- Opowiadanie: Patryk Mikulski - Zamkowa robota

Zamkowa robota

Ten tekst napisałem próbując stworzyć opowiadanie z szybszą akcją i tempem. Mam nadzieję, że się udało. Jako, że mam tendencje do fragmentów, dodam, że tekst jest dla mnie zamkniętą całością, z możliwością pociągnięcia niektórych wątków w przyszłości.  Chciałbym też bardzo podziękować Pawelkowi i Abbadonowi za pomoc przy tekście. 

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Biblioteka:

Finkla, Użytkownicy

Oceny

Zamkowa robota

Nessa stała nieruchomo, wpatrując się w mężczyznę, rozłożonego na pokaźnej sofie. W dłoni trzymał kryształowy kieliszek o dość długiej nóżce i pękatej czaszy. Nie pił wina, a jedynie kręcił kółka, przyglądając się barwie trunku.

– Sprowadzone specjalnie dla mnie – powiedział wlepiając wzrok w jej niewielki biust. Nosił wygodne, luźne szaty, skrywające masywną budowę ciała. 

– Nie znam się na winach – skłamała.

Roześmiał się gromko.

– Jesteś kobietą, to oczywiste. 

Wbiła wzrok w luksusowy dywan. Chciała, by mężczyzna czuł, że ma nad nią kontrolę. Że jest tylko jego domowym pieskiem, którym, od czasu do czasu, można kogoś poszczuć. Potrzebowała go. 

– Mam dla ciebie zadanie – powiedział, w dalszym ciągu kręcąc kółka kieliszkiem. 

– Stawka?

– Dołożę trochę więcej niż zazwyczaj, jeśli się sprężysz. 

– Co trzeba zrobić? 

– Ukradniesz coś w takim małym państewku na zachodzie.

Podniosła głowę i skupiła wzrok na mężczyźnie.

– Zamieniam się w słuch.

 

 

Wspinała się po murze obronnym twierdzy, w której swego czasu szkolono ją na zabójcę.

“O ironio, że teraz działam przeciw nim” – pomyślała. “Przynajmniej nie będzie większych problemów”.

Przez wąskie okno wślizgnęła się do małego pomieszczenia, pełnego szczotek, szmat i wiader. Otworzyła drewniane drzwi i wyszła na korytarz. Otaczały ją surowe, kamienne ściany. Dostrzegła plecy rosłego wartownika, wyglądającego przez mały otwór okienny. Powoli podkradła się do mężczyzny i szybkim energicznym ruchem wbiła mu sztylet w kark. Z trudem położyła bezwładne ciało na podłodze. 

Usłyszała kroki. Dwóch wartowników zmierzało w jej kierunku. Jeden z nich niósł w ręce lampion, którym oświetlał zanurzone w półmroku korytarze królewskiego zamku. Rzuciła sztyletem w pierwszego mężczyznę, trafiając go prosto w krtań. Jego kompan zamarł. Odruchowo sięgnął po miecz, jednak Nessa wykorzystując chwilę zawahania mężczyzny, podbiegła i podcięła mu nogi. Kiedy padał, wyciągnęła drugi sztylet i poderżnęła żołnierzowi gardło.

Zostawiła obu wartowników i ruszyła korytarzem w poszukiwaniu gabinetu swojego dawnego szefa. Znała tę drogę. Dokładnie wiedziała gdzie skręcić i jak poruszać się po zamku, tym samym szybko odnalazła swój cel. Drzwi były zamknięte, ale to nie stanowiło problemu. Sięgnęła po wytrych, przycisnęła odpowiednie bolce i za pomocą płaskiego narzędzia przekręciła mechanizm zamka, otwierając go. Weszła do środka. Pomieszczenie rozjaśniało delikatne światło księżyca. Eleganckie biurko usytuowano w centralnej części komnaty. Stała tam też wielka szafa z książkami, zajmująca jedną ze ścian.

Pamiętała to miejsce. Kiedy była jeszcze dziewczynką, namówiła Zina, by wykraść stąd “ważne dokumenty”, o których Rendir opowiadał im cały dzień. Oczywiście był to tylko kolejny sprawdzian, jednak zdali go bez najmniejszych problemów. 

Przywołała się do porządku. Podeszła do jednej z półek i wysunęła książkę oprawioną w czarną skórę. Usłyszała charakterystyczne kliknięcie, po czym część szafy cofnęła się, a następnie schowała we wnęce, ukazując wąskie, biegnące w dół schody.

Pilnowała każdego kroku. W myślach liczyła stopnie: „Dwudziesty czwarty, dwudziesty piąty”. Kolejne dwa przeskoczyła i od tego momentu schodziła już pewniej. Na samym dole wąskie schody przechodziły w korytarz. Dostrzegła metalowe drzwi na jego końcu. Wyciągnęła sztylet, nacięła rękę tak żeby pojawiła się krew i skropiła nią małą kamienną tabliczkę, którą przygotowała właśnie na tę okazje. Tabliczka pojaśniała, a Nessa w skupieniu stabilizowała czar.

„Obyś się nie spóźnił” – pomyślała patrząc na promieniujące od przedmiotu błękitne światło. „No i żebym nie schrzaniła z tą tabliczką…”. Dobiegł ją dźwięk otwieranej zasuwy i masywne metalowe drzwi stanęły otworem. W progu dostrzegła trzy postacie. Każda z nich miała na sobie lekką, skórzaną zbroję, a ich twarze zakrywały ciemne chusty. Zauważyła przypięte do pasa pochwy ze sztyletami. Jedna z postaci wykonała krok w jej kierunku.

– Sprawi mi to ogromną przyjemność. – Usłyszała niski męski głos. W bystrych brązowych oczach dostrzegła nienawiść.

– Cześć Daks – powiedziała posyłając mężczyźnie złośliwy uśmiech. Zerknęła na kamień, który w dalszym ciągu jarzył się delikatnym, błękitnym światłem.

„Zin, choć raz w życiu mógłbyś się nie spóźnić” – przeklęła w duchu, wyciągnęła sztylet i ruszyła przed siebie.

 

Zin siedział w fotelu przewracając kolejne kartki powieści. Na drewnianym stoliku stał kubek z ciepłą herbatą. Książkę znał na pamięć, mimo to za każdym razem z wielkim zaangażowaniem kibicował głównym bohaterom i z przejęciem towarzyszył im podczas wędrówek, opisanych na kartach opasłego tomiszcza.

Postanowił rozprostować kości. Odłożył książkę, wstał i podszedł do okna. Jego wieża stała na zboczach masywnej góry, tym samym widok był nieziemski.

Malutki ptak usiadł na parapecie, świergotem wybijając czarodzieja z zamyślenia. Czarna obwódka wokół oczu i dzioba kontrastowała z dziką czerwienią, stanowiącą resztę upierzenia. Ptak podskakiwał, a Zin podążał za nim wzrokiem. Zauważył kawałek pergaminu owinięty wokół jego łapki. Wyciągnął rękę i delikatnie ściągnął kawałek papieru. Ptak wykonał jeszcze kilka energicznych podskoków, po czym odfrunął, pozostawiając Zina sam na sam z tajemniczą wiadomością. Była tylko jedna osoba, która wiedziała jak go znaleźć i jak nawiązać z nim kontakt. Wiedział od kogo jest list, zdawał sobie także sprawę z przyspieszonego bicia swego serca. Rozwinął pergamin i zaczął czytać: „Potrzebuję Twojej pomocy. Wiesz jak mnie znaleźć. Dziś o północy. Nes”.

Nerwowo krążył po pokoju, między fotelem a szafką z książkami. Co prawda obiecał, że z tym życiem koniec, że zostawił je dawno za sobą, ale przecież to Nes… Pomyślał o jej pięknych rudych włosach i niebieskich oczach, w których swojego czasu zapatrywał się bez reszty. Przypomniał sobie także tę nieszczęsną noc, kiedy niczym głupi młokos wyznał jej uczucia. Skrzywił twarz w grymasie, próbując odgonić z głowy tamte wspomnienia. Zupełnie jakby rozdrapał starą, ledwie co zagojoną ranę.

Zbliżała się północ, a on w dalszym ciągu analizował te kilka krótkich zdań, zapisanych jej starannym pismem.

“Czemu ja zawsze muszę być taki głupi” – pomyślał i rozpoczął przygotowania do podróży. 

 

 

Wyskoczył z portalu, a przez jego ciało przeszedł dreszcz. Przeszywające zimno, które natychmiast podświadomie zneutralizował. Czuł wilgoć i stęchliznę. Dostrzegł ruch, a następnie jego uszu dobiegł szczęk stali. Zebrał energię, sformułował prosty czar i rozjaśnił pomieszczenie.

Zauważył Nes. Leżała na ziemi, a zamaskowany mężczyzna przymierzał się do zadania ostatecznego ciosu. Rozbłysk światła lekko go oślepił, ale ręka ze sztyletem pewnie podążała w kierunku serca dziewczyny.

– Nie! – krzyknął Zin, wyrzucając ręce przed siebie. Korytarz był niewielki, tym samym mógł operować jedynie na ograniczonej ilości powietrza, ale i tak podmuch zwalił napastnika z nóg. Nes nie tracąc rezonu przeczołgała się do mężczyzny, a następnie szybko i precyzyjnie przecięła mu tętnicę. Ten złapał ręką miejsce cięcia, próbując zatamować krwawienie… bezskutecznie.

Czarodziej dostrzegł dwie postacie. Przeciwnicy czekali przygotowani do ataku. Wyciągnął sztylet i zaczął formułować czar. Jeden z napastników widząc to, rzucił się na niego, zadając cios. Sparował, po czym wyprowadził kontrę, ale zabójca zbił ja od niechcenia. Wytrącił czarodziejowi broń, która z brzękiem upadła na podłogę. Zin zadziałał instynktownie, chwycił postać w zgięciu pod kolanami i naparł barkiem, próbując wywrócić ją na ziemię. Upadli na marmurową posadzkę. Zabójca splótł nogi na plecach czarodzieja, wywierając nieznośny nacisk na żebra. Zin zamachnął się, by uderzyć przeciwnika w twarz, jednak ten był szybszy. Przełożył nogę nad jego karkiem, tym samym blokując uderzenie, odpowiednio docisnął drugą nogą, zabierając czarodziejowi możliwość zaczerpnięcia powietrza. 

„Korzystaj ze swoich atutów!” – krzyczał w myślach znajomy głos. Zin skoncentrował energię wokół dłoni, bo jedynie wpływ na własne ciało przychodził mu z taką łatwością i przeistoczył ją w ciepło. Złapał mężczyznę za nogę, a ten krzyknął, mimowolnie rozluźniając uchwyt. Czarodziej złapał oddech. Chciał przejąć inicjatywę, ale poczuł jak napastnik sztywnieje. Z jego grdyki wystawała rękojeść sztyletu. Nes stała nad nimi marszcząc brwi.

Zebrał się z podłogi, próbując rozmasować szyję. Drugi przeciwnik konał właśnie na marmurowej posadzce. Za metalowymi drzwiami, przy jednej z kamiennych ścian, dostrzegł masywną skrzynię.

– Niezdarny jak zawsze – powiedziała taksując go wzrokiem.

– Też cię miło widzieć, Nes – odbąknął uciekając od jej błękitnych oczu. Kucnął przy jednej z zamaskowanych postaci, tej przez którą właśnie prawie stracił przytomność. Zsunął chustę z twarzy napastnika i zamarł.

– Nes – zaczął z przejęciem – to jest… – Urwał, bo dziewczyna podbiegła i przyciągnęła go ku sobie. Poczuł delikatne ukłucie. Odstąpiła o parę kroków, a w jej wyrazie twarzy dostrzegł lekki niepokój. W ręku trzymała niewielkie cienkie ostrze, z którego sączyła się zielona maź. 

– Trucizna – wyszeptał rozżalony. – Czemu…? – Ruszył w jej kierunku. Stała w bezruchu, wpatrując się w niego z napięciem. Kiedy upadł, podeszła z wyciągniętym sztyletem i niewielkim metalowym flakonem. Wytężał umysł, jednak nie był w stanie manipulować energią.

– Nie jesteś w stanie użyć magii, Zin. Choć nie do końca byłam pewna dawki. – Rozcięła mu dłoń. Zebrała kilka kropel do flakonu, a następnie ruszyła do pokaźnej skrzyni. Nie był w stanie skoncentrować wzroku, ale kątem oka dostrzegł symbol na jej wieku. Dobrze go znał, w końcu to on go wygrawerował i to on założył tam pieczęć krwi. 

“No tak, inaczej by jej nie otworzyła” – pomyślał tracąc przytomność. 

 

 

Poczuł jak ktoś wlewa mu do ust gorzki płyn. Zakrztusił się i otworzył oczy.

– Pij – odezwał się znajomy głos. Dostrzegł ojca w towarzystwie pięciu strażników. Staruszek klęczał przy Zinie z na wpół pustą butelką zielonej mikstury.

– Masz szczęście, że zdążyliśmy na czas i że mam na tyle dużą paranoję, żeby nosić ze sobą odtrutki.

– Zabrała je – powiedział rosły mężczyzna w skórzanej zbroi.

– Cholera – przeklął Rendir, rzucając synowi wściekłe spojrzenie.

– Skąd miałem wiedzieć – zaczął Zin próbując wstać.

– Może gdybyś nie siedział w tej pieprzonej norze, zaczytany w romansidłach, to byś wiedział! – Rendir parsknął widząc zaskoczenie na twarzy syna.

– Myślałeś, że nie wiem co tam robisz?

Mimo małego wzrostu i dość kruchej budowy sprawiał, że czarodziej czuł się niczym małe skarcone dziecko.

„Wystarczyło zostać w wieży” – pomyślał ze smutkiem.

Ojciec patrzył w skupieniu – myślał, a Zin ze skruchą czekał na decyzję.

– Posłuchaj uważnie – powiedział krążąc po komnacie. – Wrócisz do swojej norki, spakujesz to czego ci potrzeba i będziesz czekać.

– A co jeśli się nie zgodzę? – zapytał czarodziej.

– Pomogłeś wykraść ważne dokumenty, które zapewne za chwilę trafią na czarny rynek, albo od razu do imperium. Mam tu też trzech martwych agentów… Zin, nie jestem pewien, czy nadal możesz cieszyć się spokojną lekturą przy kominku. – Popatrzył na syna z troską. – Witamy z powrotem.

 

 

Weszła do przestronnej komnaty, tej samej w której przyjmowała zlecenie. Pomieszczenie wyglądało identycznie jak kilka dni temu. Nowatorskie obrazy, dzieła sztuki, półki wypełnione książkami znanych autorów. W kącie stała ta sama pokaźna sofa. Jedyną drastyczną różnicą było martwe ciało masywnego szlachcica, leżące na wzorzystym dywanie, któremu poświęciła tak dużo uwagi przy ostatniej wizycie. 

– Powiedzmy, że nie byliśmy zadowoleni z jego pracy – powiedziała skryta w cieniu postać, z ciemną maską na twarzy. 

– Miał mi zapłacić za zdobycie dokumentów – powiedziała niewzruszona.

Mężczyzna parsknął śmiechem. 

– Obserwowaliśmy panią, panno Nes. Dziękujemy za dokumenty, ale tak na przyszłość, radzę lepiej dobierać kryjówki. 

Nawet jeśli wstrząsnęło to zabójczynią, to nie dała tego po sobie poznać. 

– Dwa razy tyle ile oferował nasz świętej pamięci przyjaciel. – Kontynuował mężczyzna, rzucając jej wypełniony skórzany mieszek. – Liczymy na dalszą współpracę. 

Minął Nes i wyszedł z pomieszczenia. Wpakowała mieszek za pazuchę i uśmiechnęła się od ucha do ucha. 

“Wywiad imperium…” – pomyślała. “Wreszcie trafiłam do pierwszej ligi”.

 

 

Koniec

Komentarze

No jak nic to dopiero początek :) Czytało się przyjemnie, płynnie. Faktycznie utrzymujesz dobre tempo akcji. Ale mam wrażenie, że przeczytałem jakiś prolog powieści, a nie oddzielne opowiadanie. Niby wątek zlecenia zamknięty, ale za to otworzyłeś temat dalszej pracy dla imperium, temat czarodzieja, jego relacji z zabójczynią i zapowiada się, że te dokumenty ktoś będzie próbował odzyskać. I tu brakuje ciągu dalszego. Warsztat dobry, jeden szczegół:

masywną skrzynie.

masywną skrzynię.

 

Dziękuję, Herox002 :) Ta tendencja do fragmentów to jakaś moja zmora… Ogólnie głównym wątkiem jest tutaj tytułowa “Zamkowa robota” i ten temat jest zakończony. Znam wielu pisarzy, którzy tworzą swoje opowiadania pozostawiając wiele wątków otwartych. Przykładowo Wegner stworzył kilka opowiadań, które pozostawiają bardzo otwarte zakończenie i mocno sugerują, że ma się do czynienia z czymś większym. Opowiadanie Brandona Sandersona “11 metal”, czy “Nadzieja Elantris”, także słabo funkcjonują samodzielnie, mimo to figurują jako opowiadania. 

Cieszę się, że udało się z tempem akcji. Taki był główny cel :)

 

PS zaraz zajmę się tą skrzynią :) 

Ha, zarówno teksty Wegnera, jak i Sandersona, jakie przytaczasz, to części większych uniwersów. I, podobnie jak herox002, uważam, że twoje opowiadanie wygląda DOKŁADNIE na coś takiego: nie tyle na odrębne opowiadanie, co na zamknięty, początkowy kawałek z większego uniwersum.

Uwaga: to nie jest zarzut. Ani krytyka. Szczerze mówiąc, czemu nie masz spróbować pisania czegoś takiego? Ten tekst nie jest jeszcze doskonały, ale już całkiem obiecujący. Masz dość klasyczne realia i postacie z fantasy, ale w tym, jak je opisujesz, jest jakieś życie (czarodziej, czytający w kółko ulubioną powieść; sama idea nowoczesnej sztuki w takimi świecie – to są takie drobiazgi, które sprawiają, że ten świat wydaje się nieco inny niż typowy światek fantasy). Te postacie, choć dość stockowe, mają jednak kawałek własnego życia. Jest pomysł na fabułę, ta fabuła generalnie trzyma tempo, a że chwilami się ciągnie, a chwilami jest nieco zbyt przewidywalna – cóż, jest co rozbudowywać. Moim zdaniem jesteś na niezłej drodze.  

Daruj, ale będzie trochę krótko, bo czas wolny mnie nie rozpieszcza.

Na początek dwie uwagi. Jedna dosyć pilna. Druga mało istotna.

Pilna jest taka, że czasem gubisz przecinki między wołaczami i to trzeba by uzupełnić.

Też cię miło widzieć Nes

Przecinek przed “Nes”.

Nie jesteś w stanie użyć magii Zin

I przed “Zin”.

 

Nie wiem, ile tego było dokładnie, ale trzeba przejrzeć tekst pod tym kątem.

Druga uwaga, ta mało istotna, to zauważyłem że często używasz “po czym”. Dostrzegłem to o tyle łatwo, że… sam cierpię na podobną przypadłość. Czasem lepiej zastąpić to zwykłym, prostym “i”.

A sam tekst? Niezły. Podobnie jak przedpiścy miałem takie poczucie, jakbym czytał tylko część jakiejś dłuższej historii. Nawet nie fragment. Nazwałbym to raczej rozdziałem, bo jednak ta Twoja historia ma swój początek i koniec. Jest zamknięta. I nie uważam tego (w sensie formy fragmentarycznej) w żadnym razie za wadę. Przeciwnie. To taka dobra próba do zebrania materiału poglądowego na temat swojej twórczości. Nie za długie, o czymś. Sprawdzasz, jak wychodzą Ci konkretne elementy. Nad czym jeszcze trzeba popracować.

Minus takiej formy jest taki, że nie mogę dać Ci pełnego obrazu odczuć czytelniczych z lektury, bo jednak nie wszystko mam szansę ocenić. Trudno mi coś napisać o kreacji bohaterów, bo od razu rzucasz mnie w wir zdarzeń. I właśnie przede wszystkim w przypadku tych bohaterów czułem, że ich pobieżna tylko znajomość odbiera mi coś z tej historii. Sam tekst oparty jest na dość znanych motywach, ale i to samo w sobie nie jest przecież złe. Motyw nie musi silić się na efektowność, byle tylko dobrze przedstawić go czytelnikowi. Ty w swojej historii/fragmencie trzymasz odpowiednie tempo, przez co czyta się w porządku i wcale przyjemnie dobija do końca. Natomiast, jak wspomniałem, ciężko jest mi szerzej ocenić samą historię i jej bohaterów, bo to tylko coś w rodzaju zalążka pełnej opowieści. Taki rozdział reprezentatywny, którym przedstawiasz nam swoje obecne możliwości i szukasz jednocześnie przestrzeni do rozwoju.

Nie wiem, czy taki był konkretnie plan na to opowiadanie, ale tak to wygląda z perspektywy czytelnika.

Tyle.

Pozdrowił i poszedł. ;-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Ninedin, dziękuję za lekturę i komentarz. Wspomniani autorzy są jedynymi z moich ulubionych i chyba podświadomie staram się na nich wzorować. Cieszę się, że moi bohaterowie nie są nijacy, bardzo mi na tym zależało. Siedzi mi w głowie, żeby napisać jakąś większa historię, ale na ten moment czuję, że to jeszcze za wysokie progi. 

Daleka droga przede mną, ale cieszę się, że idę w dobrym kierunku :) 

 

CM, dziękuję za przybycie. Jeśli to jest jeden z Twoich krótkich komentarzy, to chyba faktycznie powinieneś trafić do legend portalu :) Chociaż do tej pory pamiętam kilometrową łapankę Tarniny, przy moim pierwszym tekście. Ale może nie będę wywoływał… 

Wracając do opowiadania: trochę dokładnie tak jest :) Szukam przestrzeni do rozwoju i trochę szukam siebie jako autora. Docelowo nie chcę chyba pisać niczego wyjątkowo oryginalnego, po prostu opowiadać dobre ciekawe historie, napisane z ładnym i wypracowanym warsztatem. 

Autorze, jeśli szukasz własnego stylu i warsztatu, to powiem Ci, że jesteś na dobrej drodze. Nie będę powtarzać tego, co napisali moi poprzednicy, bo w gruncie rzeczy, zgadzam się z ich oceną, że opowiadanie zbyt dużo pozostawia otwartych wątków, by móc oceniać je jako samodzielną całość. Niemniej jest bardzo obiecujące, czyta się przyjemnie, postaci mają jakieś charaktery i wyraziste cechy. Masz z czym pracować. Chętnie przeczytam więcej opowiadań z tego uniwersum. 

Tomorrow, and tomorrow, and tomorrow, Creeps in this petty pace from day to day, To the last syllable of recorded time; And all our yesterdays have lighted fools The way to dusty death.

Rosebelle, dziękuję za lekturę i dobre słowa :) 

Przeczytałem po raz drugi. Znacznie lepiej, opowiadanie zrobiło na mnie dużo lepsze wrażenie. To już nie byle fantasy na kiju, a porządne opowiadanie, z prawdziwymi bohaterami, spójnym światem i trzymającym się kupy systemem magicznym. Jeszcze trochę pracy, a będziesz miał prawdziwą perłę!

 

Wciąż jest kilka błędów, ale to już raczej drobiazgi.

“Wyciągnęła sztylet, nacięła rękę tak żeby pojawiła się krew i skropiła nią małą kamienną tabliczkę, którą przygotowała właśnie na tę okazje. Tabliczka pojaśniała, a Nessa w skupieniu stabilizowała czar.”

Powinna tu być scena, gdzie nasza bohaterka wyciąga skądś tę tabliczkę. Bez tego myślałem, że była gdzieś przymocowana do ściany. I nie da się naciąć ręki inaczej, niż tak, żeby pojawiła się krew.

“wijąc się między fotelem, a szafką z książkami”

Zbędny przecinek.

 

“Poczuł jak ktoś wlewa mu do ust paskudny płyn”

Ten przymiotnik tu nie pasuje. Paskudny w jakim sensie? O paskudnym smaku, kolorze, z jakiś paskudnych składników? Ja bym to zmienił albo na “płyn o paskudnym smaku” albo po prostu na “gorzki płyn”

któremu poświęciła tak dużo uwagi, przy ostatniej wizycie.

Zbędny przecinek.

 

Ale ogólnie, wielki postęp, tylko tak dalej.

Dzięki Abbadon. To tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że Beta robi robotę. Jak tylko znajdę trochę czasu, zabiorę się za poprawki :) 

Zgadzam się z przedpiścami – to początek większej całości, ale jest na tyle przymknięty, że można się nie czepiać fragmentaryczności.

Zwykłe fantasy, wygląda na quasi-średniowiecze, jest magia, są czarownicy, jest jakaś gildia szkoląca zabójców. Wolę rzeczy bardziej oryginalne, ale niech będzie.

Potrzebujesz jeszcze trochę treningu, żeby dopracować szczegóły. Przecinki, zgrabnie użyte słowa, takie tam…

Babska logika rządzi!

Finkla, dziękuję za punkt i lekturę :) No ja takie fantasy po prostu lubię, chociaż ostatnio czytam Trylogię Magów Prochowych i przekonuję się do fantastyki osadzonej w późniejszych okresach dziejów i z trochę inną magią. Co do oryginalności: coś pomyślę w przyszłości, bo sporej części czytelników na tym zależy i czegoś takiego w tekstach szukają. Chociaż mi np. czasami wystarczy nawet sztampowy tekst, ale dobrze zrobiony i potrafiący wzbudzić we mnie emocje. 

No, niektórych to satysfakcjonuje. Ja trzniam emocje, chcę czegoś nowego od każdego tekstu, jakiegoś fajnego pomysłu na fantastykę. :-)

Babska logika rządzi!

Opowiadanie wygląda na fragment większej całości, to fakt. Niezbyt oryginalne, ale dość porządnie napisane, i czyta się nieźle.

Zygfryd89, dziękuję za lekturę i komentarz. Cieszę się, że nieźle się czyta, bo w sumie właśnie na tym mi zależało :) Co do oryginalności, to tak jak już wcześniej pisałem, będę musiał nad tym popracować, bo wiele osób zwraca na to uwagę. Dla mnie jest to jednak sprawa mniej ważna niż np. dobrze skonstruowany konflikt i ciekawi bohaterowie. Mam nadzieję, że z czasem uda mi się tworzyć opowiadania, które będą zarówno oryginalne, jak i ciekawe pod względem bohaterów, fabuły i wykreowanego świata. 

Kawałek historii zapowiada się ciekawie. Nie jest to moja ulubiona kategoria fantasy, ale jest poprawnie, bardzo dobrze pociągnięta akcja – fajnie wyważone fragmenty, od zlecenia na początku po zakończenie. I oczywiście powtórzę się – opowiadanie wygląda na zamkniętą całość, która jest fragmentem czegoś większego. Ale cóż, to jest zupełnie normalne przy czymś, co wchodzi w kategorię fantasy. Jeśli historia czymś zaintryguje, jest niedosyt i czytelnik chciałby więcej. 

Fajny kawałek tego fantasy. Ciekawe co planujesz dalej :)

Deirdriu, dziękuję za miłe słowa i lekturę. Kiedy pisałem ten tekst, gdzieś z tyłu głowy wyobrażałem sobie większe uniwersum i myślę, że historia czarodzieja Zina i Nes będzie miała swoją kontynuację. Początkowo w opowiadaniu miał brać udział niejaki Igir, z mojego innego opowiadania “Uciechy ciała”, ale doszedłem do wniosku (tutaj pomocni byli betujący), że nie wniósłby on nic do samej historii, a jedynie stanowił kolejny otwarty wątek w tekście, który i tak niebezpiecznie zbliżał się do fragmentu. Co do przyszłych planów: aktualnie pracuję nad kolejnym opowiadaniem, w trochę innym klimacie (chociaż też stricte fantasy), a na becie dopracowuje się cały czas “Mroźne szaleństwo” :) 

Nie porwało, ale czytało się nie najgorzej. Mam nadzieję, Patryku, że Twoje kolejne opowiadania będą coraz lepsze. ;)

 

Wbiła wzrok w luk­su­so­wy, zdo­bio­ny dywan. ―> Dywan jest tkaniną ozdobną z definicji, więc zastanawiam się, co mogło zdobić ten, o którym piszesz.

 

“Przy­naj­mniej nie bę­dzie więk­szych pro­ble­mów” ―> Brak kropki po zamknięciu cudzysłowu.

 

Z tru­dem odło­ży­ła bez­wład­ne ciało na zie­mię.―> Odłożyć można coś, co się wcześniej wzięło. Rzecz dzieje się w pomieszczeniu, więc: Z tru­dem poło­ży­ła bez­wład­ne ciało na podłodze

 

za po­mo­cą pła­skie­go na­rzę­dzia prze­krę­ci­ła zamek. ―> Mogła przekręcić narzędzie w zamku, ale chyba nie zamek.

 

Po­miesz­cze­nie roz­świe­tla­ło de­li­kat­ne świa­tło księ­ży­ca. ―> Skoro światło było delikatne, nie mogło rozświetlać pomieszczenia.

Proponuję: Po­miesz­cze­nie rozjaśniało de­li­kat­ne świa­tło księ­ży­ca.

 

Stała tam też wiel­ka szafa z książ­ka­mi, obej­mu­ją­ca jedną ze ścian. ―> W jaki sposób szafa może obejmować ścianę?

 

Kiedy była jesz­cze młodą dziew­czyn­ką… ―> Masło maślane – dziewczynki są młode/ młodziutkie z definicji.

 

Przy­wró­ci­ła się do po­rząd­ku. ―> Pewnie miało być: Przy­wołała się do po­rząd­ku.

 

Ner­wo­wo krą­żył po po­ko­ju, wijąc się mię­dzy fo­te­lem a szaf­ką z książ­ka­mi. ―> Czy Zin na pewno wił się między fotelem a szafą?

 

Przy­po­mniał sobie także tę nie­szczę­sną noc, kiedy ni­czym głupi mło­kos ­znał jej uczu­cia. Skrzy­wił twarz w gry­ma­sie, pró­bu­jąc od­go­nić z głowy wspo­mnie­nie tam­te­go dnia. ―> Przypomniał sobie noc, a odganiał wspomnienia dnia?

 

Chwy­cił męż­czy­znę za nogę, a ten krzyk­nął, mi­mo­wol­nie roz­luź­nia­jąc chwyt. ―> Brzmi to nie najlepiej.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Regulatorzy, dziękuję za lekturę i uwagi techniczne. Szkoda, że nie porwało, ale cieszę się, że czytało się nie najgorzej. Co do kolejnych opowiadań, to także mam nadzieję, że będą coraz lepsze. Na pewno będę nad tym pracował. :)

 

 

Kilka kwestii co do technikaliów: 

 

Zmieniłem fragment włamywania się:

 

Sięgnęła po wytrych, przycisnęła odpowiednie bolce i za pomocą płaskiego narzędzia przekręciła mechanizm zamka, otwierając go.

 

Staram się tutaj powiedzieć, że Nes powciskała odpowiednie bolce wytrychem, a następnie włożyła tam coś w rodzaju płaskiego śrubokręta i przekręciła ten śrubokręt, tym samym przekręcając bębenek zamka, co otworzyło drzwi. Czyli jakby bardziej chodzi o to, że ona przekręca ten bębenek. Przynajmniej tak to widzę, po obejrzeniu kilku filmików na YouTube. 

 

Stała tam też wielka szafa z książkami, zajmująca jedną ze ścian.

Zmieniłem obejmowanie na zajmowanie, choć sam już nie wiem. Chodzi mi o to, że to taka szafa na całą ścianę

 

Co do wicia się Zina:

 

«o człowieku: wyginać się w różne strony»

«przybierać kształt serpentyny»

 

Tak, właśnie tak to widziałem, jak pisałem… :) Oczywiście “wijąc się” do wycięcia. :)

 

Reszta błędów poprawiona. 

Patryku, poprawione zdania brzmią lepiej. Miło mi, że mogłam się przydać. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hejka!

Zacznę od tego, że akcja i tempo trzymają dobry poziom – to fakt. Nie jest więc nudnawo. 

Bohaterowie mimo niezbyt długiego tekstu, są całkiem solidnie zarysowani, a końcówka z małym twistem. Więc ogólnie mam pozytywne wrażenia. 

Stylowo również jest dobrze, błędów również nie wyłapałem, bo miałeś dobrą łapankę od regulatorzy ( jak każdy zresztą), więc pod tym względem również jest okej.

Faktycznie masz tu jeszcze pole do popisu, jeśli chodzi o przyszłe opowiadania z tego uniwersum. 

Zgłoszę opowiadanie w bibliotecznym wątku, więc ode mnie klik.

Pozdrawiam serdecznie!

Dziękuję NearDeath :) Cieszę się, że się podobało i dziękuję za klika. To prawda, bardzo cenię sobie łapanki od Regulatorzy. Nie mogę też nie wspomnieć o betujących, oni także odwalili kawał dobrej roboty. 

Hej, bardzo podoba mi się konstrukcja intrygi i dynamika pomiędzy postaciami, zwłaszcza Nes i Zinem. Interesująco byłoby zobaczyć kontynuację ich przygódsmiley. Jest troszkę niezręczności językowych, ale klimat pierwszorzędny i to się liczy.

Dziękuję Oidrin :). Relacja pomiędzy Zinem a Nes była dla mnie istotna. Myślę, że kiedyś wrócę do tych bohaterów. 

Nowa Fantastyka