- Opowiadanie: ManeTekelFares - Rejs

Rejs

To mój debiut na tym forum. I zastanawiałem się, czy już, czy poczekać. Niemniej zdecydowałem, że najlepiej można dać się poznać od prezentacji własnych umiejętności. 

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Rejs

Chciałbym móc stworzyć świat,

A niemoc mną włada.

 

Kurs 270 stopni. Wysokość 2000 stóp. Prędkość 30 węzłów. Sonar, brak danych z odczytu. Generatory działają bez zarzutu. Widoczność 0. Na zewnątrz burza.

 

Anderson oderwał wzrok od starannie zapisanych znaków. Odłożył delikatnie pióro, zamknął notatnik i z troską umieścił go na półce sekretarzyka. Zawiasy drzwiczek skrzypnęły cicho.

– Muszę je kiedyś naoliwić – powiedział do siebie.

Schował klucz do kieszeni kamizelki i upewniwszy się, że wszystko jest na swoim miejscu, ruszył na mostek.

Okręt należał do przeciętnych. Raptem sto stóp długości – zwykły patrolowiec. Świetnie radził sobie podczas burz i był szybki. Takie jednostki wyposażano w hybrydowe napędy wiatrowe z ogniwami atomowymi, co sprawiało, że zasięg był teoretycznie nieograniczony. Ale w praktyce jeszcze nikt tego nie sprawdził. Andersona nie zachwycał fakt, że prawdopodobnie to on będzie tym pierwszym.

Pewnie chwycił ster. Kolanem odsunął rygiel blokady. Nie poczuł żadnych naprężeń. Okręt sunął obranym kursem.

 

***

Dziś śniły mi się ptaki. Pamiętam ten dźwięk. Radosny świergot nasilał się, zmieniając w potworny jazgot. Obudziło mnie to. Myślę, że mógłbym zaakceptować tylko jednego ptaka.

 

Kuchnia nie była daleko. Właściwie to znajdowała się w tym samym pomieszczeniu, co sypialnia. Anderson już dawno doszedł do wniosku, że wszystko, czego potrzebował powinien mieć w zasięgu ręki. Niestety, magazynów nie dało się przenieść z rufy, chociaż z drugiej strony odnalazł w tym pozytyw – przymusowy poranny spacer.

Na metalowym blacie postawił puszkę. Kiedyś z nudów ponumerował je flamastrem, jednak tusz skończył się przy numerze „837” Od tamtej pory ćwiczył pamięć. Kiedy puszka z numerem „837” poleciała za burtę, minęło już czterysta dwadzieścia jeden puszek.

– Tysiąc dwieście pięćdziesiąt dziewięć.

Uderzył pięścią rękojeść i nóż przebił stalowe wieczko. Zapach konserwowej mielonki zmieszał się z powietrzem.

 

***

Kurs 270 stopni. Wysokość 750 stóp. Prędkość 30 węzłów. Sonar, brak danych z odczytu. Generatory działają bez zarzutu. Na zewnątrz stabilnie. Widoczność 28 mil.

 

Anderson wyszedł na pokład i podniósł głowę, by przyjrzeć się wodochwytom zamontowanym na dachu nadbudówki. Przypominające żagle, gęste sploty polimerowych żyłek, służyły do strącania wody z mgły i chmur. Burza śnieżna mogła je uszkodzić. Ale i tym razem wyglądały w porządku, więc uspokojony ruszył w kierunku dziobu. Kiedy dotarł do burty, za pomocą lornetki zlustrował przestrzeń przed sobą, wypatrując wzniesień. Jednak równina zdawała się gładka niczym skute lodem jezioro. Z tą różnicą, że to co Anderson miał w zasięgu wzroku było oceanem. Bezkresnym, martwym oceanem.

Schował lornetkę do kieszeni kurtki i przymknął powieki, pozwalając odpocząć oczom od intensywnych refleksów słonecznych na świeżym śniegu.

 

***

Kurs 80 stopni. Wysokość 650 stóp. Prędkość 30 węzłów. Sonar, brak danych z odczytu. Generatory działają bez zarzutu. Na zewnątrz stabilnie. Widoczność 25 mil.

 

Wyrzucił puszkę za burtę. „Tysiąc siedemset trzydzieści sześć”, powtórzył w myślach. Delikatny wiatr zdawał się nieco cieplejszy. Anderson pozwolił sobie na ściągnięcie rękawic, dzięki temu mógł sprawniej manipulować pokrętłami przy okularach lornetki.

Poczuł, że serce zabiło mu mocniej, kiedy tuż pod horyzontem zarysowało się wyraźne wybrzuszenie. Ocenił, że płaskowyż ma kilkadziesiąt mil szerokości.

– Boże – wyrwało mu się.

Tak duży obszar mógł być zamieszkały.

Pobiegł do nadbudówki. Instynktownie omiótł wzrokiem kontrolki na konsoli sterowania. Chwycił manetkę i pchnął do oporu. Okręt przyspieszył. Osłony słoneczne na szybach ułatwiały obserwację. Płaskowyż rósł. Skorygował wysokość. Dalmierz odliczał czas do celu.

Anderson poczuł na czole kropelki potu, skóra swędziała ale nie chciał tracić cennych sekund na ściąganie i ponowne zakładanie ochronnego kombinezonu. Przecież zostało już tylko… zerknął na wyświetlacz. Siedem minut. Podszedł do szafy ewakuacyjnej znajdującej się tuż przy drzwiach wyjściowych. Wyciągnął plecak z ekwipunkiem i zarzucił go na plecy. Zawahał się, gdy dostrzegł na dolnej półce rewolwer. Do tej pory nie był potrzebny. Kilka razy odnalazł wyspy. Jednak nigdy nie spotkał na nich człowieka, ani zwierzęcia. Właściwie to niczego nie znalazł.

 

***

Znów śniły mi się ptaki. Tym razem były cicho. Krążyły nade mną. Jakby na coś czekały.

 

Na biurku leżała gazeta – jedyna pamiątka z płaskowyżu. Anderson przywołał obraz odsłoniętej przez wiatr skalnej półki i wejścia do jaskini. Pamiętał to uczucie nagłej suchości w gardle, przytykającego oddech strachu, gorącej fali podniecenia. Serce waliło, jakby chciało wyrwać się i biec ku nadziei. Świetlny promień z latarki nerwowo przeczesywał wnętrze pieczary. Ślizgał się po zrytej erozją skale i tańczył na rozrzuconych głazach, napotykając tylko czerń granitu.

Zamarł, gdy snop światła odbił się od wilgotnego papieru leżącego przy jednym z kamieni. Podbiegł i ostrożnie podniósł znalezisko. „National Geographic”. Numer 10/2099 – odczytał.

***

Wertował kolejne strony. Już prawie zapomniał, że świat kiedyś nie był tylko biały i zimny.

Na tylnej okładce zielony stworek zachęcał: „Cześć! Już nigdy nie będziesz głodny. Teraz, nasze batony w czterech nowych energetyzujących smakach”.

Anderson wbił nóż w wieczko puszki. „Tysiąc siedemset czterdzieści dwa”, pomyślał odruchowo.

– Ostatnia – wyszeptał.

Spojrzał w stronę szafy ewakuacyjnej – wciąż była otwarta. Na dolnej półce leżał rewolwer.

Okręt sunął obranym kursem.

Koniec

Komentarze

No ba, że najlepiej jest się dać poznać od zaprezentowania swoich, a nie cudzych umiejętności ;) Podczas czytania odnosi się wrażenie, że autor jest doświadczony i zgrabnie operuje słowem. Gdyby tylko było więcej akcji, a mniej nudy, byłoby jeszcze wspanialej :)

Czyli zacząłem od niezręczności. Musiałem jednak sobie wybrać między "ledwo się zarejestrował, a już oczekuje, aż mu powiedzą co robi źle", a "ledwo się zarejestrował, niczego nie pokazał, a już piszę co inni robią źle". Bagaż doświadczeń nie sprzyja świeżości. Po przejrzeniu forum, intuicja podpowiedziała mi, żebym najpierw pokazał siebie. Oczywiście, intuicja, mimo bagażu doświadczeń, wciąż jest tylko intuicją. Bardzo dziękuję za poświęcony czas i budujący komentarz. Miło mi, serio.

Całkiem fajny ten debiut. Podobały mi się zarówno język, jak i sposób prowadzenia narracji. Sam pomysł na podróż w poszukiwaniu cywilizacji to esencja postapo, więc nie powala oryginalnością. Podobał mi się jednak sam pojazd, jak również pomysł z puszkami. Akcji, rzeczywiście mało.

To co mi się nie podobało, to tajemniczość. Co się stało? Dlaczego bohater samotnie przemierza przestrzeń. Czy szuka ratunku dla innych? Czy po prostu jest ostatnim człowiekiem? Opowiadanie jest krótkie i można je utrzymać w konwencji szorta, nawet dodając kilka aluzji, czy wstawek o przeszłości.

Ogólnie na plus. 

 

Okręt sunął obranym kursem.

To by było bardzo ładne zakończenie. laugh

chociaż z drugiej strony odnalazł w tym pozytyw

A jaka była pierwsza strona?

Widoczność 200 mil.

Ups, duża ta planeta. Na Ziemi odległość do horyzontu to3.57*sqrt(h) (h w metrach). Dla 740 stóp daje to ok 54km.

Ups, duża ta planeta. Na Ziemi odległość do horyzontu to3.57*sqrt(h) (h w metrach). Dla 740 stóp daje to ok 54km

I zostałem płaskoziemcą. laugh 

A jaka była pierwsza strona?

Magazynów nie dało się przenieść, ale z drugiej strony… Nie wiem, czy jest konieczne dopisywanie “z jednej”, czy też “z pierwszej”. Niemniej, zabiłeś mi gwoździa.

Bardzo dziękuję za uwagi. Pokazałeś mi, że ciągle myślę, że czytelnik siedzi w mojej głowie i widzi moimi oczami. I faktycznie to bardziej obrazek wyjęty z kontekstu, skoro rodzi tyle pytań. 

Jeszcze raz dzięki za poświęcenie uwagi.

Opowiadanie bardzo przyjemne. Myślę, że to udany szorcik :) Jest klimat, lekka melancholia… I trochę smutno mi się zrobiło pod koniec. Rzeczywiście tekst budzi dużo pytań, ale moim zdaniem lepiej nie dostać odpowiedzi, bo na tym zasadza się pewna beznadziejność losu bohatera.

Za dużo niedomówień, ale szorciak napisany bardzo sprawnie i mimo monotonni, miło się czytało. Widziałabym więcej detali w tekście, nieco wyjaśnienia czym jest świat przedstawiony, bo jednak późne przedstawienie, że mamy do czynienia z klimatami postapo nie robi takiego wrażenia. Można powiedzieć, że to ograny motyw. Wolałabym kolesia na obcej planecie, ale to już moja osobista opinia. 

Jestem ciekawa, co więcej nam pokażesz :)

Bardzo dziękuję za opinie.

 

Jestem ciekawa, co więcej nam pokażesz :)

Chyba coś mam w szufladzie, ale muszę trochę pogładzić. 

Miło mi, że Panu miło, z chęcią przeczytałabym od Pana coś więcej, ale z dialogami, proszę ;D Rozmowy postaci, mym zdaniem, stanowią fundament opowieści. Tutaj ich nie było, stąd mój niedosyt, hehe

Okręt sunął obranym kursem.

To by było bardzo ładne zakończenie. laugh

 

Zgadzam się w pełni. 

 

Ładny ten debiut. Tekst jest króciutki, niewiele o świecie i Andersonie wiadomo, ale mimo wszystko mi to tym razem nie przeszkadzało. Opowieść stoi swoistym klimatem i jest sprawnie napisana. 

 

 

PS. Swoją drogą, ja też opowieścią o rejsie tu debiutowałam wink

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dziękuję za wskazówki. Poprawki naniesione.

Ciekawy, dobrze napisany tekst opisujący taką kameralną, osobistą apokalipsę. Niestety choć zamysł jest fajny to trochę zabrakło mi w tekście emocji, rozgoryczenia lub złości głównego bohatera. Myślę, że gdybyś lepiej oddał jego stan emocjonalny tekst byłyby o wiele lepszy i sporo zyskał. Niemniej dobrze mi się czytało, bez potknięć, z otwartym jednak jednoznacznie nakreślonym zakończeniem. Jak na debiut więcej niż dobrze, czekam na coś dłuższego :)

czekam na coś dłuższego

Nie wiem, czy jestem gotowy. Rzecz w utrzymaniu w ryzach fabuły. Niemniej, będę próbował.

 

zabrakło mi w tekście emocji,

A wiesz, że myślałem nad tym. Wszak, emocje to najlepsze styczne z czytelnikiem. Jednak mojego bohatera wyobraziłem sobie jako kogoś całkowicie pozbawionego emocji. Krążył wokół skutej lodem planety trzy, cztery lata. Rodzaj pojazdu i wyposażenie miało sugerować, że to żołnierz. Czynności wykonuje automatycznie. Obojętnym jest mu i burza i ładna pogoda. 

Ale fakt. Przypływ nadziei i następujące po nim poczucie ostatecznego końca mogłem bardziej podbić.

Dałeś mi do myślenia. Dziękuję.

Drobna uwaga techniczna, jeśli mogę. 

Usuń z tekstu gwiazdki i przypisy z uwagami. Zaburzają płynność lektury. Nie ma konieczności (poza wyjątkami dotyczącymi konkursów) wskazywania każdej naniesionej poprawki. Nawet nie musisz o tym wspominać w przedmowie. Ślad po tym w komentarzach jest wystarczający.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Już usunięte. Będę pamiętał na przyszłość. 

Dobre, lekko się czyta.

Jak na ilość znaków jest okej. Wiadomo niedosyt też jest, bo mało dowiadujemy się o tym, co się dzieje, ale wystarczy informacji, by domyślić się ogólnego stanu rzeczy.

Przydałoby się natomiast coś jeszcze. Mówisz, że bohater – wojskowy – nie odczuwa zbyt wiele – więc nie skupiłeś się na jego emocjach – okej – chcoć taki rodzaj historii właśnie do tego skłania. Ale w takim razie przydałoby się poświęcić trochę miejsca jakiemuś innemu aspektowi.

Tak mi się zdaje ;-)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Mytrix, czytam komentarze i też mi już ewidentnie brakuje emocji w tym tekście. Muszę to poprzerabiać. 

Zostawilbym ten tekst jak jest, jako wprawkę. A wziął się za pisanie nowego ;-)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Mytrix, a już miałem palec na spuście. :-)

Fajny szorcik, bohater wydaje się pogodzony z losem, nawet jego reakcja na widok płaskowyżu wydaje się umiarkowanie entuzjastyczna. Mnie ten brak emocji akurat nie przeszkadza, bo podkreśla beznadziejność sytuacji. Podobało mi się. Kliczek :)

 

Te myślniki jakieś piekielnie długaśne Ci wyszły ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Irka_Luz, dzięki za odwiedziny i dobre słowo.

Mnie ten brak emocji akurat nie przeszkadza, bo podkreśla beznadziejność sytuacji

Wygląda na to, że brak mi pewności siebie w tym, co chcę zaprezentować. Podświadomie czuję, że tak jest dobrze, ale komentarze mówiące o tym, że brakuje, przekonują mnie.

Te myślniki jakieś piekielnie długaśne Ci wyszły

Nie zmieniłem pauz na półpauzy. Ale chyba ładnie się prezentują? wink

Wygląda na to, że brak mi pewności siebie w tym, co chcę zaprezentować. Podświadomie czuję, że tak jest dobrze, ale komentarze mówiące o tym, że brakuje, przekonują mnie.

Jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził :)

Poprawiaj oczywiste babole, ale broń swojej koncepcji. Uważnie wsłuchuj się w to, co mówią inni, nie olewaj, ale analizuj, bo w ten sposób możesz się wiele nauczyć. Ale pamiętaj, że to Twoje opko ;)

 

Ale chyba ładnie się prezentują?

Niby ładnie, ale odwracają uwagę od treści ;)

 

Poza tym krótki poradnik, jak tu przetrwać.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Irka-Luz, oczywiście pozmieniam na półpauzy.

Na poradnik trafiłem wcześniej, ale z każdym kolejnym dniem mojego “świeżakowania” nabiera nowego znaczenia. 

Podoba mi się, jak piszesz. Ciekawa wizja, ładny, elegancki styl. Przejmująca symbolika tego rewolweru w szafce ewakuacyjnej i przekonujący, samotny bohater. Niecierpliwie wyglądam kolejnych opowiadań. :)

 

Dzięki i pozdrawiam.

Filip, dziękuję za odwiedziny i miłe słowa.

Tekst sprawnie napisany. Wydaje mi się za to, że pomysł dało się znacznie rozwinąć, bo na razie serwujesz raczej serię obrazów niż opowiadanie. Faktycznie, jest to intrygująca seria obrazów, ale wciąż zbyt wielu rzeczy trzeba się domyślać – kim właściwie jest kapitan, co się stało, czy to w ogóle jest Ziemia i tak dalej. Chętnie przeczytałabym na ten temat coś więcej. ;)

Zostaw ten żyrandol.

Verus, dziękuję za komentarz. 

Szczerze mówiąc, sam jestem ciekaw tej historii. :-)

Jak na debiut to całkiem nieźle. Udało Ci się zbudować przyzwoity klimat postapo jak na tak niewielką liczbę znaków. Fabuły wiele nie ma, ale rozumiem, że takie było założenie.

zygfryd89, dzięki za komentarz i dobre słowo. :-)

Fajne opowiadanie.

Bardzo dobrze się czytało.

Nie przeszkadza mi, że w zasadzie nie wiadomo, co się wydarzyło. Został ostatni człowiek, poszukujący czegokolwiek. Ładnie poprowadzone, klimatyczne.

Podobało mi się :)

Przynoszę radość :)

Anet, bardzo się cieszę, że się podobało. To dodaje skrzydeł. A kliczek to jak turbo w dieslu.

Zaręczam Ci, że ja też lubię, jak opowiadanie mi się podoba ;)

I nie odleć za daleko, musisz znowu napisać coś fajnego ;)

Przynoszę radość :)

Anet, staram się. Z różnym skutkiem. Dlatego jeszcze raz dziękuję za turbo.

Fajna miniatura, choć opisuje sprawy niefajne. Cieszę się, że nie musiałam być świadkiem użycia rewolweru. Wystarczy mi świadomość, że będzie użyty…

 

nie chciał tra­cić cen­nych se­kund na ścią­ga­nie i po­now­ne ubie­ra­nie ochron­ne­go kom­bi­ne­zo­nu. –> W co miałby ubrać kombinezon???

Kombinezon, jak każdą odzież, można włożyć/ założyć/ przywdziać/ odziać się weń/ ubrać się weń/ ale kombinezonu się można ubrać!!!

Za ubieranie kombinezonu grozi sroga kara – trzy godziny klęczenia na grochu, w kącie, z twarzą zwróconą ku ścianie i z rękami w górze!

 

„Cześć! Już nigdy nie bę­dziesz głod­ny. Teraz, nasze ba­to­ny w czte­rech no­wych ener­ge­ty­zu­ją­cych sma­kach.” –> …ener­ge­ty­zu­ją­cych sma­kach”.

Kropkę stawiamy po zamknięciu cudzysłowu.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Regulatorzy, dziękuję za odwiedziny. To "ubieranie" mnie prześladuje. Nie tak dawno ubrałem bohaterowi buty. :-) Może wreszcie uda mi się pozbyć tej niepoprawności. Spieszę poprawić. Jeszcze raz dziękuję.

ManeTekelFares, przykro mi że czujesz się prześladowany ubieraniem, więc sugeruję abyś w przyszłości poprzestał na ubieraniu choinki. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Regulatorzy, mimo wszystko spróbuję też od czasu do czasu coś napisać. ;)

Ależ pisz! Pisz ile dusza zapragnie, ile tylko zdołasz wymyślić – wszak choinkę ubiera się tylko raz w roku, więc potem będzie mnóstwo czasu na pisanie. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ogólnie to nie przepadam za szortami, ale ten czytało się całkiem dobrze, choć niewiele tu historii. Tekst krótki, to i trudno wysilić się na jakiś dłuższy komentarz, zwłaszcza że chyba już wszystko napisali ludziska przede mną. 

Mogę jedynie nadmienić, że końcówka dobra i można sobie tylko wyobrazić jak bohater skończy. Właściwie to ten rewolwer wpłynął na pozytywny odbiór tekstu. Hmmm… pozytywny – może nie najlepiej dobrane słowo do tego szorciaka ;p

No nic, przeglądałem sobie opowiadania i natrafiłem na cztery kliki, więc wpadłem. Może Andersona ucieszy fakt wypłynięcia do biblioteki po moim ostatnim kliku i rozważy swój ostateczny klik.

Pozdrawiam.

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O

regulatorzy, biorę do serca. :-)

NearDeath, aż mnie zamroczyło po przeczytaniu Twojego komentarza. :-) Dzięki stokrotne.

Wiesz, chyba polubiłem Andersona.

;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ostatni człowiek i dalej wyrzuca puste puszki, oj źle to o nas, ludziskach świadczy ;)

To chyba dobrze że ma ten rewolwer i zero perspektyw.

Coś się skończy, coś nowego się zacznie, może lepszego ;)

Pozdrawiam;)))

Enderek, punkty skupu szlag trafił, to i co ten chlopina miał począć. -:)

Jak miał miejsce na pełne to i na puste by znalazł, na pewno lżejsze na statku powietrznym;)

Ogólnie szorcik fajny, klimatyczny i nie przegadany.

Enderek, jak będzie kontynuacja, z pewnością zapłaci grzywnę. ;)

Jaka kontynuacja ??? Strzał, albo skok za burtę z głodu za te puszki mu się należy.

Dobrze że dałeś nam czas przynajmniej do 2099 roku ;)

Spokojnie. Właśnie nadleciał statek. Będzie wniosek do mędzygalagtycznego sanepidu.

Fajny klimat. Samotność, poczucie beznadziei. Bohater niby pogodzony z losem, a gdy dostrzega wyspę, budzi się w nim nadzieja. Tylko czy to dobrze? Lepiej ją mieć czy jednak nie? A tak mi się filozoficznie zrobiło:-) pozdrawiam

Olciatka, dziękuję za odwiedziny i cieszę się, że Ci się spodobało. A co do nadziei. Ponoć umiera ostatnia, choć z czasem coraz bardziej jest tłumiona.

OK, ponumerowane puszki przemawiają do wyobraźni. Ale nie pogniewałabym się za więcej wyjaśnień – jak to się stało, że jeden facet wylądował na statku z puszkami? Jaki nagły szlag trafił resztę? Dlaczego nie próbuje jakoś hodować żarcia? Szklarnia na dachu czy coś?

Babska logika rządzi!

Finkla, bardzo dziękuję, że zajrzałaś. Twój komentarz jest kolejnym, który sprawił, że poważnie podejdę do odpowiedzi na wszystkie pytania, które się pojawiły. Innymi słowy, muszę do tej historii dopisać jakieś 400k zzs. 

 

Nowa Fantastyka