- Opowiadanie: PiotrC - Odwieczny Marsz

Odwieczny Marsz

Nigdy nie byłem wielkim fanem noworocznych postanowień, głównie ze względu na wrodzone lenistwo i brak dyscypliny. Jednak informacja o konkursie na krótką formę dała mi mentalnego kopa w tyłek i postanowiłem zacząć się dzielić ze światem swoją twórczością. Jak się okazało, mam już nawet tutaj konto. Zapraszam zatem do lektury!

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Odwieczny Marsz

Ciężko ogarnąć świat w globalnej skali, kiedy wszystko co masz to kilka centymetrów długości, wątłe poczucie “ja” i “my”, sześć odnóży i podstawowe instynkty przetrwania. Nie sposób też odczuć, że kiedyś było lepiej, jeśli twoja długość życia to w porywach kilka lat, a jedyna forma przekazywania i odbierania informacji, jaką znasz, to feromony. 

Ach, to by było dobre, gdyby dziadek karaczan mógł zebrać dziatki przy kominku i z pomocą zapachów opowiedzieć jak to drzewiej bywało. O domach pełnych śmieci, zakamarkach obskurnych knajp i stosach jedzenia wyrzucanych każdego dnia do przytulnych śmietników.

Ale nawet gdyby był w stanie odróżnić, który z identycznych chitynowych pancerzy należy do jego dziadunia, jedyne co mógłby mu przekazać, to “żarcie w tę stronę”.

Macał więc dokoła ruchliwymi czułkami, idąc cały czas do przodu, tak samo jak reszta. Ale nie wywęszył żadnej informacji na temat jedzenia. Zresztą główne źródło pożywienia, jakie znał, stanowili jego martwi, chorowici, albo osłabieni pobratymcy. Nie było nic innego, tylko oni.

Logicznym byłoby założyć, gdyby przeskakujące w mózgu owada neurony miały zdolność zakładania czegokolwiek, że dawniej życie na ziemi było bardziej zróżnicowane. Z rzadka trafiali przecież na coś, co kiedyś było jedzeniem. Zatem jeszcze wcześniej musiało być żywe. Jednak teraz jedyne formy życia jakie znał, wyglądały tak samo jak on. Cokolwiek zakończyło erę restauracji i śmietników, pochłonęło ze sobą wszystko, tylko nie ich.

Teraz w zalewie wszechogarniającej szarości byli jedyną formą życia. Szarość i karaluchy. Szare niebo, szare ruiny, szary beton, po którym w poszukiwaniu czegoś więcej szurały miliony odnóży.

Gdyby był w stanie myśleć, może doszedłby do wniosku, że lepszego miejsca nie ma. Ta szarość jest tak samo dobra jak każda inna i pozostanie taką, dopóki on, któregoś dnia, nie opadnie z sił i nie da się rozszarpać na kawałki. 

Nagle w krajobrazie coś się zmieniło. Na jego drodze znalazł się wbity w ziemię, ogromny z jego perspektywy, błyszczący metalicznie przedmiot o podłużnym kształcie. Obmacał go szybko czułkami, zastanowił się chwilę, w końcu jednak postanowił sprawdzić co znajdzie na górze. Wspiął się na błyszczący obiekt, mijając lekko wyblakłe, jednak nadal czytelne napisy. Spisane cyrylicą, czy alfabetem łacińskim, dla stawonoga nie stanowiło to żadnej różnicy. Jego uwagę przykuł okrągły żółto-czarny symbol, jednak szybka inspekcja wykazała, że poza kolorem nie różni się niczym od reszty przedmiotu. Minął go więc, nieco zawiedziony i wspiął się na samą górę. 

Rozejrzał się dokoła, obserwując identyczne, jednolite pustkowie, ze szkieletami budynków na horyzoncie i blado-czerwonym słońcem zachodzącym za ich linią. Zamachał ruchliwymi czułkami, jednak nie wyczuł zupełnie nic, żadnej sugestii, że gdzieś tam może znajdować się cokolwiek.

Przeszedł wokół okrągłej krawędzi przedmiotu, to tu, to tam wysuwając czułki, wychylając się ponad krawędź, tak daleko, jak pozwalała mu na to grawitacja. Dalej nic.

Ponownie zszedł na dół. Miał skrzydła, mógł sfrunąć. Jednak nie zdobywa się tytułu owada biegającego, machając skrzydłami na prawo i lewo. Już w połowie drogi w dół poczuł w powietrzu charakterystyczną woń. Przyspieszył, kiedy dostrzegł kłębiącą się wokół czegoś grupkę krewniaków. Jego małe owadzie serduszko po cichu liczyło na akt kanibalizmu. Zatem, kiedy zobaczył, że krewniacy zebrali się wokół sporego arkusza papieru, poczuł pod chitynowym pancerzem lekkie ukłucie zawodu. Celuloza, zawsze coś.

Przemaszerował po kilku grzbietach i wskoczył na środek rozkładającej się, wilgotnej gazety. Czas zrobił swoje, jednak tu i ówdzie dało się jeszcze odczytać pojedyncze słowa lub nawet całe zdania. “40 procent lasów kontynentu ogarnięte pożarem”, “Kolejne przypadki zarażenia wirusem”, “Cały kraj objęty kwarantanną”, “Konflikt narasta”, “Rosja grozi odwetem”. W końcu nie było już jednak czego czytać. Zastępy owadzich szczęk szybko pochłonęły zbutwiały papier i resztki farby drukarskiej.

Trudno powiedzieć ile szli, on szedł odkąd pamiętał. Jednak wszystko wskazywało na to, że w końcu znaleźli to, czego szukali. Szare ruiny zostały za nimi, a z ziemi gdzieniegdzie wyrastały dziwne zielone rzeczy. Podszedł do najbliższej z nich, którą obsiadło już kilku krewniaków. Dołączył do nich, obwąchał rzecz dokładnie, pachniała obiecująco, lepiej niż cokolwiek, co miał okazję jeść w swoim krótkim życiu. W końcu wgryzł się w nią i jadł razem z innymi, dopóki nie pozostał z niej nawet okruch.

Był tak zaaferowany poszukiwaniem kolejnej zielonej rzeczy, którą mógłby zjeść, że nie zwrócił uwagi na dudniące wibracje niosące się po ziemi. Nie zauważył też, że krewniacy rozbiegli się gdzieś i pochowali. Dostrzegł jednak wielki cień, który na niego padł. Jego zmysły nie były w stanie ogarnąć w całości gargantuicznej postaci, odzianej w kombinezon i maskę przeciwgazową. Zauważył jednak jej obutą w ciężki wojskowy but stopę.

Odwrócił się i zaczął uciekać, ale było już za późno. “Cholerne robale!”, usłyszał jeszcze, zanim ogromny trep zamienił go w niewielką plamę, z dwoma odnóżami, poruszanymi jeszcze ostatnimi, pośmiertnymi skurczami mięśni. Jego odwieczny marsz dobiegł końca. Wszystko wskazywało jednak na to, że Świat, mimo wszystko nie planuje się zatrzymywać.

 

Piotr Czarnecki

Koniec

Komentarze

Hmm, czyżby nawiązanie do “Wielkiego Marszu” Bachmana? ;) Pomysł na przedstawienie apokalipsy z perspektywy robaka nawet w porządku, wykonanie też nie najgorsze, choć być może fakt, że robaki nie myślą jak ludzie i to tylko symboliczna antropomorfizacja był powtarzany trochę zbyt często – dwa pierwsze akapity już wystarczyły, żeby rozeznać się w sytuacji. Zakończenie nawet lekko zaskakujące :)

 

Sugestie poprawek:

 

Ciężko ogarnąć świat w globalnej skali

“Trudno”. “Ciężko” w tym znaczeniu to kolokwializm.

 

z pomocą zapachów opowiedzieć[+,] jak to drzewiej bywało.

 

Przecinek przed zdaniem podrzędnym.

 

 jedyne[+,] co mógłby mu przekazać

 

Jw.

 

Trudno powiedzieć[+,] ile szli, on szedł[+,] odkąd pamiętał

 

Jw.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Dobry wieczór!

Podobało mi się. Fajnie opisałeś świat oczami robala. Nawet go polubiłam. Wizja katastrof itp. nie jest może nowa i świeża, ale właśnie punkt widzenia nadaje świeżości. ;)

Technicznie też chyba dobrze (nie jestem znawcą). Czytało się płynnie.

Hej! Wielkie dzięki za miłe przyjęcie i za uwagi. :)

Od bardzo dawna piszę głównie scenariusze komiksowe, więc mój pisarski język pewnie leży, ale czas w końcu wyjść ze strefy komfortu i trochę urozmaicić portfolio. :)

https://www.facebook.com/CzotrPiarnecki https://www.facebook.com/Incognitokomiks/

Hej, Piotrze!

 

Ciekawe podejście do tematu konkursu, punkt widzenia apokalipsy dodaje powiewu świeżości :) Napisane ładne, na niczym większym się nie potknęłam, gdzieniegdzie zabrakło może paru przecinków.

Ogólnie lekturę uważam za satysfakcjonującą – udany debiut na portalu :)

 

Tak już na koniec wspomnę: coś mi świta, że mit o karaluchach jako jedynych przeżywających apokalipsę został już chyba obalony. Może jak znajdę jakiś artykuł o tym to podlinkuję :D

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Dzięki :) 

Szczerze mówiąc, nie zrobiłem zbyt dogłębnego researchu na temat karaluchów przeżywających apokalipsę. :D Jakiś czas temu napisałem komiks “Król Karaczan” (w ogóle nie związany z tematem postapo, ani entomologii), a kiedy zastanawiałem się o czym napisać opowiadanie na konkurs, mój wzrok padł właśnie na ten komiks i ciąg skojarzeń zrobił swoje ;) 

https://www.facebook.com/CzotrPiarnecki https://www.facebook.com/Incognitokomiks/

Postapo z perspektywy robala. Przyjemne, choć ograniczone wyłącznie do wizji tego świata, jego przedstawienia. Plusik za złośliwe zakończenie (jednak nie tylko szczury i karaluchy… Choć nie wiadomo, cieszyć się tym czy martwić?). 

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Zacny debiucik. Podobało mi się spojrzenie na postapokaliptyczny świat z perspektywy karalucha. Fajnie wyjaśniłeś czytelnikowi, co się z tym światem stało (gazeta). Czyta się płynnie, na niczym się nie potykałam.

Drobny czep:

Nagle w krajobrazie coś się zmieniło. Na jego drodze znalazł się wbity w ziemię, ogromny z jego perspektywy, błyszczący metalicznie przedmiot o podłużnym kształcie.

Tu mamy przedmiot i jego opis, karaluch nie wie, co to jest, ale rozgniatającego go trepa najwyraźniej rozpoznał ;)

 

Ode mnie kliczek :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Wymagało to trochę gimnastyki, aby zapisać myśli niemyślącej istoty, ale chyba się udało. Czytało mi się płynnie, chociaż czy ja wiem, czy z zainteresowaniem?

Koniec, taki bardzo oczywisty dla karalucha, ale niekoniecznie dla czytelnika, bo ludzi miało tam już przecież nie być.

Ogólnie pozytywne wrażenie, ale bez surprise.

Bardzo dobre, Piotrze. :) Perspektywa robaka to ciekawy zabieg, tym bardziej, że wyszło przekonująco. Zwłaszcza te wspinaczki i schodzenie. :) Pomysł przemyślany i dobrze zrealizowany.

Przyczepię się tylko do jednego. Do nagłówków w gazecie. Moim zdaniem niepotrzebne, wiadomo, że wrzucone, żeby sprzedać trochę faktów o świecie, ale nie uważam, żeby było to niezbędne. Fajne było w takiej niedopowiedzianej formie. Jeśli już dałeś nagłówki, wolałbym urwane, takie, które coś tam mówią, ale każdy może sobie dopisać własną historię, rozumiesz? Myślę, że mógłby to być ciekawy zabieg.

Dobrze się czytało.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Ha, miniaturka napisana z perspektywy Blattella germanica był jednym z trzech moich pomysłów ugryzienia tematu kapsułowego. Zarzuciłam go, ale zastanawiałam się, czy ktoś inny podniesie tę karaluszą rękawicę – no i proszę! Nieźle, przyklasnę chociażby za oryginalność na tle tekstów konkursowych.

Niestety nie jestem aż tak zachwycona, by kliknąć bibliotekę. Perspektywa istoty niebędącej człowiekiem, ba, nie operującej nawet zestawem zmysłów ssaczych, jest szalenie trudna do oddania i czuję, że takiego głębokiego przemyślenia, jak się za nią zabrać, tutaj zabrakło. Widać odniesienie do anatomii owada (czułki, skrzydła), ale znowuż jego zachowanie momentami jest wręcz psie (karaluch obwąchał?), a logika myślenia absolutnie ludzka (relacje rodzinne?).

Językowo wymaga poprawek, na przyszłość rekomenduję naszą betalistę.

Końcówka trochę mętna i mam wrażenie, że nie jest to mętność celowa – wpierw kreujesz atmosferę opuszczenia w tonie przeświadczenia “zostaną po nas tylko szczury i karaluchy”, a potem obalasz ten efekt, wprowadzając człowieka.

Niemniej życzę powodzenia w konkursie – (odwieczny) marsz do kapsuły!

Cześć. Bardzo mi się spodobało Twoje podejście do tematu. Napisałeś to całkiem zacnie, choć warto wziąć pod uwagę komentarze wyżej. Piszesz sprawnie, natomiast przydałoby się nieco konsekwencji w zachowaniu samego karaluszka i jego percepcji. Za Darconem – nagłówki gazet są wg mnie zgrzytem. "dziwne, zielone oczy" – to jakoś nie po karaluszemu, nie ten zestaw pojęć :) Człowiek w końcówce mi akurat nie zagrał. Przyjemna lektura, kreatywne podejście do tematu – fajny debiut. Klikam i pozdrawiam.

Fajne :)

Przynoszę radość

Ciekawe podejście. Niby nie ma tu fabuły, a jednak dobrze się czyta, też pod względem technicznym. Chyba tylko z jednym miejscu było drobne potknięcie, ale ogólnie na plus.

Bardzo ciekawe podejście. Podoba mi się charakter narratora – jego kąśliwy język, wyluzowanie, anegdotki. Pasuje to do lekko szalonego świata postapo.

Sam temat nienowy, ale w tym ujęciu sporo zyskuje.

Tak więc fajny koncert fajerwerków do obiadu. Nawet jeśli obok będą biegać rezystory – no co? rezystory są jak karaluchy, przetrwają każdą transformację. Taki żart elektroników ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Ciii, bo się kondensatory połapią i spuchną!

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Niezły pomysł, moim zdaniem nieco zepsuty ludzkim myśleniem karalucha. Jednakowoż czytało się dobrze, a finał zaskoczył. ;)

 

Logicznym byłoby założyć, gdyby przeskakujące w mózgu owada neurony miały zdolność zakładania czegokolwiek, że dawniej życie na ziemi było bardziej zróżnicowane. Z rzadka trafiali przecież na coś… ―> Piszesz o owadach, a te są rodzaju męskozwierzęcego, więc: Z rzadka trafiały przecież na coś

 

Teraz w za­le­wie wszech­ogar­nia­ją­cej sza­ro­ści byli je­dy­ną formą życia. ―> Nadal piszesz o karaluchach, więc: Teraz, w za­le­wie wszech­ogar­nia­ją­cej sza­ro­ści, były je­dy­ną formą życia.

 

bla­do-czer­wo­nym słoń­cem za­cho­dzą­cym… ―> …bla­doczer­wo­nym słoń­cem za­cho­dzą­cym

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Fajny pomysł na punkt widzenia. :-)

Poza tym postapo, jakich wiele. Ale przez zmysły insekta wygląda inaczej…

Babska logika rządzi!

Czyta się przyjemnie. Wizja przedstawiona z perspektywy karalucha jest zrobiona, moim zdaniem, dobrze – ludzki punkt widzenia jest oddalony. I końcówka, w której człowiek okazuje się jednak szkodnikiem niemal równie wytrzymałym co karaluch, również jest udana. :)

Muszę przyznać, że nie znalazłem w tym tekście niestety niczego interesującego. Choć doceniem, że został wykonany starannie.

Perspektywa insekta to zdecydowany pozytyw i dobrze wykorzystana koncepcja, jednak nawet przy tak krótkim tekście opis zdążył mnie znudzić, z przykrością stwierdzam. Niemniej, napisane starannie, styl przyjemnie luźny.

Zostaw ten żyrandol.

Owadzia perspektywa – ciekawy zabieg i miał mocne momenty. Jednak zatrzymała się przy haśle z owadzim serduszkiem. Celowo przedstawiłeś to, Piotrze, tak uroczo? Wybiło to mnie nieco z rytmu i powiało infantylizmem. Jednak wyznaję zasadę, że bez powodu, zdrobnienia nie mogą być w tekście. Nie miałam poczucia, że serduszko karalucha pasuje do kontekstu. 

Nowa Fantastyka