- Opowiadanie: Jagiellon - Nigdy więcej suszy

Nigdy więcej suszy

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Biblioteka:

wilk-zimowy, Finkla

Oceny

Nigdy więcej suszy

Jaspis obserwował swojego mistrza. Ten krzątał się, wyraźnie podenerwowany. Jego łysina połyskiwała w miękkim świetle lamp, stare oczy pałały niecierpliwym blaskiem właściwym dzieciom.

– Popraw fartuch, chłopcze – powiedział. – Należy odpowiednio wejść w nową erę.

Cienie drżały na drewnianej podłodze. W pracowni panował nienaganny porządek, jak przed corocznym świętem, tyle że okazja była dużo ważniejsza.

Chłopak wpatrywał się w rzeźbę stojącą na środku pracowni. Był to krzyż oparty na okręgu, zdobiony przecinającymi się falowanymi liniami. Na środku krótszej belki wydrążono otwór.

– Nie stój tak. Zaaplikuj tynkturę – polecił mistrz.

Jaspis wziął ze stołu szklane naczynie z czerwonym proszkiem. Podszedł do rzeźby. Odkorkował pojemnik i wsypał zawartość do otworu. Emocje zaczęły mu się udzielać. Wiedział, że za chwilę będzie świadkiem wielkiego wydarzenia.

– No i widzisz, mój milczący uczniu, oto nastał dzień, gdy wszystko się odmieni. Ułożenie planet umożliwi nam otworzenie przejścia do odległego świata. Podczas, gdy inni używają kamienia filozoficznego, by uzyskiwać złoto, my zastosujemy jego moc do zmiany biegu historii. Nigdy więcej nie usłyszysz o suszy.

Podniosła mowa mistrza wprawiła Jaspisa w ekscytację.

– Odsuń się. Zaczynam.

Wybrzmiała śpiewna inkantacja. Powietrze zaczęło drżeć. Okręg za krzyżem rozjarzył się białym światłem, niczym anielska aureola. Wydrążone linie połyskiwały blado. Jaspis patrzył na to z otwartymi ustami.

Nagle u powały strzeliła błyskawica. Zaraz druga, trzecia i kolejne. Rzeczywistość wydawała się pęknąć przed krzyżem, ukazując widok, którego nie oglądał dotąd żaden człowiek. Chłopak westchnął, widząc ogrom wody wystarczający zapewne by zatopić cały świat, błękitne niebo i górę na horyzoncie.

Mistrz patrzył na obcą rzeczywistość z przerażeniem. Zbladł. Natychmiast rozpoczął recytować formułę, mającą zamknąć przejście. Zaskoczyło to chłopaka. Gdyby potrafił mówić, pewnie by zaprotestował. Po chwili zaklęcie dobiegło końca, jednak nic się nie wydarzyło. Przed Jaspisem wciąż rozciągał się bezmiar wód.

– Zużyłem cały kamień – wyszeptał mistrz drżącym głosem.

Góra rosła. Chłopak dopiero teraz to zauważył. Na początku się zdziwił, ale po chwili zrozumiał. To co widział było olbrzymią falą, pędzącą ku nim z niebywałą prędkością. 

Koniec

Komentarze

Hej :)

 

Taka dość sztampowa historia o alchemiku, jego uczniu i eksperymentach alchemicznych, mających doprowadzić do “czegoś”. I u Ciebie na plus to, że tym czymś nie jest trnasmutacja w złoto, ale otworzenie bramy do innej rzeczywistości.

Mistrz gapa, skoro nie przewidział, że coś może pójśc nie tak i nie przygotował zawczasu planu awaryjnego. I sprawa się rypła ;)

Góra rosła. Chłopak dopiero teraz to zauważył. Na początku się zdziwił, ale po chwili zrozumiał. To co widział było olbrzymią falą, pędzącą ku nim z niebywałą prędkością. 

Wiesz pewnie z czym kojarzy się ten motyw, aight? Rosnąca góra, która okazuje się być falą nie może nie przywieść na myśl “Interstellar” :)

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

Known some call is air am

Cześć. Zgadza się, mistrz gapa, bo walnął się w obliczeniach :). Uznałem, że nie ma sensu tego pisać, bo widać po jego reakcji, że coś zawiodło. Ale może faktycznie trzeba było wyraźniej o tym wspomnieć. Co do "Interstellara", to zabieg celowy, żeby dać do zrozumienia, że bohaterowie otworzyli przejście na inną planetę, a nie do jakiejś fantastycznej rzeczywistości (ale to tylko taki mój osobisty akcencik, nie musi być wyłapany ;)). Tak czy siak dziękuję za opinię i pozdrawiam :).

Witaj.

Świetny pomysł. Mimo wad (w sumie każdy przecież je ma!) i nieuwagi przy obliczeniach, mistrz dążył do ocalenia świata, nie zaś do zaspokojenia własnych potrzeb, a to najważniejsza rzecz.

Opisałeś prace dwójki odważnych ludzi, pragnących ratunku dla całego globu, w sposób mocno przejmujący, jakby rzeczywiście nadciągał biblijny potop. :)

Gratuluję pomysłu i pozdrawiam. :) 

Pecunia non olet

Cześć. Bardzo dziękuję za ciepły komentarz. Cieszę się niezmiernie, że zauważyłaś konotację z biblijnym potopem :). Pozdrawiam serdecznie! P.S. Przepraszam wszystkich za brak akapitów w komentarzach, ale telefon uparcie odmawia mi ich uwzględnienia ;).

Cała przyjemność po mojej stronie. :)

I tak Was wszystkich podziwiam, że dajecie radę tak pisać; ja nawet na komputerze mam spore problemy, a tu myszka kursorem ucieka, a tu klawiatura pada, a tu komputer napotkał problem i zostanie uruchomiony ponownie (emotka byłaby nie do przyjęcia :) ). 

Pecunia non olet

Katastrofa. Tak może się zdarzyć przy manipulacji kamieniem.

Niestety, jest scenka, jak sam zapowiedziałeś. Napisane nieźle,  ale wydaje mi się, że trochę ograne.  Może gdyby osadzić w innych dekoracjach, wniosłoby więcej.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Proste a fajne. Sprawnie napisane, niestety finał łatwy do przewidzenia (choć sądziłem raczej, ze od razu wyleje się na nich ocean). Natomiast z pewnością plus za sprawne opisanie sceny – nic tu nie brakuje, a udało się bez rozpychania w pełny limit znaków – to też trzeba umieć :)

No tak, dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane. Chciał dobrze, a wyszło jak zwykle ;) Proste, krótkie, może nie odkrywcze, ale podobało mi się :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Dziękuję wszystkim za komentarze. Cieszy, że większości się podoba. Jeśli chodzi o temat, zgoda, nic odkrywczego, ale myślę, że przestroga nadal aktualna, głównie z punktu widzenia nadchodzącej eksploracji kosmosu (a może to tylko moje odczucie, bo ostatnio siedzę trochę w temacie ;)).

Pozdrawiam wszystkich!

Ciekawe zastosowanie kamienia. Reszta raczej przewidywalna, ale nawiązanie do potopu fajne. Dlaczego uczeń nie mówił? Czyżby to nawiązanie do Kamyka Białołęckiej?

Babska logika rządzi!

No cóż, bywa i tak, że chęć położenia kresu suszy kończy się potopem. Dobrze się czytało. ;)

 

Ja­spis wziął ze stołu szkla­ne na­czy­nie z czer­wo­nym prosz­kiem we­wnątrz. –> Zbędne dopowiedzenie – czy zawartość naczynia mogła być na zewnątrz?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Finkla, to nie kwestia nawiązań. Uczeń był niemową, ponieważ uznałem, że dzięki temu będę mógł w wiarygodny sposób użyć mistrza do objaśnienia fabuły.

Regulatorzy, błąd poprawiony (chyba mogłem, sensu tekstu to nie zmienia ;)).

Dziękuję wam za opinie i pozdrawiam :).

…błąd poprawiony (chyba mogłem, sensu tekstu to nie zmienia ;)).

Też tak uważam, Jagiellonie. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Niezły pomysł na próbę zaradzenia suszy przez sprowadzenie wody z innego świata, co kończy się mało szczęśliwie. Napisane sprawnie, choć nie porwało mnie szczególnie. Chyba brak mi w tekście czegoś bardziej zapamiętywalnego, mocniejszego. Mistrz, uczeń i eksperyment, który poszedł nie tak – w ogólnych zarysach nie ma tu jakiejś większej oryginalności czy świeżości, i tu było większe pole do popisu przy realizacji, jednak wyszło dość standardowo.

Rzeczywiście fajnie, że nie ma ciśnięcia pod limit. Całość jest tak długa (czy raczej krótka), jak powinna być, bez zbędnych ozdobników na zasadzie “bo jeszcze są znaki”.

Podsumowując: sympatyczne, choć bez większego łał.

Dzięki za opinię, Silva :). Pozdrawiam!

Nowa Fantastyka