- Opowiadanie: Marcin Hołowacz - Haker przyszłości

Haker przyszłości

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Haker przyszłości

Wła­ma­łem się do sys­te­mu wy­znaw­ców wyż­szej świa­do­mo­ści, bo byłem cie­kaw jakie ta­jem­ni­ce mogą skry­wać się pod fa­sa­dą ta­kiej ni­by-sek­ty. Uzna­łem, że tak na­praw­dę to tylko grupa biz­nes­me­nów, chcą­ca za­ra­biać na pro­duk­cji zu­peł­nie no­we­go nar­ko­ty­ku. Jak bar­dzo się my­li­łem… Na ser­we­rach mieli na­gra­nia z tor­tu­ra­mi i eks­pe­ry­men­ta­mi na lu­dziach. Ob­ci­na­li im głowy, a póź­niej prze­pro­wa­dza­li na nich testy z wy­ko­rzy­sta­niem exhe­ne­rum. Ta banda czub­ków jest bar­dziej po­pa­pra­na niż mógł­bym to sobie wy­obra­zić. Nie do­ce­ni­łem ich, to fakt.

Wy­kra­dłem co się dało i zro­bi­łem pełno kopii za­pa­so­wych. Na­stęp­nie skon­tak­to­wa­łem się z nimi i przed­sta­wi­łem moje wa­run­ki. Ocze­ki­wa­łem so­wi­tej za­pła­ty w za­mian za mil­cze­nie, po­nie­waż wiem, że mogą sobie na to po­zwo­lić. Za­wsze ma­rzył mi się złoty strzał i myślę, że ta chwi­la w końcu na­de­szła. Chcia­łem to uczcić, więc umó­wi­łem się z Car­te­rem na piwo. Wy­lo­go­wa­łem się, wy­ją­łem wtycz­kę ze skro­ni i opu­ści­łem moje do­mo­we sta­no­wi­sko ro­bo­cze. Przy oka­zji przy­rze­kłem sobie, że kie­dyś tu po­sprzą­tam, bo co chwi­lę po­ty­ka­łem się o ja­kieś śmie­ci. Póki co muszę zna­leźć wyj­ścio­we gałki oczne, te z któ­ry­mi pra­cu­ję nie wy­glą­da­ją zbyt do­brze. Pew­nie będą w ła­zien­ce.

W końcu wy­sze­dłem na mia­sto. Po kilku dniach nie­ustan­ne­go bu­szo­wa­nia po sieci, czu­łem się tro­chę nie­swo­jo. Noc była młoda, neony tęt­ni­ły ży­ciem, uka­zu­jąc re­kla­my nie­po­trzeb­ne­go chła­mu, a lu­dzie jak zwy­kle zda­wa­li się tkwić w ja­kimś tran­sie. Każdy do­kądś zmie­rzał i spra­wiał wra­że­nie w pełni świa­do­me­go, my­ślą­ce­go oby­wa­te­la, ży­ją­ce­go w tej pięk­nej me­tro­po­lii. Jed­nak ja wi­dzia­łem tylko armię zom­bia­ków, go­nią­cych za go­rą­cy­mi tren­da­mi, naj­now­szy­mi wsz­cze­pa­mi i za­je­bi­sty­mi pro­duk­ta­mi od naj­uko­chań­szych kor­po­ra­cji. Wujek kor­po­ra­cja, nikt cię tak nie po­ko­cha! Nikt nie zro­zu­mie two­ich po­trzeb i nie za­pra­gnie ich za­spo­ko­ić, tak jak zrobi to dobry wujek kor­po­ra­cja. Mniej wię­cej to sie­dzia­ło w ich gło­wach.

Car­ter już na mnie cze­kał. O dziwo nie za­mó­wił jesz­cze piwka, więc na­bra­łem obaw o jego zdro­wie. Kiedy się do niego zbli­ży­łem, za­uwa­ży­łem że fak­tycz­nie wy­glą­da kiep­sko.

– Stary, coś ty się tak spo­cił? Wszyst­ko w po­rząd­ku? – za­py­ta­łem.

– Nie mam zbyt wiele czasu, więc przej­dę do rze­czy. Po­peł­ni­łeś wiel­ki błąd obie­ra­jąc sektę za swój cel, ale spró­bu­ję ci pomóc.

Naj­pierw po­my­śla­łem, że znowu się czymś na­szpry­co­wał, tylko skąd mógł wie­dzieć o moich pla­nach z wy­znaw­ca­mi wyż­szej świa­do­mo­ści? Prze­łkną­łem cięż­ko ślinę, po czym po­cią­gną­łem roz­mo­wę.

– Szpie­gu­jesz mnie? Jakim cudem wiesz o mojej dzi­siej­szej akcji?

– To co zro­bi­łeś… de­li­kat­nie mó­wiąc ich roz­draż­ni­ło. Je­stem jed­nym z ich obiek­tów do­świad­czal­nych. Od­cię­li mi głowę, wsa­dzi­li ją do pie­przo­ne­go sło­ika i w kółko fa­sze­ru­ją exhe­ne­rum.

– Prze­stań Car­ter, to nie jest za­baw­ne.

To mu­siał być żart, ale dobry humor mnie opu­ścił. Praw­dę mó­wiąc tro­chę mnie za­nie­po­ko­ił.

– Nie na­zy­wam się Car­ter! Ro­zu­miesz kurwa?!

Nigdy nie lu­bi­łem zwra­cać na sie­bie uwagi. Byłem na tym punk­cie prze­czu­lo­ny, więc gdy tylko się tak wy­darł i lu­dzie za­czę­li na nas spo­glą­dać, stra­ci­łem cier­pli­wość. Chwy­ci­łem go za koł­nierz i przy­cią­gną­łem do sie­bie.

– Za­mknij się do cho­le­ry. Co w cie­bie wstą­pi­ło?

– Mam na imię Zelos. Wi­dzia­łeś na­gra­nia z kamer? Te ucię­te głowy w szkla­nych po­jem­ni­kach? Wła­śnie tak skoń­czy­łem. Fa­sze­ru­ją nas exhe­ne­rum, żeby zop­ty­ma­li­zo­wać wpływ sub­stan­cji na nasz ga­tu­nek. Oni… to nie są lu­dzie, wiesz? I to nie jest zwy­kły nar­ko­tyk. Exhe­ne­rum to spo­sób na znie­wo­le­nie, na po­zy­ska­nie nie­wol­ni­ków.

Słu­cha­łem go i byłem prze­ra­żo­ny. Spo­sób w jaki  mówił wy­da­wał się być tak bar­dzo prze­ko­nu­ją­cy, to­wa­rzy­szy­ło mu przy tym tyle emo­cji. Za­uwa­ży­łem też, że po jego po­licz­kach za­czę­ły spły­wać łzy. Nie byłem w sta­nie mu prze­rwać, chcia­łem tego wy­słu­chać.

– Udo­sko­na­la­ją for­mu­łę, a gdy tylko skoń­czą, będą mogli przy­stą­pić do po­zy­ski­wa­nia nie­wol­ni­ków. Mu­sisz zro­zu­mieć, że tu nie cho­dzi o nor­mal­ne po­ry­wa­nie ludzi. Oni po­trze­bu­ją na­szych umy­słów, na­szej świa­do­mo­ści. Prze­trans­por­tu­ją myśli gdzieś do od­le­głych za­ka­mar­ków wszech­świa­ta, a potem uczy­nią z nas swo­ich nie­wol­ni­ków. Teraz tylko ćwi­czą trans­por­to­wa­nie świa­do­mo­ści, żeby póź­niej wszyst­ko po­szło gład­ko. Nie robią tego po raz pierw­szy, ale do­stra­ja­ją to do każ­de­go ga­tun­ku. Za­wsze tak robią…

Huk wy­strza­łu bru­tal­nie prze­rwał mo­no­log. Głowa Car­te­ra eks­plo­do­wa­ła, a frag­men­ty jego mózgu zna­la­zły się na moim ubra­niu i twa­rzy. Za­bój­ca stał nie­ca­ły metr dalej i po­wo­li skie­ro­wał na mnie swój wzrok. Wy­da­wał się de­lek­to­wać całą sy­tu­acją. Do­pie­ro po chwi­li wy­ce­lo­wał we mnie jesz­cze dy­mią­cą lufę. Zdą­ży­łem ak­ty­wo­wać pole si­ło­we, które po­win­no po­chło­nąć co naj­mniej kilka strza­łów z tej broni. Ob­ró­ci­łem się i za­czą­łem biec. Po­czu­łem pierw­sze tra­fie­nie, lecz tar­cza ener­ge­tycz­na sobie po­ra­dzi­ła. Za­czą­łem ża­ło­wać, że nigdy nie za­fun­do­wa­łem sobie ro­bo­tycz­nych koń­czyn, cha­rak­te­ry­zu­ją­cych się znacz­nie lep­szy­mi osią­ga­mi. Za­miast tego wy­ko­rzy­sta­łem to czym dys­po­no­wa­łem, ak­ty­wo­wa­łem mie­szan­kę zwięk­sza­ją­cą wy­daj­ność or­ga­ni­zmu. Zo­sta­ła uwol­nio­na wprost do krwio­obie­gu i po chwi­li po­czu­łem wy­raź­ny przy­pływ sił.

Za­pa­no­wa­ła pa­ni­ka, lu­dzie krzy­cze­li, a ja pró­bo­wa­łem się po­mię­dzy nimi prze­dzie­rać. Sły­sza­łem ko­lej­ne strza­ły, lecz moje pole si­ło­we nie mu­sia­ło ich po­wstrzy­my­wać. Wy­obra­ża­łem sobie naj­gor­sze, bo wie­dzia­łem, że w tym tłu­mie mógł tra­fiać nie­win­ne osoby.

– Kurwa, w co ja się wpa­ko­wa­łem!

Zda­wa­łem sobie spra­wę z ogrom­ne­go ry­zy­ka, ale mu­sia­łem wró­cić do miesz­ka­nia. Na pewno po­zna­li moją toż­sa­mość, więc do­bio­rą się do sprzę­tu i wszyst­ko usuną. Albo spró­bu­ję upu­blicz­nić to co wy­kra­dłem, albo bę­dzie po wszyst­kim.

Wbie­głem na klat­kę i chwi­lę póź­niej sta­łem przed drzwia­mi wej­ścio­wy­mi do mojej nory. Ostroż­nie po­ło­ży­łem dłoń na klam­ce. Wszyst­ko wy­da­wa­ło się być w jak naj­lep­szym po­rząd­ku, a chip z mo­je­go nad­garst­ka bez pro­ble­mu wy­słał sy­gnał, po czym zamek się otwo­rzył. Chyba nikt przy tym jesz­cze nie grze­bał. Wsze­dłem do środ­ka i po­wo­li sta­wia­łem kroki, na­słu­chu­jąc wszel­kich oznak czy­jejś obec­no­ści. W końcu na­bra­łem pew­no­ści sie­bie i pod­bie­głem do kom­pu­te­ra. Już mia­łem go od­pa­lać, ale ku mo­je­mu prze­ra­że­niu do­strze­głem po­staw­ne­go, ły­se­go męż­czy­znę. Bli­zny wska­zy­wa­ły na to, że mu­siał mieć mnó­stwo wsz­cze­pów. Naj­dziw­niej­sza była ta, która prze­cho­dzi­ła przez sam śro­dek jego twa­rzy. Sta­li­śmy tak parę se­kund, a on po pro­stu się na mnie pa­trzył. Za­mar­z­łem w bez­ru­chu, byłem spa­ra­li­żo­wa­ny przez strach. Nigdy w życiu nie czu­łem tak przy­tła­cza­ją­ce­go prze­ra­że­nia. W końcu prze­mó­wił.

– Za­słu­ży­łeś na wy­jąt­ko­wą na­gro­dę.

Po tych sło­wach obe­rwa­łem jego ma­syw­ną łapą i stra­ci­łem przy­tom­ność.

***

Obu­dzi­łem się w miej­scu, które przy­wo­dzi­ło na myśl salę ope­ra­cyj­ną. Byłem nagi, le­ża­łem na zim­nym me­ta­lo­wym stole, a silne źró­dło świa­tła draż­ni­ło moje oczy. Do­strze­głem je­dy­nie frag­men­ty zauto­ma­ty­zo­wa­nej apa­ra­tu­ry, która nie przy­wo­dzi­ła na myśl ni­cze­go do­bre­go. Nagle ostrze piły zo­sta­ło wpra­wio­ne w ruch, więc ogar­nę­ła mnie pa­ni­ka. Krzy­cza­łem, szlo­cha­łem i pró­bo­wa­łem się wy­swo­bo­dzić, ale nie mo­głem się ru­szyć choć­by o mi­li­metr. W końcu po­czu­łem jak wi­ru­ją­ce zęby za­ta­pia­ją się w moim gar­dle, a potem zmie­rza­ją jesz­cze głę­biej. Nie trwa­ło to długo. Moja głowa zo­sta­ła od­se­pa­ro­wa­na od resz­ty ciała i po kilku se­kun­dach apa­ra­tu­ra wsta­wi­ła mi jakąś ob­ro­żę ochron­ną. Póź­niej zo­sta­łem wrzu­co­ny do zbior­ni­ka z pły­nem o lekko nie­bie­skim za­bar­wie­niu, gdzie pod­łą­czo­no mnie do ja­kichś rurek i kabli. To wszyst­ko wy­da­wa­ło się być tak ode­rwa­ne od rze­czy­wi­sto­ści, że w po­łą­cze­niu z głę­bo­kim szo­kiem, wciąż mia­łem trud­no­ści z peł­nym za­ak­cep­to­wa­niem ak­tu­al­nych wy­da­rzeń. Jesz­cze chwi­lę temu oglą­da­łem te eks­pe­ry­men­ty na wy­kra­dzio­nych na­gra­niach, a teraz sam byłem w jed­nym z tych zbior­ni­ków.

Moja szkla­na trum­na zo­sta­ła prze­trans­por­to­wa­na do zu­peł­nie in­ne­go po­miesz­cze­nia. Kiedy wszyst­ko było już pod­łą­czo­ne do sta­no­wi­ska, męż­czy­zna w nie­bie­skiej sza­cie pod­szedł, na­chy­lił się i spoj­rzał mi w oczy. Po chwi­li za­py­tał.

– Wiesz czym jest stan wyż­szej świa­do­mo­ści? Je­że­li nie, to bę­dziesz miał oka­zję tego do­świad­czyć. Mam na­dzie­ję, że je­steś pod­eks­cy­to­wa­ny, bo czeka cię bar­dzo długa po­dróż. Tak bar­dzo lu­bisz pod­glą­dać in­nych, że po­sta­no­wi­li­śmy po­ka­zać ci jak wy­glą­da nasza ma­cie­rzy­sta pla­ne­ta. Bę­dziesz pierw­szą ziem­ską świa­do­mo­ścią, która tam trafi. Po­wo­dze­nia!

Chcia­łem coś po­wie­dzieć, ale nie byłem w sta­nie wy­do­być z sie­bie żad­ne­go dźwię­ku. Mo­głem je­dy­nie ob­ser­wo­wać jak od­pa­la­ją swoje urzą­dze­nia i re­gu­lar­nie po­wta­rza­ją, żeby podać mi jesz­cze wię­cej exhen­rum. W pew­nej chwi­li do­świad­czy­łem cze­goś nad­przy­ro­dzo­ne­go, opu­ści­łem swoją fi­zycz­ną formę i wy­ru­szy­łem w po­dróż. Prze­miesz­cza­łem się z za­wrot­ną pręd­ko­ścią. Nie­zwy­kle szyb­ko zo­sta­wi­łem za sobą Układ Sło­necz­ny i kon­ty­nu­owa­łem ko­smicz­ną po­dróż. Po­cząt­ko­we prze­ra­że­nie ustą­pi­ło miej­sca lek­kie­mu znu­że­niu i kon­tem­pla­cjom na temat sensu eg­zy­sten­cji. Stra­ci­łem po­czu­cie czasu, lecz zda­wa­ło mi się, że po­dróż trwa­ła wieki. Cza­sem ma­rzy­łem o tym, żeby to wszyst­ko oka­za­ło się być zwy­kłym snem, po któ­rym wrócę do nor­mal­ne­go życia. Nie­ste­ty chwi­la prze­bu­dze­nia nigdy nie na­de­szła. Upły­nę­ło tak wiele czasu, że po­wo­li tra­ci­łem rozum. Wo­lał­bym po pro­stu umrzeć, za­miast tego do­świad­czać.

***

Trwa­ło to całą wiecz­ność, ale w końcu do­tar­łem do celu. Pla­ne­ta tych istot była w ca­ło­ści po­kry­ta oce­ana­mi. Nie mia­łem po­ję­cia czy to woda, czy może coś in­ne­go. Za­nu­rzy­łem się pod po­wierzch­nię i tra­fi­łem na samo dno. Wnik­ną­łem do ja­kiejś mię­si­stej kuli, która swymi ko­rze­nia­mi wra­sta­ła w pod­ło­że. Po raz ko­lej­ny zy­ska­łem fi­zycz­ną po­stać. Nie mia­łem nóg, rąk, twa­rzy… byłem tylko kulą mięsa na dnie obcej pla­ne­ty.

My­śla­łem, że naj­gor­szą rze­czą jaka mnie kie­dy­kol­wiek spo­tka, bę­dzie śmierć. Nie­ste­ty byłem w błę­dzie. Jedna z istot za­miesz­ku­ją­cych to miej­sce, pod­pły­nę­ła do mnie i ob­ję­ła moje nowe ciało swymi mac­ka­mi. Na­stęp­nie roz­po­czę­ła pro­ces… kon­sump­cji mojej świa­do­mo­ści. Ból był nie­wy­obra­żal­ny, trud­ny do opi­sa­nia za po­mo­cą słów. Czu­łem jak coś zżera moje wspo­mnie­nia, myśli, po­czu­cie wła­sne­go ja. Naj­gor­sze było to, że nie mo­głem od tego uciec. Po­grą­żo­ny w ago­nii, bła­ga­łem o przy­wi­lej śmier­ci.

Koniec

Komentarze

Fajne. Naprawde. Moim zdaniem odlot na inna planete zbytnim odlotem byl :) ale ogolnie spoko.

pawelek, bardzo mi miło, że ci się podobało. IMHO odlot na inną planetę musiał być, żeby pokazać do czego dąży sekta :)

Tekst bardzo mi się podobał. Nie mam się zbytnio do czego przyczepić nie licząc może tego że kto by mordował w biały dzień w knajpie poprzez rozwalenie głowy (mogłeś to zrobić dyskretniej) oraz samo odcinanie głowy może poprzedzone jakimś procesem by nie umarł? Nie licząc tych drobnych uwag tekst czytało się bardzo przyjemnie.

Pisz to co chciałbyś czytać, czytaj to o czym chcesz pisać

aKuba139, takie opinie motywują do pisania i bardzo cieszą.

 

Masz rację co do tego, że ich działanie nie było dyskretne i w związku z tym może nawet w jakimś stopniu nieracjonalne? Dla mnie jest to do zaakceptowania m.in. dlatego, że sekta jest radykalna, a jej członkowie w dużej mierze nie są z tego świata (odrobinę więcej jest też w opowiadaniu “Ryzyko zawodowe”). Widzę to też jako przykład sytuacji, w której ktoś dokonuje publicznej egzekucji, a potem znika w tłumie i po sprawie. I tak nikt go nie schwytał.

 

Odnośnie sceny z odcinaniem głowy, przyjmuję na klatę wszelkie zarzuty, że jest mało realistyczna i że to czysta fantazja.

 

Dziękuję za przeczytanie i za komentarz!

Pomysł dziwaczny (czyżby satyra na sekty w rodzaju scjentologów?), ale przyznam, że opowiadanie zdołało utrzymać moje zainteresowanie do samego końca.

Marcin Robert, dziękuję za przeczytanie i zostawienie komentarza. Nie jest to satyra, dla mnie fantastyka to własnie możliwość wymyślania nietypowych rzeczy :)

Pomysł dość osobliwy, ale nie mogę powiedzieć, żeby mnie szczególnie zainteresował. Przeczytałam bez przykrości, jednak w pamięci raczej nie zachowam.

 

Prze­łkną­łem cięż­ko ślinę… ―> Na czym polega ciężar przełykania śliny?

A może: Z trudem prze­łkną­łem ślinę

 

tar­cza ener­ge­tycz­na sobie po­ra­dzi­ła. Za­czą­łem ża­ło­wać, że nigdy nie za­fun­do­wa­łem sobie ro­bo­tycz­nych… ―> Powtórzenie.

 

a on po pro­stu się na mnie pa­trzył. ―> …a on po pro­stu na mnie pa­trzył.

 

Za­mar­z­łem w bez­ru­chu… ―> Przypuszczam, że miało być: Za­mar­­łem w bez­ru­chu

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka