- Opowiadanie: Gekikara - Myślniarz

Myślniarz

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Myślniarz

– Wolne? – Korpulentna kobieta, obleczona w prostą, szarą, sięgającą do kostek suknię, bez pukania wparowała do warsztatu myślniarza.

Ciągnęła za sobą cherlawego chłopca, na oko miał dwanaście lat. Wszedł do środka niechętnie, schował się za postacią matrony, byleby tylko myślniarz na niego nie patrzył. Kiedy dosięgło go spojrzenie mężczyzny, poczerwieniał na twarzy, zupełnie jakby jego myśli mogły zostać odczytane przez sam kontakt wzrokowy, co było rzecz jasna wierutną bzdurą.

– Na dziś mam pełny grafik – odparł rzemieślnik – mogę zapisać na pojutrze.

– Oj nie, błagam pana! Uwinie się pan z nim raz-dwa, ponoć pan najlepszy w okolicy. Nie chcę iść do jakiego szarlatana co jeszcze klepki małemu poprzestawia, pan jeden może mnie pomóc. 

To by się zgadzało.

Był najlepszy w tym mieście, w województwie, może nawet w całym kraju, a kto wie, czy i nie na świecie? Przynajmniej za takiego się uważał, bo jak podpowiadało mu doświadczenie zawodowe: jesteś tym, kim siebie myślisz. Myślał więc siebie jako największego specjalistę myślobróbki i myśloskrawania.

– Z czym pani przychodzi? – zapytał, obłaskawiony komplementami. 

Kobieta pociągnęła chłopca za rękę, wypchnęła go na środek warsztatu. 

– To mój najmłodszy. Z rodzeństwem nie było problemu, ale ten… Zauważyłam ostatnio, że ma kosmate myśli. Zamyka się w pokoju, bierze długie kąpiele, późno wstaje i harcuje pod pierzyną…

Dzieciak aż spurpurowiał. 

Mężczyzna spojrzał na wielki zegar wiszący u wejścia. 

– Następny klient się spóźnia… Mogę szybko zerknąć. Usiądź tu.

Wskazał wysoki fotel z pasami do przypięcia rąk, nóg i obręczą na głowę. Chłopiec wytrzeszczył oczy w przerażeniu, ale, poszturchiwany z tyłu przez matkę, nie miał innego wyjścia niż zająć miejsce. Myślniarz tymczasem nałożył na nos patrzwskrośskop, wyregulował ostrość i podkręcił przenikliwość. Kiedy był gotów, nachylił się nad drżącym ze strachu dwunastolatkiem.

– Otwórz buzię i powiedz „a” – nakazał – …rzeczywiście widzę dwie niewielkie kosmate myśli. – Wyprostował się i zdjął z twarzy aparaturę. – Chodź, chłopcze, połóż tutaj głowę, tu, na młócadle, nie martw się, nie będzie bolało. A pani niech go przytrzyma, to potrwa tylko chwilę. 

Kiedy byli już na swoich miejscach, sięgnął po wielki myślazowy młobuch, wymierzył, zagryzł język, wziął zamach i jednym uderzeniem wybił z głowy nieszczęśnika dwie niechciane myśli, które – jeszcze gorące od niedawnego myślenia – z sykiem wpadły do wypełnionej wodą balii stojącej nieopodal.

Chłopak jęknął, ale było już po wszystkim. Myślniarz wyłowił czerpakiem ostudzone myśli i wrzucił je do wielkiej kadzi stojącej na palenisku, w której roztapiał urobek, by oddzielić zanieczyznaczenia od czystego, pozbawionego kształtu, dającego się dowolnie formować myślaza. 

– Już, prosta robota. 

Pełna wdzięczności matka dopadła jego ramienia i poczęła dziękować, a on powtarzał za każdym razem, że dla niego to była drobnostka, że nie takie skomplikowane zabiegi się w życiu wykonywało i że w zasadzie to nawet nie powinien wziąć za to pieniędzy. 

– Proszę podawać mu dużo płynów i myć głowę dwa razy dziennie – zalecił jeszcze na koniec – ale proszę już iść, bo czekam na bardzo ważnego klienta, a on ceni sobie dyskrecję.

Kiedy to mówił, brzmiał jakby sam był bardzo ważny i bardzo zajęty.

W rzeczywistości rodzice pragnący urobić myśli swoich pociech stanowili trzon jego klienteli. Większość zleceń polegało na ociosaniu swobodnie rozwijającego się dziecięcego umysłu tak, by przystawał do wymogów świata dorosłych, zwykle połączone z heblowaniem zbyt niepokornych i postrzępionych myśli. Przycinał marzenia, uzupełniał olej w głowie, usuwał niebieskie migdały. Czasem, jak w tym przypadku, wystarczyło dobrze przyłożyć by niepożądana rzecz wyleciała z młodej głowy, albo – wręcz przeciwnie – wtłoczyć doń trochę rozumu. Na dojrzałych umysłach także pracował: naprostowywał skrzywienia zawodowe, zabielał zbyt czarne poczucie humoru, odwykał złe nawyki, przestawiał priorytety. Świadczył pełną gamę usług, zgodnie z tym, co głosił szyld przed jego warsztatem. 

Niekiedy trafiały mu się ambitniejsze zadania: talent do oszlifowania, kręgosłup moralny do postawienia, dorobienie piątej klepki, czy stare i zniszczone wspomnienie do restauracji. Te lubił bardziej.

Kilka razy zdarzyło mu się stanąć przed prawdziwym wyzwaniem. Posklejać strzaskaną psychikę, od podstaw zbudować światopogląd, wykuć stalowy charakter albo – to było najtrudniejsze – złagodzić i urealnić idee. One, szczególnie te wielkie i uniwersalne, nie pozwalały się tak łatwo obrabiać, najpierw trzeba było je zmiękczyć lub rozwodnić przy pomocy odpowiednich środków jak relatywizator, komercjalnik czy rozobojętniacz. Ideowcy zazwyczaj sami do niego przychodzili w poszukiwaniu pomocy, gdy tylko uprzytomnili sobie, że wielkie idee są równie wielkie, co nieprzydatne w codziennym życiu, a poza poczuciem moralnej lub intelektualnej wyższości, ważne potrafi być także poczucie pełnego żołądka.

 W ciągu dwudziestu lat praktyki napotkał również przypadki fatalne: myślopatów, o umysłach tak twardych i do cna wypaczonych, że gdyby odkrawać od nich szkodliwe fragmenty, nie zostałoby nic poza samym jądrem jaźni, a i to potrafiło być zniszczone i czarne jak smoła.

Z rozmyślań wyrwał go dźwięk myślazowego dzwonka zawieszonego nad drzwiami, dającego o sobie znać, kiedy ktoś myślał przekroczyć próg.

Do środka weszło czterech drabów w jednakowych czarnych garniturach, jeden z miejsca skoczył ku oknom by zasłonić żaluzje, drugi przekręcił zamek w drzwiach i stanął przy nich na baczność, dwóch pozostałych niosło nieprzytomnego mężczyznę o dobrze znanej każdemu twarzy.

– Tak jak pan zalecił, podaliśmy mu środek nasenny – odezwał się jeden z nich – nie powinien się obudzić przez najbliższą godzinę.

– Mam nadzieję, że tyle wystarczy – westchnął myślniarz, który, ku własnemu zaskoczeniu, okazał się poddenerwowany całą sytuacją. Mógł to przewidzieć i dosztukować sobie nieco więcej opanowania, ale teraz nie było na to czasu. 

– Musi wystarczyć. Za godzinę pan minister ma przemawiać na sympozjum, do tego czasu musi już oprzytomnieć. 

– Nikt mnie wcześniej nie powiadomił… – próbował protestować właściciel warsztatu. 

– Nie było takiej potrzeby. Wie pan tyle, ile ma wiedzieć i ani grama więcej, by nie pomyślał pan sobie zbyt wiele. Minister od pewnego czasu nie jest sobą… jeszcze bardziej niż zwykle. To musi panu wystarczyć. Dla dobra państwa… i pańskiego, ma się rozumieć. 

Myślniarz pokiwał głową na znak, że pojął aluzję.

– Połóżcie go na fotelu i przypnijcie pasami.

Mężczyźni w garniturach działali z wielką wprawą, w kilka chwil nieprzytomny minister był już gotowy do badania, a myślniarz, rozszerzywszy rozszerzakiem usta pacjenta, zerkał przez patrzwskrośskop najpierw ku jego świadomości, a później, wymieniwszy soczewki na takie o większej mocy, ku wnętrzu strefy podświadomej.

– Straszny tam bałagan – skonstatował marszcząc czoło – myśli okropnie skołtunione, zwichrowane, zwinięte w istny kłębek. Tak niczego nie zobaczę, muszę otworzyć umysł.

Podszedł ku regałowi z narzędziami i sięgnął ku roztwieraczowi. Przymocował go do głowy ministra – zaciski na skroniach, przyssawka do kości czołowej – i zaczął kręcić. Sprężyna trzeszczała, każdy kolejny obrót przychodził z większym trudem, aż wreszcie czaszka otworzyła się wydając dźwięk odkręcanego słoika, odsłaniając swoje wnętrze.

Było gorzej, niż się spodziewał.

Kłębowisko myśli wirowało wściekle, pełne ciemnych obrazów i ostrych krawędzi, z brzegów otwartej głowy zaczęła sączyć się ropa. Myślniarz chwycił za swoje instrumenty i rozpoczął gorączkowo poszukiwać źródła skażenia.

– To myślotwór! – wykrzyknął, gdy rozsupłał stłoczone razem gniewne wyrzuty, paranoiczne obawy i okrutne plany i spojrzał co ukrywają pod powierzchnią. 

Myślotwór to najgorsza przypadłość, jaka mogła rozwinąć się w udręczonym umyśle. Do tej pory tylko o nim słyszał i powątpiewał w jego istnienie. Nie miał pojęcia, jak ma z tym walczyć. 

O ile przypadki myślopatów były beznadziejne, o tyle ich psychika zazwyczaj odznaczała się nienagannym – mimo, że odstręczającym i nieprzystającym do jakichkolwiek zasad moralnych – porządkiem i żelazną, choć opartą na ich własnych zasadach, logiką . To czyniło ich tak odpornymi na myślobróbkę. Myślotwór stanowił ich zupełne przeciwieństwo: był reprezentacją wszechogarniającego chaosu.

Co gorsza, kiedy myślniarz przyglądał się chaosowi, ten zaczął przyglądać się jemu. 

Chore myśli, niczym macki wyłaniającej się z morskich głębin ośmiornicy, wychynęły z zajętej przez myślotwór części umysłu, próbując pochwycić myślniarza i ściągnąć go w stronę szaleństwa. Ten uskoczył i uzbrojony w brzdęgle i klapcęgi dawał im odpór.

– Nie dajcie się im pochwycić! – przestrzegł zamarłych w zaskoczeniu urządników państwowych – Jeśli pozwolicie się opłątać, sami popadniecie w obłęd! Szczególnie uważajcie na populizm i demagogię, łatwo wpaść w ich pułapkę! Radykalizm też rozprzestrzenia się bardzo szybko! 

„W przeciwieństwie do przemyślanych stanowisk i wyważonych opinii” dodał w myślach, recytując podręcznikową wiedzę z myślologii społecznej. 

Niestety, nie był w stanie im bardziej pomóc, musiał skupić się na samoobronie.

Kiedy skażone myśli nacierały, słyszał je wyraźnie. „Śmierć wszystkim zdrajcom!” krzyknęła jedna wprost do jego ucha, kiedy brzdęgnął i wybrzdęglił ją prosto do myślarskiego pieca. „Są na tym świecie siły, które zza kuluarów rządzą wszystkimi, by doprowadzić do końca…” perorowała inna, gdy zacisnęły się na niej klapcęgi, wyciągnąły ją aż po koniuszek i cisnęły do kadzi z roztopionym myślazem. Zaklął szpetnie, obawiając się, że przez tak skażony materiał cała surówka może pójść na zmarnowanie.

Zerknął ku mężczyznom w garniturach. Najpierw ustawili się w dwóch rzędach i wykonali gest pozdrowienia, a później zorganizowali pochód wokół młócadła, wymachując pacyfistycznymi transparentami z koszul na których kawałkiem węgla wyrysowali symbole o sobie tylko znanym znaczeniu. Szalone myśli już ich dopadły. 

On odbijał jedną za drugą, jednak było ich zbyt wiele. Gdyby tylko miał przy sobie Brzytwę… Niestety, zostawił ją u Ockhama i planował odebrać dopiero w przyszły wtorek. Jak pech – to pech! 

W końcu opadł z sił i myśli myślotwora zalały go falą, ogarnęły ze wszystkich stron mozaiką cudzych wspomnień z dzieciństwa, teorii spiskowych, przekonań i uprzedzeń, tak, że nie wiedział już gdzie jest góra, a gdzie dół, gdzie jest lewo, a gdzie prawo i poczuł jednocześnie, że powinien porzucić swoją profesję (w świetle ostatnich wydarzeń nie pozostawało to zupełnie bez uzasadnienia) i zostać zawodowym treserem lwów morskich oraz ekologicznym aktywistą, co stanowiło znak, że myślotwór naciekał na jego zdrowy rozsądek. 

Nie było już dla niego nadziei. Chociaż nigdy wcześniej nie spotkał się z takim przypadkiem i zdołał z mroków niepamięci wydobyć jedynie kilka opinii o możliwych przyczynach powstawania myślotwora, to w jednym wszystkie były zgodne – nie da się go wyleczyć. Można jedynie zaakceptować i nauczyć się z nim żyć.

Zdrowemu rozsądkowi myślniarza nigdy by przez myśl nie przeszło, że tak wyglądać będzie jego koniec – postanowił więc wykorzystać swoje ostatnie chwile, by to gruntownie prze-myśleć. 

 

Koniec

Komentarze

Bardzo przyjemnie mi się czytało. Ciekawe zastosowanie neologizmów, podobnie opis pracy myślniarza, jednostek chorobowych i sama postać zajętego fachowca. Fabuła prosta, w porządku. Całość pachnie mi trochę "Panem Kleksem", a trochę "Dziennikami gwiazdowymi". ;)

Jakie to fajne!

Śliczny pomysł, na tego myślarza i jego warsztat. Piękne słowotwórstwo <3 

 

Zaklął szpetnie, kiedy doszedł do wniosku, że przez tak skażony materiał cała surówka może pójść na zmarnowanie. 

kiedy doszedł do wniosku to mnóstwo sylab, które wybijają tu z rytmu – no bo przecież to szybki myśtrzał a nie myśladówka z popijaniem wnioskówki ; )

 

(a myślawdówka to ta, co myśli o zabijanu męża)

 

(i jeszcze – wrzucanie nowych tekstów co kilka dni, szczególnie w momencie, kiedy było pierdyliard konkursów to średni pomysł. poczekaj pan trochę.)

 

I would prefer not to.

Fajny pomysł na lekko humorystyczną, metaforyczną powiastkę filozofującą, choć jak dla mnie pod koniec za bardzo już idący w prostą alegorię – patrz pochwycenie przez populizm. Wykonanie niezłe, czyta się dobrze. Jest potencjał :)

Ciekawe, abstrakcyjne i humorystyczne opowiadanie. Czytało się bardzo przyjemnie, choć na niektórych neologizmach można było sobie myśli język połamać. Świetny pomysł na nowe rzemiosło :)

Warsztat bardzo dobry, jedynie to wyłapałem:

rozobojetniacz

Sugerowałbym rozobojętniacz

(w świetle ostatnich wydarzeń nie było zupełnie bez uzasadnienia)

Czegoś mi tu brakuje, może

(w świetle ostatnich wydarzeń nie było to zupełnie bez uzasadnienia)

albo

(co w świetle ostatnich wydarzeń nie było zupełnie bez uzasadnienia)

 

Filip, ciekawe porównanie. Ani Lem, ani Pan Kleks nie przyszedł mi do głowy w trakcie pisania. :) 

wybranietz, masz słuszność w jedynym i w drugim. W pierwszej kwestii dokonałem niewielkiej modyfikacji w tekście, a jeśli chodzi o wrzucanie tekstów, to… tal jakoś mnie się wczoraj ten pomysł pomyślił i musiałem go spisać nim by mi wypadł z głowy. Spisałem, a jak już był spisany to jakoś nie chciał się zgodzić na odroczenie publikacji. 

Wychwyciłaś to, co odczuwałem pisząc zakończenie. W pewnym momencie miałem zamiar ubrać myśli ministra w cytaty polskich polityków, ale się powstrzymałem. 

herox002 – oczywiście miał być rozobojętniacz, a w drugim zdaniu uciekło gdzieś "to" (dziwne, przysiągłbym, że ke tam widziałem). Poprawiłem obydwa błędy, dziękuję. :) 

W pewnym momencie miałem zamiar ubrać myśli ministra w cytaty polskich polityków, ale się powstrzymałem.

I dobrze, bo pewnie przestałoby być fajne ;)

 

Ciekawy pomysł, dobre wykonanie, przeczytałam z przyjemnością. Trochę mnie rozbawiło, trochę dało do myślenia, trochę na koniec posmutniałam.

 

Mam nadzieję, że zostaniesz tu na dłużej, więc łap poradnik, jak tu przeżyć ;)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Bardzo zgrabny szorcik. Kilka potknięć stylistycznych nie zaburzyło lektury. 

Fajna konstrukcja, najpierw “łatwy przypadek”, potem mimochodem przywołane szczegóły praktyki myślniarza, a na końcu bum – trafiła kosa na kamień i śmierć na posterunku…

Zabawne, szczególnie ujął mnie fragment, z zostawioną u Ockhama brzytwą…

Neologizmy: jeden tylko mi zgrzytał: “patrzwskrośkop”. Sugerowałabym jednak “patrzwskośskop”, jakkolwiek ortograficznie wygląda podejrzanie.

Mam trochę wrażenie, że koniec mógłby być bardziej dopieszczony.

Mimo wszystko uważam, że tekst wart Biblioteki.

Pozdrawiam smiley

Irka_Luz, dzięki za poradnik, z pewnością przyda się w tej dżungli. :) Cieszę się, że oderwanie zakończenia od rzeczywistych wydarzeń okazało się dobrym krokiem. 

Facies_Hippocratica, bardzo dziękuję za nominację, a jeszcze bardziej byłbym wdzięczny gdybyś rzuciła przykładem, co stylistycznie się nie udało – na pewno będę miał to na uwadze w przyszłości. Z patrzwskrośkopem/patrzwskrośskop racja, s dobrze by tam pasowało, zaraz je tam wcisnę. Co do zakończenia, fakt, mogłoby być bardziej rozbudowane, ale nie chciałem popaść na sam koniec w wydłużające się opisy i przeciągać akcję – Myślniarz pierwszy raz zmagał się z takim problemem, za drugim powalczyllby na pewno trochę dłużej. :) 

Już, już piszę, co mi tam stylistycznie zgrzytnęło:

zalecił jeszcze na odchodne

 można coś zrobić “na odchodnym” i robi to ten ktoś, kto wychodzi;

poczucie pełnego żołądka

uczucie?

samym jądrem jaźni, a i te potrafiło być zniszczone

to.

 

Ten akapit:

– Mam nadzieję, że tyle wystarczy – westchnął myślniarz, który, ku własnemu zaskoczeniu, okazał [się] trochę poddenerwowany całą sytuacją. Mógł przewidzieć to wcześniej i dosztukować sobie nieco więcej opanowania, ale teraz nie było już na to czasu. 

Tu jest za dużo przysłówków, części z nich można by się pozbyć, bo są nadmiarowe (np. “przewidzieć wcześniej”). Wcześniej masz też coś podobnego: 

kompletnie nie wiedział

Mam jeszcze wątpliwości co do wyrażenia

nie dowierzał w jego istnienie

wydaje mi się, że albo “nie wierzyć w coś/kogoś” albo “nie dowierzać czemuś/komuś”

 

I ostatnie:

Zdrowemu rozsądkowi myślniarza nigdy by przez myśl nie przeszło

przez myśl może przejść coś komuś, ale nie jego umysłowi/rozumowi/rozsądkowi – ale tutaj trochę powątpiewam w swój językowy słuch, być może w kontekście całego Twojego tekstu, z jego neologizmami i celowymi powtórzeniami, ta fraza jest do zaakceptowania.

 

 

Szczególnie uważajcie populizm i demagogię, łatwo wpaść w ich pułapkę!

Nie powinno być “na” populizm i demagogię?

 

Ciekawy pomysł. Dobrze się czytało :)

To jest takie opowiadanie, a właściwie utwór na granicy szorta, które stoi pomysłem, bez dwóch zdań. I powiem Ci, jak komentuję tutaj tysięczne opowiadanie, a pewnie ze dwie, trzy setki porzuciłem podczas lektury, to nie trafiłem jeszcze na taki pomysł. :) Ma niewątpliwie ogromne plusy, zawsze miło jest poczytać coś świeżego, ma też swój minus. To pomysł na takiej długości szort. W dłuższej formie mógłby być męczący. No, może ewentualnie podpiąć go do krótkich, moralizatorskich historii, gdzie każda jest inna i niesie inne przesłanie. Wtedy by się nadał. Niemniej jednak, to była satysfakcjonująca lektura. 

Dobrze też operujesz słowem, mam przeczucie, że świetnie bawiłeś się pisząc powyższy tekst. Fajne słowotwórstwo, z wyczuciem operujesz metaforami i w ogóle dobierasz środki do sytuacji. Choć mówisz o rzeczach nierealnych, to łatwo można rozpoznać, co masz na myśli. Aż człowiek sam chce się zabawić w tworzenie myślisłów. ;)

Jeszcze słówko, co do samego forum. Widzę, że zacząłeś dopiero publikować, więc musisz się uzbroić w pewną cierpliwość. Tutaj jest przynajmniej kilkudziesięciu bardzo aktywnych użytkowników, to znaczy często publikują, ogłaszają konkursy i takie tam. Stąd też “komentowani” są szybciej i częściej. Wydaje mi się to całkiem normalne i naturalne. I choć kiedyś starałem się zwracać uwagę, by “nowych” też komentować, tak teraz widzę, że przy tylu znajomych, którzy publikują, trudniej znaleźć jest czas na coś innego, ale czasem warto. :)

Jeśli chcesz mieć szeroki feedback, czytaj innych, komentuj, bądź aktywny. Ja sam bardzo dużo o literaturze i samym pisaniu nauczyłem się właśnie tutaj. Ci ludzie to kopalnia wiedzy. :)

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Facies_Hippocratica, bardzo dziękuję! Poprawiłem większość wskazanych błędów, poza dwoma: poczuciem pełnego żołądka, bo chcę zachować grę słów i ostatnim zdaniem, które jest zabiegiem celowym. Skoro myślotwór może myśleć myśli w umyśle ministra, to zdrowy rozsądek też może mieć swoje do pomyślenia. :)

I, swoją drogą, to zdrowy rozsądek umiera na koniec opowiadania, a nie sam główny bohater. 

Patryk dzięki za czujność, tekst przeszedł kilka par oczu, ale pewnie i jeszcze coś by się w nim znalazło – to chyba jakiś chochlik te błędy wstawia… kto mógłby łapać takie chochliki? Depomyłkator? 

Dracon, racja, to pomysł raczej na szort, bo i czytanie i pisanie tak przez dłuższy czas mogłoby zmęczyc, chociaż jakieś kilka tysięcy znaków więcej też przyniosłoby frajdę, przybajmniej w pisaniu, ale jak mawiał poeta "znaj proporcjum, mocium panie". :) 

Jestem uzbrojony i rozumiem ten mechanizm, dlatego tym bardziej cieszy mnie, kiedy ktoś decyduje się poświęcić czas, żeby przeczytać mój tekst i jeszcze potem go skomentować! Sam staram się robić tak samo i nawet nie musisz mnie przekonywać, bo wrzucane do poczekalni opowiadania to kopalnia inspiracji. 

Fajne. Sprytne. Kleksowe :)

moim zdaniem gdyby nie koniec spokojnie na tym pomysle moznaby zrobic pare takich opowiadan. Naprawde mozna spotkac wielu ludzi i… nie ludzi, ich mysli, zwyczaje, konserwatyzm, zbytni liberalizm… oj pomysl jest i moc w tym duza :)

Świetny pomysł i znakomite instrumentarium wynalezionego zawodu. Styl fantazji skojarzył mi się nieco z klimatami E.T.A. Hoffmanna. Zgrabnie napisane, choć zakończenie jest nieco uproszczone i przyśpieszone, ale to jest moje subiektywne odczucie. Generalnie pomysł można rozwinąć w stronę cyklu opowiadań, opisujących poszczególne przypadki praktyki myślniarza z opisami losów, przeżyć i osobliwości. Respekt i klik ode mnie.

No co tu gadać, ubawiłem się przy tym opowiadaniu pierwszorzędnie. Bardzo mi się podobało:)

Neologizmy świetnie wpasowują się w całość opowiadania. Uśmiechnąłem się na widok Brzytwy zostawionej u Ockhama (bo u kogóż by innego? :D). Może troszkę rozjechała mi się wspomniana rzadkość czy nawet legendarność myślotwora, bo obawiam się, że tego typu przypadłości mogą być bardziej powszechne, ale to z przymrużeniem oka. ;) Ciekawe to, było, dobrze napisane i miłe do przeczytania.

Bardzo się cieszę, że opowiadanie zaskarbilo sobie przychylność tylu czytelników. :) 

Myślałem trochę nad tym, czy opisanie więcej przypadków myślniarza byłoby atrakcyjne, ale wydaje mi się, że po jakimś czasie dopadłaby je wtórność… chyba, że spotykałby przedstawicieli innych zawodów albo specjalizacji, ot choćby takiego pomyślniarza, który z myślaza wykuwa pomysły na zamówienie.

Co do myślotwora to nie tak łatwo się go nabawic, trzeba mieć solidnie popierniczone w głowie – i kiedy zastanawiałem się nad tym, kto by wiarygodnie wypadł jako postać oderwana od rzeczywistości i z logiką na bakier, polityk najbardziej mi pasował… cóż, może takich myślotworów jest więcej, ale nie zostali jeszcze zdiagnozowani. Albo ci, co mieli ich zbadać, skończyli marnie. ;) 

zajrzyj do Robaczywego miasta Szyszkowego Dziadka – tam masz podobny pomysł i znacznie więcej znaków ; )

I would prefer not to.

Tekst miły i przyjemy. Bardzo mi się spodobał jednakże nazwy (mimo że fajne) zawierało trochę za dużo “myśl”. (moim skromnym zdaniem) Nie zmienia to faktu że tekst jest super.

Pisz to co chciałbyś czytać, czytaj to o czym chcesz pisać

wybranietz, dzięki za polecenie :) chociaż pomysł na odrobaczanie nie wydaje mi się taki podobny, myślniarze mają świadczą znacznie szerszy zakres usług. Wcześniej nawet nie myślałem o kontynuacji albk wydłużeniu tekstu, ale jakiś pomysł już mi zaczyna kiełkowac – tylko za wszelką cenę chciałbym uniknąć powtarzania się… vox populi vox dei, więc jeśli myślniarz będzie cieszyć się zainteresowaniem to kontynuacji się uprawdopodobni. 

I tak jestem zaskoczony pozytywnym przyjęciem tego tekstu!

 

aKuba139, cóż, nie myślałem winić myślniarza, że jego zawód się wokół nich obraca, ale następnym razem pomyślę o większej różnorodności, coś mi już nawet przyszło na myśl. :) 

Gdyby nie mało wyrafinowane wybijanie myśli tekst miałby potencjał.

pozdrawiam i powodzenia

Neurolog, cóż, taki był koncept, w końcu to myślniarz, kowal, rzemieślnik, nie jakiś psychoterapeuta. Ileż to razy słyszałeś, zwłaszcza w dzieciństwie, "wybij to sobie z głowy!" albo "to się w głowie nie mieści!"? Myślniarz właśnie takimi przypadkami się zajmuje. :) 

Dobry tekst. Jego główną zaletą jest pomysł wyjściowy, ciekawie i świeżo wymyślona profesja bohatera, potem konsekwentne obudowanie tej postaci specjalistycznym językiem, narzędziami pracy itd., przy którym Autor wykazał się udanym słowotwórstwem i wyobraźnią.

Niby alegoria, może po części satyra polityczna, na pewno groteska, całość napisana z przymrużeniem oka, ale poruszająca przy okazji poważne sprawy.

Szczerze mówiąc, bardziej podobała mi się pierwsza część, chociaż w jej wymowie myślniarz jawi mi się jako postać w sumie negatywna. Wszak:

"większość zleceń polegało na ociosaniu swobodnie rozwijającego się dziecięcego umysłu tak, by przystawał do wymogów świata dorosłych, zwykle połączone z heblowaniem zbyt niepokornych i postrzępionych myśli. Przycinał marzenia, uzupełniał olej w głowie, usuwał niebieskie migdały. Czasem, jak w tym przypadku, wystarczyło dobrze przyłożyć byp niepożądana rzecz wyleciała z młodej głowy, albo – wręcz przeciwnie – wtłoczyć doń trochę rozumu. Na dojrzałych umysłach także pracował: naprostowywał skrzywienia zawodowe, zabielał zbyt czarne poczucie humoru, odwykał złe nawyki, przestawiał priorytety".

Okrutne to i budzące grozę.

 

Końcowa część opowiadania, poprzedzona sporym infodumpem przebranym za rozmyślania bohatera (kto tak rozmyśla o sprawach dla siebie oczywistych?), podobała mi się trochę mniej. Tekst poszedł nieco w publicystkę, socjologię, komentarz współczesnych zjawisk i jakby wpasowywał się w alegoryczny żart polityczny, bardziej dosłowny i przewidywalny w wymowie. Nawet język stracił w tej części nieco wcześniejszego polotu.

Jednak całość moim zdaniem udana, niegłupia, na wielu płaszczyznach bardzo pomysłowa, poparta sprawnym i lekkim piórem.

Dałbym klika, ale już zasłużenie trafiłeś do biblioteki.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Fajne, naprawdę fajne. I faktycznie czuć tutaj trochę Kleksa. W każdym razie udany pomysł połączony z bardzo zgrabnym i inteligentnie zagranym słowotwórstwem. Całość podpada w sumie bardziej pod opowiastkę alegoryczną niż twardą fantastykę, ale to nie przeszkadza w tak krótkiej formie. Zgodzę się też z komentarzem Marasa – trochę straszny ten fragment o dzieciach. A przy kwestii polityka trochę gubisz finezję i stajesz się bardziej łopatologiczny. Dobrze, że wystrzegłeś się dosłownych cytatów. No i dobrze, że bez happy endu. 

mr. maras, Arnubis, macie sto procent racji, z pierwszej części tekstu jestem bardziej zadowolony, szczególnie właśnie z fragmentu o dzieciach – umyślnie w pierwszym przyoadku użyłem figury dziecka jako kogoś niewinnego i niesłusznie "naprawianego", a w drugiej polityka stanowiącego jego przeciwieństwo, którego, na to wychodzi, nie da się naprawić… można za to skutecznie przez nuego oszalec. :) 

Sam myślniarz, ot, fachowiec, każą młotkiem stukać to stuka, nie zastanawia się nad moralnym zabarwieniem swoich działań – bliżej mu do podwykonawców na Gwieździe Śmierci niż do jakiegoś Wiedzmina. 

Każdy wykonawca pracujący na Gwieździe Śmierci wiedział, co ryzykuje. Jeśli zostali zabici, to są sami sobie winni. Dekarz słucha swego serca, nie portfela.

Dobrze się czytało :)

Przynoszę radość

Przy czytaniu towarzyszył mi nieustanny uśmieszek, a to już dobra wróżba dla oceny humoru opowiadania, bo mnie byle co nie bawi, no i uśmieszek rzadko wpada na kawę ;)

Sprawnie napisane i przemyślane opowiadanie.

 

Pozdrawiam

Czwartkowy Dyżurny

O, kolejny udany tekst Twojego autorstwa :) Ten podobał mi się nawet bardziej niż poprzedni. Dobry, pomysł, interesująca fabuła, słowotwórstwo moim zdaniem zdecydowanie na plus :)

Jeśli chodzi o warsztat też jest nieźle :)

Arnubis, lubimy ten sam film

Anet, katia72, bardzo mi miło, że tekst przypadł wam do gustu :) 

Blacktom, odnotuje to jako osiągnięcie, to rozbawienie takiej persony jak Czwartkowy. :) oby udało się to kiedyś powtórzyć, ale wywołać inne pozytywne odczucia

Pomysłowe i zabawne, a i długość w sam raz – gdyby opowiadanie było dłuższe, pewnie by mnie znużyło. ;)

 

Pod­szedł ku re­ga­ło­wi z na­rzę­dzia­mi i się­gnął ku roz­twie­ra­czo­wi. ―> Nie brzmi to najlepiej.

 

Myśl­niarz chwy­cił za swoje in­stru­men­ty… ―> Myśl­niarz chwy­cił swoje in­stru­men­ty

 

roz­po­czął go­rącz­ko­wo po­szu­ki­wać źró­dła ska­że­nia. ―> …i roz­po­czął go­rącz­ko­we po­szu­ki­wanie źró­dła ska­że­nia. Lub: …po­czął go­rącz­ko­wo ­szu­kać źró­dła ska­że­nia.

 

na ich wła­snych za­sa­dach, lo­gi­ką . ―> Zbędna spacja przed kropką.

 

za­mar­łych w za­sko­cze­niu urząd­ni­ków pań­stwo­wych… ―> Literówka?

 

Jeśli po­zwo­li­cie się opłą­tać… ―> Literówka?

 

wy­cią­gną­ły ją aż po ko­niu­szek… ―> Literówka?

 

by to grun­tow­nie prze-my­śleć. ―> Czemu służy dywiz?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka