- Opowiadanie: Saitama - Powrót z urlopu

Powrót z urlopu

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Biblioteka:

Finkla

Oceny

Powrót z urlopu

W centrum miasta rozbrzmiały dzwony katedry. Oznaczało to, że Wielcy Mędrcy mają coś ważnego do przekazania. Całe miasto zareagowało błyskawicznie. Ludzie, zbliżający się do pięknej granitowej budowli, byli poruszeni i zaintrygowani.

Antonowi i Czarli udało się znaleźć miejsca z przodu.

– Ciekawe, co znowu tym razem – rzucił Anton. – Jeżeli co chwilę będą nam przeszkadzać, to nie wyrobimy się z robotą na chwałę Stwórcy!

– Ciii – przygasiła go Czarla. – Zaraz się zacznie.

Dostrzegli z przodu dwóch mężczyzn otoczonych gwardią. Jeden stał dumnie wyprostowany, a drugi klęczał skrępowany z pochyloną głową. Zabrzmiały dzwoneczki, witając wkraczający orszak kapłanów. Odziani w przebogate stroje, usadowili się z tyłu, stając się niewidocznymi dla obserwatorów. Wszyscy zebrani skupili teraz wzrok na ambonie, do której właśnie dochodził przewodniczący Mędrców, Carus. W tym samym czasie, w kącie ukrył się niepostrzeżenie gołąbek, obserwował całą sytuację kręcąc głową to w jedną, to w drugą stronę.

Głos mówcy rozniósł się echem.

– Pokorny ludu! Wezwaliśmy was dzisiaj abyście byli świadkami! O to brat nasz generał Raptus został oskarżony o profanację świętej relikwii swojego klanu!

Przerażenie wdarło się na twarze ludności, nerwowo szeptano.

– Oskarżenie wysuwa rodzony brat generała, Taptus! Taptusie opowiedz, wszystkim tutaj zebranym, co się wydarzyło.

– Dziękuję ekscelencjo – uchylił lekko głowę Taptus i odwrócił się w stronę ludzi. 

– Rodacy, byłem świadkiem aktu sił nieczystych! Plugawe moce użyły mego brata, jako narzędzia do profanacji!

Anton zacisnął pięści.

– Bzdura, to człowiek, który nie raz uratował mi życie!

Czarla, uciszyła go szybko zakrywając mu usta ręką. Spojrzał na nią z wściekłością, jednak ta prysła błyskawicznie, kiedy wwierciła w niego ten przeszywający wzrok. Słuchali dalej.

– Jak wiecie, mój brat powrócił w chwale z wojny o Północ! Wyprawiliśmy więc wieczerzę na jego cześć!

Ludność pokiwała z aprobatą. 

– Po długiej nocy, chciałem zaprowadzić mego brata na spoczynek! Jednak, kiedy przechodziliśmy przez główny hol rodzinnej posiadłości, uznał on, iż chce pomodlić się przed klanową relikwią!

Zachwyt tłumu przybrał na sile.

– W czasie modlitwy zaczął szaleńczo wyrywać się na wszystkie strony, jednocześnie bluźniąc na mnie i kalając imię Pana! Strącił ręką relikwie, a następnie okrył ją swoimi wymiocinami profanując jej czystość!

Wzburzeni ludzie lamentowali i wyzywali.

– Cisza! Cisza! – ryknął Carus, zwrócił się teraz do Raptusa. – Generale, czy przyznajesz się do profanacji świętego przedmiotu?! 

Skrępowany Raptus dawał nikłe oznaki życia. Skupienie sprawiało mu ogromne trudności, trucizna w jego ciele powoli wykańczała go. Prawdziwa rozprawa miała miejsce wcześniej, teraz to tylko teatrzyk dla gawiedzi, pomyślał rozgoryczony. Jesteś bezwzględny bracie, aż tak chcesz być tym przeklętym klechą Taptusie? Niech i tak będzie. Zebrał w sobie resztki sił i zrezygnowany wypowiedział niemrawe:

 – Tak.

Antonowi łzy samowolnie spływały po policzkach. Kara za profanację może być tylko jedna.

 

Kapłan pokiwał głową z aprobatą.

– Przyznanie się do winy to wielka cnota! – Podjął Carus.– Módlmy się do Stwórcy o wybaczenie i odważmy się spojrzeć w jego obliczę!

Wzrok wszystkich zebranych powędrował ku najświętszej relikwii. Stała we wnęce katedralnej ściany, osłonięta szkłem tak, aby można było ją podziwiać. Relikwią było…wiadro. Wykonane ze szczerego złota i drogocennych kamieni. Gołąb potrząsał głową jakby z niedowierzaniem. Carus uniósł ręce i zaczął modlitwę, a lud powtarzał za nim.

 – O bezdenna mądrości przyjmij nasze pokorne modlitwy, prosimy cię o łaskę dla naszego brata Raptusa!

Po tych słowach zapadła cisza, każdy modlił się w skupieniu. W końcu, głos Carusa znów zabrzmiał w katedrze.

 – Dowiedzieliśmy się dzisiaj, że herezja może zagościć nawet w najznamienitszym klanie!

Gawiedź zaczęła gestykulować i modlić się jeszcze bardziej zaciekle, nie wzbudzając jednak przy tym nadmiernego harmidru.

– Nawet bohater może zostać dotknięty zarazą grzechu! – Kontynuował Carus.– Moje serce ogromnie nad tym boleje! Jednak nasz Pan ofiarował nam miłość w postaci pokuty, abyśmy nie tracili nadziei! Niech pokuta pozwoli naszemu bratu Raptusowi znaleźć miejsce w Panie i Stwórcy – Bezdennym Bogu Wiadrze! Trzeba go oczyścić! Oczyścić za pomocą ognia! Usuńcie się bracia i siostry, abyśmy mogli udać się na plac, gdzie wyślemy naszego brata z godnością na drugą stronę!

Niczym posłuszne stado, lud usunął się z drogi. Po przejściu skazanego wraz z orszakiem, ludność zebrała się wokół stosu, który zapewne niedawno powstał. Gołąbek poleciał za resztą gapiów znajdując miejsce na pobliskim drzewie.

 

Swąd palonego mięsa unosił się w powietrzu. Ogień trawił Raptusa już jakiś czas. Wraz z nim płonęła zbezczeszczona rodzinna relikwia. Życie upłynęło z niego jeszcze zanim podłożono ogień. Tłum przez ten cały czas wznosił modlitwy. Anton modlił się do patrona żołnierzy.

– O potężny Durszlaku, poprowadź naszego brata do Wiadrowego Raju.

Stojąca obok niego Czarla wznosiła modły do patronki grzeszników.

– Patelnio, stań w jego obronie i uchroń go w tej ostatniej podróży.

Słysząc to gołąbek wzbił się nerwowo w powietrze i zniknął.

 

Mężczyzna odłożył na biurko sporej wielkości gogle. Wybuchnął złością.

– Co za idioci?! Który imbecyl zrobił z wiadra bóstwo a z przyborów kuchennych świętych?!

Ręce mężczyzny drżały, kiedy sięgnął po telefon. Szukał kontaktu z nazwą „ Asystentka”. Po dwóch sygnałach odebrała. Bez przywitania od razu wydał polecenie.

– Zwołaj mi wszystkich do sali konferencyjnej, za piętnaście minut widzę tam tych gamoni! – Rozłączył się. Zamknął oczy i oparł się o fotel.

– Zostań głową projektu mówili. To zdolna ekipa, symulacja przejdzie bez większych przeszkód. Człowiek był tydzień na urlopie, a kiedy wraca zastaje taki burdel! – Westchnął głęboko. – I znów trzeba będzie wymazać całą cywilizację.

 

Koniec

Komentarze

Saitamo, sześć tysięcy znaków to trochę za mało na opowiadanie. Bądź uprzejmy zmienić oznaczenie na SZORT.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Done.

Dziękuję. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

– Ciii – przygasiła do Czarla. – Czy Anton się palił? No i chyba miało być go.

 

Jeden stał dumnie wyprostowany a drugi klęczał skrępowany z pochyloną głową. Zabrzmiały dzwoneczki, witając dumnie wkraczający orszak kapłanów. – Jedno dumnie można by wywalić/zmienić.

 

Wyprawiliśmy, więc wieczerzę na jego cześć! – Często, jak choćby tutaj, stawiasz przecinki w dziwnych miejscach.

 

jednocześnie bluźniąc na mnie i kalać imię Pana! – Jeśli bluźniąc to i kalając.

 

Prawdziwa rozprawa miała miejsce wcześniej, teraz to tylko teatrzyk dla gawiedzi, pomyślał rozgoryczony. Jesteś bezwzględny bracie, aż tak chcesz być tym przeklętym klechą Taptusie? Niech i tak będzie. – Myśli należałoby zapisać inaczej.

 

prosimy Cię o łaskę dla naszego brata Raptusa! – cię.

 

Po przejściu skazanego wraz orszakiem – zgubione z.

 

Mężczyzna odłożył na biurko dosyć sporej wielkości gogle. – zbędne.

 

– Zwołaj mi wszystkich do sali konferencyjnej, za piętnaście minut widzę tam tych gamoni! Rozłączył się. Zamknął oczy i oparł się o fotel. – zjadło kreseczkę.

 

Saitama, cześć.

Miałem się przyczepić do paru spraw w fabule, ale kiedy okazało się, że to nieudolna symulacja, rozumiem, że nieścisłości wynikały właśnie z tego faktu. Zastanawiam się tylko, czemu służył gołąb. Przewija się od początku do końca i nie wiem, czy ma jakieś znaczenie, czy jest tylko zwykłym dodatkiem.

Od momentu wprowadzenia boga-wiadra przeczuwałem, że to nie będzie tekst na poważnie. Zakończenie trochę uratowało całość, bo początek był nudny i stereotypowy, no ale jak się później okazało, miałeś w tym cel.

Z jednej strony całkiem fajny ten końcowy twist, z drugiej można by z tej koncepcji wyciągnąć o wiele więcej bo większość tekstu jednak wieje nudą. Choć rozumiem, że przyczajony tygrys ma za zadanie zrobić na koniec większe wrażenie.

Napisane zwyczajnie i prosto więc nie ma się nad czym zachwycać. Nie jest chyba też tragicznie, wypisałem to co mi się przy okazji czytania rzuciło w oczy.

Reasumując: Końcówka lekko podniosła ocenę, choć to barowe danie z powodzeniem można by dopracować aby pojawiło się w restauracji.

Pozdrawiam

 

 

 

 

Cześć Realuc.

Dzięki wielkie za przeczytanie i komentarz. Błędy zaraz wykuję w ogniu klawiatury. Gołąbek pełni rolę obserwatora w którego wcielił się Pan z końcówki.

Pozdrawiam 

Cześć. Prosty tekścik, raczej na chwilę relaksu, a nie do zapamiętania na dłużej. Niemniej czytało się nieźle. Końcówka ratuje całość, bo również uważam, że przez większość tekstu nie specjalnie się coś działo.

Sugestie techniczne, mogę się mylić:

Ludzie, zbliżający się do pięknej granitowej budowli[+], byli poruszeni i zaintrygowani.

to nie wyrobimy się z robotą na chwałę Stwórcy!

Nie jestem pewien, czy “na chwałę Stwórcy!” miało być okrzykiem, czy wykonywali dosłownie jakąś robotę na chwałę Stwórcy?

Jeden stał dumnie wyprostowany[+], a drugi klęczał skrępowany z pochyloną głową.

Ludność pokiwała z aprobatą i zachwytem. 

Pokiwała czym? Bo wyobraziłem sobie tłum, który całym ciałem kiwa się na boki ;)

Strącił ręką relikwie[+], a następnie okrył ją swoimi wymiocinami profanując jej czystość!

Cisza! Cisza! – Ryknął Carus,

Cisza! Cisza! – ryknął Carus,

Carus uniósł ręce i zaczął modlitwę[+], a lud powtarzał za nim.

bardziej zacieklej

Chyba “bardziej zaciekle” wystarczy

Usuńcie się bracia i siostry[+], abyśmy mogli udać się na plac[+], gdzie wyślemy naszego brata z godnością na drugą stronę!

Człowiek był tydzień na urlopie[+], a kiedy wraca zastaje go taki burdel!

I “go” jest zbędne, chyba, że to burdel zastał człowieka

 

Uwaga! Spoilery w komentarzach! Czytasz na własną odpowiedzialność

Hej herox002.

Dziękuję za komentarz i sugestie.

Pozdrawiam.

A ja się wciągnęłam. :) Historia mnie zainteresowała i chętnie dowiedziałabym się co będzie dalej z bohaterami eee… opowieści w opowieści. No, może bez tych wiader i durszlaków. ;) Takie typote fantasy. Może pociągniesz wątek w osobnym opowiadaniu?

Witaj Djehuty.

Dziękuję za opinię. Nie mówię tak, nie mówię nie. Na ten moment inne teksty w przygotowaniu. :)

Pozdrawiam.

Przydługawy wstęp, dopiero przy  rozpoczęciu przemówienia odczułam, że coś się dzieje.

Taka wskazówka, zwróć uwagę na zdania zdania typu

“Anton zacisnął pięści i wycedził przez zęby.” 

“Ludność pokiwała z aprobatą i zachwytem.” 

Zastanów się, czy na pewno potrzebujesz dwóch określeń, żeby oddać złość bohatera albo pochwałę ludu. Tym bardziej, że również w komentarzach wyżej masz opinie, że niewiele się działo, a ja się zgadzam – tekst jest miejscami nudnawy. Spójrz, to samo robisz w tym fragmencie:

powiedział podirytowany Anton. – Jeżeli co chwilę będą nam przeszkadzać, to nie wyrobimy się z robotą na chwałę Stwórcy!”

Z wypowiedzi Antona czytelnik domyśli się, że Anton jest podirytowany (przynajmniej ten inteligentny :D), nie potrzebujesz lać wody i podkreślać tego w narracji. A zawsze lepiej pokazać coś przez wypowiedź / opis niż poprzez słowa narratora.

Dłużyzny generują też takie zdania jak niżej, można spokojnie wywalić “dosyć”, bo ten wyraz nic nie wnosi.

dosyć sporej wielkości gogle

Niestety nie rozśmieszyło mnie. Trochę za mało groteski na tę formę. Ale zamknąłeś fabułę w zgrabną całość i zakończenie jest kompletne, a to się chwali.

Clevish, hej.

Dziękuję za recenzję i wskazówki. 

Pozdrawiam.

I znów trzeba będzie wymazać całą cywilizację. Zapowiada się pracowity dzień, trzeba iść po kawę, duuużo kawy.

Przyznam, że mierzi mnie użycie słowa “duuużo”. Rozumiem funkcję, ale w tekście szorta nie chcę tego widzieć, bo nie ma ku temu powodu. Niby myśli bohatera, ale bez kontekstu, jest to zapis nieprawidłowy. 

 

Miła wprawka i w sumie tyle. Nie byłam rozbawiona, ale jest pomysł. No i co ważne, od początku do końca widać było, że historia do czegoś zmierza. 

Przyjemnie mi się czytało, choć może bez fajerwerków. Podobało mi się motyw z wiadrem, potężnym durszlaku i patelnią :). Choć może byłoby bardziej spójnie gdyby cały tekst był trochę bardziej prześmiewczy.

 

Dwa zdania do Twojej rozwagi:

 

trucizna w jego ciele powoli wykańczała go.

trucizna w jego ciele powoli go wykańczała. → Jakoś bardziej pasuje mi ten szyk.

 

Zapowiada się pracowity dzień, trzeba iść po kawę, duuużo kawy.

 

Też bym się pozbył tego zdania.

 

 

Cześć Deirdriu, cześć Edwardzie.

Bardzo dziękuję za przeczytanie i opinię.

Pozdrawiam.

Przeczytałam bez większej przykrości, ale o przyjemności też nie mogę mówić.

Wykonanie pozostawia sporo do życzenia.

 

O to brat nasz ge­ne­rał Rap­tus zo­stał oskar­żo­ny… ―> Oto brat nasz, ge­ne­rał Rap­tus, zo­stał oskar­żo­ny

 

– Dzię­ku­ję eks­ce­len­cjo – uchy­lił lekko głowę Tap­tus… ―> – Dzię­ku­ję, eks­ce­len­cjo. – Taptus lekko uchy­lił/ pochylił lekko głowę

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać dialogi: http://www.forum.artefakty.pl/page/zapis-dialogow

 

– Bzdu­ra, to czło­wiek, który nie raz ura­to­wał mi życie! ―> – Bzdu­ra, to czło­wiek, który nieraz ura­to­wał mi życie!

 

Czar­la, uci­szy­ła go szyb­ko za­kry­wa­jąc mu usta ręką. Spoj­rzał na nią z wście­kło­ścią, jed­nak ta pry­sła bły­ska­wicz­nie, kiedy wwier­ci­ła w niego ten prze­szy­wa­ją­cy wzrok. ―> Nadmiar zaimków.

Czy dobrze rozumiem, że wściekłość wwierciła w Antona przeszywający wzrok?

 

tru­ci­zna w jego ciele po­wo­li wy­kań­cza­ła go. ―> Czy oba zaimki są konieczne?

 

od­waż­my się spoj­rzeć w jego ob­li­czę! ―> Literówka.

 

Ga­wiedź za­czę­ła ge­sty­ku­lo­wać i mo­dlić się jesz­cze bar­dziej za­cie­kle… ―> Raczej: Ga­wiedź za­czę­ła ge­sty­ku­lo­wać i mo­dlić się jesz­cze żarliwiej

 

zna­leźć miej­sce w Panie i Stwór­cy… ―> …zna­leźć miej­sce w Panu i Stwór­cy

 

Szu­kał kon­tak­tu z nazwą „ Asy­stent­ka”. ―> Zbędna spacja po otwarciu cudzysłowu.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Szort, mimo kilku wychwyconych już przez przedpiśców błędów, całkiem przyzwoity. Dobrze skonstruowany – otwierasz scenę, budujesz napięcie, potem wprowadzasz dziwne, zaskakujące elementy, by zakończyć przwrotną puentą. 

Dobrze pomyślane, w teorii oczywiście, bo w praktyce już jest tak sobie – trudno o bardziej rozczarowujące zakończenie, niż "Oj, to tylko sen". Okej, tu jest jakaś symulacja, ale to na jedno wychodzi. Nie wiemy co to za symulacja, czy to gra, czy program edukacyjny, rozrywka, reklama, badania, nie wiemy kto, po co, jak i dlaczego. Nie wiemy czym zajmuje się niedawny urlopowicz. Fajnie byłoby, gdyby to, co działo się w wirtualu (te wiadra, durszlaki i inne) miały jakieś odniesienie do rzeczywistości (dlaczego wiadro, a nie na przykład łyżka do butów, albo prezerwatywa?) i łączyło się jakoś z bohaterem. Żeby sen (symulacja) miała swoją kontynuację w realu. Wtedy taki tłist miałby sens. Teraz powoduje jedynie wzruszenie ramion. 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Nieźle napisane, nawet zabawne, ale nie zostanie długo w pamięci, z powodów, które podał już Thargone.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

(…) by zakończyć przwrotną puentą. 

 

No, nie wiem. Kompozycyjnie wyjście z wirtualnej rzeczywistości niczym nie różni się od przebudzenia ze snu. Nie lubię takich zakończeń i wiem, że nie jestem w tym odosobniony. Po prostu nie można serio przejmować się czymś, co było tylko snem lub zabawą w virtualu. Można jednak powiązać virtual z realem, podobnie jak sen z jawą (przykłady: “Incepcja” Christophera Nolana, “Matrix” znanych sióstr, które kiedyś były braćmi), tak, aby przygody w wyobrażonym świecie miały wpływ na ten real, a więc konkretne znaczenie.

Sympatyczny tekst, lekko napisany, mimo ciężkiego losu oskarżonego. Splugawienie rodzinnej relikwii (już po fakcie) skojarzyło mi się z modlitwami do wielkiego białego boga. ;-)

Interpunkcja kuleje.

Babska logika rządzi!

Nie porwało mnie :(

Przynoszę radość :)

Nowa Fantastyka