- Opowiadanie: Horangi - Ryba w wodzie

Ryba w wodzie

Cześć :)

Pierwszy raz coś tutaj wrzucam i zdecydowałam, że zacznę od tekstu trochę innego niż to na czym głownie się skupiam ale mam nadzieję, że to krótkie opowiadanie spotka się z jakimkolwiek odbiorem. 

Nikt raczej nigdy nie czyta moich prywatnych tekstów, dlatego nie wiem czy jestem przygotowana na krytykę. Muszę się w końcu przekonać :)

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Ryba w wodzie

 

Siedzę przed komputerem i udaję, że mam coś do roboty. Szef nigdy się mnie nie czepia i zawsze zakłada, że mam co robić ale głupio się czuję przeglądając tylko nowe posty i wiadomości. Przynajmniej w momencie, kiedy szef nie wychodzi na papierosa. Postukuję nerwowo butami i zerkam na zegar na komputerze. Godzina 9:46. Minęło dopiero czterdzieści sześć minut, a ja już zdążyłam wypić kawę, kupić w automacie batonika, zjeść go i zrobić się głodna. Do przerwy obiadowej pozostało jeszcze kilka godzin, więc przeżuwam firmowe krówki w nadziei, że nikt nie zwróci uwagi na marnowanie przeze mnie materiałów reklamowych. Deszcz kapie za oknem cicho. Ubieram słuchawki i puszczam melancholijną muzykę. Dla czystego sumienia otwieram artykuł o nowych przepisach eksportowych. Może tym razem coś z tego zapamiętam. Szef wstaje od biurka, zerka na mój komputer i wychodzi na papierosa. Sięgam ręką po telefon i sprawdzam nowe wiadomości. Znaki odczytania widnieją przy memie, którego dodałam na konwersacji z przyjaciółkami. Otwieram rozmowę z moim chłopakiem i wysyłam mu naklejkę z misiem w serduszkach. Niech wie, że o nim myślę. Nagle dzwoni telefon i wyrywa mnie z obowiązków. Odbieram i okazuje się, że to agencja celna więc niechętnie załatwiam sprawy firmowe.

 

Gdy nadchodzi pora przerwy obiadowej, odkładam na chwilę telefon i skupiam się na rozmowie ze znajomymi z pracy. Marcin był wczoraj w kinie na kiepskim filmie. Narzeka, że bilety były drogie a musiał jeszcze zapłacić za dziewczynę, z którą się umówił. Kaśka opowiada, że w korpo w którym pracuje jej mąż mają bilety do kina w benefitach. Tym samym rozpoczyna się seria narzekań na marną sytuację naszej firmy. Patrzę na telefon i przeglądam nowe powiadomienia. Uśmiecham się na widok serduszka jakim mój chłopak zareagował na moją naklejkę. Idę umyć plastikowy pojemnik po makaronie. Zostały niecałe cztery godziny.

 

Spotkanie przedłuża się, a mi coraz bardziej chce się spać. Zerkam na swoje paznokcie i krzywię się na widok odrostów. Tak kończy się oszczędzanie na kosmetyczne. Wzdycham niezadowolona. Marcin pyta czy mam jakieś uwagi do jego projektu. Oczywiście, że mam ale kręcę tylko przecząco głową. Moja pierwsza dyskusja z Marcinem była na tyle męcząca, że od tamtej pory za wszelką cenę staram się unikać konfrontacji z tym człowiekiem. Kaśka chwali pomysły Marcina a szef tylko stuka coś na telefonie. Także wyciągam telefon i razem z szefem czekamy, aż tamta dwójka zakończy spotkanie. Marcin z Kaśką robią podsumowanie i w końcu pozwalają nam odejść, a szef pozbawionym emocji głosem oświadcza, że to była dobra robota.

 

Godzina przed końcem pracy to mój ulubiony moment w ciągu dnia. Mogę pozamykać spokojnie wszystkie otwarte zakładki, pozapisywać pliki i iść umyć kubek. Wracam z umytym kubkiem, lecz zamiast do biura udaję się na klatkę schodową. Wspinam się po schodach na dach i wychodzę na świeże powietrze.

Mały, otoczony wysokim murem fragment dachu otwierany jest na lato i to tutaj często przychodzę gdy pokłócę się z ojcem, chłopakiem lub obojgiem naraz. Za krajobrazem złożonym z budynków rozprzestrzeniają się niewysokie góry. Niebo jest zamglone, ale mimo tego udaje mi się dojrzeć znajdujące się w oddali, znajome jezioro. Jego widok zawsze jednocześnie mnie pokrzepia i smuci. Mam chęć pobiec w jego stronę ale wiem, że do zakończenia pracy zostało mi jeszcze pół godziny. W geście desperacji wyciągam do niego rękę. Słyszę odgłos jeziora, które obiecuje mi spokój i opiekę. Widzę przed sobą wodę i w końcu mogę się w niej zanurzyć. Moje włosy tańczą wokół twarzy a ja wypuszczam powietrze i robię wdech. Oddycha mi się lekko, a powietrze pozbawione jest zanieczyszczeń. Wiruję wesoło pośród ryb i nabieram prędkości. Czuję, że staję się jedną z nich. Nowo powstałe poczucie wolności jest tak niesamowite, że wypełnia moje serce i wydobywa się na zewnątrz przez szeroki uśmiech na mojej twarzy. Tańczę w wodzie, całą piersią czerpiąc oddech za oddechem. Płynę w dół jeziora i z ciekawością obserwuję przedmioty leżące na jego dnie. Mój wzrok przyciąga zdechła ryba i podpływam do niej bliżej. Jej rybia twarz, chociaż ciężko mi zrozumieć jak dokładnie, przypomina mi twarz mojego znudzonego szefa. Otrząsam się z tych dziwnych myśli i płynę dalej ciesząc się ze zdobytej swobody. Nagle słyszę wołanie i mimowolnie płynę w kierunku, z którego dochodzi dźwięk. Niestety za późno się reflektuję, że znam ten głos, a teraz nie mogę już zawrócić. Czuję, jakby porwała mnie trąba powietrzna i za wszelką cenę chciała wyrzucić moje ciało ponad taflę jeziora. Z głośnym krzykiem wzbijam się w górę.

 

Budzę się cała mokra i roztrzęsiona. Za oknem jest jeszcze ciemno, lecz delikatne światło księżyca pada na nasze łóżko. Zerkam na mojego chłopaka, który momentalnie denerwuje mnie swoim głośnym oddechem. Obracam się na drugi bok, by nie widzieć jego twarzy. Sięgam po telefon i uświadamiam sobie, że do budzika pozostało mi jeszcze ponad pięć godzin, które z chęcią wykorzystam na sen. Modlę się, by te pięć godzin trwało jak najdłużej, ale Bóg ironicznie zmienia te pięć godzin w jedno mrugnięcie oka. 

Koniec

Komentarze

Cześć, Horangi! :) Opowiadanie króciutkie, napisane całkiem w porządku. Chciałabym mieć taką pracę jak bohaterka, by siedzieć i nic nie robić cały dzień ;) Tylko fantastyki zabrakło… Sam fakt, że śniła, to troszkę mało. Ach, znalazłam mały babolek – słuchawki się zakłada, a nie ubiera.

Bardzo dziękuję za opinię i uwagi :) Zazwyczaj piszę właśnie coś bardziej fantastycznego, ale tym razem jakoś tak wyszło inaczej.

Z doświadczenia wiem, że taka praca jest tak naprawdę straszna, dlatego też pojawił się taki opis.

Dzięki wielkie za uwagę do słuchawek, teraz zauważyłam, że to mój stały błąd ;(

To w takim razie mam nadzieję, że wrzucisz jeszcze na portal coś więcej, z dużą ilością fantastyki :)

Cześć Horangi opowiadanie dla mnie bardzo życiowe. Zwłaszcza zakonczenie.

Schizofrenia, ależ dziwna ta choroba... Czy tylko mnie śmieszą homilie??? Dziwny ten świat w około.

Hejka!

No fakt – na minus brak fantastyki. Opowiadanie, które kończy się SPOILER: że bohaterka śniła jest dość mocno ograny. 

Na plus to ogólna stylistyka – błędów nie dostrzegłem. Napisane zgrabnie, całkiem ok, choć nieco brakowało mi dialogów. Osobiście nie lubię czytać opowiadań bez nich, jednak tutaj aż tak bardzo to nie raziło, ze względu na długość opowiadania. 

Tak więc chętnie przeczytałbym od Ciebie coś innego, coś co ma nieco bardziej rozbudowaną fabułę. 

Być może się mylę, ale to opowiadanie wygląda mi jak fragment czegoś dłuższego. Po prostu brakuje tu jakiejś puenty. 

Zatem pomyślności w kolejnych tekstach! 

Pozdrawiam!

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Dzięki wielkie za poświęcenie czasu i opinie. Wkrótce pewnie wrzucę coś dłuższego :)

Przyznam, że nie bardzo zrozumiałem, o czym chciałaś nam opowiedzieć, Autorko. Mamy tutaj opis nudnej pracy w biurze, z perspektywy niezbyt pracowitej osoby, która ponad nudne obowiązki przedkłada prywatę. Zerkającej na telefon lub zabijającej czas spacerami na dach i innymi wypełniaczami.

Fantastyki rzeczywiście nie ma wcale. Na tym portalu w oczach tego akurat dyżurnego to okoliczności niemal dyskwalifikujące tekst. A zabieg typu "a to wszystko okazało się snem" to dla miłośnika fantastyki (i myślę, że w ogóle literatury) niestety coś nieprawdopodobnie oklepanego, banalnego, a nawet w pewien sposób nieuczciwego wobec czytelnika.

Brakuje zatem jakiegokolwiek przekazu, puenty, jakiegoś sensu ukrytego w tekście. Bo jeśli miały nim być opisy pracy w korpo i próba ucieczki do jeziora na horyzoncie, która okazuje się tylko snem, to jest to niestety bardzo niewiele. Tyle, co nic.

Technicznie tekst napisany bez zachwytów. Mnóstwo błędów interpunkcyjnych. Sporo błędów gramatycznych, powtórzeń, nielogiczności itd.

Mimo wszystko widać w tym jakąś iskrę do pisania, pewną swobodę piórka (na razie piórka nie pióra) i podstawowe umiejętności posługiwania się językiem. Warto nad nimi popracować, rozwijać i szlifować.

Nie zniechęcać się krytyką, bo jest to krytyka zasłużona, ale ma być mobilizująca. A następnym razem radzę wykorzystać owe środki do tworzenia fabuły, która miałaby jakiś sens, cel i potrafiła zainteresować (zaskoczyć?) czytelnika.

Przykładowe "potknięcia":

Ubieram słuchawki […]

– piszesz, że widzisz swój błąd, ale go dotąd nie poprawiłaś.

Znaki odczytania widnieją przy memie, którego dodałam na konwersacji z przyjaciółkami.

– "znaki odczytania"? "dodałam na konwersacji"? – to na pewno po polsku?

Niech wie, że o nim myślę. Nagle dzwoni telefon i wyrywa mnie z obowiązków.

– z obowiązków? Przecież gapiła się na telefon. To zamierzona ironia?

Mały, otoczony wysokim murem fragment dachu otwierany jest na lato i to tutaj często przychodzę gdy pokłócę się z ojcem, chłopakiem lub obojgiem naraz.

– oboma nie obojgiem; sprawdź przecinki (zwłaszcza przed gdy).

 

Za krajobrazem złożonym z budynków rozprzestrzeniają się niewysokie góry.

 

– "krajobraz złożony z budynków", a "góry się rozprzestrzeniają" – to nie jest zbyt literacki i całkiem poprawny opis panoramy. 

Słyszę odgłos jeziora, które obiecuje mi spokój i opiekę.

– co znaczy odgłos jeziora? To nie strumień, nie rzeka. Woda raczej stoi i “milczy”.

 

Moje włosy tańczą wokół twarzy a ja wypuszczam powietrze i robię wdech. Oddycha mi się lekko, a powietrze pozbawione jest zanieczyszczeń.

– wdech-oddech, powietrze-powietrze – brzydkie powtórzenia. Poza tym czytelnik nie wie jeszcze, że to sen, więc pisanie o oddychaniu powietrzem pod wodą jest bez sensu.

Nowo powstałe poczucie wolności jest tak niesamowite, że wypełnia moje serce i wydobywa się na zewnątrz przez szeroki uśmiech na mojej twarzy.

– moje serce, mojej twarzy. Zobacz jak to zdanie wygadałoby bez tych zaimków. Przecież wiemy, że o jej sercu i jej twarzy. Określenie "nowo powstałe poczucie wolności" brzmi średnio.

Uśmiecham się na widok serduszka jakim mój chłopak zareagował na moją naklejkę.

– I znowu. Wywal to mój, moją. To starszna zaimkoza, a zdania sobie poradzą bez tych wrzutek co chwila. Przecinek przed jakim.

Mój wzrok przyciąga zdechła ryba i podpływam do niej bliżej.

– zdechłe ryby mają to do siebie, że przeważnie pływają na powierzchni brzuchem do góry. I znów to "mój", "moja".

Jej rybia twarz…

– nie brzmi to sensownie.

Sięgam po telefon i uświadamiam sobie, że do budzika pozostało mi jeszcze ponad pięć godzin,

– do budzika pozostało? Może do alarmu, ale nie do budzika.

Po przeczytaniu spalić monitor.

mr.maras myślę, że odpuszczę sobie tłumaczenie przekazu. Jeśli czytając tekst nie wiesz o co chodziło autorowi, to jest to albo wyraźna wina autora, albo jest to na tyle wąskie przesłanie, że nie każdy czytelnik jest w stanie je zrozumieć. Myślę, że w moim tekście jest to raczej to pierwsze :D Pozostaje mi więc nad tym popracować.

Dziękuję Ci za solidną krytykę, której w obecnym momencie bardzo potrzebuję. Chcę nad sobą pracować a takie słowa bardzo mnie motywują i pomagają pokonać moje lenistwo. Interpunkcja i nadużycie zaimków to są kwestie, na które zwróciło mi tutaj dużo osób uwagę i jestem im za to bardzo wdzięczna. 

Mam nadzieję, że kiedyś przeczytam od Ciebie bardziej pozytywny komentarz. Na pewno się o to postaram :)

Wydaje mi się, że rozumiem zamysł autorki, ale zwyczajnie niewiele z niego wynika. 

Jestem pewien, że zaskoczysz nas swoimi kolejnymi tekstami i przeczytasz jeszcze wiele pochlebnych opinii pod nimi. Wszyscy tutaj uczymy się pisać od siebie nawzajem.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Niesatysfakcjonujaca praca, życie, ucieczka w marzenia… Raczej mało widowiskowo ogarnięty temat. Próbuj zaskakiwać czytelnika, bo inaczej cały Twój wysiłek przypadnie w morzu zwyczajnosci ;) Pozdrawiam Czwartkowy Dyżurny:)

Przykro mi to pisać, Horangi, ale opis nudnego dnia w pracy nie jest dobrym pomysłem na opowiadanie, a zakończenie, że wszystko było snem jest czymś najgorszym, co może się takiemu opowiadaniu przydarzyć.

Wykonanie, delikatnie mówiąc, pozostawia bardzo wiele do życzenia, ale ponieważ do dziś nie poprawiłaś palcem wskazanych błędów, szkoda mojego czasu na wypisywanie kolejnych usterek.  

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No, nie porwało :(

Przynoszę radość :)

Nowa Fantastyka