- Opowiadanie: MPJ 78 - Nowe obrazy

Nowe obrazy

Opowiadanie  z dedykacją dla Asi mojej najlepszej koleżanki, która kocha sztukę . 

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Biblioteka:

Finkla, katia72, Użytkownicy

Oceny

Nowe obrazy

 Biuro tonęło w stonowanym półmroku. Miało to wiele wytłumaczeń, jako detektyw nawiązywałem w ten sposób do lubianej przez klientów stylistyki czarnych kryminałów z lat czterdziestych XX wieku, jako poseł zasiadający w komisji środowiska chroniłem w ten sposób naszą planetę, jako człowiek, który dopiero co wrócił z przedłużonej dwutygodniowej imprezy sylwestrowej potrzebowałem ciszy i spokoju.

Drzwi zaskrzypiały, choć przysiągłbym, że zawiasy były dobrze nasmarowane i do biura weszła kobieta o wyglądzie roztargnionej artystki. Wiek koło sześćdziesiątki, natchnione spojrzenie, włosy w nieładzie, ponczo w indiańskim stylu i tęczowy szal podkreślały silny indywidualizm. Zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć zasiadła naprzeciw mnie.

– Czym mogę pani służyć?

– Słyszałam, że pan się zajmuje nietypowymi sprawami.

– To prawda. – Posłałem jej służbowy uśmiech. – Pani…

– Eliza Korsarska, jestem marszandką, zajmuję się sztuką, chciałabym, aby znalazł pan dla mnie Apoloniusza Delfa.

– Da się zrobić.

– Problem w tym, że on nie żyje.

– To może trochę skomplikować sprawę. A czemu pani go szuka?

– Ostatnio pojawiło się na rynku kilka jego obrazów, których nie znałam.

– Artyści dużo tworzą, skąd pewność, że zna pani wszystkie jego dzieła?

– Nie wiem, czy mogę być z panem szczera. Weźmie pan tę sprawę?

– Wezmę. – Wyciągnąłem do niej rękę w geście potwierdzenia zawarcia umowy.

– Czyli teraz jestem pana klientką?

– Tak i od tej pory obowiązuje mnie tajemnica zawodowa.

– No więc, Apoloniusz był objawieniem końca epoki Gierka. Znałam go osobiście, razem studiowaliśmy i mieszkaliśmy. Byłam przy powstaniu każdego z jego arcydzieł.

– Była pani… – znacząco zawiesiłem głos.

– Jedną z jego miłości i muz.

– Jedną z…

– To były inne czasy. Państwo było ludowe i oficjalnie dążyło do komunizmu, ale było też strasznie konserwatywne obyczajowo. Delf nie akceptował tego. Założył więc ze mną i dziewczynami komunę na wzór hippisów.

– Są więc inni świadkowie jego działalności artystycznej?

– Owszem. Z nami mieszkała Kala, co studiowała filozofię, Kilo z historii, Ela z socjologi. Wie pan, ona pisała takie świntuszące wiersze. – Moja klientka zarumieniła się lekko. – Terpa, co robiła akademię muzyczną w klasie fletu i jeszcze Mela. Nie pamiętam co studiowała, ale śpiewała takie smutne piosenki w studenckim zespole big bitowym.

– Czy to wszyscy?

– Ależ skąd, była jeszcze Pola z chóru akademickiego, wesolutka jak skowronek Ala ze szkoły filmowej. Wyglądała jak nastolatka i już grywała w filmach. Chwaliła się, że znała Łapickiego i Olbrychskiego. Reszta dziewczyn plotkowała o jej romansie z Polańskim. Mówiły, że ona pojedzie za nim do Hollywood. Tak sobie przypominam, że mieszkała z nami też Tela z baletu, ale ją rzadko widywaliśmy, bo już występowała. No i była jeszcze Ula. Ona studiowała astronomię. Jakiś czas pomieszkiwały z nami i inne dziewczyny, ale żadna nie pozostała na dłużej.

– A prócz Apoloniusza byli tam jacyś mężczyźni?

– Na stałe to nie, ale czasem ten czy tamten wpadał do nas na herbatę.

– Rozumiem. – Zamilkłem na chwilę, ponieważ wyobraźnia usłużnie podsuwała mi obraz nie tyle hipisowskiej komuny, co prywatnego haremu.

– Wie pan, to już były te czasy, kiedy pojawiały się przejściowe kłopoty aprowizacyjne i czasem nie miałyśmy nawet kawy. – Klientka chyba źle zinterpretowała moje milczenie.

– Mówiła pani, że była przy powstaniu każdego z obrazów.

– Apoloniusz był nietypowym malarzem. Tworzył niejako publicznie, nigdy nie malował w samotności, zawsze chciał, byśmy mu towarzyszyły, czasem jako modelki, czasem jako publiczność. Jako że mam żyłkę do interesu, więc organizowałam mu zlecenia, sprzedawałam jego obrazy, wyszukiwałam konkursy, w których mógł wystartować. Jestem pewna, że znam każde jego dzieło.

– A jak się rozstaliście? Może te obrazy, które wypłynęły teraz na rynek, są późniejsze?

– To było po sesji. Na Mazurach świętowaliśmy zakończenie roku. Wypłynęliśmy jachtem na jezioro. Trochę wypiliśmy i nocą kąpaliśmy się przy świetle księżyca. W pewnym momencie on znikł pod wodą. Więcej się nie pojawił, choć wołałyśmy, szukałyśmy, a rano powiadomiłyśmy woprowców i milicję.

– Znaleziono ciało?

– Milicja po paru miesiącach wezwała nas do identyfikacji jakiegoś topielca, ale moim zdaniem to nie był Apoloniusz. Prawdę mówiąc to jedynie Ala go rozpoznała. Milicji to wystarczyło by uznać go za zmarłego i zamknąć sprawę.

– Podsumujmy. Według pani, milicja znalazła nie tego topielca, ale jednocześnie na początku stwierdziła pani, że Apoloniusz nie żyje.

– Wtedy byłam pewna, że on zmarł. Gdyby żył, nie pozostawiłby nas samych. Bez niego rozleciałyśmy się po świecie. Jeszcze przez jakiś czas miałam kontakt listowny z niektórymi dziewczynami, ale od stanu wojennego to się urwało.

– Dlaczego uważa pani, że te obrazy są jego? Może stworzył je naśladowca lub fałszerz?

– To się czuje. – Spojrzałem na klientkę pytającym wzrokiem. – Proszę jutro przyjechać do mojej galerii, a udowodnię to panu.

Po tych słowach podpisała zredagowaną przeze mnie umowę, zostawiła wizytówkę, pożegnała się i wyszła. Ja zaś zastanawiałem nad powodami tych poszukiwań. Czy Eliza szuka okazji do zarobku na obrazach? Nie, raczej nie. Po co szuka autora? Może nie chce uwierzyć, że dawny kochanek robił coś za jej plecami? Chce go spotkać i zrobić mu awanturę? Bez sensu. Przez cztery dziesięciolecia złość powinna jej przejść. Prędzej chce się upewnić, czy przed laty na pewno zrobiła wszystko, by go odnaleźć?

 

Galeria powitała mnie obrazami, których nie rozumiem i ludźmi, których rozumiem jeszcze mniej. Eliza była w swoim żywiole, obserwowałem ją chwilę, gdy z pełnym zaangażowaniem przekonywała kogoś do kupna kolorowego płótna. Rzuciłem na nie okiem. Samo zestawienie barw było fascynujące, choć cena zdawała się zaporowa. W końcu marszandka dopięła transakcji. Dopiero teraz zwróciła na mnie uwagę. Powitała w miarę chłodno, jakbym ją zawiódł. Może chodziło o mój strój? Szary prochowiec i panama na głowie znacząco wyróżniały mnie z grupy odwiedzających to miejsce miłośników sztuki. Postanowiłem wykazać się odrobiną zainteresowania malarstwem i spostrzegawczości.

– To budujące, że wystawia pani też obrazy uzdolnionych dzieci.

– Kogo? – Eliza zdawała się być kompletnie zaskoczona moim stwierdzeniem.

– Ten obraz, gdzie na białym tle jest duży czerwony kwadrat i dwa mniejsze.

– On się tylko nazywa „Kids”, ale stworzył go dorosły malarz.

– Aha.

– Może lepiej od razu zaprowadzę pana do dzieł Apoloniusza. – Korsarska mówiła to tonem, którym barbarzyńcy wyjaśnia się zasady picia herbaty z filiżanki.

– Bardzo chętnie – dodałem pojednawczo.

 

Moja klientka musiała wyjątkowo cenić obrazy Delfa, skoro miała je w gabinecie.

– Ten, dostałam od niego na kilka dni przed wyjazdem na Mazury. – Wskazała płótno wiszące na ścianie.

Natychmiast zrozumiałem powód dla którego trzyma go tutaj. Miałem przed sobą jej akt. Tak, modelką była bez wątpienia Eliza, a oprócz niej na obrazie było jedynie lustro. Nawet jeślibym miał wątpliwości, to dziewczyna z obrazu miała jej oczy. Resztę ciała stanowiły kolorowe plamy, które w zależności od światła, lub punktu, z którego patrzyło się na dzieło, zdawały się być nim, a jednocześnie czymś innym, choć niewątpliwie z nią związanym. Zadawało się mi, iż dostrzegam w jej sylwetce sztalugi, ramy obrazów, palety farb, pędzle, złote monety, a może nawet łzy. Choć Eliza na obrazie była szczupła i wiotka to artysta zniekształcił jej sylwetkę w lustrzanym odbiciu. Miałem wrażenie, iż dostrzegam tam ciążowy brzuszek. Czyżby…

– Tutaj mam obraz, który pojawił się niedawno na rynku. – Korsarska ściągnęła przykrycie z obrazu na stojaku.

To płótno na pierwszy rzut oka zdawało się być odmienne od poprzedniego. Był to plener, z potężnym dębem na pierwszym planie. Jednak wystarczyło skupić na nim przez chwilę wzrok, by dostrzec szereg podobieństw. Kolorowe plamy tworzące drzewo zdawały się zmieniać, czasem można było dostrzec opartego o pień dębu żołnierza w rogatywce, który pod innym kątem był jedynie mchem na korze. W tle pojawiały się sylwetki grzybiarzy, które z nieco innej perspektywy przypominały krzaki. Z dziupli zerkały sowie oczy, na gałęziach pojawiały się i znikały ptaki, które równie dobrze mogłyby być liśćmi. Nagle uświadomiłem sobie, że już wcześniej widziałem obrazy w tym stylu.

– Dostrzegł pan podobieństwo?

– Owszem, mam wrażenie, jakby czerpały z osobowości portretowanego, niezależnie czy to człowiek czy genius loci.

– No proszę, nie spodziewałam się, aż takich pokładów wrażliwości w prywatnym detektywie.

– Pozory mylą. – Pozwoliłem sobie na delikatny uśmiech.

– Oprócz stylu jest jeszcze coś. – Eliza podeszła do obrazu.

– Słucham?

– Apoloniusz pod koniec pracy, kiedy farba była jeszcze mokra, każdy swój obraz dotykał w tym miejscu. – Wskazała niewielką słoneczną plamkę. – Mówił, że w ten sposób nawiązuje kontakt z obrazem.

– Rozumiem, że mam porównać odcisk palca? – Sięgnąłem po smartfona aby zrobić zdjęcie w powiększeniu.

– Jak pan chce. Już to sprawdziłam. Jest dokładnie taki sam. – Spojrzała nagle na mnie z niemym błaganiem. – Znajdzie pan dla mnie Apoloniusza?

– Zrobię co w mojej mocy.

 

Kilka godzin później znalazłem się nad Jeziorem Nidzkim. Stare sosny, a w zasadzie entowie – strażnicy zdawały się zieleńsze niż ostatnio. Drobna uprzejmość w postaci paczki nawozu do iglaków sprawiła, iż bardzo chętnie wpuściły mnie na zamaskowany magią most prowadzący do pałacu Leny znanej również jako Loc'lah – Pani Jeziora.

– Witaj Loc'lah, niech szczęście, pomyślność, oraz piękno zawsze tobie towarzyszą.

– Witaj Cravandeary. Cóż sprowadza cię w moje progi.

– Pragnienie zobaczenia najpiękniejszej kobiety na świecie.

– Jesteś uroczym kłamcą. – Elfka uśmiechnęła się przelotnie. – Ilekroć obsypujesz mnie komplementami, to czegoś chcesz.

– Pani, komplementy, które ci prawię, są szczere.

– Niech i tak będzie. Czego oczekujesz w zamian?

– Byłbym zaszczycony gdybyś przespacerowała się ze mną po południowej galerii.

– I odpowiedziała na kilka pytań – dodała domyślnie.

– Niewykluczone – odrzekłem z uśmiechem.

 

Południowa galeria pałacu Leny, na każdym kroku stanowiła kwintesencję elfiego stylu. Po lewej miałem marmurową ścianę z dziesiątkami drzwi, po prawej, strzeliste marmurowe kolumny i łuki łączące je z resztą budynku. Na nich opierała się konstrukcja z brązu, Przymocowane do niej szklane tafle spływały kaskadą w dół. Pod nimi wiódł szeroki korytarz oddzielający część mieszkalną od szklarni, ogrodów i tarasów z widokiem na jezioro. Nawet teraz, w czasie wyjątkowo szarej i smętnej zimy oddzielone od nas szkłem ogrody, emanowały ładem i spokojem. Gdyby jednak ktoś miał ochotę oderwać wzrok od szarości świata zewnętrznego, to na marmurze ściany zawieszono dziesiątki obrazów z wiosennymi, letnimi i jesiennymi pejzażami. Większość namalowała Lena, ale kilka z nich było w stylu Apoloniusza Delfa. Zatrzymałem się przed jednym z nich. Wszystko się zgadzało, od stylu, po małą złotą plamkę z odciskiem palca, przypominającą słońce.

– To z jego powodu do nas przybyłeś – Lena nie pytała, a stwierdzała fakt.

– Moja klientka szuka autora tych dzieł.

– Co ją do tego skłoniło?

– Na rynku pojawiły się jego nowe obrazy.

– Nie nowe. – Loc'Lah stanowczo zaprzeczyła. – Kiedyś go tu gościłam, poznawał wówczas nasze metody tworzenia obrazów. Potem przez parę lat mieszkał w Polsce z ludźmi, zgłębiając najciekawsze jego zdaniem kierunki sztuk plastycznych. Przed ruszeniem w dalszą podróż, wpadł tu jeszcze na kilkanaście miesięcy. W tym czasie dużo malował i w zamian za gościnę obdarzył mnie kilkudziesięcioma obrazami. Nie tak dawno część z nich sprzedałam.

– Czy ich twórca nadal żyje.

– Oczywiście, że tak. Czasem nawet odwiedza mnie ze swoim orszakiem.

– Czy dałoby się zorganizować spotkanie jego z moją klientką?

– Spytam go o to. Nawet jeśli odmówi, to zawsze mogę sprzedać jej jeszcze kilka jego dzieł.

– Co prawda ona jest marszandką, ale jestem pewien, że chce się z nim spotkać z przyczyn osobistych, a nie biznesowych.

– Czy wie, kim on jest?

– Nie mam pojęcia – odrzekłem szczerze.

 

Kilka tygodni później, w galerii wraz z Elizą czekałem na pojawienie się Apoloniusza Delfa. W pewnym momencie dostrzegłem Lenę oraz człowieka, wyglądającego na dwadzieścia, góra dwadzieścia pięć lat i towarzyszący im wianuszek rozszczebiotanych młodych dziewczyn. Korsarska, na ich widok zaczęła się zachowywać jak osoba, która dostrzegła ducha. Co prawda nie krzyczała, ale nerwowo i szybko oddychała. Obawiałem się, że zemdleje, ale zamiast tego ruszyła miękkim, nieco lunatycznym krokiem w stronę przybysza. Gdy stanęła z nim twarzą w twarz, zaczęła mówić gorączkowym szeptem.

– Nic się nie zmieniłeś, jak oszukałeś czas?

– Rodzice karmili mnie ambrozją i poili nektarem.

– Ty… – Eliza spojrzała na niego z zaskoczeniem.

– Jestem Apollo.

– Dlaczego wówczas odszedłeś. Nie zdążyłam ci powiedzieć, czegoś bardzo ważnego. Masz syna. Dałam mu imię po tobie. On cię nie zna i chyba z tego powodu od małego trzymał się z daleka od sztuki – powiedziała jednym tchem.

– Przecież zawsze byłem przy tobie.

– Ale jak? – Eliza była zaskoczona stwierdzeniem swego dawnego kochanka.

– Obraz, który dla ciebie namalowałem jest portalem łączącym twą podświadomość z moją duszą. Dzięki temu zawsze mogłaś liczyć na moją dyskretną pomoc.

– Dlaczego w takim razie odszedłeś?

– Tak było bezpieczniej. Wiesz, moje kochanki zazwyczaj spotykały różne nieszczęścia. – Apollo rozejrzał się dokoła i szeptem dodał. – Podejrzewam, że Atena maczała w tym palce. Zauważyłem jednak, iż kiedy je porzucam, a one znajdują sobie innych, to ona im odpuszcza.

– Czyżbyś miał coś wspólnego z tym, że potem miałam trzech mężów?

– Aż tak o twoje bezpieczeństwo nie dbałem. – Syn Zeusa roześmiał się promiennie.

– Mimo to szkoda, że nie poznałeś swego syna. Może gdyby cię znał byłby artystą, a tak jest lekarzem. – Korsarska mówiła to z wyraźnym smutkiem.

– Szanuję jego wybór. Sama wiesz, że doby artysta, musi cierpieć, tworzyć szybko i umrzeć młodo. On zaś jest świetnym epidemiologiem, który będzie żył długo i szczęśliwie. Powiem ci nawet więcej, wielokrotnie spotykaliśmy się na konferencjach naukowych dotyczących chorób zakaźnych. Nasz syn uważa mnie za młodego obiecującego naukowca. – Apollo puścił oko do Elizy.

– Złoty łuk ślący strzały zarazy. – Marszandka nagle się też uśmiechnęła. – Chciał być zupełnie różny od ojca, a jedynie wybrał inny aspekt.

 

Pozwoliłem by Eliza i Apollo oddalili się ode mnie. Rozejrzałem się, by ustalić, gdzie jest Lena. Pani Jeziora pozornie przyglądała się obrazom ale śledziła wzrokiem marszandkę.

– Pani, dziękuję za pomoc.

– Nie ma za co. To nawet zabawne gdy patrzę, co teraz się maluje.

– Czyżby coś było warte twej uwagi?

– Gdy widzę, co tu wisi, czuję, że powinnam porozmawiać z Korsarską i sprzedawać moje nowe obrazy.

 

Koniec

Komentarze

Fajna gierka mitologicznymi motywami.

Trochę za łatwo można się domyślić, kim jest zaginiony malarz, więc puenta nie wybrzmiewa, jak powinna, a końcówka niewieloma rzeczami zaskakuje.

Masz garść literówek.

Babska logika rządzi!

Posprawdzam raz jeszcze i postaram się je poprawić.

Cześć, MPJ 78:)

Po przeczytaniu dedykacji ucieszyłam się, że nie fantasy. Pomysł interesujący, historia kryminalna. Początek zaciekawił, przypominając historie Gardnera i jego Perrego Masona oraz innych. Podobała mi się puenta, dialog był miejscami zabawny, te konkluzje dotyczące obrazów:)

Czy w Polsce był komunizm czy socjalizm? Czy komuna nie jest odzwierciedleniem komuny jako dzielenia się? Dodałeś słowo konserwatywne do społeczeństwa, cóż, nie do końca takie było, ale zostawmy to i nie wchodźmy do tych pokoi.

Mam wrażenie, że mogłeś jeszcze ciut dopracować to opowiadanie. 

 

Z realizacją już nie jest tak dobrze.

Z technikaliów:

1/ Drugie zdanie dziwne, domyślam się, jaką miało pełnić funkcję, ale po przeczytaniu całego opowiadania wydaje mi się niepotrzebne.

Podobnej wyliczanki używasz też przy opisie członków komuny. Czy potrzebna jest taka liczba dziewczyn? Pierwsze zdania nawet bawiły, kolejne już nie. Tak po Poli przyszło mi do głowy, że przesadzasz.

Zastanowiłabym się też nad „stonowanym półmrokiem” – półmrok to półmrok, jak wyobrażasz sobie jego gradację lub rozległość pokrycia całej przestrzeni, o której mowa?

2/ Teraz literówki i kilka przecinków

,– Była pani… znacząco zawiesiłem głos.

Tu brakuje półpauzy przed znacząco

,Moja klientka zarumieniała się

Literówka

, Może te obrazy, które wypłynęły teraz na rynek(+,) są późniejsze?

,Więcej się nie pojawił(+,) choć wołałyśmy, szukałyśmy

, dawny kochane robił coś

Literówka

,wyróżniały mnie z grupy nawiedzających

Odwiedzających? choć rozumiem, dlaczego użyłeś tego słowa, ale chyba nie pasuje, trzeba byłoby poszukać innego

,nazywa „Kids”(+,) ale stworzył go dorosły

,Ten(+,) dostałam od niego na kilka dni przed wyjazdem na Mazury. – Wskazała płótno wiszące na ścianie.

to kwestia dialogową, brakuje „półpauzy” i chyba? przecinka

, od światła, lub punktu

Ten przecinek bym usunęła?

,I odpowiedzieć na kilka pytań

Sprawdź, chyba „odpowiedziała”?

,mieszkał w Polsce z ludźmi(+,) zgłębiając najciekawsze jego zdaniem

,,Czy wie(+,) kim on jest?

,dostrzegłem Lenę, oraz człowieka

Tu bez przecinka

, Korsarska, na ich widok zaczęła się zachowywać jak osoba, która dostrzegła ducha. Co prawda nie krzyczała, ale zaczęła nerwowo i szybko oddychać.

Tu jedno bym podmieniła

,Gdy stanęła z nim twarzą, w twarz(+,) zaczęła mówić gorączkowym szeptem

Pierwszy  przecinek bym usunęła i dodała w innym miejscu

,Złoty łuk ślący strzały zarazy. – Marszandka nagle się też uśmiechnęła.

Brakuje półpauzy przed kwestią dialogową

,Pani, dziękuje za pomoc.

Literówka

,To nawet zabawne gdy patrzę(+,) co teraz się maluje

 

Gdybyś poprawił błędy kliknęłabym bibliotekę;)

 

Pzd srd:)

piątkowa asylum

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Asylum, wiele dziewczyn jest konieczne, bo to muzy są. Klio – muza historii itd.

Babska logika rządzi!

Aż tyle?  Nie mógł się dostosować, choć trochę, do polskiej rzeczywistości. Myślałam, że to Pan ciągnął orszak za sobą, ale jak twierdzisz że Apollo też, to ja pasuję, nie znam się przecież zanadto na tej  mitologii i przez Was ją poznaję :DDD

MPJ, zostaw i nie ruszaj, aby tych dziewczyn, bo pasuje!:)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Różnie to się podaje, ale chyba najbardziej rozpowszechniona wersja mówi o dziewięciu, a kino niekiedy nazywa się “dziesiątą muzą”.

Babska logika rządzi!

jutro a w zasadzie dziś to ogarnę. Potwierdzam, dziewczyny z komuny to muzy, z imionami dostosowanymi do naszych czasów.  No powiedzmy mniej więcej :D

A, już „kumam”, to TE muzy:) Uff, poważne mitologiczne luki mam w swoim wykształceniu:C, ale spuśćmy na to zasłonę miłosierdzia, omnibusem być – czas nie pozwoli.

Fajne, czyli harem miał. I tak wszystkie naraz, a nie po kolei, bo tak o nim myślałam, że był kochliwym młodzieńcem, a on sztuki tworzył. Hmm. Ciekawe :D

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Przede wszystkim intersujące. Zaczęłam czytać i chciałam wiedzieć, jak się ta historia skończy :) I za to ode mnie biblioteczny kliczek :)

 

Ps. Sztuka i mitologia też oczywiście na plus.

Asylum dziękuję za wsparcie i uwagi. Odnośnie interpunkcji poprawiłem wskazane błędy 

:)

 

Katiu dziękuję za dobre słowo 

:)

 

Co do pierwszych zdań to nawiązanie do innego opowiadania, ponieważ w zrodzonego lenistwa skoro już wymyśliłem bohatera posła/detektywa, to eksploatuję go ile się da :D

Eksploatuj:), MPJocie.

Poskarżyłam się, ale pamiętaj, proszę, aby mnie sprawdzać podług swojej myśli, nie rób tego automatycznie, gdyż mogę się mylić. Staram się, aby upewniać się, jeśli mam wątpliwości, ale to za mało, szczur się zawsze prześlizgnąć może.

pzd srd:)

a

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Z założenia poprawiam interpunkcję i literówki, co do meritum treści to jak mam nadzieję pamiętasz potrafię się bronić do upadłego :D

 

 

:DDD, ale wskazywanej przeze mnie interpunkcji lepiej też się przyglądaj. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

będzie dobrze, no chyba że by nie było :D

 

 

Jak z pogodą, zawsze jest:)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Ciekawe opowiadanie, nieźle napisane. Trochę się pogubiłem, gdy akcja przeniosła się nad jezioro, bo do tamtego momentu miałem wrażenie, że czytam klasyczne opowiadanie detektywistyczne, a tu nagle fantastyka :) Zwłaszcza, że jakoś nie skojarzyłem, kim na prawdę jest artysta. Nie znam aż tak dobrze mitologii, więc dla mnie końcówka była ciekawa i zaskakująca. Parę sugestii technicznych:

 

Miało to wiele wytłumaczeń, jako detektyw nawiązywałem w ten sposób do lubianej przez klientów stylistyki czarnych kryminałów z lat czterdziestych XX wieku, jako poseł zasiadający w komisji środowiska chroniłem w ten sposób nasza planetęj jako człowiek, który dopiero co wrócił z przedłużonej dwutygodniowej imprezie sylwestrowej potrzebowałem ciszy i spokoju.

Bardzo długie to zdanie, może warto jakoś rozbić? A jeśli nie, to przynajmniej literówek można się pozbyć:

Miało to wiele wytłumaczeń, jako detektyw nawiązywałem w ten sposób do lubianej przez klientów stylistyki czarnych kryminałów z lat czterdziestych XX wieku, jako poseł, zasiadający w komisji środowiska, chroniłem w ten sposób naszą planetę, jako człowiek, który dopiero co wrócił z przedłużonej dwutygodniowej imprezy sylwestrowej, potrzebowałem ciszy i spokoju.

sprawę

sprawę

świntuszące wiersze. – Moja klientka zarumieniła się lekko. Terpa

Dalej też jest wypowiedź

świntuszące wiersze. – Moja klientka zarumieniła się lekko. – Terpa

Tak sobie przypominam, że mieszkała z nami też Tela z baletu[+], ale ją rzadko widywaliśmy[+], bo już występowała.

– Gdy widzę, co tu wisi, czuję, że powinnam zacząć tu sprzedawać moje nowe obrazy.

Powtórzenie

Pani Jeziora pozornie przyglądała się obrazom[+], ale śledziła wzrokiem marszandkę.

 

Uwaga! Spoilery w komentarzach! Czytasz na własną odpowiedzialność

poprawki naniosłem ;) za uwagi dziękuję ;)

 

 

 

Zgrabne połączenie sprawy kryminalnej sprzed lat z mitologią i magią, że o wpleceniu wątku o sztuce nie wspomnę. Wyszło bardzo zgrabnie i czytało się całkiem nieźle. ;)

Wykonanie mogłoby być lepsze.

 

Chwa­li­ła się, że znała Ła­piń­skie­go i Ol­brych­skie­go. ―> Czy tu aby nie miało być: Chwa­li­ła się, że znała Ła­pickie­go i Ol­brych­skie­go.

 

cza­sem jako mo­del­ki, cza­sem jak pu­blicz­ność. ―> Chyba miało być: …cza­sem jako mo­del­ki, cza­sem jako pu­blicz­ność.

 

mia­łam kon­takt li­sto­wy z nie­któ­ry­mi dziew­czy­na­mi… ―> …mia­łam kon­takt li­sto­wny z nie­któ­ry­mi dziew­czy­na­mi

 

Może to stwo­rzył je na­śla­dow­ca lub fał­szerz? ―> Może stwo­rzył je na­śla­dow­ca lub fał­szerz?

 

Spoj­rza­łem na moją klient­kę py­ta­ją­cym wzro­kiem. ―> Zbędny zaimek – tam nie ma innej klientki.

 

Po tych sło­wach wsta­ła, pod­pi­sa­ła zre­da­go­wa­ną prze­ze mnie umowę… ―> Podpisywała umowę na stojąco?

 

Ja zaś za­sta­wia­łem nad po­wo­da­mi tych po­szu­ki­wań. ―> Co zastawiał nad powodami?

Pewnie miało być: Ja zaś za­sta­nawia­łem się nad po­wo­da­mi tych po­szu­ki­wań.

 

ptaki, które rów­nie do­brze mogły by być li­ść­mi. ―> …ptaki, które rów­nie do­brze mogłyby być li­ść­mi.

 

Stare sosny, a w za­sa­dzie enci straż­ni­cy zda­wa­ły się zie­leń­sze niż ostat­nio. ―> Stare sosny, a w za­sa­dzie entowie-straż­ni­cy, zda­wa­ły się zie­leń­sze niż ostat­nio.

 

Za­trzy­ma­łem się przed przed jed­nym z nich. ―> Dwa grzybki w barszczyku.

 

– Czy da­ło­by się zor­ga­ni­zo­wać spo­tka­nie z nim mojej klient­ki? ―> A może: – Czy da­ło­by się zor­ga­ni­zo­wać jego spo­tka­nie z moją klient­ką?

 

byłby ar­ty­stą,a tak jest le­ka­rzem. ―> Brak spacji po przecinku.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

jutro postaram się to ogarnąć i poprawić 

 

 

OK. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wskazane poprawki naniosłem :) 

Sympatyczne :)

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

:) dziękuję za opinię :)

 

Nowa Fantastyka