- Opowiadanie: Realuc - Czerń i syf

Czerń i syf

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Czerń i syf

Czerń.

Obejmuje mnie z każdej możliwej strony. Obezwładnia, choć z pozoru wydaje się delikatna i kojąca. W rzeczywistości drażni, gryzie, drapie. Przygniata swym ciężarem. Czerń jest tam, ale jest też tu. Jest niekończącymi się ścianami, sufitami, nicością. Była, jest, będzie. Spływa po mnie, oblepia, brudzi. Cała cuchnąca, choć już dawno straciła zapach. Przytłacza, odbiera zmysły, które i tak są już rozstrzępione na niezliczoną ilość kawałków. Nigdy nie jaśnieje, nie zmienia barwy. Czerń to czerń. Po prostu jest. W tej czerni trwam ja. Przemielony, rozdrobniony, podzielony na tysiąc części. Wszystkie uwięzione w jednej świadomości. 

Syf.

Otacza moją doskonałość. Jest mym przeciwieństwem, a mimo to musimy ze sobą współistnieć. Szczątki setek roślin. Nie widać ich, choć wiem, że są. Czuję ich smród i starość. Paprocie, skrzypy, miłorzęby, sagowce, benetyty. Nie można się ich pozbyć, gdyż są nieodłączną częścią mojego świata. Dzięki nim powstał, a ja przez nie zostałem uwięziony. Syf napawa mnie odrazą. Nienawidzę go tak samo mocno, jak siebie. Jestem skazańcem, a syf jest tym, kto podąża za mną bez ustanku z batem. Uderza, raz za razem, w jednostajnym rytmie wybijanym przez ból. Wieczna rana, zadana tak bardzo dawno temu, jątrzy się bezustannie. Syf wciąż ją syfi, zakaża, nie pozwala się zagoić. 

Choć minęło tyle epok, że nawet istocie tak doskonałej, jak ja, wyparło wspomnienia, to pamiętam tamtą górę. Pamiętam skały, wysokie drzewa, grzmot wodospadu, szum rzeki. Wszystko to, co było mym domem. Czego byłem częścią. Ale w tym wszystkim tylko ja byłem wyjątkowy! Tylko ja, nikt inny, nic innego. Było spokojnie. Było pięknie. Miałem wszystko, bo miałem siebie. Siebie w pełnej postaci. Chciałem tylko czekać na inne czasy, w których ktoś mnie odnajdzie i doceni. Zrozumie moją potęgę. Wykorzysta ją w sposób, na który nie wpadłbym nawet ja sam. Myślałem wtedy, że po to właśnie istnieję. Żeby coś zmienić, żeby coś wnieść do tego świata. I wtedy przyszedł ON i wszystko zrujnował. Nagle, bez ostrzeżenia. Jakbym był tylko nic nieznaczącym karaluchem. Ale czego miałem się po NIM spodziewać? 

Chciałbym krzyczeć każdą drobinką siebie, ale nie mogę. Blokuje mnie czerń, blokuje mnie syf, blokuje mnie teraźniejszość. A największym utrapieniem w tym wszystkim jest nieśmiertelność. Wieczność, która mnie czeka. Jest bezwzględną klątwą, na którą nie potrafię znaleźć lekarstwa. Żelaznymi kajdanami, w których nie ma miejsca na klucz. Klatką tak ciasną, że nie mieści się w niej nawet oddech. Czasami, trwając w zamknięciu wśród czerni i syfu, moja świadomość unosi się poza to wszystko. Spogląda z góry na istoty zwane ludźmi, które przytykają nosy do szklanej szybki i gapią się na wielką, zakonserwowaną formę, w której tkwi tysiące fragmentów mnie. Duże istoty wykrzywiają twarze z niesmakiem, mniejsze chichoczą. Zastanawiam się wtedy tylko nad jednym.

Czy kiedykolwiek, choćby za kolejne miliony lat, ktoś mnie odnajdzie? Czy ktoś wpadnie na to, że najbardziej pożądany na świecie kamień został połknięty przez brachiozaura w erze mezozoicznej? Że wraz z innymi gastrolitami rozkruszył się w ogromnym żołądku, aby wspomóc trawienie ramiennego jaszczura? Czy ktoś wpadnie na to, że moje szczątki od niepamiętnych czasów tkwią w koprolicie?

Oglądanym każdego dnia przez setki niczego nieświadomych ludzi, skamieniałym gównie.

Koniec

Komentarze

Jeszcze trochę cierpliwości, grant naukowy na badania rentgenowskie zbiorów Muzeum Paleontologicznego został skasowany z powodu związanych z pandemią cięć funduszy…

Swoją drogą, nie jestem pewien, na czym polega moc tego kamienia filozoficznego, skoro w żołądku brachiozaura rozkruszył się jak każdy inny gastrolit, a sam brachiozaur zdechł jak każdy inny brachiozaur. Oprócz tego – przednia, przewrotna koncepcja!

Ślimaku, dzięki za pierwszy komentarz :) Cieszę się, że koncepcja okazała się przednia i przewrotna. A co do mocy kamienia, właśnie w tym problem, że on sam nie zdążył poznać własnych właściwości, nie mówiąc o innych. Wiedział tylko, że jest wyjątkowy i miał się za twór doskonały, czekając na erę ludzi i kogoś, kto odkryje jego możliwości. Ale się nie doczekał :( A z tym muzeum to Ci wyszło :D Pozdrówka!

Cześć, Realuc :)

 

Fajny pomysł. Zestawienie czegoś doskonałego z czymś tak wulgarnym jak gówno naprawdę Ci wyszło, bo ten rozstrzał jest przepotężny i to on nadaje charakter temu szortowi, kiedy przeczyta się ostatnie zdania.

Mimo to, tekst mi się nie bardzo podobał, a to ze względu na formę, jaką przyjąłeś. Narracja pierwszoosobowa będąca impresją, czymś w rodzaju strumienia świadomości zmęczyła mnie potwornie i satysfakcja, jaką odczułbym na końcu, a która wynika ze wspomnianego wcześniej zestawiania, nie była taka, jaką mogłaby być. Bo myśli tego kamienia są egocentryczne, momentami purpurowe; on się użala nad swoim losem, zastanawia się nad tym co będzie i jakoś mnie to zmęczyło, pomimo, że tekst jest krótki.

Krótko: pomysł na plus, forma podania na minus.

<ulubiony_tekst_Tarniny_o_ulubionej_emotce_Baila>

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

Known some call is air am

Cześć, Outta ;) Pisząc doskonale zdawałem sobie sprawę, że taka forma i sposób narracji nie każdemu przypadnie do gustu. Więc jest to świadomy eksperyment z formą. Z drugiej strony mam jednak wrażenie, że to zestawienie, które tak Cię urzekło, nie wybrzmiałoby tak mocno, gdyby nie ta forma właśnie. Dzięki, że wpadłeś ;) Pozdrówka i dobrego dnia

Cześć, Realuc!

Myślę, że jak na tak krótką formę, narracja pierwszoosobowa na plus. ;) Czytało mi się lekko i przyjemnie. Podoba mi się ta przewrotność, która najwyższą wyższość sprowadza do g… ;) Takie jest życie, czyż nie?

Pozdrawiam!

Hej, Utrapienico ;)

Podoba mi się ta przewrotność, która najwyższą wyższość sprowadza do g… ;) Takie jest życie, czyż nie?

Tak, z całą pewnością życie potrafi być czasami przewrotne ;)

Cieszę się, że dobrze się czytało.

Pozdrawiam również!

Zauważyłem pewną niekonsekwencję. Jeżeli czerń i syf otacza całkowicie i nieustająco, to jak można zobaczyć ludzi. Ale jeżeli już nasz bohater widzi ludzi, to na pewno również przestrzeń w której się poruszają, czyli jednak coś po za czernią i syfem. 

Moim zdaniem ten typ narracji w krótkiej formie sprawdza się bardzo dobrze. Podobają mi się też świadomie użyte powtórzenia.

Co do treści to w trakcie czytania nachodziły mnie już przemyślenia, czy to wszystko to metafora? Czy czerń to czerń, a syf to syf? Może to refleksja nad kondycją współczesnego człowieka?

A nie, to gówno.

Dziękuję, podobało mi się, pozdrawiam :D

Homarze, ano można. A cytując: ,,Czasami, trwając w zamknięciu wśród czerni i syfu, moja świadomość unosi się poza to wszystko". Innymi słowy, sfera materialna jest uwięziona całkowicie i nieustająco, jak to nazwałeś. Co innego jednak tyczy się świadomości, której udaje się czasami wyjść na zewnątrz.

PanieDomingo, dzięki za komentarz ;)

Niby to tylko gówno, jednak czy kamień filozoficzny, który na dodatek, jak widać, lubi filozofować i dziwacznie gadać, nie mógł w tym gównie dostrzec jakichś głębi? Być może to wszystko, to zarówno metafory, jak i jedno, wielkie… No :D

Pozdrawiam!

Cześć, Realuc!

Oho, bizarrowy klimat się Ciebie trzyma. I w sumie dobrze, bo jakkolwiek nie wiałoby od tego kamienia wiadomo czym, jest to pewien powiew świeżości w konkursowych tekstach, które przeczytałam.wink Może forma nie jest idealna, aczkolwiek dobrze dopasowana do pomysłu. Zastanowiłabym się nad pewnym odczłowieczeniem refleksji z punktu widzenia natury bądź co bądź nieożywionej, bo rozważa świat w trochę zbyt ludzkich kategoriach. Ogólnie wypada to jednak ciekawie.

Pozdrawiam

Hej oidrin ;)

Fajnie, że mimo nieprzyjemnego zapachu, poczułaś też powiew świeżości :D

Wiem, że forma jest kontrowersyjna w pewien sposób, jednak przy takim limicie znaków oraz przy tym, co chciałem przekazać, mimo wszystko wydała mi się najlepszym rozwiązaniem.

A co do refleksji, coś jest w tym co piszesz… Tylko jakie refleksje może mieć kamień, kiedy zupełnie je odczłowieczymy :P

 

Hm, nie wiem, to już zależy od fantazji Autora. XD

Ale całkiem niedawno czytałam książkę, taką bardziej obyczajową, gdzie narracja była prowadzona z perspektywy ziemi i duży nacisk był tam położony na cykliczność i bezradność ludzi wobec przeszkód większych od jednostki, jakimi są na przykład śmierć, niepełnosprawność, zmiany obyczajów. Wiadomo, że w tak krótkim tekście trudno mieć aż tak szeroki wachlarz, ale odczłowieczenie nie musi oznaczać obojętności.

No, jest to ciekawe. Myślę, że teraz już nie będę jakoś bardzo ingerował w ten tekst, ale dałaś mi inspirację na przyszłość, aby napisać coś z zupełnie innej perspektywy. Może życie z perspektywy targanego na wietrze liścia.. :D Dzięki! ;)

Witaj, Realuc. :)

Cóż, niejaka dr Ellie Sattler z lubością grzebała rękami w takim… ;)) i na pewno odkryłaby również i Ciebie. :)

Niecodzienny pomysł – poszukiwany przez wszystkich i od zawsze kamień, marzenie wielu, cel celów i kwintesencja wieków żmudnych badań, tkwi po prostu w… koprolicie. :)

Brawa za kolejne szokujące ujęcie tematu. :)

Pozdrawiam serdecznie. :)

Pecunia non olet

Bruce, dziękuję za komentarz :) Nie wiem, czy chciałem szokować, ale na pewno chciałem podejść do tematu w sposób niestandardowy, więc cieszy mnie, że się to w jakimś stopniu udało. Pozdrawiam również :)

Udało się z całą pewnością! :)

Pecunia non olet

Mam kłopot z Twoim tekstem. Sam koncept bardzo mi się podoba, podobnie jak podjęty przez Ciebie eksperyment. 

Fragmentami tekst jest dobry, lecz fragmentami niekoniecznie. Mam na myśli pewną niespójność trzech figur: syfu, ciemności i kamienia. Syf i Ciemność stały się też figurami w tekście (niejako postaciami) przez sposób zapisu, gdy tymczasem jest nią tylko kamień. 

 

Drobiazgi:

W kilku miejscach się zatrzymałam:

,Jest niekończącymi się ścianami, sufitami, nicością.

Hmm, sufit jest jeden, kiedy są następne mamy do czynienia konstrukcją i niejako przebijaniem się przez warstwy?

,Cała cuchnąca, choć już dawno straciła zapach. Przytłacza, odbiera zmysły, które i tak są już rozstrzępione na niezliczoną ilość kawałków.

Tutaj nie wiem, zerknij. Nie może być cuchnąca, choć straciła zapach? Również mam kłopot ze słowem "rozstrzępione" bo bardziej odnosi się do brzegów czegoś, końcówki wstążki, która jest poszarpana, potargana.

,rozdrobniony, podzielony na tysiące drobinek.

Może  podmienić "drobinki"?

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Trochę zmęczył mnie ten tekst – i syf i czerń są pisane tym samym językiem, brakuje mi pomiędzy nimi jakiegoś zróżnicowania, dużo informacji się powtarza, jest obracanie tych samych słów i motywów w “głowie” bohatera, a potem na koniec króciutka puenta, która, choć świetna, nie równoważy całości, proporcje nie zagrały. Spodobał mi się zabieg z zapisaniem ON dużymi literami – fajnie wybrzmiewa w zestawieniu z końcówką.

 

Szczątki, setki szczątek roślin. – szczątków, https://wsjp.pl/index.php?id_hasla=13103&ind=0&w_szukaj=szcz%C4%85tki ; choć ja bym napisała: szczątki setek roślin

Dream big.

Z drugiej strony mam jednak wrażenie, że to zestawienie, które tak Cię urzekło, nie wybrzmiałoby tak mocno, gdyby nie ta forma właśnie.

Możesz mieć rację :-/ Nie wiem jak musiałoby to wyglądać, żeby i mnie nie zmęczyło i urzekło zestawieniem rzeczy tak różnych. Dlatego nie będę się wymądrzał, bo podtrzymuję swoje zdanie :)

Known some call is air am

Asylum,

Nie może być cuchnąca, choć straciła zapach?

No w teorii nie może, owszem, jednak specjalnie zestawiłem w tym przypadku wykluczające się rzeczy, aby ukazać całość w absurdalnym świetle. Z sufitami tak samo. Nie mówię, że mi te zabiegi w stu procentach wyszły, ale mimo wszystko pewne nielogiczności czy sprzeczności były w pełni zamierzone. 

A co do figur czerni i syfu, to poniekąd są pewną zamkniętą, jednolitą formą w tym przypadku, mimo że ogólnie ani jedno, ani drugie żadną figurą nie jest. 

Drobinki rzeczywiście podmienię ;)

Dzięki za komentarz!

dogsdumpling,

Czerń i syf są pisane tym samym językiem, gdyż opisuje je ta sama istota, czyli w tym przypadku, kamień. Pewne powtarzalne słowa i motywy były zamierzone, co z kolei ktoś wyżej dostrzegł i uznał za plus, choć nie przeczę, że mogłem w którymś momencie przeholować. Z tą równowagą rozumiem Twój dylemat, choć tutaj też wszystko było zamierzone (co nie znaczy, że uważam to za idealne rozwiązanie). Wszyscy niemal uważają puentę za świetną. A dlaczego? Bo wybrzmiewa tak mocno na tle pozostałego tekstu, dla którego jest pewnego rodzaju kontrastem. Tak przynajmniej sądzę, albo taką teorię przynajmniej miałem w głowie, pisząc ten tekst.

Dzięki dogs ;)

Outta,

Też tego nie wiem :D Ale jak widać po komentarzach, niemal każdy mówi: To było świetne, ale to już nie. Większość tyczy się formy, o której wspominałeś w pierwszym komentarzu. Każdy mówi, że dobrą robotę robi zakończenie, ale nie do końca gra z całością. A według mnie właśnie, powtórzę to co pisałem kilka zdań wyżej dogs, dzięki takiej formie końcówka wybrzmiewa tak, a nie inaczej. Ale zawsze mogę się mylić ;)

Wszyscy niemal uważają puentę za świetną. A dlaczego? Bo wybrzmiewa tak mocno na tle pozostałego tekstu,

Polemizowałabym ;D Umieszczenie kamienia filozoficznego w dinozaurze i zakonserwowanie go w dinozaurzych odchodach, po czym umieszczenie całości w muzeum jest świetne samo w sobie i bez kontrastującej czerni i syfu. Czy uważam czerń i syf za zbędne? Nie. Po prostu przegadane ;-P

Dream big.

Oki, dogs, rozumiem ;) W zasadzie dokładnie takich słów, jak Twoich, się obawiałem. Że ta część tego tekstu może być przeciągnięta i przeholowana w paru aspektach. Ale, jak prawdziwy alchemik, postawiłem na eksperyment. I wyszedł widocznie pyszny koktajl, do którego trafiła łyżka dziegciu ;) Ale tak to jest z eksperymentami. Trza się kiedyś sparzyć, żeby kiedy indziej stworzyć tę perfekcyjną miksturę :)

Eksperymenty są fajne, a że czasami coś wybuchnie, albo wyjdzie nie do końca to, czego się szukało… W tym cały urok eksperymentowania ;D

Dream big.

No w teorii nie może, owszem, jednak specjalnie zestawiłem w tym przypadku wykluczające się rzeczy, aby ukazać całość w absurdalnym świetle. Z sufitami tak samo. Nie mówię, że mi te zabiegi w stu procentach wyszły, ale mimo wszystko pewne nielogiczności czy sprzeczności były w pełni zamierzone. 

Kłopot polega na tym, że opisywałeś odbiór (zmysły) kamienia, a dodawanie w tym momencie absurdalnego aspektu w doświadczaniu utrudnia percepcję samego kamienia. Nawet zastanawiałam się, czytając początek ponownie, czy aby nie opisywałeś "połknięcia", ale nie.

 

#eksperymenty :-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

No to już tylko podsumuję: #eksperymenty :P

Klimat bizarro na plus, lubię dziwności i zaskoczenia. Pomysł mega oryginalny. Narracja pierwszoosobowa, przy tak krótkim tekście bez fabuły, jak dla mnie na plus. Troszkę chaotyczne są myśli tego kamienia, ale myślę, że taki był Twój zamysł na przedstawienie tkwienia w obłędzie wieczności. Na dłuższą metę byłoby to męczące.

Pozdrawiam

Cześć, Jaszczempiu ;)

Cieszę się, że pomysł Ci się spodobał, bo głównie on jest filarem całego tekstu. Tak, kamień miał być taki lekko obłąkany, miał filozofować, a dodatkowo gadać z wyczuwalnym patosem, gdyż bądź co bądź, miał się za istotę wielką ;)

Dzięki za komentarz i pozdrawiam również.

Eksperymenty z ekskrementami? Czemu nie. ;-)

Zestawienie fajne, bo kontrastowe. Misie.

Kto by pomyślał, że to takie proste. Alchemicy latami zgłębiali traktaty, a tu wystarczyło trochę pogrzebać… ;-)

Babska logika rządzi!

Finklo, dziękuję za komentarz i kliczka. I cieszę się, że Ci się :) A ostatnie zdanie wymiata :D Pozdrówka

Minimalnie męcząca narracja.

W dłuższej formie pewnie byłoby to przygniatające.

W tej dało się przeczytać.

 

Większych zgrzytów nie zauważyłem – chyba 2 przecinki mi nie pasowały, ale ja jestem słaby w przecinki :P

 

Czy to kamień nadał zwierzątku inteligencję?

Cześć, silvanie. Owszem, w dłuższym tekście raczej nie użyłbym takiego typu narracji i stylu. Kamień raczej niczego zwierzątku nie nadał. Ot, został przez zwierza połknięty i ubolewa na swym losem ;) Pozdrawiam

Ja akurat lubię narrację pierwszoosobową, więc mnie nie męczyła. Sam zamysł bardzo fajny a i twist jest. Napisane “plastycznie”, ciekawie. Mam nadzieję, że komentarz wystarczy do kliku :).

Monique, cieszę się, że dołączyłaś do obozu osób, którym się podobało ;) Też mam nadzieję, że wystarczy :P Pozdrówka

Też dołączę do obozu osób, którym się podobało :D

Chociaż tak w 90%.

Nie miałem problemu ze stylem opowiadania, był moim zdaniem nie tylko dobrze napisany, ale i ciekawie poprowadzony. Ta impresja dodała klimatu opowiadaniu oraz pomogła zrozumieć gdzie jest i jak się czuje ten kamień. Racja, w dłuższej formie takie coś byłoby męczące, ale w szorcie nadaje się niemal idealnie ;)

To 10% procent umknęło mi przy zakończeniu. Rozumiem zestawienie, które zaproponował Outta (doskonałość – wulgarność) jednak nie przekonało mnie to i trochę zniszczyło odbiór całości – ale tylko trochę :) Mimo wszystko taki zabieg sprawi, że będę pamiętać o tym opowiadaniu ;)

Pozdrawiam i polecam!

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Podczas czytania tekstu zastanawiałam się, z czyjego punktu widzenia prowadzisz narrację. Puenta całkowicie mnie zaskoczyła i rozbawiła. Podobał mi się pomysł, zagadka dla czytelnika, sposób opisywania emocji. Wykonałeś interesujący eksperyment z formą i budowaniem klimatu tego opowiadania.

Danielu, miło, że zajrzałeś ;) Jak to możliwe, że nie przekonało Cię gó***!? :P Toż to o nie w całym tekście się rozchodzi :) 90% jednak również bardzo mnie cieszy, dzięki za komentarz!

ANDO, wielce mnie cieszy, że eksperyment uznajesz za udany :) Tobie również dziękuję za komentarz.

Pozdrawiam!

Początkowo to opowiadanie wydawało mi się jakąś odległą wariacją na temat „Szelestu wiecznego cierpienia”, ale dość szybko okazało się, że jednak idzie w innym kierunku. Kierunku, który zresztą też okazał się mylący, zdołałeś zaskoczyć w momencie, w którym ukazałeś, że przemawia kamień, długo myślałem, że jakaś roślina. A i to nie okazało się końcowym twistem, choć na taki wyglądało. Właściwy końcowy twist już w ogóle rozłożył na łopatki. Dobry tekst, choć można się zastanawiać skąd kamień uwięziony w dawnej epoce zna pojęcie klatki. Ale jednocześnie jest przecież jakimś wyższym umysłem, więc ma prawo znać więcej słów, niż by się mogło wydawać.

Wilku, dziękuję za jurorski komentarz. Bardzo się cieszę, że udało się zaskoczyć niejeden raz. No i oczywiście z drugiego miejsca również jestem wielce rad :) A kamień rzeczywiście, jako wyższy umysł, może znać zasób słów nie tylko z ery, z ktorej pochodzi :p

Gdybym napisał ten komentarz w czasie, w którym powinienem, prawdopodobnie byłby efektowniejszy. Nieznacznie poprzedziłby zdarzenia, które pokazały, że obrałeś właściwą drogę.

A tak musisz możesz uwierzyć mi na słowo.

Miałem przeczucie, lecz dość długo za długo zastanawiałem się, jak to przekazać. Z jednej strony popełniłem błąd, bo przeczytałem komentarze przed czytaniem tekstu, z drugiej strony to właśnie te komentarze nakierowały mnie na własny dylemat sprzed kilku miesięcy. Te wątpliwości rozwiał, nie kto inny jak wilk-zimowy, kreśląc do mnie poniższe słowa:

Tylko wiesz, czasem to jest tak, że musisz zdecydować między kilkoma grupami czytelników – co dla niektórych grup dobre, dla innych będzie słabsze. Pytanie teraz, czy wolisz zwiększyć liczbę odbiorców wychodząc poza styl bazowy, czy skupić się na grupie “niedopowiedzeniowej”, która jest dużo mniej liczna. Coś za coś.

Wydaje się zatem, że jedną z niewielu rzeczy, którymi powinniśmy się zamartwiać to jest to, czy tekst jest poprawny warsztatowo, fabuła trzyma się schematu i czy w ogóle jest to o czymś.

A odbiorcy? Jednych odrzuci, innych zachwyci. Mało prawdopodobne, że wszystkich.

Napisałeś poprawny tekst. Dobrze się go czytało. Nie miałem problemu ze zrozumieniem. I cieszę się, że nie zdążyłem doklikać, bo… pewnie bym to zrobił, choć z lekkim wyrzutem sumienia.

Dlaczego? Bo to nie był tekst dla mnie. Gdyby to był prolog do powieści, nie czytałbym jej dalej. Powód do bólu banalny. Jestem z tych, dla których musi kipieć akcją. Rozważania, głębsze procesy myślowe nie są dla mnie. Zastanawiałem się dlaczego? Odpowiedz znalazłem dość szybko.

Po nie potrafię tak pisać.

Czysta zazdrość. Tak czysta, że niemal szlachetna.

Świetna robota, Przyjacielu.

Witaj, MTF!

Dobrze, że w końcu udało Ci się przetrawić ten tekst :) Mam nadzieję, że obyło się bez większych wzdęć i zaparć :P A teraz przechodząc już do Twego komentarza…

 

Wydaje się zatem, że jedną z niewielu rzeczy, którymi powinniśmy się zamartwiać to jest to, czy tekst jest poprawny warsztatowo, fabuła trzyma się schematu i czy w ogóle jest to o czymś.

A odbiorcy? Jednych odrzuci, innych zachwyci. Mało prawdopodobne, że wszystkich.

Miałem takie przemyślenia już niejednokrotnie. Nieraz pragnąłem napisać coś na tyle wszechstronnego, że zadowoli każdego. Jest to niemożliwe, teraz to oczywiste. W pewnym momencie doszedłem do wniosku, że zamierzam pisać w oparciu o to, co czuję. Nie myślę, dla kogo ma być dane opowiadanie, komu się może spodobać, komu nie. Mam ochotę akurat napisać coś w takim stylu, w takiej formie, to to robię, bo tak akurat czuję. Ten tekst i ten konkurs tylko uświadczył mnie finalnie w przekonaniu, że należy iść swoją drogą. Komuś ta droga się spodoba, komuś nie, jasna sprawa. Ale chyba lepiej, jak sam to określiłeś, niektórych zachwycić a niektórych odrzucić, niż robić coś pomiędzy. Coś przeciętnego. 

Ja wciąż jestem na etapie eksperymentowania ze stylem, formą, narracją i w sumie wszystkim innym też. Oczywiście, mam pewne rzeczy już wyrobione, ale staram się nie zamykać w żadnych ramach. Gdybym przeczytał taki wstęp powieści, to również nie jestem pewien, czy czytałbym dalej. Osobiście czytanie strumienia świadomości nie jest dla mnie specjalną przyjemnością. Ale gdy wpadłem na pomysł na ten tekst, to poczułem, że właśnie w takiej formie chcę go napisać. I zrobiłem to, nie zastanawiając się nad konsekwencjami. A te, jak się okazało, mimo rozbieżności w opiniach, zakończyły się całkiem przyjemnym akcentem.

I trzymaj się kurczowo pisania, aby nie było kolejnej tak długiej przerwy ;)

Dzięki wielkie za ten komentarz.

 

Może wreszcie zaskoczy.

Działaj.

Nieźle to wymyśliłeś, Realucu.

Zastanawiałam się, jakiż to szczególny byt jest zdolny do takich przemyśleń, a tu proszę – no kto by się spodziewał! Świetnie wybrzmiał finał, a zwłaszcza brutalne zderzenie doskonałości uwięzionej w czymś tak przyziemnym jak gówno. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję za komentarz, reg ;) Ironia losu, prawda? Ale, jak to ktoś już wyżej napisał, takie jest życie :)

Ano, nie da się ukryć. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Takie filozoficzne teksty bardzo mi odpowiadają, dlatego też wiem, że wybrana forma narracji była odpowiednia (pomimo, że trudna, to i tak dałeś radę).

Po pierwszym przeczytaniu spodziewałem się, więcej wyjaśnień, ale po ogarnięciu komentarzy i ponownym przeczytaniu, dodatkowe wytłumaczenia nie są już potrzebne – wszystko jasne.

Coś mi nie pasuje w tytule. Może brakuje mi jakiejś zagadkowości, ale tak tylko się czepiam, bo główną rolę tytuł spełnił – przykuł uwagę. 

Solarpox, dzięki za przeczytanie i komentarz :) Myślę, że więcej wyjaśnień nie jest potrzebne. Dobrze więc, że wszystko się wyjaśniło. A tytuł również nie mógł za wiele zdradzić, więc przykucie uwagi było jego głównym celem. Pozdrawiam! ;)

Hi, hi, twist końcowy robi Ci całe opko :) Przyznam, że trochę się przedziarałam przez czerń i syf i już mnie nieco zmęczyły, ale zdecydowanie było warto dobrnąć do końca. Oryginalne i genialne w swej prostocie. Mi się :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Hej, Irko ;) Cieszę się, że przebrnęłaś do końca i że było warto. A mówią, że to droga ma znaczenie, a nie cel, a to jednak gó… prawda :P Dzięki za odwiedziny, pozdrówka ;)

A mówią, że to droga ma znaczenie, a nie cel, a to jednak gó… prawda :P

Bo to w życiu, a nie w literaturze :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Aaa widzisz, a mi się ciągle życie z literaturą w jedno zlewa :D

Blisko mi do opinii Outty. Zastosowany styl, język, gęstość wywodu dość mnie nużyły. Końcowy twist nadrabia, choć jednak forma do mnie nie trafiła. Tak czy siak, nieźle to wymyśliłeś. No i gratki :)

Silvo, dziękuję :) Tekst na Twój konkurs będzie miał już zupełnie, przez duże Z, inny styl więc mam nadzieję, że tamten nie będzie dla Ciebie nużący. A z tym to jest jak jest, jak już pewnie w komentarzach czytałaś. Nie każdemu coś takiego pasuje i jest to zupełnie oczywiste. Dzięki za odwiedziny ;)

Nowa Fantastyka