- Opowiadanie: Gekikara - Kefas znaczy Skała

Kefas znaczy Skała

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Kefas znaczy Skała

Na pałacowym dziedzińcu rozpalono ogień, by rozproszyć chłód, przygnany przez zachodni wiatr. Noc miała się już ku końcowi, choć próżno było szukać na niebie zapowiedzi świtu – ten zawsze przychodził raptownie, zalewając miasto słonecznym żarem. Zwykle o tej porze, tuż przed pierwszym kogucim pieniem, dziedziniec był zupełnie pusty, jednak dziś zebrał się tam spory tłum. Mężczyźni – w większości niższego stanu – wypełniali krużganki, kłębili się w przedsionku, otaczali wielkie ognisko na środku placu. Część sług siedziała między nimi, inni przechadzali się w tłumie. Gdzieniegdzie – u wrót, na murach, przy wejściach do komnat – żołnierze odbywali wartę. Wszyscy wyczekiwali jednego: decyzji Wysokiej Rady. 

– Wydadzą go na śmierć – prorokował mężczyzna, posiwiały i zasuszony niczym stary owoc daktylowca, wystawiając powykręcane przez upływ czasu członki w stronę płomieni. – Dziwne, po prawdzie, że nie zabrali go od razu do namiestnika.

– A cóż on uczynił, że godzien jest podobnego wyroku? – odezwał się głos z drugiej strony ognia.

– Każdego kana’im czeka taki los – odparł starzec. – Czy zapomnieliście Judę z Gamali, jego synów i tych, co za nim poszli? Młodzi jesteście, wszyscy jak tu siedzicie, jeśli nie pamiętacie smrodu ich ciał przybitych do słupów przy każdej z dróg do miasta. Chmary ptactwa obsiadały ich, by żywić się wnętrznościami. Dzikie osy wyszarpywały kawały mięsa z ich nóg. Ci co mieli szczęście, zginęli w walce, inni… 

– Dość, starcze – uciszył go mężczyzna siedzący po lewicy. – Jeśli dosłyszą cię żołnierze, dokonamy żywota w ten sam sposób. 

– Ten nie jest kana’im – dodał głos zza ogniska. – Pojmali go, choć nie złamał ani prawa ojców, ani pogan. Kapłani zazdroszczą mu i boją się go, bowiem…

– Kapłani, boją! – roześmiał się ten, który zasiadał obok starca. – A kimże on jest, żeby się go bali? Namiestnikiem? Arystokratą? Uczonym w Piśmie? Czyż on nie jest tekton? Mało takich jak on chadza ulicami? Obdartusów w łachmanach, fałszywych rabbich, nawiedzonych pustelników, którzy prawych mężów odciągają od ich żon i domostw? Nie tak dawno stracili jednego jemu podobnego, tego, co był z essaioi

– Zbyt wiele czasu przebywasz w Antipatris, kupcze. Już mówisz nawet jak oni.

– I cóż z tego? Miałbym chwycić za miecz i dołączyć do jednej z tych band, włóczyć się bez celu ze wsi do wsi za szaleńcem uważającym się za pomazańca? Może zostać buntownikiem, jak ten…

– On nie jest buntownikiem – raz jeszcze przemówił mężczyzna siedzący po drugiej stronie ognia. – Ani szaleńcem. 

– Nie? Czyż nie tytułował się królem? On! Królem!

– Ty. – Służka Najwyższego Kapłana, która przycupnęła tuż przy nich, by ogrzać się zanim wróci do swych obowiązków, wskazała palcem zgarbionego mężczyznę, siedzącego po prawicy starca. – Ty byłeś z nim, powiedz, kimże on jest?

– Nie wiem, o czym mówisz, kobieto – wypowiedziały usta Kefasa, kiedy wstawał, by odejść w tłum i skryć się w cieniu.

Kogut zapiał po raz pierwszy. 

 

***

 

Otwieram oczy.

Wita mnie jednostajna, lita czerń. Nie słyszę żadnych dźwięków. W ogóle nic nie czuję. Unoszę się w absolutnej nicości. Podobno są tacy, którzy płacą, by tego doświadczyć, ponoć ma działanie relaksacyjne, zwiększa kreatywność, zdolność uczenia się, poprawia krążenie krwi – dla mnie jest niczym innym, niż torturą. Wyciągam rękę przed siebie i pukam w wieko kabiny. Trzy długie stuknięcia, dwa krótkie – to znak, że chcę wyjść.

Wieko unosi się, wpuszczając do środka białe, sztuczne światło. Odwykłe od bodźców fotoreceptory wysyłają do mózgu sygnał o bólu. Zasłaniam twarz dłonią mokrą od roztworu soli gorzkiej.

– Wszystko w porządku? – pyta brunetka w białym fartuchu. To Lillian, ona obsługuje maszynę i monitoruje mój stan. Wybiera przycisk i pompa opróżnia komorę z cieczy. Wysuwam przed siebie ramię. Kobieta zakłada na nie ciśnieniomierz i czuję, jak opaska się zaciska. – Udało się?

– Nie… Prawie – odpowiadam. – Byłem… Prawie w dobrym momencie… – Mówienie przychodzi mi z trudem. To efekt uboczny podróży mnemotemporalnej. W odtwarzanym wspomnieniu mówiłem i myślałem po aramejsku, musi minąć chwila, nim ośrodek Broki przestawi się na angielski. – Czekałem na dziedzińcu pałacu Kajfasza, aż Sanhedryn zadecyduje o jego losie. To się wydarzyło! – Lilly podaje mi ręcznik. Osuszam swoje nagie ciało, owijam się nim w pasie i wychodzę z kabiny. Siadam na jej krawędzi. Jestem słaby. Szpitalna sala, wyposażona we wszelkie cuda techniki pozwalające monitorować stan organizmu na odległość, lekko się kołysze. – Bo wydarzyło się, prawda?

– Ależ bez wątpienia. – Chropowaty głos drażni moje bębenki. Należy do doktora Helela Benshahara, on prowadzi projekt. Ta cała podróż mnemotemporalna to jego odkrycie. Wolę nie wiedzieć, jak na to wpadł, ale ponoć jest faworytem do otrzymania Nobla. Rzadko go widuję. Odwiedza każdego z badanych w Instytucie raz na trzy dni, rzuca tylko kilka słów i znika. Chyba, że ktoś robi postępy. – W innym wypadku nie wydalibyśmy milionów na aparaturę, kolejnych na testy hipnoterapeutyczne i sprowadzenie tu waszej dwunastki, na waszą edukację i szkolenie. To, co pan widział, to najprawdziwszy obraz z przeszłości. Przeszłości jednego z pana przodków tej samej płci, jeśli chodzi o ścisłość.

Wszystko to już wiem, dowiedziałem się tego po przystąpieniu do eksperymentu, ale nadal nie mogę w to uwierzyć.

– Nauczyliśmy pana aramejskiego, hebrajskiego, greki i łaciny. Zaznajomiliśmy z historią, geografią i kulturą Palestyny pierwszego wieku. Czy sądzi pan, że zrobilibyśmy to dla zabawy? – pyta Helel. Jak zwykle okazuje swoją wyższość. Nie lubię go.

– Nie, skądże – odpowiadam.

– Jesteśmy już blisko – do rozmowy dołącza się Lilly. Na całe szczęście. – Trafiliśmy na dzień męki. Jeszcze kilka prób i…

Słysząc to, doktor się rozpromienia. Na jego twarzy pojawia się, daję słowo, prawdziwy uśmiech.

– Widział już go pan? – Kładzie rękę na moim ramieniu i pochyla się, by patrzeć mi w oczy. – Spotkał już pan Jeszuę?

– Jeszcze nie. – Uciekam wzrokiem, czuję się skrępowany pod naporem jego spojrzenia. Jest zimne i takie… nieludzkie. To znaczy nie takie, jakim jeden człowiek patrzy na drugiego człowieka, tylko takie, jakie posyła tresowanemu psu, kiedy ten wykona komendę.

Doktor podnosi się, chrząka dwukrotnie.

– Gdy tylko uda się panu go zobaczyć, proszę mnie poinformować. Przygotujemy maszynę do transkrypcji wspomnień – mówi, po czym wychodzi z sali.

Lilly podaje mi szklankę wody. Wypijam ją łapczywie. To na razie wszystko, na co mogę liczyć w trakcie badania. Musimy dziś przeprowadzić jeszcze co najmniej dwie próby. 

– Gotowy? – pyta.

Kiwam głową na tak, ściągam ręcznik i kładę się w kabinie wyglądającej jak walcowata trumna. Lilly podchodzi, robi mi zastrzyk substancji, która ma odblokować pokłady pamięci komórkowej, po czym wciska przycisk i komora deprywacyjna wypełnia się płynem o temperaturze mojej skóry. Po chwili znów unoszę się w nicości.

Zamykam oczy.

 

***

 

Ze wzniesienia rozciągał się widok na całe miasto, zbudowane na siedmiu wzgórzach po drugiej stronie rzeki. Część budynków niedawno spłonęła, a strawiony przez ogień obszar przypominał bliznę na zdrowej tkance metropolii.

Skazańca prowadził cały oddział żołnierzy, co było zbytkiem, jak na eskortę dla jednego mężczyzny, który lata młodości pozostawił już dawno za sobą i z trudem taszczył przeznaczoną mu belkę na miejsce kaźni. Wkopany w ziemię drewniany słup już go oczekiwał.

– Ty jesteś Petrus, przywódca sekty chrześcijan, którzy są wrogami porządku publicznego i wszelkiego życia, spożywają krew i ciało ludzkie, oraz winni są podpalenia Rzymu – oznajmił setnik. – Miłościwy Nero, Największy z Wielkich, Władca Świata, nakazał jednak ofiarować ci szansę zmycia wszystkich win. Wyrzeknij się swego boga, wydaj pozostałych i wskaż podpalaczy, daj publiczne świadectwo przeciw nim, a dożyjesz swych dni w spokoju i zbytku. 

Słysząc te słowa, Kefas wspomniał noc sprzed trzydziestu lat. Przez cały ten czas, kiedy głosił przekazane mu słowo, kiedy niósł nowinę o bliskim nadejściu Królestwa Bożego po różnych zakątkach Imperium, kiedy nauczał skrywających się w Rzymie chrześcijan, czuł ciężar swojego dawnego grzechu. Teraz historia zatoczyła koło, dając mu okazję zadośćuczynienia.

Pozostał sam ze swoją męką. Gdy go pojmali, uczniowie wyparli się go, a przyjaciele udawali, że pierwszy raz widzą go na oczy. Przyjdzie mu zginąć tak, jak zginął Pan. Nie czuł się godny tego zaszczytu. 

– Jestem Petrus – odpowiedział po łacinie. – Przywódca chrześcijan, wyznaczony przez Pana Naszego, Jezusa Chrystusa. Nie podpaliłem jednak Rzymu i zaręczam, że nikt z chrześcijan tego nie uczynił. To jedyne świadectwo, jakie mogę wam przekazać. 

Setnik pokiwał głową ze zrozumieniem.

Kefas po raz pierwszy przyjrzał się dokładniej skrytemu pod hełmem obliczu dowódcy. Znał tego człowieka. Spotykał go na wieczerzach i podczas modlitwy, łamał się z nim chlebem i pił wino z jednego kielicha. 

– Nie mam ci za złe – wyszeptał, by nie usłyszał go nikt, poza setnikiem, który stał tuż obok. – Jeśli mogę o coś prosić, to byście powiesili mnie głową w dół, bowiem nie jestem godzien umierać tam samo jak Pan. 

Dowódca żołnierzy skinął głową na tak, spojrzał w twarz starego apostoła dwojgiem smutnych oczu i dał katom odpowiedni znak, wówczas przybili wspornik do słupa, by położyć na nim belkę. Dwóch złapało przywódcę chrześcijan za ramiona, trzeci chwycił sterane wędrówką nogi skazańca, by przekręcić go głową do ziemi. Czwarty, wszedłszy na opartą o słup drabinę, czekał już z gwoździem i młotkiem w dłoni. 

Przeszywający ból ogarnął Kefasa, kiedy żelazny trzpień wszedł w jego ciało, łamiąc kości stóp. Dwa kolejne zmiażdżyły nadgarstki. Krew sączyła się z ran na suchą glebę, a ta, która pozostała wewnątrz ciała, spływała mu do głowy, aż wreszcie pozbawiła go przytomności.

 

***

 

Przeraźliwy dźwięk odbija się echem wewnątrz komory. To ja krzyczę. Podrywam głowę do góry i uderzam w zamknięte wieko. Czuję się, jak w trumnie. Puls przyspiesza, gorączkowo łapię oddech, hiperwentyluję – mam atak paniki, ale przed chwilą przeżyłem śmierć, na to nas, kurwa, nie przygotowywali!

Lilly nie czeka na ustalony znak, otwiera kabinę. Kiedy świat zewnętrzny ukazuje się przede mną, widzę ją z ręcznikiem w jednym ręku, a strzykawką w drugim. Podnoszę rękę i zatrzymuję ją w pół kroku. Nie chcę alprazolamu. Chwytam oburącz krawędź komory i zawisam na niej. Dochodzę do siebie. Przynajmniej na tyle, by coś powiedzieć.

– Kur… wa… – dyszę. Serce nadal próbuje połamać mi żebra. – Pierdolę to. Wypuśćcie mnie stąd.

Ręcznik opada na moje ramiona, a na twarzy czuję aksamitny dotyk dłoni Lillian. Unosi moją głowę i spogląda mi prosto w oczy.

– Simon, jesteśmy tak blisko – mówi. – Jeszcze kilka prób i na pewno się uda, zgarniemy kasę i już nigdy nie będziemy się o nic martwić. Cały świat stanie przed nami otworem. Pamiętasz, co ci obiecałam? – uśmiecha się i patrzy na mnie spod przymrużonych powiek. 

Sypiamy ze sobą. Wykorzystuje to, żeby mnie przekonać. 

– Nie wiesz, przez co właśnie przeszedłem – odpieram. Udaje mi się wyrównać oddech, odczyt elektrokardiogramu wraca do normy. – Pamięć komórkowa? Pierdolenie! Jak niby w komórkach miałaby zostać utrwalona informacja o śmierci mojego przodka?! Helel robi nas w chuja.

– Simon, Simon… to nieważne. – Lilly dotyka czołem mojego czoła. – Co to za różnica, jak to wszystko naukowo wyjaśnić? O to będą się martwić tacy goście, jak doktor Helel. My robimy swoje, tak? Nie możesz się teraz wycofać – przestrzega mnie. – Podpisałeś zobowiązanie. Jego prawnicy cię zniszczą, będziesz zrujnowany, jeśli odejdziesz.

Ma rację. Ciężko mi to przyznać, ale Benshahar ma mnie w garści. Mija kilka długich minut ciszy. Mam czas, by to wszystko sobie przemyśleć.

– W porządku – decyduję wreszcie. – Zróbmy to.

– Skupiłeś się na ukrzyżowaniu, może dlatego trafiłeś w takie wspomnienie. Tym razem pomyśl o czymś innym, czymś, co było wcześniej – instruuje mnie, przygotowując kolejny zastrzyk czarnej, smolistej substancji, która pali, gdy rozlewa się w żyłach.

– Po co mu to? – pytam. – Czemu tak bardzo chce, żebym spotkał Jezusa?

– Żartujesz sobie? To największa zagadka historii! Jaki był, co naprawdę mówił i robił? Znamy go tylko z tekstów ewangelicznych, które powstały w konkretnym celu i nie mogą służyć jako rzetelne źródło historyczne, zresztą często stoją w sprzeczności ze sobą. Poznać Jezusa takim, jaki był… 

Nigdy nie byłem wierzący, nie interesuje mnie ta cała szopka, więc porzucam temat. 

– Ale nie dziwi cię to? – Nie ustaję za to w swoich dociekaniach. – Tak samo jego maszyna do transkrypcji wspomnień. Jak ona w ogóle działa? Nic o tym nie mówili w trakcie szkolenia.

Lilly odchodzi od stanowiska, siada na skraju kabiny, patrzy na mnie z wyrazem troski na twarzy.

– Jak działa? Nie mam pojęcia. – Wzrusza ramionami. – Jestem tylko technikiem, nie potencjalnym noblistą. Zróbmy przerwę, jesteś cały roztrzęsiony.

– Nie, nie trzeba, jest ok – zapewniam ją. – Tylko tak sobie myślę… Jeśli ta maszyna… Jeśli on wcale nie chce nagrać wspomnień, tylko…

– Tylko co?

– Nie wiem… zmienić, wymazać – rzucam bez zastanowienia.

– To znaczy historię? Myślisz, że on chce zmienić historię? – Lilly wypowiada na głos moje obawy, po czym wybucha perlistym śmiechem. – Jakby to było w ogóle możliwe? – Marszczy czoło i patrzy na mnie jak na skończonego głupka. Dopiero wówczas dociera do mnie, jak absurdalne są moje podejrzenia. To chyba rzeczywiście wpływ ostatniej podróży, mocno dała mi się we znaki… czułem… nadal czuję, jakby to nie było tylko wspomnienie. Jakbym naprawdę tam był ledwie przed paroma minutami.

Muszę wziąć się w garść.

– Zróbmy to – mówię i zamykam oczy.

Wita mnie dobrze znana pustka.

 

***

 

Świątynia stanowiła centrum kosmosu. Ogromna, sama mogła uchodzić za małe miasto. Zbudowana została bez zaprawy – w całości utrzymywała się jedynie dzięki ciężarowi napierających na siebie wielkich kamiennych bloków, z których ją wzniesiono. Poprzez to Święte Miejsce boska siła emanowała aż na krańce świata. Dwa razy każdego dnia wierni składali tu ofiary ku chwale Stworzyciela. Pielgrzymi, przybywający z całego Izraela, wkraczali na plac świątynny z różnych stron, wybierając jedną z jedenastu bram, a na schodach prowadzących do każdej z nich samozwańczy kaznodzieje i uczeni w piśmie toczyli swoje dysputy. Z Dziedzińca Izraela, po całym świątynnym terenie, roznosił się smród stosu całopalnego i śpiew chóru. 

Na najniższym stopniu wspinających się ku Bramie Potrójnej schodów, niedaleko Królewskiego Portyku, gdzie pielgrzymi wymieniali cesarskie monety na wybijane przez kapłanów szekle, siedział mniej więcej trzydziestoletni mężczyzna, otoczony przez grono uczniów. Jego słowom przysłuchiwali się także perushim, którzy zwykli z nim dyskutować na wszelkie możliwe tematy.

– Jeszuo, ta niewiasta to cudzołożnica – przemówił jeden z uczonych, wskazując kobietę spośród zebranych. – Wedle Mojżesza winniśmy ją ukamienować, rzymskie prawo jednak tego zabrania. Co radzisz uczynić?

Mężczyzna miał przemówić, spojrzał jednak ku swym uczniom, jakby coś wśród nich naraz zwróciło jego uwagę, po czym schylił się nad kamienistym podłożem i zaczął kreślić znaki w naniesionym przez setki stóp podróżnych pyle.

– Czyżbyś nie miał odpowiedzi? Zawsze zadziwiasz nas swoją mądrością, a tym razem milczysz? – dopytywali.

– Kto jest bez grzechu, ten niech pierwszy rzuci kamień – rzekł wymijająco, poświęciwszy im ledwie ułamek chwili i powrócił do przerwanej czynności. Nie powiedział już nic więcej, pochłonięty rysowaniem symboli, które z grubsza przypominały greckie lub łacińskie pismo, jednak nie układały się w słowa żadnego języka, który mógłby być znany przybywającym do świątyni.

Gdy skończył, skierował wzrok na Kefasa, najwierniejszego spośród uczniów, spojrzał mu głęboko w oczy i patrzył tak, patrzył bez końca, aż…

 

***

 

Jestem z powrotem.

Dryfuję pośród ciemności o neutralnej temperaturze, w przestrzeni wolnej od dźwięków i zapachów. Komora deprywacyjna potrafi wywołać wrażenie, że w ogóle nie posiadasz ciała, że jesteś jedynie punktem, soczewką, przez którą można postrzegać świat. Zawsze mnie to przerażało, tym razem jednak trwam spokojny, choć tuż pod powierzchnią świadomości wzbiera ekscytacja.

Ujrzałem Go, spotkałem największego i najbardziej tajemniczego twórcę ruchu religijnego w dziejach i – to szaleństwo, ale jestem przekonany – On także mnie zobaczył. Nie mam co do tego wątpliwości. 

Zwłaszcza dlatego, że słowa, które zapisał u stóp świątynnych schodów, były po angielsku. 

To wiadomość dla mnie.

Z wolna otwieram oczy i pukam w wieko komory. To unosi się, Lilly już ma przygotowany ręcznik i szklankę wody. Przyjmuję jedno i drugie. Gaszę pragnienie, ścieram solny roztwór ze skóry i wychodzę. Ledwie mi się to udaje, ale staję o własnych siłach. 

– Koniec na dzisiaj? – pyta mnie kobieta, z którą sypiam… to jest sypiałem. Ona jeszcze o tym nie wie, ale dziś wszystko się zmieniło. 

– Koniec na zawsze – odpowiadam, zakładając ubranie. 

– Jak to? – Na jej twarzy najpierw maluje się obawa, a potem radość. Wiem, co przeczuwa i czuję żal, że muszę ją okłamać. – Udało ci się? 

– Nie – kłamię, ponieważ nie mam innego wyboru. Zapinam pasek od spodni, na ramiona zarzucam koszulę. 

Kobieta dopada do mnie, ściska nadgarstki.

– Nie możesz tego zrobić, nie możesz się wycofać!

Jakimś cudem słyszy to Helal Benshahar, pojawia się w drzwiach wychodzących na korytarz.

– Panie Peters, czy wystąpił jakiś problem? – pyta. Już nie jest arogancki, ale nadal go nie trawię. 

– Absolutnie żaden, po prostu rezygnuję.

– Zaraz, nie może pan tego zrobić – poucza mnie doktor. – Podpisaliśmy umowę. Jeśli pan się teraz wycofa, czekają pana konsekwencje.

– Trudno. – Podchodzę do wyjścia.

Lilly ciągnie mnie za rękaw. W drzwiach stoi Benshahar, który nie zamierza się usunąć.

– Pan go spotkał, prawda? Widział go pan? Proszę odpowiedzieć! – Nic nie mówię, tylko przepycham się na korytarz. – To wspomnienie należy do mnie! Za kogo pan się ma, żeby mnie tak traktować?!

Ignoruję krzyki doktora, odwrócony do niego plecami, idę dalej korytarzem ku wyjściu. Słyszę, jak ktoś rusza pędem w moją stronę, klapiąc przy tym podeszwami o posadzkę. To Lilly. Wbija strzykawkę w moje prawe udo. Ochrona, którą zawezwał Helel, już zmierza w moim kierunku.

– Wyciągnę to wspomnienie, rozumiesz?! Wyrwę je z ciebie! W końcu ulegniesz i wpuścisz mnie do swojej głowy! – odgraża się Helel. Pluje przy mówieniu, kiedy jest wściekły. Stalowe ręce ochroniarzy zaciskają się na moich ramionach.

Nie obawiam się ich, nie są w stanie mnie złamać. Przecież już raz umarłem.

Jestem Kefas, to znaczy Skała.

 

Koniec

Komentarze

Słyszę, jak za ktoś rusza pędem w moją stronę, – za mna, albo bez za.

 

dooobre, jak video z Jezusem. Fajny klimat + te swieta. Ladne natchnienie miales.

brakowalo mi scen z tamtych czasow, mogloby byc wiecej, zwlaszcza ze ja sobie to troche inaczej wyobrazalem :) no i… co napisal Jezus?

 

 

Dzięki za czujność, zupełnie nie wiem skąd się to "za" tam wzięło i co miałoby tam robić. Co więcej, czytałem tekst przed i po publikacji i przysiągłbym, że go tam nie było! 

 

Te święta może nie tyle mnie natchnęły (z tekstem dotyczącym tamtych czasów, o wiele bardziej obszernym, noszę się już dłuuugi czas), co posłużyły za okazję. :) 

Czy mało scen? Mniej więcej pół tekstu. Co do wyobrażeń to dążyłem do tego, by tekst był osadzony w historii okresu i zgodny z faktami. 

Zle mnie zrozumiales, scen pewnie wystarczajaco duzo, chodzilo mi bardziej, ze opowuadanie w tamtym miejscu zdecydowanie bardziej mi sie podoba i chcialoby sie wiecej. Jak dla mnie mogloby byc tego zdecydowanie wiecej :)

Cóż to, Assassin’s Creed: Twelve Disciples? ;P Grałabym.

A tak poważnie, chyba mocno inspirowane tą serią?

 

Nieźle napisane, ale bez wyrazu. Fabuła dość mikra, w zasadzie służy tylko “nawróceniu” tudzież religijnemu przebudzeniu głównego bohatera. Zgadzam się z Pawelkiem, segmenty osadzone w przeszłości czytało się przyjemniej, jakbyś lepiej czuł temat. Te w przyszłości nadal stylistycznie okej.

Szkoda tylko, że ostatecznie tekst do niczego nie prowadzi, pozostawia niedosyt i wrażenie, że to taka trochę proreligijna reklama, gloryfikująca poświęcenie dla wyznawanych wartości. Może za daleko posunięta interpretacja, ale nie mogłam się właśnie takiemu wrażeniu oprzeć.

No i najciekawsze wątki nierozwiązane: kwestia Jezusa, który widzi przez czasoprzestrzeń oraz doktora o podejrzanie świetlistym imieniu i nazwisku. Tu właśnie krył się największy potencjał, niewykorzystany niestety. Zwłaszcza

 

– Po co to mu? – pytam.

Dziwnie brzmi ten szyk, proponuję: “Po co mu to?”

 

“Peters” też mi zgrzytnęło, niby nawiązanie, ok, ale co za niezwykły zbieg okoliczności, że potomek Piotra akurat takie nazwisko nosi…

 

Kliknę bibliotekę, bo całkiem sprawny kawałek tekstu.

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

gravelu, nie wiem, czy tekst ma związek z Assassins Creed – nigdy nie grałem w tę grę. 

… ok, wyguglowalem opis filmu i rzeczywiście, motyw podobny, ale nie do końca, bo – jak słusznie zauważyłeś – imiona i nazwiska bohaterów są podejrzanie bliskie i sam bohater powątpiewa w "oficjalne" wyjaśnienia tego zjawiska. 

Jeśli miałbym wskazać jakieś źródło inspiracji, to raczej "Valisa" Philipa K. Dicka. 

 

… I to właśnie spojrzenie, odmienne od Assassins Creed :) , pozwala traktować zakończenie inaczej. Mój błąd jeśli zbyt lekko to zasugerowałem, bo już taką mam wadę, że lubię o rzeczach pisać nie wprost. 

Co do przesłania – czy nawrócenie bohatera jest niedostatecznym zamknięciem opowiadania? Może. Dodałbym do tego również odejście od rozumowego wyjaśniania wiary i szukania dowodów, w myśl słów "błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli" – i szczerze mówiąc obawiałem się, jak takie przesłanie zostanie przyjęte, kiedy wrzucałem tekst. 

Czy jest to agitacja? Absolutnie nie. Osobiście religią (a w zasadzie judaizmem starożytnym i wczesnum chrześcijaństwem) bardziej się fascynuję, niż wyznaję. 

 

Czy fabuła mikro? Poznajemy dwie historie, Piotra starożytnego i Piotra współczesnego, obserwujemy jak jeden i drugi przechodzą pewną przemianę – historia jednego jest znana, historia drugiego (drugiego?) to taki mały twist. Może nie jest to złożona pełna zwrotów akcji historia, ale cóż… jakoś zawsze stawiam raczej na nawiązania, klimat i myśl przewodnią. Uczę się od tego odchodzić. :) 

 

Co do fragmentów z przeszłości i przyszłości – celowo użyłem dwóch zupełnie innych narracji… i mnie też ta z czasów starożytnych podoba się bardziej. :) 

 

Dzięki za klika! 

Twoje opko z Assassin’s Creed łączy bardziej motyw maszyny przenoszącej w przeszłość dzięki pamięci genetycznej – wyguglaj sobie Animusa. A jak będziesz kiedyś miał okazję pograć, polecam, szczególnie Assassin’s Creed: Origins – całkiem przyzwoite przedstawienie starożytności, chociaż tam akurat Egipt, nie Lewant.

 

Judaizm starożytny dobra rzecz. Nie ukrywam, tematyka bliska memu sercu i zainteresowaniom, dlatego jeśli kiedyś wrócisz do biblijnego Izraela, chętnie zerknę i poczytam ;)

 

 

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

I tu cię mam, bo u mnie pamięć dziedziczona po przodkach okazuje się kłamstwem Helela. :) 

 

Dam znać z pewnością… w sumie to już trzeci tekst, gdzie sięgam po jakieś motywy żydowskie. Do biblijnego Izraela też kiedyś wrócę. :) 

No dobra, bardzo lubię bliskowschodnie klimaty we wszelkich przejawach. Opowiadanie jednak pozostawiło sporo niedosytu. I to nie ten niedosyt, kiedy przeczytasz opowiadanie i wiesz, że to całość, więc akceptujesz niedomówienia. Tutaj mi brakuje szczegółów. Widziałabym tutaj jeszcze więcej, bo teraz dostałam fajną przystawkę – podróże mnemotemporalne i badanie kwestii Jezusa. Dałeś mi taki haczyk i bęc, koniec opowiadania. Tak się nie robi ;)

Tekst też jest napisany sprawnie i dobrze się go czyta, ale kurczę, daj mi coś więcej! I zajrzę do innych opowiadań z motywami biblijnymi. Trzy powiadasz ;)

Deirdriu, przede wszystkim dzięki za wpis!

Jeśli poczułaś chęć sięgnięcia po więcej, to, kurcze, oznacza, że opowiadanie zadziałało prawidłowo. 

Czemu nie rozwinałem kwestii poznawania Jezusa, czemu nie napisałem, jaka wiadomość pozostawił? Temu, że gdybym to zrobił, zaprzeczyłbym przesłaniu opowiadania – czyli, że pewne rzeczy powinny pozostać w sferze wiary. Nie bez powodu Simon kłamie, że nie spotkał Jezusa.  

Co do tego, że mało szczegółów jest podanych odnośnie podróży mnemotemporalnych, to rzeczywiście, mogłem więcej napisać o tym, choć chciałem pozostawić to, co naprawdę się wydarzyło, w sferze domysłów. :) 

Gdyby zdania były nieco krótsze, tekst nabrałby lepszej dynamiki i lepiej by się czytało. Sam początek odstraszył wielokrotnie złożonymi zdaniami i wtrąceniami, przez co wszystko trochę plącze. Zanim dotrze się do końca zdania, już nie pamięta się, o czym był początek. Poza tym był całkiem przyjemny tekst :) 

Jako się obiecało, tak rewizytuję.

 Na pałacowym dziedzińcu rozpalono ogień, by rozproszyć chłód, który przygnał zachodni, dmący od strony morza wiatr.

Trochę, jak to nazywają Amerykanie, clunky. Bo, chociażby, czy to wiatr przygnał chłód, czy odwrotnie? I po co tak mocne podkreślenie, że wiatr zachodni jest od morza? Już po kilku pierwszych zdaniach widzę, że celujesz w dość wysoki ton, i przypuszczam, że wiem, dlaczego (mogę się mylić!), zacytuję więc tylko: "Styka, ty Mnie nie maluj na kolanach, ty Mnie maluj dobrze" i dalej będę się czepiała tylko nierówności tegoż tonu.

w większości niższego stanu

A po czym to znać?

 okalali wielkie ognisko

"Okalanie" to raczej nie jest coś, co robią ludzie.

wypełniać zachcianki najeżdżającego to szlachetne miejsce motłochu, ale by pilnować porządku

Niezbyt to spójne. Najeźdźcy zwykle przybywają z zewnątrz, motłoch jest miejscowy. I dlaczego mielibyśmy pomyśleć, że słudzy mają za zadanie dogadzać tłumowi? To w końcu nie słudzy tłumu.

 Gdzieniegdzie (…) wartę odbywali żołnierze.

Taka składnia sugeruje, że ktoś jeszcze odbywał wartę.

 prorokował posunięty w latach mężczyzna, posiwiały i zasuszony niczym owoc daktylowca

Opisujesz starca, więc nie musisz dodawać, że był stary, to wynika z opisu. Daktyle nie są zasuszone z natury, tylko do nas je takimi przywożą.

 w stronę gorących płomieni

W jakim celu podkreślasz, że były gorące?

 Dziwne po prawdzie, że

Wtrącenie: dziwne, po prawdzie, że.

 Młodzi jesteście wszyscy jak tu siedzicie, jeśli

Jw. Młodzi jesteście, wszyscy jak tu siedzicie, jeśli.

 Już mówisz nawet, jak oni.

Tu nie dałabym przecinka, bo sugeruje, że "oni" mówią i ten facet też. Co w sumie jest prawdą, ale chyba nie o to chodzi.

siedzący w oddali

Za ogniskiem – to jeszcze nie w oddali.

tłum zapewniający anonimowość

"Zapewniający anonimowość" to bardzo współczesne zdanie, nie gra z Twoją mocną stylizacją.

 lita czerń

Hmm. Nie jest to błąd, ale jesteś pewien? Ta czerń ma być taka przytłaczająca?

 działa to relaksacyjnie

Nie dałabym głowy za to sformułowanie.

jest niczym innym, niż torturą

Bit English.

 wpuszczając do środka pasmo białego, sztucznego światła

Pasmo światła? Jak tasiemkę? Połóż się, zamknij oczy i spróbuj sobie wyobrazić, że jesteś w takiej sytuacji.

gorzkiej soli

Soli gorzkiej – to nazwa własna, jako całość. Tj. nie chodzi o jakąś tam sól, która jest gorzka, ale konkretnie o siarczan magnezu. Dlatego nie można stawiać przymiotnika na początku, jak zwykle.

ja wysuwam ramię przed siebie

Tu też bym przestawiła: ja wysuwam przed siebie ramię. Trochę trudno mi zobaczyć całą tę scenę.

 Słowa przychodzą mi z trudem.

Chyba jednak musi być rzeczownik odczasownikowy: mówienie przychodzi mi z trudem.

 zadecyduje nad jego losem

Zadecyduje o jego losie. Nad jego losem radzi.

 wychodzę z kabiny. Siadam na jej krawędzi. Jestem słaby.

Nie jestem przekonana – siadywałam w życiu na krawędziach i wiem, że wymaga to uwagi i wysiłku mięśni, żeby nie spaść.

 faworytem do otrzymania Nobla

Hmm. Co najmniej kolokwialne.

 Czy sądzi pan, że zrobilibyśmy to bezcelowo?

Bardzo dziwne użycie słowa "bezcelowo". Może "dla zabawy"?

 Jak zwykle okazuje swoją wyższość. Nie lubię go.

Może mi to pokażesz?

 w rozmowę wkracza

Nie wkracza się w rozmowę. Można się wtrącić.

 Na jego pociągłej, nie wyrażającej nigdy wcześniej jakichkolwiek uczuć twarzy pojawia się

Strasznie długie to wtrącenie, utrudnia sparsowanie zdania.

 Kładzie mi rękę na ramieniu i pochyla się, by patrzeć mi w oczy.

Dwa "mi" obok siebie nie wyglądają za dobrze.

 jakim darzy tresowanego psa

Czemu "darzy"?

 Musimy przeprowadzić dziś

Przestawiłabym: musimy dziś przeprowadzić.

 zaczyna wypełniać się płynem

"Się" w polszczyźnie może, i najczęściej powinno, stać przed czasownikiem.

 Ze wzniesienia rozciągał się widok na całe miasto, zbudowane na siedmiu wzgórzach po drugiej stronie spływającej z wyżyn rzeki.

Punkcik za dbałość o szczegóły (sprawdziłam Janikulum), ale rzeki zazwyczaj spływają z wyżyn i nie widzę powodu, żeby to podkreślać. Następne zdanie mógłbyś, doprawdy, skondensować i skrócić.

co było zbytkiem jak na eskortę

Zbytkiem, jak na. Ale "zbytek" to luksus – może przesadą?

Miłościwy Nero, Największy z Wielkich, Władca Świata, nakazał jednak ofiarować ci szansę zmycia wszystkich win

Nie jest to specjalnie podobne do Ahenobarbusa, chyba, że bawi się skazańcem, ale w takim przypadku chciałby być na miejscu i popatrzeć sobie.

 Teraz historia zatoczyła koło, dając mu okazję zadośćuczynienia.

O nie, mój drogi, tak może myśleć współczesny socjolog (czyli Twój narrator? To jego myśli tu przebijają?) ale nie prosty rybak, a na pewno nie pierwszy chrześcijanin, który szczerze żałuje za grzech i nie chce go jeszcze doprawić pychą.

 Przyjdzie zginąć mu tak,

Przyjdzie mu zginąć.

 skinął głową na tak

Jakoś mi się to gryzie ze stylizacją, czemu nie "przytaknął"?

Dwóch złapało przywódcę chrześcijan za ramiona trzeci chwycił

Wyliczenie: dwóch złapało przywódcę chrześcijan za ramiona, trzeci chwycił.

 kości śródstopia

To nie jest podręcznik anatomii.

 Gęsta krew sączyła się z ran, wsiąkała w wysuszoną glebę, a ta, która pozostała wewnątrz ciała, spływała do głowy nieszczęśnika, aż wreszcie pozbawiła go przytomności.

Nie maluj na kolanach…

 Zapominam o wszelkich procedurach bezpieczeństwa, podrywam głowę do góry i uderzam w zamknięte wieko.

Za mocno to spowalniasz. Inna rzecz, że w narracji pierwszoosobowej trudno napisać dynamicznie i obrazowo zarazem. Skoro jednak stawiasz na obrazowość, "poderwanie" głowy do góry nie do końca mi tu pasuje.

 Czuję się, jakbym był w trumnie.

Ale to już wypada skrócić.

 delikatny dotyk dłoni

Aliterujesz, to przyciąga uwagę do samych słów, a odwraca od treści.

 Pamiętasz co ci obiecałam?

Pamiętasz, co ci obiecałam?

 Wykorzystuje, żeby

Wykorzystuje to, żeby.

odpieram

W znaczeniu konwersacyjnym ten czasownik jest ułomny. Odpieram cios, ale rozmówcy tylko odpowiadam.

 Jak niby w komórkach miałaby zostać utrwalona informacja o śmierci mojego przodka?!

Sensowne pytanie. Bardzo sensowne. Czemu nie zadał go wcześniej? I – jeśli jedna z postaci okłamuje inne, przydałoby się zasugerować, jak jest naprawdę.

 martwić się

"Się" na przód.

 w trakcie których zachowujemy ciszę

Bardzo nienaturalne, dziennikowe.

zastrzyk czarnej, smolistej substancji, która pali, gdy rozlewa się po żyłach.

Tak z ciekawości, kontrakt podpisywał krwią?

 – Po co to mu?

Nienaturalne. Po co mu to?

 stoją we wzajemnej sprzeczności

Stoją w sprzeczności jedne z drugimi. Sprzeczność z definicji jest relacją symetryczną.

 Zapytałabym raczej kto inny jest bardziej wart uwagi?

Trzeba rozdzielić poziomy języka: zapytałabym raczej, kto inny… "Bardziej wart uwagi" brzmi dziwnie.

 więc pozostawiam temat

"Pozostawić" można coś gdzieś, a on porzuca temat.

 patrzy na mnie z wyrazem troski.

Z wyrazem troski na twarzy, albo z troską.

 – Nie wiem… zmienić, wymazać – rzucam bez zastanowienia.

Dobra, rozumiem, że facet chwyta się brzytwy, ale nie bardzo wiem, skąd mogło mu to przyjść do głowy. Gdybyś to zapowiedział wcześniej, nie wiem, gdyby Simon się przekonał, że może zmieniać postępowanie Piotra, chociaż wejść z nim w dialog (jak Tomas z Grubasem w Valis), byłoby znacznie spójniej.

 Jakby to miało być w ogóle możliwe?

Jakby to w ogóle było możliwe.

 Poprzez to Święte Miejsce boska siła emanowała aż na krańce świata.

Nie jest to monoteistyczne myślenie.

 Z Dziedzińca Izraela, po całym świątynnym terenie, roznosił

Nie robiłabym z tego wtrącenia, ale chyba masz tu dowolność. Spytaj jeszcze kogoś.

 smród stosu całopalnego i dźwięk wyśpiewującego psalmy chóru

"Dźwięk" zdaje mi się tu zbyt ogólny.

 około trzydziestoletni

Mniej więcej trzydziestoletni, albo mężczyzna około trzydziestki.

 grono jego uczniów

"Jego" zbędne.

 kobietę spośród grupy zebranych

Kobietę wśród zebranych.

 rzymskie prawo jednak tego wzbrania

Lepiej "zabrania". Albo "zakazuje"?

 poświęciwszy im ledwie ułamek chwili

Bardzo mocno to podkreślasz.

 wzrok ku Kefasowi

Fonetycznie nieładne.

 w ogóle nie posiadasz ciała

Ciało to nie majątek, nie można go posiadać.

 soczewką przez którą

Soczewką, przez którą.

pod powierzchnią świadomości wzbiera burza ekscytacji

Purpurowe i prawie zrymowane.

w wieko komory. Ta otwiera się

Komora się otwiera, czy jednak wieko?

 usuwam solny roztwór ze skóry

Nienaturalne. Normalni ludzie ścierają ze skóry roztwór soli.

 oponuje stanowczo, prawie krzyczy.

Wycięłabym to – sama wypowiedź narzuca sposób swojego odczytania, didascalium sprawia wrażenie protekcjonalności wobec czytelnika.

czy wystąpił jakiś problem?

Tak, zawiesiło mu się sumienie ;)

 ciągnie mnie za jeden rękaw

"Jeden" możesz wyciąć, wystarczy liczba pojedyncza.

usiłując nakłonić do pozostania

Zbędne, bo oczywiste.

 Ignoruję krzyki

Anglicyzm.

 dalej podążam

Nienaturalne.

 Słyszę, jak ktoś rusza pędem w moją stronę, klapiąc przy tym podeszwami o posadzkę z imitacji marmuru.

Dałoby się skrócić.

przekonać cię siłą

Już i tak wyrywa je siłą, po co te eufemizmy? Nawyk?

 

Mmmm, klimatyczne. Ale nie do końca wiem, co chciałeś przekazać, mam wrażenie, jakbym już, już chwytała – a jednak uciekło. O czym jest ta historia?

że pewne rzeczy powinny pozostać w sferze wiary

Zgadzam się, ale mam wrażenie, że nie dotarłeś do tego tematu, a tylko go zasugerowałeś, w bardzo nienachalny sposób.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Trochę, jak to nazywają Amerykanie, clunky. Bo, chociażby, czy to wiatr przygnał chłód, czy odwrotnie? I po co tak mocne podkreślenie, że wiatr zachodni jest od morza? ← racja, już poprawiłem… jak wiele innych rzeczy, więc skomentuję te, które pozostawiłem, albo o których mam więcej do powiedzenia :)

 

A po czym to znać? ← widzisz, tu zastanawiałem się, czy opisać tłum, ale uznałem, że wówczas część opisowa będzie zbyt rozbudowana :)

 

"Okalanie" to raczej nie jest coś, co robią ludzie. ← wg definicji sjp to też “tworzyć obwódkę”, ale wyrażenie może niefortunne, więc zmieniłem

 

Niezbyt to spójne. Najeźdźcy zwykle przybywają z zewnątrz, motłoch jest miejscowy. I dlaczego mielibyśmy pomyśleć, że słudzy mają za zadanie dogadzać tłumowi? To w końcu nie słudzy tłumu ← najeżdżać użyłem by wskazać, że nie jest to miejsce; podmieniłem na “nachodzili”, chyba lepiej oddaje sens; pozostałą część wycinam, skoro to oczywiste :)

 

Taka składnia sugeruje, że ktoś jeszcze odbywał wartę. ← gdzieniegdzie, czyli tyle tylko, że w niektórych miejscach, po prostu było ich niewielu

 

Opisujesz starca, więc nie musisz dodawać, że był stary, to wynika z opisu. Daktyle nie są zasuszone z natury, tylko do nas je takimi przywożą. ← informację o latach wyciąłem, a co do daktylowców: jasne, ale suszenie daktyli to proces znany tak samo jak choćby suszenie żurawiny; a chciałem o tych daktylowcach wspomnieć, bo to buduje klimat epoki (dla Żydów daktylowiec to symbol sprawiedliwości), wiele razy też jest wspominany w biblii

 

"Zapewniający anonimowość" to bardzo współczesne zdanie, nie gra z Twoją mocną stylizacją. ← tak, ale, jak się potem okazuje, jest pewien element współczesności w tym tekście… ale ostatecznie fragment z anonimowością wyciąłem, bo jeszcze się tam powtórzenie trafiło.

 

Hmm. Nie jest to błąd, ale jesteś pewien? Ta czerń ma być taka przytłaczająca? ← taka najczarniejsza :)

 

 Trochę trudno mi zobaczyć całą tę scenę. ← mężczyzna wysuwa ramię, a kobieta zakłada na nie ciśnieniomierz, komorę otworzyła już wcześniej, w poprzednich zdaniach

 

Nie jestem przekonana – siadywałam w życiu na krawędziach i wiem, że wymaga to uwagi i wysiłku mięśni, żeby nie spaść. ja z kolei miałem w życiu wątpliwą przyjemność zemdleć parę razy i jak przychodzi taka niemoc, człowiek siada gdziekolwiek może, bohater po prostu nie miał siły iść gdzieś dalej

 

Hmm. Co najmniej kolokwialne. ← to rozmowa ludzi, którzy mają nieformalne relacje, sądzę, że sformułowanie temu odpowiada

 

Czemu "darzy"? ← zwrot “obdarzyć spojrzeniem” spotykałem wielokrotnie

 

Zbytkiem, jak na. Ale "zbytek" to luksus – może przesadą? ← zbytek oznacza również nadmiar czegoś

 

Nie jest to specjalnie podobne do Ahenobarbusa, chyba, że bawi się skazańcem, ale w takim przypadku chciałby być na miejscu i popatrzeć sobie. ← zastanawiałem się, czy użyć oficjalnego tytułu Nerona, ale nie byłby on tak przytłaczający, a chciałem, by w wypowiedzi centuriona był element zastraszenia; czemu takich słów użył? niewątpliwie wbrew sobie, ale z drugiej strony musiał ukrywać swoją wiarę, a często ci, którzy ukrywają swoje pochodzenie/poglądy są na pokaz bardziej okrutni wobec swoich, by nie dać się wykryć.

Chciałem poza tym połączyć historię Piotra z przeszłości z historią Piotra z przyszłości – jeden i drugi staje przed kimś, kto ma władzę i pieniądze, jeden i drugi musi dokonać wyboru (no i troszkę tę scenę stylizowałem na kurzenie Jezusa, kiedy diabeł kreuje się na pana świata :)).

 

O nie, mój drogi, tak może myśleć współczesny socjolog (czyli Twój narrator? To jego myśli tu przebijają?) ale nie prosty rybak, a na pewno nie pierwszy chrześcijanin, który szczerze żałuje za grzech i nie chce go jeszcze doprawić pychą. ← oczywiście, że słyszymy tu po trosze narratora, aczkolwiek nie wiem, czemu Piotr miałby nie widzieć okazji do zadośćuczynienia. Dla Piotra cierpienie miało znaczenie szczególne, zacytuję 1 list, co do którego raczej nie ma wątpliwości, że jest jego autorstwa:

 

“Co bowiem za chwała, jeżeli przetrzymacie chłostę jako grzesznicy? – Ale to się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia. Do tego bowiem jesteście powołani. Chrystus przecież również cierpiał za was i zostawił wam wzór, abyście szli za Nim Jego śladami. “

 

W moim tekście Piotr stwierdza, że nie jest winien zarzucanych mu zbrodni, ale poddaje się karze. 

…jest też inna sprawa, w gruncie rzeczy obydwaj Piotrowie, to jeden Piotr w jakimś sensie. Najlepsze, do czego bym tu przyrównał ich relację, to gilgul neshamot, taka żydowska wędrówka dusz.

 

Poza tym mamy tu Piotra już pod koniec życia, zobaczył spory kawałek świata, trzydzieści lat zajmował się głoszeniem ewangelii. Swoją droga w czasach starożytnych popularne były – wśród Żydów – dyskusje na temat Boga i religii, ogólnie ta sfera była dość różnorodna, więc przemyślenia mogli mieć różnego rodzaju. 

Jeśli porównać starożytnego Żyda do średniowiecznego chłopa, to ten mógłby wydawać się zacofany. 

 

Jakoś mi się to gryzie ze stylizacją, czemu nie "przytaknął"? ← przytaknąć można też nie poprzez gest, ale i słowami, a uznałem, że lepiej, by setnik w tej chwili nie mówił

 

Nie maluj na kolanach… <- trochę to zdanie uprościłem, ale tylko trochę :)

 

Aliterujesz, to przyciąga uwagę do samych słów, a odwraca od treści. ← trzy słowa to taka mała aliteracja, do tego zwrot chyba popularny, ale zmieniłem przymiotnik na inny, już nie powinno tak brzmieć

 

W znaczeniu konwersacyjnym ten czasownik jest ułomny. Odpieram cios, ale rozmówcy tylko odpowiadam. ← rozumiem skąd takie wrażenie, ale z opinią się nie zgadzam; wg słownika pwn “odeprzeć-odpierać” to też “dać odpowiedź”, jasna, zazwyczaj spotykane w czasie przeszłym “odparłem”

 

Sensowne pytanie. Bardzo sensowne. Czemu nie zadał go wcześniej? I – jeśli jedna z postaci okłamuje inne, przydałoby się zasugerować, jak jest naprawdę. ← wcześniej nie natrafił na wspomnienie z chwil tuż przed śmiercią Kefasa, więc nie miał dobrego powodu.

Co do zasugerowania, jak jest naprawdę, sądząc po Waszych opiniach, powinienem tak zrobić, jednak chciałem w tekście zostawić jak najszersze pole do domysłów, by wywołać właśnie niepewność – coś się zdarzyło, ale nie wiadomo do końca co. Widzę, że przesadziłem. :) Tylko, że nie wyobrażam sobie inaczej tego tekstu, w kolejnych wezmę to pod uwagę.

 

Tak z ciekawości, kontrakt podpisywał krwią? ← mam kredyt hipoteczny, a czuję, że też podpisałem go krwią :P a tak serio, zastanawiałem się, czy użyć słowa “cyrograf” ale to by już budziło jednoznaczne skojarzenia, więc raczej podpisywał długopisem.

 

Dobra, rozumiem, że facet chwyta się brzytwy, ale nie bardzo wiem, skąd mogło mu to przyjść do głowy. Gdybyś to zapowiedział wcześniej, nie wiem, gdyby Simon się przekonał, że może zmieniać postępowanie Piotra, chociaż wejść z nim w dialog (jak Tomas z Grubasem w Valis), byłoby znacznie spójniej. ← to fakt, ale tu znów wkradła się ta chęć uniknięcia bezpośredniego przekazu, co okazuje się być chybionym pomysłem. Cały tekst bym musiał przebudować, a przynajmniej to, jak go widzę… może kiedyś, jeśli podejdę do niego drugi raz. Na tę chwile dodałem jedno zdanie:

“To chyba rzeczywiście wpływ ostatniej podróży, mocno dała mi się we znaki… czułem… nadal czuję, jakby to nie było tylko wspomnienie. Jakbym naprawdę tam był ledwie paroma minutami.”

 

Nie jest to monoteistyczne myślenie. ← ale tak to wyglądało dla starożytnych Żydów. O monoteizmie żydowskim też moglibyśmy porozmawiać, ale może w innym opowiadaniu to wykorzystam. :)

 

Bardzo mocno to podkreślasz. ← tak, żeby pokazać, o ile ważniejsze było dla Jezusa pisanie palcem na piasku.

 

Ciało to nie majątek, nie można go posiadać. ← ”posiadać” znaczy “mieć”, byty bezcielesne ciała nie posiadają :) a przynajmniej takie słowo pierwsze mi się nasuwa 

 

 Ignoruję krzyki to już po polsku ignorować nie można? :)

 

Mmmm, klimatyczne. Ale nie do końca wiem, co chciałeś przekazać, mam wrażenie, jakbym już, już chwytała – a jednak uciekło. O czym jest ta historia?

że pewne rzeczy powinny pozostać w sferze wiary

Zgadzam się, ale mam wrażenie, że nie dotarłeś do tego tematu, a tylko go zasugerowałeś, w bardzo nienachalny sposób.

 

To, że klimatyczne, przyjmuję za dobrą monetę, jak i to, że masz wrażenie, jakbyś była blisko przekazu, ale tak nie do końca – bo taki był po części mój zamysł. Rozumiem jednak, że może to zostać odebrane jako wada.

 

O czym jest historia? 

Nie chciałbym tu iść w jakieś patetyczne tony, ale… to z jednej strony historia o nawróceniu, pochwała “świętej tajemnicy” której nie powinniśmy rozstrzygać – a z drugiej historia Kefasa-Petera, który poznaje swoje poprzednie “wcielenie” i przechodzi taką samą próbę wiary. 

 

Bardzo dziękuję za Twój komentarz i za to, że poświęciłaś temu tekstowi aż tyle czasu! Wszystkie uwagi były bardzo pomocne, mam nadzieję, że nie będziesz miała nic przeciwko, jeśli kiedyś zaproszę się do bety. :) 

widzisz, tu zastanawiałem się, czy opisać tłum, ale uznałem, że wówczas część opisowa będzie zbyt rozbudowana :)

Tak źle, i tak niedobrze, jak mawiała moja prababunia.

 wg definicji sjp to też “tworzyć obwódkę”, ale wyrażenie może niefortunne, więc zmieniłem

A ludzie tworzą obwódkę? No, skoro i tak zmieniłeś, nie ma co się nad tym rozwodzić, zwracam tylko uwagę, że obwódka z osób się nie składa. Subtelne rozróżnienia.

 gdzieniegdzie, czyli tyle tylko, że w niektórych miejscach, po prostu było ich niewielu

Funny. Wiem, co to znaczy "gdzieniegdzie", mówiłam o składni. Porównaj:

Żołnierze gdzieniegdzie odbywali wartę. Standardowy szyk zdania. Żołnierze, warta, tyle.

Gdzieniegdzie żołnierze odbywali wartę. Nacisk na żołnierzy – domyślamy się, że byli też niewartujący, którzy robili coś innego.

Gdzieniegdzie wartę odbywali żołnierze. Nacisk na wartę – domyślamy się, że odbywają ją żołnierze, ale nie tylko.

Żołnierze gdzieniegdzie odbywali wartę. Tu znowu można się domyślać, że tu i ówdzie żołnierze stoją na warcie, a gdzie indziej zapewne grają w kości, czy coś.

Wartę gdzieniegdzie odbywali żołnierze. A tu znowu, że nie tylko żołnierze stoją na warcie (pierwszy rzeczownik w zdaniu jest podkreślany).

Szyk zdania niesie informację (czasami informację o tym, że mówiący jest mistrzem Yodą).

a co do daktylowców: jasne, ale suszenie daktyli to proces znany tak samo jak choćby suszenie żurawiny; a chciałem o tych daktylowcach wspomnieć, bo to buduje klimat epoki

Hmm. Widzę, co masz na myśli, ale nie jestem całkiem przekonana, czy dobrze dobrałeś środki.

 tak, ale, jak się potem okazuje, jest pewien element współczesności w tym tekście… ale ostatecznie fragment z anonimowością wyciąłem, bo jeszcze się tam powtórzenie trafiło.

Prawda, dlatego jeśli to ma być właśnie ten dialog dwóch osobowości, o którym wspomniałam niżej, to mógłby zostać.

Trochę trudno mi zobaczyć całą tę scenę. ← mężczyzna wysuwa ramię, a kobieta zakłada na nie ciśnieniomierz, komorę otworzyła już wcześniej, w poprzednich zdaniach

Tak, ale trochę jednak picassujesz :P

 jak przychodzi taka niemoc, człowiek siada gdziekolwiek może, bohater po prostu nie miał siły iść gdzieś dalej

Ale z komory wylazł? I to pustej, w której mógłby klapnąć?

 to rozmowa ludzi, którzy mają nieformalne relacje, sądzę, że sformułowanie temu odpowiada

Przyjmuję.

zwrot “obdarzyć spojrzeniem” spotykałem wielokrotnie

Ale to zawsze jest jakieś spojrzenie (drwiące, czułe, wredne), przyjrzyj się dokładnie.

 zbytek oznacza również nadmiar czegoś

Tak, ale chodzi o kolokacje.

oczywiście, że słyszymy tu po trosze narratora, aczkolwiek nie wiem, czemu Piotr miałby nie widzieć okazji do zadośćuczynienia.

Miałby, ale nie sądzę, żeby miał to powiedzieć w taki sposób. Przemyślenia swoją drogą, chodziło mi o to, że troszeczkę patetycznie wyszło ich sformułowanie.

 przytaknąć można też nie poprzez gest, ale i słowami, a uznałem, że lepiej, by setnik w tej chwili nie mówił

Jasne, ale samo "przytaknął" przywołuje raczej gest. Słowa musiałbyś dodatkowo zaznaczyć.

 rozumiem skąd takie wrażenie, ale z opinią się nie zgadzam; wg słownika pwn “odeprzeć-odpierać” to też “dać odpowiedź”, jasna, zazwyczaj spotykane w czasie przeszłym “odparłem”

Hmm, może chodzi o to, że taka konstrukcja jest praktycznie niespotykana? Nie wiem, jak (i czy w ogóle można) sprawdzić ułomność czasownika. Piszemy do profesora Miodka?

 wcześniej nie natrafił na wspomnienie z chwil tuż przed śmiercią Kefasa, więc nie miał dobrego powodu.

Ciekawość?

 Tylko, że nie wyobrażam sobie inaczej tego tekstu, w kolejnych wezmę to pod uwagę.

Przybij piątkę :)

a tak serio, zastanawiałem się, czy użyć słowa “cyrograf” ale to by już budziło jednoznaczne skojarzenia, więc raczej podpisywał długopisem.

"Cyrograf" byłby już zdecydowanie zbyt wprost.

 ale tak to wyglądało dla starożytnych Żydów. O monoteizmie żydowskim też moglibyśmy porozmawiać

Racja, oni mieli mocne niemonoteistyczne ciągoty. Chwilowo o tym zapomniałam (cholerne introwertyczne ścieżki w mózgu).

 ”posiadać” znaczy “mieć”, byty bezcielesne ciała nie posiadają :) a przynajmniej takie słowo pierwsze mi się nasuwa

Tak, "posiadać" znaczy "mieć", ale nie jest stuprocentowym synonimem. Możesz posiadać zamek, ziemię, cenne zbiory (przedmioty o dużej wartości materialnej) lub język obcy (tj. jego znajomość). Możesz też posiąść hrabinę ;). Ale: przyjaciół, (części) ciała, rzeczy do zrobienia nie posiadasz, tylko właśnie masz. Zobacz tutaj i tutaj.

to już po polsku ignorować nie można? :)

Może już można, ale ja pozostaję jedną nogą w przeszłości :P

 Rozumiem jednak, że może to zostać odebrane jako wada.

Zaraz wada. Jeśli ładnie i klimatycznie napiszesz, opowiadanie ma wartość, choćby było trudno zrozumiałe.

 Bardzo dziękuję za Twój komentarz i za to, że poświęciłaś temu tekstowi aż tyle czasu!

heart

 nie będziesz miała nic przeciwko, jeśli kiedyś zaproszę się do bety. :)

Nie będę, oczywiście, ale nie obiecuję, że zrobię ją szybko. Czas ostatnio przecieka mi przez palce w tempie zatrważającym.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Wprowadziłem małą zmianę w szyku niefortunnego zdania o żołnierzach, bardziej już go chyba nie zmienię. :) Świetnie opisałaś ten ładunek informacyjny zawarty w konkretnym szyku zdania, następna rzecz, na którą człowiek nie zwracał często uwagi, a teraz będzie.

 

Jeśli mowa o daktylowcu, nieco przebudowałem to zdanie, choć nad owoc jest zasuszony. 

 

 Co do wyjścia z komory – ano wylazł, ale okazało się, że siły na nic więcej mu nie pozwalają. Mógłby w niej klapnąć, ale kto by tam chciał leżeć w czymś, co wygląda jak trumna… no dobra, znajdą się i tacy. :) 

 

Przekonałaś mnie do tego darzenia – zmieniłem je na posyłanie. 

 

W sprawie odpierania piszmy do Miodka, a czemu nie – może trafi nam się jedna z błyskotliwych odpowiedzi, która potem krążyć będzie jako mem po internetach. :D Albo po prostu rozwiejemy wątpliwości. 

 

Co do posiadania potraktuję je jako rzecz cenną. :) A tak a propos posiadania i bezcielesności, to też spotykałem się z określeniem, że np. "duch posiadł ciało" to jest opętał kogoś i może jakoś bym to odniósł do sytuacji, kiedy ma się wrażenie bezcielesności. 

 

Postawiłem właśnie na klimat, w tym klimat tajemnicy. Sprawdzam, jak tekst zostanie odebrany – na razie ambiwalentnie, ale jeszcze mam nadzieję. :) 

 

Brak czasu rozumiem doskonale i będę mieć to na uwadze. 

Podobało mi się. Ładnie prowadzisz narrację, szczególnie w segmentach tekstu poświęconych starożytności. W pozostałych narracja też jest ciekawa i poprawna. Byłam rozczarowana faktem, że w zasadzie nie wyjaśniłeś, czy Apostołowie zostali w jakiś sposób wskrzeszeni? Bo wydaje mi się, że dość wyraźnie zaznaczasz, że “wspomnienia” przeżywane przez Simona nie są wyłącznie wspomnieniami. Żałuję też, że nie dowiedziałam się, co Jezus napisał Piotrowi. Ogólnie jednak bardzo fajne. Idę odesłać do biblioteki.

Tomorrow, and tomorrow, and tomorrow, Creeps in this petty pace from day to day, To the last syllable of recorded time; And all our yesterdays have lighted fools The way to dusty death.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Lubię Twój styl, taki nieśpieszny, spokojny, wyważony emocjonalnie. Doceniam odwagę w podejmowaniu niełatwych tematów, czy raczej przedstawianiu ich w nieszablonowy sposób. Mam wrażenie, że masz sporo zrozumienia dla ludzi, ich słabości, wewnętrznych przeżyć. Sądzę, że w literaturze to bardzo ważne.

Podobał mi się ten tekst, czytało się naprawdę przyjemnie. Co mi przeszkadzało, to ilość niedopowiedzeń. Z jednej strony to dobrze, że dajesz czytelnikowi możliwość szukania własnych odpowiedzi (mam swoją teorię na temat tego, co Jezus napisał Kefasowi), ale z drugiej strony chętnie poznałabym punkt widzenia autora.

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Myślę, że opowiadanie zasłużyło na bibliotekę. Ciekawy pomysł na obserwowanie czasów biblijnych. Finał trochę niedopowiedziany, choć scena z napisem dość mocno rozpala wyobraźnie. Technicznie chyba też nieźle.

Fajne :)

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

Irko, dziękuję za miłe słowa – zawsze się staram, by bohaterowie byli "z krwi i kości" zamiast być pomnikami… no, chyba, że pomysł tego wymaga. :) Co do niedopowiedzeń, nie jesteś osamotniona w opinii, granica między tym, czego lepiej nie dookreślić, a co wypadałoby powiedzieć w tym tekście jest cienka i ją przekroczyłem, ale nie chciałem właśnie narzucać interpretacji. 

zygfryd89, cieszę się, że się podobało i dzięki za czwartego klika. Jeszcze jeden i się uda. :) 

Anet, czasem mniej znaczy więcej – a to, że tekst się podoba, znaczy najwięcej. :) 

Fajne opowiadanie, pozostawiło jednak pewien niedosyt – i wcale nie jestem pewna, czy to dobra rzecz. Moim zdaniem określiłabym to raczej mianem “niewykorzystanego potencjału”. Podoba mi się sam pomysł podróży tego rodzaju, świetnie Ci też wychodzi przechodzenie z jednego typu narracji na drugi. Zastanawia przede wszystkim motywacja doktora, bo zacząłeś wątek i urwałeś go bez żadnego wyjaśnienia.

Mimo wad, które wskazuję, uważam, że jest to tekst biblioteczny, dołożę więc polecajkę do ostatniego klika. Duży udział w tym ma umiejętnie poprowadzona narracja w dwóch różnych stylach.

Zostaw ten żyrandol.

Mam wrażenie, nie wiem czy słuszne, że to opowieść o przyszłych przypuszczalnych możliwościach badania przeszłości, nawet bardzo odległej i szukania potwierdzenia, czy też próby ustalenia pewnych zdarzeń, od wieków uznawanych za prawdę, albo wręcz przeciwnie – ich podważenia, podania w wątpliwość.

Czytało się całkiem nieźle, choć poruszona tematyka nie należy do moich ulubionych.

 

uci­szył go męż­czy­zna sie­dzą­cy po jego le­wi­cy. ―> Czy oba zaimki są konieczne?

 

– Gdy tylko uda się panu go zo­ba­czyć, pro­szę mnie po­in­for­mo­wać. Przy­go­tu­je­my ma­szy­nę do trans­kryp­cji wspo­mnień. – mówi, po czym wy­cho­dzi z sali. ―> Zbędna kropka po wypowiedzi.

 

która pali, gdy roz­le­wa się po ży­łach. ―>…która pali, gdy roz­le­wa się w ży­łach.

 

Jak­bym na­praw­dę tam był le­d­wie pa­ro­ma mi­nu­ta­mi. ―> Chyba miało być: Jak­bym na­praw­dę tam był le­d­wie przed pa­ro­ma mi­nu­ta­mi.

 

sa­mo­zwań­czy ka­zno­dzie­je i ucze­ni w pi­śmie to­czy­li swoje dys­pu­ty. ―> Zbędny zaimek – nie wydaje mi się, aby toczyli cudze dysputy.

 

Z wolna otwie­ram oczy i pukam w wieko ko­mo­ry. To otwie­ra się… ―> Czy to celowe powtórzenie?

 

Ko­bie­ta do­pa­da do mnie, ści­ska za nad­garst­ki. ―> Ko­bie­ta do­pa­da do mnie, ści­ska nad­garst­ki.

Ściskamy coś, nie za coś.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Verus, w końcu ktoś docenił dwie różne narracje. To jest element, z którego jestem najbardziej zadowolony. :) 

Co do niewykorzystanego potencjału, to może, może, może za rok wrócę do tego pomysłu i bardziej go rozwinę, ale nie chciałbym dopowiadać wiele więcej… co do motywacji doktora, są chyba jasne, a jeszcze jak się wygugla jego imię i nazwisko, to stają się całkiem jasne. :) 

 

Regulatorzy, o takiej interpretacji nie pomyślałem. Cieszę się, że tekst przypadł do gustu, mimo nietrafionej tematyki. :) 

Już biorę się za poprawki. 

Gekikaro, wszak powiedziałam, że nie jestem pewna trafności moich przypuszczeń.

Cieszę się, że uznałeś uwagi za przydatne. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Myślę, że każdy podczas czytania, tak jakby tworzy opowiadanie na nowo – i że czasem autor napisze coś, co posiada znaczenie jakiego sam by się nie spodziewał. Szczególnie w przypadku tekstów, w których tak mało jest napisane wprost. :) 

Nie mogę się z Tobą nie zgodzić. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Myślę, że każdy podczas czytania, tak jakby tworzy opowiadanie na nowo – i że czasem autor napisze coś, co posiada znaczenie jakiego sam by się nie spodziewał.

Prawdę rzeczesz.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Interesujący tekst. Też bym się chętnie dowiedziała, co tam zostało napisane, ale rozumiem Twoje argumenty. No, trudno, bądź wola Twoja.

Jakoś nie zwróciłam uwagi na różnice w narracji. Wsiąkałam i w jedną, i w drugą.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka