- Opowiadanie: moat - Saturn V

Saturn V

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Saturn V

 

 

Wyłączyłem radio w samochodzie i niechętnie otworzyłem drzwi mojego zielonego Dodge. W uszach miałem jeszcze ostatnie dźwięki sierocego bluesa. Właściwie samochód nie należał do mnie, ale do redakcji pewnej gazety, dla której wtedy pracowałem. Francuskie wydawnictwo chciało mieć swojego korespondenta na kontynencie, a ja byłem jak zwykle do wynajęcia. Nie znałem ani słowa po francusku, ale to nie przeszkadzało, od tego są tłumacze, zresztą zdjęć nie trzeba było tłumaczyć. Spojrzałem na zegarek – prawie dziesiąta, jeszcze ponad trzy godziny – pomyślałem. Wysunąłem się z wygodnej kanapy i poczułem uderzenie ciepła na ciele, wyjąłem z bagażnika mrożoną herbatę kanapki i sprzęt fotograficzny. Sprawdziłem film i na wszelki wypadek przetarłem jeszcze raz teleobiektyw.

Rozejrzałem się bezradnie, powoli dookoła miejsca startu zaczynali zbierać się ludzie. Powinienem był wyjść jednak trochę wcześniej, ale jakoś nie mogłem się zebrać. Opanowała mnie dziwna niechęć do tego całego dnia. Szesnasty lipca, już niedługo jesień pomyślałem sam nie wiem dlaczego. Niebo było czyste i robiło się coraz bardziej gorąco, kiedy przysłoniłem oczy ręką dostrzegłem w dali mały kształt wyprostowanej rakiety nośnej Saturn V gotowej do startu. Kilka białych motyli przeleciało tuż przed moimi rękoma. Lato będzie ładne i pełne przygód– pomyślałem sobie starą wróżbę z dzieciństwa.

Rozłożyłem się na małym wzniesieniu tuż obok grubego faceta w kapeluszu. Z drugiej strony jakaś bardzo zaintrygowana kobieta opowiadała mężowi o doniosłości tego dnia, obgryzając jednocześnie lukrowanego pączka. Westchnąłem, sprawdziłem jeszcze raz ustawienie statywu, teraz pozostało tylko czekać i nie przegapić chwili startu. Zacząłem być dziwnie zdenerwowany, ale w inny sposób, niż wtedy kiedy robiłem zdjęcia w Kambodży, inaczej niż kiedy jechałem do Europy przygotować reportaż o bloku radzieckim. Zrobiło mi się zimno, kobieta z pączkiem zlustrowała mnie czujnym spojrzeniem nie przestając poruszać oblepionymi cukrem ustami.

Uczucie zimna znikało powoli – widocznie to od słońca – pomyślałem Wziąłem łyk herbaty, cały lód już dawno się rozpuścił. Wyraźnie czułem ostry smak Lichii i herbaty z prowincji Yunnan. Nie zabrałem żadnej chustki, ani czapki więc okryłem się moją indiańska kurtką którą dostałem kiedyś od przyjaciela i czekałem w tym zaimprowizowanym wigwamie na start misji Apollo 11. Przybywało coraz więcej ludzi, coraz nowe głosy dochodziły mnie zza ścian mojego szałasu. Jakiś chłopiec sprzedawał popcorn, ktoś roznosił Colę i czarne okulary do patrzenia pod słońce zaimprowizowane z negatywów fotograficznych.

Spojrzałem na zegarek była dwunasta, przy rakiecie widać było ruch jakiś pojazdów. Wyszedłem spod kurtki, faktycznie dookoła zebrało się już pełno ludzi. Niektórzy z nich ubrani odświętnie zupełnie jak na jakiś festyn. Ze zdziwieniem zauważyłem, że tuż obok mnie znalazł sobie miejsce drobny staruszek. Miał bardzo nieporadną minę i szare pudełko na kanapki. Siedział na zielonym składanym stołku.. Odwróciłem wzrok, nie chciałem się tak na niego gapić, to już niedługo pomyślałem z niepokojem. Odsłoniłem obiektyw. Coś jednak nie dawało mi spokoju, było w nim coś innego niż w całym rozemocjonowanym tłumie. Powoli schyliłem się po butelkę z herbatą, jednocześnie patrząc ukradkiem na staruszka. Tak samo jak większość miał czarne okulary i uśmiechał się, ale jakoś tak bardzo bezsensownie, to nie był entuzjastyczny uśmiech, raczej uśmiech zakłopotania. Wreszcie zrozumiałem spojrzenia całego tłumu były wycelowane w pięciostopniową ważącą sto-trzydzieści ton iglicę rakiety Saturn V . Tylko staruszek tam nie patrzył, raz skręcał głowę w lewo, raz w prawo zupełnie jak szpak. Przy jego stołeczku tkwiła biała laska. On jest niewidomy pomyślałem, a może powiedziałem z zażenowaniem gdyż grubas obok mnie odwrócił się gwałtowanie. Staruszek nic sobie nie robił z moich myśli i jadł kanapki z pudełka. Sięgnął po butelkę z wodą, ale ta wyślizgnęła mu się z rąk i poturlała wprost pod moje nogi. Podniosłem ją i podałem mu. Nie wiedziałem co powiedzieć, wreszcie jakoś niezręcznie zacząłem

– A więc Pan też przyszedł oglą… to znaczy– zaplątałem się

– Żona mnie tu wysłała– powiedział dumnie– stwierdziła, że nie mogę przegapić takiego wydarzenia.

-Aha– przytaknąłem oszołomiony

– Prawdę mówiąc to trochę się nie orientuje co to jest ten cały Apollo 11– powiedział niepewnie

– No to jest rakieta– odparłem

– Rakieta?– zdziwił się

– To znaczy to tak naprawdę jest wielki zbiornik paliwa na którym siedzą ludzie i który podpalamy aby polecieli w kosmos.

– Zbiornik paliwa, niewiarygodne– powiedział zamyślony– I to właśnie świętujemy?

– No właściwie to tak– odpowiedziałem oraz bardziej niepewny

– Ale nic im się nie stanie?– zapytał

– Mam nadzieję, że nie– odpowiedziałem niemal szeptem

– Ale po co mają lecieć w kosmos, kosmos to daleko? – zapytał i wykonał nieokreślony ruch ręki

– No, żeby tam być, w zasadzie lecą na księżyc

– Księżyc?

– To taka kula ze skał tak jak ziemia tylko trochę mniejsza i nic tam nie ma

– Nic tam nie ma niewiarygodne, ale Pan widział ten księżyc?

– No w zasadzie można tak powiedzieć, księżyc można zobaczyć każdej nocy – powiedziałem i ugryzłem się w język– A później można będzie podróżować aż do gwiazd dodałem głośniej, żeby nie zatuszować poprzednią wpadkę.

Gwiazd? – zapytał się staruszek zdezorientowany. Takich jak Elvis Presley?

Nie– nieświadomie otarłem pot z dziwnie zimnego czoła, cała ta rozmowa zaczynała wymykać się spod kontroli– gwiazdy to takie kule z ognia i gazu, takie jak słońce

One się palą?– zapytał, kiwając głową chyba nareszcie udało mi się znaleźć nitkę zrozumienia 

Właściwie wybuchają, słońce to też gwiazda– odpowiedziałem spokojniej

Słońce wybucha– niesamowite, zamyślił się– dlaczego ich nie słychać?– chłopak z colą wołał swoją mantrę

Dlaczego ich nie słychać– stanąłem na palcach tak jakbym próbował łapać dźwięk najbliższej gwiazdy, kiwnąłem się na pięty i z powrotem na palce. Złożyłem ręce w amen tak jak zwykle gdy coś zajmowało moją uwagę– no tam nie ma powietrza, dźwięk się nie przenosi dodałem ostrożnie

A co jest tam?– staruszek chciał wykonać ruch ręką, ale nie umiał określić gdzie powinien wycelować swoim palcem więc ostatecznie wskazał na mnie

Tam jest nic– zakręciło mi się lekko w głowie, szukałem przez chwilę ręką statywu żeby się oprzeć, ale po chwili odzyskałem równowagę. Zapadła chwila ciszy.

Zbiornik paliwa leci przez nic. – hmmm staruszek zaniepokoił się– nic musi być bardzo, bardzo… jasne– zamyślił się jakby nie umiał znaleźć innego odpowiedniego słowa na pustkę. Mam nadzieję, że nie będą głodni– dodał odruchowo sprawdzając czy ma przy sobie pudełko z kanapkami.

No to niezupełnie jest tak, że tam jest nic czasem jest tam coś czego nie widać– ponownie ugryzłem się w język, ale staruszek nie zareagował

Przez coś czego nie widać– zamyślił się – do gwiazd, ale po co lecieć do gwiazd?

– No po to, żeby– zacząłem zastanawiać się jak to wytłumaczyć człowiekowi który nigdy nie widział gwiazd. Zapadła niezręczna cisza. Słyszałem jakby z daleka swój własny oddech i głosy tłumu, dochodziło do mnie nienaturalnie głośne cykanie wskazówek zegarka. Zawstydzony opuściłem głowę i patrzyłem na moje zakurzone mokasyny. Jakby wbrew mojej woli spojrzałem jeszcze raz na staruszka. Zdjął okulary i patrzył na mnie parą nieprzytomnych, smutnych oczu, powoli przenosił wzrok jak od moich stóp, przez nogi, wreszcie jego brak spojrzenia prześlizną się po mojej indiańskiej kurtce i trafił na moje własne. 

Nagle zrobiło mi się jakoś słabo, nie wiem kiedy usiadłem na trawie i podparłem głowę ręką. Jak zza zasłony usłyszałem huragan czterech silników rakietowych. Kątem oka zobaczyłem blask silniejszy niż słońce. Ludzie wiwatowali i śmiali się, spojrzałem na swoje dłonie, ale nie byłem w stanie powiedzieć czy klaszczą czy nie. Nadeszła noc wszyscy gdzieś już poszli, nawet staruszek zniknął. W ciemności widziałem kształt statywu aparatu. Wiedziałem, że gdzieś za moimi plecami stoi chłodny zielony kadłub Dodge. Niebo rozpaliło się miliardami gwiazd. Gdzieś tam daleko misja Apollo 11 była już w jednej czwartej drogi do księżyca. Grały cykady.

Koniec

Komentarze

Moacie, na tej stronie opowiadania zaczynają się od dziesięciu tysięcy znaków, a Twój tekst liczy ich niewiele ponad osiem tysięcy. Bądź tak uprzejmy i zmień oznaczenie na SZORT.

Popraw też zapis dialogów. Tu znajdziesz wskazówki: https://fantazmaty.pl/pisz/poradniki/jak-zapisywac-dialogi/

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki za instrukcje już zmieniam.

moat

Czesc. Lato będzie ładne i pełne przygód– pomyślałem sobie starą wróżbę z dzieciństwa -> a nie lepiej "przypomnialem sobie…"? // Uczucie zimna znikało powoli – widocznie to od słońca – pomyślałem -> brak kropki. I mysli tez bym inaczej zapisal. // coraz nowe głosy dochodziły mnie -> coraz nowsze? // Spojrzałem na zegarek była dwunasta, przy rakiecie widać było ruch jakiś pojazdów -> po zegarek brak przecinka. Przecinki masz nie tylko tu do poprawy. No i raczej "jakichś" pojazdow. // Siedział na zielonym składanym stołku.. -> dwie kropki. // – A więc Pan też przyszedł oglą… to znaczy– zaplątałem się -> pan mała literą, spacja przed polpalzą. Brak kropki na koncu. I w ogole zly zapis dialogu. Te bledy powtarzaja sie przy dalszych dialogach. Dodatkowo w czesci dialogow w ogole na poczatku brakuje polpałz.. // Technicznie rzecz biorąc, to gwiazdy to nie są żadne kule ognia. // Teraz tak: jesli ja widze tyle niedorobek, to pewnie tacy mili ludzie, jak REG znajda ich ze 3x tyle. Nie przejmuj sie tym, tylko korzystaj i poprawiaj. Ja tez w moim opowiadaniu dostalem solidnie po grzbiecie, dzieki czemu sporo sie nauczylem. Samo opowiadanie, hm, skad tag "bajka"? Fantasy za wiele nie ma, albo i wcale, ale nie w tym rzecz. Nie do konca zrozumialem przekaz ogolny, ani co sie finalnie wydarzylo.

moat przeczytałem! Nawet mnie wciągnęło. Jednak nie do końca kapuję o co tu chodziło… Zaraz przeczytam sobie inne komentarze.

 

Pozdrawiam!!!

Schizofrenia, ależ dziwna ta choroba... Czy tylko mnie śmieszą homilie??? Dziwny ten świat w około.

Hej

 

Wysunąłem się z wygodnej kanapy

Albo zsunąłem alb zszedłem wysunąć to się można spod koca

 

 poczułem uderzenie ciepła na ciele

 

obgryzając jednocześnie lukrowanego pączka

Nie wyobrażam sobie obgryzania pączka. Chyba że zamiast jeść go jak normalny człowiek brała by gryza później kolejnego tylko że obok i tak w kółko ale to i tak jest (bardzo) mocno naciągane.

 

Następnie albo czegoś nie zrozumiałem albo ty nawaliłeś. Mam na myśli motyw osłabienia. Nie widzę jego sensu tak samo jak przekazu opowiadania. Myślałem że ów motyw fal gorąca i staruszka zepnie się w całość dając jakiś ciekawy finał a mamy tu zwykłe omdlenie z przegrzania podczas rozmowy ze ślepcem. (Poza tym serio nikt mu nie pomógł?) Gdzie tu fantastyka? Gdzie puenta/morał/ciekawy finał? Tak jak mówiłem chyba czegoś nie załapałem…

 

Pozdrawiam

Pisz to co chciałbyś czytać, czytaj to o czym chcesz pisać

Cześć!

O dialogach i zagadkowym tagu „bajka” wspomnieli moi poprzednicy, ja więc zapytam, gdzie w tym tekście fabuła. Przedstawiasz nam jakąś scenkę, która może i by mogła być częścią czegoś większego, ale sama w sobie, jak dla mnie, jest o niczym. W skrócie: mamy rakietę i nie mamy rakiety. Zastanawia mnie też, jak wielka jest szansa, że staruszek – ślepy lub nieślepy – nigdy wcześniej nie słyszał o księżycu, słońcu i gwiazdach. To są przecież podstawowe pojęcia.

Dziękuje za wszystkie wasze uwagi smiley. Chciałbym odnieść się do nich. Najbardziej powtarzanym komentarzem jest brak fabuły. Jest to zamierzone bo też tekst jest bardziej z zakresu prozy poetyckiej niż fantastyki . I w tym sensie bardziej zależy mi na pewnym wrażeniu niż na fabule.. smiley (Jeżeli możecie m doradzić jakieś forum bardziej nakierowane na prozę poetycką dajcie proszę znać ja się nie orientuję czy takie jest.)

 Jeżeli chodzi o uwagi techniczne to te są dla mnie szczególnie cenne i dziękuje smiley . Nie ze wszystkimi się zgadzam np. zsuwanie się z kanapy jest po prostu metaforą, która ma pokazać, że samochód jest tak duży a ja przy nim tak mały, że jedyne co mogę zrobić to się zsunąć z niej (zupełnie jak koc). Podobnie staruszek, który nie wie nic o księżycu (zostawiam to do interpretacji czy nie wie czy też po prostu mówi, że nie wie) jest przejaskrawieniem – sytuacją nierzeczywistą (w tym sensie bajka).

moat

Cześć :)

Nie do końca wiem, o co chodzi w tym opowiadaniu. Jest oczekiwanie na start rakiety, ale nie ma w tym żadnej fantastyki. Poza tym staruszek jest nierealny, powinien wiedzieć o rzeczach, o które pyta. Myślałam, ze na koniec pojawi się jakaś puenta, która zepnie to w całość i nada opowiadaniu sens, tak się jednak nie stało. 

W dodatku w tekście jest mnóstwo błędów, przez które bardzo trudno się go czyta. W dialogach brakuje spacji, a czasami nie są one oddzielone od reszty tekstu. Poza tym często brakuje przecinków. Całość jest napisana poetyckim językiem, co nie pomaga. Przy takiej ilości błędów trudno zauważyć, czy dane słowo to metafora, czy pomyłka.

W komentarzu pisałeś, że to bardziej proza poetycka. Może po prostu nie jestem targetem, ale tej poetyckości za bardzo nie widzę. Wydaje mi się, że przydałoby się bardziej zaakcentować te poetyckie fragmenty, może sprawić, by były mniej realne. Bo teraz wygląda to raczej jak po prostu nierealne, średnio opisane wydarzenie bez większego sensu :( 

Ale myślę, że gdyby wyeliminować błędy, byłoby nawet ok.

wyjąłem z bagażnika mrożoną herbatę(+,) kanapki i sprzęt fotograficzny

Powinienem był wyjść jednak trochę wcześniej, ale jakoś nie mogłem się zebrać

Jednak na początku zdania lepiej by brzmiało. Tak nie do końca wiadomo o co chodzi.

Szesnasty lipca, już niedługo jesień(+,) pomyślałem sam nie wiem dlaczego.

widocznie to od słońca – pomyślałem Wziąłem

kropka się zgubiła

Jakiś chłopiec sprzedawał popcorn, ktoś roznosił Colę i czarne okulary do patrzenia pod słońce zaimprowizowane z negatywów fotograficznych.

słońce było zaimprowizowane?

Siedział na zielonym składanym stołku..

Dodatkowa kropka

 

Odsłoniłem obiektyw. Coś jednak nie dawało mi spokoju, było w nim coś innego niż w całym rozemocjonowanym tłum

W tym obiektywie?

On jest niewidomy (+,)pomyślałem, a może powiedziałem z zażenowaniem gdyż grubas obok mnie odwrócił się gwałtowanie. Staruszek nic sobie nie robił z moich myśli i jadł kanapki z pudełka.

To z myśli czy ze słów? Bo skoro powiedział, to staruszek nic sobie nie robił ze słów.

Nie wiedziałem (+,)co powiedzieć, wreszcie jakoś niezręcznie zacząłem

Na końcu przydałby się dwukropek

-Aha– przytaknąłem oszołomiony

Znowu brakuje kropki. Brakuje jej w całym tym dialogu na końcu zdania. Nie wiem, czy już poprawiałeś dialogi, czy nie, ale z pewnością często brakuje w nich spacji i część jest zapisana niepoprawnie, Reg dała już link do poradnika, jak je zapisywać.

– No(+,) to jest rakieta– odparłem

– Nic tam nie ma(+,) niewiarygodne, ale Pan widział ten księżyc

– No(+,) w zasadzie można tak powiedzieć, księżyc można zobaczyć każdej nocy

Gwiazd? – zapytał się staruszek zdezorientowany. Takich jak Elvis Presley?

Brakuje myślnika przed dialogiem, a po “zdezorientowany” też powinien pojawić się myślnik, ale poza tym fajne skojarzenie :)

zapytał, kiwając głową chyba nareszcie udało mi się znaleźć nitkę zrozumienia 

Po “głową” brakuje kropki

Słońce wybucha– niesamowite, zamyślił się– dlaczego ich nie słychać?– chłopak z colą wołał swoją mantrę

To mówi staruszek, czy chłopak z colą?

 

Pozdrawiam :)

Dialogi – całkowicie do przebudowy.

Moacie, wspominasz, że to proza poetycka – trochę trudno mi w to uwierzyć. Podałeś szort, który ewidentnie ma konstrukcję “klasyczną” i nie dzieje się nic, aby kwestionować rzeczywistość w utworze. Tak, jest osoba staruszka twierdząca, że nie wie czym jest księżyc. Jednak w kontekście tekstu jedyne co przyszło mi do głowy to to, że nie ma sensu. Nie zostałam też skłoniona do refleksji. 

Wyraźnie czułem ostry smak Lichii i herbaty z prowincji Yunnan

Rozumiem, że chodzi o owoc. Ma on polską nazwę – liczi. 

 

W tekście jest sporo niezgrabności. Warto by było przeczytać i przebudować, aby udało Ci się przekazać to, co chciałeś :)

Deirdriu wspominasz o dialogach całkowicie do przebudowy, czy masz na myśli techniczną stronę czy po prostu sprawność literacką? Jeżeli chodzi o brak sensowności to masz namyśli cały tekst czy postać staruszka? Oluta dziękuje za przecinki :) Ja nie umiem ich stawiać i zawsze jestem wdzięczny za pomoc. Ja w tym tekście zrezygnowałem z fabuły bo właśnie chciałem postawić bohatera w sytuacji pustki – niedokończenia i sytuacji, która jest jednocześnie umieszczona w realnym świecie ale jest nierealna. Po komentarzach widzę, że to nie zadziałało :)

moat

Pomysł mi się podobał: prosty staruszek, który nie widzi gwiazd, więc nie rozumie ludzkiego marzenia, by się wśród nich znaleźć.

Natomiast samo wykonanie… no, takie sobie. Przypuszczam, że odbiór szorcika byłby lepszy, gdyby tekst był poprawnie napisany. Dialogi wymagają poprawnego zapisu. Poradnik podrzuciła Ci już Reg, wystarczy się z nim zapoznać. Dorzucam jeszcze poradnik zapisu myśli, bo to też szwankuje.

Mam wrażenie, że trochę przedobrzyłeś staruszka. Coś tam, nawet jeśli chłopina jest kompletnie niewykształcony, musiało do niego dotrzeć. Postawiłabym raczej na jego niezrozumienie niż niewiedzę, ale to oczywiście Twój tekst, wię Ty dokonujesz wyborów.

Bajka to nie jest, już bliżej opku do realizmu magicznego niż bajki. I tu przy okazji rodzi się pytanie, gdzie, u licha, fantastyka w tym szorciku.

 

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Irka_Luz dziękuje za poradnik zapisu myśli. Bardzo przydatny będę poprawiał :)

moat

Przebrnęłam z największym trudem, bo niełatwo czyta się tekst, zawierający tak wiele błędów i usterek. Tekst, w którym zlekceważono interpunkcję i sposób zapisywania dialogów. W dodatku nie zdołałam dopatrzeć się celu, który przyświecał Ci przy pisaniu Saturna V – nie wiem, co miałeś nadzieję opowiedzieć.

 

otwo­rzy­łem drzwi mo­je­go zie­lo­ne­go Dodge. ―> …otwo­rzy­łem drzwi mo­je­go zie­lo­ne­go dodge’a.

Nazwy pojazdów piszemy małą literą: http://www.rjp.pan.pl/index.php?view=article&id=745

 

Spoj­rza­łem na ze­ga­rek – pra­wie dzie­sią­ta, jesz­cze ponad trzy go­dzi­ny – po­my­śla­łem. ―> Raczej:  Spoj­rza­łem na ze­ga­rek. Pra­wie dzie­sią­ta, jesz­cze ponad trzy go­dzi­ny – po­my­śla­łem.

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać myśli: Zapis myśli bohaterów

 

Lato bę­dzie ładne i pełne przy­gód– po­my­śla­łem… ―> Brak spacji przed półpauzą.

 

Wzią­łem łyk her­ba­ty… ―> Wypiłem łyk her­ba­ty

Łyków nie bierze się.

 

Wy­raź­nie czu­łem ostry smak Li­chii… ―> Dlaczego wielka litera?

Pewnie miało być: Wy­raź­nie czu­łem ostry smak liczi

 

ktoś roz­no­sił Colę… ―> …ktoś roz­no­sił colę

Nazwy napojów piszemy małą literą.

 

widać było ruch jakiś po­jaz­dów. ―> …widać było ruch jakichś po­jaz­dów.

 

wa­żą­cą sto-trzy­dzie­ści ton igli­cę ra­kie­ty Sa­turn V .  ―> …wa­żą­cą sto trzy­dzie­ści ton igli­cę ra­kie­ty Sa­turn V.

Zbędny dywiz, zbędna spacja przed kropką.

 

– A więc Pan też przy­szedł oglą… to zna­czy– za­plą­ta­łem się ―> – A więc pan też przy­szedł oglą… to zna­czy za­plą­ta­łem się.

Formy grzecznościowe piszemy wielką literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

Brak spacji przed drugą półpauzą. Brak kropki po didaskaliach.

Nalegam, abyś zapoznał się z poradnikiem o zapisie dialogów, do którego link podałam Ci w pierwszym komentarzu.

 

– No wła­ści­wie to tak– od­po­wie­dzia­łem oraz bar­dziej nie­pew­ny ―> Brak spacji przed półpauzą. Literówka. Brak kropki.

 

i wy­ko­nał nie­okre­ślo­ny ruch ręki… ―> …i wy­ko­nał nie­okre­ślo­ny ruch ręką

 

– No, żeby tam być, w za­sa­dzie lecą na księ­życ ―> Piszesz o satelicie Ziemi, więc: – No, żeby tam być, w za­sa­dzie lecą na Księ­życ.

 

– To taka kula ze skał tak jak zie­mia… ―> Piszesz o planecie, więc: – To taka kula ze skał, tak jak Zie­mia

 

ale Pan wi­dział ten księ­życ? ―> …ale pan wi­dział ten Księ­życ?

 

do­da­łem gło­śniej, żeby nie za­tu­szo­wać po­przed­nią wpad­kę. ―> Pewnie miało być: …do­da­łem gło­śniej, żeby za­tu­szo­wać po­przed­nią wpad­kę.

 

Gwiazd? – za­py­tał się sta­ru­szek zdez­o­rien­to­wa­ny. ―> Gwiazd? – za­py­tał zdez­o­rien­to­wa­ny staruszek.

 

takie jak słoń­ce ―> …takie jak Słoń­ce.

 

Wła­ści­wie wy­bu­cha­ją, słoń­ce to też gwiaz­da– od­po­wie­dzia­łem spo­koj­niej ―> Wła­ści­wie wy­bu­cha­ją, Słoń­ce to też gwiaz­da od­po­wie­dzia­łem spo­koj­niej.

 

Słoń­ce wy­bu­chanie­sa­mo­wi­te, za­my­ślił się– dla­cze­go ich nie sły­chać?– chło­pak z colą wołał swoją man­trę ―> Nie zapisuj narracji jak didaskaliów. Winno być:

Słoń­ce wy­bu­cha, nie­sa­mo­wi­te… Za­my­ślił się. Dla­cze­go ich nie sły­chać?

Chło­pak z colą wołał swoją man­trę.

 

Zło­ży­łem ręce w amen… ―> Na czym polega złożenie rąk w amen? Czy może chodzi o złożenie rąk jak do modlitwy?

 

po­wo­li prze­no­sił wzrok jak od moich stóp, przez nogi, wresz­cie jego brak spoj­rze­nia prze­śli­zną się… ―> Chyba miało być: …po­wo­li prze­no­sił wzrok jakby od moich stóp, przez nogi, wresz­cie jego brak spoj­rze­nia prze­śli­znął się

 

zie­lo­ny ka­dłub Dodge. ―> …zie­lo­ny ka­dłub dodg’a.

 

misja Apol­lo 11 była już w jed­nej czwar­tej drogi do księ­ży­ca. ―> …misja Apol­lo 11 była już w jed­nej czwar­tej drogi do Księ­ży­ca.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuje za wszystkie poprawki teraz wreszcie będę miał trochę czasu żeby je zrobić. Jeżeli chodzi o to co chciałem opowiedzieć to zostawiam to sobie. Jeżeli nie “przeszło to na drugą stronę” to trudno spróbuję to opowiedzieć w takim razie jakoś inaczej :)

moat

I jeszcze raz dzięki wszystkim którzy poświęcili swój czas aby dać mi cenne wskazówki. Jestem bardzo wdzięczny. Bardzo pożyteczna lekcja :)

moat

Bardzo proszę, Moacie, i życzę powodzenia w dalszej pracy twórczej. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hejka!

Uczucie zimna znikało powoli – widocznie to od słońca – pomyślałem Wziąłem łyk herbaty, cały lód już dawno się rozpuścił.

→ Kropa po “pomyślałem”. 

 

Nie zabrałem żadnej chustki, ani czapki więc okryłem się moją indiańska kurtką(,+) którą dostałem kiedyś od przyjaciela i czekałem w tym zaimprowizowanym wigwamie na start misji Apollo 11.

→ przecinek się zgubił coś.

 

Spojrzałem na zegarek była dwunasta,

→ Spojrzałem na zegarek – była dwunasta → tak lepiej wygląda niż na jednym tchnie. 

 

Wreszcie zrozumiałem spojrzenia całego tłumu były wycelowane w pięciostopniową ważącą sto-trzydzieści ton iglicę rakiety Saturn V .

-> nadprogramowa spacja po “Saturn V”

 

Podniosłem ją i podałem mu. Nie wiedziałem co powiedzieć, wreszcie jakoś niezręcznie zacząłem

→ Brak kropki na końcu, lub dwukropka (w tej sytuacji przed dialogiem) 

 

– A więc Pan też przyszedł oglą… to znaczy– zaplątałem się

→ W tekstach nielistownych pan z małej litery. 

 

– No to jest rakieta– odparłem

→ Kropka na końcu po “odparłem” i spacja po “rakieta”

→ Faktycznie jak zauważyła Deidriu, dialogi do kompletnego remontu. Widzę, że został już zalinkowany poradnik. Dialogi ogólnie mogą na początku sprawiać wiele trudności, ale po dłuższym czasie jak popracujesz nad nimi, powinno być tylko lepiej. 

Z łapanką na tym miejscu zakończyłem. Ogólnie jest sporo pracy przed Tobą, ale wszystko jest do zrobienia :) Przede wszystkim, wydaje mi się, że tekst napisałeś i podałeś go w surowej formie, bez większego przypatrzenia się mu – a to błąd, najlepiej podchodzić do korekty po jakimś czasie i nie publikować na hop – siup → u każdego to się sprawdza, bo każdy błędy popełnia. 

Co do fabuły niestety trudno mi się wypowiedzieć, chyba nie do końca załapałem, pogubiłem się – właśnie błędy powodowały, że wybiłem się z rytmu. Dopiero coś jakby błysło przy czytaniu powyższych interpretacji, no ale nic, nie mój klimat. 

Jak weźmiesz sobie uwagi użytkowników powyżej, to następny tekst z pewnością bardziej mi się spodoba. 

Pozdro!

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Nowa Fantastyka