- Opowiadanie: Patryk Mikulski - Uciechy ciała

Uciechy ciała

Korzystając z tego miejsca, chciałbym bardzo podziękować ANDO, która włożyła naprawdę dużo pracy przy betowaniu tego tekstu i pomogła mi go dopracować. 

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Biblioteka:

Finkla

Oceny

Uciechy ciała

Igir pełnił wartę, wpatrując się w wioskę położoną u podnóża góry. Jego czarne, pokaźne skrzydła unosiły się i opadały sprawiając, że znajdował się kilka centymetrów nad ziemią. Pilnował wejścia do wieży, stanowiącej dom jego pana. 

„Wdech i wydech” – pomyślał, próbując odwrócić wzrok od obiektu, nad którym wzdychał od kilku dni.

Mimo sporej odległości, doskonale widział chaty i krzątających się wokół nich ludzi. Dostroił wzrok, skupiając go na małym otworze okiennym, skierowanym w stronę wieży. Widział każdy detal. Jakiś głos w jego głowie krzyczał, by natychmiast pobiec do wioski, jednak Igir stanowczo go uciszał. 

– Wychodzę – powiedział mężczyzna ubrany w ciemny płaszcz z kapturem.

– Jestem gotów, by ci służyć panie – odparł Igir, schylając głowę. Starał się przy tym ukryć zakłopotanie, ponieważ czarodziej go zaskoczył. 

– Igirze, ile razy o tym rozmawialiśmy? Mów mi po imieniu. – Mężczyzna rozmasował skronie. – Rozłożyłem trochę dodatkowych zabezpieczeń i wzmocniłem czar maskujący. Raczej nie powinieneś mieć żadnych nieproszonych gości. Pójdę sam, odpocznij, czy nie wiem. Zrób coś, na co masz ochotę. 

– Będę strzegł wieży i czekał na twój powrót panie – stwierdził Igir.

Mężczyzna spojrzał z rezygnacją. Nakreślił w powietrzu kilka precyzyjnych znaków, po czym wskoczył w portal, który otworzył się tuż pod jego stopami.

 

 

Pana nie było już drugi dzień, a on trwał na swym posterunku, w dalszym ciągu wpatrując się w codzienne życie osady. Chłopi wstawali dość wcześnie. Karmili zwierzęta, krzątali się wokoło swych domostw, pracowali na polu. W dalszym ciągu walczył z nieodpartą chęcią zejścia do wioski. 

W jednej z chat młoda kobieta za pomocą drewnianej łopatki wyciągała z okrągłego garnka, pełnego zagotowanej wody, białe półkola. Tuż obok, w zawieszonej nad paleniskiem patelni, smażyły się kawałki drobno pokrojonej rośliny, której nazwy nie znał. Kobieta posypała półkola rośliną, po czym zaczęła jeść.

„Wdech i wydech, uspokój się!” – powtarzał w myślach.

Widział jej minę, kiedy pałaszowała kolejne kęsy. Te przymknięte oczy, uśmiech i błogość, jaka towarzyszyła jej za każdym razem, kiedy wkładała do ust kolejny kawałek.

Przełknął ślinę. 

„Dość!” – upomniał się stanowczo. „Nie musisz jeść”.

Wiele wieków temu jego przodkowie odkryli, jak przetwarzać energię magiczną w taki sposób, by zapewniała wszystkie niezbędne składniki odżywcze. Od tej pory soczyste pieczenie, słodkie musy i wiele innych potraw podawano jedynie dla ich walorów smakowych. 

„Jestem tu, by służyć. Ciało słabe, duch silny” – powtarzał w myślach niczym mantrę, która miała odgonić złe duchy. Zacisnął łapy tak, że długie szpony wbiły się w ich wewnętrzną część. Z rany sączyła się żółta maź, jednak nie zrobiło to na nim wrażenia. Myślał, a w jego głowie powoli zakwitał niewinny plan. Niczym drobna iskierka wzniecająca olbrzymie ognisko.

„Zrób coś, na co masz ochotę… A gdyby tak chociaż raz?”

 

 

Dzień zapowiadał się wyśmienicie. Wstała wyspana, co nie zdarzało się zbyt często. Wydoiła krowy, rzuciła kurom trochę jedzenia, poszła po wodę. Świeciło słońce, a bezchmurne niebo odsłoniło szczyt pobliskiej góry. Miała szczęście. Jej mąż jako jedyny w wiosce uparł się, by w chacie okno było skierowane właśnie w jej stronę, a nie tak jak u innych, ku wewnętrznemu placowi. Dzięki temu, o ile pozwalała na to pogoda, mogła podziwiać piękno nagiego szczytu.

Kiedyś planowała się na nią wspiąć, jednak za każdym razem, gdy o tym myślała, w jej głowie pojawiały się dziwne myśli. Krwiożercze bestie, liczne niebezpieczeństwa, to wszystko piętrzyło się w jej myślach dopóty, dopóki nie porzucała pomysłu. Rozmawiała o tym z innymi kobietami, a także z mężem. Nikt nigdy nie wykazywał najmniejszej chęci, by tam iść. W ostatecznym rozrachunku racjonalnie dochodziła do wniosku, że góra sama w sobie jest bardzo ładna, ale niewarta zachodu. 

Usiadła na krześle i przysunęła się do stołu. Wzięła do ręki widelec, na który nadziała jeden z pierogów. Po izbie roznosił się przyjemny zapach smażonej cebulki. Uwielbiała ten moment. Mąż gdzieś na polu, ona sama w domu. Miała czas, by spokojnie delektować się ulubioną potrawą. Ukrywała swoje upodobania. Co prawda, pierogi nie były niczym nadzwyczajnym, jednak dla niej stanowiły coś w rodzaju obsesji. Delektowała się każdym kęsem. Powoli przeżuwała kawałki sera i ciasta, które rozpływały jej się w ustach. Mąż wrócił kiedyś wcześniej i przyłapawszy ją na małej uciesze, uśmiał się niemiłosiernie twierdząc, że robi przy tym dziwne miny. Od tej pory pilnowała, by nikt jej nie przeszkadzał. Była tylko ona, pierogi i góra, która spoglądała na nią przez okno.

– Przepraszam. Usłyszała szorstki gardłowy głos.

Kobieta przełknęła ostatni kawałek i odwróciła się w jego kierunku.

– Czy mógłbym prosić o jedno z tych białych półkoli? – W otworze okiennym znajdowała się głowa. Olbrzymie oczy spoglądały na nią z napięciem. Z czaszki wystawały dwa grube rogi. Stwór miał czerwoną skórę, pełną zmarszczek i fałd.

– Aaaaaaaa! – krzyknęła kobieta, po czym padła na ziemię tracąc przytomność.

 

 

„Co ja sobie myślałem?” – zadręczał się Igir, stojąc nieruchomo przed wejściem do wieży. Przypomniał sobie krzyki swego pana, kiedy ten dowiedział się o wizycie w wiosce.

– Czyś ty siebie widział w lustrze?! Po prostu genialny plan! Ciekawi mnie twój proces myślowy. A zejdę sobie do ludzi. Będzie fajnie – coś w tym stylu, tak?!

Igir przepraszał, ale czarodziej jedynie wrzeszczał, że czeka go mnóstwo pracy, by poskładać rozum biednej wieśniaczki do kupy.

„Ciało słabe, duch silny” – powtarzał w myślach, stojąc na warcie i próbując o wszystkim zapomnieć. 

W pewnym momencie jego uwagę przykuł wiklinowy kosz, przykryty bawełnianą chustką.

„Dziwne” – pomyślał. „Jeszcze przed chwilą go tu nie było”.

Podszedł do kosza i odsłonił zawartość. W środku, w glinianym garnku, znajdowały się białe półkola, te same, o których marzył od kilku dni. Zauważył liścik, na którym starannie zapisano: „Igir, przepraszam, że krzyczałem. Mam nadzieję, że będą ci smakowały”.

Chwycił białe półkole, a następnie, nie tracąc już ani chwili, posmakował. Jego twarz wykrzywiła się w grymasie rozczarowania. Sięgnął po chustę, przyłożył ją do ust i wypluł przeżuwany kawałek. Pełen spokoju, powrócił do pełnienia swej służby.

Koniec

Komentarze

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dobry wieczór mr.maras, dziękuję za przybycie.

 

 

PS Właściwie to chciałbym dopytać forumowiczów, czy w momencie publikacji tekstu, który wcześniej poddawany był betowaniu, komentarze betującego są widoczne? Opublikowałem ten tekst z betalisty, zobaczyłem, że komentarze są dla mnie widoczne i z tego wszystkiego wrzuciłem to jako nowe opowiadanie. Tym samym na górze nie widać, że betującym była ANDO. Domyślam się, że te komentarze nie są jednak widoczne?

Nie są widoczne ;)

Niestety trochę nużące to opowiadanie.

Usiadła na krześle i przysunęła się do stołu. Wzięła do ręki widelec, którym nadziała jeden z pierogów. Po izbie roznosił się przyjemny zapach smażonej cebulki. Uwielbiała ten moment. Mąż gdzieś na polu, ona sama w domu. Miała czas, by spokojnie delektować się ulubioną potrawą. Ukrywała swoje upodobania. Co prawda, pierogi nie były niczym nadzwyczajnym, jednak dla niej stanowiły coś w rodzaju obsesji. Delektowała się każdym kęsem. Powoli przeżuwała kawałki sera i ciasta, które rozpływały jej się w ustach.

Czy sadzisz, że ten powyższy tekst (w szorcie) może kogoś porwać, zachęcić do czytania? A przecież to jest prawie 10% tekstu. I nie widzę tu żadnego pomysłu, ani ogólnie, ani pod kątem tematu konkursowego.

– Przepraszam – powiedział szorstki gardłowy głos

Kto powiedział?

fizyk111 dziękuję za przeczytanie. No cóż w kwestii tego, że jest nużące, to są gusta i guściki. Jakie opowiadania tak naprawdę porywają i zachęcają do czytania? Jak dla mnie, to jest wszystko subiektywne. 

 

Realuc Tak właśnie myślałem. Jeśli to nie problem to już tak to zostawię i jedynie usunę kopię roboczą. Następnym razem będę wiedział :) 

Jak dla mnie, to również jest wszystko subiektywne.

Na końcu jednak, ważne jest, których subiektywności jest więcej.

Szczerze życzę powodzenia w konkursie. smiley

Właściwie początkowo tekst nie był szykowany na konkurs. ANDO zasugerowała, że by się do niego nadawał, po pewnym przeróbkach i oto jest. No cóż może się jednak komuś spodoba :( 

Ciekawa historia i ujęcie tematu, ale nie wiem czy widzę powiazanie z “ciężkim dyżurem”. Aczkolwiek demony i pierogi zawsze na propsie :)

Oidrin dziękuje za przeczytanie i komentarz. Fajnie, że Ci się podobało. Ogólnie Igir teoretycznie dyżuruje przy drzwiach do wieży swego pana. Ma ich pilnować, co zazwyczaj wychodzi mu całkiem nieźle, zważając na jego specyficzny wzrok i inne zalety. Niestety od jakiegoś czasu ten dyżur jest dość ciężki, bo bohater walczy ze swoimi emocjami i pragnieniami (zupełnie jak ja dzisiaj, w próbie powstrzymania się przed kolejnym pączkiem). Nie dość, że nie wykonuje dobrze swojej pracy, to jeszcze zaskakuje go nawet jego pan. Pod koniec zaś męczy go kac moralny. 

 

“Aczkolwiek demony i pierogi zawsze na propsie :)“ – Prawda? :D

 

 

Skoro Igir stale pilnował drzwi do wieży czarownika, to chyba nie był to dyżur, a zwykła praca, która w dodatku, jak sam piszesz, wychodziła mu całkiem nieźle. Dlatego nie rozumiem, co dla Igira było ciężkim dyżurem.

 

Jakiś głos w jego gło­wie krzy­czał, by na­tych­miast po­biec do wio­ski, jed­nak Igir skru­pu­lat­nie go uci­szał. ―> Czy na pewno uciszał głos z drobiazgową dokładnością i takąż starannością.

A może: …Igir stanowczo/ zdecydowanie go uci­szał.

 

Kar­mi­li zwie­rzę­ta, krzą­ta­li się w około swych do­mostw… ―> Kar­mi­li zwie­rzę­ta, krzą­ta­li się wokoło swych do­mostw

 

Wzię­ła do ręki wi­de­lec, któ­rym na­dzia­ła jeden z pie­ro­gów. ―> Czy dobrze rozumiem, że jeden z pierogów, zamiast serem, był nadziany widelcem?

Pewnie miało być: Wzię­ła do ręki wi­de­lec, na któ­ry na­dzia­ła jeden z pie­ro­gów.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

regulatorzy, dziękuję za przybycie, przeczytanie i zostawienie komentarza. Błędy poprawie już po konkursie, chyba, że tekst nie powinien w ogóle się w nim znaleźć. Spróbuję się jakoś obronić: 

 

“dyżur «pełnienie obowiązków zawodowych lub społecznych w określonym czasie, według ustalonego trybu; też: okres pełnienia tego obowiązku” – https://sjp.pwn.pl/sjp/dyzur;2455514.html

 

Igir pełni swojego rodzaju służbę, czyli wypełniał pewne obowiązki. Można by też stwierdzić, że czasami miewał wolne, bo jego pan sugerował mu odpoczynek, więc jest tu jakiś określony czas. Co prawda Igir sam zdecydował, że tym razem jednak nie weźmie wolnego i dalej będzie pilnował wieży… No ale fakt, takiego dyżuru w rozumieniu: mam wartę od piątej do siódmej, potem idę spać. A tu na tej warcie potwory itd. to tutaj nie ma. 

No cóż, tak jak mówiłem już wcześniej, tekst nie był pisany pod konkurs, a jedynie po sugestiach wrzucony jako konkursowy. Jeśli rozmija się z tematyką, to oczywiście usunę tag. Powinienem to zrobić?

 

 

Patryku, dziękuję za wyjaśnienia. Fajnie, że bronisz tekstu. ;)

 

Jeśli rozmija się z tematyką, to oczywiście usunę tag. Powinienem to zrobić?

Na to pytanie nie odpowiem – decyzja należy do jurorów.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tu był jakiś pomysł: przełamać oczekiwania czytelnika, który po obsesji Igira na punkcie podglądanej kobiety będzie raczej spodziewał się motywów typu zakochanie, porwanie itd. i pójść w takie niewinne kulturowe nieporozumienie, lekko w sumie humorystyczne. Coś nie do końca gra z wykonaniem, bo w tekście brakuje suspensu, a moment zaskoczenia jakoś specjalnie nie zaskakuje. Postacie za to fajnie pomyślane, a brak ogranych motywów z przemocą wobec bohaterki odświeżający. Jest nad czym pracować, bo efekty – po ewentualnym podkręceniu opowiadania, kiedy już skończy się konkurs – mogą okazać się całkiem fajne.  

Dziękuję za przeczytanie i komentarz. Mentalnie jestem już w innym tekście, ale myślę, że kiedyś wrócę do tego opowiadania i postaram się je “podkręcić”. Na ten moment mam uczucie, że brakuje mi na to warsztatu. Boję się, że jak zacznę przy nim majstrować, to mi się wszytko rozsypie. Cieszę się, że udało mi się z bohaterami :) 

 

Przyjemnie się czyta i szybko. Dobra i spójna treść, przynajmniej jak dla mnie. Nie jest rozwleczona na dużo wątków– muszę wziąć z tego przykład ;-)

JohnnyTrestle

Nie poznałem ręki Ando ;) naprawdę fajny tekst. Lekko dowcipny. Milo sie czytalo i… tez lubie pierogi z serem. Az zapragnalem kilka zjesc, takich polanych slodka smietana, bo z cebulka to ruskie jednak. A w ogole lubelskie z kasza to jest cos… obidziles we mnie glod, a to jest pobidzenie uczucia jakiegos. Fajnie fajnie :)

@JohnnyTrestle Cieszę się, że się podobało. Zależało mi, żeby to było właśnie takie spójne opowiadanie, z konkretnym bohaterem i konkretnym celem jaki ten bohater chce osiągnąć. Mam tendencje do tworzenia fragmentów, więc tym bardziej chciałem żeby to była taka zamknięta całość. 

 

@Pawelek Z kaszą nigdy nie jadłem, muszę kiedyś spróbować. Jeśli zrobiłeś się głodny po tym opowiadaniu, to chyba odniosłem sukces :) 

 

Mnie się podobało :)

Przynoszę radość :)

@Blacktom @Anet dziękuję za lekturę :)

Sympatyczny tekst.

Interesujące podejście do konkursu. Jest dyżur, ale go nie ma, jest ciężko, ale nie aż tak bardzo. To naprawdę fajne i wypada oryginalnie.

Ale że pierogi mu nie zasmakowały? Co w takim razie jadały Igiry, zanim nauczyły się żywić magią? Chyba że pan się nie znał na kucharzeniu i dał mu surowe… ;-)

Babska logika rządzi!

Dziękuję za lekturę i punkt – mój pierwszy :) Nie dochodzi do mnie myśl, że Igirowi mogłyby nie posmakować pierogi! Jak dla mnie to wszystko wina mizernych zdolności kucharskich czarodzieja… jak nic.

Kiedyś musi być ten pierwszy raz. ;-)

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka