- Opowiadanie: adam_c4 - Historia pewnej miłości

Historia pewnej miłości

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Historia pewnej miłości

I

 

 Mała Księżniczka żyła na niewielkiej planecie, która przypominała tysiące innych planet. Daleko jej było do popularności Jowisza czy choćby Keplera-90g. Bardzo daleko. Nikt jej nie odwiedzał, nikt nawet o niej nie myślał. Równie dobrze mogłaby nie istnieć.

Na planecie, o której mowa, nie rosły żadne kwiaty. W przeciwieństwie do ostu, którego Mała Księżniczka nie znosiła. Dlatego co rano brała do ręki sierp i przystępowała do pracy; za każdym razem ścinała dziesiątki fioletowych główek. ,,Patrz na nas, to my!" – krzyczały w jej myślach osty. ,,To my! Byłyśmy tu wczoraj, jesteśmy dzisiaj i jutro też będziemy!” – krzyczały i kołysały się na wietrze, niewzruszone jej smutną miną i błyszczącymi w oczach łzami.

 

II

 

Pewnego dnia, tnąc osty, Mała Księżniczka zastygła w pół ruchu. Ostrze sierpa zatrzymało się tuż przed smukłą łodygą. Upuściła narzędzie i przyłożyła dłonie do ust. Miała przed sobą najpiękniejszy kwiat, jaki kiedykolwiek widziała. Mało brakowało, a ścięłaby go jak pospolity chwast.

– Jesteś piękny – szepnęła, gładząc żółte płatki.

– Czemu mnie dotykasz?! – krzyknął kwiat, na co Mała Księżniczka gwałtownie cofnęła dłoń. – Spokojnie, bez strachu! – roześmiał się. – Jestem Narcyzem i wygląda na to, że wyrosłem na twojej planecie. Bo to twoja planeta, prawda?

Małej Księżniczce odjęło mowę. W końcu zdołała się przedstawić i wyrazić zachwyt. Oraz zdumienie.

– Tak, to dziwne, że wyrosłem akurat w tym miejscu – przyznał Narcyz. – Wokół same osty…

– Tak, ale codziennie je usuwam!

– To dobrze. Nie lubię ostów.

– Ja też nie!

– Mam nadzieję, że masz tu pod dostatkiem wody?

– Oczywiście.

– Dobrze. Trzeba mnie podlewać trzy razy dziennie. Woda musi być letnia. Masz może termometr?

– Niestety, nie.

– Hmm. Trudno. Jakie kwiaty rosną tutaj oprócz mnie?

Mała Księżniczka zamarła.

– Na tej planecie nic nie rośnie – wyszeptała – z wyjątkiem ostów.

Narcyz zamilkł. Minęła dobra chwila, nim przerwał ciszę:

– Podlej mnie – poprosił. Mała Księżniczka poczuła ulgę; spodziewała się, że kwiat, chcąc podkreślić swe rozczarowanie, zwróci się do niej w sposób daleki od uprzejmego. Pomknęła do studni. Zaczerpnęła wody do kubeczka i błyskawicznie wróciła do Narcyza. Przechyliła naczynie.

– Aj! Za zimna! Za zimna!

Mała Księżniczka włożyła palec do naczynia.

– Jest letnia. Tak, jak chciałeś.

Kwiat prychnął.

– Widzę, że to ty wiesz najlepiej, czego potrzebuję!

– Nie, wcale tak nie uważam.

– To dlaczego twierdzisz, że jest inaczej?

– Twierdzę?

– Owszem! Zostaw mnie samego!

Mała Księżniczka oddaliła się, wyrzucając sobie, że tak nieumiejętnie obeszła się z Narcyzem. Dlaczego zwyczajnie go podlała, dlaczego nie skropiła najpierw jego płatków, by mógł ocenić, czy woda ma odpowiednią temperaturę? Błąkała się po planecie przez kilka godzin. Potem ponownie zaczerpnęła wodę ze studni i dla pewności sprawdziła dwa razy, czy aby na pewno jest – przynajmniej w jej odczuciu – letnia. Z duszą na ramieniu poszła do Narcyza. A jeśli w międzyczasie usechł? Tylko nie to!

Narcyz wcale nie usechł. Więcej – był w dobrym humorze.

– Witaj! Przepraszam, że byłem taki nieuprzejmy. To się nie powtórzy.

Mała Księżniczka zaproponowała Narcyzowi, że przed podlewaniem skropi jego płatki. Chętnie przystał na tę propozycję.

 – Woda jest świetna! Idealna! – krzyknął, kiedy spadła na niego pierwsza kropla. Mała Księżniczka mogłaby przysiąc, że woda, którą podlała Narcyza rano, miała taką samą temperaturę. Ledwie to pomyślała, zganiła się w myślach – w końcu to on wiedział najlepiej, czego mu trzeba!

– Jutro znajdę termometr – obiecała. – Nie chcę cię skrzywdzić. Jesteś taki piękny.

– Daj spokój, jestem pewien, że widziałaś setki kwiatów piękniejszych ode mnie.

Cóż za skromność! Mała Księżniczka miała wrażenie, że w głębi jej piersi zaciskała się żelazna obręcz. To w tamtej chwili pokochała Narcyza. 

 

III

 

Następnego ranka Mała Księżniczka podlała Narcyza, a potem zabrała się za usuwanie ostów. Pracowała w pośpiechu. Kiedy skończyła, oznajmiła kwiatu, że zaraz wyrusza na poszukiwanie termometru. Zapewniła, że wróci po południu, że nie zapomni o podlewaniu. Jeśli rzeczywiście zdobędzie termometr, od razu zmierzy temperaturę wody i będzie mogła ją podgrzać!

Narcyz milczał, przeglądając się w lustrze, które użyczyła mu Mała Księżniczka. Ruszyła w drogę, machając ukochanemu na do widzenia.

Nie zwrócił uwagi na jej gest.

 

IV

 

Przelatując nad jedną z planet, Mała Księżniczka dostrzegła brodatego pana, siedzącego przy stoliku. Tam postanowiła rozpocząć poszukiwania.

– Kim pan jest? – zapytała brodacza, który, jak się okazało, pochylał się nad szachownicą.

– Nie widać? – odpowiedział pytaniem. – Jestem Szachistą. Bardzo zajętym – podkreślił, nie odrywając wzroku od planszy, na której ustawiono różne figurki w dwóch kolorach. Mała Księżniczka nigdy jeszcze nie grała w szachy.

– Gdzie pański przeciwnik? 

Szachista prychnął i pokręcił głową. Potem się roześmiał.

– Widzę, że ty nic nie rozumiesz.

– Tak, to prawda – przyznała Mała Księżniczka. – Nie umiem grać w szachy.

– Nie o tym mówię! – oburzył się Szachista. – Nie rozumiesz tego, że jedynym godnym dla mnie przeciwnikiem jestem ja sam!

– Dlaczego?

– Bo ze wszystkimi wygrywam! Przez lata nie trafił się nikt, kto potrafiłby mnie pokonać!

– To bardzo ciekawe. Czy nie ma pan przy sobie termometru?

– Też tak sądzę. Starcia z innymi są nudne, bo z góry znam ich rezultat. A kiedy walczę sam ze sobą, to też wygrywam, co oczywiste, ale przynajmniej nie tracę czasu, bo toczę bój z najlepszym zawodnikiem w kosmosie! – wyjaśnił Szachista, puszczając pytanie o termometr mimo uszu.

Mała Księżniczka zamyśliła się nad słowami Szachisty, który w międzyczasie przesunął jedną z figur, cmokając z zadowoleniem.

– Gdyby spojrzeć na to z innej strony – rzekła po chwili – to za każdym razem też pan przegrywa, prawda?

Szachista znów prychnął.

– Gdybym mimo zwycięstwa wolał skupiać się na klęsce, to wcale bym na to zwycięstwo nie zasługiwał!

,,Zwycięstwo to zwycięstwo, porażka to porażka. Mogą chyba żyć obok siebie" – pomyślała Mała Księżniczka, ale uznała, że lepiej głośno tego nie mówić. Ponieważ była pewna, że Szachista nie ma przy sobie termometru, ruszyła dalej.

 

V

 

Kolejną planetę zamieszkiwała Niewidoma Kobieta.

– Zbliż się! – zachęciła Małą Księżniczkę, kiedy ta postawiła nogę na ziemi. – Zbliż się! Doskonale cię słyszę! Jesteś dziewczynką, prawda?

– Tak.

– Wiedziałam. Takie rzeczy po prostu słychać. Jesteś bardzo delikatna. I urocza, tak, na pewno.

Mała Księżniczka poczuła się zmieszana. Przechyliła głowę, by ukryć zakłopotanie, i właśnie wtedy dotarło do niej, że kobieta jest niewidoma. To sprawiło, że zmieszała się jeszcze bardziej.

– Jak się pani miewa? – zapytała.

– Och, bardzo dobrze. Ja zawsze miewam się dobrze! – Niewidoma Kobieta wybuchła śmiechem, który miał podkreślić te słowa.

– Nie jest tu pani… – zaczęła Mała Księżniczka, ale ugryzła się w język. Za późno – rozmówczyni odgadła treść niewypowiedzianego pytania:

– Czy nie czuję się samotna? Ależ skąd! Doskonale mi tu samej. Straciłam wzrok dawno temu, kiedy byłam młodsza od ciebie. Nigdy się nie skarżę! Przybyłaś mnie odwiedzić, ale równie dobrze mogłobyś tu nie zaglądać i nie miałabym z tym problemu!

– Najmocniej przepraszam, ale… czy nie ma pani przy sobie termometru?

Kobieta znów się roześmiała.

– Moje dziecko, a na co takiej starej, ślepej kobiecie termometr?

– No tak. – Mała Księżniczka zarumieniła się, zawstydzona popełnioną gafą. – To ja chyba polecę dalej.

– Ależ proszę bardzo! – wykrzyknęła kobieta. Poprawiła tkwiące na czubku nosa ciemne okulary, przeczesała palcami siwe włosy. – Leć, moje dziecko. Leć! Gdybym tylko nie była ślepa jak kret, spakowałabym ci coś na drogę. Trudno!

– Czy…

– Ach, spokojnie, jedzenia mam pod dostatkiem! Nawet lepiej, że cię nie poczęstuję, bo to żadne specjały. Ale nic nie szkodzi! Nie ma takiego paskudztwa, do której człowiek nie zdołałby przywyknąć, zapamiętaj moje słowa!

Mała Księżniczka zdenerwowała się. Kusiło ją, by zapytać Niewidomą Kobietę, czy w końcu życzyła sobie tutaj gości, czy też nie? Czy naprawdę była skazana na jedzenie ,,paskudztw” we wszechświecie pełnym smacznej żywności? Wreszcie: czy fakt, że nie widzi od dziecka, rzeczywiście nigdy jej nie przeszkadzał? 

Postanowiła zapytać o co innego:

– Czy…

– Nie! Dobrze mi tutaj! Nigdzie się nie wybieram! Kocham mój dom, kocham mój los! Gdyby wszyscy myśleli tak, jak ja, wszelki smutek zniknąłby z tego bardzo smutnego wszechświata!

,,Gdyby zniknął cały smutek, wraz z nim zniknęłaby też masa innych rzeczy. Wszechświat nie stałby się od tego lepszy" – pomyślała Mała Księżniczka i ruszyła w dalszą podróż.

 

VI

 

Na kolejnej planecie Mała Księżniczka spotkała Pisarza, który siedział przy biurku i pisał na maszynie. Długie palce tańczyły po klawiaturze, a urządzenie zgrzytało i wydawało z siebie stuknięcia. 

Wokół biurka piętrzyły się stosy papierowych kulek. Mała Księżniczka nie chciała przeszkadzać, dlatego już zbierała się do dalszej drogi, ale właśnie wtedy Pisarz jednym ruchem wyciągnął kartkę z maszyny. Wiedział, że ma gościa, ponieważ, nie podnosząc wzroku, krzyknął:

– Chodź! Posłuchasz!

Pisarz pochylał się nad tym, co napisał i kiwał głową, jakby z czymś się zgadzał. Tym razem Mała Księżniczka postanowiła nie zwlekać z pytaniem:

– Przepraszam, ale czy nie ma pan może termometru?

Uśmiech zniknął z twarzy Pisarza.

– Termometru?

– Tak. Potrzebuję…

– Co?! – Pisarz zbladł. Jego ręce i wargi zaczęły drżeć. – Termometr?! Mówisz mi tu o jakimś termometrze, kiedy ja właśnie skończyłem pisać wstęp do mojego dzieła?!

– Niech pan przeczyta mi najpierw to, co napisał – zaproponowała Mała Księżniczka – a potem odpowie pan na moje pytanie, zgoda?

– Chyba sobie kpisz! – warknął Pisarz. – Wszystko zepsułaś! Wszystko! Podeptałaś moją twórczość, moją wrażliwość, mnie samego!

– Naprawdę? – Mała Księżniczka, choć przestraszona, była pod wrażeniem tego, że jednym zdaniem potrafiła wyrządzić tak wielką szkodę.

Pisarz bardzo dokładnie zmiął kartkę i cisnął ją daleko od siebie.

– Bardzo dziękuję! Idę stąd! Możesz być z siebie dumna! Ignorantka! – wrzasnął, po czym podniósł się zza biurka, przewracając krzesło. Włożył ręce do kieszeni i odszedł.

Kiedy Mała Księżniczka otrząsnęła się z szoku, podniosła z ziemi świeżo uformowaną, papierową kulkę. Oto co było na niej napisane:

 

WSTĘP DO DZIEŁA

 

Niżej podpisany, po wielu latach przekuwania pierwszych zdań swej wielkiej powieści, postanowił, że – wbrew początkowym założeniom – obnaży przed czytelnikami całą swą duszę. Niczego nie ukryje, jego dzieło będzie szczere do bólu! Postanowione! Teraz słowa popłyną same, sukces jest tuż za rogiem!

 

Mała Księżniczka ruszyła dalej. Czuła się dobrze.

,,To nieważne, czy Pisarz zmiął tę kartkę przeze mnie czy z innego powodu. Ważne, że to zrobił. Książki, również ich wstępy, powinny być ciekawe. A to, co napisał, nikogo by nie zainteresowało".

 

VII

 

Na jednej z planet Mała Księżniczka dostrzegła Astronoma, trzymającego w dłoni lunetę. Planeta była nie większa niż dmuchana, plażowa piłka.

– Co pan tu robi? – zapytała go.

– O, to ciekawe, że zjawiłaś się akurat teraz – rzekł, ignorując pytanie. – Patrz, co właśnie wymyśliłem…

Astronom usiadł, przewrócił się ostrożnie na brzuch i wyciągnął jak długi, przykrywając planetę ciałem. Przyłożył lunetę do oka.

– Co ty na to?

– Nie wiem. – Mała Księżniczka podrapała się po głowie. – Co pan właściwie robi?

– Patrzę na czubki swoich pięt! – oznajmił wesoło Astronom.

– Ale…

– Co, dziwi cię to? – zapytał, nie odrywając oka od lunety. Wiercił się, przygryzając język, jakby usiłował dostrzec w podeszwach butów coś nieoczywistego. – Wierz mi, że to ciekawsze, niż patrzenie na tamto.

– Na co?

– Na Ziemię. Słyszałaś o niej? Nie? To taka wielka planeta zamieszkana przez ludzi. Ich obserwowanie to prawdziwa mordęga. W kółko to samo! Rodzą się i umierają, śmieją się i płaczą, siadają i wstają, pracują i leniuchują, kłócą się i godzą, zabijają i znów rodzą, ech, szkoda gadać. Jestem naukowcem z uniwersytetu i zlecono mi stworzenie raportu o życiu na Ziemi. Wiesz, co zrobię?

– Co?

Astronom zachichotał.

– Oddam grubą teczkę pełną kartek, które zapiszę tylko jednym słowem: ,,NUDA”. A między te kartki włożę zdjęcie, na którym gapię się przez lunetę na własne pięty. Ha! Ale wymyśliłem!

– Ale po co?

– Sam nie wiem. Niektórzy Ziemianie potrafiliby na to odpowiedzieć. Mają tam mędrków, którzy najpierw wypytują cię o wspomnienia z dzieciństwa i każą rysować drzewo, a potem tłumaczą, czemu zachowujesz się tak a nie inaczej, nawet jeśli to zachowanie jest głupie albo zwyczajnie szkodliwe. I to szkodliwe dla ciebie samej.

– To brzmi ciekawie.

– E, tam. Nuda jak wszystko inne, wierz mi na słowo.

Mała Księżniczka zamyśliła się. Nie widziała związku między drzewem, dzieciństwem a wyrządzaniem sobie krzywdy. Wspomniała wizytę u Niewidomej Kobiety – to, że żyła sama, pogrążona w ciemności, musiało tak naprawdę być dla niej czymś strasznym. Czy w takim razie kłamała, zapewniając o swym dobrym nastroju? Czy tak naprawdę robiła sobie krzywdę? Potrafiłaby narysować drzewo? Czy pamiętała swoje dzieciństwo, tamten świat, który mogła poznawać oczami? Nawet jeśli tak, to co z tego? Jak wyglądałoby drzewo Szachisty? Trudno było uwierzyć, że kiedyś był dzieckiem, że nie urodził się mistrzem. A Pisarz? On zachowywał się tak, jakby nigdy nie wydoroślał…

Mała Księżniczka odepchnęła od siebie te rozmyślania. Nie miała na nie czasu; zbliżała się pora podlewania, musiała prędko znaleźć to, czego szukała.

Zrażona gwałtowną reakcją Pisarza, niechętnie zadała Astronomowi pytanie:

– Przepraszam, czy nie ma pan może przy sobie termometru?

– Nie, nie mam. Po co ci termometr?

– Potrzebuję go… – Mała Księżniczka zawahała się – dla kogoś, kogo kocham.

– Poleć na mój uniwersytet, tam mają termometrów pod dostatkiem, bez żalu ci jakiś odstąpią. Powiadasz, że kogoś kochasz? O, ci od drzew i dzieciństwa mają sporo do powiedzenia na temat miłości, wierz mi na słowo.

– Pewnie tak! – zgodziła się automatycznie Mała Księżniczka. – Gdzie jest ten uniwersytet?

Astronom określił jego położenie. Mała Księżniczka posmutniała. Kawał drogi. Gdyby zdecydowała się na podróż, musiałaby wyruszyć skoro świt i pędzić na złamanie karku, by wyrobić się przed wieczorem…

– Dziękuję. Muszę wracać. Życzę udanych obserwacji.

Mała Księżniczka ruszyła w drogę powrotną. ,,Dzieciństwo, drzewa, lunety, szachy, okulary, książki…" – wrażenia z dzisiejszego dnia mieszały jej się w głowie. Doświadczyła tego wszystkiego dzięki Narcyzowi. W tamtej chwili pokochała go jeszcze mocniej.

 

VIII

 

Zbliżając się do domu, Mała Księżniczka czuła narastające zdenerwowanie. Nie wiedziała, jak Narcyz zareaguje na wieść o tym, że wyprawa zakończyła się niepowodzeniem. ,,Głowa do góry!" – powtarzała sobie w myślach. ,,Jutro to załatwię. Polecę na uniwersytet!".

Ledwie wylądowała na swojej planecie, pomknęła do studni i zaczerpnęła wody.

Narcyz drzemał. Kiedy do niego podeszła, obudził się.

– Jestem! Już jestem!

– Ach, to ty. – Narcyz, tłumiąc ziewnięcie, odwrócił się do lustra.

– Chciałam cię przeprosić – rzekła Mała Księżniczka. – Nie udało mi się znaleźć termometru. Ale nie martw się, proszę! Wiem, gdzie się udać. Jest taki uniwersytet, wiesz? Polecę tam jutro. Nie martw się, proszę! Nie zniosłabym tego!

– Czego nie mogłaś znaleźć? – zapytał Narcyz.

– Termometru!

– Czego?

– No… termo…

– Ach! – wykrzyknął Narcyz. Potem roześmiał się. – Tak, tak, faktycznie! Pamiętam, uparłaś się na niego…

– Uparłam się?

– Tak. Jakby to rzeczywiście było takie ważne. Czemu jeszcze mnie nie podlałaś?

 – Wybacz! – Mała Księżniczka zapomniała o trzymanym w dłoni kubeczku. Ostrożnie skropiła żółte płatki.

– Co ty robisz?!

– Sprawdzam…

– Podlej mnie w końcu! Chcesz, żebym tu usechł?! – krzyknął Narcyz.

Nie, Mała Księżniczka bardzo tego nie chciała.

– A tak w ogóle – powiedział Narcyz – to przydałoby mi się lustro z prawdziwego zdarzenia. Spore. Masz tu takie?

– Nie.

– Może jutro przyniesiesz mi coś lepszego, co?

– Jutro nie mogę. Lecę po termometr.

– Po… a, tamto. Lustro jest mi bardziej potrzebne.

Mała Księżniczka zamknęła oczy i westchnęła.

– Nie dam rady, w ciągu jednego dnia, sprawić ci termometru i nowego lustra, Narcyzie. To za dużo. Poza tym, muszę rano ściąć chwasty i…

– Dobrze! Rozumiem! – Narcyz znów podniósł głos. Wyglądał na rozgniewanego. – Czemu nie powiesz wprost, że żądam zbyt wiele?! Jeśli nie chcesz, to nie musisz lecieć po termometr, lustro, ani nic! Nie musisz mnie nawet podlewać! Z radością uschnę! To nie najgorsza perspektywa, zważywszy na to, gdzie przyszło mi żyć! Wszędzie osty! Widzisz?! Tam wyrósł kolejny! Rósł na moich oczach, myślisz, że to było przyjemne?! Zrób z nim coś!

Mała Księżniczka, połykając łzy, wyszeptała:

– Ostami zajmuję się rano.

– Pewnie! Nie spiesz się! Dla kogoś takiego jak ja nie warto się spieszyć!

Mała Księżniczka zapłakała. Choć Narcyz nie doceniał jej trudu i był dla niej niemiły, nie potrafiła powstrzymać się przed spełnieniem jego zachcianki. Nie rozumiała, dlaczego.

Kiedy wróciła z sierpem, Narcyz gwałtownie odwrócił się od lustra.

– Wybacz! – Jego głos drżał. – Wybacz mi, że byłem taki niemiły! To się nie powtórzy! To przez pragnienie! I strach przed tamtym ostem.

– Oset nie zrobi ci krzywdy.

– Przecież wiem. Usiądź, proszę! Jeśli chcesz, to nie ścinaj tego głupiego chwastu! Przecież to nieistotne, nie zrobi mi krzywdy. Usiądź tu, przy mnie, i opowiedz, jak minął ci dzień. Zdaje się, że podróżowałaś?

– Szukałam termometru.

– Tak, tak, oczywiście. Tego nieszczęsnego termometru.

Mała Księżniczka spojrzała w stronę samotnego ostu.

– Zetnę go.

– Jak uważasz – rzekł obojętnie Narcyz. – To przykre, że jutro też tam wyrośnie, prawda? Tam, albo jeszcze bliżej. Przeraża mnie to. Okropna ta planeta. Nie zrozum mnie źle, to twój dom i w ogóle, ale życie tu nie jest chyba szczególnie miłe, prawda?

– Tak, masz rację.

Narcyz znów zapatrzył się w lustro. Gdyby tylko przesunął spojrzenie, dostrzegłby w nim odbicie Małej Księżniczki.

Widziałby, że stoi nieruchomo, patrząc w gwieździste niebo. Może zwróciłby uwagę na sierp w jej dłoni. Może naszłaby go myśl, której by się przestraszył. Może powiedziałby Małej Księżniczce coś, co bardzo by ją zawstydziło.

Może.

Koniec

Komentarze

Hej, opowiadanie jest cudowne. Takie w moim stylu: piękne, proste, ale przejmujące. Bez zbędnych, niepotrzebnie przedłużających opisów. Ładnie napisane, czytało się prędko. Nie mam nic do zastrzeżenia. No może oprócz tego, że wybrałeś do konkursu właśnie Małego Księcia, za którym nigdy nie przepadałam.

Niestety boję się, że zmieniłeś za mało. W konkursie chodziło chyba o coś więcej, niż jedynie zmianę płci głównego bohatera. Jednak przyznaję, że nie czytałam żadnego innego opowiadania z tego konkursu, więc nie mam porównania.

 

Błędy, które wyłapałam:

 

– Tak, to dziwne, że wyrosłem akurat tutaj – przyznał Narcyz. – Wokół same osty…

– Tak, ale codziennie je usuwam!

– To dobrze. Nie lubię ostów.

– Ja też nie!

– Mam nadzieję, że masz tu pod dostatkiem wody?

– Oczywiście.

– Dobrze. Trzeba mnie podlewać trzy razy dziennie. Woda musi być letnia. Masz tutaj termometr?

– Niestety, nie.

– Hmm. Trudno. Jakie kwiaty rosną tutaj oprócz mnie?

Trochę za dużo “tutaj”. Być może to celowe, jako że Narcyz jest specyficzny, ale bardzo mi to zgrzytało. 

 

Błąkała się po planecie przez kilka godzi.

 

Ruszyła w drogę, machając kwiatu mu na do widzenia.

Wybierz jedno! :P

 

Podsumowując: było cudnie, aczkolwiek pisze ci to osoba niezbyt zorientowana w konkursie także ten. Powodzenia! :) 

"Określać znaczy ograniczać" ~Lord Henryk Wotton, Portret Doriana Graya

Hej, LanaVallen! Twoja opinia bardzo mnie cieszy :) Miło, że zajrzałaś. Poprawiłem wskazane przez Ciebie błędy. Fajnie,, że udało Ci się je wyłapać. Mi umknęły :)

 

W konkursie z(a)mianowym wrzuciłem jeszcze jedno opowiadanie, w którym zmieniłem w zasadzie wszystko, traktując oryginalną baśń jako baaaardzo luźną inspirację. W tym wypadku trzymałem się bliżej ducha oryginału, a jak ocenią to czytelnicy i jurorka – zobaczymy :)

 

Dzięki raz jeszcze! Pozdrawiam! 

 

Cześć adam:-)

Jak dawno nie czytałam Małego Księcia!:-) 

Podoba mi się zamiana. Zgadzam się z LanąVallen, że nie odszedłeś za bardzo od oryginału, ale to już będzie ninedin oceniać:-) 

Czytało się płynnie, bez żadnych dłużyzn, zawróciłam też uwagę na naturalne dialogi. Mała Księżniczka ujmuje swoją dobrocią i naiwnością, a Narcyz irytuje. Wydaje mi się, że odwzorowałeś wartości z oryginału, wyszło filozoficznie, ale subtelnie. 

Mam nadzieję, że Mała Księżniczka zrobiła użytek z tego sierpa na końcu:-)

 

polecam do biblioteki i pozdrawiam

 

O, zawsze lubiłam “Małego Księcia”.

Też mi się wydaje, że zmiana płci niewiele dała. Ale narcyz Ci wyszedł piękny i narcystyczny do wypęku.

Podróż po różnych planetach też całkiem w porządku.

Babska logika rządzi!

Cześć, Olciatko! Dziękuję Ci za lekturę i za polecenie tekstu do biblioteki :)

Mam nadzieję, że Mała Księżniczka zrobiła użytek z tego sierpa na końcu:-)

Obawiam się, że tego nie zrobiła. Obecność Narcyza, mimo jego paskudnego charakteru, jest dla Małej Księżniczki zbyt wartościowa. Mając do wyboru samotność albo relację pełną przemocy, będzie się raczej trzymać tego drugiego. Niestety.

 

Hej, Finklo! Miło mi, że wpadłaś i kliknęłaś. Cieszę się, że postać Narcyza Cię przekonuje, bałem się że będzie odrobinę zbyt groteskowy :)  

W oryginale zasadniczo postacie były przerysowane, więc podkręcona narcyzowatość nie powinna być problemem.

Babska logika rządzi!

Świetna zamiana, myślę, że jedna z najlepszych, szczególnie zważywszy na zakończenie, które niby sugeruje, a niby nie sugeruje, co się wydarzyło po ostatnim "może". Materiał do zmiany był trudny, bo jak tu nie popaść we wtórność? Ale tobie się udało. Ujęła mnie osoba Astronoma, który rezygnuje z oatrzenia na ludzi, zamiast tego patrzy na swoje pięty – zamierzenie czy nie, wyszło ci świetne drugie dno i dla mnie tem fragment skradł cały tekst.

Drażniły mnie za to podsumowania Małej Księżniczki na końcu każdego mini-rozdziału. Przemyślałbym, czy w ogóle są potrzebne, a jeśli już, to czy muszą być tak wprost podawane. 

Cześć, Gekikaro! Bardzo mnie cieszy, że opowiadanie Ci się spodobało!

zamierzenie czy nie, wyszło ci świetne drugie dno i dla mnie tem fragment skradł cały tekst.

Zamierzenie ;) Cieszy mnie, że to doceniasz.

Drażniły mnie za to podsumowania Małej Księżniczki na końcu każdego mini-rozdziału

Sam się zastanawiałem nad ich zasadnością. Ostatecznie je umieściłem. Chciałem, żeby odbiorca nie miał wątpliwości, w jaki sposób Mała Księżniczka postrzega swoich rozmówców tudzież wnioski, do których doszli. Chciałem podkreślić rozdźwięk między prostoduszną, szukającą bliskości osobą, a pokręconymi, narcystycznymi egoistami.

Dziękuję za wizytę, pozdrawiam!

 

O, ale fajne :) i znowu mogę doklikać bibliotekę. Bardzo wdzięczy utwór wybrałeś. Podobnie jak Finkla też bardzo lubię “Małego księcia”. Podoba mi się zarówno bohater, a raczej bohaterka ;) i jej wędrówka po planetach. bardzo przyjemna lektura :)

A mnie się wydaje, że bardzo daleko odszedłeś od oryginału i, niestety, zmiana płci ma tu spore znaczenie. Mały książę zdawał sobie sprawę z roszczeniowej postawy róży. wiedział, że może stracić siebie, jeśli będzie jej za bardzo ulegał. Dlatego postanowił odejść. A róża zbyt późno zorientowała się, że wymaga od księcia zbyt wiele. Ale na końcu pozwoliła mu odejść. Podczas swoich wędrówek książe dojrzał, zrozumiał, że miłość nie jest łatwa, że czasem warto ustąpić, zrezygnować z jakiejś części własnej wolności. I dlatego chciał wrócić.

Tu mamy zupełnie inną sytuację. Księżniczka daje się wciągnąć w toksyczny związek, praktycznie od razu wpada w bycie służącą i nawet tego nie zauważa. Nie dostrzega tego, co w tym związku nie gra. Narcyz jest skupiony na sobie, zadaje ból i przeprasza, ale nie wyciąga wniosków ze swojego zachowania; typowe postępowanie sprawcy przemocy. Księżniczka nie odchodzi, aby ratować siebie. Ona biega za termometrem dla narcyza. Wszystko, co robi, jest podporządkowane jego wygodzie. W ogóle nie myśli o sobie. Nawet przez ten krótki moment, kiedy z zaciętą miną trzyma sierp, nie myśli o tym, co w ich związku jest nie tak, w ogóle nie myśli racjonalnie. Tu nie ma miłości, jest uzależnienie. Nie ma żadnej platformy, żeby stworzyć udany związek.

Opowiedziałeś zupełnie inną historię, bardzo smutną historię. Nie mogę powiedzieć, że mi się ta historia podoba, ale podoba mi się opko :) Dobrze napisane, dobrze przemyślane. Ciekawe postacie na planetach, które księżniczka odwiedziła. Jej komentarze tych postaci świadczę IMO, że księżniczka miała sporo zdrowego rozsądku, traciła go tylko w obecności narcyza.

Aż żałuję, że nie potrzebujesz już kliczka :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

O, kurczę, to “Mały książę” był o miłości?

Babska logika rządzi!

Faktycznie, Irka, masz rację. Aż mi głupio, że tego nie zauważyłam. Być może przeczytałam opowiadanie zbyt szybko, być może to przez moją niechęć do Małego Księcia. Dzięki ci. Teraz tekst jest nawet jeszcze lepszy. Mam nadzieję, że o to chodziło autorowi ;)

"Określać znaczy ograniczać" ~Lord Henryk Wotton, Portret Doriana Graya

Finklo, Mały książę był o wielu sprawach, o miłości też :)

 

Lana :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Cześć, Katiu! Dziękuję za lekturę i za głos, który posłał opowiadanie do biblioteki :)

 

Hej Irko, dziękuję Ci za wizytę. Bardzo mi miło, że tekst przypadł Ci do gustu. Twój komentarz dobrze oddaje to, co chciałem przekazać. Rzeczywiście, wyszła mi historia smutna, dołująca wręcz – sytuacja Małej Księżniczki jest tragiczna. Bohaterka nie była szczęśliwa przed poznaniem Narcyza, zaś po tym jak obdarzyła go miłością, cierpi w zupełnie inny, jeszcze gorszy sposób. Łatwowierna i spragniona bliskości jest modelową ofiarą, którą łatwo wciągnąć w toksyczny związek oparty na zależnościach. 

Co najgorsze – z tej ścieżki nie może już zawrócić.

Uważam, że nie opuści Narcyza, ani nie zdecyduje się na to, by go ściąć – w pierwszym przypadku wyrzuty sumienia zmusiłyby ją do powrotu, a w drugim doprowadziły do szaleństwa.

Wizyty na innych planetach rzeczywiście służyły głównie temu, by pokazać, że Mała Księżniczka jest prostoduszna i rozsądna. Oprócz tego chciałem zaznaczyć, jak bardzo jej osobowość różna jest od osobowości tych, którzy przesadnie skupiają się na samych sobie. 

W Małej Księżniczce trudno doszukać się narcyzmu.

 

FInklo, dla mnie Mały Książę to przede wszystkim opowieść o tęsknocie, ciekawe czy wielu czytelników odbiera ją podobnie.

 

LanoVallen, w opowiadaniu rzeczywiście zostawiłem sporo motywów charakterystycznych dla oryginału (odwiedziny, potrzeba ciągłego pielęgnowania planety-domu, trudna relacja z kwiatem). Wiele tekstów w konkursie odeszło duuużo dalej od dzieł, na których się wzorowały. Aha, dziękuję Ci za polecenie tekstu do biblioteki :)

Nie ma sprawy, Adamie ;) Zrobiłabym to wcześniej, ale dawno nie było mnie na portalu i zapomniałam, że mogę :P 

"Określać znaczy ograniczać" ~Lord Henryk Wotton, Portret Doriana Graya

Cześć!

Opowiadanie mi się spodobało, zakończenie najbardziej. Mam nadzieję, żę Księżniczka zetnie Narcyza, chociaż wiem, że to mało prawdopodobne. Na początku myślałam podobnie jak LanaVallen, że za mało zmieniłeś, różnicę załapałam dopiero czytając komentarze. Poza tym fajnie udało Ci się oddać klimat oryginału, który niby jest taki sam, a jednak bardziej smutny.

Pozdrawiam:)

 

Cześć, Oluto! Dziękuję Ci za lekturę i podzielenie się opinią, fajnie, że opowiadanie Ci się spodobało. Pozdrawiam!

Cześć, Adamie! Mimo że nie przepadam za oryginałem, Twoja historia broni się solidnym wykonaniem. I ciekawym odwróceniem dynamiki tej opowieści, bo niestety bywa tak, że kobiety bywają bardziej podatne na wikłanie się w toksyczną dynamikę związku. A tę oddałeś tu śpiewająco, wrzucając mitologiczne odwołanie do postaci Narcyza. Podobała mi się też bardzo postać pisarza. Ogólnie całość bardzo na plus.

Pozdrawiam!

O, hej Oidrin! Dziękuję Ci za kolejną wizytę. Bardzo się cieszę, że opowiadanie Ci się spodobało :) Pozdrawiam! 

Jedna z moich ulubionych lektur szkolnych. Myślę, że zmiana płci miała tu duże znaczenie. Wyszedł Ci modelowy związek z narcyzem. Ogólnie, ciekawe opowiadanie. Podróże po planetach wypadły realistycznie, zwłaszcza pretensje niewidomej kobiety.

Hej, ANDO! Miło, że wpadłaś. Cieszę się, że zwróciłaś uwagę na postać niewidomej kobiety i że pozostali mieszkańcy planet wydają Ci się wiarygodni. Pozdrawiam!

Adamie, sympatyczna historia o gorzkim wydźwięku. Do końca liczyłam, że bohaterka wyciągnie jakieś sensowne wnioski, zmieni relację z kwiatem, szczególnie po podróżach na innych planetach. Czekałam, by wyciągnęła lekcje z doświadczeń. A tu none, nada. Żałowałam jej szczerze.

Szkoda mi również ostów. Nikomu nic nie zrobiły, a tak były rąbane sierpem. Tylko za to, że rosną. Niesprawiedliwy los. Dlatego, że robiła to Mała Księżniczka moja sympatia do niej była na umiarkowanym poziomie.

Doskonały wybór kwiatka, żaden nie pasowałby lepiej niż narcyz! Dobry portret tego typu zaburzenia osobowości. Zastanawiałam się, czy mieszkańcy innych planet również mają coś konkretnego symbolizować/pokazywać? Nie we wszystkich przypadkach byłam pewna, czy rozumiem. Podobał mi się Szachista i Astronom, nie do końca chwytałam Niewidomą Kobietę (być może stąd, że jako wolontariusz spotykam się z panią, która straciła wzrok i podobnie jak Twoja postać stara się nie narzekać ;)).

Ogólnie fajne, do uśmiechnięcia i do przemyślenia.

Cześć, Cytryno! Bardzo dziękuję za wizytę i komentarz!

Do końca liczyłam, że bohaterka wyciągnie jakieś sensowne wnioski, zmieni relację z kwiatem, szczególnie po podróżach na innych planetach.

Niestety. To Narcyz nadaje ton ich relacji i to się raczej nie zmieni.

Szkoda mi również ostów. Nikomu nic nie zrobiły, a tak były rąbane sierpem. Tylko za to, że rosną. Niesprawiedliwy los. Dlatego, że robiła to Mała Księżniczka moja sympatia do niej była na umiarkowanym poziomie.

Ależ się cieszę, że to dostrzegłaś! W oryginale Mały Książę musiał dbać o swoją planetę, ponieważ baobaby mogły ją rozsadzić. A osty? Poza tym, że są szpetne, nie robią nikomu krzywdy. Rodzą się po to, żeby wkrótce zginąć, tylko dlatego, że są brzydkie. Przez to Mała Księżniczka, choć jej współczuję, również budzi we mnie mieszane uczucia. Kiedy Narcyz zwraca uwagę na to, że nie lubi ostów, Mała Księżniczka błyskawicznie podchwytuje tę myśl – już na wstępie jest świadoma tego, że ich relacja będzie niesymetryczna, w tej wspólnej niechęci dostrzega płaszczyznę porozumienia, szansę na uzyskanie prawdziwej bliskości.

Doskonały wybór kwiatka, żaden nie pasowałby lepiej niż narcyz! Dobry portret tego typu zaburzenia osobowości. Zastanawiałam się, czy mieszkańcy innych planet również mają coś konkretnego symbolizować/pokazywać?

Każda osoba, którą Mała Księżniczka odwiedziła, była w gruncie rzeczy narcystyczna. Niewidoma Kobieta również. Mnie, w jej postawie, nie uderza gotowość do mierzenia się z trudnym losem. Na pierwszy plan wybija się perwersyjna wręcz chęć podkreślania tego, że jej życie jest pasmem beznadziejnego cierpienia, które znosi bez mrugnięcia okiem. Tym samym stawia się na piedestale, przyjmuje postawę wyższościową względem reszty widzących ,,niewdzięczników” (ona, oczywiście, wprost nigdy nie nazwie ich niewdzięcznikami, nawet tak o nich nie pomyśli. Jest na to zbyt ,,dobra”). Gdyby tylko inni mogli być tacy, jak ona! Gdyby tylko potrafili mierzyć się (w istocie – wypierać) wszelki smutek! Świat byłby lepszy. No ale – nie każdy ma w sobie tyle ,,siły”, by żyć samotnie, żywić się byle czym i być dla wszystkich uprzejmym.

Pozdrawiam!

Osty mogą być piękne. Tylko kłują. Ale w dzieciństwie chyba bardziej aktywnie zwalczałam pokrzywy.

Babska logika rządzi!

Ale w dzieciństwie chyba bardziej aktywnie zwalczałam pokrzywy.

Całe życie myślałem, że nienawiść do pokrzyw i potrzeba ich tępienia była jakimś moim osobistym zboczeniem, a dzięki internetowi dowiedziałem się, że nie byłem jedyny :) Mało powiedziane!

Podobnie przez długie lata myślałem, że tylko moi rodzice, aby dostać się do szkoły, musieli codziennie wyruszać w podróż, przy której wędrówka Froda do Mordoru to spacerek po uzdrowisku. 

Nowa Fantastyka