- Opowiadanie: wiwi - Eksperyment

Eksperyment

Wracam na portal po dłuższej nieobecności, ale za to z tekstem. Mam nadzieję, że nie najgorszym. Bądźcie, proszę łaskawi - tak po starej znajomości ;) Pozdrawiam wszystkich czytaczy

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Biblioteka:

joseheim, katia72, Finkla

Oceny

Eksperyment

Okręt zbliżał się do Ziemi. Stary rozwinął zwój. Kilkoma zwinnymi esami-floresami rozpisał na świetlnym tiulu serię komend. Wehikuł zwolnił, wszedł na orbitę. Kilka kolejnych zawijasów i dowódca odpalił generator strun. Okręt zadrżał i zwolnił jeszcze bardziej, pozbywając się w szaleńczym tempie energii. Teraz wisiał niemal nieruchomo na geostacjonarnej i kołysał się z lewej na prawą, skanując próżnię wokół siebie wiązkami skoncentrowanego światła. Warunki były korzystne, zrzut możliwy.

Stary wyjrzał przez iluminator, przymrużył oko oślepione jasnobłękitną poświatą. 

Z daleka planeta wyglądała jak lukrowana kula zanurzona w czarnej zupie kosmicznej nicości. Niebieskie ferrero rocher, wersja limitowana. Niby nic specjalnego, same oczywistości, tyle razy już to przerabiał na różnych planach astralnych – a jednak wzruszył się na ten widok, pociągnął dyskretnie nosem, otarł macką łzę z niezwykle wysokiego czoła, na którym usadowiło się czujne oko opatrzności.

– Chusteczkę? – zaproponował dobrodusznie gruby, łysy jegomość przed sześćdziesiątką, najwyraźniej steward albo ktoś, kto z całą pewnością mógłby nim zostać.

– Dzięki, Piotrze. Tym razem dam radę. Wiem, rozklejam się na stare lata. – Dowódca ukradkiem otarł kolejną łzę. Nabrał haust krystalicznie czystego, podwójnie przefiltrowanego podtlenku azotu. Od razu poczuł się lepiej. Zapiął pasy i kilkoma nadspodziewanie zwinnymi gestami odpalił procedurę przyziemienia.

Zeszli z geostacjonarnej. Planeta zbliżała się z zawrotną prędkością, odkrywając przed starymi wyjadaczami groźne sekrety. W parę chwil wypełniła całą powierzchnię iluminatorów. Widać było zarysy kontynentów subtelnie okrytych delikatną kołdrą chmur. Struny czasu rozprzęgały się nad horyzontem, tworząc widowiskowe zorze. Okręt zadrżał, wkłuwając się  szpicą dziobową w ciało planety.

– Już pora. Przygotujcie się do zrzutu.

Trzy humanoidy w nieskazitelnie białych kombinezonach bez dystynkcji wstały ze swych foteli. Po raz ostatni spojrzały na dobroduszne twarzogłowie dowódcy, uścisnęły mu mackę na pożegnanie, przybiły symbolicznego żółwika za powodzenie misji. Zwinnie usadowiły się w kapsułach lądowniczych, zamknęły hermetyczne śluzy. Z cichym trzaskiem przesunęły się tytanowe prowadnice, przesuwając leża kapsuł w stronę zbliżającej się z zawrotną prędkością planety. Nie było odwrotu. Okręt przeszedł przez górne warstwy atmosfery. Teraz chłodził swoje rozgrzane podbrzusze, rozkoszując się  zimnym powietrzem.

– Moi drodzy. Od tej misji w dużej mierze zależą losy tego świata. – Głos Starego zadudnił w interkomie. – Mam nadzieję, że spiszecie się zgodnie z oczekiwaniami. Ten ekosystem zasługuje na humanitarne traktowanie. Rokowania są dobre, poziom inteligencji tubylców dostateczny do przeprowadzenia eksperymentu. Pamiętacie swoje zadania?

Trójka bohaterów uwięziona w kapsułach czasoprzestrzennych jednocześnie uśmiechnęła się do dowódcy, pokiwała potakująco głowami i wystawiła kciuki do góry. Stary spojrzał na nich po raz ostatni. Szkoleni w najlepszych ośrodkach. Oddani sprawie. Widać było, że rozpiera ich dobra energia, ale też swoiście pojęty egzystencjalny stupor desperatów, świadomych, że do bazy wrócą raczej na tarczy niż z tarczą.

– Doskonale. A zatem, Buddo Siakjamuni, Jezusie z Nazaretu, i ty Muhammadzie,  życzę powodzenia. Niech moc będzie z wami. Pamiętajcie, że w razie niebezpieczeństwa zawsze możecie wcisnąć ten mały guzik wszczepiony pod wasz serdeczny palec. Choć mam nadzieję, że obejdzie się bez tego. – To mówiąc stary pociągnął za dźwignię, zwalniając kapsuły z pirotechnicznych zatrzasków. Oślepiający błysk wypełnił ciasny kokpit okrętu.

Struny purpurowego światła przez moment zamigotały jasnym odblaskiem na horyzoncie planety, potem poszatkowały czas i przestrzeń fleszowymi błyskami twardej jak diament energii. Już po paru mikrosekundach zapadła ogłuszająca cisza i ciemność. Błękitna planeta znów kołysała się w objęciach lodowatego kosmosu – jak gdyby nigdy nic.

Stary westchnął. Żałował, że nie mógł być do końca szczery ze swoimi kadetami. Przywiązał się do nich. Poświęcił im sporo czasu. A teraz… No, cóż… Ostatnie mowy pożegnalne wycisnęły na jego zmęczonej twarzy lodowate piętno. Już nie potrafił się uśmiechać – tak jak kiedyś, kiedy pracując zdalnie jednym niezobowiązującym gestem zsyłał na tę enklawę symboliczny potop.

Zapisał w zwoju następny cel misji i skierował okręt ku kolejnemu zamieszkałemu ekosystemowi. W tym sezonie miał do obskoczenia jeszcze sześć takich zapomnianych przez wszystkich, odległych, slamsopodobnych enklaw.

 

Koniec

Komentarze

Hmm… Mam pewien problem z tym tekstem, no bo tak: napisany jest naprawdę sprawnie, a całe to skomplikowane słownictwo wywarło na mnie wrażenie. Laik jestem, więc kwestii technicznych podróży międzygwiezdnych nie ocenię, ale spodobało mi się. W trakcie domyśliłam się, o co mniej więcej będzie chodziło, ale to nie przeszkadza, bo motyw jest fajnie zrealizowany. Przypadła mi też do gustu kreacja starego. Obrazoburczo ;)

Ale, ale… bardzo to krótkie. Trochę zbyt okrojone. I tu mam zagwozdkę, jak do tego podejść. Chyba muszę jeszcze nad tym pomyśleć.

Ale tekst ogólnie bardzo na plus!

Całkiem sympatyczne i fajnie napisane. Mimo, że nie jestem fanem SF, nie przeszkadzała mi mnogość ,,kosmiczno-technicznego" słownictwa. Używałaś bowiem słów z wyczuciem. Nie łatwo powiedzieć coś więcej gdyż to jeno któtki szorciak. Napisz coś dłuższego :) P.s. Jeśli wspomnianą przez Ciebię Trójcę zesłał nam ufoludek z mackami, to co z resztą bóstw? Hmm…

Bardzo fajny szort! Taki jak lubię :)

Schizofrenia, ależ dziwna ta choroba... Czy tylko mnie śmieszą homilie??? Dziwny ten świat w około.

Tekst opowiadanie jest dobry, czytało się płynnie, a opisy technologii dobrane trafnie i z umiarem. Natomiast sugeruję zmienić (a nawet usunąć) następujące fragmenty:

Niebieskie ferrero rocher, wersja limitowana.

… z Nazaretu

…do bazy wrócą raczej na tarczy niż z tarczą.

 

Czytając opowiadanie domyślamy się czasów, które ono opisuje. Również skład załogi jest już znany.

Ale co to jest ferrero rocher, będzie wiadomo dopiero 2000 lat po czasach, w których toczy się fabuła.

Podobnie rozważania mogą pojawić się przy: … z Nazaretu.

Przecież ta załoga przybywa z odległego zakątku kosmosu.

Dlaczego więc pojawia się wzmianka … z Nazaretu?

Inna sytuacja dotyczy zwrotu: wrócą raczej na tarczy niż z tarczą.

Tutaj kolejność czasowa jest już poprawna, lecz to powiedzenie powstało na Ziemi w starożytności.

Natomiast załoga przybywa – jak już wiemy – z odległych rejonów kosmosu.

Czy można uznać to za zbieg okoliczności, że w dwóch odległych zakątkach wszechświata uformowały się podobne powiedzenia?

Zaznaczam, że w pisaniu opowiadań jestem początkującym, więc nie gwarantuję, że to co powyżej wspominam musi być słuszne. Moje opisane obserwacje nie są poradami, tylko luźnymi uwagami do rozważenia i przemyślenia.

 

Podsumowując: opowiadanie, które bardzo zwięźle i pomysłowo napisałaś, było miłą lekturą.

“…jak lukrowana  kula zanurzona w…” – zbędna spacja

 

“Struny czasu rozprzęgały się nad horyzontem, tworząc widowiskowe zorze. Okręt zadrżał, wkłuwając się  szpicą dziobową w ciało planety.

– Już czas.”

 

“Trzy humanoidy w nieskazitelnie białych kombinezonach bez dystynkcji wstało ze swych foteli. Po raz ostatni spojrzeli na dobroduszne twarzogłowie dowódcy, uścisnęli mu mackę na pożegnanie…” – zdecyduj się. Jak humanoidy to wstały, a nie wstało. Jak humanoidy, to spojrzały, uścisnęły itp. Ujednolić odmianę w jakiś sposób.

 

Sympatyczny szort. Szybko idzie domyślić się, o co chodzi, nic odkrywczego, ale to nie ujmuje mu uroku. Kilka ładnych zdań. Ogólne wrażenia na plus.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Króciutkie, ale bardzo sympatyczne. Mimo technicznego słownictwa, bardzo dobrze mi się czytało. Pomysł też na plus.

Klikam bibliotekę i czekam na coś dłuższego w podobnych klimatach :)

Ogólnie bardzo ciekawy szort – Stary ma dobrze zarysowany charakter (jak na tak krótką formę), a samo opowiadanie jest napisane w przyjemny sposób. Dobrze się je czyta. Mam tylko problem z anachronizmem występującym w tekście. Już tłumaczę o co chodzi; mamy w tym opowiadaniu taki opis: “Niebieskie ferrero rocher, wersja limitowana”. Otóż ferrero rocher pojawiło się wiele lat później po Buddzie (najstarszym z tej trójki) i trochę nie rozumiem sensu takiego porównania. Aczkolwiek pomijając to małe niedociągnięcie uważam, że całość jest naprawdę dobra.

'Cause nothin' lasts forever even cold november rain

Dziękuje za wszystkie komentarze i punkciki do biblioteki:)

 

@Geeogrraaf, @Simeone: Co do zależności czasowych w narracji, to nie jest to aż tak skomplikowane jakby się mogło wydawać. W szorcie występuje narrator 3. os. wszystkowiedzący – zatem opisując świat przedstawiony i bohaterów może używać form języka zarówno z przeszłości jak i z przyszłości bohaterów. Taki typ narratora „(…) nie należy do świata przedstawionego, o którym opowiada, sam nie bierze udziału w wydarzeniach. Jego obecność może być "cicha", co oznacza nieujawnianie się narratora jako osoby i ograniczenie jego interwencji do funkcji sprawozdawczo-informacyjnej, jednak może on również manifestować swoją obecność, wyrażać poglądy i oceny, a także zwracać się bezpośrednio do czytelnika. Narrator [trzecioosobowy] często jest narratorem wszechwiedzącym (zna myśli i uczucia bohaterów, zdarzenia spoza czasu akcji). Zajmuje wówczas pozycję nadrzędną wobec postaci i wydarzeń”. Cytat za Wikipedią. ;)

 

@Joseheim Dzięki za baczne oko. :) Słuszne uwagi, poprawię.

Każdy koniec daje szansę na nowy początek...

wiwi

Łycha dziegciu, bo tu za słodko:)

 

„W parę chwil wypełniła całą powierzchnię iluminatorów.”

Jakoś mi to zgrzyta to wypełnianie powierzchni

„ Trzy humanoidy w nieskazitelnie białych kombinezonach bez dystynkcji wstały ze swych foteli.”

niepotrzebne

 

„twarzogłowie dowódcy”

Chyba zawsze głowa jest połączona z twarzą…

 

„kapsułach lądowniczych”

Utarło się chyba mówić lądownik albo kapsula, ale ekspertem nie jestem

 

„kapsułach czasoprzestrzennych”

To w końcu jakich kaspułach?

 

„Widać było, że rozpiera ich dobra energia, ale też swoiście pojęty egzystencjalny stupor desperatów”

Stupor to jedno z moich ulubionych słów, którego nauczyłem się ze zbrodni i Kary, Raskolnikov co i rusz wpadał tam w stuporJ, wydaje mi się, że tu słowo użyte niepoprawnie, czy na pewno chciałaś powiedzieć że desperaci są otępiali?

Na początku ich rozpiera energia, a potem że otępiali (toż jedno zaprzecza drugiemu)

 

A teraz ogólnie:

W świetle mojej wiedzy o swiecie, ten Stary chciał chyba rozwalić tę planetę, a nie ja ratować.

Ludzie głównie zabijali się i nadal zabijają z powodu religii, a ten wysłał trzech różnych Ziemianom na pohybel, żeby się pozabijali w wojnach który z nich jest lepsiejszy

"rozkoszując się  zimnym powietrzem."

Podwójna spacja.

 

Proste, a jednak zabawne w dodatku nawet liczba systemów (włącznie z Ziemią siedem) ma tu swoje miejsce. Chyba tylko Nazaret niepotrzebnie się zaplątał, bo Nazaret to dopiero na Ziemi, nie tam, skąd pochodzą misjonarze.

A swoją drogą odnośnie wzmianki o guziku pod palcem serdecznym… To się aż prosi o rozwinięcie w kontekście dalszych losów (choć z lekkiego opowiadania mogłoby je uczynić kontrowersyjnym).

Kolejna Herezja! Ale krótka i o czymś, no i z humorem, choć miejscami mam wrażenie dodanym trochę na siłę. Do całości brakuje jakiegoś zakończenia, albo morału może, bo historia tak jakby się urywa, i stwórca “odlatuje” do kolejnych slamsopodobnych enklaw (swoją drogą: co ziemia – zakładając, że to ziemia – z czasów przed buddą miała wspólnego ze slumsopodobną enklawą, wszak większość ludzi żyła w sporym rozproszeniu…? )

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

 Kiedy humanoidy wsiadają do kapsuł, piszesz o zbliżającej się z zawrotną prędkością planecie. A o tym dowiedzieliśmy się już wcześniej. Może nie trzeba powtarzać.

 

pokiwała potakująco

może „przytaknęła”

 

Brakuje mi jednej rzeczy. Otóż dość dokładnie opisujesz Starego, mogę go sobie wyobrazić. Za to mam problem z Piotrem. Ma macki, czy nie ma? „Ludziopodobny” czy nie?

 

Aha, co by się stało, gdyby któryś z kadetów wcisnął czerwony przycisk?

Dziękuję kolejnych osobom, które zechciały pochylić się nad tekstem ;) @BrunoSiak – co do kapsuł: jedno nie wyklucza drugiego. Jeśli chodzi o stupor jak najbardziej jest możliwe, że gdy mija euforia przychodzi czas otępienia. Poza tym tekst nie jest prozą realistyczną, więc należy spojrzeć na pewnie kwestie z przymrużeniem oko ;) @krak85 To, że historia się jak to określiłeś urywa daje pole do popisu dla wyobraźni czytelnika :) @ManeTekelFares – Wygląd Piotra nie ma większego znaczenia dla fabuły, to już od Ciebie zależy jak go sobie wyobrazisz. Na pytanie o to co by się stało, gdyby któryś z kadetów wcisnął czerwony przycisk musisz odpowiedź sobie sam. Zakończenie tej historii jest wciąż otwarte :) Pzdr:)

Każdy koniec daje szansę na nowy początek...

Jest jakiś pomysł. Mogłaś jeszcze wykorzystać motyw, że lądowali w równych odstępach – mniej więcej co 600 lat.

Też jestem ciekawa, co wyzwalały te guziczki. I co szef ukrył przed chłopakami. Wtedy może miałabym szansę zgadnąć, co chciał osiągnąć. A jeśli stan obecny, to jaka była alternatywa.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka