- Opowiadanie: Dawidjan Wojciech Dąbrowski - Mitologia Hauwan. Pierwszy zbiór mitów.

Mitologia Hauwan. Pierwszy zbiór mitów.

Są to wymyślone mity z tzw.: mitologii Hauwan. Wymyślonej przeze mnie.

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Mitologia Hauwan. Pierwszy zbiór mitów.

Mit o powstaniu świata:

 

Na początku był Absolut. Był on bogiem. Po kilkunastu tysiącach lat, znudził się jednak swoją osobą i postanowił coś stworzyć. Aby pomóc sobie w tym procesie, utworzył dwie siły Kiki i Boubę. Osobno są one bezużyteczne, ale razem pozwalają tworzyć.

Z pomocą owych sił, Absolut dał początek światu, nadając mu formę ostrosłupa. Jego podstawa jest tym, na czym chodzimy i mieszkamy. Ściany ostrosłupa są barierami oddzielającymi świat od kosmosu. Kto je przekroczy, może wypaść poza świat, a wtedy kiepski jego los.

Bóg szybko zrozumiał jednak, że świat musi zostać czymś zapełniony. Nie miał jednak pomysłu co mogłoby to być, więc używając Kiki i Bouby stworzył sobie pomocników. Przedtem jednak ustalił, że na świecie będą panować trzy siły: Miłość, Życie i Śmierć.

Każdej z tych sił przydzielił sześciu bogów, trzy kobiety i trzech mężczyzn, którzy mieli reprezentować różne aspekty owych sił. Tak oto powstali:

 

Bogowie Życia:

 

Kjokaw-bóg grzybów lądowych

Joslk-bogini grzybów drzewnych

Jesowp-bogini zwierząt latających

Ifogf-bogini zwierząt morskich

Owkaj-bóg zwierząt naziemnych

Sowg-bóg roślin

 

Bogowie Miłości:

 

Jadakasp-bogini troski

Opfk-bóg opieki

Laocovi-bóg współczucia

Isj-bóg zazdrości

Kcao-bogini chciwości

Osnan-bóg porządania

 

Bogowie Śmierci:

 

Inx-bóg rozkładu

Oxma-bóg spadku

Kcic-bogini smutku

Ojwh-bogini snu

Ifivi-bogini bólu

Neqw-bóg spokoju

 

Dzieci Absoluta (tak bowiem ich traktował) prędko wzięły się do pracy. Ukształtowały lądy, morza, góry itp.: . Na koniec zbudowały przepiękny latający pałac o nazwie Kyzu, które lewitując w kosmosie do dziś stanowi siedzibę bogów.

Najciekawszą rzeczą jest jednak kwestia zaludnienia świata. Każda z sił bowiem, stała się przyczyną istnienia różnych bytów. Życie dało nam rośliny, zwierzęta i grzyby. Istoty te żyją, jedzą, oddychają, umierają ale nie są w stanie przejawiać żadnych uczuć, ani emocji.

Z Miłości powstały duchy. Nie mają one fizycznej formy, przypominają raczej różowy wiatr, który odczuwa emocje. Pałętają się po świecie kierując się tym co czują.

Śmierć dała istnienie upiorom. Stwory te są podobne do duchów (ale ich kolor to czarny) jednak nie odczywają uczuć. Najczęściej przebywają w jednym miejscu, nie robiąc nic. Posiadają jednak unikalną zdolność, mianowicie są w stanie odbierać życie istotom żywym bez żadnych przeszkód.

Gdy świat został utworzony, bogowie pokłócili się o to, kto ma nad nim panować. Zwierzęta, duchy, a może upiory? Żadna ze stron nie chciała odpuścić. Absolut widząc kłótnię swoich dzieci, uczuł wielki smutek i poszedł zapłakany do swej sypialni. Tam pełen rozpaczy zasnął.

Po chwili bogowie odwiedzili swego rodziciela. Uznali, że jedynym sensownym wyjściem z ich kłótni będzie zapytanie go o zdanie. Jednak Absolut się nie obudził. Bogowie starali się zakończyć jego sen na wszelkie możliwe sposoby, ale nic to nie dało. Bóg spał.

Uznano, że w takim razie możnaby stworzyć coś z połączenia trzech sił. Jak postanowiono tak zrobiono i w ten sposób powstał człowiek, który żył, ponieważ jadł, pił, oddychał, rozmnażał się. Oprócz tego odczuwał on emocje, gdyż kochał, nienawidził i zazdrościł. Ważny także był jego związek ze śmiercią, z racji że ludzie mogli zabijać, ale i umierali.

Bogowie byli zachwyceni swoim tworem. Jednogłośnie ustalono, że to człowiek będzie panował nad światem. Stworzono więc osiemnaście tysięcy osób, którym nakazano podporządkować sobie świat i rozmnażać się. Tak oto ludzie zaludnili ziemię.

Bogowie jednak nie opuścili stworzonych. Cały czas starają się doglądać co się dzieje na świecie, aby mieć wszystko pod kontrolą (aczkolwiek często coś przeoczają). Zaczęli również parować się, a ich potomstwo pomagało im w pracy, będąc pomniejszym bogiem danego aspektu np.: bogini zwierząt morskich -> bóg ryb. Inną rzeczą są związki bogów z ludźmi, ale to już inna historia.

Trzeba także wspomnieć o tak zwanych ustawach, czyli rozporządzeniach bogów. Obowiązują one wszystkie istoty, nawet ich twórców. Co jakiś czas odbywają się spotkania boże podczas których debatuje się nad owymi ustawami. Przykładem ustawy jest ,,nic bez skrzydeł nie może latać". Z tego powodu bogowie muszą podróżować na wierzchowcach.

Jednak najważniejszą ustawą, jest ta o duszy człowieka. Ustala ona co dzieje się z ludźmi po ich śmierci. Gdy owy moment nastąpi, zmarli trafiają do pudełka bogów gdzie śpią. Kiedy Absolut się przebudzi, bogowie zapytają się go co mają zrobić ze śpiącymi duszami, gdyż pomimo swej potęgi, nie wiedzą co z nimi uczynić.

Bogowie przypominają w tym aspekcie ludzi. Różni ich od nich jedynie to, że władają Kiki i Boubą, mają wielką siłę fizyczną i wytrzymałość oraz są nieśmiertelni (ale inny bóg boga może zabić).

 

Mit o powstaniu smoków:

 

Jakiś czas po stworzeniu ludzi, bóg zwierząt naziemnych Owkaj zakochał się z wzajemnością w bogini zwierząt latających Jesowp. Para prędko sformalizowała swój związek (bogowie nie biorą ślubów, oni po prostu ustalają kto z kim jest) a po dziewięciu miesiącach doczekała się dziecka.

Była to mała, prześliczna dziewczynka z jeszcze nie wybranym imieniem. Jej rodzice postanowili trochę odpocząć od bycia bogami i przenieśli się do naszego świata, aby tam zająć się wychowaniem dziecka. Decyzja ta miała mieć tragiczne skutki.

Pewnego dnia gdy Owkaj i Jesowp na chwilę spuścili małą z oczu, do jej kołyski zbliżył się pewien duch. Był on wściekły na bogów, że nie posiada fizycznej formy. Uważał to za przekleństwo, które odbiera mu możliwość pełnego smakowania życia.

Gdy ujrzał małą boginkę, pełen gniewu, ale i nadziei na poprawę swego losu wtargnął prosto do jej ciała. Nie wiadomo co się z nim potem stało, gdyż potomek Owkaja i Jesowp zaczął pokrywać się kamieniem. Rodzice starali się jakoś pomóc swemu dziecku, ale nie mogli nic zrobić. Nikt na Kyzu nie był w stanie nic zaradzić.

Po kilku dniach ich córka była już tak otoczona głazami, że nie przypominała już człowieka. Wyglądała raczej jak owalny głaz. Ale najdziwniejsze miało dopiero nadejść.

Po jakimś czasie owy głaz pękł, a z jego wnętrza wyszła spora jaszczurka ze skrzydłami. Bogowie starali się ją złapać, ale udało jej się uciec. Zleciała do naszego świata gdzie po krótkim okresie wzrostu, stała się większa niż inne zwierzęta.

Pewnego dnia gdy jaszczurka spała, w jej okolicę zawitał wąż. Nie zauważył on śpiącego potwora i wpełzł do jego ciała. Zrobił to przez otwór do składania jaj, który wziął za jaskinię. Zaklinował się tam jednak i nie potrafił wyjść.

Gdy jaszczurka się obudziła, poczuła ogromny ból w swoim brzuchu, który z dnia na dzień coraz bardziej puchł. W końcu trzewia potwora eksplodowały uśmiercając go na miejscu.

Okazało się, że w truchle znajdują się trzy wielkie jaja z których wykluły się kolejne jaszczurki, nazwane później przez ludzi smokami. Trójka ta, dała początek całej rasie.

Smoki są bardzo inteligentne, znacznie bardziej niż ludzie, których mowę są w stanie zrozumieć. Same nie potrafią się nią posługiwać, ale są w stanie odczuwać emocje. Prócz tego plują one żrącym jadem. Nie wiadomo jednakże czy stwory te mogą samodzielnie umrzeć, czy też bez pomocy z zewnątrz będą istnieć wiecznie.

Pierwotnie bogowie rozważali wymordowanie smoków, uważając że ich zdolności są zagrożeniem dla równowagi świata, ale ich niewielka ilość oraz stanowczy sprzeciw Owkaja i Jesowp (wciąż pamiętających swoje dziecko) skłoniły ich do zmiany decyzji.

 

Mit o opętaniu i truskawce:

 

Dawno temu w pewnej wiosce, żył sobie młodzieniec Ijso, który zakochał się w dziewczynie o imieniu Jdip. Niestety niewiasta nie odwzajemniała jego uczuć, które kierowała do innego chłopaka o imieniu Uu.

Ijso był zraniony i wściekły. Starał się jej zaimponować majątkiem i pozycją (był bowiem synem wodza plemienia) ale nic to nie dało. Jdip go nie chciała.

Załamany, często chodził nad bagna by tam rozmyślać o tym jak życie jest niesprawiedliwe. Pewnego dnia podczas jednego z takich wypadów, ujrzał jednak czarny wiatr. Od razu domyślił się, że to upiór, więc postanowił go poprosić o przysługę:

-Witaj upiorze.

-Witaj człowieku.

-Nazywam się Ijso i jestem synem wodza wioski koło tej rzeki.

-A ja jestem upiorem, więc nie mam imienia, ani powodu do istnienia.

-Niezmiernie się cieszę, że o tym wspomniałeś. Mogę Ci dać jakiś.

-Doprawdy? Co masz na myśli?

-W wiosce o której już wspomniałem jest pewien chłopak o imieniu Uu. Chciałbym, abyś go zabił.

-Dlaczego chcesz pozbawić go życia?

-Dziewczyna którą kocham, woli jego a nie mnie.

-Rozumiem. Dlaczego mam spełnić Twoją prośbę?

-Ponieważ poczujesz wtedy, że jesteś do czegoś przydatny. Poczujesz, że masz po co istnieć.

-Mylisz się. Nie jestem człowiekiem. Nie posiadam uczuć.

-Rozumiem…. A może chciałbyś odczuć jakieś cielesne przyjemności? Mogę Ci użyczyć mego ciała?

-Hmm… Ciekawa propozycja… Dobrze. Zabiję nieszczęśnika, ale w zamian oddasz mi swe ciało, abym mógł zjeść truskawkę.

-Dlaczego akurat truskawkę?

-Taka moja wola.

-Rozumiem.

Jak postanowiono, tak zrobiono. Kilka godzin później gdy wszyscy już spali, upiór zakradł się do wioski i uśmiercił Uu. Po trzech minutach, był także w domu Ijso, który użyczył mu swego ciała. Opętany ruszył na łąkę i zjadł truskawkę. Gdy skończył się posilać, odszedł.

Następnego dnia znaleziono zwłoki. Rodzina martwego była załamana. Wszyscy od razu zaczęli podejrzewać Ijso o zabójstwo, ale po pierwsze nie było żadnych dowodów, a po drugie, zwłoki nie miały żadnych obrażeń. Zupełnie jakby Uu zasnął.

Lamenty wieśniaków zwróciły w końcu uwagę bogów. Ci zlecieli do naszego świata i przeszukali okolicę. Prędko odnaleźli upiora, który pod ich naciskiem wyznał całą prawdę. Ijso został od razu stracony przez swoją społeczność, ale kwestia upiora była kontrowersyjna.

Część bogów chciała go zniszczyć, zaś inna część uważała, że został on zmanipulowany. Koniec końców ustalono rozwiązanie kompromisowe. Koło ich latającego pałacu, zbudowano lewitujące więzienie do którego trafiać miały niebezpieczne istoty. Ku czci zamordowanego nazwano je Uu. Pierwszym osadzonym został właśnie owy upiór.

 

Mit o kaczkach:

 

Zastanawialiście się dlaczego kwakanie kaczek nie odbija się echem? Odpowiadają za to bogowie, którzy chcieli usprawnić doglądanie tego co się dzieje na naszym świecie.

Przedtem bogowie osobiście zlatywali i przemierzali przestworza, ale gdy uchwalono ustawę o konieczności posiadania skrzydeł do lotu, musieli wymyśleć coś innego. Nie widziało im się ciągle latać na swoich flamingach (wierzchowcach bogów) więc postanowili zesłać na świat posłańców.

Wybór padł na kaczki. Szczególnie przychylna tej decyzji była Jesowp, która chciała dać jakieś porządne zajęcie jej synowi Giwplowi, którego miała z Owkajem. Inni bogowie po długich dyskusjach, zgodzili się.

Tak oto kaczki zostały posłańcami bogów. Ich zadaniem jest przemierzanie świata i informowanie swych panów co się na nim dzieje. Właśnie do tego służy im kwakanie. Gdy kaczki zaczną kwakać, esencja tego o czym ,,mówią" leci do bogów, którzy zdobywają w ten sposób informacje.

Niestety pomimo swej przydatności, ptaki te to nadal zwykłe zwierzęta, które da się oszukać, lub zabić. Biada jednak tym, którzy podniosą rękę na kaczkę.

 

Mit o kłótni Giwpla i Pegcaj:

Jesowp i Owkaj dorobili się wielu potomków, którym poprzydzielali różne zadania. Jako pierwsi swe obowiązki otrzymali Giwpl i Pegcaj.

Giwpl został bogiem ptaków. Panował on zwłaszcza nad kaczkami, umożliwiającymi dostarczanie wiadomości bogom.

Pegcaj z kolei otrzymała rolę bogini owadów. Rozporządzała całymi chmarami tych zwierząt.

I właśnie tutaj pojawił się problem. Jednym z ulubionych ptaków Giwpla został uroczy wróbelek. Stworzenie to odżywia się niektórymi rodzajami larw.

Pewnego dnia, gdy Giwpl przechadzał się po lesie, coś uderzyło go w tył głowy. Chwyciwszy się za obolałe miejsce, wykonał obrót i ujrzał swoją siostrę, stojącą za nim. Była wyraźnie wściekła. Zobaczywszy koło swej nogi kamień, którym go uderzono, zapytał:

-Siostro droga, co Ty wyprawiasz?

-Grzecznie nakłaniam do opamiętania.

-Słucham?

-Twoje wróble barbarzyńsko pożerają larwy moich mszyc. Mordują niewinne dzieci.

-Pegcaj, one muszą coś jeść. I musi to być jakieś mięsko, aby poprawnie rosły.

-Nie obchodzi mnie to. Odwołaj je.

-Nigdy. Będę je bronił choćby własną piersią.

-Dobrze. Jak sobie życzysz.

Giwpl wiedział co oznaczają te słowa. Prędko wyszedł z lasu i dotarł na niewielką polanę. Jego siostra była tuż za nim. Spojrzeli sobie w oczy, chcąc przekonać się nawzajem, że nie powinni walczyć. Na próżno.

Jako pierwsza zaatakowała Pegcaj. Podbiegła do brata i wymierzyła cios w jego twarz. Ten jednak zablokował jej atak, a powstała od uderzenia fala uderzeniowa wywołała burzę z piorunami.

Bogowie rozpoczęli walkę wręcz. Ich ciosy były pełne mocy, siły i gniewu. Żaden nie chciał ustąpić, jednak po kilku minutach ich ciała były już zmęczone i poważnie pokiereszowane. Nie zaprzestali jednak.

Pegcaj unieruchomiła ręce brata i poczęła kopać go w trzewia, ale ten tupnął z tak wielką siłą, że ziemia na której stali eksplodowała zalewając twarz bogini błotem. Giwpl natychmiast uwolnił się z uścisku i uderzył siostrę z całej siły w nos.

W nosie władczyni natychmiast coś zachrupało. Uderzona padła na ziemię zalewając się krwią. Bóg ptaków spojrzał na nią z góry i rzekł:

-Ptaki mogą jeść tyle owadów ile chcą, chyba że grozi im (owadom) wyginięcie.

Pegcaj po jakimś czasie przytaknęła i poddała się bratu. Giwpl wziął ją na ręce, wezwał swego flaminga i poleciał do Kyzu.

W pałacu wyjaśnił całą sytuację, patrząc przy okazji jak bogowie nastawiają nos jego siostrze. Owkaj był zły, że jego potomstwo walczyło ze sobą. Uważał że powinni porozmawiać, albo przynajmniej przyjść z tym do starszych bogów aby osądzili co robić.

W związku z zaistniałą sytuacją, zadecydowano o stworzeniu nowej ustawy: ,,Każdy spór ma być roztrzygany przez osoby trzecie".

 

Mit o dzielnej Idiop:

Dawno, dawno temu w wiosce położonej niedaleko lasu jabłkowego, dziewczyna o imieniu Idiop przechadzała się wydeptaną dróżką. Nie była ona zbytnio ładna, inteligencją także nie grzeszyła. Posiadała jednak ogromny apetyt ze szczególnym uwzględnieniem jabłek.

Podczas swej przechadzki ubolewała, że drzewa jej ulubionych owoców jeszcze nie owocują. Stanąwszy pod jednym z pni wpadła jednak na pewien pomysł. Zaczęła krzyczeć na całe gardło: ,,Sowg! Sowg! Sowg!" rozglądając się przy okazji.

Po kilku minutach wrzasków, bóg roślin w końcu się pojawił. Zobaczywszy dziewczynę, zagadnął:

-Czemu mnie wzywasz?

-Chcę Cię o coś prosić.

-Uważasz, że możesz mnie tak po prostu o coś poprosić? Miej na uwadze to, że jestem bogiem, a Ty człowiekiem.

-Dobra, dobra. Słuchaj. Weź spraw aby na tym drzewie rosły jabłka.

-Przecież one urosną za miesiąc.

-No ale mnie się nie chce czekać. Głodna jestem.

-Skoro tak stawiasz sprawę…. Zgoda. Natworzę jabłek….

-Jej!

-…jeśli wejdziesz na ten szczyt.

Wypowiadając te słowa Sowg wskazał ręką na zachód. Znajdowała się tam jedna z najwyższych gór na świecie ,,Góra Ponura". Jej dół cały był porośnięty drzewami i inną roślinnością. Środkowa część była po prostu zimną i twardą skałą, zaś szczytu nie dało się zobaczyć, albowiem pokrywały go chmury.

Idiop niezbyt przejęła się perspektywą przyszłych trudów. Powiedziała tylko:

-Dobra, idę.– i wyruszyła w drogę.

Maszerowała szybkim krokiem i prędko dostała się do roślinnej części góry. Wspinaczka na nią była wyjątkowo prosta, albowiem powierzchnia wzniesienia zawyżała się stopniowo.

Problemy pojawiły się po dotarciu do części skalistej, gdyż była ona dosłownie kamienną ścianą po której trzeba było się wspinać.

Idiop jednak podjęła wyzwanie i rozpoczęła wspinaczkę. Ostre skały raniły jej dłonie i stopy zostawiając krwawe ślady. Dziewczyna jednak zaciskała zęby i kontynuowała przemieszczanie się. 

Po dłuższym czasie dostała się na szczyt. Widok był intrygujący. Jedyne co można było zobaczyć to szarawe chmury, które okrywały wielką bryłę lodu. Po wejściu na nią, Idiop dotarła do celu. Nic specjalnego się jednak nie wydarzyło. Dziewczyna czekała jakiś czas, ale w końcu postanowiła zejść na dół.

Gdy już opuściła górę zobaczyła boga Sowga, który siedział na pobliskim głazie. Zobaczywszy go, Idiop krzyknęła od razu:

-Weszłam!

-Wiem. Gratulacje, byłaś bardzo dzielna.

-Co z jabłkami?

-Idź zobaczyć.

Usłyszawszy to, dziewczyna natychmiast pobiegła do lasu z jabłoniami. Ujrzała jednak coś, czego kompletnie się nie spodziewała. Wszystkie drzewa były pełne owoców, zbieranych przez pracujących wieśniaków.

Idiop została zauważona przez pewnego zbierającego, który okazał się jej ojcem. Wściekły mężczyzna podszedł do córki, zapytał gdzie była przez ostatni miesiąc i zaciągnął ją na zbiory. Dziewczyna zaczęła rozmyślać jak to możliwe, że minął już miesiąc skoro jej wspinaczka trwała dla niej tylko kilka godzin.

 

Mit o Sewkanie:

Wiecie dlaczego na powierzchni mórz pojawiają się fale? Przyczyną tego jest Sewkan. Zacznijmy jednak od początku.

W czasach gdy na świecie nie istniał jeszcze człowiek, Ifogf, bogini zwierząt morskich dostała pewne zadanie. Miała sprawić, aby w zbiornikach wodnych zawitało życie.

Bogini wywiązała się z niego perfekcyjnie i powołała do istnienia foki, kraby, walenie itd.: . Jednak jej ulubieńcem została pewna ryba.

Było to malutkie stworzonko, niewiele dłuższe od kciuka. Posiadało długie wąsy i szarawą barwę ciała.

Bogini uznała, że owa rybka jest tak śliczna, że zostanie jej ulubienicą. Często ją odwiedzała, dokarmiała i bardzo kochała.

Szybko jednak zaczęła zauważać pewne niepokojące rzeczy. Rybka, której nadała imię Sewkan zaczęła bardzo szybko rosnąć. W kilka dni osiągnęła rozmiar dziesięciu metrów, a po miesięcu była już tak ogromna, że jedno jajo z jej hipotetycznej ikry byłoby większe od rosłego chłopa.

Z racji tak dużych rozmiarów, potrzeby żywieniowe także wzrosły. Sewkan pochłaniała całe ławice ryb, nadal będąc głodna.

Ifogf nie mogła tego zaakceptować. Dalsze konsumpcje groziły wymarciem całych gatunków. Bogini nie umiała jednak zabić swego ukochanego zwierzęcia. Poprosiła więc o pomoc Ojwh, boginię snu.

Poproszona wysłuchała ,,siostry" i uśpiła rybę, która opadła na dno najgłębszego z mórz. Zgodnie z oczekiwaniami, sen zatrzymał wzrost stworzenia, które nie musiało dodatkowo nic spożywać. Ryba musiała jednak oddychać. Przepływ wody przez jej skrzela był tak obfity, że wywoływał na powierzchni ruch, który powodował fale.

Boginie nie powiedziały o Sewkanie swym towarzyszom z Kyzu, to też Ci nie wiedzą skąd biorą się fale. Z jakiegoś powodu nigdy nie dążyli jednak do poznania prawdy.

 

Mit o wytępieniu upsozów:

Dawny świat był znacznie bardziej niebezpieczny niż dzisiejszy. Nasi przodkowie musieli stworzyć od podstaw system plemienny, musieli karczować lasy by mieć gdzie żyć, a także musieli chronić się przed atakami innych plemion oraz dzikich bestii. Najgorsze były jednak upsozy.

Stwory te osiągały trzy metry wysokości, chodziły na dwóch łapach, posiadały ogromną paszczę z wielkimi zębami i nie bały się ognia. Atakowały w nocy i rozszarpywały całe wioski.

Bogowie prędko dowiedzieli się o tych wydarzeniach. Jednogłośnie ustalono, że zwierzęta te trzeba zabić. Ich istnienie zagrażało naczelnej roli człowieka. On władca świata, nie mógł być masowo zabijany przez inny byt.

Misję wytępienia tych potworów przydzielono Owkajowi i Inxowi. Ten pierwszy wezwał wszystkie osobniki na wielką polanę. Gdy się zgromadziły, Inx dmuchnął w ich kierunku. Natychmiastowo każdy upsoz zaczął gnić i rozpadać się. Oszalałe z bólu zwierzęta próbowały uciekać, ale proces rozkładu był nie do zatrzymania. Po jakimś czasie, wszystkie osobniki były martwe.

Brak upsozów znacząco ułatwił rozwój rasie ludzkiej. Od tamtej pory żadne zwierzę nie zagrażało człowiekowi.

Jeśli jakimś przypadkiem znajdziecie w ziemi olbrzymi kieł, zniszczcie go. Należy on właśnie do tego wymarłego gatunku, który niegdyś pożerał ludzkość.

 

Mit o snach:

Wiecie czym są sny? Nie? Dobrze, a więc wam opowiem. Jednak na początku trzeba wyjaśnić kilka kwestii.

Chociaż bogowie są niezwykle potężni, nie mogą pracować non stop. Co jakiś czas udają się na spoczynek, czyli sen. U bogów odbywa się to w następujący sposób. Bogowie udają się do swych sypialni nadzorowani przez Ojwh, boginię snu. Gdy wszyscy będą już na miejscu, pilnująca szepcze: ,,Jc fhi" co oznacza smutki precz.

Po wypowiedzeniu tych słów, każdy z bogów usypia a Ojwh wyciąga z ich głów wszelkie troski, zmartwienia oraz zwykłe myśli, które są następnie łączone i wyrzucane z pałacu bogów.

Gdy owa mieszanka spadnie już na nasz świat, z jakiegoś powodu zaczyna się wdzierać do ludzkiego umysłu. Nawet bogowie nie są w stanie wyjaśnić jak to jest możliwe. Kiedy już nasz organizm zostanie ,,zainfekowany" zaczynamy śnić. Te wszystkie obrazy, wydarzenia itp.:, których doświadczamy w trakcie snu są tym co widzieli, bądź o czym słyszeli bogowie, jednak ze względu na pomieszanie tego wszystkiego przez Ojwh dostrzegamy je jako coś pozornie bez sensu.

Mówię ,,pozornie bez sensu" gdyż czasami zdarza się, że dwa elementy snu połączą się w jedną całość, która może nam ukazać przyszłość.

Aha. Ojwh po uśpieniu innych także zasypia. A bogowie snów nie mają.

 

Mit o drwalu Ogu:

Bycie drwalem to niebezpieczna profesja. Wielu ludzi zginęło będąc przygniecionymi przez pnie, jednak równie wielu straciło życie gubiąc się w lesie. Jednym z nich był Og.

Mieszkał on w dosyć dużej osadzie, która rozwijała się prawie wyłącznie dzięki handlowi. Drewno z pobliskich lasów było niezwykle cenionym materiałem, więc zbierający je drwale zarabiali dużo pieniędzy.

Og był wyjątkowo silnym i zręcznym młodzieńcem, ale brakowało mu sprytu, ogłady i przede wszystkim orientacji w terenie. Kiedy pewnego dnia w trakcie pracy, naszła go potrzeba fizjologiczna, oddalił się od towarzyszy i poszedł w stronę krzaków.

Kiedy skończył, rozejrzał się w koło i w mig pojął, że nie wie jak ma wrócić do towarzyszy. Drwal zaczął wędrować przed siebie, ale nic to nie dało. Dalej był sam. Również nawoływania towarzyszy nic nie dawały. Nikt mu nie odpowiadał.

Załamany Og usiadł na pobliskim kamieniu i zaczął płakać. Miał jednak szczęście, gdyż akurat nad jego głową przelatywały kaczki. Młodzieniec prędko wykrzyczał im swoją historię, po czym ponownie usiadł na kamieniu.

Ptaki prędko wykwaczały bogom usłyszane wieści. Sprawą postanowiła zająć się Joslk, która właśnie kontrolowała rozrost grzybów w pobliskiej części lasu.

Siedzący Og zauważył, że na jednym z drzew pojawiła się narośl. Prędko zorientował się, że jest to grzyb i uznał to za dar od bogów. Postanowił iść w kierunku, który wskazywały narośle.

Po kilkudziesięciu minutach wędrówki, drwal dotarł wreszcie do swej osady. Szczęście rozpierało go tak bardzo, że krzycząc obiecał Joslk spełnić każde jej życzenie.

Ku zdziwieniu Oga, bogini pojawiła się chwilkę po wypowiedzeniu tych słów i zażądała od młodzieńca potomstwa. Drwal zgodził się i z owego związku powstał Bdisi, jeden z pierwszych półbogów.

Bdisi został przeszkolony przez swoją matkę, Kjokawa i Sowga po czym dano mu ważne zadanie. Miał odnajdywać ludzi, którzy zgubili się w lesie i pomagać im wrócić do domów.

Niestety, byt zrodzony ze związku boga i człowieka nie jest nieśmiertelny, a jedynie długowieczny. Bdisi pełnił swoją rolę przez pięć stuleci, aż wreszcie zmarł. Po jego śmierci nie wybrano następcy, lecz uchwalono nową ustawę. Głosiła ona, że każdy gatunek nadrzewnego grzyba będzie wskazywał jakiś kierunek geograficzny, co miało pomóc w odnalezieniu drogi do domu. Niestety, ludzie ze słabą orientacją przestrzenną nie byli w stanie tego stosować.

Jeśli chcecie poznać, który grzyb wskazuje jaki kierunek, musicie udać się do jakiegoś zielarza, gdyż ja jestem tylko prostym archiwistą mitów.

 

Mit o hrabim Kocjis:

Jeśli jesteście ze wsi, mogliście już słyszeć tę historię. Miastowi niespecjalnie lubią się nią chwalić. Uważają, że przynosi ona hańbę całej społeczności miejskiej. Można z tym jednak polemizować.

Opowiada ona o pewnym arystokracie imieniem Kocjis. Posiadał on tytuł hrabiego oraz wyjątkowo okrutne usposobienie. Uwielbiał znęcać się nad swoją służbą domową, którą regularnie obijał kijem. Nikt nie wiedział o jego torturach, ponieważ mieszkał w swej posiadłości na obrzeżach miasta Gjki, do której nikogo nie wpuszczał.

Uważał jednak, że zwykłe bicie ludzi jest zbyt nudne i zaczął pragnąć czegoś krwistszego. Gdy zapadła noc, a ilość latających kaczek się zmniejszyła, hrabia osobiście udał się do pobliskiej wsi. Panował w niej dziwny zwyczaj, mianowicie co miesiąc odbywało się tam nocne zbieranie truskawek.

Gdy Kocjis był już na miejscu, jego przypuszczenia się potwierdziły. Zobaczył piękną wieśniaczkę, stojącą przed krzakiem i zdejmującą z niego owoce. Ekspresowo podbiegł do niej, uderzył kamieniem w głowę, wziął na plecy i pobiegł do swej posiadłości gdzie uwięził nieszczęśnicę. Nikt nie zauważył zajścia.

Przez następne tygodnie, wieśniaczka trzymana była w piwnicy, gdzie sadystyczny arystokrata biczował ją ogromnym biczem. Każdy cios zdzierał z jej pleców pasy skóry i mięsa. Dziewczyna miała dodatkowo zakneblowane usta (uwalniane na czas posiłków) przez co nikt nie słyszał jej krzyków. Służba miała absolutny zakaz wstępu do piwnicy, zaś kaczki zwykle nie wlatują do czyiś domów, więc hrabia był przekonany, że jego sekret nigdy się nie wyda.

Stało się jednak inaczej. Krew nieszczęśnicy przeciekała bowiem przez podłogę i skapywała do płynącej pod posiadłością rzeki. Rzeka z kolei była wykorzystywana przez pobliskich wieśniaków jako źródło wody potrzebnej do uprawy roli. W ten sposób krew przedostała się do żyta, przerobionego następnie na chleb.

Mieszkańcy wsi często rzucali pieczywo kaczkom, które często tamtędy przelatywały. Ptaki natychmiast wyczuły krew w jedzeniu i w mig poinformowały bogów. Troskliwa bogini Jadakasp zainteresowała się sprawą i korzystając z pomocy zaprzyjaźnionego ducha (który przedarł się przez mury posiadłości) oraz wiedzy kaczek, namierzyła nikczemnego hrabiego.

Jeden cios zniszczył sporą ścianę i odblokował piwnicę. Kocjis był przerażony i zdziwiony. Usiłował błagać o litość, lecz wściekła bogini unieszkodliwiła go jednym uderzeniem. Biedna wieśniaczka była wówczas u wrót śmierci, więc Jadakasp użyła Kiki oraz Bouby i odtworzyła jej utracone mięśnie, skórę i krew. Dziewczyna była bardzo wdzięczna, ale poprosiła również o zmianę koloru włosów, gdyż nigdy nie chciała być blondynką. Bogini uznała, że należy jej się rekompensata.

Arystokrata został następnie zabrany do Kyzu, gdzie bogowie ustalili, że zostanie zamknięty w Uu. Uwięzieni tam ludzie zyskiwali nieśmiertelność oraz nie musieli jeść, pić ani spać. Byli jednak całkowicie sami i mieli tak trwać przez całą wieczność, stopniowo pogrążając się w szaleństwie. Śmierć byłaby zbyt łaskawa.

 

Mit o wyprawie Vjdoso:

Opowiem wam historię o podróży człowieka, którego imię brzmiało Vjdoso. W przeciwieństwie do większości opowieści, ta wydarzyła się całkiem niedawno.

Vjdoso mieszkał w mieście Gjki, w dzielnicy portowej. Codziennie wypływał na połów ryb, które łowił ze swej małej, ale sprawnie działającej łodzi. Jednak aby ją kupić, musiał pożyczyć pieniądze od Hoaida, lokalnego rzemieślnika. Przez dwadzieścia lat Vjdoso zarabiał pieniędze, aby spłacić dług, aż wreszcie został wezwany przez wierzyciela.

Hoaid spotkał się z nim na brzegu morza:

-Vjdoso, wiesz zapewne po co Cię wezwałem.

-Tak wiem. Zbierałem pieniądze przez dwadzieścia lat, wiem mam jak Ci oddać.

-Vjdoso. Ja nie chcę pieniędzy.

Rybak był niezwykle przejęty. Gromadził majątek przez tyle lat na marne?

-Jak to nie chcesz pieniędzy? To po co ja je…

-Wiem. Przepraszam Cię za to, ale potrzebuję czegoś innego.

-Czego?

-Porostów Fiskf.

-Co proszę!? I ja mam Ci je zdobyć?

Narrator musi w tym miejscu wytłumaczyć zdenerwowanie Vjdoso. Wspomniane porosty rosną w tylko jednym, jedynym miejscu na świecie. Na szczycie ,,Lodowej Góry", ogromnego szczytu, który góruje nad całym ,,Morzem Bcok". Wzniesienie to, za wyjątkiem kamiennego szczytu jest w całości pokryte lodem. Właśnie na owym szczycie rosną wspomniane porosty. Z wyglądu nie wyróżniają się niczym szczególnym, ale ich cudowne właściwości ujawniają się po spożyciu. Fiskf są w stanie wyleczyć każdą znaną chorobę i to w kilka minut.

Nie mniej, ciężko je zdobyć. Hoaid o tym wiedział:

-Tak. Mój brat umiera. Chciałbym go ocalić. Jesteś w stanie zebrać porosty.

-Eh. Dobrze.

-Idealnie. Proszę pospiesz się.

Vjdoso prędko poszedł na targ, aby zakupić parę wielkich noży, niezbędnych do wspinaczki. Oprócz tego, nabył wielki płaszcz z wilczego futra, który narzucił na siebie. Po zdobyciu ekwipunku, wyruszył do swej łódki.

Był to pojazd z niewielkim żaglem i parą wioseł. Nie mówiąc nic nikomu, rybak wsiadł do niego i popłynął na północ. Tam bowiem znajdowało się lodowate Morze Bcok.

Vjdoso brnął przez wiele dni, bardzo często musiał bowiem używać wioseł zamiast żagli. W końcu jego oczom ukazała się Lodowa Góra.

Płynący już zamierzał ruszyć naprzód, jednak drogę ,,zapłynęła" mu gromada fok. Legendy głosiły, że są one morskim odpowiednikiem kaczek, ale Vjdoso niezbyt w to wierzył. Poczekał aż zwierzęta się usuną i pożegłował do celu.

Miejsce gdzie góra stykała się z morzem, przypominało plażę, która jednak miast piasku posiadała czarne kamienie. Właśnie tam rybak umieścił swoją łódkę, przykrywszy ją uprzednio kamieniami, aby nikt nie zauważył. Wielu ludzi przychodziło bowiem podziwiać górę, a wśród nich mógł znaleźć się jakiś złodziej.

Vjdoso prędko ruszył na wziesienie i zaczął się na nie wspinać, wbijając wielkie noże w lód i podciągając się. Normalnie nie byłby w stanie wytrzymać takiego wysiłku, ale co sto metrów można było znaleźć wyrostki lodowe, na których mógł odpocząć i zebrać siły.

Po dziesięciu dniach dotarł na szczyt. Niewielu ludzi osiągnęło ten sukces, głównie ze względu na słabą budowę ciała. Rybak jednak pracował fizycznie każdego dnia, co znacząco wzmocniło jego organizm.

Vjdoso postanowił nie marnować czasu i prędko odszukał porosty. Zabrał je ze sobą i zaczął ostrzyć noże. Z góry trzeba było przecież jakoś zejść. Rybak uznał, że naostrzy i rozgrzeje swój sprzęt wspinaczkowy i wbiwszy go w lód, zjedzie na dół.

Początkowo wszystko szło dobrze, jednak na wysokości około dziesięciu metrów, ostrze wyszło z góry i Vjdoso spadł na skały łamiąc sobie nogę. Niestety porosty nie były w stanie uleczyć takiego urazu. Poszkodowany wył i płakał z bólu, ale koniec końców udało mu się doczołgać do swej łodzi.

Po wgramoleniu się do swego środka transportu (co ze względu na ból trwało dłuższą chwilę) rybak popłynął do Gjki. Gdy był już na miejscu, ból złamanej nogi wzmógł się. Bolało tak bardzo, że Vjdoso nie był w stanie wyjść z łodzi.

Miał jednak szczęście. Tuż koło jego obolałej twarzy przeleciał pewien duch, ewidentnie poruszony widokiem połamanego. Duch trochę się wachał, ale w końcu zagadał:

-Co Ci się stało?

-Wysłano mnie abym zdobył porosty Fiskf. Podczas powrotu złamałem nogę.

-Przykre. Mogę Ci jakoś pomóc? Dzięki łasce bogów mogę czuć współczucie.

Vjdoso wpadł na pewien ryzykowny pomysł. Postanowił pozwolić aby duch opętał jego ciało, nie wiedząc jednak co ten z nim zrobi. Uznał jednak, że nie ma już nic do stracenia, a szkoda by było aby cała wyprawa poszła na marne. Wyszeptał więc:

-Tak. Opętaj proszę moje ciało. Wiem, że będziesz mógł kontrolować co i jak czujesz w moim organizmie, więc nie czuj bólu nogi. Idź i znajdź rzemieślnika o imieniu Hoaid. Gdy to zrobisz daj mu porosty, które mam za pasem.

Duch po chwili zmęczenia, zgodził się i opętał ciało rybaka. Po chwili całe miasto słyszało wrzaski pełne wezwań Hoaida. Wierzyciel Vjdoso prędko je usłyszał i zjawił się przed opętanym:

-Vjdoso, co Ci się stało?

-Jestem duchem, który spotkał tego człowieka. Powiedział, że podczas poszukiwań porostów złamał nogę i poprosił abym opętał jego ciało. Tak też zrobiłem.

-Rozumiem… Masz je?

-Tak.

Duch dał znalezisko rzemieślnikowi. Ten po otrzymaniu go, prędko pobiegł do domu swego brata. Po kilku chwilach, chory był już zdrowy.

Vjdoso został oddany do szpitala, a duch podziękował mu za możliwość czucia fizycznych doświadczeń przez te kilka minut. I wszystko dobrze by się skończyło, gdyby nie pewne wydarzenia. Ckon (tak bowiem nazywał się brat Hoaida) okazał się być niezwykle podłym człowiekiem. Gdy nastała noc, zaczął biegać po mieście i atakować niewinnych przechodniów. Najczęściej rzucał w nich kamieniami, ale zdarzyły się także przypadki pogryzień, lub nawet dźgnięć nożem. Nikt nie wie, co nim kierowało.

Bogowie z początku nie uważali tego za sprawę godną interwencji, jednak zmienili zdanie po mordzie popełnionym na pewnym chłopczyku. Malec opiekował się akurat ranną kaczką, za co był pochwalany przez bogów. Nagle zjawił się Ckon, który najpierw skręcił chłopcowi kark, a następnie zatłukł kijem kaczkę.

Tego było już za wiele. Bogowie wysłali Bfka, jednego z wielu półboskich synów Osnana. Wysłannik prędko pochwycił zbrodniarza i wydał go w ręce władz miejskich. Te w ramach podzięki za pomoc, chciały dać mu jakąś nagrodę, ale ze względu na ustawę zakazującą przyjmowania nagród od ludzi (jeśli zadanie jest od bogów), Bfk musiał obejść się smakiem.

Ckon został osądzony i stracony, ale bogom wciąż było mało. Uznali więc że całą winę ponoszą porosty, więc ustalili, że stracą one swoje niezwykłe właściwości. Jedynym bogiem, który sprzeciwiał się tej decyzji był Sowg, ale pojedynczy głos nie był w stanie nic zmienić. Urażony władca roślin, zleciał do naszego świata i zamieszkał w lasach. Do Kyzu przybywa tylko na specjalne okoliczności.

 

Mit o krwawym niebie:

Wiecie dlaczego niebo czasami przybiera czerwony odcień? Odpowiada za to wiecznie smutna bogini Kcic.

Na początku świata, niebiosa zawsze były niebieskie. Bogowie przemierzali je każdego dnia (ustawa o posiadaniu skrzydeł jeszcze nie obowiązywała) obserwując co się dzieje z ludźmi. Kcic była jednym z nich.

Bogini widziała jak ludzkość się cieszy i raduje, jest szczęśliwa i pełna nadziei. Bardzo chciała zaakceptować takie zachowanie, jednak z uwagi na fakt bycia boginią smutku, musiała przypilnować aby to uczucie rozpowszechniło się na świecie.

Uznała że odwiedzi każdą możliwą wioskę i opowie jej mieszkańcom o wszystkich tragediach jakie miały miejsce na świecie. Jak postanowiła tak zrobiła, skutecznie zasiewając smutek w ludzkich sercach.

Niestety pamięć jest zawodna, więc wspomnienia tragedii prędko zanikały z ludzkich umysłów. Kcic wpadła więc na świetny pomysł. Poprosiła resztę bogów, aby co jakiś czas niebo przybierało czerwonawą barwę. Zgodzili się.

Od tamtej pory zmiana koloru niebios ma jeden cel. Ma przypominać ludzkości, aby nie byli przesadnie radośni i pamiętali o wszystkich okropieństwach jakie dzieją się każdego dnia na świecie i są przyczyną rozlewu krwii. Stąd pomysł na kolor.

 

Koniec

Komentarze

Dawidjanie Wojciechu Dąbrowski, nie można odmówić Ci wyobraźni, jednak umiejętności jeszcze za nią nie nadążają. Twoje mity są chaotyczne i fatalnie napisane. Sprawiają wrażenie notatek/ szkiców, które mogą być zalążkiem ciekawych opowieści. Ich obecna forma nie zachęca do dalszej lektury, nie budzi chęci poznania innych mitów.

Stworzyłeś całe mnóstwo bóstw i innych postaci, ale nadałeś im imiona tak dziwaczne, że trudno je zapamiętać. Opisałeś zdarzenia, które mogły być interesujące, gdybyś je rozwinął i gdyby nie było w nich tak wiele błędów.

Nie odwodzę Cię od pisania, ale sugeruję, abyś więcej czasu poświęcił na opanowanie warsztatu. Postaraj się także przypomnieć choćby podstawowe zasady rządzące językiem polskim.

 

Mitologia Hauwan. Pierwszy zbiór mitów. ―> Mitologia Hauwan – Pierwszy zbiór mitów

Unikaj kropek w tytule.

 

Mit o po­wsta­niu świa­ta: ―> Zbędny dwukropek. Uwaga dotyczy tytułów wszystkich mitów pojawiających się w dalszej części tekstu.

 

Ab­so­lut dał po­czą­tek świa­tu, na­da­jąc mu… ―>  Nie brzmi to najlepiej.

 

Kjo­kaw-bóg grzy­bów lą­do­wych ―> Kjo­kaw bóg grzy­bów lą­do­wych

W tego typu połączeniach używamy półpauzy, nie dywizu. Koniecznie ze spacjami. Uwaga dotyczy także pozostałych bóstw.

 

Osnan-bóg po­rzą­da­nia… ―> Osnan bóg po­żą­da­nia

 

Dzie­ci Ab­so­lu­ta… ―> Dzie­ci Ab­so­lu­tu

Poznaj odmianę słowa absolut.  

 

morza, góry itp.: . Na ko­niec zbu­do­wa­ły… ―> …morza, góry i tym podobne. Na ko­niec zbu­do­wa­ły

Nie używamy skrótów. Uwaga dotyczy też pozostałych przypadków użycia skrótów.

 

la­ta­ją­cy pałac o na­zwie Kyzu, które le­wi­tu­jąc w ko­smo­sie… ―> Literówka.

 

jed­nak nie od­czy­wa­ją uczuć. ―> Brzmi to fatalnie. Literówka.

 

w takim razie moż­na­by stwo­rzyć… ―> …w takim razie moż­na ­by stwo­rzyć

 

Gdy owy mo­ment na­stą­pi… ―> Gdy ów mo­ment na­stą­pi

Poznaj odmianę słowa ów.

 

bo­go­wie za­py­ta­ją się go co mają zro­bić… ―> …bo­go­wie za­py­ta­ją go, co mają zro­bić

 

Różni ich od nich je­dy­nie to, że wła­da­ją Kiki i Boubą… ―> Różni ich od nich je­dy­nie to, że wła­da­jący Kiki i Bouba

 

dziew­czyn­ka z jesz­cze nie wy­bra­nym imie­niem. ―> …dziew­czyn­ka z jesz­cze niewy­bra­nym imie­niem.

 

Po kilku dniach ich córka była już tak oto­czo­na gła­za­mi, że nie przy­po­mi­na­ła już czło­wie­ka. ―> Dwa grzybki w barszczyku.

 

Po ja­kimś cza­sie owy głaz pękł… ―> Po ja­kimś cza­sie ów głaz pękł

 

któ­rych mowę są w sta­nie zro­zu­mieć. Same nie po­tra­fią się nią po­słu­gi­wać, ale są w sta­nie od­czu­wać… ―> Powtórzenie.

 

-Wi­taj upio­rze. ―> Wi­taj, upio­rze.

Brak spacji po dywizie, zamiast którego powinna być półpauza. Uwaga dotyczy także zapisu reszty dialogów.

 

Mogę Ci dać jakiś. ―> Mogę ci dać jakieś.

Zaimki piszemy wielką literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie. Ten błąd pojawia się w opowiadaniu wielokrotnie.

 

-Ro­zu­miem…. ―> Ro­zu­miem

Po wielokropku nie stawia się kropki.

 

Pierw­szym osa­dzo­nym zo­stał wła­śnie owy upiór. ―>Pierw­szym osa­dzo­nym zo­stał wła­śnie ów upiór.

 

Je­sowp, która chcia­ła dać ja­kieś po­rząd­ne za­ję­cie jej sy­no­wi… ―> …Je­sowp, która chcia­ła dać ja­kieś po­rząd­ne za­ję­cie swojemu sy­no­wi

 

Je­sowp i Owkaj do­ro­bi­li się wielu po­tom­ków… ―> Je­sowp i Owkaj doczekali się wielu po­tom­ków

 

Żaden nie chciał ustą­pić… ―> Piszesz o bogu i bogini, więc: Żadne nie chciało ustą­pić

 

Peg­caj unie­ru­cho­mi­ła ręce brata i po­czę­ła kopać go w trze­wia… ―> Trzewia znajdują się wewnątrz – czy Giwpl miał rozpruty brzuch?

 

drze­wa jej ulu­bio­nych owo­ców jesz­cze nie owo­cu­ją. ―> Brzmi to nie najlepiej.

 

-Sko­ro tak sta­wiasz spra­wę…. Zgoda. Na­two­rzę ja­błek…. ―> – Sko­ro tak sta­wiasz spra­węZgoda. Na­two­rzę ja­błek

Brak spacji po dywizie, zamiast którego powinna być półpauza. Zbędna kropki po wielokropkach.

 

Gdy już opu­ści­ła górę zo­ba­czy­ła boga Sowga, który sie­dział na po­bli­skim gła­zie. Zo­ba­czyw­szy go… ―> Brzmi to fatalnie.

 

W kilka dni osią­gnę­ła roz­miar dzie­się­ciu me­trów… ―> Skąd w Twoim świecie wiadomo, co to metr? Ten błąd pojawia się kilkakrotnie.

 

a po mie­się­cu była… ―> Literówka.

 

to też Ci nie wie­dzą skąd biorą się fale. ―> …toteż ci nie wie­dzą skąd biorą się fale.

 

Nasi przod­ko­wie mu­sie­li stwo­rzyć od pod­staw sys­tem ple­mien­ny, mu­sie­li kar­czo­wać lasy by mieć gdzie żyć, a także mu­sie­li chro­nić się… ―> Czy to celowe powtórzenia?

 

za­czy­na się wdzie­rać do ludz­kie­go umy­słu. ―> Jednego umysłu?

 

Drew­no z po­bli­skich lasów było nie­zwy­kle ce­nio­nym ma­te­ria­łem, więc zbie­ra­ją­cy je drwa­le za­ra­bia­li dużo pie­nię­dzy. ―> Drwale nie zbierają drewna, oni ścinaj drzewa.

 

Ptaki pręd­ko wy­kwa­cza­ły bogom usły­sza­ne wie­ści. ―> Ptaki pręd­ko wykwakały bogom usły­sza­ne wie­ści.

 

za­czął pra­gnąć cze­goś krwist­sze­go. ―> …za­czął pra­gnąć cze­goś bardziej krwawego.

 

Eks­pre­so­wo pod­biegł do niej… ―> Szybko podbiegł do niej

 

kacz­ki zwy­kle nie wla­tu­ją do czyiś domów… ―> …kacz­ki zwy­kle nie wla­tu­ją do czyichś domów

 

Miesz­kań­cy wsi czę­sto rzu­ca­li pie­czy­wo kacz­kom, które czę­sto tam­tę­dy prze­la­ty­wa­ły. ―> Powtórzenie.

 

Co­dzien­nie wy­pły­wał na połów ryb, które łowił ze swej małej… ―> Nie brzmi to najlepiej.

 

Vjdo­so za­ra­biał pie­nię­dze… ―> Literówka.

 

-Po­ro­stów Fiskf. ―> Dlaczego wielka litera?

 

Nie mniej, cięż­ko je zdo­być. ―> Niemniej trudno je zdo­być.

 

po­że­gło­wał do celu. ―> Literówka.

 

plażę, która jed­nak miast pia­sku po­sia­da­ła czar­ne ka­mie­nie. Wła­śnie tam rybak umie­ścił swoją łódkę, przy­kryw­szy ją uprzed­nio ka­mie­nia­mi, aby nikt nie za­uwa­żył. ―> Plaża nie może niczego posiadać. Powtórzenie.

 

Vjdo­so pręd­ko ru­szył na wzie­sie­nie… ―> Literówka.

 

Duch tro­chę się wa­chał, ale w końcu za­ga­dał: ―> Duch tro­chę się wa­hał, ale w końcu za­ga­dał:

 

Dzię­ki łasce bogów mogę czuć współ­czu­cie… ―> Dzię­ki łasce bogów mogę współ­czu­ć

 

…który naj­pierw skrę­cił chłop­co­wi kark… ―> …który naj­pierw skrę­cił chłopcu kark

Poznaj odmianę słowa chłopiec.

 

Kcic była jed­nym z nich. ―> Piszesz o bogini, więc: Kcic była jed­ną z nich.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie wiem, czy pisanie tego komentarza ma w ogóle jakiś sens, skoro autor komentarze ignoruje, ale niech tam. Przyznaję od razu, że dwa ostatnie mity już sobie darowałam.

Mity to nie takie sobie opowieści, one objaśniają świat, zjawiska, które ludzie codziennie oglądali, ale nie potrafili ich zrozumeć. I mity powinny te zjawiska brać pod uwagę. Wymyśliłeś sobie świat w kształcie ostrosłupa i ludzi żyjących w jego wnętrzu. Fajnie, a jak wyjaśnisz ruch słońca na niebie?

Mitologia powinna być spójna. Wiem, że grecka, rzymska, czy skandynawska nie zawsze jest, ale wynika to z tego, że majstrowano przy niej przez wieki. Jeśli tworzysz coś teraz, to, IMO, musi się to trzymać kupy. Tymczasem piszesz, że Absolut stworzył świat, potem bóstwa, a potem bóstwa ukształtowały świat. To co właściwie stworzył Absolut?

Jedno z bóstw, uosobienie śmierci stworzyło upiory, które

Posiadają jednak unikalną zdolność, mianowicie są w stanie odbierać życie istotom żywym bez żadnych przeszkód.

a jednocześnie w którymś z kolejnych mitów wsadzasz do boskiego więzienia upiora, który zabił człowieka. Dlaczego, skoro tak został stworzony?

Podobnych kwestii jest w Twojej mitologii więcej.

 

I mam wrażenie, że truskawki znasz tylko z supermarketu:

Panował w niej dziwny zwyczaj, mianowicie co miesiąc odbywało się tam nocne zbieranie truskawek.

Gdy Kocjis był już na miejscu, jego przypuszczenia się potwierdziły. Zobaczył piękną wieśniaczkę, stojącą przed krzakiem i zdejmującą z niego owoce.

Obawiam się, że te akurat owoce trzeba zbierać kucając, klęcząc, ewentualnie siedząc na tyłku na ziemi, ale stać przed krzaczkiem i obierać truskawki jest rzeczą raczej niewykonalną.

 

 

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Nowa Fantastyka