ekipa.

 

Z lasu, w istocie, wyłonili się kolejni przybysze. Byli ubrani dość oryginalnie. Nie przypominali strojem ani szlachty, ani chłopstwa, ani żadnego mieszczańskiego cechu. Nosili na sobie za duże bluzy, które kołysały się luźno się w rytm kroków oraz spodnie, których krok wisiał na wysokości kolan. Utrudniało to im chodzenie. Jak również to, że za duże spodnie, co i raz zsuwały się któremuś z tyłka. Feralny właściciel zdawał się nie przejmować tym faktem. Gdy już widać było jego gołe uda, szybko, z wprawą, chwytał jedną ręką spodnie by je podciągnąć. Następnie próbował przyśpieszyć kroku aby dogonić swoich towarzyszy. By za chwilę ponownie powtórzyć całą procedurę. Najtrudniej miała ostatnia dwójka, która oprócz podtrzymywania opadających hajdawerów, dźwigała jeszcze martwą owcę. Wszyscy na głowy mieli naciągnięte kaptury. Szli lekko zgarbieni, kołysząc się dziwnie na boki. Gdy podeszli bliżej, ustawili się półkolem przed nimi. Owca wylądowała na ziemi a jeden z ekipy wyszedł naprzód. Wyciągnął krótki miecz i chwycił go za rękojeść, ostrzem w dół. Przycisnął głowicę do ust.

Królewna i smok patrzyli oniemiali na dziwne widowisko. Towarzysze tego z przodu zaczęli wystukiwać rytm. Niektórzy z nich coś mruczeli, niektórzy coś od czasu do czasu pokrzykiwali, niektórzy stękali lub bekali głośno i donośnie. Cała grupa zaczęła się kiwać w rytmie wydawanych odgłosów. Unieśli łokcie i wymachiwali rękami w kierunku smoka i królewny. Ten z przodu, z głowicą miecza wciąż przy ustach, ruszył kaczym krokiem w lewo. Po paru krokach zawrócił i tym samym, dziwacznym chodem poszedł w drugą stronę.

 

Joł, joł joł, czek dis ałt.

Ja się nazywam Bart.

Mam od urodzenia nieziemski fart.

Mówią o mnie „szalony jesteś człowiek”,

bo cokolwiek sobie w życiu postanowię,

to zawsze dowiozę.

Nawet jak spotkam królewnę-mimozę,

ja ją obudzę,

rozkręcę,

rozruszam i,

odwiozę.

Tacie. To znaczy królowi,

co ogłoszenie dał całemu ludowi.

Że córkę ma imieniem Brunhilda,

którą za żonę temu wyda,

kto wielką, smoczą i złą poczwarę

posieka na cząstki bardzo małe.

Myślę, więc sobie:

nieszczęśliwy to człowiek,

któremu córkę porwał smok,

by więzić ją w wieży przez ponad rok.

Poczułem wtedy wielką złość

i chęć, by ujrzeć zbielałą kość.

Gada,

co dziewice na śniadanie zjada.

Pomyślałem sobie: wyzwanie to nie lada.

Uwolnić królewnę co ujrzeć mnie rada,

gdy zabiję gada.

Tak postanowiłem.

Po to tu przybyłem.

Nie przyszedłem tu na poziomki ani na grzyby.

Nie znajdziesz we mnie fałszu krztyny.

Ja jestem prawdziwy.

Nie ma we mnie lęku

łuskowy potworze.

Zaraz twoje ciało będzie w worze.

Bo cokolwiek sobie w życiu postanowię,

to zawsze dowiozę.

Mówią o mnie „szalony jesteś człowiek”.

Joł, joł czek dis ałt.

Ja się nazywam Bart.

I mam od urodzenia nieziemski fart.

 

 

Solista stanął przed nimi z założonymi rękami. Ekipa przestała wystukiwać rytm, mruczeć, stękać i czkać.

Brunhilda i i jej towarzysz patrzyli na nich rozdziawiając usta.

– Co to było? – wykrztusił z siebie smok.

– Nie wiem, ale pozbądź się ich szybko – zawyrokowała królewna.

Skrzydlaty gad uniósł się na tylnych łapach. Wziął głęboki wdech i strzelił płomieniem nad głowami przybyszy. W ostatniej chwili skulili się. Ale mimo to, kilka kapturów zajęło się ogniem. Ten na przedzie podniósł się z ziemi.

– Bestia z pyska ogniem zieje. Bart zarządza, ekipa wieje.

Nie musiał dwa razy powtarzać. Cała gromadka ruszyła pędem do lasu podtrzymując i potykając się o opadające co chwila spodnie.

Para szachistów odprowadziła ich wzrokiem.

– Straszni dziwacy tu zaczynają przychodzić – pierwsza odezwała się królewna.

– Ha, jako jedyny dzisiaj nie przekręcił twojego imienia.

– Neee. Myślę, że mu pasowało do rymu.

– To był słaby rym.

– Fakt.

– To był słaby performens.

– Fakt, fakt. Ale patrz, zostawili owcę. – Rzeczywiście, zakapturzeni zapomnieli o swoim bagażu.

Smok podszedł do martwego zwierzaka, po śladach widział, że ogień go nawet nie musnął. Obwąchał padlinę.

– Mmm, siarka i smoła. – Skrzywił się wracając do królewny. – Naczytali się bajek. Czyja kolej?

– Chyba twój ruch.

– Jesteś pewna?

– Tak.

– Goniec na g dwa.

– Tak. Ti ti ti. Skoczek na f dwa. Szach mat.

– Ej no!

– Ha ha znowu wygrałam – ucieszyła się królewna.

– To nie fair. Jestem pewny, że mój pion stał tu a mój hetman.

– Królowa!

– Królowa stała tu.

– Złościsz się, bo przegrałeś.

– Nie. Pamiętam, figury stały inaczej.

– Miałeś za dużo wrażeń dzisiaj i partie ci się już mieszają.

– To przez tych rycerzy. Przyjeżdżają i zawracają głowę. Powinnaś wycofać to ogłoszenie. Nie rozumiem po co je puściłaś?

– Aż przybędzie ten, jedyny, wspaniały, idealny, na białym rumaku – rzekła Brunhilda wbijając rozmarzony wzrok w horyzont. – Ja się w nim zakocham, a on oszaleje na moim punkcie.

– Może już tu był, w błękitnej zbroi, Sełłodełik z Łakowa. Przed chwilą pobiegł o tam. – Smok wyprostował wielki pazur w stronę lasu.

– Nie drwij z miłości, ani moich marzeń proszę. Kobieta w moim wieku zasługuje chociaż na tyle.

– Nie drwię, poważnie. Lecz martwię się, że w imię nieznanej miłości wystawiasz na szwank naszą, znaną przyjaźń. Przecież któryś z nich może mnie skrzywdzić – smok szczerze się zmartwił.

– Ciebie, phi – prychnęła królewna. – Musiałby ktoś przyprowadzić całą armię, z żelaźniakami, konnicą i katapultami.

– Ktoś może kiedyś przyprowadzi.

– Nie bój się, wtedy ja cię obronię.

– Ty? Przed armią?

– Kobieta ma swoje sposoby.

– Jak ty w ogóle zamierzasz rozpoznać tego jedynego? – smok zaakcentował ostatnie słowo. – Przecież ty go nie znasz.

– Rozpoznam. Prawdziwą miłość rozpoznaje się w mgnieniu oka. – Rozmarzona niewiasta ponownie wbiła wzrok w widnokrąg.

– Jak na razie przybywają rycerze z wadą wymowy albo tacy, którym portki opadają. Nie licząc łowców smoków i posagów.

– Ech typowy facet, zero romantyzmu. Kobieta w pewnym wieku musi mieć męża, tym bardziej królewna, nie może zostać starą panną. Bez potomka, bez króla, który zajmie się sprawami kraju, gdy ja będę mogła…

– …grać w szachy i oglądać pojedynki?

– Co za złośliwy… płaz!

– Gad żabeńko, gad. A co do męża to poproś ojca aby ci kogoś znalazł adekwatnego do twej pozycji.

– Aranżowany związek? Nic z tego. Dostanę jakiegoś starego oblecha. Lipa. To musi być ogień namiętności, szał zmysłów, romantiko. Rozumiesz? Stary oblech nie jest romatiko.

– Ty sobie romantikujesz. A ja muszę się nieźle napocić, żeby ich nie pokaleczyć. Nie podoba mi się to. Wycofaj to ogłoszenie.

– Eee – królewna zdecydowanie zaoponowała. – Nic z tego. Zresztą, to dla mnie też rozrywka. Przyjemne z pożytecznym, można by rzec.

– Przeszkadzają mi skupić się na szachach – żalił się smok.

– Nic z tego. Zresztą za późno. Wydrukowałam już cały nakład.

Wielki szachista zezłościł się i odwrócił tyłem do Brunhildy. Ta widząc, że strzelił focha, spróbowała go udobruchać.

– No nie złość się. Ok przyznaję, masz trudniej przez tych przyjezdnych. Ale zrób to dla mnie. To dla mnie bardzo ważne.

Smok zerknął z ukosa na kobietę. Ta spostrzegła, że mięknie.

– No proszę. Dam ci jutro fory, chcesz? Zacznę bez jednego gońca.

Smok spojrzał na królewnę z obrażoną miną, po chwili namysłu rzekł.

– Bez gońca i dwóch pionów.

– Goniec i pion, moja ostatnia oferta.

– Stoi. – Ucieszony wyciągnął w kierunku królewny wielką łapę. Dotknęła z uśmiechem jego palca i potrząsnęli dłońmi dobijając targu.

– To co jutro o tej samej porze?

– Aha, na razie.

 

 

Koniec

Komentarze

Witaj!

Powtórzę tylko z bety:

Fajnie napisane, zabawne, przedstawiające dobrze znaną historię w innej odsłonie. Księżniczka zaprzyjaźniona ze smokiem, powoli znudzona szukaniem prawdziwej miłości.

Czytało mi się płynnie, bez większych potknięć.

No i opowiadanie wisiało w tej becie ponad miesiąc xD Mam nadzieję, że inni to docenią. Na ile mogłem, tyle pomogłem ;)

Jeśli ktoś znajdzie jakieś inne błędy, a opowiadanie przypadnie do gustu, to doklikam do biblioteki :)

Pozdrawiam i trzymam kciuki za Ciebie i za tekst, by znalazł czytelników!

 

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Przeczytałem uśmiechnięty w sposób ciągły. Znamienita koncepcja; szkoda, że nie we wszystkich szczegółach dograna. Opowiadanie mogło być wyśmienite, ale na pewno jest dobre. Szkoda, że nie dałeś wcześniej znać, iż potrzebujesz betującego szachisty:

– Goniec na f sześć.

– Pion bije na c pięć.

– Goniec bije na c pięć.

Goniec z f6 nie może pobić na c5, ten drugi tym bardziej nie może. Poza tym – skoro znają notację algebraiczną pól (co zresztą jest ahistoryczne, jeżeli mówimy o epoce zbliżonej do średniowiecza) – co powstrzymywałoby ich przed zapisem partii dla uniknięcia sprzeczek o pozycje? A w kwestiach językowych… weźmy tylko przykładowy akapit:

Tym razem, na czele jechał rycerz w zielonej zbroi. Za nim, w odległości kilku kroków orszak. A za nimi, ta sama rządna sensacji chłopska gawiedź. Tym razem uzbrojona w pałki, widły i kosy. Mimo, że tym razem uzbrojeni, zatrzymali się, jak uprzednio, w bezpiecznej odległości. Jak uprzednio, rycerz ze swą świtą podjechali bliżej.

Zobaczmy, jak proponowałbym to przepisać:

Tym razem na czele jechał rycerz w zielonej zbroi. Za nim, w odległości kilku kroków, orszak. A za nimi ta sama żądna sensacji chłopska gawiedź. Tym razem uzbrojona w pałki, widły i kosy. Mimo to znów zatrzymali się w bezpiecznej odległości. Jak uprzednio, rycerz ze swą świtą podjechał bliżej.

Dlaczego tak? Przecinki nie wymagają chyba szczegółowych objaśnień (frazy “mimo że” też się nie rozdziela przecinkiem), słowa “rządny” i “żądny” znaczą zupełnie co innego. Powtórzenie fraz “tym razem uzbrojeni” oraz “jak uprzednio” jest bardzo wadliwe stylistycznie. Wreszcie świta jest podległa względem rycerza, więc orzeczenie zdania powinno odnosić się gramatycznie do tego pierwszego. Obawiam się, że każdy akapit po kolei należałoby tak przepracować, a na to – niestety – nie bardzo mam czas.

 

Podkreślam jednak – pomysł uroczy, a przecież to jest najważniejsze w literaturze, warsztat zawsze można dopracować. Życzę mnóstwo weny i cierpliwości!

Cześć!

 

Powtórzę pewnie głównie opinię z bety. Motywy ograne, ale humorystyczne, logicznie rozłożone, tworzą spójną całość. Czytając można się uśmiać. Księżniczka żądna wrażeń, smok filozof, a rycerze, cóż, jak to rycerze, bywają różni.

Trochę zabrakło mi opisu postaci, ale też nie to jest w tym tekście najważniejsze. On ma bawić, i imho spełnia swoje zadanie.

Poczekam, niech jeszcze ktoś bardziej wykrywający błędy się wypowie (albo i nie, ale może ktoś wpadnie) i jak wszystko będzie ok to (podobnie jak DanielKurowski1) kliknę bibliotekę.

Bo uśmiać się z tego można.

Pozdrawiam!

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

@Daniel i @ krar – dzięki jeszcze raz za betę i dobre rady.

 

@Ślimak Zagłady – rzeczywiście z gońcami masz rację, oba chodzą po tym samym kolorze pola. Na szczęście łatwe do poprawy. Przecinki zaś to moja słabość. No i oczywiście, miało być “żądna” a nie “rządna”.

Cieszę się, że podobało i uśmiech wywołało, bo tak być miało.

 

No ja szachowo pomóc nie mogłem, bo grałem chyba tylko dwa razy w życiu ;(

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Cześć, nartrof,

jakie miłe i cudne opowiadanie! Muszę wyrobić dyżur i przyznam, że nie spodziewałam się dobrze spędzonego czasu. Nie jest to nic osobistego, po prostu gdy czytam w pewien sposób na siłę, potrzeba więcej, aby mi się faktycznie spodobało. Bawiłam się wyśmienicie, pomimo paru błędów. Nie wiem, od jak dawna piszesz, ale widzę duży potencjał i czekam na coś naprawdę fantastycznego! Bo jak wspomniałam bardzo mi się podobało, ale po prostu warsztat trochę szwankuje. Dobrym pomysłem będzie niezaprzestanie używania opcji betowania póki co ;)

Bałam się, że pójdziesz w tę pesymistyczną stronę i smoka faktycznie w końcu ktoś by capnął . Przy owcy zawołałam w duszy “o nie!”, ale na szczęście nie dał się nabrać, co w sumie jest logiczne. Nie wiem, jak dobry węch mają smoki, ale pewnie lepszy niż ludzie, a siarka przecież cuchnie. Legenda o Dratewce jest więc typową głupią przypowiastką.

Jak widzisz więc polubiłam bohaterów :) Fajni są. Uwielbiam takie szlacheckie smoki, a tekst księżniczki o konieczności podpisania się jako król bardzo trafny.

 

 

Ah no tak, rzeczywiście. Nie zauważyłam. Czyli to jest Sir Roderik?

Po polsku poprawne jest “Ach”.

 

Tym razem,[-,] na czele jechał rycerz w zielonej zbroi. Za nim, w odległości kilku kroków orszak. A za nimi, ta sama żądna sensacji chłopska gawiedź. Tym razem uzbrojona w pałki, widły i kosy.

Celowe powtórzenie?

 

Ten w środku ferajny, który zrobił uwagę o pazurach, wysunął z uśmiechem język i dodał.[+:]

 

– Z tymi twoimi wymiarami to się chyba trochę nie zgadza[+,] co? – stwierdził podpierając się na toporze.

 

– Ha ha, zdążyłem.[-.]Obwieścił tryumfalnie smok chwytając klepsydrę.

“obwieścił”

 

– Mmm, Ssiarka i smoła.

 

– Ja się w nim zakocham[+,] a on oszaleje na moim punkcie.

 

Powodzenia w dalszym pisaniu! 

Nie wysyłaj krasnoluda do roboty dla elfa!

Witaj.

Jak się okazuje, to królewna jest tu największym problemem: oszukuje w grze, oszukuje w ogłoszeniu, oszukuje w życiu, ciągle zdenerwowana, kapryśna i humorzasta. ;)

Nasuwa mi się podczas lektury tego przezabawnego opowiadania i: “Przebacz mi, Brunhildo!” z “Wakacji z duchami”, i rapowanie raperów, i charakterystyczna moda na noszenie spodni, niegdyś tak popularna wśród młodzieży, i niemieckojęzyczny wątek przy jednej z dwunastu prac Asterixa i Obelixa ze słynnej animacji. :)

Czekam niecierpliwie na ciąg dalszy, bo zapowiada się przeciekawie. :)

Brawa za pomysł i interesujące dialogi. :)

Pozdrawiam. ;)

Pecunia non olet

@ LanaVallen

Bardzo dziękuję za miłe słowa. Czuję się nimi zbudowany i zmotywowany aby dalej pisać. To moje trzecie opublikowane gdziekolwiek opowiadanie, więc sam początek. Wszystkie trzy są tu, na portalu NF. Czuję, że masz duże oczekiwania, postaram się ich nie zawieść. :) Uwagi wprowadziłem.

@ bruce

Jak to czasem bywają królewny, ta jest rozpuszczona, ale ma wielkiego przyjaciela (ciałem oraz duchem) więc może wyjdzie na ludzi. Ciągu dalszego tego konkretnego opowiadania nie planowałem, bo na razie nie mam pomysłu. Ale kto wie co się zdarzy jutro? Dzięki za odwiedziny.

 

Pozdrawiam

Z pewnością ciąg dalszy byłby doskonały, bo pomysł na ten tekst jest taki właśnie. :)

Pozdrawiam. ;)

Pecunia non olet

Pomyślę :)

Cześć.

 

fajna historia, dobrze się czytało, w zasadzie bez większych zgrzytów.

 

Można by rozwinąć o sceny walki – np. ta ekipa łowców smoków wydawała się konkretna, ciekaw jestem, jak ich smok załatwił ;)

 

W końcówce czegoś mi zabrakło, jakiegoś takiego domknięcia historii. Może księżniczka by ostatecznie za smoka wyszła? :D

 

Pozdrawiam!

Martwe liście i brudna ziemia

Cześć BasementKey!

Sceny walki celowo ominąłem. Raz że nie umiem ich jeszcze pisać, dwa że chciałem utrzymać humorystyczny ton opowiadania. Pewnie można jakoś zrobić humorystyczne sceny walki, lecz to na razie za wysoki poziom na moje pióro, eee… klawiaturę.

Zaślubiny królewny ze smokiem, no ciekawy motyw, ciekawy…

Bruce też pisała żeby pociągnąć temat dalej. Jak ktoś jeszcze poprosi, to chyba nie będzie wyboru.

Dzięki za odwiedziny.

Choć było już mnóstwo opowiadań traktujących o rycerzach próbujących uwolnić królewnę ze smoczych łap, to Twoje, Nartrofie, tchnie pewna świeżością, a to z tej racji, że królewna wzięła sprawy w swoje ręce. A że jeszcze nie wypatrzyła tego jedynego… no cóż, wszak do tej pory przybyło zaledwie kilku kandydatów. Poza tym opowiadanie jest bardzo zabawne, a humor w naprawdę niezłym gatunku. ;)

Wykonanie pozostawia nieco do życzenia, ale jeśli poprawisz błędy i usterki, zgłoszę Pojedynek do Biblioteki. ;)

 

Za nim, w od­le­gło­ści kilku kro­ków, z pew­nym lę­kiem je­cha­ła jego skrom­na świta. Tro­chę dalej, za nimi, szła… ―> Czy wszystkie zaimki są konieczne?

 

Opu­ścił przy­łbi­cę swo­je­go błę­kit­ne­go hełmu i zmu­sił ostro­ga­mi swo­je­go wierz­chow­ca do ga­lo­pu. ―> Zbędne zaimki – czy rycerz miałby cudzą zbroję i cudzego konia?

 

Od­chy­lił się w bok mi­ja­jąc o cen­ty­me­try… ―> Skąd w czasach tego opowiadania znano system metryczny?

 

A za nimi, ta sama rząd­na sen­sa­cji chłop­ska ga­wiedź… ―> A za nimi, ta sama żąd­na sen­sa­cji chłop­ska ga­wiedź

Za SJP PWN: rządny daw. «umiejący dobrze, ekonomicznie gospodarować»

 

Czło­wiek w zie­lo­nej zbroi kon­ty­nu­ował zaś dalej. ―> Masło maślane – czy można coś kontynuować, nie robiąc tego nadal?

Wystarczy: Czło­wiek w zie­lo­nej zbroi zaś kon­ty­nu­ował.

 

a cała fe­raj­na, pro­wa­dzo­na przez zbroj­ne­go w zie­lo­nym pu­kle­rzu, ucie­ka­ła do lasu. ―> Puklerz to okrągła, wypukła tarcza – czy rycerz był ubrany w taką tarczę?

 

róż­ne­go ro­dza­ju pod­ry­wa­czy, na­cią­ga­czy i ściem­nia­czy. Któ­rzy tanim kosz­tem… ―> …róż­ne­go ro­dza­ju pod­ry­wa­czy, na­cią­ga­czy i ściem­nia­czy, któ­rzy tanim kosz­tem

 

Albo ma­ni­kjur zro­bię? ―> Albo ma­ni­kiur zro­bię?

 

– To ty zaczę…. ―> Po wielokropku nie stawia się kropki!

 

– Tam po­szła duża grupa ludzi, wska­zu­jąc wiel­kim pa­zu­rem na las. ―> Czy dobrze rozumiem, że duża grupa ludzi poszła do lasu, wskazując nań wielkim pazurem?

 

stwier­dził pod­pie­ra­jąc się na to­po­rze. ―> …stwier­dził, pod­pie­ra­jąc się to­po­rem. Lub: …stwier­dził, o­pie­ra­jąc się na to­po­rze.

Podpieramy się czymś, opieramy się na czymś.

 

za­py­tał smok, ob­ser­wu­jąc przez zmru­żo­ne oczy… ―> …za­py­tał smok, ob­ser­wu­jąc przez zmru­żo­ne powieki… Lub: …za­py­tał smok, ob­ser­wu­jąc zmru­żo­nymi oczyma

 

No­si­li na sobie duże, luźne bluzy… ―> A może wystarczy: No­si­li luźne bluzy…

Skoro coś jest luźne, to rozumiem że jest za duże.

 

Na no­gach mieli spodnie… ―> Zbędne dopowiedzenie – czy było możliwe, aby spodnie nosili na innej części ciała, nie na nogach?

 

a jeden z ekipy wy­szedł na przód. ―> …a jeden z ekipy wy­szedł naprzód.

 

Wy­cią­gnął krót­ki miecz […] Przy­ci­snął gło­wi­cę rę­ko­je­ści do ust. ―> Zbędne dopowiedzenie – czy miecz, poza tą na t=rękojeści, ma też inną głowicę?

 

– To nie fair. Je­stem pewny , że mój pion… ―> Zbędna spacja przed przecinkiem.

 

– Co za zło­śli­wy…płaz! ―> Brak spacji po wielokropku.

 

Ucie­szo­ny wy­cią­gnął w kie­run­ku kró­lew­ny swą wiel­ką łapę. ―> Zbędny zaimek – czy mógł wyciągnąć cudza łapę?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hej Reg. Cieszę się, że opowiadanie ci się podoba i wywołało uśmiech. Dzięki za uwagi, w weekend poprawię.

Pozdrawiam

I ja się cieszę, Nartrofie, bo to była fajna lektura. Daj znać, kiedy poprawisz usterki, abym mogła udać się do klikarni. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Całkiem niezłe. Momentami montypythonowskie. Ciekawi mnie jedynie, czy smok grał wariant smoczy w obronie sycylijskiej czy wybierał jakieś bezpieczniejsze opcje? ;-)

"Kozy mają mnie w nosie, a psy na ogonie." T. Rałowski

W tej wersji szachów powinien w sumie być smoczek a nie skoczek.

Sympatyczny tekst. Sama kiedyś popełniłam opko na motywie królewny spiskującej ze smokiem, więc mogę tylko pochwalić temat.

Czytało się przyjemnie.

Babska logika rządzi!

Cześć Finkla,

Nie spodziewałem się, że ktoś tu jeszcze zawita. Tym bardziej dziękuję za komentarz oraz cieszę się, że się podobało.

Pozdrawiam

Nowa Fantastyka