- Opowiadanie: Mytrix - Ale nie marlboro

Ale nie marlboro

Jak­kol­wiek to brzmi przy tak ni­skim li­mi­cie, nie zdą­ży­łem na kon­kurs. Ale skoro na­pi­sa­łem, nie ma co kisić tego szor­ta. Do­da­ję więc z ta­giem kon­kur­so­wym, choć szort nie brał udzia­łu w kon­kur­sie.

Jak kto cie­kaw, to na zdro­wie!

 

P.S.

W związ­ku z po­wyż­szym, po­zwo­li­łem sobie nie do­ci­nać do li­mi­tu. Przy­wi­lej spóź­nial­skich :)

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Biblioteka:

wilk-zimowy

Oceny

Ale nie marlboro

Detek­tyw bez per­spek­tyw

 

Trwa­ją­ce mię­dzy­na­ro­do­we po­łą­cze­nie te­le­fo­nicz­ne od Ame­lii kosz­tu­je go for­tu­nę. Wik­tor nie ma for­tu­ny. Drob­nych też tyle co w dziu­ra­wej kie­sze­ni. Wstyd mu przy­znać, że po zmia­nie za­wo­du bra­ku­je zle­ceń. Naj­wi­docz­niej Hol­mes wy­czer­pał an­giel­ski rynek.

– Trze­ba do­star­czyć to na pre­zen­ta­cję do Ame­ry­ki. Po­trze­bu­ję ochro­ny na po­dróż.

– Nie je­stem ochro­nia­rzem.

– I to­wa­rzy­stwa.

– Z agen­cji też nie je­stem.

– Od­wo­łu­ję się do two­jej na­uko­wej duszy!

– To prze­szłość.

– Zwra­cam się do cie­bie z proś­bą, jako do przy­ja­cie­la. No i prze­kaz z za­licz­ką czeka już w banku Royal.

Okres, gdy pra­co­wa­li razem, zo­sta­wił za sobą lata temu. A teraz to. Ame­lia koń­czy ich wspól­nie roz­po­czę­ty pro­jekt. To kwe­stia dni, może go­dzin. De­tek­tyw bez per­spek­tyw nie ma wiel­kie­go wy­bo­ru. Szcze­gól­nie wobec ar­gu­men­tu osta­tecz­ne­go.

– Wy­star­czy na za­le­gły czynsz – Ame­lia kon­ty­nu­uje, zda­jąc się znać jego sy­tu­ację le­piej niż on sam. – Wy­star­czy na po­dróż i na trzy sztan­gi marl­bo­ro. Koń­czą mi się za­pa­sy, a marl­bo­ro to obec­nie towar czar­no­ryn­ko­wy. Zresz­tą nie wy­cho­dzę z domu.

– Chyba nie je­dziesz na kon­ser­wach?

– Lom­bar­dier przy­no­si mi za­ku­py, ale nie marl­bo­ro.

– Kto?

– Przy­ja­ciel, ma lom­bard nie­da­le­ko… O! – prze­ry­wa nagle. – Muszę koń­czyć, do zo­ba­cze­nia za dwa dni w Pol­sce. Bi­le­ty do Ame­ry­ki już ku­pi­łam. PA!

 

Zapach brzo­skwiń

 

Po uciąż­li­wej po­dró­ży stat­kiem i po­cią­giem, Wik­tor do­cie­ra na miej­sce, ale w domu nie za­sta­je przy­ja­ciół­ki. Bra­ku­je też klu­cza pod do­nicz­ką przy oczku wod­nym. Przez szybę za­glą­da do sa­lo­nu i za­uwa­ża prze­wró­co­ną lampę.

Udaje mu się otwo­rzyć i do­stać do środ­ka przez okno w ła­zien­ce. Od razu przy­tła­cza go słod­ki za­pach brzo­skwiń. Na pod­ło­dze leży stłu­czo­ny fla­kon ulu­bio­nych per­fum Ame­lii.

W piw­nicz­nym la­bo­ra­to­rium wszyst­ko jest w nie­ła­dzie. Spraw­dza sejf za ob­ra­zem w po­ko­ju dzien­nym. Zdej­mu­je skó­rza­ną rę­ka­wicz­kę, przy­kła­da dłoń i po chwi­li drzwicz­ki same pusz­cza­ją, lecz skryt­ka jest pusta. Nie spo­dzie­wał się ni­cze­go in­ne­go. Wsuwa dłoń do rę­ka­wicz­ki i opusz­cza dom.

Krąży w pro­mie­niu kilku ulic od domu Ame­lii i udaje mu się zna­leźć lom­bard.

 

Lombar­dier

 

Lom­bar­dier twier­dzi, że Ame­lia była u niego na pa­pie­ro­sie, ale wy­szła przed dwoma kwa­dran­sa­mi, spie­sząc się na po­ciąg.

W po­miesz­cze­niu pa­nu­je pół­mrok i nie pach­nie brzo­skwi­nia­mi. Je­że­li Ame­lia tu była, to nie we­szła do bu­dyn­ku od fron­tu. Naj­pew­niej też nie z wła­snej woli. Wik­tor stoi przed ladą na­prze­ciw­ko roz­mów­cy. Bru­dzi sobie rę­ka­wicz­kę po­pio­łem, trą­ca­jąc pety w po­piel­nicz­ce. Są róż­nych marek, ale nie marl­bo­ro. Na ścia­nie wisi wy­ko­na­ne w ko­lo­rze zdję­cie pierw­szej uda­nej trans­ak­cji, zwień­czo­nej uści­skiem dłoni. Na fo­to­gra­fii, na palcu Lom­bar­die­ra wid­nie­je sta­lo­wy sy­gnet z cha­rak­te­ry­stycz­ną szczer­bą.

– Oba­wiam się, że nie mogę panu pomóc. – Roz­mów­ca roz­kła­da ręce. Na palcu tkwi ten sam – ale złoty – sy­gnet z cha­rak­te­ry­stycz­ną szczer­bą.

Wik­tor ścią­ga rę­ka­wicz­kę. Jego dłoń po­kry­ta jest szpet­ny­mi bli­zna­mi.

– Uuu, pa­skud­na spra­wa.

– Gdzie jest dziew­czy­na? Jeśli nic jej nie jest, po­zwo­lę ci żyć.

Za­sko­czo­ny Lom­bar­dier od­ru­cho­wo zerka na drzwi do za­ple­cza, po czym spod lady wy­cią­ga re­wol­wer i przy­ty­ka go do klat­ki pier­sio­wej de­tek­ty­wa. Wik­tor łapie broń i prze­kształ­ca w łyżkę ce­dza­ko­wą. Ko­rzy­sta­jąc z szoku opo­nen­ta, żelaznym uściskiem chwy­ta go za rękę.

– Je­steś jed­nym z nich.

– Wiesz jak to jest, gdy płuca i serce zmie­nia­ją się w bez­kształt­ną mia­zgę? Bo­le­sna śmierć. – Moc­niej ści­ska rękę Lom­bar­die­ra.

– J-j-jest na za­ple­czu. Nic jej nie grozi, p-puść mnie.

Lom­bar­dier przez chwi­lę od­czu­wa mro­wie­nie w całym ciele i wstrzą­sa nim fala bólu – to Wik­tor scala go z ladą. Ni­g­dzie się nie ruszy.

De­tek­tyw od­naj­du­je dziew­czy­nę w nie­wiel­kiej ła­zien­ce. Wyj­mu­je jej kne­bel z ust. Jest przy­pię­ta kaj­dan­ka­mi do ka­lo­ry­fe­ra i po­si­nia­czo­na. Nie­przy­tom­na, ale od­dy­cha równo. Wik­tor jed­ne­go jest pe­wien – ma do od­by­cia męską roz­mo­wę z Lom­bar­die­rem.

Koniec

Komentarze

Witaj.

Kryminalna opowieść. Zaskakujące zwroty akcji, niczego nie można przewidzieć z góry, dziewczyna na szczęście żyje (uff!), krew nie leje się potokami (to też na plus).

Bardzo ciekawy szort i interesujące ujęcie tematu konkursowego.

W dodatku – z poczuciem humoru. :)

Gratuluję, pozdrawiam. :)

Pecunia non olet

Witaj, bruce!

 

Dzięki za przychylny komentarz :) Cieszę się, że w krótkim tekście udało się spiąć to wszystko w sensowną całość. To mój drugi pomysł na ten konurs, przez pisanie (i porzucenie) pierwszego nie zdążyłem z tym. Że udało się trafić z humorem to wisienka na tym mini-torciku.

Dzięki raz jeszcze :)

 

Pozdrawiam!

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Cała przyjemność po mojej stronie, pozdrawiam. :)

Pecunia non olet

Przyjemne, zabawny początek, fajny zwrot akcji, ale mam wrażenie, że jest to opowieść na coś większego niż szort. To przekształcanie broni lombardiera jest tak trochę wyciągnięte z kapelusza, tak samo to stwierdzenie Jesteś jednym z nich. Czytelnik po temacie konkursu domyśla się, że chodzi o alchemików, ale fajnie byłoby to zarysować też wcześniej, bo aż do tego momentu jest to raczej zwykły detektyw.

Ogólnie się podobało, ale jak napisałem, raczej jest to materiał na coś większego.

Pozdrawiam :)

Dzięki, PanieDomingo,

 

To wyciągnięcie z kapelusza (po raz pierwszy alchemia była użyta do otworzenia sejfu) i nie mówienie wprost o alchemikach, tak jak nie nazwanie kamienia filozoficznego jest celowe, właśnie dlatego, że temat konkursu już nam to zdradza. Zresztą już na począku wiemy że detekwtyw zmienił profesję z innej, "naukowej" i tu wracamy do tego, że wiem jaki jest temat konkursu ;p

Próbowałem całość upchać w szora tak, by dało się odczuć, że poza ramimi przedstawionych scen jest coś więcej. Dłuższyb tekstów o detektywach alchemikach nie mam w narazie planach.

 

Dzięki za komentarz,

Pozdrawiam!

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Mmm, DZL to dolnośląskie tablice, Złotoryja? Ano, dymią.

Ciekawy kamień!

Przy krótkim limicie też trudno dotrzeć na czas. ;-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dzięki, Asylum!

 

Ekhm… DZL to, ten tego, nie było celowe, kurcze, a mogło :P

 

Pozdrawiam!

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Obawiam się, że nie zrozumiałam. Główny bohater ma moc przekształcania przedmiotów, których dotyka, ale w takim razie, o co chodzi z sygnetem? Bo jeśli sygnet na zdjęciu i na palcu Lombardiera jest ten sam (a nie “taki” sam), to Lombardier ma moc przekształcania metalu w złoto – i teraz nie wiem, jakie ta informacja ma znaczenie i wpływ na fabułę? Wydaje się być przypadkowa.

Trochę zabrakło mi połączeń między różnymi informacjami, które podajesz w tekście, przez co nie czytało mi się płynnie. Za to bardzo ciekawie wyszła narracja – sucha, zdystansowana, taka fajnie cierpka :D

Interesujący szort.

Dream big.

Hej, Dogs,

 

A zwróciłaś uwagę na nazwę konkursu?

Amelia wynalazła kamień filozoficzny – który to podobno ma mieć moc transformacji metali nieszlachetnych w szlahetne.

Celowo nie wszystko wyłożyłem na ławę licząc się z tym, że można coś przeoczyć.

A narracja, to taka właśnie miała być, a że krótki tekst, to i eksperyment niestraszny.

 

Pozdrawiam!

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

A zwróciłaś uwagę na nazwę konkursu?

A jak myślisz, Mytriksie? ;-)

Po prostu nie wiem, jak się ma lokowanie produktu do reszty tekstu.

Dream big.

Cześć!

 

Zacne i nieco nikotynowe, nostalgia miesza się tu z kryminalną intrygą. Napisane zgrabnie, klimatyczne. Każdą ze scen plastycznie obrazujesz. Niestety, odnoszę wrażenie, że pomysł nie został w całości zrealizowany, bo kiedy wreszcie czytelnik ma się dowiedzieć, o co tu chodzi, opko się kończy. Dostajemy jedynie trzy sceny budujące napięcie i koniec odcinka, kiedy dama zostaje uratowana z rąk nikczemnego lombardiera.

 

Pozdrawiam!

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Hmmm. Pogubiłam się trochę.

Zdolności bohatera wyskakują nagle jak deus z machiny. Piszesz w komentarzach, że otworzył sejf – ja myślałam, że po prostu znał szyfr, w końcu kiedyś byli dość blisko z dziewczyną.

Po co lombardier ją porwał? Jeśli ma takie same zdolności jak bohater, to dlaczego się nie uwolniła? A jeśli nie ma, to po co ją porywać. Dlaczego bohater z takim talentem tak kiepsko sobie radzi?

Tyle pytań, tak mało wyjaśnień…

Babska logika rządzi!

Ekhm… DLZ to, ten tego, nie było celowe, kurcze, a mogło :P

Znaczy, zadziałały  siły wyższe, a im trza się ustawić w rządku i dziwnym porządku. 

Mało wyjaśnień

Podzieliłabym Finklów zdanie. 

 

Z tym limitem czasem jest duży kłopot. Niby dobry, a czasami zuo. Jak to rozeznać,  nie wiem. :)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Mytriksie, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że przyszedł Ci do głowy niezły pomysł, ale podczas pisania chyba nieco się rozrósł, i w zaprezentowanym szorcie zrezygnowałeś z tego i owego, by zmieścić się w konkursowym limicie, skutkiem czego tekst stał się nie całkiem czytelny i sprawia wrażenie fragmentu, a nie skończonego opowiadania. A przecież dodałeś go poza konkursem, więc już nic Cię nie ograniczało i mogłeś wypisać się do woli. Szkoda, że to takie urwane.

 

– Wy­star­czy na po­dróż i na trzy sztan­gi Marl­bo­ro. ―> – Wy­star­czy na po­dróż i na trzy sztan­gi marl­bo­ro.

Nazwy papierosów piszemy małą literą, ten błąd pojawia się kilkakrotnie.

http://www.rjp.pan.pl/index.php?view=article&id=745

 

Wik­tor łapie za broń i prze­kształ­ca w łyżkę ce­dza­ko­wą. ―> Wik­tor łapie broń i prze­kształ­ca w łyżkę ce­dza­ko­wą.

 

Ko­rzy­sta­jąc z szoku opo­nen­ta, chwy­ta go za rękę w że­la­znym uści­sku. ―> Czy ręka oponenta znajdowała się w żelaznym uścisku?

A może miało być: Ko­rzy­sta­jąc z szoku opo­nen­ta, żelaznym uściskiem chwy­ta go za rękę.

 

– Moc­niej ści­ska rękę Lom­bar­die­ra. ―> Kto to mówi? Czy to w ogóle jest wypowiedź?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dobra, skumałem, że detektyw to jakiś alchemik czy cuś, Amelia też i że sygnet jest ze złota, bo go lombardier zmienił w jakiś sposób. Podejrzewam, że wydębił od Amelii recepturę. Tylko dlaczego Wiktor nie ma hajsu, skoro ma jakieś magiczne skille, jest alchemikiem i tak dalej? Zresztą to stopienie lombardiera z ladą pojawia się tak nagle, że wydaje się być wyciągnięte z kapelusza.

Ta historia aż się prosi o kontynuację, bo w tej formie jest intrygująca w równym stopniu co niedopowiedziana.

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

Known some call is air am

Dziękuję wszystkim za wizytę :)

 

Odpowiem najpierw ogólnie:

Nie planuję rozwinięcia tej historii, bohatera czy świata. Tak wiem, że dodałem po konkursie, ale pomimo przekroczenia limitu, nie chciałem z nim szaleć. Toż to miał być ot szorcik na zadany temat. Mam kilka innych pomysłów na długie teksty, które staram się zrealizować.

 

Cześć, Krar!

 

IMO jest to pomysł pełny i niepełny jednocześnie, to znaczy – sprawa Lombardiera choć pojawiła się niespodziewanie, to została szybko rozwiązana.

 

Witaj, Finklo!

 

Niestety, zamiast odpowiedzi pozostawiam pytania lub domysły i, szczerze mówiąc, nie potrafię odpowiedzieć dokładnie na te pytania, bo nie wymyśliłem odpowiedzi. Postawiłem bohatera w takiej sytuacji życiowej, ale nie obmyśliłem dokładnie dlaczego mu się nie wiedzie.

 

Hej, Asylum!

 

Limit to dzika bestia, raz zadziała pozytywnie, raz negatywnie, a zazwyczaj trochę tak a tak.

 

Witaj, Reg!

 

Chyba masz rację, że wyszło fragmentarycznie i nie do końca czytelnie. Chociaż o niektórych rzeczach nie mówiłem celowo, zostawiając je, by były czytelniczymi domysłami.

Dzięki za łapankę. Poprawki wprowadziłem, tylko tutaj wyjaśniam:

– Mocniej ściska rękę Lombardiera. ―> Kto to mówi? Czy to w ogóle jest wypowiedź?

to są didaskalia do poprzedniej wypowiedzi (może kopiowałaś do Worda i formatowanie się zgubiło?):

 

“– Wiesz jak to jest, gdy płuca i serce zmieniają się w bezkształtną miazgę? Bolesna śmierć. – Mocniej ściska rękę Lombardiera.”

 

Witaj, Outta Sewer!

 

Tylko dlaczego Wiktor nie ma hajsu, skoro ma jakieś magiczne skille, jest alchemikiem i tak dalej? Zresztą to stopienie lombardiera z ladą pojawia się tak nagle, że wydaje się być wyciągnięte z kapelusza.

Ta historia aż się prosi o kontynuację, bo w tej formie jest intrygująca w równym stopniu co niedopowiedziana.

No nie wiedzie mu się i tyle :) A tak na serio, to trafił na ciężki rynek, którego być może nie rozumie? Tak, zabrakło miejsca na wyjaśnienia. Jakiś osobisty dramat bohatera. Z tyłu głowy kołatała mi się awersja bohatera do alchemii, spowodowana jakimś wypadkiem? Ta dłoń pokryta bliznami…

Raczej nie będę tego tekstu kontynuować, a bohater zachowa swoje tajemnice dla siebie, ale kto wie… Może kiedyś będzie mi potrzebny detektyw-alchemik, będę wtedy wiedział do kogo się zwrócić.

 

Pozdrawiam wszystkich!

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Istotnie, Mytriksie, teraz, kiedy wiem, że to nie wypowiedź, rzecz stała się jaśniejsza. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Omal przegapiłem, bo tekst dodany po komentarzach ;)

Krótkie i mocne. I dość ciekawa sytuacja z tym, że to ma formę fragmentu, ale od strony treści nie jest fragmentem i broni się jako szort. Trochę gorzej z tym, że gdyby oderwać tekst od nazwy konkursu, to już powstaje pewien problem interpretacyjny. Chociaż podejrzewam, ze naprowadzenie czytelnika nie wymagałoby dużego narzutu znaków, problem byłby raczej z tym, żeby nie zepsuć całości i nie zrobić z tego łopatologii.

 

Dzięki za wizytę wilku,

 

Trochę gorzej z tym, że gdyby oderwać tekst od nazwy konkursu, to już powstaje pewien problem interpretacyjny.

Taki był zamysł, żeby to się łączyło i stanowiło całość, w końcu było to pisane na zadany temat :D Ale pewnie można by dołożyć gdzieś słowo alchemik czy kamień filozoficzny i wszystko stałoby się jasne.

I dość ciekawa sytuacja z tym, że to ma formę fragmentu, ale od strony treści nie jest fragmentem i broni się jako szort.

W ten sposób chciałem osiągnąć poczucie tego, że to żywy, otwarty świat.

 

Pozdrawiam!

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

W ten sposób chciałem osiągnąć poczucie tego, że to żywy, otwarty świat.

Cóż, to akurat to się udało, stąd klik :)

 

Nowa Fantastyka