- Opowiadanie: All - Dizmaza Phleghmaghta

Dizmaza Phleghmaghta

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Dizmaza Phleghmaghta

Gdy rok temu przedstawiłem ludzkości niesamowitość drzemiącą poza codziennym myśleniem, zostali odrzuceni, na pastwę bieli w szarości. Ciągnące się linie, nici wielokątów w trójkącie. Zostaw wszystko, każdy umiera, nie każdy wie kiedy, zaślepiony pragnieniem ciągnięcia życia w najdłuższy bezkres fałszywej egzystencji. Gdy Pradawni Bogowie zbudzili się w innej linii czasoprzestrzennej, wiedziałem już, że i na nas czeka koniec. Lecz, oh, jak piękny nieboskłon po północy zapełniony gwiazdami, tyle prawd i kłamstw.

Walka nastała pomiędzy nieistniejącym a myślącym, że istnieje – pasożyt w końcu napotkał swojego żywiciela. Natura wstała i uderzeniem najstarszego, najpotężniejszego dębu, czekającego w uśpieniu na moment, na moment. Powołani przez istoty, mające prawa do wszystkiego co bezmyślnie uznaliśmy za nasze. W prochu mógł prorok ujrzeć, w kościach zmarłych leżących głęboko pod ziemią, nie zaznali nigdy spokoju. Tedy to powstał grzech. Zrzucony w odmęty, zamknięty w ścianach, gdzie widział. Ale cóż widział, cóż. Swoich, stojących na dwóch nogach, głowy jednakże okryte cieniem, pyłem. Czernią płonącą. Teraz to nie ma sensu.

 Przeszedłem przez wiele bram by znaleźć sposób, uratować kogo się dało. Jednakże tylko nieliczni byli na tyle otwarci. A no i tedy, gdy przekroczyłem wrota Arcadiji, ujrzałem tych, którzy wyżsi od nas byli w piramidzie ewolucji. Moja ukochana, nie mogłem cię uratować, ale twoja śmierć przyniesie koniec inwazji, nie zostaniesz wymazana. Nie, nie potrafię… Nie mogę… Ludzkość musi upaść. Księżycu w oceanie, przenigdy cię nie opuszczę. Stało się tedy, byłem świadkiem końca rasy, końca świata. Z nieba nagle to wyjawiło się istnienie, może struktura. Piramida ze źródłem błękitnego światła po środku, tak ogromnym, w chwile wszystko stopiło się w niebieskim ogniu, a gdy mrugnąłem, zastałem jednie pustą płaszczyznę. Gdzieś tam, tam daleko, poza widzeniem, w nieskończoności światów, planet, w kosmosie bezkresnym, ludzkość upadła. A ja… Nigdy bym jej nie oddał. Mimo że, że nie istnieje.

Czas nie ma bytu, przeszłość jak ogon w głowie, teraźniejszość – przestała istnieć, przynajmniej nie potrafię jej zdefiniować, za losowym spojrzeniem za siebie znajduje się w innym miejscu, nie wiedząc gdzie. Czasem zastanawiam się jak można nie krwawić lecz być złamanym. A przyszłość, kiedyś sądziłem że jest coś takiego. Jednak przyszłość to nic innego niż zwid tego co nastanie na osi czasu. Nie można jej zgadnąć, nie ma sensu o niej myśleć, po co więc jej istnienie. Moje zadanie by uratować, zaś czemuż to znowu moje zadanie. Nie muszę przecież odczuwać sumienia że zginie tyle ludzi, nie na tym przecież to polega? Inwazja nastanie czy to przez te istoty czy inne. Potęga ludzi nie obroni ich przed niczym innym, niż przed nimi samymi. Jestem jedynie jednym z niewielu mentalistów, czemu to ja zaś odczuwam, czym jest czucie? Czy aby tym, czy aby tymi słowami. Nie, to są jedynie myśli. A myśl to najpotężniejsza rzecz we wszechświecie, tyle przecież zaawansowanych ras porozumuje się przez telepatie czy przez wspólną świadomość.

 Gdy ujrzałem w ostatnim świecie okupowanym przez ludzi, że na niebie pojawił się Scathath, to był znak. Podziemia, czeluści i przepaści odmętów z innych światów złączyły się z bezkresem kosmosu dzielącego naszą planetę od słońca. Przedarli się przez barierę czasoprzestrzenną by złączyć czas, by zmaterializować swoje istnienia w tak słabej osi. Mrok tedy począł swe żniwa. Ale jaki za to piękny on był. Po odejściu zwiastuna, świat objął tak zwany przez inne galaktyk – HIVE. A stworzenie czarujące to było. Ogromny, błękitny mózg wystający ze stalowej barierki, z oczami zwisającymi na żyłach, złączonymi jakoś z breją cieknącą spod rdzenia. Niezliczona ilość rąk wyłaniała się spod samego mózgu by objąć całą planetę w swą wolę. Ale mali ludzie nie widzieli owej istoty. I tak powstały wojny, kryzysy, sprzeczki, morderstwa i inne okropności.

 Przyglądałem się wraz z Zeusem tej katastrofie. Jednak oboje mogliśmy zobaczyć bolącą prawdę. Ludzie byli tak splugawieni że wysłano na nich HIVE, ponieważ owa istota służyła jedynie za pojemnik całej negatywnej energii, sortowała ją, oddzielała od pozytywnej, jej praca była możliwa dzięki ogromnych nakładach czarnej esencji generowanej przez mózgi człowiecze. Bardzo się bałem, ludzkość, która wyginęła na moich oczach została usunięta. Jednakże ta… Ta jakby chciała kontynuować w takim chaosie i zniszczeniu. Stała się zabawką istot wyższych, teatrem. A ja mogłem jedynie uronić łzę, jako że w wraz z tą ludzkością żyłem przez wiele lat. 

A ty, wolałbyś umrzeć, wiedząc że prowadziłeś godne życie? Czy żyć z bólem, bądź bez, będąc zabawką istot z ciebie drwiących boś tak apatyczny i paskudny? – spytał się mnie Zeus.

A ja, jako że człowiekiem byłem i jestem, nie potrafiłem odpowiedzieć, życie jest rzeczą, której pragnie każdy. Nie potrafiłem odpowiedzieć na to pytanie, jako że dane mi było stać się stworzeniem intergalaktycznym, widzącym to, co nie każdy może. Jednak co daje im prawo, by pożerać masowo ich życie.

Jednakże każda zabawka traci kiedyś swoją wartość, dlatego też ludzie zostali skazani na ekstynkcje. Pomyślałem tedy by dać drugą szansę memu gatunkowi. Wystarczyło by przenieść dwa embriony, przez oś intergalaktyczną do innej czasoprzestrzeni, poza zasiągiem istot wyższych. Czy byłoby to możliwe, czy jest to coś, na co zasługujemy. Jakim męczennikiem musiałbym być, jakim odkupicielem naszej rasy. Pośmiewiskiem wszechświata, krzyczał bym klęknął przed stworzycielem. Stało się zatem, gdy HIVE opuścił orbitę, na ludzi spadł żniwiarz, zesłany przez piramidalne stworzenie by zebrać dusze. Gdy już było po wszystkim, chodziłem po ulicach zapełnionych martwymi, nie było krwi, żadnych znaków walki. Z ich ciał wyciągnięto życie. Opadli na ziemie, na ziemie pozbawioną inhabitantów. Tyle póz objętych przez te marionetki, rzucone o ławki, czołem opierające o żelazne słupy. Smutek odczuwałem widząc ontergalaktyczny koniec śladu swojego gatunku we wszechświecie. Zabrałem nienarodzone, martwe stworzenia z brzuchów ich matek, szarość ociekała wraz z krwią, łzami. Zabrałem je daleko w odmęty czerni nieskończoności. Chciałem zobaczyć ten ogień i wole by żyć w swojej rasie, gdyby została narodzona w środowisku tak paskudnym jak poprzednia generacja ludzi. Toteż zasadziłem dwa embriony w czarnej, oleistej ziemi. Następnego dnia, gdy to już dwa drzewa zrzuciły swe owoce, podszedłem jako ich stworzyciel. Otrzymali imienia, coś co miało wartość w egzystencji ludzkiej, Adam i Ewa się zwali. Wciąż w czarnym, klejącym się oleju, spojrzeli na siebie niż na mnie, jako że nie chciałem by mnie widzieli. Powstali z dwóch drzew, na pustyni czarnej, pustej. Od nich zależało co dalej.

 Mężczyzna poświęcił kobietę przez namowy bożka, którego sam stworzył. Obalił ją na ziemię, wyrwał jej własne paznokcie, poczym przeciął jej brzuch. Ogromny wąż wyszedł spod ziemi, pożarł martwe ciało. Adam wiedział że oszalał. Szepty, wizje i sny. Nie dawał rady, tedy to serce drugie podeszło by zaspokoić jego obawy. Ewa objęła swym ciepłem mężczyznę. Obaj słyszeli te szepty, głosy. Ale moje kreacje mnie nie zawiodły, zaczęli z desperacji jeść ziemię, czarną, smolistą i lepką. Tedy to dowiedzieli się, że owa ziemia wystarczyła by zaspokoić ich głód. A im dłużej się ją poili, tym lepsza się stawała. Po latach mogłem spojrzeć na me dzieci i poczuć szczęście jakiego jeszcze nie dane mi było poczuć. Otóż widziałem to samo co oni. Widziałem zbudowany z tej samej ziemi dom, ubrania stworzone przez Ewę, również ziemi. Dowiedzieli się że nie tylko oni byli żyjącymi stworzeniami. A to dlatego że planeta miała swoje życie, a i nawet zaczęła komunikować się w rozumiany sposób. Tak o to po latach trzy stworzenia stworzyły nową generację mojego gatunku. Zostałem tylko ja.

 

Nie pozwolę byś została wymazana, nie pozwolę by najeźdźca cię zabrał. Wzięliście ludzkość, cały gatunek, teraz ja zakończę inwazje.

 

Daleko, daleko, kosmos nie ma końca, piękny. Tyle gwiazd, tyle nadziei i marzeń. Tyle snów porwanych przez niebo.

 

Wszystko jest niczym. Nie ma niczego bez woli by coś nastało. Dla niej uratuje wszystko pod sam koniec swojej podróży.

 

Teraz jestem jednym z gwiazdami, zostawiam was by udać się do nowego domu. Słyszę jak krzyczy, najeźdźca, nieznajomy, ukłoń się przed swym stworzycielem.

Nie jesteś bogiem, jestem odkupicielem, męczennikiem, widzę światło.

A w nim jej twarz, teraz jesteśmy razem z gwiazdami.

Ostrze w mej dłoni, dla ciebie, uratuje wszystkich.

 

 

Biegnę, skaczę po gwiazdach nie widzę niczego, gdzie jesteś o gdzie. Odkupiłem swe grzechy, dałem życie na nowo, Pradawni nie mają mocy nad mną, dla Niego zabiłem, dla ciebie narodziłem. Rytuał by odkupić swe winy, ta podróż w nieznaną gdzie mnie zabierze chce tylko ciebie. Niczego nie ma wszystko jest niczym dopóki twej twarzy nie widzę zaś gdy ten moment nastanie zobaczę wszystko bo nic nie jest jak się wydaję i wszystko nie może być tym czym chce żeby było. Teraz zobaczę, na pewno, uwierz mi błagam, ile moich ran i blizn na ciele mam schować byś uwierzyła, szaleństwo jest silne, gdy już usłyszysz ich głos, ich język, rzeczy, które mówią, do czego cie namawiają, nie możesz im uciec. Nie obchodzi mnie nic poza tobą, czemu cie jeszcze nie ma przy mnie, dlaczego mi to robisz. Czemu po tym co zobaczyłem, zrobiłem i przeżyłem wciąż nie mogę poczuć twojego ciała…

 

 

 

 

 

„W moich snach znalazłem trochę piękna,

którego na darmo szukałem w życiu”

– Howard Phillips Lovecraft

Koniec

Komentarze

Początek opowiadania dobry. Mimo, że trochę się zagubiłem w tekście, to czytało się płynnie.

Trochę jest błędów z przecinkami. Czasami są w niewłaściwym miejscu, a czasami ich brakuje.

 

Poniżej uwagi do rozważenia:

 

Gdy rok temu przedstawiłem ludzkości niesamowitość drzemiącą poza codziennym myśleniem. Zostali odrzuceni, na pastwę bieli w szarości.

powinno być:

Gdy rok temu przedstawiłem ludzkości niesamowitość drzemiącą poza codziennym myśleniem, zostali odrzuceni, na pastwę bieli w szarości.

 

…wiedziałem już że i na nas czeka koniec.

powinno być:

…wiedziałem już, że i na nas czeka koniec.

 

Walka nastała pomiędzy nieistniejącym a myślącym że istnieje, pasożyt w końcu napotkał swojego żywiciela.

powinno być

Walka nastała pomiędzy nieistniejącym a myślącym, że istnieje – pasożyt w końcu napotkał swojego żywiciela.

albo można też napisać:

Walka nastała pomiędzy nieistniejącym a myślącym, że istnieje; pasożyt w końcu napotkał swojego żywiciela.

 

A ty, wolałbyś umrzeć wiedząc że prowadziłeś godne życie, czy żyć z bólem bądź bez, będąc zabawką istot z ciebie drwiących boś tak apatyczny i paskudny? – spytał się mnie Zues.

Tutaj mamy długie pytania. Trochę się źle czytało.

Można spróbować poprawić,podzielić, wstawić przecinki i wreszcie napisać np.

A ty, czy wolałbyś umrzeć wiedząc, że prowadziłeś godne życie? Czy jednak żyć z bólem, bądź bez, będąc zabawką istot z ciebie drwiących boś tak apatyczny i paskudny? – spytał się mnie Zeus.

Ah te przecinki :( Dobre porady i wytknięcia za co dziękuję bo rzeczywiście po Twojej korekcie brzmi lepiej. Dziękuję za komentarz!

All

Przeczytałam, ale nie udało mi się pojąć, co miałeś nadzieję opowiedzieć.

Wykonanie pozostawia sporo do życzenia.

 

Pi­ra­mi­da ze źró­dłem błę­kit­ne­go świa­tła po środ­ku… ―> Pi­ra­mi­da ze źró­dłem błę­kit­ne­go świa­tła pośrod­ku

 

tyle prze­cież za­awan­so­wa­nych ras po­ro­zu­mu­je się przez te­le­pa­tie… ―> Czy tu aby nie miało być: …tyle prze­cież za­awan­so­wa­nych ras po­ro­zu­miewa się przez te­le­pa­tię

 

z bez­kre­sem ko­smo­su dzie­lą­ce­go naszą pla­ne­tę od słoń­ca. ―> …z bez­kre­sem ko­smo­su, dzie­lą­ce­go naszą pla­ne­tę od Słoń­ca.

 

tak zwany przez inne ga­lak­tyk – HIVE. ―> Chyba miało być: …tak zwany przez inne ga­lak­tyki – HIVE.

 

Przy­glą­da­łem się wraz z Zeu­sem tej ka­ta­stro­fie. Jed­nak oboje mo­gli­śmy zo­ba­czyć… ―> Piszesz o dwóch mężczyznach, więc: Jed­nak obaj mo­gli­śmy zo­ba­czyć

Oboje to mężczyzna i kobieta.

 

jej praca była moż­li­wa dzię­ki ogrom­nych na­kła­dach czar­nej esen­cji… ―> …jej praca była moż­li­wa dzię­ki ogrom­nym na­kła­dom czar­nej esen­cji

 

jako że w wraz z tą ludz­ko­ścią… ―> …jako że wraz z tą ludz­ko­ścią

 

A ty, wo­lał­byś umrzeć, wie­dząc że pro­wa­dzi­łeś godne życie? Czy żyć z bólem, bądź bez, będąc za­baw­ką istot z cie­bie drwią­cych boś tak apa­tycz­ny i pa­skud­ny? – spy­tał się mnie Zeus. ―>

A ty, wo­lał­byś umrzeć, wie­dząc że pro­wa­dzi­łeś godne życie? Czy żyć z bólem, bądź bez, będąc za­baw­ką istot z cie­bie drwią­cych boś tak apa­tycz­ny i pa­skud­ny? – spy­tał mnie Zeus.

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać dialogi: https://fantazmaty.pl/pisz/poradniki/jak-zapisywac-dialogi/

 

poza za­sią­giem istot wyż­szych. ―> Literówka.

 

Opa­dli na zie­mie, na zie­mie po­zba­wio­ną in­ha­bi­tan­tów. ―> Literówki.

 

Tyle póz ob­ję­tych przez te ma­rio­net­ki… ―> Tyle póz przyjętych przez te ma­rio­net­ki

Pozę można przyjąć, ale nie można jej objąć.

 

wi­dząc on­ter­ga­lak­tycz­ny ko­niec śladu… ―> Czy tu aby nie miało być: …wi­dząc in­ter­ga­lak­tycz­ny ko­niec śladu

 

Chcia­łem zo­ba­czyć ten ogień i wole by żyć… ―> Literówka.

 

Otrzy­ma­li imie­nia… ―> Otrzy­ma­li imiona

 

spoj­rze­li na sie­bie niż na mnie… ―> Co to znaczy?

 

po­czym prze­ciął jej brzuch. ―> …po ­czym prze­ciął jej brzuch.

 

Ewa ob­ję­ła swym cie­płem męż­czy­znę. Obaj sły­sze­li te szep­ty, głosy. ―> Oboje sły­sze­li te szep­ty, głosy.

 

A im dłu­żej się ją poili… ―> Skoro ją jedli, to: A im dłu­żej się nią karmili

 

Po la­tach mo­głem spoj­rzeć na me dzie­ci i po­czuć szczę­ście ja­kie­go jesz­cze nie dane mi było po­czuć. ―> Nie brzmi to najlepiej.

 

ubra­nia stwo­rzo­ne przez Ewę, rów­nież ziemi. ―> Czy tu aby nie miało być: …ubra­nia stwo­rzo­ne przez Ewę, rów­nież z ziemi.

 

Tak o to po la­tach… ―> Tak oto po la­tach

 

trzy stwo­rze­nia stwo­rzy­ły nową ge­ne­ra­cję… ―> Nie brzmi to najlepiej.

 

teraz ja za­koń­czę in­wa­zje. ―> Literówka.

 

Dla niej ura­tu­je wszyst­ko… ―> Literówka.

 

Ostrze w mej dłoni, dla cie­bie, ura­tu­je wszyst­kich. ―> Literówka.

 

do czego cie na­ma­wia­ją… ―> Literówka.

 

czemu cie jesz­cze nie ma przy mnie… ―> Literówka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Porozumuje się jest specjalnie Dialog został napisany tak specjalnie dodając do tego że żadnego Zeusa nigdy nie było. Objętych również specjalnie, ontergalaktyczny również zamierzony zabieg. Nie musi brzmieć ładnie. A reszta to bardzo dobre wytknięcia które poprawie jak będę w domu, bardzo dziękuję za to ponieważ widzę najczęstszy błąd przeze mnie popełniany, nad którym popracuje. Nie jestem oczywiście idealny i nawet po własnej korekcie mogą ,ostać błędy :( W każdym razie dziękuję za pomoc w rozwoju! Pisane z telefonu.

All

Gdy rok temu przedstawiłem ludzkości niesamowitość drzemiącą poza codziennym myśleniem, zostali odrzuceni, na pastwę bieli w szarości.

Zaczynasz w pierwszej osobie, po czym informujesz, że zostali odrzuceni. Kto został odrzucony?

 

Gdy Pradawni Bogowie zbudzili się w innej linii czasoprzestrzennej, wiedziałem już, że i na nas czeka koniec. Lecz, oh, jak piękny nieboskłon po północy zapełniony gwiazdami, tyle prawd i kłamstw.

Skąd bohater wiedział, że pradawni bogowie się obudzili, skoro zrobili to w innej czasoprzestrzeni? Następnego zdania w ogóle nie rozumiem.

 

W prochu mógł prorok ujrzeć, w kościach zmarłych leżących głęboko pod ziemią, nie zaznali nigdy spokoju.

Nie rozumiem, jak mają się do siebie poszczególne człony zdania.

 

Czas nie ma bytu, przeszłość jak ogon w głowie, teraźniejszość – przestała istnieć, przynajmniej nie potrafię jej zdefiniować, za losowym spojrzeniem za siebie znajduje się w innym miejscu, nie wiedząc gdzie.

Eee, a może jakoś tak zrozumiale?

 

Dotarłam do połowy, kompletnie nie rozumiejąc, co właściwie czytam.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Cieszę się, Allu, że przynajmniej część uwag uznałeś za przydatne. :)

Dziękuję też za wyjaśnienia i ze zdumieniem konstatuję, że to co uważałam za błędy, według Ciebie błędami nie jest…

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Odnośnie komentarza od Irki. -To ty musisz sobie odpowiedzieć :) Druga rzecz – Skąd wiesz że bohater rzeczywiście wiedział? Moze jest bytem przeskakującycm przez czasoprzestrzenie? Ja odpowiedzi nie mogę podać. Trzecia rzecz – nie mają się do siebie w żaden sposób, możesz użyć wyobraźni. Czwarta rzecz – nie pisze zrozumiałe :) Cel jest taki by użyć wyobraźni, nie rozumieć tylko pojmować, nie wiedzieć co się czyta tylko samemu się dowiedzieć. Dziękuję za podjęcie próby, moje twory coraz bardziej stają się niezrozumiałe, dziwne i bez sensu – co jest zamierzone. Chcę żeby to czytelnik sam stworzył sobie obraz tego co czyta, nie koniecznie musi to rozumieć :D Dodam że cytat jest ważny w odniesieniu do opowiadania. Pisane z telefonu ;(

All

Odnośnie komentarza regulatora, nie zaprzeczam że są to błędy, wiem że są to błędy, stosuje je specjalnie z różnych powodów. Choćby żeby dodać do niezrozumiałości, zagubienia czytelnika czy zachęcenia do zabawy wyobraźnią.

All

Dodając ogólnie, nie wiem czy są ludzie, którzy znajdują w opowiadaniu coś ciekawego przez co możnaby uznać je za dobre. Piszę dla zabawy, a i sam lubię się zagubić w zupełnie innym świecie. Marzyłem żeby zostać pisarzem jak mój autorytet ale raczej wątpię żeby mi się udało. Wrzucam w to dużo serca, przynajmniej od tego roku gdy dostawałem dobre wytknięcia, feedback naprawdę zachęca. Nie chcę zdradzać co w pewnym stopniu się dzieje w utworze bo sam jak czytam chce posiedzieć, pomyśleć o tym co przeczytałem, samemu dojść do tego co zostało przedstawione.

All

Obawiam się, Allu, że nawet bez błędów specjalnie umieszczonych w tekście, Twoje opowiadanie było dla mnie i tak mocno niezrozumiałe, w dodatku czułam się nieźle zagubiona. Obawiam się, że takimi “eksperymentami” nie zachęcisz mojej wyobraźni do zabawy. :(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

O kurcze, ale trudny tytuł :P

Początek opowiadania dobry – bardzo klimatyczny, odpowiednio mroczny. Niestety im dalej, tym gorzej. Coraz mniej rozumiałam o co chodzi. Mimo to podoba mi się twój zawiły, pokrętny styl.

 

Moje zadanie by uratować, zaś czemuż to znowu moje zadanie. Nie muszę przecież odczuwać sumienia[+,] że zginie tyle ludzi, nie na tym przecież to polega? 

To zdanie jest okropne :( Może: “To moje zadanie by ją uratować. Czemuż jednak to znowu mój obowiązek?” To oczywiście jedynie sugestia ;)

 

 

To zdanie bardzo mi się spodobało:

 

Czasem zastanawiam się jak można nie krwawić lecz być złamanym.

Niezwykle klimatyczne.

 

 

Powodzenia w dalszym pisaniu!

Nie wysyłaj krasnoluda do roboty dla elfa!

Jak już mówiłem – nie dla każdego jest taki typ. I tak doceniam próbę :) Oj tytuł bardzo prosty w porównaniu do innych utworów :D Ponownie mówiąc – żeby się odnaleźć trzeba się pierw zagubić. Dziękuję że spodobał Ci się mój styl! Mimo wszystko utwór ma dość prosty do domyślania sens. Zdradzę że wszystko do "Zostałem tylko ja", było snami, wizjami bohatera Dizmazy, Reszta jest jego bełkotem w stronę bóstwa, które go wykorzystało. Resztę trzeba sobie samemu wymyślić :D Albo nawet inaczej – wpaść na coś zupełnie swojego – moja Interpretacja nie musi być jedyną :D Pisane z telefonu

All

Pierwszy akapit totalnie mnie pogubił – zmiana osoby narratora, potem dziwne następujące po sobie zdania, zdające się nie mieć logicznego ciągu. Dwa akapity później odpadłem, nic nie zrozumiawszy z tego, co czytam.

Zostawiam więc komentarz jako dyżurny. Tekst raczej nie jest dla mnie, ale może znajdzie swoich amatorów :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Mam wrażenie, że bardziej skupiłeś się na formie niż na treści. Ta poetyckość, nierealność opisów byłaby fajnym narzędziem narracyjnym, ale jest jej w nadmiarze, przez co znacznie utrudnia zrozumienie całości. Samej opowieści trzeba się doszukiwać w gąszczu dość chaotycznych zdań.

Sam bohater wydaje się również być dość niestabilny, a na pewno bardzo emocjonalny – jeśli o to Ci chodziło, to dobrze. Nie mogę jednak pojąć, kim on właściwie jest. Kimś w rodzaju boga, nawet jeśli sam temu zaprzecza? Człowiekiem, który został wyniesiony ponad swój gatunek? Czy może wręcz przeciwnie, kimś, kto był czymś więcej, a został człowiekiem, aby… no właśnie, aby co? Oczywiście, nie zawsze wszystko trzeba wyjaśniać, ale Ty za dużo rzeczy pozostawiasz w sferze domysłów.

Widać, że za tekstem stoi jakaś koncepcja, ale zbytnio się ona rozpływa w całokształcie. Na Twoim miejscu spróbowałabym sprowadzić nieco tekst na Ziemię (w przenośni, oczywiście). I wprowadzić poprawki wskazane przez poprzednich komentujących – na portalu spokojnie można edytować opowiadania. A jeśli poważnie pytasz w przedmowie, czym jest betalista, to odsyłam do wyjaśnienia. Myślę, że Ci się przyda. :D 

Zostaw ten żyrandol.

Nowa Fantastyka