- Opowiadanie: Joker246 - Najszczęśliwsze wspomnienie

Najszczęśliwsze wspomnienie

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Najszczęśliwsze wspomnienie

DZIURA W ZIEMI

– Kochanie, jesteś pewien, że ta dziura tu była? – zawołała Jane i nachyliła się nad szczeliną. Nie była szeroka, z daleka można ją nawet przeoczyć, ale za to nadrabiała głębokością. Czarna czeluść zdawała się sięgać w nieskończoność, być może do samego jądra ziemi.

– Prawie pewien – odpowiedział jej po chwili z domu Arthur. Stał w salonie i pakował jej rzeczy do walizki, co chwila skreślając kolejne pozycje na liście – Skarbie, powinnaś się już szykować. Pociąg ci ucieknie!

– Wiem, po prostu… – potarła sobie ramiona, bo nagle przeszył ją dziwny dreszcz. – Ta dziura jest trochę straszna, taka głęboka, jakby miała sięgać do piekła. I jestem na sto procent pewna, że wczoraj jej nie było, cały dzień się tutaj opalałam, zauważyłabym!

– Dobrze, pokaż mi to cudo. – Arthur wyszedł przez drzwi ogrodowe, podszedł do żony i objął ją w pasie, po czym uważnie przypatrzył się szczelinie. Rzeczywiście było w niej coś… niepokojącego. Panujący tam mrok był wręcz nienaturalny, ale żeby od razu piekielny? Drgnął lekko, gdy przeszła go chwilowa fala zimna, Jane spojrzała w jego oczy.

– Drżysz?

– Wydawało ci się. Zajmę się tym podczas twojej nieobecności, zgoda?

– Jak?

– Jeszcze nie wiem. Może wyleję beton? Jestem pewien, że coś wymyślę. Ale teraz… – postukał w złoty zegarek na jej ręce – Chyba powinnaś się spieszyć, co?

– Naturalnie.

Weszli do domu i dokończyli pakowanie jej walizki. Pół godziny później byli już na stacji, a pociąg właśnie zajechał. Jane pocałowała Arthura w usta i wsiadła do przedziału. Mężczyzna machał jej, dopóki pojazd nie zniknął z jego pola widzenia. Wtedy westchnął z ulgą i zaczął pogwizdywać.

Cztery dni swobody. Tak długo wyczekiwanej swobody!

Włożył ręce do kieszeni i, pogwizdując, ruszył w stronę domu.

 

WYRZUTY SUMIENIA

Czuł się jak śmieć. Przed godziną z jego domu wyszła wynajęta dziewczyna do towarzystwa, a teraz on obejmował sedes i raz po raz wymiotował do niego resztkami pizzy. Głowa pękała mu z bólu po sporej ilości wypitego alkoholu, a oczy miał tak przekrwione, jakby zaraz miały zacząć krwawić.

Po kilku minutach udało mu się wstać, choć nogi trzęsły mu się jak galareta, a obraz przed oczami wirował. Podparł się o ścianę, beknął jeszcze raz i opuścił łazienkę. Doczłapał do kuchni z wyraźnym trudem i opadł na krzesło, cały zlany potem. Sięgnął po szklankę coli z lodem, ale zrezygnował z niej, gdy po jednym łysku zwymiotował na kuchenne kafelki. Przesadził, zdecydowanie.

Resztki sił stracił na to, żeby dojść do sypialni i rzucić się na łóżko.

Zostały trzy dni samotności.

Obudził się w południe i, jak można przypuszczać, miał potwornego kaca. Kolejne wydarzenia z poprzedniej nocy były tylko zlepkiem obrazów, nie umiał z nich sklecić całości. Pamiętał jednak to, co najgorsze. Pomieszanie wódki z winem… kilka wciągniętych kresek… prostytutkę…

Wstał i poszedł do kuchni. Zaraz jednak stwierdził, że nie miał ochoty na śniadanie, więc wyszedł do ogrodu. Przyjemne południowe słońce grzało w twarz i przynajmniej trochę poprawiało samopoczucie. Arthur powoli usiadł na rozciągniętym leżaku, złożył dłonie na piersi i zamknął oczy. Nie usnął, nie potrafiłby, z takim bólem głowy. Przypomniał sobie, że gdzieś w łazience jest aspiryna, ale podróż tam wydawała się za długa, zbyt męcząca. Słowem: niemożliwa do ukończenia w takim stanie. Przydałby mu się też masaż skroni, gdyby Jane tu była…

I wtedy zerwał się jak opętany, w jego głowie tłukły się ze sobą nieprzeliczone myśli. Jane! Jego słodka Jane! Zdradził ją i podle wykorzystał jej nieobecność. Co mu strzeliło do łba? Naprawdę tak bardzo pragnął odmiany? Czy prostytutka była lepsza od jego własnej żony? Czy wlanie w siebie litrów wódki poprawiło mu samopoczucie?  Jasna cholera, oczywiście że nie! Mimo wszystko zrobił to, nawet świetnie się przy tym bawił. Ale co powie Jane?

– Nic nie powiem! – powiedział głośno i naraz mu ulżyło – Nie byłem sobą, przesadziłem. Każdemu się zdarza, ale Jane nie musi wiedzieć. To był… nie. To nie był przypadek! Ja tego chciałem, odliczałem dni do jej wyjazdu. Co ja sobie myślałem? Przecież ja kocham tą kobietę!

Z jego oczu popłynęły łzy. Bił się z myślami. Mówić żonie, czy nie? Była taką wspaniałą kobietą, dlaczego w ogóle to zrobił? Był sobą, czy nie? Było mu dobrze, czy nie?!

Wtedy, gdy nie zwrócił na to najmniejszej uwagi, na poręczy leżaka przysiadł On.

 

WYGLĄD POWIERNIKA (1)

Stwór, który przysiadł na leżaku, bardzo przypominał pająka. Być może w rzeczywistości nim był. Tułów miał wielkości paznokcia, owłosiony i czarny jak noc. Sprawiał jednak wrażenie o wiele większego, bo posiadał długie i cienkie nogi, o wielkiej rozpiętości. Poruszał się powoli i jakby czujnie obserwował płaczącego Arthura. Gdy uznał, że jest odpowiednia pora, wyciągnął nóżkę i postawił ją na ramieniu mężczyzny.

 

WESOŁE MIASTECZKO

– Już dobrze, uspokój się – Arthur otworzył oczy i próbował wypatrzeć, kto to powiedział, ale w ogrodzie oprócz niego nie było nikogo. Poza tym głos był dziwny… mroczny i zachrypnięty, dodatkowo rozlegał się jakby w jego głowie, a nie poza nią. Mężczyzna poczuł, jak coś łaskocze go w rękę, zobaczył tam obrzydliwego pająka. Chciał go strzepnąć, ale nagle poczuł, jak jego umysł zalewa fala ciepła. Dobroci. Skądkolwiek wziął się ten pająk, nie miał złych zamiarów, Arthur to wiedział. – Zdradzić ci sekret?

– Kim jesteś? – zapytał Arthur, pot wstąpił na jego czoło. Głos zaśmiał się, a mężczyzna drgnął, bo zabrzmiało to, jakby ktoś przejechał widelcem po szybie – Pokaż się!

– Przecież na mnie patrzysz.

– Patrzę na… pająka. – Arthur zbliżył twarz do zwierzęcia, głos zaśmiał się ponownie – To ty? Jesteś pająkiem?

– Niektórzy tak mówią. Ponoć tak właśnie wyglądają pająki. Jeśli chcesz mnie nazywać pająkiem, droga wolna. Moje imię brzmi Powiernik.

– Jesteś powiernikiem? – Arthur przez chwilę miał chwilę zwątpienia. Naprawdę rozmawiał z pająkiem? Po chwili ta myśl wyparowała – To znaczy… że mogę ci się zwierzyć?

– Po to tu jestem. A ty jesteś nieszczęśliwy. Co ci leży na sercu?

Mężczyzna wytłumaczył, że czuje się podle, bo zdradził żonę. Oszukał ja też, że przestał pić trzy lata temu, podczas gdy cały czas popijał po kryjomu. Od kilku tygodni zaczął tez bawić się w dragi.

– Mam wyrzuty sumienia – dokończył – I zastanawiam się… czy mam jej o tym wszystkim powiedzieć, gdy już przyjedzie?

– Hmm – pająk przeszedł wyżej, usadowił się na piersi mężczyzny. Jego odwłok bujał się w tył i w przód – Trudna sprawa. Kochasz ją? – Arthur potwierdził. – Opowiedz mi najszczęśliwsze wspomnienie, jakie z nią masz!

– Najszczęśliwsze? Pochodzi chyba z wesołego miasteczka, gdy byliśmy tylko narzeczeństwem. Bawiliśmy się wyśmienicie, śmialiśmy się cały czas, a nasze pocałunki… co to jest?

Z każdym otwarciem ust przez Arthura uciekała z niego drobna, czarna para. Dym krążył wokół jego twarzy i ostatecznie rozpływał się na pająku. Powiernik zaśmiał się znowu, tym razem miał o wiele ostrzejszy śmiech, jakby ktoś z całej siły szorował nożem po talerzu.

– To nic, nie przejmuj się – odparł Powiernik i przysunął się bliżej – Opowiadaj, to ci pomoże.

– Cóż… kupiłem jej watę cukrową. Miała w niej całą twarz, było mnóstwo zabawy. Był też klaun… Boże, kręci mi się w głowie!

– Spokojnie, nie przerywaj. Idzie ci wyśmienicie!

– Klaun żonglował kręglami. Jane śmiała się, ja ją objąłem i pocałowałem w czoło. Potem, gdy wyszliśmy z wesołego miasteczka, mieliśmy iść do hotelu… ale ona nie chciała! Po prostu wsiadła do taksówki i odjechała! Przez kolejny miesiąc się z nią nie widziałem, wierzysz w to? Z narzeczoną! Wystawiła mnie, nigdy jej tego nie wybaczę.

Dym z jego ust urwał się tak nagle, jak się zaczął. Pająk zaczął się powoli wycofywać.

– Wracaj do domu i zjedz obiad – rzekł Powiernik, miał zmieniony głos. Jakby bardziej… stłumiony? – Ja już jestem po posiłku. Proszę, odwiedź mnie jutro! Świetnie nam się gadało, prawda?

– Tak, pewnie, przyjdę. – Arthur jednak nie myślał o udzielonej odpowiedzi. Cały czas przed oczami widział, jak Jane wsiada do taksówki i zostawia go. I to zanim jeszcze w ogóle rozpoczęli randkę! Co ona sobie myślała?! Przecież umówili się na wesołe miasteczko. Suka!

Gdy wieczorem kładł się spać, cały czas rozpamiętywał tamta randkę. Szybko jednak usnął, a sen przyniósł mu ukojenie.

Zostały dwa dni samotności.

 

WYGLĄD POWIERNIKA (2)

Kiedy Arthur przyszedł następnego dnia rano do ogrodu, Powiernik już na niego czekał. Mimo że mężczyzna nie zwrócił na to uwagi, bo jego umysł znowu rozświetliła radość, stwor był teraz większy, o wiele większy. Rozmiarem można go było przyrównać do zaciśniętej pięści! Nogi miał grube i owłosione, długie włosy zwisały z jego opasłego cielska i sunęły po koszuli Arthura, delikatnie go łaskocząc. Widać było też jego oczy. Czerwone punkty bez powiek, wpatrzone w Arthura niczym w święty obrazek. Pod oczami natomiast znajdowała się podłużna jama, wypełniona drobnymi, bladymi ząbkami. Pająk nie powinien mieć takich zębów.

Powiernik przysiadł na ramieniu mężczyzny w leżaku, przysunął się do jego ucha i owłosionym odwłokiem ocierał się o jego policzek. Arthur czuł, że jest to przyjemne i miłe. Takie… sympatyczne.

 

WIECZÓR U RODZICÓW

– A jak wyglądało twoje pierwsze spotkanie z jej rodzicami? – spytał pająk, sadowiąc się wygodniej. Głos znowu miał zachrypnięty, ale też jakby podekscytowany i niecierpliwy. Arthur początkowo skrzywił się, bo Powiernik brzmiał dużo chłodniej, niż wczoraj. Dużo mroczniej i mniej przyjacielsko. W jego głosie nie dało się wyczuć żadnych pozytywnych emocji, jakby był ich całkiem pozbawiony.

– Cóż, nie było tak źle – Arthur zaśmiał się i zaczął dłubać w paznokciach. Na policzku czuł ciepły oddech stworzenia – Stresowałem się jak cholera, ale byli strasznie mili. A Jane – spojrzał na dym unoszący się z jego ust, ale nie przejął się nim. Był bardziej zafrasowany opowieścią – była cudowna! Przedstawiła mnie i na wstępie zaznaczyła moje najlepsze cechy. Potem oprowadziła mnie po domu, a jej matka świetnie gotuje!

– Jestem pewien, że masz rację. Mów jeszcze! To jest smaczne.

– Przepraszam, jakie? – pająk nie odpowiedział, więc Arthur kontynuował – W każdym razie… zaraz, co było na obiad? Nie przypomnę sobie, ale było przepyszne. A Jane, gdy skończyliśmy jeść, zaprowadziła mnie do jej ojca, całkiem miły gość. Okazało się, że mamy wiele wspólnych zainteresowań.

– Co ona robiła w tym czasie?

Mężczyzna przestał się uśmiechać. Początkowo jego twarz wyrażała zakłopotanie, po chwili pojawił się gniew. Uderzył pięścią w poręcz leżaka, Powiernik zachichotał.

– Pisała z… nim.

– Z kim?

– Okazało się, że grała na dwa fronty. Wierzysz w to? Okazało się to podczas wizyty u jej rodziców. Nie robiłem tam awantury, bo nie chciałem wyjść na tyrana, ale potem, gdy wyszliśmy, srogo się pożarliśmy. Obiecała, że z nim zerwie.

– Zerwała?

– Powiedziała, że tak. Ale czasami… znika na kilka godzin i wraca, jakby nigdy nic! Kiedyś próbowałem ja podpytać, ale wykręciła się i uciekła spać. Podejrzewam…

Dym urwał się, a pająk jakby coś solidnie przeżuł. Nie pozwolił dokończyć myśli Arthurowi, kazał mu iść, bo on sam musiał odpocząć po posiłku. Mężczyzna wstał i poszedł do kuchni.

Całkowicie zapomniał o Mathiasie! Jane bardzo go wtedy zraniła… i to jeszcze chwilę potem, gdy oczerniła go przed jej rodzicami! Niewdzięczna. On przedstawił ją w najlepszym świetle u swoich rodziców, a co zrobiła ona?! Nawet nie chciał tego rozpamiętywać. Gdy teraz się zastanawiał, dochodził do wniosku, że zraniła go więcej razy, niż uszczęśliwiła. Ten cały związek… miał w ogóle sens?

Chciał posprzątać, ale nie miał do tego głowy. Jej uśmiechnięta twarz… gdy pisała z tamtym fagasem! Prześladowała go do samej nocy. Usnął, płacząc w poduszkę, miał straszne sny.

Został ostatni dzień samotności.

 

WYGLĄD POWIERNIKA (3)

Był wielkości ludzkiej głowy. Czarne, tłuste włosy lepiły się do niego, a gdy dotknął nimi ręki Arthura, pozostawiły na niej tłusty, lepiący ślad. Nogi, długie i powykrzywiane, miały na sobie liczne wypustki, z którym skapywała jakaś zielonkawa ciecz. Gdy ten płyn opadał na koszulę mężczyzny, tworzył dziwne ślady. Ale najgorsza była twarz. Pająk ten posiadał twarz człowieka, wykrzywioną w grymasi ohydnego uśmiechu. Miał szeroko rozwarte usta, w którym widać było ostre jak sztylety zęby. I te oczy… miały białka i tęczówki w kolorze żółtym. Ale coś było z nimi nie tak. Były zaropiałe. Biała ropa tworzyła się po obu stronach powiek, wypychając je do przodu.  

Taki właśnie Powiernik usiadł na brzuchu Arthura, a mężczyzna nie zwrócił na to uwagi. Ani trochę!

 

NIENAWIŚĆ

– Kochasz ją? – zapytał go Powiernik na rozpoczęcie rozmowy. Arthur spuścił głowę i zastanowił się. Nie miał z nią żadnych szczęśliwych wspomnień. Tylko ból i cierpienie, żal i rozpacz. Dlaczego się z nią ożenił? Po co?! – Powiedz mi, bo będę musiał odejść!

– Nie odchodź – powiedział cicho mężczyzna i spojrzał na Powiernika. Pająk kołysał się w przód i w tył, jeszcze szerzej otworzył usta – Nie kocham jej. Nigdy nie kochałem. Ale co mam z tym zrobić? Pomożesz mi?

– Powiedz, co czujesz do tej kobiety?

– Nic nie czuję.

– Coś czujesz. Co dokładnie?!

Arthur zamknął oczy i wyobraził sobie Jane. Jej twarz wprawiła go w gniew. Zacisnął pięści. Gdy wyobraził sobie, jak do niego mówi, jak go o coś prosi, jak chwali obiad przez niego przygotowany… a w rzeczywistości codziennie lata do tego dupka!

Mężczyzna otworzył oczy, Powiernik cały czas tam był. Cierpliwie czekał na odpowiedź.

– Nienawidzę jej! – wykrztusił Arthur i zalał się łzami. Pająk śmiał się jak opętany, jego głos ranił umysł Arthura jak dobrze naostrzone żyletki – Co mam robić?!

– Wiesz, co musi być zrobione, Arthurze. Masz dzień, by się przygotować.

– Pomożesz mi?

– Oczywiście!

 

POWRÓT DO DOMU I ŚMIERĆ

– Kochanie, jestem! – krzyknęła Jane, wchodząc do domu.

Stanęła jak wryta. Przez chwilę myślała, że pomyliła mieszkania, ale trafiła dobrze! Widok, który ją powitał, to był zwykły chlew! Wszędzie walały się puste butelki po wódce i kartony po pizzy. Wyglądało, jakby w ogóle nie sprzątał przez te cztery dni. Zrobiła trzy kroki i potknęła się o puszkę piwa. Przecież… Arthur był na odwyku! Na pewno nie pił, zauważyłaby coś!

– Arthur, skarbie? – zapytała, ale odpowiedziała jej cisza – Jesteś tam?!

Zakrztusiła się i zaczęła się dusić. Cienka linka owinęła się wokół jej szyi, a ktoś ciągnął tak mocno, że nie mogła nawet myśleć o oderwaniu jej od ciała! Z szyi zaczęła ściekać jej krew, zakaszlała i splunęła czerwoną cieczą. Sięgnęła do tyłu i wymacała czyjąś głowę. Wymierzyła jeden cios, napastnik dostał w nos i zatoczył się. Ucisk na jej szyi zelżał. Nie obejrzała się, kto to był, tylko wbiegła do mieszkania i rzuciła się do kuchni. Na stoliku stał stojak z kilkoma nożami. Złapała za jeden i odwróciła się gwałtownie.

– Stój, bo… – zaczęła mówić, ale napastnik już na nią skoczył. Jane krzyknęła i upadła pod jego ciężarem, uderzyła głową w kafelki i straciła przytomność.

Gdy się obudziła, dwie godziny później, ledwo mogła oddychać. Ciężki mężczyzna leżał na niej, w jego pierś wbity był nóż. Chyba nie żył. Jane wyślizgnęła się spod trupa i głęboko wciągnęła powietrze. Zaraz potem krzyknęła i wybiegła do ogrodu.

W kuchni, martwy, leżał Arthur. On też próbował ją zabić.

 

WYGLĄD POWIERNIKA (4)

Powiernik delikatnie wdrapał się na poręcz leżaka. Był wielkości paznokcia, ale rozpiętość jego nóg była dużo większa. Miał mały, owłosiony odwłok, którym kiwał w przód i w tył. Na leżaku, płacząc i jęcząc, siedziała zakrwawiona kobieta. Pająk wszedł na jej rękę i spojrzał w jej zapłakane oczy. Chyba go nie widziała.

 

MIŁOŚĆ

– Już dobrze, nie musisz płakać – usłyszała głos, ale dochodził on jakby z jej głowy! Obejrzała się szybko i dostrzegła obrzydliwego pająka. Chciała go strząsnąć, ale nagle w jej głowie rozbłysły jakby fajerwerki, poczuła ciepło i miłość. Oraz niezwykłą sympatię dla tego zwierzęcia.

– Ty… mówisz? – zapytała, pewna że oszalała. Cały czas pociągała nosem i płakała – Przecież jesteś pająkiem!

– Rzeczywiście, słyszałem już to określenie. Jeśli chcesz, możesz mnie nazywać pająkiem. Moje prawdziwe imię jednak brzmi Powiernik. Teraz powiedz… czemu płaczesz?

– Arthur… chciał mnie zabić. Niechcący chyba go zamordowałam! Boże, przecież kochaliśmy się, a on… czemu to zrobił?

– Kochałaś go?

– Jak najbardziej!

– Dobrze. Opowiedz mi najszczęśliwsze wspomnienie, jakie z nim masz.

 

 

Koniec

Komentarze

Sięgnął po szklankę coli z lodem, ale zrezygnował z niej, gdy po jednym łysku zwymiotował na kuchenne kafelki.

→ łyku? 

 

I wtedy zerwał się jak opętany, w jego głowie tłukły się ze sobą nieprzeliczone myśli

→ Jak ja nie znoszę tego określenia w horrorach ;D Jeszcze krzyczeć jak opętany to pół biedy, ale zerwać się jak opętany, tzn jak? Spider walk, al a Regan McNeil?

 

Stwór, który przysiadł na leżaku, bardzo przypominał pająka.

→ proponuję wywalić. Skoro przypominał pająka, to chyba nie trzeba podkreślać, że bardzo. A w ogóle to niezbyt dobrze brzmi. 

 

Oszukał ja też, że przestał pić trzy lata temu, podczas gdy cały czas popijał po kryjomu.

ją → literóweczka

 

Od kilku tygodni zaczął tez bawić się w dragi.

też – to co wyżej 

 

Co ona sobie myślała?! Przecież umówili się na wesołe miasteczko. Suka!

→ to dobre :D

 

Gdy wieczorem kładł się spać, cały czas rozpamiętywał tamta randkę.

→ literówa! tamtą

 

Mimo że mężczyzna nie zwrócił na to uwagi, bo jego umysł znowu rozświetliła radość, stwor był teraz większy, o wiele większy

→ literówa! stwór

 

Kiedyś próbowałem ja podpytać, ale wykręciła się i uciekła spać.

→ tu też – ją

 

Pająk ten posiadał twarz człowieka, wykrzywioną w grymasi ohydnego uśmiechu.

→ w grymasie 

 

Tak szczerze mówiąc nie rozumiem tagu “horror”. Sama obecność stwora-pająka według mnie nie przypisuje Twojego opowiadania do tego gatunku. 

W mojej opinii Twoje opowiadanie to po prostu inna branża. 

Fabularnie mnie niestety nie porwało ;(

Pozdrowionka i powodzenia przy dalszych opowiadaniach! 

Pomysł ciekawy, aczkolwiek wykonanie nie szczególnie przypadło mi do gustu. Pewne błędy stylistyczne i dziwna konstrukcja zdań zniechęcała do dalszego czytania. Nie mniej jednak spodobał mi się pomysł na opowiadanie i za to daję plusa. Powodzenia w kolejnych tekstach!

Horroru to ja w tym opowiadaniu nie dostrzegłam – osobliwy pająk karmiący się cudzymi zwierzeniami nie załatwia sprawy. Zaintrygowała mnie szczelina w ogrodzie, szkoda że nie poświęciłeś jej więcej uwagi, nie wyjaśniłeś, skąd się wzięła. A jeśli była potrzebna, by z niej wylazł pająk, to jest to dość rozczarowujące.

Wykonanie pozostawia wiele do życzenia, ale zauważyłam, że w ogóle nie poprawiasz wskazanych błędów, więc tym razem nie ma łapanki.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Pomysł jest horrorkowaty, ale zabrakło klimatu. Nie ma budowania napięcia, od razu przechodzisz do rzeczy i czytelnik nie ma czasu poczuć tego dreszczyku, który zapowiada, że zaraz stanie się coś okropnego. Poza tym łatwo się domyślić, o co chodzi Powiernikowi i to też nie sprzyja budowaniu klimatu.

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Nowa Fantastyka