- Opowiadanie: Fladrif - Słoń w Długim Pokoju

Słoń w Długim Pokoju

Krótka historia o tym, jak można jednocześnie nienawidzić i żyć w zgodzie ze sobą. Przywróciłem go po małych poprawkach, teraz powinien być mniej chaotyczny

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Biblioteka:

Finkla

Oceny

Słoń w Długim Pokoju

Ostatnie miesiące były dla Olka niepewne, jak występ cyrkowego akrobaty na liniach wysokiego napięcia. Miał porzucić obecne życie i wrócić do domu z „papierkiem”, by pracować u boku ojca. Dodatkowo na trzy tygodnie przed obroną musiał zmienić mieszkanie. Powodem były niepozorne pęknięcia na ścianach, które według inspektora budowlanego mogłyby sprawić, że pewnego ranka Olek ocknie się z przepaścią głęboką na trzy piętra na środku pokoju.

Ostatni miesiąc miał przewaletować u Krzyckiego, kumpla z roku, który wynajął nowe mieszkanie i tymczasowo szukał lokatora. Jak sam stwierdził, „ubił świetny interes” czyli znalazł lokal o niedorzecznie niskim standardzie w niedorzecznie wysokiej cenie. Jedyną zaletą było położenie w centrum miasta.

Gdy Olek dotarł na miejsce, przeraził go ogrom przeprowadzki. Sam niósł cały dobytek pięciu lat w torbie i plecaku. Krzycki miał samochód dostawczy i trzech pomocników. Wirował między nimi wydając osobiste polecenia każdemu, kto choć przez moment zdawał się nie mieć zajęcia. Gdy zobaczył Olka pomachał żywiołowo i oddalił się od kompanii sprężystym krokiem, co reszta przyjęła z ulgą.

– Matko, można się przy tej robocie urobić po pachy, nie? – Teatralnie potarł czoło, a Olek miał stuprocentową pewność, że Krzycki przez cały dzień nie tknął palcem ani jednego pakunku.

– Niezła brygada.

– To kumple z koła. Część z nich wisiało mi przysługę, części ja teraz będę wisiał przysługę, wiesz jak jest.

– I ktoś serio liczy, że się odwdzięczysz?

Krzycki uśmiechnął się tak szeroko, że wyglądał jak kot, który właśnie zjadł kanarka.

– Ten brutalny świat nie zasługuje na tak niewinnych ludzi. Chodź, pokażę ci twój pokój.

Miejsca było dość sporo. Mieszkanie składało się z dwóch sypialni i rozciągniętego między nimi pasa ziemi niczyjej – wąziutkiego, podłużnego salonu, który Krzycki nazywał żartobliwie Długim Pokojem.

Wystrój salonu kazał myśleć, że poprzedni właściciel mebli preferował styl eklektyczny albo – jak stwierdził Krzycki – był świrniętym zbieraczem gratów. Większość wyposażenia pochodziła z kolekcji „coroczny wywóz odpadów gabarytowych” i poprzedni lokator ułożył je w chwiejącą się piramidę na środku salonu. Jeden element wyróżniał się spośród podniszczonej reszty umeblowania – staroświecka, dobrze utrzymana mahoniowa szafa. Dominowała nad całym pokojem i w przeciwieństwie do reszty mebli wydawała się stać dokładnie tam, gdzie powinna, a raczej tam, gdzie sama chciała stać.

– Nieźle, masz nawet własne przejście do Narnii.

– Szczerze mówiąc, to przyprawia mnie o ciarki odkąd ją zobaczyłem. W dzieciństwie, gdy bałem się zasnąć, ojciec tłumaczył mi, że w moim pokoju nie ma żadnych strachów, bo wszystkie przeprowadziły się do jakiejś starej szafy. I to chyba jest ta szafa. Żeby było weselej, nie mogę jej otworzyć, nie ma klucza. Nawet właściciel mieszkania nie wie, co w niej jest, a poprzedni lokator kopnął tu w kalendarz, więc raczej też nam nic nie powie.

– To może trzeba będzie przewiercić zamek? Wątpię, czy w tym burdelu uda się coś znaleźć.

– Przewiercić? Barbarzyńca… przecież to antyk! Właściciel powiedział, że jak mi będzie przeszkadzała, to mogę ją wywalić, bo on jej nie chce. A skoro mogę ją wywalić to mogę ją również sprzedać. – Gdyby był postacią z kreskówki, w jego oczach zaświeciłyby się dolary.

– Tylko że najpierw musisz ją otworzyć.

– Dokładnie. Dobra chłopaki! – Tu zwrócił się do swojej ekipy przeprowadzkowej. – Dalej damy sobie już radę. Salonu nie będziemy opróżniać, zmieniłem zdanie. Dzięki za fatygę i do zobaczenia w środę na spotkaniu.

Chłopak, który wnosił ostatnie pudło wyglądał na zdziwionego.

– Ale miała być pizza i… – Olek nie zdążył dowiedzieć się co miało być poza pizzą bo Krzycki zamknął drzwi.

*

Nowa sypialnia Olka prezentowała styl „tani minimalizm” w klimacie późnego PRL-u. Stało tam jedynie biurko, zapadnięta kanapa i kilka pustych półek. Rozpakowanie swoich rzeczy zajęło mu może kwadrans, po którym pokój wyglądał prawie tak samo, jak przed wprowadzeniem się. Krzycki natomiast mocował się ze swoimi rzeczami do późna, sapiąc, szurając szufladami i przeklinając. Dopóki nie skończył, Olek leżał na zapadniętym łóżku i wsłuchiwał się w odgłosy tej katorgi gapiąc się w sufit.

Sen przeniósł go z powrotem do Długiego Pokoju, który był całkowicie odmieniony i uporządkowany. Olek pomyślał, że tak musiał wyglądać salon nim przesunięto meble na środek pokoju. Było w nich jednak coś nierealnego, jakby utkano je z mgły i cieni. Gdy spróbował dotknąć stojącego tuż przy oknie fotela, dłoń przeniknęła przez oparcie.

Jedyną rzeczą, która wydawała się nienormalna w swojej normalności była monumentalna, ciemnobrązowa szafa. Olek położył na niej dłoń, poza chropowatą powierzchnią drewna poczuł również delikatne drganie, ze środka dobiegł szmer. Coś w niej było. Jakby czyjeś palce przesuwały się po drewnie po przeciwnej stronie w poszukiwaniu wyjścia. „Strachy spod łóżka” przemknęło mu przez myśl. Cofnął się o kilka kroków, a istota wewnątrz szafy chyba go usłyszała, bo zaczęła łomotać w drzwi coraz mocniej i mocniej. Gdy wydawało się, że drzwi za chwilę ustąpią, Olek obudził się.

*

Nazajutrz Krzycki rozpoczął podbój Długiego Pokoju. Opróżniał wszystkie szuflady ze śmieci, rozstawiał meble, przesunął dywan, innymi słowy robił to, co przeciętny ojciec, gdy dowie się, że jego dziecko – lat dwanaście – ma gdzieś schowaną paczkę fajek. Najwidoczniej szukał kluczyka do szafy.

– A kto to wszystko posprząta? – spytał Olek.

Krzycki rzucił mu spojrzenie klawisza, który słyszy te same słowa od więźnia po rewizji celi. Bez słowa wrócił do pracy. Olek obserwował te zmagania z bezpiecznej odległości. Krzycki miał w sobie tyle zapału, że zawstydziłby niejednego dekoratora wnętrz. Poświęcał zdumiewająco dużo czasu ustawieniu mebli. Szurał nimi w tę i z powrotem, a jego ekscytacja i zapał rosły, gdy zabierał się za każdy kolejny mebel. Proporcjonalnie do podniecenia Krzyckiego rosła frustracja sąsiada z dołu, bo przy przesuwaniu brzydkiego, brązowego fotela zaczął tłuc czymś metalowym w rury. Wyglądało na to, że praca na dziś była skończona.

– W takim tempie to miesiąc będę te meble ustawiał.

– O ile wcześniej nie wytrzesz dziury w parkiecie. Czemu się tak rozbijasz na prawo i lewo?

– W przeciwieństwie do ciebie, ja pomieszkam tu przez jakiś czas. Fajnie by było, gdyby to mieszkanie nabrało jako tako reprezentacyjnego wyglądu, a przy tych meblach to będzie raczej trudne do osiągnięcia.

– Część możesz przecież wywalić. Właściciel ci pozwolił. Może w sieci znajdziesz coś lepszego.

Jedyną zaletą mebli było to, że gorszych już chyba nie kupią.

– Jasne, co mam jeszcze zrobić? Może powymieniam krany na złote? Czy ja śpię na pieniądzach? Nie, nie chcę innych mebli, to mają być te. Trzeba je tylko dobrze ustawić. Tu nic nie stoi tam, gdzie powinno!

Od niechcenia kopnął fotel, obracając go w stronę okna.

– Może być?

– Musi być – odpowiedział Olek bo sąsiad znowu zaczął wystukiwać polkę na kaloryferze.

Krzycki usiadł w fotelu, by sprawdzić czy będzie mógł z niego podziwiać deptak za oknem, który bardzo nie chciał być podziwiany. Po chwili wstał, jakby coś go uwierało. Sięgnął między oparcie i siedzisko i wyciągnął ze szczeliny mały, poczerniały kluczyk.

Przeskoczył przez stertę wyciągniętych rupieci z gracją godną lekkoatlety i błyskawicznie stanął przy szafie. Włożył kluczyk do dziurki i przekręcił, a drzwi odskoczyły jak drzwiczki sejfu. Nie wiedząc czemu, Olek przypomniał sobie film “Nosferatu”. Pomyślał o śnie i monstrum, które próbowało wydostać się z szafy. Jeśli z szafy coś wylezie, wybiegnie na klatkę, potem schodami w dół i jak najdalej stąd.

W środku nie było jednak żadnego monstrum, szkieletu, ani nic przerażającego. Było za to mnóstwo poupychanych byle jak książek i bibelotów. Stare wazony na kwiaty, serwety tak poplamione, że wyglądały jak sztuka nowoczesna, olejny obraz i drewniane figurki wykonane przez kogoś z niedoborem palców. Na wewnętrznej stronie drzwiczek ktoś czarną farbą olejną wymalował ostrzeżenie:

SPAL JE ZANIM ON PRZEJDZIE

– No litości. To chyba jakiś kiepski żart – westchnął Krzycki.

*

Wbrew pozorom ludziom dosyć często zdarza się śnić te same sny po kilka razy. Olek również ich doświadczał. najczęstszymi „szlagierami” był sen o pogoni przez niedźwiedzia, wspinanie się po zniszczonych, wąskich schodach bez barierek i oczywiście klasyk z jazdą samochodem, którego nie można opanować. 

Drugiej nocy po przeprowadzce powrócił do niego sen o Długim Pokoju, a towarzyszył mu ten sam rodzaj strachu i braku kontroli nad rzeczywistością, co w poprzednich nawracających snach. Coś było nie tak z pokojem, coś się zmieniło. Nie tylko szafa wyglądała na wyjątkowo rzeczywistą, teraz dołączył do niej również fotel i kilka innych mebli, które Krzycki ustawiał z taką zapalczywością. Wyglądało na to, że lokator Olka, świadomie lub – co bardziej prawdopodobne – nieświadomie próbował odwzorować wystrój pokoju, który nawiedzał go we śnie.

Usłyszał chrobotanie dochodzące z szafy. Kluczyk był w zamku, wystarczyło go tylko przekręcić. Olek zrobił więc to, za co w horrorach klasy B bohaterowie drugoplanowi płacą najwyższą cenę, jaką jest nagły skręt karku lub dekapitacja. Podszedł do szafy i przekręcił kluczyk. Drzwiczki odskoczyły, zupełnie jak na jawie. Chrobot ustał, jakby monstrum, które kryło się wewnątrz nie mogło uwierzyć, że z własnej woli ktoś je oswobodził. Ze szczeliny wysunęła się dłoń, całkiem normalna, ludzka, potem wychudła i przerażona twarz.

Bez wątpienia należała do Aleksandra.

*

Aleksander wierzył w prorocze i nawracające sny, podobnie jak wiele innych osób. Na przestrzeni wieków ludzie robili na podstawie swoich snów tak dziwne rzeczy, że wejście do szafy to przy tym pikuś. Poza tym sen zdawał się ewoluować. Pierwszej nocy po przeprowadzce śniło mu się coś, jakby wnętrze trumny, z której nie mógł się wydostać. Walił z całych sił w wieko, ale nic to nie dawało. Początkowo myślał, że to efekt uboczny stresu, że stoją za nim zawalone przedmioty, egzaminy i oczekiwania członków rodziny. 

Gdy drugiej nocy znowu znalazł się w ciemności, coś się zmieniło. On sam, a raczej jego senne wcielenie uwolniło go i okazało się, że przez ten czas nie leżał w trumnie, ale w Długim Pokoju. Wyglądał prawie tak samo jak na jawie, chociaż ich ustawienie różniło się, jakby ktoś w napadzie wściekłości poprzewracał je, a potem próbował z powrotem ustawić w tym samym miejscu. 

Aleksander poczekał aż Krzycki wyjdzie na zajęcia, by dokładnie zbadać wnętrze szafy. Najdelikatniej jak tylko mógł, wyciągnął ze środka wszystkie koszule i płaszcze współlokatora. Omiótł wzrokiem wszystkie cztery kąty, westchnął ciężko i wszedł do środka. Gdy tylko zamknął drzwiczki, poczuł się słabo, jakby wszedł do windy, która z błyskawiczną prędkością wystrzeliła w górę. Gdzieś z zewnątrz dobiegł go jego własny głos, tak jakby stał w pokoju i rozmawiał przez telefon.

– Tak, wymówienie już złożyłem… obrona pójdzie gładko. Jak wszystko dobrze się ułoży, to za dwa i pół tygodnia będę już w domu. Trudno, skoro tam mam już nagraną robotę… Nic więcej mnie tu nie trzyma, serio…

Aleksander otworzył drzwi. Po drugiej stronie nikogo nie było. Zamknął je, a gdy otuliła go ciemność, znowu usłyszał własny głos.

– Słuchaj, wiem jak to wygląda, ale ja muszę wrócić. Moje życie to cyrk, a ja nawet nie wiem czy jestem publicznością czy klaunem. Pakuję manatki i do widzenia… Może uda się jakoś wrócić jak ogarnę sprawy w domu.

Nagle cały sen nabrał większego sensu. Mógłby tak siedzieć jeszcze przez długi czas, ale nagle drzwi do szafy otworzyły się i stanął w nich Krzycki.

– A ty co? Gorzej ci?

*

Przez najbliższe dni Krzycki jak gdyby nigdy nic kontynuował ustawianie mebli. Olek postanowił dyskretnie spytać go o wizję pokoju, ale kolega jedynie wzruszył ramionami.

– Nie wiem skąd ten wystrój, po prostu mam wrażenie, że wszystko powinno tak wyglądać. Za każdym razem jak przesuwam meble po podłodze, w pewnym momencie stają w miejscu, a ja wiem, że tam jest ich miejsce. Nie ma w tym żadnej filozofii. Po prostu za każdym razem gdy trafię, czuję taką satysfakcję jak przy wkładaniu ostatniego puzzla w odpowiednie miejsce. Tak jakby meble same chciały stać w tym miejscu. A co? – spytał, patrząc na niego podejrzliwie. 

– Tak tylko się zastanawiałem… – mruknął Olek i postanowił więcej nie poruszać tego tematu. 

Przez najbliższe dni nie pomagał ani nie przeszkadzał Krzyckiemu. Sen powracał każdej nocy, a jego sobowtór stawał się coraz bardziej śmiały, rósł w siłę i adaptował się do nowej rzeczywistości. Każdej nocy wychodził z szafy, ale teraz krążył po pokoju wokół tych mebli, które na jawie były ustawione tak samo, jak we śnie. Tych niematerialnych unikał jak ognia. Olek próbował się porozumieć z tym Aleksandrem z Szafy, ale bezskutecznie. Senne odbicie nie odzywało się nawet słowem. 

Być może to tylko jego wyobraźnia, ale czasami Olkowi wydawało się, że jest podsłuchiwany. Jakby ktoś siedział z tyłu głowy i obserwował wszystko jego oczami. Poczucie wzmacniało się za każdym razem, gdy przechodził obok szafy. Czasem nawet wydawało mu się, że słyszy cichy oddech, jakby w środku ktoś siedział. Gdy jednak otwierał drzwi, szafa była pusta. Jedynie napis na wewnętrznej części drzwiczek przyprawiał go o ciarki.

Czuł, że gdy wszystkie meble trafią na swoje miejsce, stanie się coś przełomowego. Coś, co bez wątpienia nie dotyczy Krzyckiego. Dlatego na wszelki wypadek zabrał z Długiego Pokoju jeden przedmiot – starą szachownicę z pionami przypominającymi miniaturowe nagrobki. Gdy wszystko będzie gotowe, a każdy mebel znajdzie się na swoim miejscu, przyjdzie czas na szachy. Musiał mieć się na baczności, Krzycki cały czas zdawał się patrzeć mu na ręce. 

*

Przełom przyszedł dopiero tydzień później, gdy Krzyckiemu udało się dopasować ostatni element – brzydką, fajansową misę, która wcześniej stała na parapecie, a teraz powędrowała na półkę przy drzwiach. Aleksander czuł presję powrotu do domu, a jeśli coś miało się stać, musiało stać się teraz. Widział to we śnie. Śniło mu się, że wyszedł z szafy, a cały Długi Pokój wyglądał tak, jak na jawie, jedynie w miejscu szachownicy ziała niewyraźna dziura. Ten drugi, Olek z Długiego Pokoju próbował się z nim jakoś porozumieć, ale Aleksander celowo udawał, że go nie rozumie. Biedaczyna nawet nie spodziewał się, co go czeka. 

Krzycki zdawał się dostrzegać, że w całej tej układance czegoś brakuje. Cały ranek krzątał się po mieszkaniu, szperał w szufladach, sprawdzał wszystkie zakamarki. Co jakiś czas spoglądał spode łba na stolik, na którym powinna znajdować się szachownica. Potem jego wzrok zaczął błądzić wokół szafy, marszczył przy tym brwi tak, jakby próbował połączyć niewidzialne kropki. By uniknąć zdemaskowania, Aleksander wolał zniknąć z radaru i zaszył się w pokoju.

 Dopiero gdy usłyszał szczęk zamykanych drzwi, wypełzł chyłkiem z pokoju ściskając przy piersi szachownicę. Rozłożył ją na stoliku i wtedy doznał dziwnego uczucia, jakby właśnie w tym samym momencie ktoś, kto jest bardzo daleko, robił dokładnie to samo. Przesuwając piony miał wrażenie, jakby figury same sunęły po planszy, ciągnąc jego rękę za sobą. Gdy docierały na odpowiednie pola, zatrzymywały się w miejscu, zupełnie jakby były namagnesowane. Aleksander puścił ostatnią figurę, a przez opuszki palców aż do czubka głowy przebiegł trudny do opisania dreszcz. 

Towarzyszyło mu znajome już uczucie, jakby nagle wystrzelił o sto pięter w górę.

*

Ostatnia figura sunęła po szachownicy, mijając kolejne pola. Przed oczami Olka rozpościerało się pole bitwy, w którym jego piony były otoczone. Sam również czuł się jak generał, który widzi, że jego armia zajmuje drugie miejsce. Miał złe przeczucia, znowu przypomniał sobie napis na drzwiach szafy. Nie opuszczało go wrażenie, że jakaś zła siła próbuje go osaczyć i jest o włos od osiągnięcia celu.

Pion dotarł na miejsce, a przez palce przeszło dziwne mrowienie. Nagle poczuł się jak Mario, gdy wchodzi do zielonej rury. Przez chwilę wydawało mu się, że zemdleje. Poza tym nic więcej się nie stało.

Olek rozejrzał się wokoło, nie za bardzo wiedząc, czego może się spodziewać. Wszystkie meble stały na swoim miejscu. Zerknął na szachownicę – figury również były ustawione prawidłowo. A jednak, czegoś musiało brakować, obraz musiał być niepełny. Pobiegł do pokoju po kartkę, na której zapisał ustawienie figur, a gdy wrócił, w fotelu przy szachownicy siedział…

*

Aleksander patrzył na Olka, który wszedł właśnie do Długiego Pokoju. Biedaczyna wyglądał tak, jakby oczy zaraz miały mu wypłynąć z oczodołów i wtopić się w dywan. Aleksander uśmiechnął się pod nosem, teraz miał już pewność, że naiwniak niczego się nie spodziewał. Przechytrzył nie tylko starego lisa Krzyckiego, ale również samego siebie.

– A-kuku – zaczął, nie po to, by przerwać ciszę, ale żeby wprawić Olka w jeszcze większe osłupienie.

– Co… co ty robisz w moim mieszkaniu?

– Technicznie rzecz biorąc, to ty jesteś teraz w moim mieszkaniu. Wszedłeś do niego ze swojego pokoju. O matko, nie wytrzeszczaj tak oczu bo wyglądamy idiotycznie. Zachowujesz się tak, jakbyś właśnie próbował znieść strusie jajo.

– Przecież ja… przecież ja nie śpię.

– Brawo. Nie śpisz. Co mi jeszcze powiesz, jaki mamy dzień tygodnia? Kto jest teraz prezydentem? A właśnie, kto u was jest prezydentem?

Olek machinalnie wypowiedział nazwisko.

– Serio? No popatrz. Trzeba się będzie sporo nauczyć, ale to akurat nie będzie problemem. Całkiem sporo sobie podpatrzyłem i podsłuchałem w wolnym czasie, wiesz… przez szafę. Nie wpadłeś na to, co? A myślałem, że jesteśmy tacy sami. Pierwszego dnia, gdy się tu wprowadziłem, we śnie siedziałem zamknięty w środku, myślałem że to trumna i że ktoś zakopał mnie żywcem. Drugiego dnia…

– Ja otworzyłem drzwi.

– Dokładnie. Słyszałem, że ktoś jest po drugiej stronie i próbowałem się wydostać. Dopiero gdy otworzyłeś szafę, zorientowałem się, że śnię o Długim Pokoju, tylko że w innej… twojej rzeczywistości. Potem wydedukowałem, że szafa jest powiązana z twoim światem, to takie jakby drzwi. Musi być w niej coś wyjątkowego, gdyby nie ona, nic by się nie udało. Wszedłem do środka i okazało się, że mogę w ten sposób słyszeć co robisz, z kim rozmawiasz, jakie są twoje plany. Wiedziałem, że musi być sposób na to, by przejść na drugą stronę. Krzycki pierwszy załapał, że chodzi o odwzorowanie ustawienia mebli, ale poprzedni lokator albo właściciel musiał je jakoś poprzestawiać. Dlatego Krzycki zaczął przemeblowanie. 

– W takim razie poprzedni lokator też wiedział o tym wszystkim. – Olek powoli zaczął łączyć fakty.

– Skąd ten pomysł?

– Inaczej nie wymalowałby ostrzeżenia na drzwiach. Jakimś cudem musiał przejść z twojego świata do mojego, a potem zabezpieczył się przed powrotem i upchnął wszystko w szafie.

– I mimo wszystko nie miał jaj, żeby pozbyć się wszystkiego. – Aleksander parsknął śmiechem. – Albo chciał sobie zostawić otwartą furtkę do powrotu.

– I co teraz, mamy zamienić się na jeden dzień życiami, jak w porypanej wersji Księcia i Żebraka?

Aleksander wstał i zaczął krążyć w te i z powrotem po pokoju jak kot, który zaprosił mysz na kolację.

– Nie wiem czy jeden dzień wystarczy. Całkiem nieźle ci się ostatnio wiedzie, co? Rzucasz robotę żeby wrócić do starego domu i nowej pracy? Zostawiasz wszystko i przeprowadzasz się na drugi koniec kraju, bo trochę więcej ci zapłacą? Kiepska cena za całe dotychczasowe życie, co? Ja nie mam takiego wyboru, choć gdybym mógł, to zostałbym tutaj. Nie mam pracy, uwaliłem jeden gówniany przedmiot i muszę czekać rok na obronę.

– Nie odpowiedziałeś na pytanie.

– Jesteś dużym chłopcem, powinieneś znać odpowiedź. Nadajemy przecież na podobnych falach.

– Chcesz się wcisnąć na moje miejsce? Zadałeś sobie tyle trudu, bo nie masz pracy?

– Trudu? To Krzycki zadawał sobie trud, ja tylko czasami podsłuchiwałem i starałem się żyć własnym życiem, ale twoje cały czas nie dawało mi spokoju. Masz wszystko, czego ja nie mogłem mieć, a przecież jesteśmy praktycznie tacy sami. Powiem ci, że w takim zestawieniu nienawiść do samego siebie nabiera nowego znaczenia.

Aleksander był przygotowany na to, co się stanie, w końcu czego innego mógłby się po sobie spodziewać. Olek rzucił się na niego z pięściami. Nigdy nie był typem wojownika, z drugiej strony Aleksander też nie był żadnym Arnoldem. Cała przepychanka przypominała więc walkę dwóch istot kompletnie do walki nieprzystosowanych, na przykład koali. Po dwóch minutach zapasów, obaj spoceni i zasapani zaczęli tracić siły. Wreszcie Olek, któremu udało się założyć Aleksandrowi coś z grubsza podobnego do nelsona wydyszał:

– Słuchaj… może byśmy się jakoś dogadali.

– Niby… jak… – spytał Aleksander, który w obecnej pozycji mógł jedynie podziwiać własne sznurówki i negocjować – jak to sobie wyobrażasz? Mamy się zamieniać co tydzień?

– Jest jeszcze jedno… rozwiązanie. Tak… żeby wilk był syty… i owca cała.

*

Przez pierwsze pięć minut dobijania się do mieszkania Krzycki był wściekły, potem zaczął łączyć fakty. Od trzech tygodni śniło mu się, że wychodzi z szafy i trafia do jakiegoś innego świata, lepszej wersji Długiego Pokoju. Dwa dni po pierwszym śnie znalazł Aleksandra myszkującego wewnątrz szafy. A przez ten cały czas wydawało się, że ten tłumok nie ma zielonego pojęcia o drugim Długim Pokoju. 

Gdy ślusarz wreszcie przestał jęczeć coś o nieodpowiedzialnych dzieciakach i otworzył drzwi, Krzycki wpadł do mieszkania z takim impetem, że po drodze potrącił ohydną, fajansową misę, która stłukła się na setki kawałków rozpryśniętych po podłodze. Zerknął na wewnętrzną stronę drzwi. Nie mógł ich otworzyć, bo klucz był w zamku. To by oznaczało, że Aleksander jest w środku albo… Nie, to było raczej niemożliwe, przecież nigdy nie domyśliłby się, że coś jest nie tak. Nie mógł mieć tych samych snów, nigdy nie próbował nawet podjąć tego tematu. Szafa była dla nich jak słoń w Długim Pokoju.

Wbiegł do sypialni Aleksandra, była pusta, jakby się wyprowadził. Potem sprawdził łazienkę, kuchnię i swoją sypialnię, aż wreszcie zajrzał do szafy. Na dnie leżała kartka z zapisanymi pięcioma słowami:

Nie wracam. Wybacz, oszukałem oszusta.

Krzycki zerknął na szczątki misy leżące w progu i poczuł coś, czego nigdy w życiu nie spodziewał się poczuć. Przez całe życie ślizgał się po plecach rozmaitych frajerów, aż wreszcie teraz, gdy pierwszy raz w życiu postanowił wziąć sprawy w swoje ręce, sam się wypierdolił.

*

Olek po raz pierwszy od długiego czasu odzyskał spokój. Wracał do domu z czystym sumieniem. Niósł dobytek całego swojego studenckiego życia w torbie i plecaku. Po raz ostatni spojrzał jeszcze na dworzec autobusowy licząc w duchu na to, że nie będzie musiał już nigdy tam wracać.

Gdy wszedł do domu, przywitała go cała rodzina. Potem była uroczysta kolacja, poprzedzona przekazywaniem pracy magisterskiej z rąk do rąk.

– A dyplom kiedy? – spytała matka.

– Za miesiąc czy dwa. Kolega podeśle mi go pocztą.

– A to nie trzeba osobiście odbierać? Za moich czasów tak było.

– Jak będę mógł to pojadę, ale się nie roztroję.

– Nareszcie możesz odpocząć od studenckiego życia, co? – spytał ojciec.

– Tak.

– Nie będziesz tęsknić za studiami? Pracą? Znajomymi?

– Nie, chyba nie. Zostawiłem wszystko w dobrych rękach.

Wieczorem, gdy wszyscy położyli się spać, Olek usiadł w swoim starym pokoju. Nie zamknął drzwi, bał się, że jakimś cudem wróci do świata Aleksandra. Sobowtór wytłumaczył mu, o co w tym wszystkim chodziło. Istniały dwa światy, z dwoma wersjami Długiego Pokoju. Gdy ujednolicili ustawienie mebli i dekoracji, pokoje przeniknęły się i scaliły, tworząc tunel, a wszystkie drzwi wyjściowe prowadziły raz do świata Olka, raz do Aleksandra. Żeby wszystko działało, pokój musiał być idealnie taki sam na obu płaszczyznach, w przeciwnym wypadku połączenie zrywało się. Dlatego, by zamknąć przejście i utrzymać wszystko w tajemnicy, po powrocie do świata Olka, zabrali ze sobą jedną rzecz. 

Olek przez kilka sekund obracał w dłoniach ohydną, fajansową misę, którą Krzycki postawił przy wejściowych drzwiach. 

 

 

 

Koniec

Komentarze

Cześć!

Fabuła ciekawa, ale muszę przyznać, że w pewnym momencie się pogubiłam. Nie wiem, czy dobrze zrozumiałam zakończenie. :P Ale to może tylko ja. Chętnie poczytam komentarze innych. Pomysł fajny. :)

 

Cała przepychanka przypominała więc walkę dwóch istot kompletnie do walki nieprzystosowanych, na przykład koali.

Śmiechłam. ;)

Pozdrawiam!

Cześć, serdeczne dzięki za miłe słowa i cieszę się, że humor przypadł ci do gustu :) Wiem, że opowiadanie powinno bronić się samo, ale specjalnie odróżniłem imionami fragmenty pisane w dwóch różnych perspektywach

Mam problem, Fladrifie, bo opowiadanie mnie zaciekawiło, wciągnęło, ale im bliżej byłam końca, tym mniej klarowna wydawała mi się ta historia.

Przede wszystkim nie bardzo pojmuję, dlaczego to na Olka, zaledwie sublokatora, szafa wpływała w tak szczególny sposób. Spodziewałabym się raczej, że Krzycki, główny lokator, zafiksowany na właściwym ustawieniu mebli, ulegnie „czarowi” szafy i pewnie dlatego jakoś nie bardzo rozumiem, dlaczego Olkowi objawił się Aleksander, nie bardzo też pojmuję, jaka umowę zawarli.

Intrygujący tytuł też jest nie w pełni zrozumiały – czy słoniem był tu Krzycki, który stłukł paskudną fajansową misę i czy to nawiązanie do słonia w składzie porcelany? A może coś przeoczyłam… Może coś mi umknęło… A może to ja jestem trąba…

 

że pew­ne­go ranka Olek ock­nie się rano z prze­pa­ścią… ―> Dwa grzybki w barszczyku.

Wystarczy: …że pew­ne­go ranka Olek ock­nie się z prze­pa­ścią

 

gdyby to miesz­ka­nie pre­zen­to­wa­ło się jako tako re­pre­zen­ta­cyj­nie… ―> Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: …gdyby to mieszkanie nabrało jako tako reprezentacyjnego wyglądu

 

Olek przy­po­mniał sobie film Nos­fe­ra­tu. ―> Olek przy­po­mniał sobie film „Nos­fe­ra­tu”.

 

Olek rów­nież ich do­świad­czał. naj­częst­szy­mi… ―> Olek rów­nież ich do­świad­czał. Naj­częst­szy­mi

 

jaką jest nagły skręt karku lub de­ka­pi­ta­cja. ―> …jaką jest nagłe skręcenie karku lub de­ka­pi­ta­cja.

 

obro­na pój­dzie gład­ko. Jak do­brze pój­dzie to za dwa i pół tygodnia… ―> Czy to celowe powtórzenie?

Proponuję: …obro­na pój­dzie gład­ko. Jak wszystko dobrze się ułoży, to za dwa i pół tygodnia

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Serdecznie dziękuję za komentarz i czas, który trzeba było poświęcić na wyłapanie baboli, oczywiście wszystkie od razu poprawiłem. Już przy poprzednim komentarzu zdecydowałem się na poprawienie końcówki tak, by była nieco bardziej zrozumiała, te zmiany też wrzuciłem od razu. W pierwotnym zamyśle Krzycki też miał podobne sny i to na nich opierał swoją wizję pokoju. Później w toku poprawek i dopisywania kolejnych fragmentów cała ta kwestia za bardzo się rozmyła. Dlatego poprawiłem samą rozmowę Olka z Aleksandrem i reakcję Krzyckiego na zniknięcie Aleksandra.

 

Słoniem w salonie miała być właśnie ta kwestia “magicznej szafy”, o której zarówno Olek/Aleksander i Krzycki wiedzą, ale nie chcą o niej rozmawiać. Twoja interpretacja jako słonia w składzie porcelany również mi się podoba :)

Fladrifie, dziękuję za wyjaśnienia. Na razie nie znajdę czasu na ponowne przeczytanie Słonia w pokoju, ale zajrzałam do zakończenia i mam wrażenie, że rzecz jest teraz znacznie czytelniejsza.

Miło mi, że spodobał Ci się mój słoń w składzie porcelany, ale też cieszę się bardzo, że nie okazałam się trąbą. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Witaj.

Czytałam całość, jak urzeczona, wyobrażając sobie każdą opisywaną scenę, jakbym oglądała horror. Bardzo dobrze czytało mi się całą tę niesamowitą opowieść. 

Pomysł z meblami, ich ustawianiem, szachownicą, szafą, nazwą pokoju – absolutnie genialny!

Jeśli chodzi o sny, sama przykładam do nich wielką wagę, wierzę w prorocze, jak wspomniany bohater, a konkretne niedźwiedzie, wymienione w Twoim opowiadaniu, zwiastują mi wysokie wygrane (niestety, rzadko je do tej pory śniłam :) ). 

Pozdrawiam. ;)

 

Pecunia non olet

Cześć, cieszę się, że opowiadanie przypadło ci do gustu. Jeśli chodzi o niedźwiedzie to czasem też zdarza mi się o nich śnić, ale to chyba niczego nie zwiastuje. Za to sen o stromych, podniszczonych schodach zawsze nawiedza mnie przed jakąkolwiek przeprowadzką.

Cześć. Tak, sny często są zapowiedzią czegoś ciekawego. 

Pozdrawiam. :)

Pecunia non olet

Pomysł jest, choć przyznam, że przy pierwszym czytaniu się pogubiłam. Jakoś tak zbyt nagle wprowadzasz Aleksandra i chwilka minęła, zanim się zorientowałam, że nagle jest ich dwóch, a potem musiałam przeczytać jeszcze raz, żeby zajarzyć który jest który.

Nie rozumiem wiadomości zostawionej przez Aleksandra i w ogóle całego tego akapitu. Kto jest oszustem? I czemu tamten Krzycki się wypierdolił?

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Dzięki za komentarz. W pierwotnym założeniu chciałem wprowadzić postać Aleksandra dopiero na końcu przy konfrontacji. Teraz widzę, że trzeba było pozostać przy tym pomyśle albo mocniej zarysować moment zmiany perspektywy bo obecna wersja wprowadza niepotrzebny chaos. Jeśli natomiast chodzi o Krzyckiego to nie chciał wprowadzać Aleksandra/Olka w całą sytuację ze snem i odwzorowywaniem wystroju pokoju. Nie spodziewał się, że Aleksander również ma takie same “wizje” i że spróbuje go oszukać.

Nie spodziewał się, że Aleksander również ma takie same “wizje” i że spróbuje go oszukać.

Ale w czym Aleksander oszukał Krzyckiego? Przeoczyłam coś?

Mam wrażenie, że to były dwa równoległe światy, czyli teoretycznie powinni być też dwaj Krzyccy?

 

A co się stało, że Twoje opko zniknęło na chwilę?

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Zniknęło bo przeniosłem je na moment do wersji roboczej żeby poprawić i żeby tak nie raziło. Między innymi dodałem wyraźniejsze przejście od postaci Olka do Aleksandra, żeby nie wprowadzać w błąd czytelników.

 

Jeśli natomiast chodzi o kwestię liściku to tak, tekst jest o światach równoległych. W jednym mamy Olka, w drugim Aleksandra i każdy świat ma “swojego” Krzyckiego. Zarówno jeden jak i drugi Krzycki również mieli sny o Długim Pokoju i wizję ustawienia wszystkich mebli, którą próbowali odwzorować, ale nie chcą dzielić się swoimi planami z Olkiem/Aleksandrem. Jednocześnie starałem się przedstawić Krzyckiego jako dość śliskiego typa, który cały czas myśli przede wszystkim o swoich korzyściach. Dlatego zarówno Krzycki ze świata Olka jak i ten ze świata Aleksandra próbowali “połączyć się” za pośrednictwem pokoju i nie mieli pojęcia, ze w tym samym czasie Olek i Aleksander również mają podobne sny i myślą o tym samym.

 

Korzystając z nieobecności Krzyckich w mieszkaniach Olek i Aleksander dopasowują ostatni element (szachownicę) i ich światy łączą się. Początkowo Aleksander chce zająć miejsce Olka i “zamienić się” światami, ale w toku dyskusji postanawiają, że obaj zostaną w jednym świecie – Olek wróci do rodziców, Aleksander zostanie z Krzyckim. Żeby mieć pewność, że Krzycki ze świata Aleksandra nie będzie mógł przedostać się do świata Olka, zabrali ze sobą jeden przedmiot, żeby wizja pokoju różniła się od siebie. Przypadkiem jest to ten sam przedmiot, który Krzycki ze świata Aleksandra niszczy po wejściu do mieszkania.

 

W skrócie – liścik od Aleksandra do Krzyckiego oznacza, że Krzycki odwalił całą robotę z dopasowywaniem mebli, a Aleksander oszukał go przechodząc do świata Olka i uniemożliwiając Krzyckiemu pójście jego śladem.

 

Wiem, że to zawiłe i tekst powinien sam się wybronić. Dzięki, że mimo tych zawiłości udało ci się dotrwać do końca, wcześniej nie zdawałem sobie sprawy z tych niejasności i muszę nad nimi trochę posiedzieć, wyprostować je.

Jest jakiś pomysł, tylko nieco mętnie przedstawiony. Trzeba się trochę domyślać. Mnie się akurat udało, ale wierzę, że to przypadek.

Misa. Jeśli Krzycki przedtem miał wizje, to i potem mógł je mieć i wynieść misę nawet bez tłuczenia. Pozbycie się jednego przedmiotu jest zbyt proste. Osobiście chyba bym poszła w jakąś trudną do podrobienia, bo unikalną zmianę – na przykład falista linia namalowana bezbarwnym lakierem na spodzie parapetu albo plecach szafy.

Nie jest dla mnie jasne, dlaczego Krzycki zaprosił sublokatora, skoro chciał odstawiać jakieś machlojki. Pieniądze to jakby słaby argument.

Ale ogólnie koncepcja niezła.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka