- Opowiadanie: Irka_Luz - Furia Wotana

Furia Wotana

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Furia Wotana

Wotan był znudzony. Ileż w końcu można jeść dziczyznę, popijać kozim mlekiem albo miodem i patrzeć, jak wojownicy giną i ożywają w niekończącej się walce. Potrzebował odmiany.

– Wieczorem wyruszamy do Midgardu – oznajmił.

Głos miał tak mocny, że usłyszeli go wszyscy wojownicy ucztujący w Walhalli. I natychmiast wytrzeźwieli. W ogromnej sali zrobiło się nagle cicho, a zaprawieni w bojach mężczyźni popatrywali na siebie z niepokojem. Każdy z nich wyrywał się czasem do świata żywych, więc widzieli zachodzące w nim zmiany. Wiedzieli, że bogu się one nie spodobają. Większość miała na ziemi potomków, co prawda w entym pokoleniu, ale zawszeć to rodzina, i nie chcieli, by coś im się stało.

– Ale panie… – Ktoś próbował oponować.

– Żadnych ale! – Wotan walnął pięścią w stół, aż róg, który trzymał, roztrzaskał się. – Co roku mnie zatrzymujecie! Dość tego! – wrzeszczał, a w oku miał furię, od której pochodziło jego imię.

Nikt więcej się nie odezwał, ale nastroje były zmrożone, jakby w Walhalli pojawili się nagle lodowi olbrzymi. Umilkły śpiewy, nikt nie wznosił toastów, nawet szczęk broni przycichł. Wojownicy pamiętali ostatnią wizytę Wotana w Midgardzie, nieco ponad cztery wieki temu. Nie zapomnieli też ciągnących się trzydzieści lat skutków tej wyprawy. I nie mieli wątpliwości, że tym razem będzie jeszcze gorzej.

 

***

 

Mirka była zmęczona, zła i głodna, choć może złość powinna się znaleźć na pierwszym miejscu tej wyliczanki. W każdym razie nie miała ochoty na pogawędki, a tu akurat, jak na złość, sąsiadka spod jedynki otwierała drzwi. A że Mirka widziała ją w oknie, to nie miała wątpliwości, że starsza kobieta czegoś od niej chce. Przystanęła zrezygnowana na pierwszym stopniu i czekała, aż sąsiadka upora się ze wszystkimi zamkami. Nie wypadało tak po prostu uciec.

– Guten Tag, Frau Hüttig – zagaiła, gdy zza futryny wychyliła się pobrużdżona zmarszczkami twarz, częściowo przysłonięta maseczką.

– Guten Tag. Niech pani dzisiaj nie zapomni pozbierać prania ze strychu.

No tak, sąsiadka powtarzała jej to co roku, a Mirka dla świętego spokoju spełniała jej prośbę. A potem nie miała gdzie powiesić następnego prania, bo wszystkie sznury były zajęte. Nie potrafiła zrozumieć przesądu, który kazał Niemcom trzymać brudne ciuchy do nowego roku.

– A dlaczego właściwie? – zapytała i zaraz pożałowała, że nie ugryzła się w język, bo staruszka obrzuciła ją niechętnym spojrzeniem. – To znaczy zdejmę oczywiście. Po prostu jestem ciekawa – dodała szybko.

Zmarszczki na czole sąsiadki pogłębiły się, znamionując głęboki namysł.

– Taka tradycja. Ordnung muss sein  – odparła w końcu staruszka, wzruszając ramionami. – Guten Rutsch – dodała, znikając w mieszkaniu.

– Guten Rutsch! – rzuciła Mirka do zamkniętych już drzwi i mrucząc pod nosem przekleństwa, powlokła się na trzecie piętro.

Pół godziny później siedziała na kanapie otulona kocem, popijała kawę i rozmyślała. Czy powinna się teraz zdrzemnąć, a potem posiedzieć do północy, licząc na to, że kiedy cały cyrk z powitaniem Nowego Roku się skończy, zdoła jeszcze złapać kilka godzin snu przed dyżurem. Czy też raczej przetrzymać do wieczora i iść do łóżka wcześnie, z nadzieją, że zdoła przespać całą noc. Przecież przez lockdown i zakaz sprzedaży fajerwerków powinno być w miarę cicho.

W końcu wybrała drugą opcję i równo o dziewiątej zagrzebała się w pościeli z zatyczkami w uszach. Zasnęła od razu. O praniu wiszącym na strychu zupełnie zapomniała.

 

***

 

Wyruszyli, gdy tylko się ściemniło. Wotan był w parszywym humorze, bo po reakcjach wojowników podejrzewał, że w Midgardzie źle się dzieje. Już pierwsze sekundy w krainie ludzi upewniły go, że miał rację. Potężny wiatr szarpał jego długą brodą, pluł w twarz kropelkami deszczu i spowalniał wędrówkę. Wotan jechał skulony, nie patrząc przed siebie, zdając się na inteligencję Sleipnira. Kopyta konia zastukały nieprzyjemnie na dziwnie twardej powierzchni, a Wotana oślepiły setki świateł, które mijały go w pędzie, warcząc jak rozwścieczony Fenrir. Bóg poderwał konia, rumak poszybował w chmury, a reszta drużyny podążyła za nim.

– Co to ma być? – zapytał Wotan, patrząc w dół na migoczące wstęgi świateł.

– Panie, powinniśmy stąd odejść. – Starszy wojownik z blizną na twarzy rozglądał się nerwowo.

– A dlaczegóż to?!

– Bo…

Wotan uciszył go machnięciem ręki. Zmarszczył brwi i nasłuchiwał. Dźwięk, który wzbudził jego niepokój był coraz głośniejszy i w końcu dostrzegł jego źródło. Ogromny ptak, większy od wszystkich jakie znał, przeleciał z wyciem obok. Z dłoni boga wystrzeliła błyskawica i uderzyła w niego. Nic się nie stało, potwór leciał dalej.

– Co się tutaj dzieje? – spytał zdumiony.

– Postęp – mruknął najmłodszy z wojowników. – Ludzie wiele się nauczyli. Tak się teraz przemieszczają. – Machnął w stronę odlatującego ptaka, a potem wskazał wstęgę świateł na dole.

Zjechali trochę bliżej ziemi. Było jasno, bo wszędzie płonęły latarnie. Wotan rozglądał się, czegoś mu brakowało w mijanym krajobrazie, ale już tak dawno nie był w Mitgardzie, że nie potrafił powiedzieć czego. Olśniło go dopiero, gdy przejeżdżali nad polem, na którym falowała smagana wiatrem trawa.

– Gdzie jest śnieg?! – zawołał.

Wojownicy milczeli, popatrując na siebie.

– Od lat nie było porządnej zimy – odparł najodważniejszy. – Pory roku nie następują po sobie jak dawniej. Ludzie zniszczyli Ziemię.

Wotan nie odezwał się, zacisnął tylko palce na cuglach, aż zbielały mu knykcie. Wzbierała w nim furia, przed oczami latały czerwone punkciki, a mięśnie domagały się dobycia miecza.

Wiatr uderzył z nową siłą, zrywał z drzew gałęzie niczym dojrzałe jabłka i rzucał nimi na wszystkie strony. Deszcz zacinał mocno, uderzając w wojowników garściami zimnych szpilek. Niebo przecinały błyskawice, które pojawiały się z każdym przekleństwem, mamrotanym przez Wotana. Drużyna przejeżdżała przez wysokie budynki, sprawiając, że bawiący się w nich ludzie nagle milkli i rozglądali się niespokojnie, koty czmychały w ciemne kąty, a psy wyły przerażone.

Wotan parł przed siebie, nie zważając na nic, jakby w tym pędzie chciał wypalić swoją wściekłość. I może by mu się nawet udało, gdyby na jakimś strychu nie wpadł na porozwieszane pranie. Zaplątał się znienacka w duże prześcieradło z gumką i bojowy szał owładnął nim bez reszty. Zaskoczony odruchowo wyjął miecz i ciął na prawo i lewo, aż się uwolnił. Dysząc ciężko przyjrzał się pokonanemu wrogowi i gdy zdał sobie sprawę, że walczył ze szmatami, z gardła wyrwał mu się wrzask wściekłości i upokorzenia.

Wyskoczył z budynku na twardą jak kamień drogę i w tym samym momencie coś huknęło potężnie pod kopytami konia, rozległy się śmiechy i tupot nóg uciekających ludzi. Sleipnir stanął dęba, niemal zrzucając Wotana z siodła. Gdy bóg opanował przestraszonego konia, coś spłynęło z jego hełmu na łęk siodła. Podniósł trójkącik materiału dwoma palcami.

– Co to jest?

Tym razem nikt nie kwapił się z odpowiedzią. Wotan wodził spojrzeniem po towarzyszach, a ci spuszczali wzrok i kulili się w siodłach. W końcu bóg wskazał najmłodszego i zażądał wyjaśnień. Młodzieniec tłumaczył, czerwieniąc się i jąkając. Wotan słuchał z kamienną twarzą i tylko powieka zdrowego oka drgała mu podejrzanie.

– Cii… – zaczął, ale przerwał mu huk i rozkwitające na niebie kwiaty ze świateł.

– Świętują nadejście Nowego Roku – objaśnił jeden z wojowników.

Patrzyli na spektakl i nikt nie miał odwagi powiedzieć Wotanowi, że w tym roku jest on znacznie skromniejszy niż zazwyczaj. Kiedy po półgodzinie nastała wreszcie cisza, bóg odetchnął głęboko.

– Lista nieszczęść – rzucił krótko.

W ręku wojownika z blizną na twarzy pojawił się pergamin.

– Może wybuch wulkanu – zaproponował ktoś. – I tak się budzą w Rosji, na Hawajach i w Nowej Zelandii.

– Tsunami?

– Wojna?

– Pożary?

– Przecież już mieli.

– Dawać wszystko jak leci – przerwał im Wotan.

– Ale jak to, panie. Zarazę właśnie mieli, a właściwie jeszcze mają. Pożary też już były. I jak to tak, jednocześnie suszę i powódź?

– Rok jest dla nich długi, a świat duży. Wszystko się pomieści – odparł Wotan, wyrzucając z obrzydzeniem stringi.

 

***

 

Mirka wróciła z dyżuru, przemknęła chyłkiem przez klatkę schodową, modląc się w duchu, żeby sąsiadka spod jedynki jej nie przyuważyła.

– Cholera, zapomniałam – mruczała do siebie.

Wpadła do mieszkania, rzuciła plecak na sofę i nawet nie zdejmując kurtki, chwyciła kosz na pranie i pobiegła na strych. Stanęła jak wryta, a kosz wypadł jej z rąk.

– O kurwa! – wyrwało jej się.

Z rozdziawioną gębą patrzyła na to, co zostało z jej ciuchów. Na sznurach zwisały poszarpane resztki ubrań i pościeli. Wyglądało to, jakby przez strych przeleciało stado wściekłych kotów.

Koniec

Komentarze

"Taka tradycja. Ordnung muss sein"

Ha, po coś gusła wymyślono :P

Jeszcze inwazję obcych mogą dodać :P

 

Dobre, uśmiechnęło :-) Niby brakło trochę dynamiki, ale dobrze się skomponowało z początkiem i końcem :-)

 

 

Irka_Luz fajnie, że z humorem i aktualne ale czytałem lepsze opowiadania. Pomysł dobry. Jeśli chodzi o wykonanie błędów nie widzę :)))

 

Pozdrawiam!

Schizofrenia, ależ dziwna ta choroba... Czy tylko mnie śmieszą homilie??? Dziwny ten świat w około.

Cześć!

Śmieszne, oj śmieszne. Takie na czasie i życiowe, pandemia nawet się załapała. Człowiek już w głowie zwala winę na Niemców (a nie na własne zapominalstwo) a tu się okazuje, że to z północy nadeszło zniszczenie, i to na sześciu nogach. Dodałbym tagi absurd i humor.

Pozdrawiam!

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

– Wieczorem wyruszamy do Mitgardu

A nie Midgardu? Czy to jakaś oboczność?

błyskawice, które pojawiały się z każdym przeklęństwem

Literówka.

Gdy bóg opanował przestraszonego konia, coś spłynęło z jego hełmu na łęk siodła

Ktoś mógłby się czepnąć, że jak to – koń w hełmie?

i nawet się nie zdejmując kurtki

Coś nie teges.

O, kurwa!

Jeżeli bohaterka nie zobaczyła właśnie kobiety lekkich obaczajów, tylko zwyczajnie przeklęła, to bez przecinka.

 

 

Akcja ani wartka, ani zaskakująca, ale przecież nie o to chodziło. Tylko o uśmiech – prawda? Zatem się pouśmiechałem. Szorciak lekki i przyjemny, w dodatku okazał się napisany bardzo porządnie. Na plus.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Cześć, Irko!

W przesądach ponoć zawsze jest jakiś sens, prawda? XD Bardzo przyjemny szorciak, lubię takie połączenie mitlogii z codziennością. Niby dwa światy, ale wszystko gra i nie ma zgrzytów, w dodatku uśmiechnęło, gdzie trzeba.

Pozdrawiam

Irka

Naprawdę fajnym słowem napisane. Przyjazny szort i bardzo się uśmiechnęło. :-)

I bogowie, i niektórzy ludzie tęsknią za śniegiem i nie lubią powszechnej "strzelanki".

Na duży plus zestawienia i konfrontacje, które budujesz na przecięciu się dwóch światów: mitologii nordyckiej i ludzkiego. Są bardzo wyraziste. 

Idę skarżyć. :-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Czesc :) Ja rowniez sie usmialem nieco :) Zderzenie swiata boskiej potegi z… damskimi stringami… Coz, obrazowe :D Sprawny shorcik.

Cześć, Wilku, jak Ci się uśmiechnęło to dobrze, bo po to się pisało ;)

Dzięki za kliczka :)

 

Hej, Dawidiqu, dzięki za wizytę i fajnie, że fajne :)

 

Witaj, Krar, cieszę się, że się uśmiechnęło. Z tagami jestem ostrożna, bo często spojlerują, ale humor dodam :)

 

Jeroh,

A nie Midgardu? Czy to jakaś oboczność?

Nie oboczność, babol zwykły, poprawiłam ;)

 

Ktoś mógłby się czepnąć, że jak to – koń w hełmie?

Ups, nie zauważyłam tego, już myślę, jak poprawić.

 

Tylko o uśmiech – prawda?

Prawda :) Cieszę się, że zadziałało :)

Dzięki za klika :)

 

Hej, Oidrin

W przesądach ponoć zawsze jest jakiś sens, prawda? XD

No, powiedzmy, że jest. Moja sąsiadka rzeczywiście co roku przypomina mi o praniu, więc w końcu postanowiła spytać wujka Gugla, skąd jej się to bierze. I to jest efekt.

 

lubię takie połączenie mitlogii z codziennością.

Ja też :)

Cieszę się, że rozbawiło i dzięki za klika :)

 

Asylum, witaj, dzięki za wizytę i cieszę się, że się spodobało :)

 

Na duży plus zestawienia i konfrontacje, które budujesz na przecięciu się dwóch światów: mitologii nordyckiej i ludzkiego. Są bardzo wyraziste.

Pisanie o takich konfrontacjach sprawia mi ogromną radochę :)

Dzięki za klika :)

 

Hej, Silvan, fajnie, że Cię rozbawiło :)

Jak tam zdrówko? Mam nadzieję, że skoro się uśmiałeś, to nie jest tak źle. Trzymaj się ciepło :)

 

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Aaaa, to ja wreszcie wiem, skąd najbardziej dla nas zawsze niezrozumiały przesąd sylwestrowy naszej babci Górnoślązaczki się wziął! (mało to razy w ostatniej chwili pędziłam zbierać pranie na strych…) XD 

Bardzo się sympatycznie czytało :) 

Ech, nic nie może trwać wiecznie. Widać nawet bogowie nie nadążają czasem za nowymi czasami.

Bardzo fajny tekst. Króciutki, humorystyczny i dobrze wykonany. Trochę zdziwił mnie tylko fakt, że całość ma miejsce pod koniec 2020, a nie 2019. Spodziewałem się, że końcówka będzie wyjaśniała, czemu ten rok był taki nielekki i chyba takie właśnie zakończenie bym wolał

Hej, Ninedin, fajnie, że sympatyczne :)

to ja wreszcie wiem, skąd najbardziej dla nas zawsze niezrozumiały przesąd sylwestrowy naszej babci Górnoślązaczki się wziął!

No, mądra kobieta, z bogami lepiej nie zadzierać ;)

 

Witaj, Abbadonie, cieszę się, że szorcik się podobał.

Spodziewałem się, że końcówka będzie wyjaśniała, czemu ten rok był taki nielekki i chyba takie właśnie zakończenie bym wolał

Nie ma lekko, ten będzie jeszcze gorszy ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Sympatyczny tekścik…

Zaraz, zaraz… Mirka, Irka… Czy chcesz powiedzieć, że to przez Twoje pranie ostatnie newsy są takie parszywe? ;-)

Ale wizja boga walczącego z prześcieradłem na gumce interesująca. Przemawia do wyobraźni.

Babska logika rządzi!

Cześć, Finklo :)

Czy chcesz powiedzieć, że to przez Twoje pranie ostatnie newsy są takie parszywe? ;-)

No, Bogiem a prawdą zapomniałam. Byłam zajęta pisaniem tego tekściku ;)

Fajnie, że się podobało :)

Dzięki za klika :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Tekst krótki, więc i ja się długo rozwodził nad nim nie będę.

Generalnie wolę, jeśli tacy bohaterowie mitologiczni pojawiają się w nieco dłuższych tekstach. Wtedy można wprowadzić do opowiadania coś w rodzaju warstwy “dydaktycznej”. Bardziej przybliżyć sylwetkę boga, przedstawić go tym, którzy, jeśli chodzi o znajomość mitologii, tu i ówdzie wykazują pewne braki. Jak CM. ^^

Natomiast abstrahując już od tego, szort powstał po to, by dostarczyć uśmiechu. On nie ma porywać historią, nie ma zapadać na dłużej w pamięć. Nie ma też zaskakiwać zwrotami akcji. To jest ten rodzaj tekstu, który zabawi się kontrastami. Który, poprzez połączenie świata wielkich bogów ze światem zwykłych zjadaczy chleba, dostarczy ciut rozrywki. Który w końcu pobawi się pewnymi przesądami.

Cóż ja bym od takiego tekstu oczekiwał? Jako się rzekło, oczekiwałbym uśmiechu. Tylko tyle. I aż tyle. Uśmiechu, który nie będzie rechotem, który poprawi humor, albo będzie takim “czasoumilaczem”. A przy okazji spodziewałbym się tekstu nieprzesadnie długiego, tak, by przyjęta forma budowania humoru nie zdążyła się znudzić. Tego bym oczekiwał i w sumie dokładnie to dostałem. Na dłużej w pamięć tekst mi nie zapadnie, ale uśmiechu dostarczył, a to zawsze się ceni. :)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Hej, CM, miło, że wpadłeś i skorzystałeś ze swoich mocy :)

Tekścik faktycznie nie ma wielkich ambicji, poza wywołaniem uśmiechu. No, może jeszcze w warstwie “dydaktycznej” wyjaśnia skąd się bierze niemiecki przesąd zakazujący wieszania prania w Sylwestra i nkazujący zdejmowania tego, co już wisi ;)

Fajnie, że się spodobało i wywołało uśmiech :)

 

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Faktycznie fajny szorcik z wieloma miajscami do uśmiechu :) biedny Wotan…

Sympatyczny tekścik. Nie pociesza mnie fakt, że wszystko dzieje się pod koniec 2020. Aż strach pomyśleć, co nam ten rok przyniesie ;) Może nie jest to szczególnie zapadające w pamięć opko, ale napisane fajnie i do uśmiechnięcia, więc dorzucę się bibliotecznym klikiem w odpowiednim wątku.

mężczyźni popartywali na siebie z niepokojem

→ popatrywali.

więc widzieli zmiany w nim zachodzące.

Może lepiej: “więc widzieli zachodzące w nim zmiany”.

Wiedzieli, że nie spodobają się one bogu.

Też mam małą sugestię: “Wiedzieli, że bogu się one nie spodobają”.

Hej, Silva, miało służyć do uśmiechnięcia się i niczego więcej :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Zabawne, a choć absurdalne to nie pozbawione sensu. I tak trzymać. ;)

Czy pranie wiszące w piwnicznej suszarni można zostawić, czy też lepiej zabrać je stamtąd? ;)

 

– Guten Tag, frau Hüttig – za­ga­iła… ―> Czy nie powinno być: – Guten Tag, Frau Hüttig – za­ga­iła

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć Irko ;)

Jak widać, składanie prześcieradła z gumką wywołuje skrajne emocje, a co dopiero zaplątanie się w nie. ;) Bardzo spodobał mi się Twój tekst, kilka razy szczerze się zaśmiałem i podoba mi się dodanie tutaj “zgrabnego” języka niemieckiego. Zrobiło to klimat. :)

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

bardzo fajny szorcik, Wotan sprawił że uśmiech na twarzy się pojawił, dzięki Irko!

Fajne opowiadanie, zabawne, zwłaszcza zakończenie. Podobała mi się wartka akcja i przeskoki z mitologii do realnego świata. Mam nadzieję, że plany Wotana się nie spełnią. ;) Technicznie tekst napisany sprawnie, językiem przyjaznym dla czytelnika.

Witam nowych czytelników :)

 

Reg, dziękuję. Cieszę się, że się spodobało. Pranie w Sylwestra nie powinno wisieć, bo jak zostaje, to takie mogą być skutki ;)

Czy nie powinno być: – Guten Tag, Frau Hüttig – zagaiła

Powinno. Jesteś wielka, wyłapujesz nawet błędy w niemieckim :)

 

Sagitt, Samsoo, witajcie, cieszę się, że szorcik Was rozbawił. Taki miałam zamiar – wywołać uśmiech na twarzy :)

 

ANDO, dzięki za przeczytanie i cieszę się, że się spodobało. Też mam nadzieję, że plany Wotana się nie spełnią, albo przynajmniej złość mu przejdzie i się z nich wycifa ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Bardzo proszę, Irko, i dziękuję za docenienie, choć musisz wiedzieć, że do „wielkości” bardzo wiele mi brakuje. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

W paru miejscach się uśmiechnąłem, choć zastanowiło mnie, skąd Wotan wiedział wiedział o zmianach w świecie ludzi, skoro potem nie wiedział, co to samochód i co ich spotkało? Ale to takie lekkie czepialstwo :P

Sama opowieść niczego sobie, przyjemny szort na początek nowego, wybuchowego roku. No i są fajerwerki! :D

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Hej, NWM, fajnie, że się spodobało :)

 

skąd Wotan wiedział wiedział o zmianach w świecie ludzi, skoro potem nie wiedział, co to samochód i co ich spotkało?

Wotan nie wiedział, wiedzieli jego wojownicy, którzy się czasem do świata żywych wymykali.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Witaj Irka!

Niemal dwa tygodnie po nowym roku, ale warto zostawić ślad. Śmieszny i klimatyczny szort, lubię nordycko-germańskie klimaty, dobrze, że znalazł się taki przyjemny. Nie żałuję.

Pozdrawiam i powodzenia w dalszym pisaniu ;)

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Hej, Danielu, cieszę się, że się spodobało :) Nordyckie klimaty też lubię i często wykorzystuję :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Fajny szorciak :).

Dobrze się czytało, podobało mi się przeplatanie dwóch światów i płynne przechodzenie między jednym a drugim. Krótki tekst a mimo to Mirka całkiem dobrze zarysowana w kilku zdaniach. Podsumowując: sympatyczne, dobrze napisane opowiadanie na poprawienie humoru :)

Dzięki, Edku :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Nowa Fantastyka