- Opowiadanie: random robot - Zabawy z gulakami

Zabawy z gulakami

Zapraszam do lektury fragmentu opowiadania, choć uprzedzam, że hasło to mięsisty rewers. ;)

Jego pełną wersję będzie można przeczytać w pierwszym tomie antologii konkursu “Kawka z Kafką”: "Weird fiction po polsku".

Więcej informacji na stronie wydawnictwa: Phantom Books 

Książka będzie do nabycia w  sklepie wydawnictwa: Sklep Okolica Strachu

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Zabawy z gulakami

(…) 

To tam, wśród nagromadzonych rzeczy, w gąszczu napierających na mnie zewsząd mebli, usiłowałem zgubić prześladowców. Zagrzebywałem się pod gałganami zatęchłych szmat, wciskałem się do skrzyń i wiklinowych koszy, wpełzałem za regały, chowając się za zdjęciami, książkami i kłującymi bibelotami. Kuliłem się za rzędami sztywnych płaszczy, wiszących w szafach niczym trupy ‒ tylko po to, by choć na jedno tchnienie zniknąć z oczu temu, co wydawało się być wszędzie; stać się niewidzialnym dla tych, których istotą było patrzeć.

Na próżno. 

(…)

Koniec

Komentarze

To jest mega, Robocie. Powiedzieć, że bardzo mi się podobało, to stanowczo za mało. Jedno z lepszych opowiadań jakie czytałem w tym roku na portalu.

Udała Ci się trudna sztuka, napisać opowiadanie prawie bez dialogów, które łapie i trzyma od pierwszego akapitu. Wiedziałem, że dobrze robię, zaglądając do każdego konkursowego opowiadania chociaż na chwilę. Ależ pięknie uplotłeś krzywdę dziecka. I ten narastający niepokój, który początkowo z sielskiego klimatu przeradza się w koszmar. 

No, pięknie, po prostu pięknie.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Nie mogę Ci odmówić wyobraźni i sprawności językowej – to dobrze wymyślone i dobrze napisane opowiadanie. Niestety, dla mnie posiada jedną, zasadniczą wadę – bardzo ciężko się je czyta.

Przedzierałem się przez te wszystkie pokoje, znowu i znowu, próbując wykrzesać w sobie jakieś zainteresowanie, ale to wciąż była ta sama tajemnica, te same pokoje i te same gulaki. Czytając, miałem wrażenie, że kręcę się w kółko, aż wreszcie dostałem mdłości i zrobiłem to: Sprawdziłem ile jeszcze do końca. sad

Powtórzę jako podsumowanie:

Dobrze wymyślone i dobrze napisane, ale kręcące się w kółko opowiadanie. Trochę mnie niestety zmęczyło.

Dziękuję wszystkim za lekturę, kliki i komentarze!

 

Darconie, bardzo mnie cieszy, że się spodobało.

 

fizyku111, masz rację z tym wracaniem podobnych motywów, ale to nie miało być kręcenie się w kółko, a raczej ruch w dół, jak po spirali. Jeżeli dostałeś Sartre’owskich mdłości w trakcie czytania, to moje zadanie zostało spełnione. Jeżeli były jednak zwykłe, mam nadzieję że mi wybaczysz. :)

Przejmujące, bardzo dobrze napisane opowiadanie. Co prawda, kilka razy się skrzywiłam, ale możesz odebrać to jako komplement. Widziałam to wszystko, bardzo obrazowo, dokładnie, koszmarnie… Cholernie dobrze oddałeś klimat, nastrój, strach. Gulaki i ich przeszywające spojrzenia, pokój, poczynania stryja. Wow. Kawał dobrej roboty!

 

Powodzenia w konkursie.

Heh, mam trzecie podejście do tego tekstu i mam z nim kłopot. Z jednej strony trzy punkty przy zaledwie sześciu komentarzach jasno wskazują na to, że warto spróbować przez tekst przebrnąć, pozytywne komentarze też na to wskazują.Z drugiej przyjęta forma naprawdę temu nie sprzyja, po jednej trzeciej się odbiłem…

Może jeszcze wrócę. Póki co zostawiam sugestię do przyszłych opowiadań: warto popracować nad tym, żeby czytało się płynniej. I w sumie tu też pewne zastrzeżenia… bo zdania same w sobie nie są błędne, źle zbudowane itp. Są poprawne (zresztą powyżej Fizyk nawet napisał, ze sprawne). A jednak coś jest w ich połączeniu takiego, że nie potrafię się utrzymać przy czytaniu.

No, jak mówię – może jeszcze zrobię czwarte podejście.

Grubo.

 

Nie wiem, na ile świadomie, a na ile intuicyjnie stworzyłeś tekst, którego forma koresponduje z przesłaniem: taki, przez który brnie się, coraz ciężej, który coraz bardziej uzmysławia, że z tego niewesołego miejsca tak naprawdę nie ma wyjścia.

 

Jest dziwnie. Jest sprawnie. Zakładam, że napisane w ten sposób świadomie i doceniając ten koncept – klik klik.

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Opowieść jest ciężka i czasem też ciężko się ją czyta (a to jednocześnie dobrze i nie do końca). Natomiast pod czas czytania miałam wrażenie, że jest to zabieg celowy. Widzimy i czujemy coraz więcej, klimat się zagęszcza, krążymy coraz bardziej, aż docieramy do miejsca, z którego nie ma ucieczki. Jest ciężko, przytłaczająco, tym bardziej że widzimy to z poziomu dziecka. Ciekawą atmosferę stworzyłeś :)

A i a propos punktu widzenia dziecka:

Wyświetlał fragment jakiejś bardzo długiej tabeli. W ostatniej pozycji widniało jedno słowo, “pies”, a na prawo od niego dane biometryczne (waga, gabaryty, wiek), czas (pięć i pół godziny), po czym następował ciąg jakichś liczb.

Myślę, że nie miałoby ono zielonego pojęcia, co to są za dane – i podczas czytania strasznie mi to zgrzytnęło. Nie samo użycie pojęcia (i rozwinięcie go w nawiasie), ale to, że dziecko umie w ten sposób opisać rzeczywistość.

Dzięki za komentarze! 

 

wilku-zimowy, w odpowiedzi zacytuję fragment komentarza PsychoFish, całkowicie się z nim bowiem zgadzam (w tym samym duchu pozostaje to, co napisała kasjopejatales):

tekst, którego forma koresponduje z przesłaniem: taki, przez który brnie się, coraz ciężej, który coraz bardziej uzmysławia, że z tego niewesołego miejsca tak naprawdę nie ma wyjścia.

Trudny, nieprzyjemny temat wymaga, moim zdaniem, adekwatengo przełożenia na formę. Aby efekt był dobry, nie powinno się przez taki tekst dać zbyt łatwo przelecieć. Nie jestem pewny, czy to zachęci Cię do czwartego podejścia, choć mam nadzieję, że trochę tak. Nie gwarantuję jednak, że po dalej będzie się czytało łatwiej. :) 

 

kasjopejatales – odnośnie danych biometrycznych i perspektywy w moim opowiadaniu. Tak, to jest perspektywa dziecka, ale przepuszczona przez wspomnienia dorosłej osoby. Dlatego też nie wahałem się używać pojęć oraz odwoływać się do wiedzy, które są raczej poza zasięgiem dzieci.

Tak, to jest perspektywa dziecka, ale przepuszczona przez wspomnienia dorosłej osoby.

Jasne, rozumiem – tak tylko mówię, co mi trochę nie zagrało. W kontekście końcówki nabiera to sensu, choć nadal jakoś zgrzyta – ale może to tylko ja tak mam ;)

Trudny, nieprzyjemny temat wymaga, moim zdaniem, adekwatengo przełożenia na formę

Cóż, moim zdaniem można to uzyskać gęsta, duszną atmosfera, niekoniecznie doprowadzając do tego, że czytelnik brnie, a istnienia gdzie s tam dalej treści może się tylko domyślać z ocen i komentarzy. No ale zobaczymy.

 

 

Klimatyczny i mocny – również pod względem warsztatowym – tekst, który świetnie wpisał się w tematykę konkursu. Postaci mają swój swój charakter, bardzo wyraźnie zarysowany. Opowiadanie jest w pewnym sensie “ciężkie”, ale moim zdaniem płynnie się je czyta i całkowicie zgadzam się z Fishem:

 

Nie wiem, na ile świadomie, a na ile intuicyjnie stworzyłeś tekst, którego forma koresponduje z przesłaniem: taki, przez który brnie się, coraz ciężej, który coraz bardziej uzmysławia, że z tego niewesołego miejsca tak naprawdę nie ma wyjścia.

Nie ujęłabym tego lepiej. Rzucam poleceniem do biblio. :)

Zostaw ten żyrandol.

W pełni zgadzam się z przedmówcami. Tekst jest rewelacyjny, mój personalny faworyt ze wszystkich opowiadań konkursowych, jakie przeczytałem dotychczas. 

 

Z takich szczegółów, też rzuciły mi się w oczy dane biometryczne. Skróciłbym też niektóre zdania. I to w sumie tyle.

 

 

Doklikałam bibliotekę. Tekst co prawda oparty na dość popularnym schemacie (dziwny dom w którym dzieją się straszne rzeczy plus zagubione w nim dziecko), ale dobrze zbudowałeś klimat, narastający niepokój i konfrontację spojrzenia dziecko-dorosły na dawne traumy. Czemu tylko chłopiec mówił ‘stryj mojej matki’ zamiast ‘stryjeczny dziadek’?

kasjopejatales, Herr Schmerz – no dobra, nie będę się trzymał rękami i nogami tych danych biometrycznych. Przy pierwszej okazji (tj. jak już skończy się konkurs) zostaną usunięte. :) 

 

Bellatrix – zastrzeliłaś mnie tym stryjecznym dziadkiem. Masz oczywiście rację. Nie mam na to żadnej dobrej odpowiedzi. Mógłbym próbować kombinować, że ponieważ matka narratora zawsze mówiła “stryj Leopold”, to i chłopiec zaczął w taki sam sposób o nim myśleć i mówić, ale nie jestem pewien, czy to przekonałoby nawet mnie samego. Coś chyba trzeba będzie z tym zrobić. Szkoda tylko, że stryjeczny dziadek nie brzmi tak fajnie jak stryj… 

Podobało mi się :)

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

O, dobre. Wykorzystałeś jeden z typowych dla weirdu motywów, ale trzeba ci oddać, że nastrój to ty umiesz budować. Jest straszno, gęsto, niepokojąco, z linijki na linijkę coraz bardziej. Intrygujące są postacie – zwłaszcza matka na wózku i stryj – “zatopione” w wielkim domu. Opowiadanie przeczytane z przyjemnością, co z pewnością też było zasługą dobrze wypracowanego warsztatu. 

 

Powodzenia w konkursie!

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Jestem rozczarowany, Robocie, że Twoje opowiadanie przeszło bez większego echa, szkoda. To świetnie napisany tekst na granicy weirdu, oniryzmu i realizmu magicznego. Ale tu bryluje przede wszystkim fantastyka zakorzeniona w SF. 

Podobało mi się jak wprowadzasz czytelnika, praktycznie równocześnie z głównym bohaterem i jego matką do domu. Wszak oni znaleźli się tam chwilę przede mną. Dzięki temu czytając czułem się swobodnie, gdy poznawałem go razem z nimi. Przykładasz wagę do opisów pokoi i pięter, dzięki temu obraz pomieszczeń bogaty jest w szczegóły, które w łatwy sposób budują obraz miejsca. 

No i sami bohaterowie. Tajemniczy stryj, wycofana matka i chłopiec. Między innymi dzięki nim tak dobrze zbudowałeś nastrój. I choć nie jest on sielanką nawet na początku, to jednak wiarygodnie stworzyłeś nam obraz chłopca, trochę zagubionego, trochę przestraszonego, ale też nic nie sugerowało, że jest aż tak źle.

Błyskotliwie wykorzystałeś hasło konkursowe, chyba najlepiej wśród uczestników, których czytałem. Do samego końca nie połapałem się, o co chodzi. Świetnie operujesz słowem, ile podać, żeby nie zdradzić, a jednocześnie utrzymać czytelnika w ciekawości. Zamknięcie się w sobie bohatera, w instynktownej obronie przed traumą, która tak naprawdę przecież się nie udała, znakomicie pomyślane. 

Tu na forum tylko jedna osoba potrafiła budować taki klimat grozy i niepokoju, aż się zastanawiałem, czy czasami nie jesteś nim, czyli Countem. Przyślę go tutaj, bo bardzo chętnie poznam jego opinię o tym opowiadaniu.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Anet, sy – cieszy mnie, że się podobało. :)

 

Darconie, dzięki za tak entuzjastyczną recenzję. Wydaje mi się, że opowiadanie i tak zostało dobrze przyjęte, z czego jestem zadowolony. Na pewno nie jest to moje ostatnie słowo na tym portalu. :) 

Teraz pozostało tylko czekać na wyniki… 

Ps. Nie, nie jestem Countem. (Czy Count to pełna nazwa użytkownika?)

Na moment zostałem oślepiony przez światło, ale po chwili, gdy mój wzrok przywykł do panującej w pomieszczeniu jasności. Sporych rozmiarów brązowy pies leżał rozciągnięty na grzbiecie, jego przednie łapy zostały wykręcone pod dziwnymi kątami i unieruchomione przez szerokie skórzane pasy. Podobnie głowa. Widziałem wytrzeszczone z przerażenia i bólu psie oczy, pysk, z którego sączyła się gęsta piana oraz niekontrolowane drgawki wstrząsające ciałem. Resztę zwierzęcia przesłaniały plecy stryja. Poznałem go po kościstym ciele i rzadkich kosmykach siwych włosów opadających na barki. Zza niego wyłaniał się cienki, przezroczysty wężyk, którym spływała czerwono‒brunatna breja.”

Wobec przytoczonych treści dotyczących krzywdzenia piesków jury podjęło jednogłośną, moralnie jedyną właściwą decyzję o dyskwalifikacji tekstu bez możliwości odwołania, udziału w dalszych konkursach oraz oddychania. <Zagorzały orędownik piesków.>

Tak na poważnie to nie.

Tak na poważnie to napisałeś tekst naprawdę solidny i wysoko przeze mnie doceniony. Choć sięgasz po motywy, nazwijmy to, „podręcznikowe” tudzież „klasyczne” (bierny bohater dziecięcy, mroczne domostwo i eksploracja jego sekretów), to wykorzystujesz je tak sprawnie, że chętnie przeczytam coś jeszcze. Bardzo ujęła mnie przemyślana kompozycja z podtytułami-nazwami zabaw korespondującymi z tytułem całego opowiadania, który jest możliwy do właściwego odczytania dopiero po lekturze. Co ujęło mnie jeszcze bardziej: fakt, że mięsisty rewers faktycznie tu jest, jest ważny dla opowiadania, bez niego tekst kompletnie traciłby sens – a zatem poważne potraktowanie hasła konkursowego, a nie tylko wplecenie go w randomowe zdanie po to, by jury się odczepiło. Rewers pojawił się, ujęty w sposób naprawdę ciekawej metafory postrzegania, i był rzeczywiście mięsisty.

Choć w tamtym akapicie akurat „mięsistości” jak na mój gust było ciut za dużo, choć wiem, że były to powtórzenia celowe, w redakcji raczej rekomendowała wykaraskanie się z nich. ;)

Językowo solidnie i sprawnie, z paroma drobnymi potknięciami (głównie przecinki, półpauza zamiast dywizu jako łącznik, takie duperele). Przez długi czas na poły ciekawiło mnie, a na poły intrygowało, co to takiego ten gulak (oprócz tego, że Potwór z Szafy), zaczęłam nawet szukać hasła „gulaki” – jeden z tropów naprowadził mnie na film bollywoodzki z lat 60, ale chyba nie o to chodziło? ;) Tak czy siak uświadomiłam sobie, że w słownictwie małego chłopca z pewnością jest miejsce na gulaki. I naszła mnie refleksja: opowiadanie jest retrospektywną opowieścią dorosłego już (świadcząc po budowie zdań i słownictwie) mężczyzny, co też jest na swój sposób tematem przerobionym… Fajnie byłoby przeczytać coś utrzymanego w tym klimacie, ale z perspektywy stricte dziecięcej. Podejmujesz wyzwanie? ;)

Fabularnie nie mam zastrzeżeń, akcja i narracja jest stonowana, spokojna i mroczna, co bardzo tu pasuje, puenta zaś – przygnębiająca. Ciekawym smaczkiem było odzwierciedlenie rewersu nie tylko w przestrzeni „wewnątrz psa” (albo i „wewnątrz świata”?), do której bohater dotarł, ale też w układzie samego domu.

Niezła robota, gratuluję wyróżnienia!

No tak! Zapomniałem wkleić pod opowiadaniem informacji, że żadne zwierzę (a zwłaszcza żaden piesek) nie ucerpiało podczas jego produkcji. Jedyną cierpiącą istotą byłem ja. No, ale ja jestem robotem, więc nie ma problemu.

A serio, to bardzo dziękuję za komentarz. Raduje mnie tak pozytywny odbiór Zabaw z gulkami. Martwiłem się na początku trochę jego mięsistością, ale widzę, że jednak niepotrzebnie. A kolejne opowiadania są już w drodze.

Gulaki są moim wymysłem. W swojej naiwności myślałem nawet, że pierwszy wpadłem na to słowo. Potem odkryłem, że w Polsce funkcjonuje takie nazwisko, więc jednak nie. Cóż… Jeżeli miałbym wskazać jakaś inspirację, to byłby to jeden z kadrów komiksu “Duch z Canterville”, ale za nic nie przyznam się który. :)

Zdaję sobie sprawę, że poszedłem trochę na łatwiznę przyjmując perspektywę dorosłego. Z jednej strony było to konieczne ze względów fabularnych, a z drugiej perspektywa stricte dziecięca zawsze wydawała mi się niezwykle wymagająca. Ale co tam, przyjmuję! Nie wiem jeszcze kiedy (w tym roku!) ani gdzie, ale napiszę weirda z perspektywy stricte dziecięcej.

Jeśli wolno – a jak nie, to tego zdania nie ma – szepnę, żeś był mym konkursowym faworytem.

 

Dystans narracyjny jest jednocześnie minusem i plusem (czyli wychodzi, że zerem?). Narrator spoglądający w tył ma większą swobodę percepcyjną, ułatwione nazywanie uczuć, emocji i wydarzeń. Zaznaczę, że nie robi tego moralizatorsko ani “dawno temu, w…”, od pierwszego zdania czuć brzemię dłoni spisującej słowa. Przemawia przez nie piętno wypalone w umyśle skrzywdzonego dziecka (które w ogromnej mierze wciąż jest narratorem, przez dziecięcą traumę właśnie), niezaleczona rana. Dokładność opisu podkreśla strach – groza została z narratorem przez cały ten czas, jak często i intensywnie o niej rozmyślał, że przywołał swój koszmar z tak kolosalną szczegółowością? Dodatkowy wymiar traumy to ogromny plus.

Minusem jest spoiler zawarty w dorosłej narracji – narrator dorósł, a więc przeżył. Przeżył swoje strachy i w pewien sposób również je pokonał, skoro jest w stanie sensownie je opisać.

Zwracam na to uwagę, bo wspomniany plus to przede wszystkim świetny literacki zabieg, wcale nie prosty. Narracja ma w sobie ciężar obarczonej winą spowiedzi (zapewne częściowo przed los matki); ma ciasnotę i duchotę nawracającej grozy (poniekąd przez dziecięce niezrozumienie świata przedstawionego); ma niewinność i beztroskę zabawy z gulakami, przeinaczoną grą o życie – i ucieczkę przed śmiercią, i przeżycie w sensie pamięci, zrozumienia przeszłości i czerpania z niej.

 

To nie ma być łatwy tekst, myślę, że w tym właśnie leży jego moc. Ma prawo zniechęcić czy znużyć, jak pożółkłe, pachnące starością książeczki w pogrzebanym pod kurzem kabinecie na strychu. Jest odpowiednio kronikarski, na klasyczną modłę – powolny, stopniowy, przede wszystkim w wielu miejscach mylący.

Zabawa z czytelnikiem jest świetna. Zamykanie chłopca – razem z czytelnikiem – w pokojach o dwóch wyjściach, zatrzaśnięcie w psie, zdezorientowanie postacią stryja (i przede wszystkim autentyczny dziecięcy strach przed nim), tonąca w smutku postać matki.

To, w jaki sposób tekst się przeplata, metafizycznie zawraca do przeszłości… zdumiewająco dobry zwrot (!) akcji, który zostanie ze mną na długo. Jest to również plus za postmodernistyczną formę labiryntu. Jeśli się czepiać, to może natury zwrotu – który dziwi, bo nie ma sposobu, by go przewidzieć – jednak to nie tani jumpscare czy straszek z gatunku “straszę, bo mogę”, ale dokładnie wycelowany strzał w czas i przestrzeń tekstu, którego efekty są zarazem jego istotą (znamy zakończenie). Swoista wiarygodność – duża zasługa pryzmatu dziecięcego oka – sprawia, że czytelnik ufa, a co za tym idzie, utożsamia się z narratorem. W mięsnym momencie kulminacyjnym przychodzi być tylko bezradnie przerażonym.

 

IMO w Wierd Fiction chodzi o rozbicie umysłu, o wsiąknięcie w niepojętą grozę, o zaburzenie logiki. Mięsistość tekstu to soczysty, jaskrawy element makabry. Odpowiednio dozowany, świetnie kontrastujący z monotonią zagraconego, obcego, nieskończonego domu.

 

I choć bezimienny bohater grozie uciekł (zwiał mięsu, fizyczności), ona wciąż go dręczy (pod postacią traumy, drążenia w przeszłości, wiecznego powrotu). “Zabawa z gulakami” jest w moim mniemaniu najlepszym z “klasycznych” prac konkursowych – pod względem makabry, gotycyzmu i udręczenia protagonisty.

Hmmm. Nie jestem targetem. Za dużo – jak dla mnie – oniryzmu. Nie wiem, na czym stoję, o co tu właściwie chodzi. Ale w takim konkursie to chyba dobrze, więc możesz się nie przejmować.

Językowo całkiem przyzwoicie.

Gratuluję miejsca. :-)

Babska logika rządzi!

Dziękuję Żonglerko za wyczerpującą analizę. Cieszy mnie, że mimo tego całego ciężaru opowiadanie się podobało. :) 

Nowa Fantastyka